post Jakub Olkiewicz

Opublikowane 31.10.2020 11:56 przez

Jakub Olkiewicz

Unia Janikowo to unikalna historia o tym, jak polityk rządzący przez 30 lat miasteczkiem, ba, chwalony przez mieszkańców przez okrągłe sześć kadencji, nieomal utracił swoje stanowisko przez chwilową słabość do polskiej piłki.

Jak to możliwe, żeby szanowany samorządowiec dał się wpuścić w korupcję sportową? Jak to możliwe, że Unia trzy razy z rzędu przegrała baraże o II ligę? Historia korupcji w Janikowie wyróżnia się nawet biorąc pod uwagę powszechność i masowość procederu w polskiej piłce. 

Klub, kojarzy przed laty głównie z grzechami korupcyjnymi, dziś w nowej odsłonie znajduje zdrowy piłkarski grunt, a rajd w Pucharze Polski jest tego dowodem. W Janikowie są ambitne plany, ale i wyjątkowa sytuacja: syn jest prezesem, a ojciec… trenerem.

***

Jak to jest z tym Andrzejem Brzezińskim… Zacznijmy od tego, że bardzo rzadko się zdarza w polskiej rzeczywistości politycznej, by ten sam polityk utrzymywał stanowisko przez sześć kadencji. Równie rzadko zdarza się, by burmistrz czy prezydent otrzymywał prawomocny wyrok w sprawie dotyczącej korupcji, nawet jeśli to „tylko” korupcja w sporcie. Natomiast chyba tylko w Janikowie możliwa była sytuacja, w której burmistrz został skazany, ale mimo to dzielnie rządzi szóstą kadencję.

Andrzej Brzeziński od dwóch lat chodzi po świecie z prawomocnym wyrokiem – mimo początkowych zapowiedzi apelacyjnych, ostatecznie ani on, ani prokuratura nie zgłosili zastrzeżeń do decyzji sądu. A ta była jednoznaczna – Brzeziński jest winny, brał udział w ustawianiu meczów w czasach, gdy jako burmistrz Janikowa zasiadał jednocześnie w zarządzie Unii. Jak do tego doszło?

To dość wyjątkowa i bardzo złożona historia, tak naprawdę chyba jednocześnie świetny skrót wszystkich problemów Polski po 1990 roku. Czego my tu nie mamy?

  • ustawianie spotkań
  • ciągnący się w nieskończoność proces, od aktu oskarżenia do uprawomocnienia wyroku minęło ponad 7 lat
  • kara grzywny, ale bez ograniczenia czy pozbawienia wolności, choćby w zawieszeniu – czyli w wysokości, która nie przeszkadza w karierze politycznej skazanego
  • częściowe przyznanie się do winy, odwołanie częściowego przyznania się do winy, zapowiedź apelacji, niezłożenie apelacji – wszystko w jednym procesie
  • skazanie za udział w procederze, który trawił całe państwo

Ech, Unia Janikowo. Nie ma złudzeń, na sam dźwięk tej nazwy ożywają wspomnienia ostatnich lat polskiej dzikości. „Lata dziewięćdziesiąte” rozumiane jako dość szalony okres szemranych biznesmenów, dyktatu chuliganów, korupcji podlanej solidnie alkoholem w futbolu przeciągnęły się tak naprawdę aż do 2005 roku – gdy na dobre rozkręciły się procesy dotyczące korupcji w sporcie. Unia Janikowo trochę spóźniła się na swoją epokę – na wielką piłkarską scenę wkroczyła, gdy czas cudownych sukcesów Amiki Wronki czy Świtu Nowy Dwór Mazowiecki już powoli przemijał.

Co nie znaczy, że nie zapisała swojej unikalnej karty.

POLSKIE SNY O PIŁKARSKIEJ POTĘDZE

Janikowo. Niespełna 10-tysięcy mieszkańców, miejscowość, jakich w Polsce setki. Jest trochę zakładów, w tym jeden duży – wchodząca w skład słynnego Ciecha rodziny Kulczyków „Janikosoda”. Gdyby Unia zapragnęła robić wielki futbol 10 lat wcześniej – być może napisałaby historię zbliżoną do Amiki. Gdyby zapragnęła robić futbol 10 lat później – być może Janikosoda rozsławiłaby się w Polsce w podobny sposób jak Bruk-Bet Termalica. Sęk w tym, że Unia trafiła na okres pomiędzy wielkimi wyczynami piłkarskiej mafii a poważnym podejściem biznesu do świata futbolu.

Trafiła na okres 2000-2005.

Duży futbol Janikowo zapragnęło mieć w okolicach 2003 roku, gdy pojawiła się realna szansa na zmontowanie ekipy zdolnej do walki o II ligę. Do sezonu 2003/04 III-ligowiec przystępował chyba najmocniejszym składem w historii miasteczka. Z ŁKS-u Łódź, wówczas grającego ligę wyżej, udało się wyciągnąć Bartłomieja Grzelaka oraz Piotra Klepczarka, z Korony Kielce do Janikowa przyjechał Krzysztof Nykiel. Umiejętne połączenie doświadczenia z młodymi talentami, ale przede wszystkim – wykołowanie dla nich również odpowiedniego opiekuna. Jak wynika z lektury zeznań zamieszczonych na blogu Piłkarska Mafia –  kluczowe było sprowadzenie do Janikowa Andrzeja B. Człowieka, który później został ochrzczony „małym Fryzjerem”.

Janikowo śniąc o wielkiej piłce w tamtych latach mogło się oszukiwać, że wystarczy odpowiedni zmysł trenerski oraz wytrwałość w dążeniu do obranych celów. Ale mogło też zwrócić się do fachowców.

MAŁY FRYZJER

Ponoć był całkiem utalentowanym napastnikiem. Ponoć grywał czasem z Maciejem Skorżą, bo znali się ze studiów. To właśnie Skorża zresztą zaangażował go w roli asystenta w tej nieco większej piłce. Ponoć miał odpowiadać za dyscyplinę w drużynach, z którymi pracował, ale sam ze śmiechem komentował te plotki. „Dlaczego? Bo jestem łysy, wysoki i sto kilo ważę?” – żartował w rozmowie z oficjalną stroną Wisły Kraków. To był jego ostatni wielki klub, de facto – w ogóle ostatni futbolowy pracodawca, przynajmniej oficjalnie. Zrezygnował z posady w Białej Gwieździe, gdy sam stał się gwiazdą nagłówków prasowych. Andrzej B. „Mały Fryzjer”, choć Jacek Kmiecik apelował, by nazywać go raczej „Wielkim Fryzjerem”, albo odwrotnie, Ryszarda F. „Małym Blachą”.

