post
Przemysław Michalak

Opublikowane 26.11.2020 12:59 przez

Przemysław Michalak

Dekadę temu Lech Poznań zapisał jedną z piękniejszych kart w historii swoich występów w europejskich pucharach i jak na razie jedną z dwóch najpiękniejszych jeśli chodzi o polskie kluby na międzynarodowej arenie w XXI wieku. Wielki udział w tamtych sukcesach miał Marcin Kikut, który dziś znajduje się zupełnie poza piłką, skupiając na biznesie hotelarskim. Wspominamy jego karierę, wcale nie usłaną różami. Jak sam mówi, tylko przez dwa lata wybijał się wyraźnie ponad ligową szarzyznę.

Dlaczego Franciszek Smuda był jego hamulcowym, mimo że to u niego zadebiutował w reprezentacji? Jaki był sposób na “Franza” w dyskusji? Co sprawiło, że Smuda nie odstrzelił w “Kolejorzu” Rafała Murawskiego? Jakie błędy przed eliminacjami Ligi Mistrzów popełnił Jacek Zieliński? Którego momentu z dwumeczu z Bragą żałuje najbardziej? Kiedy Silvain Wiltord patrzył na niego jak na trupa? Dlaczego już na parkingu w Chorzowie poczuł, że przejście do Ruchu to zły pomysł? Czego w Widzewie nie rozumiał Artur Skowronek? Czemu Bytovia była skazana na niepowodzenia? Co różni dzisiejszego “Kolejorza” od tego z czasów Kikuta? Jak jego firma znosi koronawirusowy kryzys? Zapraszamy na pełną anegdot rozmowę z dwukrotnym reprezentantem kraju, mistrzem Polski oraz zdobywcą Pucharu i Superpucharu Polski z Lechem. 

Zajmuje się pan dziś biznesem, w który wszedł pan jeszcze pod koniec pobytu w Lechu Poznań.

Tak, temat Baltinu wypełnia teraz moje życie. Pierwsze środki zainwestowałem już w 2010 roku. Przekazałem kapitał i zaufałem wspólnikowi. Mieliśmy wspólnego przyjaciela, który nas połączył na biznesowej drodze, ale nie była to bardzo bliska znajomość. Na początku nie angażowałem się mocniej w szczegóły, bo kontynuowałem zawodowe granie w piłkę.

Często człowiek słyszy o przejechaniu się na zaufaniu do wspólnika. Rozumiem, że pan tej decyzji nie żałuje?

Dla piłkarza to zawsze trudna decyzja, żeby powierzyć komuś kapitał i nadal skupiać się na graniu. To nieraz duże wyzwanie i duży problem, ale udało mi się uniknąć dziwnych historii. Zdecydowanie nie żałuję, to był strzał w dziesiątkę, choć ze wspólnikiem nasze drogi powoli się rozchodzą.

Dlaczego?

Budowaliśmy projekt Baltin – hotel i apartahotel – od A do Z, a teraz oferujemy pobyty w obu obiektach. Zawsze pod dokumentami podpisywały się dwie osoby. Teraz to rozdzieliliśmy. Obszar deweloperski przejął wspólnik, a ja działkę operatorską. Spółki mają osobnych właścicieli i funkcjonują niezależnie. Niewykluczone, że na niektórych polach nadal będziemy kooperować i jeszcze niejeden projekt nas połączy. Dziś wynajmuję obiekt od byłego wspólnika, wcześniej była to nasza własność. Jeżeli on będzie realizował jakąś inwestycję, w pierwszej kolejności zapytanie ofertowe odnośnie najmu obiektu będzie przekazywał do mnie jako operatora. Jednocześnie mogę przejąć inne obiekty do zarządzania, niezwiązane zupełnie ze wspólnikiem. Myślę, że obaj na tym skorzystamy.

W zeszłym roku czytałem, że jest pan współwłaścicielem dwóch hoteli nad morzem, a w planach miał być też ośrodek w górach. To aktualne?

Jestem właścicielem spółki operatorskiej Baltin, która przejmuje obiekty i nimi zarządza. Mam w nich swoją własność, ale bardziej chodzi o rzeczy typu basen czy restauracja. Moje zadanie to rozbudowywanie oferty takiego ośrodka. Aktualnie odpowiadam w tych kwestiach za dwa obiekty nad morzem, które łącznie oferują 140 pokoi lub apartamentów. Podpisujemy długoterminowe umowy z właścicielami konkretnych jednostek w tych hotelach i odpowiadam wtedy za całość w tematach infrastruktury, sprzedaży, gastronomii, marketingu i tak dalej. Zaczynałem od udziałów w spółce deweloperskiej – razem budowaliśmy i razem zarządzaliśmy – ale jak wspominałem, teraz działam już inaczej i przede wszystkim pracuję na zysk dla kogoś, by jednocześnie mieć swój. Jednocześnie dopinamy w obu lokalizacjach przejęcie własności, żeby ich serce było w moim posiadaniu, bo to zwiększa moją wiarygodność. Nie byłbym operatorem wiarygodnym, gdybym nie miał swojej własności w obu lokalizacjach. Jak coś jest twoje, to zawsze staniesz na rzęsach, żeby zadbać o jak najwyższą jakość i standardy.

Branża hotelarska znajduje się w czołówce największych poszkodowanych przez koronawirusową zawieruchę. Jak to wygląda u pana?

Branża hotelarska generuje 12 procent PKB, mamy w Polsce 2400 hoteli. To naprawdę duży segment gospodarki i obecna sytuacja bardzo nas boli. Dostajemy mocne ciosy, ale nikt nie ma dziś łatwo. Niektórzy tę sytuację wykorzystają, a innym – tak jak nam – mniej lub bardziej pozginają się kolana. Pomaga mi przeszłość charakternego sportowca. Nie wykrzykuję litanii “o Boże, co się dzieje!”, tylko podwijam rękawy i działam. Adaptujemy się do innej rzeczywistości, a mimo zamknięcia obu obiektów i tak mamy mnóstwo pracy – strategicznej i bieżącej. W zeszłym roku również było wiele wyzwań, intensywnie inwestowaliśmy, więc generalnie jestem przyzwyczajony do ciągłej walki.

Czyli to nie jest tak, że wszystko wisi na włosku, że jeszcze miesiąc lub dwa w zamknięciu i koniec?

Może na włosku nie wisi, aczkolwiek jeżeli dziś podejmę złe decyzje, mogę doprowadzić do dramatycznej sytuacji spółki. To też nie jest tak, że mam w pełni spokojny, dziewięciogodzinny sen z chrapankiem. Stresu nie brakuje, szczególnie w temacie przepływów finansowych. Można wygenerować w bilansach pozytywne wyniki, a stracić płynność i doprowadzić do upadłości. Nie mamy pewności, że spokojnie dociągniemy do marca. Odbywamy wiele trudnych rozmów z wynajmującymi i kontrahentami. Każdy ma ciężko i oczekuje przychodów. Decyzje rządu nam nie pomagają.

Według najnowszej wersji, w optymistycznym wariancie hotele zostaną otwarte po feriach zimowych, czyli pod koniec stycznia.

Trzeba patrzeć realnie. Czekają nas jeszcze co najmniej dwa miesiące w zamknięciu, a w lutym i tak prawie nikt nie przyjedzie, bo będzie cały zestresowany po zimie i poczeka na pierwsze promienie słońca. Ruch na dobre zapewne odblokuje się w kwietniu. Założyłem czarny scenariusz, w którym przez pięć miesięcy nie mamy przychodów i tego się od października trzymam, pod tym kątem podejmuję każdą decyzję. Tak też mówiłem ostatnio pani dyrektor, żeby nie zarządzała przez nadzieję. Liczyła, że na święta przyjadą goście, ale musimy patrzeć na fakty. Wiem, jakimi ścieżkami należy podążać, żeby przetrwać. Wiąże się to z cierpieniem i trudnymi decyzjami kosztowymi, dotykającymi konkretne osoby. Wraz z moim zespołem cały czas mocno to analizujemy, żeby nie przestrzelić.

Ten biznes to pana finansowe być albo nie być?

Lwią część kapitału, jaki zgromadziłem podczas gry w piłkę, zainwestowałem w projekt Baltin. Nie występowałem za granicą, moja kariera naprawdę mocny wzlot miała przez mniej więcej dwa lata, wiec ten kapitał nie był imponujący. Najwięcej zarobiłem właśnie w 2010 roku, gdy graliśmy z powodzeniem w Lidze Europy. Obracałem się latami w ligowej szarzyźnie, miałem momenty wyjścia ponad nią, więc trochę pieniędzy się pojawiło, ale nie mówimy o gigantycznych kwotach. A nie wszystkie ruchy biznesowe były tak udane jak Baltin. Jeśli mi się z nim nie powiedzie, mogę mieć problem.

Życie po karierze zapewnia przynajmniej namiastkę adrenaliny z boiska?

Tak. Nigdy nie uzyskam efektu jeden do jednego, ale niesamowicie mnie ta branża wciągnęła. Nieskromnie mówiąc, z powodzeniem przeszedłem wszystkie szczeble. Pamiętam, gdy w latach 2014-2015 budowaliśmy apartamenty. Wstawałem o 5 rano i jechałem na budowę. Bywało zimno, pobudka skoro świt i robiłem 100 kilometrów w jedną stronę. Był to dla mnie pewien szok. Nie licząc obozów przygotowawczych, całe życie wstawałem najwcześniej o 9 (śmiech). Przeskok niesamowity. Czas się wydłużył, pracowało się po 10-12 godzin. Zaczynałem od zera, musiałem się uczyć zupełnie nowych rzeczy. W 2016 roku otwieraliśmy apartamentowiec w Mielenku i pracowałem w każdej roli – w recepcji, przy barze, przy sprzątaniu, byłem i woźnym, i menadżerem. Mogę bez ubarwiania mówić załodze, że byłem wszędzie, czuję temat, poznałem go z każdej strony. Nie zakończyłem hucznie kariery w Lechu i następnego dnia nie stałem się zarządcą hotelu. Po drodze się niesamowicie potłukłem i poobdzierałem, ale to tak jak w sporcie – rzucą cię na głęboką wodę i musisz sobie radzić, iść do przodu.

Obecne zajęcie z piłką łączy to, że też jest dla ludzi, że ma dawać im radość. Futbol jest tworzeniem spektaklu, powtarzano, że od naszej postawy w weekend zależy humor poznaniaków przez następny tydzień. W hotelarstwie jest podobnie: dopiero, gdy widzisz uśmiechy ludzi, ich zadowolenie i pozytywne emocje, możesz uznać, że wykonałeś dobrą robotę. A z ekipą musisz tworzyć zgrany zespół i iść w jedną stronę, czyli znów analogia boiskowa. Odnajduję się w tym.

