Reklama

Siadaliśmy jak do telenoweli. Żyliśmy życiem zastępczym

redakcja

Autor:redakcja

09 września 2020, 13:13 • 4 min czytania 11 komentarzy

Fenomen sportowy. Powtarzalność sukcesów przez lata. Co tydzień siadaliśmy jak do telenoweli, żeby oglądać tę rywalizację. Fenomen socjologiczny. Ile rzeczy można było mu przypisać. Że można w życiu wygrać bez układów. Że jest człowiekiem rzetelnym, solidnym. Posłańcem wielkich wiadomości. Wielkiej nadziei. Idol kryzysowy, który miał nas wprowadzić jako ambasador wspaniałego skoku cywilizacyjnego do Europy. Fenomen społeczny. Przecież my dzięki tym transmisjom żyliśmy życiem zastępczym. Dał nam wiele. Bardzo wiele.

Siadaliśmy jak do telenoweli. Żyliśmy życiem zastępczym

Niestety, to koniec tego wspaniałego serialu. Fabiana Serrarensa nie ma już w Polsce. Podpisał kontrakt z Rodą Kerkrade.

Łezka się kręci w oku. Głos się łamie. Chęci do życia brak. Z uwagą patrzyliśmy na tę postać już od pierwszych kolejek. Przyjeżdżał jako duża nadzieja, jako gość, który dopiero co popisywał się hat-trickiem w meczu Eredivisie. Miał uleczyć atak Arki Gdynia, który kojarzył nam się z Aleksandyrem Kolewem i Rafałem Siemaszką. „Przecież gorzej już być nie może”, myśleliśmy sobie wtedy.

Tak bardzo się myliliśmy. Zasiadaliśmy do odbiorników wyczekując, kiedy strzelba Arki odda pierwszy celny strzał. Lipiec? Nic. Sierpień? Znów nie. Wrzesień, październik? Niestety. Listopad? Znów nie. W końcu przyszedł 13 grudnia. 19. kolejka, mecz z Zagłębiem, wielki dzień wielkiego Holendra, w którym po 660 minutach trafił w prostokąt o wymiarach 2,44 m x 7,32 m. Do końca sezonu powtórzył ten sukces pięć razy. I to wszystko za promocyjną kwotę 60 tysięcy złotych na miesiąc.

Fabian, BĘDZIEMY TĘSKNIĆ!

Reklama

Odejście Serrarensa ma wymiar symboliczny, bo już teraz można definitywnie i ostatecznie uznać, że Arka wyczyściła kadrę z wszystkich dziwnych postaci, które przyczyniły się do jej spadku. I trzeba przyznać, że dość sprawnie przeszła tę rewolucję. Obserwujemy duży zwrot w polityce kadrowej – w Gdyni został tylko jeden obcokrajowiec, Marcus da Silva, ale ze względu na długi staż w Polsce traktujemy go trochę jak Polaka. Nic nie mamy do obcokrajowców i z chęcią przyjmiemy w naszej lidze każdego kozaka, ale jednak Arka szła w ostatnim czasie na rekord niewypałów transferowych. Choć złośliwi powiedzą, że po prostu realizowała swoją klubową filozofię (20% udanych transferów to zadowalająca średnia).

Ale my złośliwi nie jesteśmy. Aankour, Bergqvist, Helstrup, Samanes, Vejinović, Marić, Skhirtladze – ich już nie ma, każdy okazał się mniejszym bądź większym rozczarowaniem. Zwłaszcza Vejinović, do którego przylgnęły już ogromne przelewy, które otrzymywał od gdyńskiego klubu, na boisku dając od siebie niewiele. Dobre wspomnienia pozostawi po sobie tylko Skhirtladze, który przynajmniej miał momenty. Mamy nadzieję, że właśnie w tym kierunku będzie szła Arka Kołakowskich, bo ściąganie przypadkowych obcokrajowców – szok i niedowierzanie! – niczego dobrego nie przynosi.

Nawet filary zespołu przyznawały, że u niektórych nie było widać nie tyle jakości, co nawet chęci do gry. Pożegnano się też z kilkoma Polakami, którzy byli na krzywej opadającej – Siemaszko, Zbozieniem, Kopczyńskim i Olczykiem. I pewnie szkoda przy tej rewolucji takich piłkarzy jak Steinbors czy Nalepa, ale z drugiej strony szkoda byłoby marnować ich potencjał na pierwszą ligę. Łotysz to jeden z lepszych fachowców w Ekstraklasie, a Nalepa z kolei uznał, że to dobry moment, by spieniężyć swoją karierę.

Co zwraca naszą uwagę wśród nowych piłkarzy? Głównie to, że są to transfery skrojone na miarę pierwszej ligi. Arka nie porwała się na duże nazwiska czy piłkarzy, którzy mogli być gwiazdami Ekstraklasy.

  • Daniel Kajzer – dwójka w Śląsku, nie przebił się ani na moment, ale jednak walczył o miejsce z fachowcem dużej klasy.
  • Bartosz Kwiecień – rezerwowy w Jagiellonii
  • Arkadiusz Kasperkiewicz – rezerwowy w Rakowie
  • Michał Marcjanik – piłkarz pomiędzy ławką a pierwszym składem w Wiśle Płock, wychowanek Arki
  • Szymon Drewniak – solidny pierwszoligowiec
  • Juliusz Letniowski – totalnie drugoplanowa postać w Lechu, ale jednak piłkarz wciąż z potencjałem, który swego czasu bawił się w pierwszej lidze
  • Łukasz Soszyński – drugoplanowa postać w Zagłębiu
  • Rafał Wolsztyński – przyszedł z pierwszoligowego Widzewa
  • Artur Siemaszko – ograny w pierwszej lidze
  • Andrzej Witan – doświadczony pierwszoligowiec
  • Kamil Mazek – piłkarz na zakręcie, który przepadł w Zagłębiu
  • Mateusz Żebrowski – piłkarz sporo strzelający w III lidze

Do tego należy doliczyć trochę utalentowanej młodzieży. Wygląda to rozsądnie, jak kadra skrojona na miarę, bez przepłacania, bez kominów płacowych. Pierwsze mecze pokazują, że Ireneusz Mamrot bardzo sprawnie to poukładał. Liga? Dwa zwycięstwa – 4:0 z GKS-em Jastrzębie i 3:2 z Puszczą Niepołomice. Puchar? 5:0 z Górnikiem Polkowice. Wiadomo, że zaplecze Ekstraklasy to najbardziej zwariowana liga świata, ale na dziś trzeba upatrywać w Arce głównego kandydata do awansu.

Fot. FotoPyK

Reklama

Najnowsze

Komentarze

11 komentarzy

Loading...