Trudno właściwie określić jakim cudem ten dość młody trener zrobił taką karierę w świecie przestępczym. Tak to trzeba określać – w końcu piłkarska mafia to nadal mafia. Andrzej B. był w tym środowisku mistrzem, jego usługi zachwalali sobie działacze, którzy szukali dróg na skróty. Według strzępków zeznań miał pomagać między innymi Jagiellonii Białystok, Koronie Kielce czy Cracovii na początku XXI wieku. Ale „Mały Fryzjer” ciął w hurcie.

W śledztwie sam wymieniał kolejne nazwy: Motor Lublin, Pogoń Staszów, Siarka Tarnobrzeg, wreszcie i Unia Janikowo.

Kim był B., jaką pełnił rolę? Cóż, przede wszystkim znał sędziów. Bazując na tych znajomościach proponował im a następnie wręczał korzyści majątkowe – mówi w rozmowie z nami Dominik Panek, twórca bloga Piłkarska Mafia. – Prawdopodobnie poznawał arbitrów w czasach, gdy „kręcił” się w środowisku piłkarskim w Warszawie. Był trochę znikąd, choć znał paru trenerów, m.in. Jerzego Engela Juniora czy Dariusza Wdowczyka. W jednym z jego wyjaśnień znajduje się zresztą anegdota: sędziowie zapytali, skąd on właściwie się wziął w środowisku. Miał żartobliwie odpowiedzieć, że z mafii. Tak naprawdę nie dotarłem do informacji, w jaki sposób zyskał aż tak wielki wpływ na środowisko sędziowskie, ale na pewno nie był jedynym zaskakującym nazwiskiem w tej sprawie. Pamiętam choćby Ireneusza G., świadka koronnego, który już ze swoim statusem pomagał w ustawianiu spotkań Jagiellonii Białystok.

Do Janikowa trafił mniej więcej w tym samym czasie co zaciąg transferowy, a efekty jego „pracy” były widoczne właściwie od pierwszych meczów. 13. zespół III ligi w sezonie 2002/03, nowe rozgrywki zaczyna od cennych zwycięstw, m.in. nad jednym z faworytów ligi, Kujawiakiem Włocławek. Kluczowa jest jednak wiosna, gdy oba kluby ścigają się o pierwsze miejsce, gwarantujące bezpośredni awans do II ligi. Wicelider na koniec sezonu będzie zmuszony grać baraże, więc piłkarze, trenerzy oraz oczywiście działacze obu klubów nie próżnują.

Kujawiak w tym sezonie próbował ustawić dwadzieścia spotkań, poczynając od tego przegranego z Unią Janikowo na początku ligi.

Kupiony był m.in. wiosenny rewanż obu klubów, w którym Unia przegrała po golu z rzutu karnego w 90. minucie meczu. Unia trochę zaspała – według śledczych ocknęli się dopiero w maju, gdy próbowali ustawić trzy mecze, a następnie baraż ze Stasiakiem Opoczno.

Jak działali? Za każdym razem tak samo. Trener Andrzej W. oraz władze klubu w postaci Edwarda A. i Ewarysta N. spotykały się z burmistrzem Andrzejem Brzezińskim i Andrzejem B. Cała piątka ustalała, które mecze są warte zakupu, choć nie zawsze udawało się zrealizować transakcję. Przegrany został m.in. wspomniany baraż ze Stasiakiem, który sędzia miał gwizdać zupełnie uczciwie – a opocznianie wygrali mecz 2:0.

To był finisz dość ciekawego sezonu – bo mecze Kujawiaka pomagał ustawiać „Fryzjer”, mecze Unii – „Mały Fryzjer”. W tym pierwszym starciu – wynik 1:0 dla bardziej znanego z panów. To jak z tą tezą, ze to B. był lepszym fachowcem niż F.?

Nie udało się ustalić, że B. miał większy wpływ na ustawianie meczów niż Fryzjer. Liczba zarzutów, które mu postawiono, różni się od tej przy nazwisku Fryzjera, ale „Mały Fryzjer” nie ma zarzutu kierowania grupą przestępczą. Z drugiej strony, w śledztwie dotyczącym Korony Kielce pojawia się wątek, że B. został przedstawiony trenerowi Wdowczykowi jako człowiek, który wydatnie pomógł w awansie Cracovii w sezonie 2002/03 – czyli w rozgrywkach, w których drugie miejsce zajęła właśnie Korona – mówi nam Dominik Panek.

HURT, NIE DETAL

Jeśli szukać usprawiedliwień dla Janikowa… Cóż, taka była specyfika czasów. Korona Kielce też podobno zanurzyła się na całego w procederze korupcyjnym po tym, jak przegrała awans do II ligi z Cracovią w sezonie 2002/03. Ba, wykorzystano ponoć nawet tych samych ludzi – wśród nich m.in. Andrzeja B.

To faktycznie ciekawe połączenie, że klub, który przegrywa awans w walce z nieuczciwie walczącym rywalem, potem sam korzysta z pomocy sędziów. Tego oczywiście nie rozstrzygano w śledztwie, ale ta działalność mogła być systemowa, powtarzać się w kolejnych sezonach – ocenia Panek z bloga Piłkarska Mafia.

„Mały Fryzjer” w tym okresie zaczął już działać pełną parą – a i zamówień od Unii Janikowo przybyło. Sezon 2003/04 nauczył działaczy z Janikowa – z kupowaniem nie można zwlekać do maja, bo przecież liga trwa cały rok. Tak jak Kujawiak zaczął handel jeszcze latem, tak i Unia kampanię 2004/05 zaczęła już w październiku. Było jasne, że o awans będzie walczyła Lechia Gdańsk, więc mecz u siebie wypadałoby wygrać.

Wynik?

5:4. Sześć żółtych kartek w meczu, wszystkie dla lechistów. Sędziowanie? Ujmijmy to tak: karnego z kapelusza nie było, nawet doliczony czas nie trwał jakoś zatrważająco długo, wystarczyły dwie minuty, by Unia strzeliła zwycięskiego gola. Ale na pomeczowej konferencji nie wszyscy byli do końca zadowoleni z przebiegu spotkania.