Z piłką wiąże pan jeszcze jakieś plany czy to temat zamknięty?

Skończyłem kurs UEFA A, lekkie przetarcie zaliczyłem. Myślę, że po krótkim uniesieniu z pracą z dziećmi w mojej miejscowości i z seniorami na poziomie IV ligi w Tarnovii Tarnowo Podgórne, kontynuacji raczej nie będzie. Nigdy nie mów nigdy, ale dziś kompletnie tego nie widzę i o tym nie myślę. Ciągnie wilka do lasu, jednak w życiu zawsze kierowałem się zasadą, że albo robię coś na sto procent, albo nie robię wcale i nie rozdrabniam się. Mam biznes, mam rodzinę, nie widzę tu przestrzeni dla piłki, przynajmniej w najbliższych latach. Może kiedyś uspokoję trochę sytuację z Baltinem, osadzę go na silnym fundamencie i będzie szansa na powrót do trenerki, chociażby z dzieciaczkami. Miałem niesamowitą frajdę pracując z 10-latkami. Tu jeszcze widzę jakąś szansę, na zawodowstwo trenerskie nie.

Czyli to nie było tak, że się pan zniechęcił, nie czuł tego?

Kwestia priorytetów i niczego innego. Nieskromnie powiem, że gdybym postawił na trenerkę, to wylądowałbym w Ekstraklasie. Oczywiście trwałoby to wiele lat, musiałbym się wspinać po drabince, ale jestem przekonany, że by mi się udało. Podpieram się opiniami kolegów z czasów Lecha, z którymi grałem w Tarnovii. Zbigniew Zakrzewski, Bartosz Ślusarski czy Błażej Telichowski zawsze byli szczerzy i szyderczy, ale przyznawali, że mam to coś. I też tak czuję. Miałbym balans między aspektami merytorycznymi a życiowymi, popartymi doświadczeniami z boiska. Przez chwilę nawet myślałem, żeby przejść trenersko z czwartej ligi do trzeciej, tyle że ten szczebel to już jazda po 1/4 powierzchni kraju. Za często byłbym w rozjazdach. No i wiadomo, trener na początku przede wszystkim inwestuje w siebie, a nie zarabia. Wszystko sobie przeanalizowałem i doszedłem do wniosku, że przy działalności biznesowej bym się rozdrabniał. A jednak mówimy o dużej spółce, nie ma żartów. Po drodze bywało z nią gorąco, dlatego działanie na pół gwizdka nie wchodziło w grę.

Nie ma pan wrażenia, że mógł zakończyć karierę w 2012 roku? Później czekały już tylko rozczarowania.

Tak, to są fakty, z nimi się nie dyskutuje. Oczywiście trudno, żebym wiedział mając 30 lat, że już nic dobrego mnie w piłce nie czeka, możemy jedynie dyskutować tu i teraz. Po odejściu z Lecha pojawiło się kilka grubych rys. Gdy kończyłem z graniem, mocno się zapierałem, że czuję się bardzo spełniony jako piłkarz i niczego nie żałuję. Dziś mogę powiedzieć, że ogólnie spełniony jestem, przy czym parę mocnych “ale” się pojawiło i gdy je wspominam, od razu marszczą mi się brwi. Wtedy próbowałem to zatuszować i oszukiwać samego siebie, że nic się stało, że to nie ma znaczenia. Staram się te ostatnie lata wyrzucać z głowy, bo nie przynoszą mi chluby.

MIKAEL ISHAK – OVER 1.5 CELNYCH STRZAŁÓW. KURS 2.00 W TOTALBET!

Z Lechem pożegnał się pan dlatego, że miał jeszcze nadzieję na zagraniczny transfer. To był pana priorytet.

Wspominaliśmy o pani dyrektor z hotelu, która nie miała zarządzać w oparciu o nadzieję, a ja tak zrobiłem w tamtym czasie. Żyłem złudzeniami, a nie faktami. Miałem podpisane dwie umowy z agencjami menadżerskimi, ale w chwili odejścia nie dostałem nawet wstępnych ofert. Dla tych agencji byłem trochę na doczepkę. Nie prowadziły mnie wcześniej, nie byłem ich “dzieckiem”, chodziło o typowy jednorazowy strzał. Coś tam w trawie piszczało. W dwóch meczach znajdowałem się pod lupą Fortuny Duesseldorf. W jednym zaprezentowałem się dobrze, w drugim – mimo że wygraliśmy w Warszawie z Legią – już niekoniecznie. Jak zawsze grałem dla drużyny, mniej dla siebie. Nie sprzedałem się przy kilku zagraniach, zabrakło większego ryzyka. Widziałem potem w rozmowie z agentem nagrywającym temat, że był trochę zdziwiony takim obrotem sprawy. To chyba zaważyło, jego telefon nagle zaczął milczeć.

Działo się to jakoś w połowie maja, zaraz potem rozpoczęło się Euro 2012. Ciągle byłem pewny swego. Po takiej karcie zapisanej w Lechu sądziłem, że coś na pewno się wydarzy. I tak żywiłem się tą nadzieją przez dwa miesiące, aż na początku lipca zakotwiczyłem w domu i trenowałem indywidualnie przez kolejny miesiąc. Dostałem obuchem w łeb. Tak jak covid zmienia dziś świat, tak wtedy EURO zmieniło polską piłkę. Okazało się, że to już nie ty czekasz na telefon od menedżera, tylko ty się do niego odzywasz i prosisz, żeby coś załatwił. Dima Injac miał ten sam problem, też nie wiedział, co się dzieje, dlaczego w ciągu dwóch miesięcy tak zmieniła się rzeczywistość. No i ostatecznie pod wpływem presji czasu i coraz większego stresu wylądowałem na parkingu w Chorzowie. Jak tylko tam podjechałem, wiedziałem, że to się źle skończy.

Dlaczego?

Podświadomość, intuicja. Każdy ją ma, czasami warto jej zaufać. Doskonale pamiętam nawet miejsce, w którym zaparkowałem auto. Kołatała mi w głowie myśl “wrzuć wsteczny i wyjedź”. Nie posłuchałem, choć przeczuwałem, że się tam nie odnajdę, że Chorzów nie jest miejscem dla mnie. Wystarczyło spojrzeć na archaiczny stadion. Znając siebie, swój pęd do wielkości i adrenaliny, którą miałem w Lechu, będąc wychowanym we Wronkach w najlepszej wówczas akademii w kraju, poczułem, że Ruch nie jest klubem dla mnie. Miałem DNA profesjonalizmu i jakości, a tu nagle przeniosłem się w czasie. Mimo to podpisałem kontrakt, praktycznie o połowę niższy niż w Poznaniu, żeby odbudować formę. Dostałem jednak niewłaściwie impulsy i bodźce, tam się inaczej pracowało. Wiem, że wielu ma dobre zdanie o metodach śp. doktora Wielkoszyńskiego, opierali się na niej Orest Lenczyk czy Waldemar Fornalik, który trafił do kadry z Leszkiem Dyją, odpowiadającym w Ruchu za przygotowanie fizyczne. Ale to tylko jedna z filozofii, jeden z modeli. Ewidentnie do niego nie pasowałem.

W jakim sensie?

Leszek Dyja nie patrzył na stan, w jakim się znajduję. Musiałem wiele nadrobić, a od razu zacząłem bardzo ciężko trenować. Mój “silnik” został zalany niewłaściwym olejem, dlatego później dosłownie nie byłem w stanie normalnie biegać po boisku. Nie czułem ani mocy, ani dynamiki. Wpędziło mnie to w poważny kryzys mentalny. Nie potrafiłem pojąć, dlaczego nie mogę zagrać chociażby 50 procent tego, co w Lechu. Ba, nie prezentowałem nawet 20 procent. Zostałem zajechany, ćwiczenia z tymi piłkami fitness i tak dalej… To jest super, ale od pewnego momentu. Pamiętam zresztą, co powiedział mi Gabor Straka, który już trochę w Chorzowie był: – Kiki, żeby dobrze grać w Ruchu, musisz dać sobie dwa lata. A ja na tyle podpisałem umowę, nie zdążyłbym się odkręcić (śmiech). To nie przypadek, że w Ruchu po udanym sezonie następował duży regres i walczono o utrzymanie, by potem znów się odbić. Przyszedłem po sukcesie, więc czekał nas cięższy okres i faktycznie, gdyby nie problemy Polonii Warszawa, spadlibyśmy do I ligi.

Tutaj dochodzimy do tego, jak ważne jest rozeznanie takich tematów przed transferem, ich weryfikacja, przygotowanie gruntu. Nie zrobiłem tego. Na szybko zadzwoniłem tylko do Marka Zieńczuka, który stwierdził, że “super, fajnie, jest klimat”. No ale on był tam już od dłuższego czasu, dobrze grał, dopiero co zdobył wicemistrzostwo, więc mógł być zadowolony. Nie wiedziałem, jak bym trenował, jaki jest na mnie plan. Wyszedł brak normalnego agenta, który przygotowałby przedpole przed szczegółowymi rozmowami. Decyzje podejmowane w pośpiechu rzadko okazują się dobre.

Czuł się pan w Chorzowie jak intruz? Kiedyś mówił pan, że dało się tam wyczuć kompleks Lecha i nie wszystkim pasował pana przyjazd, choćby przez podjechanie zbyt wypasionym samochodem.

Nie wycofuję się z tych słów, bo tak było. Te kompleksy widziałem przede wszystkim u ludzi z zarządu i niektórych trenerów. Chłopaki-Ślązaki okazali się bardzo otwarci i gościnni, za co mogę im podziękować. Patrzyli na mnie inaczej, niecałe dwa lata wcześniej grałem z Juventusem i Manchesterem City w pucharach, ale generalnie nie byli wrogo nastawieni. Skłóciliśmy się na koniec, gdy zarząd namieszał, a drużyna wykluczyła mnie z rozmów. Obraziłem się na nich, nie witałem się z nimi, poprzepychaliśmy się. Potem dzwonili i mówili, że to nieprawda, emocje trochę opadły. Generalnie w Ruchu panuje specyficzny mikroklimat, który nie każdemu podejdzie. A to auto też mi nie pomogło, zdecydowanie. Mogłem wypożyczyć coś innego (śmiech).

LECH WYGRA – KURS 2.90 W SUPERBET!

Tutaj chyba dał o sobie znać fakt, że pan do 29. roku życia w zasadzie funkcjonował w jednym środowisku, wroniecko-poznańskim. Nagle się okazało, że istnieje inna, gorsza rzeczywistość.

