post Avatar

Opublikowane 05.06.2020 12:48 przez

redakcja

Sebastian Przybyszewski to były zawodnik między innymi ŁKS Łódź, Pogoni Szczecin, Warty Poznań, Hetmana Zamość i Śląska Wrocław. Wielkiej kariery w Ekstraklasie nie zrobił, trochę zabrakło do granicy 50 meczów, ale polską piłkę pierwszej dekady XXI wieku poznał całkiem nieźle. W dużej mierze o tym jest rozmowa z byłym obrońcą. Jak to jest zamienić w młodości ukochany ŁKS na Widzew? Czy zostało mu trauma po tym, jak samolot z piłkarzami Łódzkiego Klubu Sportowego na pokładzie zaczął nagle spadać? Czym zajmuje się dzisiaj? Zapraszamy. 

W młodości przeniósł się pan z ŁKS-u Łódź do Widzewa. Ciężkie doświadczenie dla młodego chłopaka?

Zdecydowanie tak, ponieważ mocno byłem zżyty z ŁKS-em. Po pięciu latach w tym klubie w wieku piętnastu lat ze względu na brak jakiegokolwiek obiecanego wsparcia odeszliśmy do prywatnego sponsora i przez rok występowaliśmy w „Mila” Łódź. Niestety nie mogliśmy brać udziału w żadnych rozgrywkach. Później ŁKS zaproponował nam powrót do klubu, jednak bez naszego trenera Zygmunta Gutowskiego. W większości się nie zgodziliśmy i tym sposobem przenieśliśmy się do rywala zza miedzy. Cały okres juniora spędziłem w Widzewie. W tym czasie występowałem również w rezerwach RTS-u. Przez miesiąc trenowałem także z pierwszą drużyną, którą prowadził wtedy Wojciech Łazarek. Była to mocna ekipa, bo wtedy w zespole Widzewa występowali m.in. Tomasz Łapiński, Marek Citko, Artur Wichniarek, Daniel Bogusz, Dariusz Gęsior, Marcin Zając, Maciej Terlecki, Radosław Michalski oraz Maciej Stolarczyk.

Jak się pan czuł, wchodząc do szatni z takimi nazwiskami?

To była wielka nobilitacja i duży zaszczyt. Chciałem się pokazać z jak najlepszej strony. To był zespół, który rok wcześniej występował w Lidze Mistrzów. Choć kilku zawodników odeszło, to i tak była to mocna ekipa, od której można się było sporo nauczyć. To byli normalni zawodnicy. Nie kojarzę, żeby ktokolwiek z nich gwiazdorzył.

Z kim z tamtej ekipy złapał pan najlepszy kontakt?

W tamtym czasie z juniorów dołączyłem razem z Piotrkiem Bazlerem, który później występował m.in. W Arce Gdynia czy Górniku Łęczna. Poza tym znałem się z kadr wojewódzkich z Michałem Stasiakiem, Łukaszem Masłowskim czy pochodzącym również ze Zduńskiej Woli Adrianem Budką.

Wtedy waszym trenerem był Wojciech Łazarek, który jest skarbnicą anegdot. Z czego najbardziej go pan zapamiętał?

Przede wszystkim z tego, że nie było dla niego świętych krów. Jak ktoś zrobił błąd, to nie miało znaczenia, czy stary, czy młody. Barwny język. Jak ktoś przegrał pojedynek zbyt łatwo, to pytał, czy ma nogi z rabarbaru. Niestety po miesiącu trener Łazarek został zwolniony, a my wróciliśmy do juniorów. Myślę, że to był błąd, bo nikt nam nic nie mówił i powinniśmy tam próbować zostać.

Później był Hetman Zamość, który w sezonie 2001/2002 po trzynastu kolejkach zajmował trzecie miejsce w tabeli w ówczesnej drugiej lidze. Czego zabrakło biało-zielono-czerwonym, aby w tamtym sezonie awansować do ekstraklasy?