– Gratuluję Unii dobrej organizacji. Dzięki niej na pewno tutejsi piłkarze awansują do II ligi, do której dążą wszelkimi możliwymi sposobami. Na temat gry nie będę się wypowiadał. Dziękuję moim zawodnikom za walkę do końca – powiedział Marcin Kaczmarek, ówczesny trener gdańszczan.

Doszło do tego, że wiosną Unia ustawiła nawet jedno spotkanie TKP Toruń, jednego z konkurentów w walce o awans. Na koniec ligi jednak znów zajęła zaledwie drugie miejsce, za plecami Lechii Gdańsk. A to po raz kolejny oznaczało baraż. Nie stoi za tym żadna większa historia – ot, PZPN wyznaczył na rewanżowy mecz Unii z Piastem krystalicznie czystego Grzegorza Gilewskiego. Piast wygrał 1:0 po rzucie karnym i pozostał w II lidze, Unia drugi raz z rzędu poległa w barażach. Co ciekawe – Piast w latach 2003-2005 ustawił kilkanaście spotkań, ale baraż nie znalazł się wśród nich.

Tuż po meczu było gorąco: – Baraże to katastrofa! Żal mi moich chłopaków, uważam że byliśmy lepszą drużyną od Piasta. Nigdy nie mówię o sędziach, ale niektóre decyzje pana Gilewskiego i bocznych to skandal. Pan Gilewski momentami śmiał mi się w twarz. Jeszcze nie ochłonąłem – mówił trener Unii, Czesław Jakołcewicz.

PROCES BEZ KOŃCA

Co ciekawe – mniej więcej w tym okresie kończy się korupcja w Unii Janikowo. Sezon 2005/06 to tylko jeden mecz, którym interesowała się prokuratura, remis z Turem Turek. Możemy śmiało założyć, że w trzecim sezonie walki o awans janikowianie grali uczciwie, uczciwie zajęli po raz kolejny 2. miejsce i trzeci raz z rzędu… uczciwie przegrali również baraż, tym razem z Polonią Bytom. Ta historia ma jednak happy end! Okazało się bowiem, że z ubiegania się o licencję zrezygnowali zwycięzcy ligi z Kani Gostyń, wobec czego na zaplecze Ekstraklasy został dorzucony klub z Janikowa.

Do II-ligowych czasów jeszcze wrócimy, ciekawsze jest rozliczenie czasów walki o awans. Zwłaszcza, że jesteśmy w stanie zrozumieć wówczas, dlaczego Andrzej Brzeziński, skazany prawomocnym wyrokiem, nadal jest burmistrzem Janikowa.

Przede wszystkim – do czarnych charakterów należy włączyć przede wszystkim Edwarda A. oraz Ewarysta N., prezesa i wiceprezesa klubu. Brzeziński również był w zarządzie, ale mimo wszystko, raczej jako burmistrz, który „chciał pomóc”. Relacje są jednoznaczne – pomagał szukając sponsorów, pomagał jako wieloletni zarządca Janikowa. Możemy jedynie się domyślać jego roli, gdy Edward A. i Ewaryst N. zgodnie z prawdą przedstawili, że awans klub przegrał z Kujawiakiem Włocławek, kupującym mecze na potęgę, prawie od deski do deski.

O ile w przypadku „Małego Fryzjera” czy działaczy sprawa jest jasna, o tyle przykład Brzezińskiego nie jest taki oczywisty.

Przede wszystkim – to samorządowiec, który 30 lat rządzi miasteczkiem, rządził na długo przed jego zaangażowaniem w Unię, rządził już po akcie oskarżenia, rządzi i dzisiaj, po wyroku. Zarzuty postawiono mu osobno niż działaczom. Oczywiście, nie ma wątpliwości, że jest winny, skoro zadecydował o tym sąd, w dodatku on sam nie złożył apelacji. Ale jednocześnie niuansów jest tu sporo.

Być może Andrzej Brzeziński był już zmęczony tym procesem. On był po raz pierwszy zatrzymany już w 2009 roku, to wszystko trwało prawie 10 lat. Pamiętam, że gdy go zatrzymano byłem jedynym dziennikarzem, który czekał na jego przyjazd. Gdy był prowadzony do gmachu CBA, zadawałem mu pytania, ale nie odpowiadał, był roztrzęsiony i zszokowany. Miałem wrażenie, że ma łzy w oczach. To o tyle dziwne, że wówczas było już bardzo głośno o kolejnych zatrzymaniach, a Brzeziński ewidentnie tego swojego się nie spodziewał – mówi w rozmowie z nami Panek.

  Został zresztą oskarżony później niż zarząd Unii Janikowo, był sądzony osobno. Czemu nie złożył apelacji? Kiedy czytasz pisemne uzasadnienie wyroku, często zastanawiasz się, czy na pewno uda się wygrać apelację, czy na pewno uda się otrzymać korzystniejszy wyrok, bo przecież równie dobrze wyrok może zostać zwiększony. Brzeziński dostał karę grzywny, ale bez ograniczenia czy pozbawienia wolności, więc wyrok umożliwiał mu dalsze działanie w samorządzie, co nie byłoby możliwe przy ewentualnym zaostrzeniu wyroku. Nie chcę go usprawiedliwiać, bo przez sąd jest uznany za winnego, ale w mojej opinii to ówcześni prezes i wiceprezes Unii Janikowo wykazali się zdecydowanie większą bezczelnością w całym procederze.

Jego zatrzymanie? Styczeń 2009. Uprawomocnienie wyroku? Styczeń 2018.

Proces był przesuwany – jeden z inowrocławskich sędziów najpierw otrzymywał kary za nieusprawiedliwione obecności, potem przesyłał zwolnienia lekarskie. Ze względu na stan zdrowia arbitra prowadzącego sprawę doszło do kolejnego przesunięcia, potem sędzia udała się na urlop macierzyński. Ostatecznie wyrok zapadł w 2017 roku, 40 tysięcy złotych grzywny. Pozostali zamieszani w proceder zostali ukarani wcześniej i surowiej, co dość jasno wykazuje nam, dlaczego Janikowo nie czuje do swojego burmistrza specjalnego żalu.