W pewnym sensie w Amice i Lechu żyłem pod kloszem, duży profesjonalizm uznawałem za oczywistość i sądziłem, że wszędzie tak jest. A tu jeszcze trafiłem do jednego z gorzej zarządzanych klubów, który raził starą infrastrukturą. Co by nie mówić, to jeden z wyznaczników profesjonalizmu klubu. Ale najgorsza była sama organizacja wewnątrz Ruchu – dramat. Brakowało pieniędzy na porządne przygotowanie drużyny, nie mieliśmy normalnej suplementacji, ćwiczyliśmy po starych siłowniach. Ktoś powie, że nieważne, gdzie, masz wypracować formę. I ja się zgadzam, w garażu też możesz zdobyć wicemistrzostwo, ale nie mówmy, że garaż nie jest garażem, tylko super nowoczesną profesjonalną siłownią. Przeżyłem szok poznawczy, nie byłem na niego przygotowany.

Koniec końców wylądował pan w chorzowskim klubie kokosa, w którym nie było zmiłuj się.

Oj, nie było, trenowaliśmy dwa razy dziennie przez siedem dni w tygodniu, nawet w niedzielę nam nie odpuszczono. Mówię nam, bo mój los podzielił Andrzej Niedzielan. Jeśli dobrze pamiętam, trenowaliśmy tak 35 dni bez przerwy. Początek był naprawdę mocny, później udało się wypracować normalną relację z trenerem Stanisławem Gawendą, w przeszłości piłkarzem Ruchu. Na starcie był żołnierzem, który mocno trzymał się reżimu nakreślonego z góry, ale z czasem pojawiła się u niego empatia i zrozumienie, starał się to wypośrodkować. Robił swoje, jednocześnie mając szacunek dla dokonań Andrzeja – byłej gwiazdy reprezentacji – i moich, czyli solidnego ligowca.

Czyli nie zmienia pan zdania, że 90 procent wspomnień z Chorzowa jest negatywnych?

Nie zmieniam. Fajnie mieszkało się w Katowicach, w klubie byli też fajni ludzie – nawet chłopaki, z którymi na koniec się pokłóciłem. Gościli mnie u siebie w domach, a byle kogo za próg się tak szybko nie wprowadza, chyba że nazywasz się Marcin Wasilewski (śmiech). Poznałem tych zawodników, choć z nikim jakiejś mocniejszej relacji nie miałem, może poza Serbem Żeljko Djokiciem. Najgorsze wspomnienia dotyczą jednak mojej słabej gry. Nie ma co gadać, nie dało się na nią patrzeć, prezentowałem się beznadziejnie. Podobnie jak w Lechu, analizowałem każdy swój występ i byłem załamany. Zaliczyłem może półtora poprawnego meczu, reszta tragedia. Ogólnie cała drużyna grała fatalnie. Po jakimś czasie przyszedł trener Zieliński, z którym tak dobrze współpracowało mi się w Poznaniu. Próbował mnie reanimować, ale potem sam zaczął się topić i musiał się ratować, a nie patrzeć na Kikuta. To wszystko strasznie bolało, bo przecież dwa lata wcześniej dawałem radę z najlepszymi w Lidze Europy i debiutowałem w reprezentacji.

POŁOWA Z WIĘKSZĄ LICZBĄ GOLI? REMIS – KURS 3.85 W TOTOLOTKU!

Przyznawał pan, że w Ruchu zupełnie stracił miłość do piłki, że zupełnie obrzydła. Udało się potem odbudować to uczucie?

Nie, nigdy już nie czułem takiej radości z grania. Pobyt w Ruchu w dużej mierze mnie wygasił i zniszczył. W Widzewie na chwilę pojawiło się światełko w tunelu, ale splot nieszczęśliwych zdarzeń – jak to nieraz bywało w moim przypadku – sprawił, że szybko ono zgasło. W Chorzowie przez tyle czasu nie miałem żadnego urazu, a w Łodzi, gdy już zacząłem się powoli odbudowywać i nawet pojawiło się zapytanie z Piasta Gliwice, doznałem kontuzji i opuściłem pięć ostatnich meczów w grupie spadkowej. Zła passa trwała.

Nigdy nie ukrywał pan, że w Widzewie nie znalazł wspólnego z języka z Arturem Skowronkiem.

Jak nie idzie, to nie idzie. Wiele sobie obiecywałem po przenosinach do Łodzi, trener Rafał Pawlak wlał we mnie gigantyczną nadzieję. Nawet rozmawiając z nim przez telefon, czułem, że będziemy nadawali na tych samych falach. I tak jak pamiętam parking w Chorzowie, tak pamiętam też jazdę autostradą do Łodzi, gdy otrzymałem telefon z informacją, że Widzew przejmuje Artur Skowronek. Nie mogłem uwierzyć, przecież dogadywałem się z Pawlakiem. Od razu czułem, że to nie zagra. Młody trener, bez doświadczenia, bardzo młoda drużyna, a czekała nas walka o utrzymanie. Bardziej był potrzebny ktoś z może i mniejszą finezją merytoryczno-taktyczną, ale z życiowym doświadczeniem, z trawą w zębach i widzewską tożsamością, a to miał trener Pawlak. No i niestety moje przeczucia się potwierdziły, wiele dziwnych historii. Wychodzimy piątką w obronie, a ja siedzę na ławce, choć miałem być wahadłowym. Nie chodziłem do Skowronka, nie dyskutowałem, bo wiedziałem, że od początku nie jest nam po drodze.

Wspominał pan u nas, że w temacie przygotowania merytorycznego Skowronek prezentował bardzo wysoki poziom, ale jeśli chodzi o możliwości drużyny, do pewnych spraw podszedł zbyt życzeniowo.

Nie rozczytywał dobrze rzeczywistości. Mimo wszystkich obaw, podczas obozu przygotowawczego zacierałem ręce. Ustawienie 3-5-1, ofensywne granie. Mówię: – Kurde, bajka. Ale po dwóch kolejkach z 3-5-1 zrobiło się 5-4-1, bo wyniki się nie zgadzały. Z ambitnych założeń nic nie wyszło. Szwankowało też zarządzanie szatnią, nie potrafił poukładać tych klocków. Najstarszą trójkę tworzyli Maciej Mielcarz, Marcin Kaczmarek i ja, a kapitanem był kto inny. Rozumiem, że trener chciał budować autorytet u młodych, żeby za nim poszli, ale przecież starsi też chcieli. Skowronek najwyraźniej tego nie wiedział i kompletnie się pogubił. Mimo że liznął już ekstraklasowej trenerki w Pogoni Szczecin, ciągle był niedoświadczony i jak to w młodości – również trenerskiej – niczego się nie bał. Wyniku jednak nie zrobił.

W Bytovii natomiast przekonał się pan, jak to jest w klubie z możnym właścicielem, który jednak nie da sobie powiedzieć, że nie zna się na piłce.

Niestety, słoma z butów jeśli chodzi o pana Leszka Gierszewskiego. Nie miał zielonego pojęcia o piłce, tak jak ja na początku nie wiedziałem nic o hotelarstwie. I właśnie dlatego nie wchodziłem w biznes sam, tylko z bardziej obeznanym partnerem i z tylnego rzędu, dwa kroki za nim, wszystkiego się uczyłem. Tak należy tworzyć obszary w zarządzaniu, a nie próbować przekonywać otoczenie, że doskonale się orientujesz w temacie. W Bytovii był Paweł Janas, czyli duże nazwisko trenerskie, więc pan dyrektor mógł powiedzieć, że ma super trenera i postara się być jego prawą ręką. Zatrudnienie znanego szkoleniowca to jedno, trzeba go jeszcze odpowiednio zagospodarować i stworzyć mu warunki do pracy. W Bytovii tego nie zrobiono. Były pieniądze i było skąpstwo, była wieś piłkarska.

Czym się przejawiało to skąpstwo?

Bardzo ciężko było wyegzekwować drobne nakłady, chociażby na takie szczegóły jak buty do dresów. Gdy przychodziłem do klubu, mówiłem radzie drużyny, żeby to jakoś ujednolicić, wyglądajmy profesjonalnie, generalnie żaden koszt. Ale gdzie tam, jakaś abstrakcja, żadnych szans. W Bytovii czułem już, że dobijam do końca, ale i tak dawałem z siebie wszystko, zależało mi, żeby ten zespół poszedł do przodu.

Czyli nie jest pan zaskoczony dalszymi losami Bytovii?

Nie jestem, choć uważam, że i tak bardzo długo utrzymywała się na pierwszoligowym poziomie. To trzeba oddać klubowi. Niestety na zbyt wielu polach trenerzy zderzali się tam z amatorką w zarządzie, dlatego projekt “Ekstraklasa” nie miał szans wypalić.

Mówiliśmy o tych kilku “ale” w karierze. Jedno z nich to fakt, iż z czasem z prawego pomocnika stał się pan prawym obrońcą?

Tak, myślę, że to też mnie wyhamowało. Ta zmiana nie wygenerowała większych postępów w mojej grze. W młodzieżowce zaczynałem na prawej pomocy, byłem zmiennikiem Sławka Peszki. Tak się rozkręciłem, że z czasem Władysław Żmuda dosłownie mnie uwielbiał. Miałem często opóźniony zapłon, nie należałem do zawodników testowych, tylko musiałem wejść, wiedząc, że fundament już jest i zaczynam rozkręcać maszynę. Tak działo się w młodzieżówce i tak zaczynałem w Amice Wronki.

W Ekstraklasie na początku brakowało mi trochę ogłady, ale tendencja była mocno wzrostowa. Przeskok do Lecha, ta publiczność, perspektywa dalszej gry na skrzydle mnie nakręcały. Co by nie mówić, mimo wszystko trochę techniki i dryblingu miałem. Gdybym pozostał w Poznaniu przy dotychczasowej roli, mógłbym się bardzo mocno rozwinąć. No ale Franciszek Smuda przesunął mnie do obrony i znowu walczyłem od początku. Pierwsze pół roku w większości spędziłem na ławce. Gdyby nie zarząd i prezes Rutkowski, pewnie szybko odszedłbym z Lecha i nie świętował potem takich sukcesów. Szkoda jednak tego cofnięcia z pozycją. Trochę inaczej pracowałem, zacząłem mieć więcej kontuzji.

Już ileś lat temu powiedział pan u nas, że był ulubieńcem prezesa Rutkowskiego, więc Smuda nie mógł pana od razu skasować. Zamiast tego – przesunął do obrony.

W pewnym momencie chciałem już nawet odchodzić. Miałem 23 lata, a zacząłem stać w miejscu. Smuda mnie przyblokował i praktycznie skreślił, podobnie zresztą jak Rafała Murawskiego. Gdyby nie dostał wtedy powołania do reprezentacji, najpewniej zmieniłby klub i nie napisał wspaniałej historii przy Bułgarskiej. Niesamowite, jak czasami z tygodnia na tydzień zmieniają się czyjeś losy. Smuda nie wiązał ze mną planów, ale działacze stwierdzili, że nigdzie Kikuta nie puszczą. Ówczesny agent też zachęcał do pozostania, przekonując, że tutaj tworzy się duży, silny klub i na pewno będzie sukces. Okazało się, że to prorocze słowa.