Myślę, że wszystkiego po trochu. Zabrakło szerokiej kadry, co przy dwudziestu drużynach w ówczesnej II lidze miało istotne znaczenie. Oprócz tego ważną kwestią było doświadczenie oraz zaplecze finansowe. Z tej drużyny wielu zawodników dopiero zaczynało swoje poważne granie w piłkę, a później z powodzeniem radziło sobie w Ekstraklasie. Patrząc na zespoły, które zajęły wyższe miejsce, miały one dużo wyższe budżety od Hetmana i organizacyjnie były poza zasięgiem.

W tamtym sezonie przegraliście w IV rundzie Pucharu Ligi z Pogonią Szczecin, ale wygraliście 2:1 w rewanżu. Okres gry w Zamościu wywołuje uśmiech na pana twarzy?

Pogoń była poza zasięgiem. Pierwszy mecz przegrany 0:5 ustawił wszystko. To była mocna drużyna jak na warunki polskie: z Majdanem, Węgrzynem, Mielcarskim, Brasilią, Chifonem, Szubertem, Mosórem, Kaliciakiem i Ławą. Wcześniej wyeliminowaliśmy występujący w ekstraklasie Stomil Olsztyn. Wygraliśmy najpierw 5:1 na wyjeździe, a później 3:0 na własnym terenie. Stanowiliśmy wtedy zagraną paczkę, lubiliśmy spędzać czas prywatnie. W Hetmanie panowała taka rodzinna atmosfera. Na boisku jeden za drugiego walczył. Z pewnością wspominam ten okres bardzo ciepło.

Rodzinnie również wychodziliście pod parasolki na Starym Mieście?

Po zwycięstwach wychodziliśmy całą ekipą z dziewczynami i żonami. Piwo i pizza u „Włocha” to było coś, co robiło atmosferę.

Co najbardziej pan zapamiętał z gry w Zamościu?

Mam dużo pozytywnych wspomnień. Moje pierwsze kroki w piłce seniorskiej, respekt dla starszych zawodników. Nikt mi nie musiał przypominać o noszeniu środków treningowych, pompowaniu piłek czy noszeniu prania. Razem z Sewerynem Gancarczykiem często byliśmy dyżurnymi. To uczyło pokory. Poza tym fantastyczne boiska treningowe na rotundzie i przede wszystkim wiele znajomości. Były też wesołe momenty. Jak były problemy finansowe, to starano się ciąć wydatki. Dyrektor sportowy wpadł na pomysł, żeby zamiast napoju izotonicznego mieszać syrop do herbaty z wodą, bo stwierdził, że i tak się nie zorientujemy.

W Zamościu starczało na wszystko?

Kokosów nie było. Ledwo starczało od pierwszego do pierwszego. Często jeździłem po meczach do Łodzi, więc trzeba było wszystko dokładnie zaplanować. Zresztą najważniejsza była piłka, a pieniądze to była dla mnie sprawa drugorzędna. Możliwość grania w ówczesnej drugiej lidze czy obecnej pierwszej stanowiło dla mnie wartość nadrzędną. Nie sposób porównać tego z obecnymi czasami. Zarobki poszły mocno w górę.

Z Hetmana Zamość trafił pan do Pogoni Szczecin, która występowała w Ekstraklasie. Nie uwierzę, że pan nie pamięta swojego debiutu w Ekstraklasie.

Przegraliśmy na wyjeździe z Zagłębiem Lubin 0:5, więc trudno, żebym nie pamiętał (śmiech). Zderzenie z najwyższą klasą rozgrywkową było brutalne. Pamiętam, jak przed meczem mieliśmy rozruch w lesie i trener Albin Mikulski pompował nas, że pokażemy, kim my jesteśmy. Niestety nie dojechaliśmy!

Albin Mikulski nadspodziewanie szybko łapał dobry kontakt z piłkarzami. Już wtedy pozwalał wam na słynne SPA?