Branko Rasić, ówczesna gwiazda Janikowa, mówił w naszym wywiadzie tak:

Kocham te miasteczko. Grałem dobrze, miałem świetny kontrakt, pieniądze na czas. Od razu po pierwszym sparingu burmistrz Brzeziński mnie pokochał tak, że w Janikowie mogłem wszystko. Miałem oferty z Ekstraklasy, ale głupi nie poszedłem, bo w Janikowie dostawałem więcej. Pomyślałem: a, mam 28 lat, 3.5 tysiąca euro na rękę, co się będę szarpał? Po barażach z Piastem – strzeliłem dwa gole – dzwoniło Podbeskidzie, ale dawali tylko dziesięć tysięcy złotych. A przecież obowiązki w trzeciej lidze żadne, zabawka. Jeszcze burmistrz mówił, że da mi plac pod budowę domu i że spróbujemy zbudować akademie piłkarską z serbską myślą szkoleniową. (…) Burmistrz Brzezinski z Wojtkiem Jagoda to dla mnie najlepsi Polacy. Na pewno nie działał osobiście, może ktoś za niego załatwiał. Inaczej klub nie mógł awansować, takie były realia. Pompował dużo kasy, a i tak nie szło, widział, że trzeba inaczej. Miał ambicje, chciał drugą ligę w Janikowie, a że inaczej nie dało się w Polsce to nie jego wina. Ciężko cokolwiek zrobić jak systemowo tak to funkcjonowało. Patrzę u nas w Serbii co się dzieje i coraz bardziej dochodzę do przekonania, że jak jesteś poza układem, to nie masz szans czegoś osiągnąć. Ja zawsze byłem poza układami.

Ta cała korupcyjna kabała miała pewien wesoły moment. Był nim jedyny w historii miasteczka sezon w II lidze, na bezpośrednim zapleczu Ekstraklasy.

MOCARSTWO Z JANIKOWA? TAK BYĆ MOGŁO

W sezonie 05/06, klasycznie dla Janikowa, było o włos, ale nie udało się awansować. Unia spadła do przeklętych baraży z Wartą Poznań, ale w zasięgu na zaplecze Ekstraklasy był awans bezpośredni – przegrali o punkt z Kanią Gostyń.

To Kania Gostyń powinna grać wyżej. Kania Gostyń w towarzystwie Jagiellonii, Ruchu, Śląska, Lechii, Polonii. Kania Gostyń tylko ligę od najlepszych w Polsce. To byłby niezwykły lot, bez względu na jego finisz. Ale zamiast tego, miejsce przy zielonym stoliku zajęło Janikowo. Kania zrezygnowała z gry wyżej, a dwa lata później wyleciała w powietrze, startując od B-klasy. Ot, folklor tamtych lat. Moment historycznego nie tylko tutaj bywał przyczynkiem do pogrzebu.

Zespół Unii Janikowo prowadził stawiający pierwsze kroki trenerskie na wyższym szczeblu Maciej Bartoszek.

– Prowadziłem Zdrój Ciechocinek, z którym robiliśmy awanse, a w III lidze, z najmłodszym zespołem i najniższym budżetem napsuliśmy krwi największym. Tak zostałem zauważony. Zaproponowano mi po sezonie pracę w Kani Gostyń, która zrobiła awans. Byłem tam 2-3 tygodnie, gdy okazało się, że Kania nie otrzymała licencji ze względu na problemy finansowe. Uznałem, że jeśli mam być w III lidze, to wolę u siebie, w tym samym klubie, w którym pracowałem od 5 ligi. W drodze powrotnej dostałem telefon z Janikowa. Pojechałem na obóz z myślą, ze mamy budować perspektywiczny zespół, który jak nie w tym, to w następnym sezonie będzie walczył o awans na zaplecze Ekstraklasy. Chwilę potem okazało się, że tą drużyną mamy grać wyżej. Mieliśmy podparcie w kilku doświadczonych zawodników. Miałem ambitny zespół, te mecze fajnie wyglądały, ale balansowaliśmy po jesieni na miejscach zagrożonych spadkiem.

To już nie był Ciechocinek, w którym Bartoszek znał każdy kąt.

W Janikowie zmontowano skład, który spokojnie spełniał wymagania pierwszoligowe. Doświadczeni ligowcy jak Marcin Drajer, Tomasz Ciesielski, utalentowani Piotr Nowosielski i Maciej Mysiak. Do tego poro obcokrajowców – Atanacković, Todorow, Gnegne –  z Branko Rasiciem na czele, którego pensja potwierdziła ambicje Janikowa.

Do zespołu trafił też Maciej Mysiak, wypożyczony z Wisły Kraków, późniejszy idol trybun, który i dziś gra w Unii Janikowo: – Byłem w Wiśle Kraków, trenując z gwiazdami jak Tomek Frankowski, Marcin Baszczyński, Kalu Uche, Arek Głowacki. Nie miałem szans się przebić, więc byłem wypożyczany – najpierw GKS Katowice, Lechia Gdańsk, a potem Unia. Chciałem zostać w pierwszej lidze, tu się pokazać. Pamiętam, że baza była bardzo dobra, może nie wyglądało to tak jak w Ekstraklasie, ale było dobrze. Pamiętam trenera Bartoszka, który z tego co wiem, nic się nie zmienił. Już wtedy był taki – żył razem z drużyną, potrafił zareagować impulsywnie, być stanowczym.

Zimą Zawisza Bydgoszcz (2) – czyli twór powstały po fuzji z Kujawiakiem Hydrobudową, wicelider tabeli, wycofał się z rozgrywek. To temat pod osobną opowieść, której smak podaje fakt, że za oficjalną przyczynę podano… „fatalną atmosferę wokół polskiej piłki”. Później wyszły korupcyjne grzechy tej dziwacznej ekipy mniej więcej z tego okresu.

Bartoszek: – Graliśmy z dużymi firmami. Liga bardzo ciekawa, mega doświadczenie dla mnie. Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, klub dopiero się uczył takiego poziomu. Wszystko stawiano na wynik sportowy. To miało pociągnąć całą resztę. Natomiast organizacyjne sprawy trochę kulały.

Unia dokonała zimą imponującej ofensywy transferowej. Przyszły wzmocnienia z Zawiszy – Staniszewski, Jacek czy Mrvaljević. Poza nimi uznani ligowcy Szeremet, Szwed, Ekwueme, a nawet Kubisz. To była kadra na utrzymanie. Bartoszkowi po początku rundy wiosennej podziękowano mówiąc, że do walki o byt potrzeba bardziej doświadczonego szkoleniowca. Przyszedł Andrzej Wiśniewski, który prowadził Unię w sezonie 03/04. Miał na pewno więcej lat w trenerskim siodle, ale trudno uznać, by wiele na dużo wyższym poziomie.