Szybko przebudowałem mental, zakasałem rękawy i znaleźli mi pozycję na tej prawej obronie. Przypadek. Marcin Wasilewski odszedł, powstała luka, a podczas sparingu jedną interwencją zaimponowałem Smudzie, choć po czasie uważam ją za zupełnie normalną. W polu karnym wybiłem piłkę po dośrodkowaniu i Franz krzyknął “o kurde, super prawy obrońca!”. Nie mogłem uwierzyć. Nagle mnie polubił, bo wybiłem jedną wrzutkę. Kabaret. No i tak zacząłem nowy rozdział w Lechu, dostawałem kolejne szanse. Ciągle jednak byłem wyhamowany, bo nie chodziło o taktykę z ofensywnymi bocznymi obrońcami. Wręcz przeciwnie.

Prawda jest taka, że przez trzy lata pracy Smudy w Lechu ciągle z nim walczyłem. Nie mogłem się rozwijać, bo w każdym sezonie zawsze najpierw musiałem go przekonać, by grać na pozycji, którą mi wymyślił. Jesienią 2007 grałem wszystko od deski do deski, klepał mnie po plecach, ale to była bardzo dobra runda w jego oczach. Nie w moich. To nie było takie granie jak później w Lidze Europy, gdy szliśmy do przodu, mogłem się podłączyć, dużo dać od siebie i poczuć radość. Jechałem na zaciągniętym ręcznym, nie mogłem wyjść z tego impasu. Trzy lata męki związanej też z kilkoma kontuzjami, wynikającymi ze stylu pracy trenera. A mnie rozpierała ambicja, jak trzeba było zrobić 10 powtórzeń, robiłem 15. Semir Stilić zawsze robił 7, dlatego był wiecznie zdrowy.

Tym większym paradoksem jest to, że u Smudy rozegrał pan jedyne dwa mecze w reprezentacji.

Po prostu znajdowałem się w świetnej formie. Miałem duży udział w zdobyciu Pucharu Polski w 2009 roku – od rewanżowego ćwierćfinału z Wisłą Kraków grałem wszystko co do minuty, łącznie z finałem. W meczu o Superpuchar z Wisłą Kraków dałem asystę do Roberta Lewandowskiego, wygraliśmy mecz po rzutach karnych. W sezonie mistrzowskim występowałem przez całą jesień, wiosną oczywiście dopadł mnie pech zdrowotny, ale i tak dobrze ten tytuł smakował. Miałem tę satysfakcję, że walnie w sukcesie uczestniczyłem, nie dostałem medalu za kilka epizodów. Co by więc nie mówić, w tych najważniejszych meczach i okresach byłem obecny, coś od siebie dodawałem, nie spijałem śmietanki za innych.

Debiut w reprezentacji? Mam wrażenie, że po meczach w Lidze Europy powołanie wymusili Mateusz Borek z Romanem Kołtoniem. Miałem niesamowity pijar, ale nie bez powodu. A tak po prawdzie, na debiut zasługiwałem już właśnie w 2009 roku. Gdy w Poznaniu kadra podejmowała Wybrzeże Kości Słoniowej, plotkowano, że dostanę szansę, koledzy pytali, że podobno zostanę powołany. Poniekąd więc Franciszek Smuda po prostu musiał dać mi chociaż taką szansę. Nie tylko ja mogę po latach powiedzieć “grałem u niego, bo musiałem, okoliczności tego wymagały”.

Tak jak wspomniany Rafał Murawski?

Dokładnie. Smuda początkowo zupełnie nie był do niego przekonany i chciał jego odejścia. Dzwoniono już do Macieja Iwańskiego i Zagłębia Lubin, szykowano transfer. Miałem bliskie relacje z “Murasiem”, mówił, że jest na skreślonej pozycji. No ale akurat przyszło powołanie od Leo Beenhakkera i w takiej sytuacji nie wypadało go odpalać, dziwnie by to wyglądało. Dzięki temu Rafał mocno potem zaistniał w “Kolejorzu”. Czasem takie szczegóły tworzą ścieżki czyjejś kariery.

Za Smudy za dużo pan w europejskich pucharach nie pograł. Najbardziej wyraziste wspomnienie to pewnie to “Kikut, rany boskie!” z samej końcówki meczu w Udinese.

Tutaj muszę oddać Smudzie, że pokazał klasę. Nie pastwił się nade mną, nie wypominał tego błędu, który przecież był poważny. Nie obwiniał mnie, tylko zespół i jego postawę w drugiej połowie. Wszedłem z ławki, nie byłem podstawowym zawodnikiem i przez kilka następnych tygodni nic się nie zmieniało, ale potem wiosną 2009 grałem już cały czas. Bardzo ciężko pracowałem, żeby mieć top formę i Smuda to dostrzegł. Najpierw wystąpiłem w lidze, potem w ćwierćfinale PP z Wisłą Kraków i poszło. Co by więc nie mówić, wtedy zachował się fair. Więcej pretensji niż za Udinese miał często za inne rzeczy.

Na przykład?

Najwięcej bur zebrałem za grę do przodu. Nienawidził, gdy boczny obrońca podłączał się do ofensywy. Śmiałem się, że jeśli gram z drugiej strony niż ławka trenerska, to zawsze jakąś ofensywną akcję zrobię. Ale jeśli grałem przy ławce, słyszałem tylko: – Gdzie lecisz?! Gdzie lecisz?! Stój!

Był też jakiś mecz, w którym wyleciałem z boiska, chyba za dwie żółte kartki. Pierwszy znalazłem się w szatni, wchodzi trener Smuda i od razu na mnie ostro ruszył.

Co ty zrobiłeś?!
– Co ja zrobiłem? Dla drużyny walczyłem!
– Tak, tak, rozumiem, masz rację, chciałeś dobrze.

Lekko odpyskowałem (śmiech). Na Smudę był jeden sposób w takich momentach: do bólu merytorycznie, wysoki pressing. Musiało chodzić o pretensje mocno nieadekwatne do sytuacji, a tak wtedy było. Nie dostałem głupiej kartki, tylko przerwałem groźną akcję, raczej klasyfikowało się to do mądrego zagrania mimo wykluczenia. Miałem więc podstawy, żeby się bronić i jeśli potrafiło się to przedstawić, można było go delikatnie spacyfikować. Oczywiście wiązało się to z pewnym ryzykiem, ale czasami się udawało.

No i wreszcie na Bułgarską zawitał Jacek Zieliński, który uwolnił pana potencjał.

To był najlepszy okres mojej kariery. Miałem szczęście, że przyszedł szkoleniowiec z takim podejściem, który na dodatek dysponował świetnym sztabem w osobach trenerów Kuźmy, Juskowiaka, Kasprzaka, Primela. Odżyłem i pokazałem to, co mam najlepszego. Szkoda tylko, że nasza współpraca trwała tak krótko. Gdyby była dłuższa, zapewne grałbym na takim poziomie dłużej i moja historia w Lechu skończyłaby się inaczej. Ale nie narzekam, bo pięknych chwil nie brakowało. Jak mówiłem, wiosną 2010 głównie się leczyłem, ale jesienią grałem dużo i mogłem czuć się pełnoprawnym mistrzem Polski. Wywalczyłem miejsce w składzie na Ligę Europy. Zaliczyłem pełne 180 minut w dwumeczu z Dnipro, który dał nam fazę grupową, a potem tylko w rewanżu z Juventusem wszedłem z ławki. Tak to zawsze pierwszy skład, również u Jose Bakero. Piękny czas.

Który mecz pucharowy wspomina pan w pierwszej kolejności?

Bardzo trudne pytanie, bo każdy na swój sposób był wyjątkowy. Remis w Turynie – magia. 2:0 u siebie z Salzburgiem na otwarcie przebudowanego stadionu, fantastyczna atmosfera – jeszcze większa magia. 3:1 z Manchesterem City – wiadomo, kosmos. Śnieg, mróz i remis z Juventusem dający wyjście z grupy – także coś nie do zapomnienia. Mimo porażki dobrze wspominam też wyjazdowy mecz z City. Wypadłem naprawdę dobrze, zebrałem korzystne noty, no a nasi kibice zaprezentowali swoje słynne “let’s all do the Poznan”. Cała Liga Europa w tamtym sezonie była pięknym snem. Cieszę się, że mocno w nim uczestniczyłem na boisku. Szkoda tylko bolesnego odpadnięcia z Bragą na wiosnę.

Indywidualnie z którego występu był pan najbardziej zadowolony?

Na pewno wyszła mi pierwsza połowa z Salzburgiem. Akurat wtedy zostałem ustawiony na prawej pomocy, bardzo dobrze mi się grało. Na City czułem trochę stresu na początku, ale być może potem zaliczyłem swoje najlepsze 60-70 minut w pucharach. Miałem udział przy bramce Joela Tshibamby. Z kolei po jednym ze stałych fragmentów już sądziłem, że strzelę gola, ale z dwóch metrów piłkę zdjął mi jeden z rywali. Kurde, zabrakło milimetrów. Generalnie zagraliśmy odważnie, nie baliśmy się iść do przodu. Wycinki analiz z tych spotkań do dziś są gdzieś w moim komputerze.

Który z przeciwników najmocniej zalazł za skórę?

Stricte w mojej strefie nikt aż tak mocno się nie wyróżnił, żeby potem śnił mi się po nocach, nikt zbyt mocno nie podskoczył (śmiech). Niesamowite wrażenie w ataku City zrobił Adebayor, ale trudno się dziwić, skoro łącznie strzelił nam cztery gole. Na przeciwległym skrzydle imponował Adam Johnson – szybki, techniczny, trudny do zatrzymania. Klasę pokazał Del Piero – żadne zaskoczenie – ale chyba najbardziej podobała mi się gra Davida Silvy. Wyczyniał niesamowite rzeczy, nie szło mu piłki odebrać. Gościu z innej planety.

Mierzący się z takimi przeciwnikami nabyliście przekonania, że to poziom, do którego jesteście w stanie doskoczyć czy cały czas dominowało nastawienie “cieszmy się chwilą, to już nie wróci”?

Czuliśmy swoją siłę i wartość. Wydawało nam się, że możemy wiele zwojować. Wiedzieliśmy, że to przygoda, ale po to nam się trafiła, żeby jak najwięcej z niej wyciągnąć i wygenerować z niej dużo dobrego na przyszłość. Drugiego punktu nie udało się zrealizować, bo odpadliśmy z Bragą, a w Ekstraklasie chwilami był dramat. Według mnie nie zawsze dojeżdżaliśmy mentalnie, a działacze nie pomagali swoimi ruchami. Uważam, że decyzja o zwolnieniu Jacka Zielińskiego okazała się bardzo dużym błędem.