Niestety nie doświadczyłem tego, być może dlatego, że krótko pracował. Dużo polsko-angielskich zwrotów podczas treningów, co powodowało lekką szyderę u starszych. Podczas obozu w Wiśle mieliśmy wyjście drużynowe, czyli tzw. integrację. Poza tym nic specjalnego. Zresztą od początku były olbrzymie problemy finansowe, więc o żadnych SPA nie mogło być mowy. Za pół roku dostałem półtorej pensji, a na przykład mieszkanie trzeba było samemu opłacać. To była niezła nauka.

W ŁKS-ie grał pan od wiosny 2002/2003 do sezonu 2004/2005. Jak już ustaliliśmy, klub z Alei Unii Lubelskiej zajmuje szczególne miejsce w pana sercu.

Zgadza się. Jestem wychowankiem ŁKS-u, więc to dla mnie szczególny klub. Po sezonie 2004/2005 musiałem się udać na wypożyczenie. Z ówczesnym trenerem, którym był świętej pamięci Dragan Dostanić, było mi nie po drodze i poszedłem do Hetmana Zamość, aby się odbudować. Tak na marginesie mówiło się zresztą, że nie ma odpowiednich papierów trenerskich. Przez pół roku każdy trening wyglądał tak samo. „Dzidek” Leszczyński prowadził rozgrzewkę, po czym graliśmy na całym boisku. Tak to można trenować w b-klasie, a nie w profesjonalnej piłce. Podobno jak zespół objął trener Wiesław Wojno i zrobiono testy motoryczne, to wyglądały one katastrofalnie. Po pół roku wróciłem do ŁKS-u i zrobiliśmy awans do Ekstraklasy, który był dla mnie czymś wyjątkowym. O ile wtedy byłem najczęściej rezerwowym, to w następnym sezonie, byłem już podstawowym zawodnikiem. Robert Łakomy miał kontuzję i wskoczyłem w jego miejsce, którego już nie oddałem. Przed sezonem dołączył do nas Tomasz Hajto i muszę powiedzieć, że dużo się od niego nauczyłem. Mimo że bliżej mu było do końca kariery, to prezentował dużą jakość na boisku. Dużo podpowiadał na treningach, ale też wymagał. Można powiedzieć, że był prawą ręką trenera Chojnackiego.

W 2007 roku silne turbulencje spowodowały, że wracający z turnieju w Hamburgu piłkarze ŁKS-u najedli się strachu, bo samolot miał problemy z wylądowaniem, a chwilę wcześniej spadł trzysta metrów w dół. Był to najstraszniejszy moment w pana życiu?

Z perspektywy czasu były gorsze momenty jak śmierć brata i mamy, ale wtedy nie było nam do śmiechu. To był mały samolot z odsłoniętymi śmigłami, które wyglądały jak narty biegowe. Spadaliśmy kilkaset metrów w mgnieniu oka. Jak było po wszystkim, śmialiśmy się, że był to cud i nic się nie mogło stać skoro za sterami był kapitan Dziki, a na pokładzie kierownik Żałoba.

Czas pozwolił zapomnieć?

Z pewnością tak, ale nie przepadam za lataniem. Starty i lądowania dalej kosztują mnie sporo nerwów.

Podczas turbulencji mówił pan, że mieliście dużo szczęścia. Pamięta pan dokładnie, jak spędziliście tamten dzień po locie?

Pamiętam, że było już późno w nocy, jak dotarliśmy do hotelu, więc zmęczeni poszliśmy spać.

Wiosną 2008/2009 roku nie występował pan w żadnym klubie. Czym była spowodowana ta przerwa?

Jesienią 2009 roku leczyłem się po operacji kolana i na wiosnę byłem zesłany do drużyny Młodej Ekstraklasy, w której mogłem tylko trenować. Powrót do formy zajął mi wtedy sporo czasu. Byłem wtedy zdany sam na siebie. To była trudna lekcja, ale poznałem moją przyszłą żonę, więc mimo wszystko więcej zyskałem (śmiech).