Symboliczne jest podejście do Branko Rasicia, wówczas największej gwiazdy Janikowa. O Wiśniewskim Rasić mówił:

– Bardzo źle mi się układało z trenerem Andrzejem Wiśniewskim, taki cwany warszawiak, mogłem go do sądu podać o mobbing, bo miałem nagrane jak nas wyzywał i co mówił. Może mu przeszkadzałem, bo miałem większe zarobki od niego.

Rasić oczywiście miał gwiazdorskie podejście do samego siebie, ale Bartoszek potrafił do niego dotrzeć:

– Na początku współpraca nam się nie układała. Branko, mój rówieśnik, chodził własnymi drogami. Liczył na to, że zespół będzie grał na niego, a on będzie dawał zespołowi dużo będąc przy piłce. Ja oczekiwałem czegoś zupełnie innego. Udało się dojść z nim do porozumienia i złego słowa na niego nie powiem. Wcześniej nie zawsze schodził z przepoconą koszulką, potem dawał drużynie bardzo dużo, także w grze defensywnej, a o walorach ofensywnych nie ma co mówić.

Unia potrafiła zdemolować Ruch Chorzów 4:0 czy ograć Śląsk 2:0. Ale misja się nie powiodła. Ostatnim pewnym utrzymania zespołem był ŁKS Łomża, na pewno nie stojący mocniej kadrowo czy finansowo – Unia spadła do baraży, w których poległa z Wartą Poznań. Mysiak: – Mecze były dramatyczne – pierwszy powinniśmy wygrać, ale zawaliliśmy jednym błędem w defensywie. W rewanżu nie strzelony karny, wyciągane w końcówce 2:2… mieliśmy pięć minut doliczonego czasu, ale nie udało się. Po spadku siedzieliśmy w szatni dwie godziny. Nikt się do nikogo nie odzywał.

Po klubie do dziś krąży legenda, że gdyby Unia utrzymała się w tamtym sezonie, firma Ciech weszłaby prężnie w klub, celując w Ekstraklasę.

Należy podkreślić, że ustawianie meczów przez Unię dotyczyło czasów przed Bartoszkiem, w III lidze. Jaka to była wtedy jednak liga pod względem uczciwości, można się domyślić, choćby analizując ile spraw dotyczących tych lat później udowadniano. Bartoszek mówi wymijająco: – Wiem, że Unia Janikowo bardzo mocno pragnęła wcześniej rozgrywek centralnych. Mecze w II lidze? Wie pan, ja już tyle w tej piłce widziałem, że czasami człowiek nie wie jak na to wszystko ma patrzeć. Nauczyłem się, by zajmować się tym, na co ma się wpływ.

Podpisy na 90minut pod tabelą tego sezonu prawie tak samo długie jak sama tabela.

Źródło: 90minut.pl

RODZINNA SPRAWA

Tomasz to syn Artura Polehojko, ale po przekroczeniu bram klubu: szef swojego ojca. Taka szczególna sytuacja ma miejsce w Janikowie.

Rodzina Polehojków jest związana z futbolem od dekad. Dziadek Tomasza też grał w piłkę w Iskrze Kielce. Dzisiejszy trener, Artur Polehojko, przyjechał tutaj w latach dziewięćdziesiątych za żoną. Od tamtej pory w mniejszym lub większym stopniu był obecny w klubie. Tomasz także próbował sił w piłce, trenował z zespołem, przechodził kolejne szczeble juniorskie, skandował z trybun nazwisko Mysiaka, jeździł za drugoligową Unią. Pamięta też przeklęte baraże i skłania się ku temu, że mówiono głównie o grzechach Unii, natomiast rzadziej o tym, co za uszami mieli ich rywale, choćby o karnych dla KSZO wyssanych z palca. Niemniej przeszłość jest oddzielona grubą kreską. Unia dzisiaj to zupełnie nowy rozdział, który patrzy w przyszłość.

Polehojce nie wyszło w piłce, ale wyszło mu to na zdrowie: dziś ma dobrze prosperującą firmę kurierską w Niemczech, współpracującą z DPD. Polehojko chce teraz wejść na polski rynek.

W 2017 odebrał telefon od kapitana Unii, Dominika Jelonka, który poprosił o pomoc. Klub działał od 13/14 pod nowym zarządem, startując od B-klasy, dotarł do IV ligi, a tutaj zaczęły się schody. Unii znowu groził upadek. Polehojko dał zastrzyk finansowy na przetrwanie, a potem – jak sam mówi – po prostu się wkręcił.

– Wie pan, sam przeszedłem pewną zmianę. Jakiś czas temu najprzyjemniejsze w prowadzeniu klubu, najbardziej budujące, były wyniki pierwszej drużyny. Tym się ekscytowałem. Teraz? Rozwój akademii, trenujące dzieciaki. Jesteśmy w trakcie budowania akademii z prawdziwego zdarzenia. Profesjonalnej, trochę na wzorze ostatnio powstałych obiektów Legii. Mamy fajny obiekt, dobry kontakt z OSiR-em i miastem, chcemy stworzyć system szkolenia.

A co jest najtrudniejsze w prowadzeniu klubu?

– Umiejętność radzenia sobie z krytyką. W małym mieście wszyscy się znają. Mam zwolenników, przeciwników, a jestem osoba emocjonalną, której czasami ciężko zrozumieć bezpodstawną krytykę.

Za co pana krytykowano?

– Klub do pewnego momentu bazował na zawodnikach z Janikowa. Tak zaczął w 2013 i doszedł do IV ligi. Ale na tym poziomie, żeby pójść wyżej, trzeba sięgnąć po posiłki. Po prostu inaczej się nie da, jest ściana. Większość to rozumie. Niektórzy nie.

Unia w zeszłym sezonie zajęła szóste miejsce w III lidze, w finale okręgowego Pucharu Polski ograła Zawiszę Bydgoszcz.

Trener Artur Polehojko: – Mamy w Janikowie super infrastrukturę, przygotowani jesteśmy by grać wyzej. Mieliśmy słabszy początek zeszłego sezonu, potem drużyna robiła wyniki, ale koronawirus pokrzyżował nam plany. Mamy zespół, który w przyszłości może awansować.