Na krajowym podwórku mieliście ten sam problem co obecny Lech, nie potrafiliście pogodzić kilku frontów. Trudno było przeskoczyć z Turynu do Chorzowa?

Akurat po remisie z Juventusem pojechaliśmy na Łazienkowską. Przez 35-40 minut prowadziliśmy 1:0, a mieliśmy jeszcze kilka sytuacji sam na sam. Miażdżyliśmy Legię, w historii moich meczów z nią chyba nigdy tak nie dominowaliśmy jak tamtego dnia. Mimo to przegraliśmy w samej końcówce. Rzeczywiście, mentalnie nie umieliśmy sobie poradzić z naszą ligą. Piłkarsko ciągle było okej, prowadziliśmy grę i tak dalej.

Czyli dominowało nastawienie, że jak zagramy na 90 procent tego co w Lidze Europy, to i tak powinno wystarczyć?

Była gra na sto procent poczucia swoich możliwości w danym momencie, ale nie na sto procent determinacji. Chcieliśmy bardziej stawiać na futbol dla oka, na jakość, dominować kulturą gry. Przez to pewnie trochę zatraciliśmy równowagę w takich aspektach jak fizyczność, praca bez piłki, zabrakło doskoku do chłopaków z drugiej drużyny. A to jednak Ekstraklasa, takie rzeczy się mściły.

Mówił pan, że odpadnięcie z Bragą było rozczarowujące i trudno się nie zgodzić. Miało się przeświadczenie, że spokojnie mogliście przejść Portugalczyków, mimo że później dotarli aż do finału.

Zadawaliśmy sobie potem pytanie: dlaczego nie poszliśmy tą drogą? Spokojnie to my moglibyśmy być w tym finale. Gdybyśmy pokonali Bragę, trafilibyśmy na Liverpool, który wówczas nic wyjątkowego nie prezentował. Braga stawiała przede wszystkim na defensywę i tak dotarła do meczu o wszystko. Ostatnio przy okazji innych wspominek wróciłem do skrótu z rewanżu i aż złapałem się za głowę, widząc, jaką sytuację w samej końcówce zmarnował Artjoms Rudnevs. Zupełnie o niej zapomniałem, pamiętałem jedynie poprzeczkę Jakuba Wilka zza pola karnego, ale Artjoms miał setkę. Był sam po dośrodkowaniu, idealna piłka i nie trafił. Gorycz porażki sprzed dziewięciu lat na chwilę odżyła.

Twierdzi pan z pełnym przekonaniem, że mogliście dojść do finału zamiast Bragi?

Oczywiście. Mieliśmy szalony zespół z doświadczeniem, determinacją, odwagą. Starsi zawodnicy jak Bosacki, Arboleda, Djurdjević czy ja wiedzieli, że to może być ostatnia taka przygoda w życiu. Byliśmy więc niesamowicie nakręceni, żeby zrobić coś wielkiego. Mieliśmy po 28-30 lat, czyli znacznie więcej, niż chłopaki, którzy teraz pokazują się z “Kolejorzem” w Europie. Gdybyśmy przełamali tę barierę 1/16 finału i trafili na Liverpool, naprawdę wszystko byłoby możliwe. No ale awansowała Braga, która moim zdaniem całościowo prezentowała podobny poziom do naszego. Przeważyły detale, może związane z wyszkoleniem technicznym, bo akurat tu przewaga była po jej stronie.

A propos detali. Tego wszystkiego by nie było, gdyby nie wygrane karne z Interem Baku na początek eliminacji Ligi Mistrzów.

Palpitacje serca u wszystkich, zaczęliśmy od horroru. Na szczęście Krzysiek Kotorowski sprawił, że kibice nas nie zlinczowali. Dwumecz ze Spartą Pragą był regresem formy, zasłużenie odpadliśmy. Po losowaniu, w którym dostaliśmy Dnipro Dniepropietrowsk, nastroje nie należały do optymistycznych.

No właśnie, odnosi się wrażenie, że o meczach z Dnipro mało się mówi w porównaniu do reszty. Wyrzucenie Ukraińców za burtę to już był spory wyczyn, który otworzył drogę na salony.

Niezasłużenie pomija się ten dwumecz. Gdy zaczęliśmy analizować Dnipro, nazwa nie robiła wrażenia, ale kadra tego zespołu, jego gra i kilkukrotnie większy budżet już zdecydowanie tak. Bardzo wysoki poziom. Być może mało się mówi o tych spotkaniach, bo emocje związane z karnymi z Azerami i porażkami ze Spartą uleciały. Dominowało rozczarowanie, nikt już nie oczekiwał wielkich rzeczy. To już było bardziej machnięcie ręką na zasadzie “dobra, zagrajmy to i czekamy na ligę”.

Los sprawił, że zmieniła się sytuacja wewnątrz drużyny. Przed wyjazdem na Ukrainę nawiedziła nas plaga kontuzji, co musiało strasznie martwić trenera Zielińskiego. Przyjął on założenie przed eliminacjami LM – akurat tu moim zdaniem błędne – że opiera wyjściowy skład wyłącznie na zawodnikach, którzy wiosną przyczynili się do zdobycia mistrzostwa. Miał ustaloną żelazną jedenastkę i tylko wypadki losowe wprowadzały zmiany. W Baku zagrałem ze względu na kontuzję Arboledy, potem w pucharach siedziałem na ławce – aż do Dnipro. Reszta zawodników widziała, co trener planuje i nie wpłynęło to dobrze na ich nastawienie, bo wiedzieli, że o Ligę Mistrzów nie powalczą. Dopiero te kontuzje sprawiły, że wszystko się zmieniło. Wypadła połowa żelaznego składu i chcąc nie chcąc, w Dniepropietrowsku wyszliśmy na boisko zestawieniem na tamtą chwilę rezerwowym. I to był pozytywny szok – wygrana 1:0, postawa drużyny, postawa poszczególnych piłkarzy. Nagle do tych podstawowych dotarło, że chłopaki, którzy wcześniej grali mniej mogą ich zastąpić.

Wróciła rywalizacja.

Dokładnie, wszystkim otworzyły się oczy. Na nowo wyzwolił się w zespole duch zdrowej rywalizacji, której brakowało przez parę tygodni okresu przygotowawczego. W rewanżu z Dnipro skład był już bardziej zmiksowany i obroniliśmy wynik. Trener już w pełni rzetelnie ocenił każdego zawodnika, wyjściowa jedenastka była najlepszą, jaką mógł wystawić. Nie było patrzenia, kto ile wcześniej grał i jakie miał zasługi. To okazało się kluczem do późniejszych sukcesów w grupie.

Widzi pan podobieństwa obecnego Lecha do tego sprzed dekady?

Widzę ich dużo. Ten Lech też stawia na ofensywę i widowisko. No i też na razie nie łączy dobrej postawy w Europie z pilnowaniem pozycji w lidze. Kamyczkiem do ogródka dzisiejszego “Kolejorza” jest mniejszy balans między ofensywą a defensywą. U nas jednak tej równowagi było więcej. Może nie graliśmy aż tak finezyjnie do przodu, ale za to byliśmy bardziej zwarci w tyłach.

Wyjście z grupy pozostaje realne dla podopiecznych Dariusza Żurawia?

Uważam, że tak, choć łatwo nie będzie. Trzeba wygrać w Belgii, pokonać Rangersów u siebie i kto wie, czy konieczny nie okaże się jeszcze punkt w Lizbonie. Sytuacja jest naprawdę trudna, ale wierzę w chłopaków. Na pewno mają w sobie dużo złości po wynikach w Ekstraklasie, więc niech walczą. Nie ma rzeczy niemożliwych, tylko muszą złapać równowagę w temacie ofensywa-defensywa. Bardziej dotyczy to ich indywidualnie, każdy w głowie powinien to sobie poukładać. Jeśli tak się stanie, jak najbardziej w dwóch najbliższych meczach Lech może zdobyć komplet punktów.

Nie ma pan wrażenia, że Lech dochodzi do granicy w swojej obecnej filozofii? Nie można wiecznie wkładać do gabloty rekordu transferowego, liczby kadrowiczów na zgrupowaniu czy pojedynczych meczów w pucharach.

Z pewnością popyt na trofea w Poznaniu jest znacznie większy niż podaż. Pytanie, czy taki nie był cel – niestety z perspektywy kibica – szefów klubu. Wygląda na to, że tak. Gdy w 2012 roku Piotr Rutkowski wszedł do zarządu Lecha, przyjął określoną strategię prowadzenia klubu, który kumuluje pustki w gablocie. Jeśli świadomie obrali taką drogę, to i tak czapki z głów, bo niesamowicie promują młodzież. Jakieś trofea po drodze muszą się jednak pojawiać, tego od Lecha należy wymagać. Zresztą prawda jest taka, że podczas mojego pobytu w latach 2006-2012 też do gabloty włożyliśmy za mało konkretów. Przy takim potencjale powinniśmy zdobyć jeszcze co najmniej jeden Puchar Polski, po który Lech potrafił sięgać dwa lata przed zmianą właścicielską. Wtedy nie było pieniędzy, ale były sukcesy i wesoła atmosfera.

Uważam, że mistrzostwo należało zdobyć już w 2009 roku. Sięgnęliśmy po krajowy puchar ogrywając Ruch Chorzów i zostały nam dwie kolejki ligowe, traciliśmy punkt do prowadzącej Wisły Kraków. Gdyby Franciszek Smuda pozwolił nam wtedy poświętować, jestem przekonany, że i tytuł byłby nasz. Zamiast tego dwa razy zremisowaliśmy, kończąc sezon na trzecim miejscu.

Dlaczego to był aż tak ewidentny błąd Smudy?

Mieliśmy olbrzymią potrzebę uwolnienia emocji. Dla nas to był gigantyczny sukces, pierwsze trofeum klubu od pięciu lat, “nowy Lech” w końcu udowodnił swoją wielkość. Chcieliśmy poczuć jedność z kibicami, pocieszyć się z nimi. Nie mówię o morzu alkoholu, tylko o dwóch godzinach na Starym Rynku przy otwartym autokarze. Po meczu i tak nie śpisz, adrenalina dopiero schodzi, wszystko przeżywasz. Smuda powiedział “nie”, co jakoś dziwnie wyhamowało nas wewnętrznie. Co nie znaczy, że to była jedyna przyczyna, proszę mnie źle nie zrozumieć, ale na pewno sobie wtedy zaszkodziliśmy.

Na koniec o drugim “ale”, czyli braku transferu zagranicznego. Fortuna Duesseldorf po prostu się rozmyśliła, ale dwukrotnie był pan przecież na testach. Zimą 2012 w FC Nantes, a pół roku później w duńskim Aarhus.