W Ekstraklasie rozegrał pan czterdzieści cztery mecze. Jest pan zadowolony z tego wyniku?

Myślę, że mogło być trochę więcej. Późniejsze rehabilitacje i zmiany w treningu uświadomiły mi, że powinienem trenować inaczej, ale wtedy było już za późno. Po trzydziestce trudno być łakomym kąskiem na rynku transferowym, a pewne nawyki ruchowe i ograniczenia są nie do wyeliminowania.

W 2013 roku wyjechał pan do Niemiec. Łączył pan grę w piłkę z pracą?

Tak, pracowałem nawet na nocną zmianę. O ile problemów z trenowaniem nie było, to mecze w weekend sprawiały problem. Cztery godziny snu, szybkie śniadanie i na mecz. Było ciężko przez pierwsze miesiące, ale z czasem się przestawiłem.

Czym się tam pan zajmował?

Pracowałem i wciąż pracuję w fabryce Ferrero przy produkcji czekolady i Nutelli.

Występował Pan w TSV Eintracht 1920 Stadtallendorf i SV Emsdorf. Jakie różnice zauważył pan w funkcjonowaniu klubu, treningów porównując je do klubów, w których występował pan w Polsce?

Najwyżej występowałem w klubie piątoligowym TSV Eintracht 1920 Stadtallendorf. Mimo że treningi odbywały się trzy razy w tygodniu, to intensywność zajęć robiła wrażenie. Było dużo małych gier, zaangażowania oraz dało się wyczuć sportową agresję. Ja potrzebowałem wtedy dwóch miesięcy, żeby jakoś się zaadaptować. Nikt nie narzekał, że złe treningi, co niestety w Polsce było normą. Nikt się nie oszczędzał. Z kolei SV Emsdorf to klub czysto amatorski. W zespołach nie brakowało ludzi pełnych pasji, szacunku do drugiej osoby, którzy poświęcają swoje prywatne życie na rzecz społeczności lokalnej. Ta ich mentalność i cały wolontariat stanowi podstawę funkcjonowania.

Zwiesił pan buty na kołku po rozegraniu rundy jesiennej sezonu 2017/2018. Czym Sebastian Przybyszewski zajął się po zakończeniu kariery i czy trudno było rozstać się z piłką nożną?

Granie zakończyłem w wieku trzydziestu ośmiu lat, ale już wcześniej pracowałem z grupami młodzieżowymi w Eintrachcie Stadtallendorf. Obecnie jestem trenerem rocznika 2010 w tym klubie. Zrobiłem kurs trenera UEFA A, a oprócz tego gram w oldbojach. Z piłką nie rozstałem się całkowicie.

Gdyby mógł pan cofnąć czas to czy zmieniłby coś w swojej karierze piłkarskiej?

Tak jak wspomniałem wcześniej, więcej poświęciłbym na trening indywidualny i funkcjonalny. Wtedy nie miałem jednak takiej wiedzy, bo ten temat dopiero wchodził.

Występował pan z wieloma świetnymi piłkarzami w drużynie oraz przeciwko nim. Który z zawodników zrobił na panu największe wrażenie?

Piłkarsko na pewno Igor Sypniewski. To był nieprawdopodobny talent. Tak jak wcześniej wspomniałem, dużo nauczyłem się od Tomka Hajty. Mimo że był już wiekowo zaawansowany, to pokazywał spore umiejętności, a przy tym dawał dużo wskazówek.

Czy coś wtedy wskazywało, że Igor Sypniewski aż tak zbłądzi w życiu?