W tym sezonie jest w środku tabeli, awans raczej jej nie grozi: traci już czternaście punktów do rewelacyjnej Polonii Środa Wielkopolska. Natomiast to już nie są czasy, gdy komuś w Janikowie uruchamiała się grzałka, że trzeba tu i teraz. Inwestycja w akademię pokazuje długofalowość projektu. Awans na szczebel centralny? Jak najbardziej, jest celem. Ale w swoim czasie. Klub już dawał dowody swojej siły przekonywania, takim był choćby transfer Macieja Mysiaka. Mysiak przyszedł z Elany, miał oferty ze szczebla centralnego, a jednak przyszedł do Unii. Dziś na pewno nie żałuje. Powoli dobijając do końca kariery, ma zapewniony byt. Jest trenerem młodzieży, asystentem pierwszego trenera odpowiadającym za analizy rywali, ale też ma etat w firmie Polehojki.

Oczywiście nas ciekawi: czy relacja ojca z synem jest czasem wystawiana na próbę?

Maciej Mysiak: – Na pewno jest to sytuacja dosyć niecodzienna. Śmiejemy się czasem myśląć jak rozmawiają ze sobą prezes i trener w domu. Na pewno po słabszych meczach wymiana zdań jest mocna, ale nie przy nas. Tu wygląda to dosyć spokojnie.

Tomasz Polehojko: – Nie ukrywam, różnimy się w wielu kwestiach. Podchodzimy do tego profesjonalnie. Ja nikomu w skład nie zaglądam. Ojciec by sobie nawet na to nie pozwolił. Tata robi wyniki, nie ma się do czego przyczepić.

A co jeśli okaże się w pewnym momencie, że tak jak trzeba było odejść od piłkarzy z Janikowa, bo pojawiła się ściana, tak zacznie się pojawiać myśl, że potrzeba bardziej uznanego trenera?

– Wtedy będziemy rozmawiać.

Dzisiejszy mecz z ŁKS-em w Pucharze Polski to doskonała okazja, by się przypomnieć szerszej publiczności. Dać sygnał ambicji klubu. Unii lekceważyć nie można:. Przekonało się o tym Zagłębie Sosnowiec, choć Unia na ten mecz miała 13 zawodników do dyspozycji.

Artur Polehojko na antenie Weszlo.fm: – Żal tylko, że to się odbywa w takim momencie. Nie byłoby dziś wolnego miejsca na trybunach. Ludzie żyją klubem, miasto jest bardzo głodne piłki. Dużo było do klubu telefonów, czy można się pojawić, ale sytuacja jest jaka jest. My na pewno wyjdziemy bez kompleksów.

Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski

Fot. NewsPix

Opublikowane 31.10.2020 11:56 przez

Jakub Olkiewicz

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 20
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Staszek Anioł
Staszek Anioł

Nie przeczytałem jeszcze całego tekstu, przyznaję, ale opinia, że „bardzo rzadko się zdarza w polskiej rzeczywistości politycznej, by ten sam polityk utrzymywał stanowisko przez sześć kadencji” jest odważna, a nawet zdumiewająca. Na tym szczeblu, zwłaszcza wśród burmistrzów i wójtów, są setki takich przypadków.

Staszek Anioł
Staszek Anioł

A w sumie to już ósma kadencja, skoro Brzeziński jest burmistrzem nieprzerwanie od 1990.

Marian Lichtman
Marian Lichtman

„Czemu nie złożył apelacji? Kiedy czytasz pisemne uzasadnienie wyroku, często zastanawiasz się, czy na pewno uda się wygrać apelację, czy na pewno uda się otrzymać korzystniejszy wyrok, bo przecież równie dobrze wyrok może zostać zwiększony. ”

Czy pan Panek słyszał o czymś takim, jak zakaz orzekania na niekorzyść oskarżonego wnoszącego apelację w II instancji (tzw. reformatio in peius)? Wystarczyło jeden przepis z KPK przeczytać (art. 434), żeby nie pierdolić później dyrdymałów, ale nie, po co, przecież prawo takie niezrozumiałe, kodeksy takie długie.

nie-znawca
nie-znawca

Mógł nie słyszeć. Przeciętny Polak pewnie nie słyszał.

PiSiory to śmietnik narodu
PiSiory to śmietnik narodu

ale jego prawnik powinien słyszeć i mu odpowiednio doradzić

Staszek Anioł
Staszek Anioł

Ale Panek trochę jednak bardziej siedzi w temacie niż przeciętny Polak…

warszawa to stan umysłu
warszawa to stan umysłu

Ciekawy tekst, dobra robota.

Korupcyjny Klub Sportowy
Korupcyjny Klub Sportowy

Po prostu u nas w wlkp jak chwilowo nie sprzedajemy odbytow naszych córek murzynom i do berlińskich lupanarów (odbyty synów są zarezerwowane dla wujkow do kąpieli) to właśnie sprzedajemy mecze. Forbrich, Czesiu M., Drzymała- to wszystko nasi ludzie a nasze kluby to Lech, Amica, Dyskobolia czyli cała śmietanka polskiej korupcji sportowej. A najlepsze jest to że cała polska nam uwierzyła i myśli że teraz w poznaniu to Lech (klub z lat 1957-2006) gra a nie Amica :DDD

Waligrucha
Waligrucha

Że nikt nie wspomniał o Pasibrzuchu z Janikowa …

Maciej
Maciej

Od Amiki to się odpier…

Korupcyjny Klub Sportowy
Korupcyjny Klub Sportowy

Ciii, teraz to my jesteśmy Lech Poznań (tylko dla panów z wrocławskiej prokuratury robimy wyjątek w nazwie)

waldemar
waldemar

Korupcja w polskim sporcie istnieje cały czas. Jak inaczej rozumieć sponsorowanie klubów, zawodników przez samorządy, czy Spółki Skarbu Państwa. Chcą i mogą przeznaczyć pieniądze na sport? To na jakichś zdrowych zasadach. Np. bezpośrednio do wieku juniora. Chcą dalej wspierać sport? To przez konto w np. w PZPN, który będzie je rozdzielał na kluby wg wcześniej określonych standardów.

Staszek Anioł
Staszek Anioł

Może to i źle, ale trudno to nazwać korupcją. Korupcja to bezprawne osiąganie korzyści z wykorzystaniem czyjejś funkcji, stanowiska, pozycji.

Bolek
Bolek

Do kiboli Ległej: jesteście życiowymi przegrywami bijącymi kobiety i dzieci.

obserwator
obserwator

W tamtych czasach są też inni ludzie, którzy pomimo zdolności, umiejętności, wykształcenia, kultury osobistej, moralnego kręgosłupa, godności i szacunku do własnej osoby, byli tak jak „Unia Janikowo” przez jeden sezon w II lidzie i nagle szybko spadali ! bez układów skończyli na dnie mułu lig regionalnych! mianowicie sędziowie ! Obserwatorzy to było dopiero bagno! dobrze, że teraz są kamery!