We Francji od początku byłem skazany na niepowodzenie. Dopiero dochodziłem do siebie po dłuższej przerwie, ten sam agent, który próbował z Fortuną, zadzwonił, czy nie chciałbym polecieć na dwa dni i się pokazać. Wiedziałem, że szanse mam niewielkie w swoim obecnym położeniu, ale chciałem zrobić sobie rekonesans i zobaczyć, jak to wygląda od kuchni. Na nic się jednak nie nastawiałem, bo po prostu byłem nieprzygotowany. W Nantes mieli okres mocnych gier na małej przestrzeni, więc “pływałem” na tych treningach. Brakowało mi tlenu. Sylvain Wiltord patrzył na mnie, jakby zobaczył żywego trupa.

Dania? Chodziło przede wszystkim o finanse. To był główny problem, nawet nie zbliżyli się do moich oczekiwań i formalnej oferty nigdy nie złożyli. Na treningach prezentowałem się nie najgorzej, chociaż widziałem, że tradycyjnie rozkręcałem się dopiero po jakimś czasie. Swój normalny rytm złapałem w ostatni dzień treningów i pokazałem, co potrafię. Może to też zasiało u nich ziarno wątpliwości, bo mówili: – Kurde, dopiero piątego dnia dałeś to samo, co widzieliśmy na filmikach. Ale tak już miałem, takie okoliczności jak testy nigdy nie były dla mnie sprzyjające.

Brak wyjazdu do innej ligi to większe rozczarowanie niż poprzestanie na dwóch występach w reprezentacji?

Tak. Niedawno po latach zdzwoniliśmy się z trenerem Wilczyńskim, który odpowiadał za przygotowanie fizyczne w czasach Franciszka Smudy. Człowiek z niesamowitą energią, wyrównywał trochę buńczuczność trenera. I mówił:  – Chociaż ta 2. Bundesliga, nadawałeś się tam, prułbyś od linii do linii, ja cię tam widziałem. Też czułem, że to byłby dla mnie idealny rynek, na którym byłbym doceniony za harówę, przygotowanie taktyczne i techniczne również. Nigdy nie uważałem, bym w tym aspekcie musiał się wstydzić. Dlatego tak byłem zdeterminowany, żeby w 2012 roku odejść z Lecha. No ale jak wyszło, już wiemy.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. FotoPyk/Newspix

Przemysław Michalak

Piłka nożna bez polskich akcentów rzadko mnie już ekscytuje. Miałem szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był mój dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na Pilka.pl, Sportowych Faktach, Futbolnet.pl i Futbol.pl - założyłem portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął mnie Krzysztof Stanowski. I oto jestem.

Opublikowane 26.11.2020 12:59 przez

Przemysław Michalak

#WeszłoFuksem
16.06.2021

Finlandia za dziewięć tysięcy, efektowna tasiemka i sukcesy na Euro

Weszło Fuksem, czyli najlepsze kupony poprzedniego tygodnia. No nie będziemy ukrywać – lubimy robić te zestawienia, bo po każdym z tych kuponów robimy coś w stylu “o kurde, serio mu to weszło?”. Co mamy dla was tym razem? Mamy singla trafionego za tysiaka. Efektowną tasiemkę puszczoną z samego rana. No i graczy obłowionych na Euro […]
16.06.2021
#WeszłoFuksem
02.06.2021

Spec od tenisa, mocny gracz siatkówki i top kupony na Polskę

Imponująca tasiemka, solo grane za sporą stawkę czy wróżenie z fusów, ekhm, to znaczy meczów towarzyskich. W ostatnim tygodniu działo się wiele nie tylko w piłce nożnej, dlatego wśród dzisiejszych przykładów szczęśliwych kuponów w Fuksiarzu znajdzie się nie tylko nasz ulubiony sport. Jak co tydzień prezentujemy wam w naszym cyklu #WeszłoFuksem najciekawsze kupony graczy Fuksiarza. […]
02.06.2021
Fuksiarz.pl - Zakłady bukmacherskie
28.05.2021

Manchester City vs Chelsea – kursy na finał Ligi Mistrzów

W przeciągu dwóch dekad po raz trzeci w finale Ligi Mistrzów zobaczymy dwa angielskie zespoły. Kursy bukmacherskie na mecz Manchester City vs Chelsea uderzająco przypominają te sprzed dwóch lat, kiedy to o puchar Ligi Mistrzów walczył Tottenham z Liverpoolem. Kibice na pewno życzą sobie, by scenariusz zbliżającego się spotkania był na wskroś inny i bardziej […]
28.05.2021
#WeszłoFuksem
27.05.2021

Napoli, Napoli, kupon ci spartoli

Tasiemki z pewniakami, triple grane na sporą stawkę czy idealny przykład na early payout – to dzisiejsze przykłady szczęśliwych kuponów w Fuksiarzu. Jak co tydzień prezentujemy wam w naszym cyklu #WeszłoFuksem najciekawsze kupony graczy Fuksiarza. Komu poszczęściło się tym razem? A kto miał potężnego pecha? Kto z was nie lubi pewniaczków? Pan lubi, pani lubi, […]
27.05.2021
Fuksiarz.pl - Zakłady bukmacherskie
18.05.2021

2 tysiaki, kupon solo, Wisła Kraków poza kontrolą!

Ileż to razy puszczaliście efektowną taśmę, by na koniec weekendu wykrzyczeć “matko z córką, jeden nie wszedł!”. Przypuszczamy, że niejednokrotnie. I szczerze wam współczujemy, też byliśmy często po tej stronie kuponu. Natomiast jak co tydzień w naszym #WeszłoFuksem przyglądamy się efektownym kuponom, które weszły. Komu poszczęściło się w Fuksiarzu tym razem? Stary, dobry system “graj […]
18.05.2021
Weszło
16.05.2021

Wielki finał Pucharu Fuksiarza! Glazurek czy Smyk, Smyk czy Glazurek?

Wszystko co dobre – szybko się kończy. Niestety, dzisiaj dobiega końca sezon w najlepszej lidze świata – czyli w Ekstraklasie, ale i dzisiaj poznamy ostateczne rozstrzygnięcia w najbardziej prestiżowym konkursie typerskim na wschód od Chociebuża. Puchar Fuksiarza, Fuks-Cup, Copa de Fuksiarzores – wieczorem dowiemy się, kto podniesie go do góry, przejeżdżając odkrytym autokarem po Warszawie.  […]
16.05.2021
Weszło Extra
15.06.2021

Miły, milutki. Bajka o N’Golo Kante

N’Golo Kante pokazuje wszystkie zęby. To jego charakterystyczny urzekający uśmiech. Kupuje nim wszystkich. Wtedy jeszcze tylko w nadsekwańskim Suresnes, ale minie kilka lat i w jego bezpretensjonalności zakocha się cały piłkarski świat. Ubrany jest w niebieski t-shirt z nadrukiem. Stoi w drugim rzędzie. Z przodu, przed nim, sytuuje się dwóch chłopców. Ksywki – Gerrard i […]
15.06.2021
Weszło Extra
14.06.2021

Podejście zmienił o 180 stopni, charakter nie. Historia Jakuba Świerczoka

Jakub Świerczok jest dziś naszą główną nadzieją na wsparcie Roberta Lewandowskiego w ataku. W reprezentacji Polski to nadal totalny żółtodziób, choć w przyszłym roku dobije do trzydziestki, a już dziewięć lat temu grał na poziomie Bundesligi. Nim jednak znalazł się w tym miejscu, w którym jest obecnie, musiał przejść długą, pełną wybojów drogę. Z pewnością […]
14.06.2021
Weszło Extra
13.06.2021

Pracowity leniuch. Tajniki sukcesu Kamila Piątkowskiego

Autokar Rakowa Częstochowa wyrusza z hotelowego parkingu w stronę boiska treningowego. Droga potrwa dziesięć minut, atmosfera luźna, drużyna w rozbawieniu. Jarosław Jach zwołuje grupę pokerową i zarządza grę w karty. Kilku chłopaków siada tyłem do kierunku jazdy, Kamil Piątkowski jako jedyny przodem. Padnie ofiarą misternie przygotowanego żartu. Rozdanie. Piona patrzy, patrzy, a karty układają się […]
13.06.2021
Weszło Extra
11.06.2021

Białek z Rosji: To Euro, a nie podróż służbowa!

Trzy lata temu zacząłem z grubej rury. Nie wpuszczono mnie na pokład samolotu do Moskwy, moja wiza miała zacząć obowiązywać 50 minut po przylocie. Musiałem w kilka godzin ogarnąć alternatywny transport do Rosji i znaleźć sposób na przejazd przez Białoruś, do czego normalnie potrzebna jest wiza, na którą czeka się dwa tygodnie. I choć z […]
11.06.2021
Weszło Extra
10.05.2021

Adam Topolski: Dla atmosfery można było wyolbrzymiać opowieści

Adam Topolski to jedna z najbarwniejszych postaci polskiego futbolu na samym początku XXI wieku. Jego opowieści i anegdotki są wręcz legendarne. Piłkarze mówią o nim: potrafiłby sprzedać piasek na pustyni. Podkreślają to, że potrafi zbudować atmosferę w szatni, jadąc na picu. Niespełna 70-letni szkoleniowiec niedawno podjął się ostatniego wyzwania w swojej długiej przygodzie z ławką […]
10.05.2021
Weszło
08.05.2021

“Nie znam zapachu skarpet w szatni, ale nie czuję się przez to mniej kompetentny”

Jest skautem Arsenalu. Pracował w West Bromwich czy Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej. Jako jeden z nielicznych Polaków ukończył studia FIFA Master. Tomasz Pasieczny opowiada o tym, dlaczego Arsenal go nie zwolnił przy masowych cięciach. Ale głównie rozmawiamy o tym, jak wyglądałby pion sportowy zarządzany przez niego. Bo Pasieczny nie ukrywa, że chciałby zostać dyrektorem sportowym w […]
08.05.2021
Weszło
18.06.2021

Już jest mi żal tej Holandii (8)

Wdzięczna Lubelszczyzna, konkretnie stadion w Łęcznej. Luty 2016. Godzina 15.30. Na boisko Górnika wybiegli lokalni piłkarze oraz ich goście z Korony Kielce. To nie jest miejsce na robienie wielkich rzeczy, to nie jest ani termin, ani okazja, by spodziewać się fajerwerków. A jednak, to jest mecz, który pamiętam do dzisiaj, choć odbył się już ponad […]
18.06.2021
Weszło
18.06.2021

