Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Basałaj: “Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie”

redakcja

Autor:redakcja

26 listopada 2020, 14:45 • 6 min czytania 6 komentarzy

– Wydaje mi się, że trudno dziś znaleźć piłkarza o takiej złożonej osobowości. Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie. Myślę, że go to męczyło. Prezes Boniek mówił, że za każdym razem, jak się spotykali, prywatnie był przemiłym człowiekiem, fantastycznym i pełnym ciepła rozmówcą. Może to zderzenie z mediami, z namolnymi kibicami, z całą globalną sławą gdzieś sprawiało, że robił się nerwowy i dokonywał nieciekawych rzeczy – Diego wspomina Janusz Basałaj w rozmowie z Marcinem Ryszką w Weszlo.fm.

Basałaj: “Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie”

***

Panie Januszu, dziś futbol płacze.

Wydaje mi się, że trudno dziś znaleźć piłkarza o takiej złożonej osobowości. Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie. Myślę, że go to męczyło. Prezes Boniek mówił, że za każdym razem, jak się spotykali, prywatnie był przemiłym człowiekiem, fantastycznym i pełnym ciepła rozmówcą. Może to zderzenie z mediami, z namolnymi kibicami, z całą globalną sławą gdzieś sprawiało, że robił się nerwowy i dokonywał nieciekawych rzeczy.

Umarł w wieku 60 lat. Ten rachunek od pana Boga przyszedł za wcześnie. Wiadomo, że miał swoje problemy, guza, w końcu atak serca. Wiódł żywot ciekawy, jednocześnie mocno, by tak rzec, absorbujący. Diego jakoś nie znalazł w sobie umiaru, momentu, w którym trzeba powiedzieć: stop. Może to by teraz nastąpiło? Jego sytuacja przypomina mi trochę sytuację Lady Diany: osaczenie przez paparazzi. Ciągła presja, ciągle szalone wymagania. Wszyscy chcieli go poznać z najróżniejszej strony. Nawet jak strzelał do dziennikarzy, to mu nie odpuszczali. Sam dawał jak wiadomo powody do takiego zainteresowania.

Miałem zaszczyt komentować jego meczu na mistrzostwach świata, Argentyna – Grecja, po którym został zdyskwalifikowany, bo znaleziono w jego organizmie obecność kokainy. Piłkarsko – fenomenalny. Staram się go porównać z Messim, który jest godnym następcą. Maradona był silniejszy, mocniejszy, chyba lepszy. Może potrafiący grać wszechstronniej. Nieprawdopodobnie fizycznie przygotowany. Messi jest szczupły przy Maradonie, cherlawy. Maradona był nabity, jego obwód uda… Trzymał się świetnie na nogach. Jak mówił Zbigniew Boniek: za dobry, żeby go skopać, za dobry, żeby go upilnować.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Właśnie w książce, którą napisał pan ze Zbigniewem Bońkiem, prezes wspomina ten mecz, kiedy chcieli go nieprzepisowo zatrzymać.

Wymierzyć “sprawiedliwość”. Ale ostatecznie uznali, że nie warto. Te nogi są zbyt cenne, żeby robić im krzywdę. Polowano na Maradonę, choć często polowanie na Maradonę nie miało sensu, mijał 5-6 rywali, jak z Belgią czy Anglią w Meksyku. Tu przebił nawet Messiego. Dziś miałby łatwiej, wtedy sędziowie nie roztaczali takiej ochrony nad piłkarzami.

Najmocniej doświadczył go rzeźnik z kraju Basków, Goikoetxea. W meczu Bilbao z Barceloną w 83 złamał Maradonie nogę. Zniechęcił go do gry w Barcy, choć były też inne przyczyny. Maradona skorzystał z oferty Napoli. Mówi się, że za transferem stała camorra, ale prawdy się nie dowiemy.

Piłkarsko był królem. Takim cesarzem futbolu dla mojego pokolenia był Pele i jak ich porównać: Maradonie zabrakło tego życia po piłkarskim życiu. Pele – ambasador Unesco. Gość FIFA. Dla każdego dobre słowo, zazwyczaj okrągłe, z którego niewiele wynikało. Ale został przez światowy futbol zagospodarowany perfekcyjnie. Pele ma dziś 80 lat i ma się całkiem dobrze. Wtłoczył się w takie ramy politycznej poprawności – tu otworzył stadion, tu szkołę, tu odwiedził federację, tu był gościem mistrzostw świata. Skorzystałem z tego w 1994, kiedy podpisał mi koszulkę reprezentacji Brazylii. Diego natomiast wciąż walczył z demonami. Brakowało mu życia zasłużonego piłkarza, który zostaje cenionym trenerem, prezydentem federacji, ambasadorem futbolu.