Bert
Bert

Myślę, że historię awansów Kujawiaka, późniejszej fuzji z Zawisza oraz ostatecznego upadku obu tworów też warto opisać. Pamiętny mecz z ŁKS, zakończony przed uplywem 90minut, bo sędzia pogubil rachubę ile rozdał czerwonych kartek łodzianom i uznal, ze wg przepisow nie da sie kontynuowac gry, to jest dopiero cyrk 🙂

baran
baran

O kurde blaszka. Jaka ciekawa historia. No kto by się spodziewał. Jestem zaskoczony. Tak samo jak redaktorzy oraz ich pracodawca.

huwdu huwdu
huwdu huwdu

Autor popraw kilka błędów ortograficznych. I nie pisz o wielkich Kulczykach, chyba że ich uszach i nosach z wiadomych względów. w tamtym czasie Kulczyki robli co innego a Ciech nie należał jeszcze do napletonów.

molibden
molibden

Przyjemnie się czytało. Dobrze poznać taką nieszabloną – choć z licznymi kontrowersyjnymi elementami – historię Unii Janikowo. Mimo wszystko życzę powodzenia drużynie z Janikowa.
Tak jak wspomniał któryś z komentatorów wyżej, może warto pochylić się nad piłkarską historią Zawiszy? Jest tam dużo bardzo ciekawych wątków, zaczynając od wątku Aluminium Konin, poprzez fuzje Zawiszy z Chemikiem, kwestie związane z przeniesieniem Kujawiaka do Bydgoszczy, wykorzystywaniem loga i nazwy ‚Zawisza’, kończąc na czasach bardziej „nowożytnych”, to jest: upadku spółki WKS Zawisza Bydgoszcz, sprawę kibiców, konflikt stowarzyszenia piłkarskiego z CWZSem, aż po mającą miejsce odbudowę piłkarskiego Zawiszy. Wiem, że jakiś czas temu pojawił się artykuł o Zawiszy, ale brakowało mi ogólnego przedstawienia całej sekwencji wydarzeń, które próbowałyby wyjaśnić obecną sytuację. Myślę, że jest to bardzo ciekawy temat do eksploracji.

Sziler
Sziler

Pamiętam mecz Unia Janikowo – Tur Turek z 2004, gdzie Bartłomiej Grzelak strzelił gola na 1:0 w 90 minucie z metrowego spalonego i po nakładce na Zbigniewie Robakiewiczu. Ochrona musiała chronić sędziego po meczu. Tu link do opisu tego meczu: https://www.sport.pl/sport/1,69628,2063607.html

Weszło
01.12.2020

Sześć goli, cztery rzuty karne i przełamanie Mraza. Działo się w Bielsku!

Nie będziemy was czarować: gdyby nie wypadało ze względu na zawód, który wykonujemy, raczej byśmy dziś nie włączyli telewizora dla meczu Podbeskidzia z Zagłębiem Lubin w Pucharze Polski. Pierwsza połowa tylko nas utwierdziła w tym przekonaniu. Na szczęście potem działo się tyle, że brakowało już chyba tylko baby z brodą, choć w sumie dożyliśmy takich […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

Paweł Magdoń dyrektorem sportowym Wisły Płock. Kim jest następca Jóźwiaka?

Paweł Magdoń. Solidny ligowiec, przez wielu piłkarzy wspominany jako jedna z najweselszych postaci spotkanych w szatni. Jednokrotny reprezentant Polski. Były dyrektor sportowy Lechii Tomaszów Mazowiecki, nowy dyrektor sportowy Wisły Płock. Kogo zatrudniają „Nafciarze” i czy ten – nie da się ukryć – eksperyment może wypalić? Paweł Magdoń – kariera piłkarska Średnia jednego gola na mecz w […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

Odliczanie do świąt z eWinner – 24 dni promocji!

Odliczanie do pierwszej gwiazdki może być przyjemne! W eWinner czekają na nas 24 bonusy, które możemy odbierać codziennie, aż do świąt. To wszystko w ramach kalendarza adwentowego, na który ten legalny bukmacher przygotował nam mnóstwo atrakcji, promocji oraz konkursów. Sprawdźcie szczegóły promocji! Od dziś do 24 grudnia eWinner będzie dla nas „rozpakowywał” jeden prezent. Co […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

Bramkarz Stomilu farciarzem tygodnia

Są takie dni, kiedy wszystko ci wychodzi. Dla odmiany są takie, kiedy wszystko bez powodu się wali. Ale są też takie, kiedy niby psujesz, zawalasz, powinieneś zebrać od losu baty, a wszystko uchodzi ci płazem. Taki dzień miał bramkarz Stomilu Olsztyn, Vjaceslavs Kudrjavcevs. Łotewski młodzieżowiec dwa razy pokpił dzisiaj sprawę tak, że to powinny być […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

24 dni promocji! Kalendarz Adwentowy w TOTALbet

Legalny bukmacher TOTALbet wie, jak zorganizować nam odliczanie do świąt. W ramach promocji „Kalendarz Adwentowy” na graczy czekają aż 24 różne bonusy przez blisko cztery tygodnie! Od 1 do 24 grudnia będziemy odkrywać kolejne „okienka” i zgarniać czekające na nas nagrody.  Codziennie o północy strona Kalendarza się odświeży, trzeba będzie odnaleźć i kliknąć zielonego Mikołaja, […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

Super bonus w Superbet! 50 PLN za obstawianie Ligi Mistrzów!