Człowiek w ogniu. Dumfries podbija Euro

Salka konferencyjna amatorskiego holenderskiego klubu VV Smitshoek. Trwa spotkanie zawodników z trenerami. Ni to odprawa, ni to pogadanka, ni to zgromadzenie. Ktoś się śmieje, ktoś opowiada kawał, komuś w plecaku brzęczy piwko. To nie wielki świat futbolu. Młodsi mają szkołę, starsi mają pracę, piłka nożna to dla nich hobby. Ale to jedna z tych rozmów […]
18.06.2021
Weszło
18.06.2021

Tydzień turnieju, a my już w domu. Prawie jak kadra! Tetrycy od 12

W euroodcinku “Dwóch zgryźliwych tetryków” Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski rozmawiają o tym, że Lukaku wszystko potrafi zrobić lepiej, że Dania mogłaby się nauczyć strzelać, a Holandia jest całkiem spoko. Nie braknie też polskich wątków, w tym drobiazgowej analizy, z której wynika, że mamy małe szanse na mistrzostwo Europy. Spis treści: 0:00 DZIEŃ DOBRY ANEGDOTO […]
18.06.2021
Weszło
18.06.2021

O Lukaku, okazjach Danii i Lidze Narodów D (8)

Proszę państwa, wysoki sądzie, to jest najlepszy piłkarz turnieju, Romelu Lukaku. Ja zdaję sobie sprawę, że niektórych widzieliśmy tylko w jednym meczu, a Lukaku już w dwóch. Może za chwilę bębenek podbije Pogba, Mbappe, może Ronaldo, może jeszcze ktoś zrobi coś niebywałego, co przyćmi Lukaku. Ale turniej jest szybki. Nie masz czasu czekać. I na […]
18.06.2021
Brama dnia
18.06.2021

Ibrahimović czy Balotelli? Pojedynek akrobatów w “Bramie dnia”

Rivaldo – zgodnie z waszymi głosami to właśnie jego trafienie w starciu z Belgią na mistrzostwach świata w 2002 roku zostało wczoraj obwołane “Bramą dnia”. Dzisiaj mamy dla was propozycje nietypowe – dwa uderzenia sytuacyjne po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry. Sytuacyjne, a jednak efektowne i rzadko spotykane. Do wspólnej zabawy zapraszamy wraz z Gatigo. […]
18.06.2021
Prasówka
18.06.2021

“Mamy mądrego trenera, ale brakuje mu trochę szczęścia”

Piątkowa prasa – co za zaskoczenie – w dużej mierze o mistrzostwach Europy. Mamy najświeższe wieści z polskiego obozu i rozmowy z eskpertami. W nich rzecz jasna pomysły na to, co można zmienić oraz krytyka Paulo Sousy i Zbigniewa Bońka. Tymczasem ten drugi w wywiadzie broni tego pierwszego. – Ja nie zwolnię Sousy z funkcji […]
18.06.2021
Weszło Extra
14.06.2021

Podejście zmienił o 180 stopni, charakter nie. Historia Jakuba Świerczoka

Jakub Świerczok jest dziś naszą główną nadzieją na wsparcie Roberta Lewandowskiego w ataku. W reprezentacji Polski to nadal totalny żółtodziób, choć w przyszłym roku dobije do trzydziestki, a już dziewięć lat temu grał na poziomie Bundesligi. Nim jednak znalazł się w tym miejscu, w którym jest obecnie, musiał przejść długą, pełną wybojów drogę. Z pewnością […]
14.06.2021
Weszło Extra
22.04.2021

Damian Szymański: Najpierw pełny sezon w AEK Ateny, potem reprezentacja

Damian Szymański, już jako czterokrotny reprezentant Polski, zimą 2019 roku zamienił Wisłę Płock na Achmat Grozny. Pobyt za wschodnią granicą okazał się jednak dla niego niezbyt udany – i sportowo, i życiowo. Polski pomocnik odżył po przenosinach do AEK-u Ateny. Na początku tego roku był wręcz w wybornej formie. Szymański w pełni odbudował się po […]
22.04.2021
Weszło Extra
12.03.2021

Ile w piłce znaczy CV? “Liczą się ostatnie dwa lata, reszta to anegdota”

Transfery to jeden z najbardziej ekscytujących elementów piłki. Ba, są tacy, którzy wręcz twierdzą, że są najciekawsze i potrafią dostarczać więcej emocji niż same mecze. Nie przez przypadek teksty dotyczące spekulacji transferowych, choćby bardzo krótkie, ciągle potrafią bić rekordy wyświetleń na portalach internetowych. Ten trend od lat się nie zmienia. Jest coś elektryzującego w tym, […]
12.03.2021
Weszło Extra
05.03.2021

Pasjonaci-hobbyści coraz bardziej widoczni w mediach. Niektórzy nawet komentują mecze

Nie zawsze to na co dzień dostrzegamy, ale świat ciągle zmienia się w wielu aspektach. Czasami to dobrze, czasami źle, nie każda nowość jest pozytywnym zjawiskiem. Bez wątpienia jednak za takie należy uznać ewolucję, jaką w ostatnich latach pod pewnymi względami przeszły media sportowe. Rozwój portali społecznościowych, a zwłaszcza Twittera, sprawił, że od pewnego czasu […]
05.03.2021
Weszło Extra
20.01.2021

Trenerzy a życie rodzinne. Czy to już zawód tylko dla piłkarskich nerdów?

Pracoholik. Skrajny perfekcjonista. Fanatyk. Obsesjonat. Jeżeli ktoś jest opisywany w ten sposób, budzi raczej negatywne skojarzenia, ale akurat nie dotyczy to trenerów piłkarskich. Chwilami można odnieść wrażenie, że niektórzy wręcz oczekują od nich, że będą żyli futbolem 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku i nic innego w ich egzystencji liczyć się nie […]
20.01.2021
Weszło Extra
21.12.2020

Łukasz Surma: Trzy lata w trenerce nauczyły mnie pragmatyzmu

Łukasz Surma ponad trzy lata temu zakończył poważne granie w piłkę, choć wcale nie był to obrót wydarzeń w pełni przemyślany i kontrolowany. Ostatni mecz w Ekstraklasie zaliczył 27 maja 2017 roku, czyli miesiąc przed czterdziestymi urodzinami. Odszedł jako zdecydowany rekordzista w liczbie spotkań na najwyższym polskim szczeblu – uzbierał ich aż 559. Po zejściu […]
21.12.2020
Liczba komentarzy: 24
Subscribe
Powiadom o
guest
24 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Taom
Taom
6 miesięcy temu

Znowu człowiek z Lecha i ich ulubione słowo “Gdyby’
Co oni z tym mają
Gdyby nie tracił bramek, gdyby wygrał … bla bla

Quba
Quba
6 miesięcy temu
Reply to  Taom

Gdyby warszafka grała w pucharach,gdyby a tak gwalcona,ponizona i moze tylko popisy Lecha oglądać co eliminacje przeszli jak burza z niezłym wynikami.I co kompleksiarzu

(L)
(L)
6 miesięcy temu
Reply to  Quba

legia gwalci i poniza lecha wlasciwie co roku, w tym roku to samo

SmyQ
SmyQ
6 miesięcy temu

Grzegorz Sandomierski, Piotr Celeban, Grzegorz Wojtkowiak, Hubert Wolakiewicz, Marcin Kikut, Ariel Borysiuk, Janusz Gol, Szymon Pawlowski, Dawid Plizga, Michal Kucharczyk, Dawid Nowak

Ależ to była paka.

Jurgen Guardiola
Jurgen Guardiola
6 miesięcy temu

Kikut, Jezus Maria…

Sam
Sam
6 miesięcy temu

haha Liverpool, Dynamo Kijow i Benfica byly rywalami w kolejnych rundach Bragi. Co ten Kikut bierze to ja nie wiem. Ale powinien odstawic natychmiast

Kuba
Kuba
6 miesięcy temu
Reply to  Sam

Ziomek, a może byś jednak sprawdził zanim chlapniesz. 1/8 finału Braga elimunuje Liverpool cale 1:0 w dwumeczu 🙂

Konik "Artur" Konisławowski
Konik "Artur" Konisławowski
6 miesięcy temu

Nie ograliście i nie dotarliście, więc na jaki chuj robić coś takiego? Porażka totalna. Gdyby, jeśli…Liczą się ino fakty.

Konik "Artur" Konisławowski
Konik "Artur" Konisławowski
6 miesięcy temu

Gdybym został piłkarzem to zatrudniłby mnie Real Madryt? O kurwa, jaki ja głupi byłem. Tyle przegrać.

mesjasz
mesjasz
6 miesięcy temu

Kikut rany boskie

Babcia Malina
Babcia Malina
6 miesięcy temu

Synku, tamten Liverpool był do opędzlowania ale nie fandzol nam tutaj, ze Dynamo i Benfikę też byście siekneli. Cyganisz nas tutaj małpo zielona.

Ostatni Władca Podhala
Ostatni Władca Podhala
6 miesięcy temu

A gdyby Cypr wygrał te mecze co przegrał , to by awansował na Euro.

Murphy
Murphy (@murphy)
6 miesięcy temu

Wtedy koncertowo mecz z Bragą rozłożył Bakero, przez jakieś idiotyczne taktyczne kombinacje z ustawieniem na boisku.

hds
hds
6 miesięcy temu
Reply to  Murphy

Przed meczem sezonu z Braga sprzedali Peszke. To zawazylo. Typowa transferowa akcja w wykonaniu polskiego klubu szurmujacego europejskie puchary. Sprzedajemy najlepszego zawodnika i walczymy o final.

Ebe ebe
Ebe ebe
6 miesięcy temu
Reply to  hds

Oni nie sprzedali Peszki. Peszko “zniknął” na kilka dni, ponoć poleciał na testy do Panatinaikhosu, nikt nie wiedział gdzie jest, a po chwili pojawił się w Kolonii gdzie jakiś prywatny inwestor z klubu wykupił ga za jeśli dobrze pamiętam 700k € odstępnego. Lech nie miał nic do gadania, a kibice byli wkurwieni jak nie wiem.

Cisse
Cisse (@cisse)
6 miesięcy temu

Co on bierze? 😀

bolo
bolo
6 miesięcy temu
Reply to  Cisse

Chcial to co bossski Diego…. a dostal mefedron z Targowka…

dondodon
dondodon
6 miesięcy temu

Tanovia Tarnowo PODGÓRSKIE? Brawa dla redaktorka…

miloz
miloz
6 miesięcy temu

Całe nasze życie składa się z przegapionych szans, ale też darowanych win. Więc mogło być lepiej, ale GDYBY ktoś w 18-latkowi Marcinowi złamał nogę lub czaszkę to o nim nikt by nie nawet nie słyszał. Takie życie.

Palo Alto
Palo Alto
6 miesięcy temu

Te zdjęcia to mogliście trochę mniejsze dać, palec boli od przewijania

Estragon
Estragon
6 miesięcy temu

I ani słowa o zawaleniu meczu z Udinese?
Pajac i tyle.

fachowiec
fachowiec (@fachowiec)
6 miesięcy temu

Lech w tamtym sezonie przegrał 11 meczów w Ekstraklasie i nie umiał zakwalifikować się o europejskich pucharów.