Jechał samochodem prosto w ścianę i zamiast wcisnąć hamulec, dociskał gaz.

Chyba tak. Nie radził sobie z tym. Już w trakcie kariery piłkarskiej miał wiele trudnych momentów.

Pan, komentując ten sławny mecz w 1994, widział, że coś jest z Maradoną nie tak?

Nie. Ale był jeden moment. Kiedy strzelił bramkę i podbiegł do kamery. Miał rozradowana twarz, ale to była twarz z dzikim wyrazem twarzy. Piłkarze, gdy podbiegają do kamer, wysyłają jakieś pocałunki, robią serduszka – a u niego ta dzikość. Agresja pomieszana z radością. Pamiętam też z tego meczu, że poproszony o podsumowanie dla studia TVP, powiedziałem, że Maradona ma dziś dużo swobody, Grecy próbują go kryć raczej strefą. Janek Tomaszewski, który był wtedy w studio, z właściwym sobie wdziękiem zdewaluował wszystko, co powiedziałem. “Komentator się myli” i poszła tyrada. Tak się zasadniczo nie powinno robić, ale Janek widział lepiej ze studia niż ja w Bostonie. Poza tym to Janek grał na Wembley, nie ja, więc pewnie wiedział lepiej.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dyskwalifikacja była szokiem. Podczas kolejnego meczu, ćwierćfinału z Rumunią, Maradona przyszedł na stanowisko telewizji argentyńskiej jako sprawozdawca. Byliśmy obok. Chcieliśmy podejść do Diego po autograf, ale miał ochronę nie do przebicia. Aczkolwiek to była atrakcja, zrobiliśmy mu zdjęcie. Te ostatnie mistrzostwa były dziwne. On się trochę obraził, wyjechał z obozu przed mistrzostwami świata, potem prosili go, żeby wrócił, podobno sam prezydent Argentyny się w to włączył.

Dla mnie, który mam dziś 30 lat i nie pamiętam Maradony z boiska, kojarzy się też z tymi późniejszymi historiami, zdjęciami z mundialu 2018. Stanowi takie duże ostrzeżenie, jak ta sława potrafi być groźna i jak łatwo ze szczytu spaść.

Może stało się tak dlatego, że tak szybko się na ten szczyt wdrapał. Przed mundialem 1978 w Argentynie odbyła się dyskusja: czy Menotti, uważany za odkrywcę piłkarza, powinien go zabrać? Już w wieku 16 lat Diego był tematem pod grę w reprezentacji. Ostatecznie nie zagrał na tym mundialu i miał o to ukryty żal. Ale jak ktoś zostaje w wieku 17 lat bożyszczem narodu, jak zalicza kolejne mundiale, wielkie kluby, sięga po tytuł… Myślałem zawsze, że ludzie o takim statusie mają wokół siebie osoby, które nie pozwolą im zginąć. Menadżerów, bo ja wiem, prezesów, kogoś kto pomaga prowadzić się przez karierę. Proszę popatrzeć na Ronaldo, który też w wieku 16 lat zaczął funkcjonować w wielkim futbolu. Nie ma w tym życiorysie historii, które zdarzały się Maradonie. I pewnie się nie zdarzą. Może to kwestia charakteru, szczęścia, może to innych czynników. Ale Ronaldo czy Messi raczej nie zbliżą się, w cudzysłowie, do procenta pozaboiskowych “dokonań” Maradony.

Pana najmocniejsze wspomnienia z Maradoną?

To, które wspomniałem: jak manifestuje swoją radość w demoniczny sposób. Komentowanie meczu Maradony. Ale też wściekłość w 1986. Gdy nie grają na mundialu Polacy, albo odpadają, kibicuję Anglikom. Tamten pamiętny mecz oglądałem z Rafałem Nahornym, fanatykiem wyspiarskiej piłki. Byłem wściekły za gola ręką. Ten mecz pokazuje całą złożoność Maradony. Od wielkości, do małości, sprytu połączonego z oszustwem. Ale w taki dzień nie będziemy mówić w ten sposób. Niech spoczywa w pokoju. Jak powiedział Pele: ma nadzieję spotkać się z nim w zaświatach i zagrać wielki mecz. Odchodzi w glorii wielkiego piłkarza i takim go zapamiętajmy, zostawmy to, co było potem. Pamiętajmy go jak kiwał sześciu Anglików, a nie z przywar.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Ekstraklasa

Mistrz Polski pisze, że jest średniakiem. Dla Legii czy Lecha to odwaga nie do pomyślenia

Wojtek Kowalczyk
10
Mistrz Polski pisze, że jest średniakiem. Dla Legii czy Lecha to odwaga nie do pomyślenia

Komentarze

6 komentarzy

Loading...