Liga Mistrzów wchodzi w decydującą fazę gry w grupie, więc Superbet postanowił to uczcić. Ten legalny bukmacher oferuje nam znakomity deal: my stawiamy na Champions League, oni wypłacają nam bonus. Tak, tylko tyle trzeba zrobić, żeby zgarnąć 50 PLN ekstra! Zasady promocji są naprawdę proste. Dziś, czyli 1 grudnia, musimy postawić zakład lub zakłady z […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

Inter wraca do żywych, strzelanie w Liverpoolu | TYPY NA LIGĘ MISTRZÓW

Liga Mistrzów wchodzi już w taką fazę, że albo czekają nas mecze o nic, albo o wielką stawkę. Na szczęście dla nas w drugiej z grup znajdziemy całkiem sporą liczbą hitów. Dziś terminarz wręcz pęka w szwach, dlatego sprawdziliśmy ofertę naszych zaprzyjaźnionych bukmacherów. Na co warto postawić, gdzie szukać okazji i promocji?  Borussia Moenchengladbach – […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

Real o awans, Bayern o przedłużenie passy. Wtorek w Lidze Mistrżów

Real, który potrzebuje opędzić się przed Szachtarem, który ośmieszył go już w tej edycji. Bayern, którego fantastyczna passa kolejnych zwycięstw trafia pod celownik bandy Simeone. Na drugim biegunie Marsylia, która chciałaby nie przegrać w Champions League pierwszy raz od czasów Sneijdera w Interze. Co dzisiaj w ligomistrzowym menu? Zapraszamy. *** LEWANDOWSKI STRZELI GOLA: KURS W […]
01.12.2020
Weszło Extra
01.12.2020

Tripletta Jose Mourinho. 10 lat temu Inter był najlepszy na świecie

– Jesteś gównem – rzucił Marco Materazzi do Jose Mourinho, gdy ten odchodził z Interu. Czy zebrało mu się na szczerość do trenera, u którego był ostatnio głównie rezerwowym? Nie, wręcz przeciwnie. – Jak możesz zostawić nas tutaj z Rafą Benitezem. Nigdy ci tego nie wybaczę – dodał obrońca, który stał się bohaterem jednego z […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

Lechia strzeliła prawidłowego gola, a co z kontrowersjami z Zabrza?

W Zabrzu działo się tyle, że jeden mecz dostarczył nam tylu sytuacji kontrowersyjnych, ile czasem mamy w całej kolejce. Kibicom Pogoni nie dziwimy się, że podnosili larum, ale ostatecznie żadnej decyzji na ich niekorzyść nie weryfikujemy. I od razu tłumaczymy dlaczego. Cztery kontrowersje z Zabrza Sytuacja najmniej kontrowersyjna – rzut karny i czerwona kartka dla […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

Kozacy i badziewiacy. Defensywa Jagiellonii istnieje teoretycznie

Aż czterech piłkarzy dostarczyła nam Jagiellonia Białystok do zestawienia badziewiaków kolejki. I co najgorsze dla kibiców Jagi – właściwie można się było tego spodziewać w momencie odkrycia przez Canal+ grafik ze składem na mecz przeciw Stali Mielec. Już sam fakt, że duet stoperów stworzyli Bodvar Bodvarsson i Ariel Borysiuk mówi sporo, ale gdy dodamy jeszcze […]
01.12.2020
Weszło Extra
01.12.2020

Grałem w piłkę, żeby zapomnieć o głodzie. Jak mogłem marzyć o Manchesterze City?

W jego wiosce nie było prądu i bieżącej wody. Grał w piłkę, by zapomnieć o głodzie. Już sama gra w akademii mieszczącej się w stolicy Ghany była dla niego szokiem. A co dopiero transfer do Manchesteru City? Yaw Yeboah o szansie, jaką dostał od Boga, docenianiu tego, co się ma, indywidualnych treningach z Davidem Silvą, […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

„Trzydzieści drużyn w Ekstraklasie? Byłoby więcej miejsc pracy!”

Wyższość fryzury Lipskiego nad wąsem Baszkirowa. Rabona Maka w słupek atrakcyjniejsza niż zewniak Pospisila. Ekstraklasa z trzydziestoma drużynami – na tak, bo powstaje więcej miejsc pracy dla trenerów i piłkarzy. Schabowy z frytkami w Cheat Day. Miły Pan i Disco Polo. Randki w Sandomierzu. PDW – miły gest, jeśli ktoś siedzi za niewinność, a przecież […]
01.12.2020
Kanał Sportowy
01.12.2020

Dziennikarskie zero #3 – Fatalna Erotica 2022, Edyta Górniak i inteligencja planet

Krzysztof Stanowski zaprasza na Dziennikarskie Zero! Tematami trzeciego odcinka vloga jest fatalny film Erotica 2022, a także m.in. Edyta Górniak i inteligencja planet Układu Słonecznego. Zapraszamy! 
01.12.2020
Anglia
01.12.2020

Angielskie robienie do własnego gniazda na przykładzie trzech zmian

Premier League zawsze musi się wyróżniać. To właśnie ta liga jako pierwsza podążyła w tak komercyjną stronę, bijąc rekordy przychodów z praw telewizyjnych. To właśnie ta liga regularnie ustanawiała kolejne najwyższe sumy za transfery. Nie wypada zatem się dziwić, że nawet w temacie zmian, Premier League chciała iść swoją drogą. Pandemia koronawirusa, która wstrzymała rozgrywki […]
01.12.2020
Inne sporty
01.12.2020

Lewis Hamilton opuści GP Bahrajnu. Powodem koronawirus

Niedawno koronowany mistrz świata nie weźmie udziału w Grand Prix Sakhir. Zespół Mercedesa właśnie ogłosił, że Lewis Hamilton ma pozytywny wynik testu na koronawirusa. Oznacza to, że po raz pierwszy w tym sezonie angielski kierowca nie zgarnie punktów na torze. W praktyce jednak niewiele to zmienia – on ma już pewny siódmy tytuł w karierze, […]
01.12.2020
Weszło
01.12.2020

PRASA. Lekarz Maradony obwiniany o doprowadzenie do śmierci Boskiego Diego

– Dwie córki Maradony, Dalma i Giannina (ślubne dzieci piłkarza), twierdzą, że ich ojciec mógł umrzeć, bo zajmujący się nim lekarz Leopoldo Luque przepisał mu… niewłaściwe leki. Policja już wszczęła śledztwo. W niedzielę funkcjonariusze przeszukali dokładnie dom i klinikę doktora Luque. Zabezpieczono dokumentację medyczną, komputery lekarza i billingi jego telefonów. – Byłem zszokowany, kiedy policja […]
01.12.2020
Kanał Sportowy
30.11.2020

Jóźwiak: Zostałem rzucony na pożarcie. Odszedłem, żeby został trener Sobolewski

Marek Jóźwiak był gościem „Weszłopolskich”, gdzie w zasadzie na gorąco omówił swoje odeście z Wisły Płock. I to jak omówił! Były już dyrektor sportowy „Nafciarzy” zdecydowanie nie gryzł się w język. Lesniak lepszy od Furmana, on sam w roli kozła ofiarnego, trener Sobolewski, który był krok od wylotu z klubu… Mnóstwo mocnych tez, mnóstwo smaczków, […]
30.11.2020