No ale w Europie na pewno by ze wszystkimi wygrał.

Minister finansów
Minister finansów
6 miesięcy temu

“Branża hotelarska generuje 12 procent PKB” – dalej nie czytałem.

Lech
Lech
6 miesięcy temu

Wszystko cacy, fajnie się czyta, ale jak zawsze ‘ci źli trenerzy’ a ‘ja bez winy’. 😛
Jeden z wielu, wielu ligowców, którzy zaliczyli ciekawy czas z drużyną w pucharach i na krajowym podwórku.
Życzę powodzenia w biznesie po karierze. Sympatycznu człowiek.

Suche Info
18.06.2021

Artur Derbin pozostanie trenerem GKS-u Tychy

Artur Derbin nadal będzie trenerem GKS-u Tychy. W związku ze spełnieniem odpowiednich zapisów, jego umowa została automatycznie przedłużona do czerwca 2022 roku.  Derbin szkoleniowcem tyszan został przed startem ubiegłego sezonu. Zajął z GKS-em trzecie miejsce w I lidze, do ostatniej kolejki mając szanse na bezpośredni awans. GKS zawiódł później w barażach, odpadając u siebie z […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Sześciu zawodników odeszło z Podbeskidzia

Podbeskidzie Bielsko-Biała kontynuuje kadrowe przemeblowania po spadku do I ligi. Dziś poinformowano, że szeregi “Górali” opuszcza sześciu zawodników.  Są to Dmytro Baszłaj, Karol Danielak, Gergo Kocsis, Petar Mamić, Sierhij Miakuszko i Michał Rzuchowski. Najbardziej zawiedli Baszłaj i Kocsis. Najlepiej z tego grona prezentował się Rzuchowski, choć w tym przypadku “najlepiej” nie znaczy “dobrze”. Przypomnijmy, że […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Mateusz Bodzioch na stałe w Radomiaku

Mateusz Bodzioch zostaje w Radomiaku Radom. 31-letni obrońca podpisał z beniaminkiem Ekstraklasy kontrakt do 2023 roku z opcją przedłużenia.  Bodzioch w październiku został wypożyczony ze Stali Mielec, w barwach której nie zdołał zadebiutować na najwyższym szczeblu. W Radomiaku od razu wskoczył do składu i nie oddał miejsca do końca rundy jesiennej. Wiosną jego akcje spadły, […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Cholewiak piłkarzem Górnika Zabrze

Mateusz Cholewiak został nowym piłkarzem Górnika Zabrze. Podpisał dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia o rok.  – Cieszymy się, że trafia do nas piłkarz z bardzo dużym doświadczeniem i obyciem. Górnik potrzebuje piłkarzy, którzy odnosili sukcesy, a tak przecież jest w przypadku Mateusza, który grał w meczach o dużą stawkę. Cholewiaka cechują nie tylko duże umiejętności piłkarskie, […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Ultrasi Parmy do Buffona: Jesteś najemnikiem, nie bohaterem

Dopiero co Parma ogłosiła, że Gianluigi Buffon wrócił do Parmy, z której wyszedł na wielki piłkarski świat. To wiązało się z wieloma pozytywnymi głosami, to był moment ikoniczny. Ale, jak się okazuje, nie wszyscy są z powrotu włoskiego bramkarza zadowoleni. Ultrasi klubu dali znać, że “Gigi” nie jest mile widziany. Continued.. ”20 years ago you […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Lewandowski: – Brakuje nam iskry, żeby przełożyć naszą jakość na mecze

Robert Lewandowski wypowiedział się na temat meczu ze Słowacją. Nie ukrywamy, że czekaliśmy na głos naszego kapitana. Nic specjalnie odkrywczego nie powiedział, choć zastanawia stwierdzenie, że reprezentacji brakuje pewnego rodzaju iskry. Detalu, dzięki któremu jakość z treningu uda się przełożyć na mecze. Robert twierdzi, że to w końcu się zmieni. – Mieliśmy kontrolę nad meczem, […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Peszko: – Powiedziałem “Lewemu”, że zagrał słabo. Był rozczarowany

Jak wiadomo, Sławomir Peszko zna się z Robertem Lewandowskim całkiem dobrze. Piłkarz Wieczystej to wykorzystał, mówiąc “Lewemu”, że zagrał słabo w meczu ze Słowacją. Były reprezentant Polski zdradził też, że po rozmowie z naszym kapitanem ma nadzieje przed jutrem. – Nie wiem, czy ktoś ma odwagę zwrócić uwagę Lewandowskiemu. Ja z nim rozmawiałem i powiedziałem […]
18.06.2021
Weszło
18.06.2021

Już jest mi żal tej Holandii (8)

Wdzięczna Lubelszczyzna, konkretnie stadion w Łęcznej. Luty 2016. Godzina 15.30. Na boisko Górnika wybiegli lokalni piłkarze oraz ich goście z Korony Kielce. To nie jest miejsce na robienie wielkich rzeczy, to nie jest ani termin, ani okazja, by spodziewać się fajerwerków. A jednak, to jest mecz, który pamiętam do dzisiaj, choć odbył się już ponad […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Wychowanek Lecha nowym piłkarzem Warty Poznań

Jak się dowiedzieliśmy, Wiktor Pleśnierowicz (20 l.) zostanie nowym zawodnikiem Warty Poznań. To transfer gotówkowy z Miedzi Legnica. Wiktor nie pasował do modelu gry trenera Łobodzińskiego, a w Warcie pilnie potrzebowali młodzieżowca. Jak słyszymy, to rozwiązanie jest bardzo dobre dla każdej ze stron. Miedź dostaje naprawdę dobre pieniądze, niemałe jak na standardy Warty, a sam […]
18.06.2021
Weszło
18.06.2021

Człowiek w ogniu. Dumfries podbija Euro

Salka konferencyjna amatorskiego holenderskiego klubu VV Smitshoek. Trwa spotkanie zawodników z trenerami. Ni to odprawa, ni to pogadanka, ni to zgromadzenie. Ktoś się śmieje, ktoś opowiada kawał, komuś w plecaku brzęczy piwko. To nie wielki świat futbolu. Młodsi mają szkołę, starsi mają pracę, piłka nożna to dla nich hobby. Ale to jedna z tych rozmów […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Josue Pesqueira trafi do Legii Warszawa. Na papierze – świetny transfer

Legia Warszawa pozyska ofensywnego pomocnika Hapoelu Beer-Szewa, Josue Pesqueirę. Ma on 30 lat, w ostatnim sezonie zagrał w 34 meczach. Strzelił 13 goli i 6 asyst, grał w Lidze Europy. Informację o dopiętym transferze podał sam klub poprzez media społecznościowe. Gdy spojrzymy w CV tego zawodnika, od razu da się zauważyć, że to nie jest […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Kwaśniewski: – Nasza polska drużyna nie istnieje

Przy okazji meczów reprezentacji Polski głos zabiera wielu ludzi związanych ze sportem. Mniej lub bardziej, tutaj akurat mniej. Proszę państwa, przemówił były prezydent Polski, Aleksander Kwaśniewski. Rzecz jasna, grę naszej kadry skrytykował, ale też wykazał się optymizmem. – Naprawdę boję się tego meczu. Nasi grają jak grają, a Hiszpanie zawsze grali w taki sposób, którego […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

“Hazard to niesamowity piłkarz, który fatalnie trenuje”

Jose Mourinho opowiedział trochę o współpracy z Edenem Hazardem na łamach TalkSport. Portugalski szkoleniowiec nie ukrywa, że Belg mógłby osiągnąć w swojej karierze zdecydowanie więcej, gdyby nie podejście do piłki. – Prawda o Hazardzie jest taka, że to niesamowity piłkarz, który fatalnie trenuje. Można sobie tylko wyobrazić, jaki mógłby być dobry, gdyby jego podejście było […]
18.06.2021
Weszło
18.06.2021

Tydzień turnieju, a my już w domu. Prawie jak kadra! Tetrycy od 12

W euroodcinku “Dwóch zgryźliwych tetryków” Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski rozmawiają o tym, że Lukaku wszystko potrafi zrobić lepiej, że Dania mogłaby się nauczyć strzelać, a Holandia jest całkiem spoko. Nie braknie też polskich wątków, w tym drobiazgowej analizy, z której wynika, że mamy małe szanse na mistrzostwo Europy. Spis treści: 0:00 DZIEŃ DOBRY ANEGDOTO […]
18.06.2021
Weszło
18.06.2021

O Lukaku, okazjach Danii i Lidze Narodów D (8)

Proszę państwa, wysoki sądzie, to jest najlepszy piłkarz turnieju, Romelu Lukaku. Ja zdaję sobie sprawę, że niektórych widzieliśmy tylko w jednym meczu, a Lukaku już w dwóch. Może za chwilę bębenek podbije Pogba, Mbappe, może Ronaldo, może jeszcze ktoś zrobi coś niebywałego, co przyćmi Lukaku. Ale turniej jest szybki. Nie masz czasu czekać. I na […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Sergio Busquets wraca do reprezentacji Hiszpanii

Sergio Busquets miał negatywny wynik testu na obecność koronawirusa i dołączy do reprezentacji Hiszpanii w Sewilli. Mundo Deportivo podaje jednak, że pomocnik Barcelony nie zagra w meczu z Polską. Celem będzie powrót pomocnika na spotkanie ze Słowacją. Oczywiście istnieje cień szansy, że Busquets pojawi się jutro na boisku. Nie w pierwszym składzie, ale po wejściu […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Hajto: – Pokazywanie odprawy Sousy jest dla mnie żenujące

Tomasz Hajto krytykuje reprezentację Polski. To stały punkt programu, proszę państwa. Nikt się tego nie spodziewał. O co chodzi mu tym razem? Ano choćby o to, że pokazywanie odprawy Paulo Sousy w filmie na kanale “Łączy nas piłka” jest według niego nie na miejscu. – Takie rzeczy załatwia się w drużynie. Tego się nie puszcza […]
18.06.2021
Suche Info
18.06.2021

Kolejny zwrot akcji. Tottenham zerwał rozmowy z Gattuso

Tottenham szuka nowego trenera od kwietnia, kiedy postanowił rozstać się z Jose Mourinho. Do końca sezonu drużynę w roli tymczasowego trenera prowadził Ryan Mason, ale było wiadomo, że po Euro 2020 zespół przejmie ktoś inny, już na stałe. Wydawało się, że nowym trenerem Tottenhamu ostatecznie zostanie Paulo Fonseca. Portugalczyk ustalił nawet warunki umowy, wszystko było […]
18.06.2021