Zdecydowanie nie. Był w dobrej kondycji psychofizycznej. Często zabierałem się z nim po treningu do domu, bo obaj mieszkaliśmy na Bałutach. Zresztą miał kobietę przy sobie i syna Kacpra, którego przywoził na nasze treningi. Tata Stefan przychodził często na ŁKS. Igor trochę żył przeszłością i chyba nie miał planu na przyszłość. Gdy wyjechał z powrotem do Szwecji, to zaczęło mu się wszystko psuć. Przykro, że się tak to wszystko potoczyło i Igor się zagubił.

W ŁKS-ie występował też Paulinho, który później grał w Tottenhamie i Barcelonie. Przewidziałby pan, że Brazylijczyk zrobi aż taką karierę?

Na pewno nie. Mimo młodego wieku był bardzo solidny, ale nie wyróżniał się jakoś specjalnie. To tylko pokazuje, że w piłce nie ma rzeczy niemożliwych. Ciężka praca i wiara w siebie – to powtarzam moim zawodnikom. Poza tym trochę szczęścia przy wyborze klubu, dobry i zaufany trener, dzięki któremu można zrobić kolosalne postępy.

Jak on odnajdywał się w Łodzi?

Mieszkał na Retkini z dziewczyną i z Brazylijczykiem Andersonem, który się wtedy lepiej od niego prezentował. Był spokojnym i uśmiechniętym chłopakiem. Podobno później jak były zaległości, to chciał wracać do Brazylii, chociaż był związany z litewskim biznesmenem.

Załóżmy, że złapał pan złotą rybkę, która spełnia trzy życzenia, to jakby je pan wykorzystał?

Chciałbym zrobić kurs UEFA PRO, pracować w profesjonalnym klubie i wybrać się w podróż dookoła świata.

Rozmawiał Paweł Wróbel

Fot. newspix.pl

Opublikowane 05.06.2020 12:48 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Diana
Diana

Świetny wywiad 🙂

Paweł
Paweł

Bardzo dobry i przyjemny dla ucha wywiad, pozdrawiam

Weszło
25.11.2020

Życie Maradony było jazdą 240 km/h, gdy nie zna się drogi

Argentyńskie media podały, że 25 listopada 2020 roku zmarł Diego Maradona. Bóg futbolu. Geniusz. Z tej okazji przypominamy materiał, który zrobiliśmy o nim rok temu. Krzyszof Rot porozmawiał z Fernando Signorinim, który jako trener od przygotowania fizycznego pracował i mógł obserwować jak rośnie Diego Maradona, jakie problemy napotkał w szczytowym momencie swojej kariery i dlaczego […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Diego Armando Maradona nie żyje

Argentyńskie media poinformowały dziś, że „Boski Diego” zmarł nad ranem lokalnego czasu z powodu ataku serca. Dopiero co idol Neapolu wyszedł ze szpitala po udanej operacji usunięcia krwiaka z mózgu. Jego stan zdrowia nie był wybitny – zresztą, kiedy po zakończeniu kariery był – ale wydawało się, że najgorsze za nami. Niestety, jak się okazuje, […]
25.11.2020
Weszło Extra
25.11.2020

Brawa od Realu i wielka bójka, czyli Maradona w Barcelonie

Argentyński bóg futbolu w Barcelonie? Brzmi znajomo, zwłaszcza, kiedy wspomnimy o noszeniu dychy na plecach. Jeśli jednak pomyśleliście, że chodzi nam o Leo Messiego, to musimy was rozczarować. Sześciokrotny zdobywca Złotej Piłki miał swojego wielkiego prekursora w osobie Diego Maradony. Obydwu panów porównuje się ze sobą zdecydowanie zbyt często, przy czym równie często zapomina się, że […]
25.11.2020
Uncategorized
25.11.2020

Nowy Football Manager – xG, wzrost roli dyrektora sportowego i wpływ koronawirusa

Są tacy, którzy Football Managera ledwo liznęli. Włączyli, zagrali sezon ulubionym klubem, popatrzyli jak kuleczki ruszają się po zielonym boisku, ale jakoś nie wsiąknęli. Ale i są tacy, którzy przez FM-a zawalili studia, obudzeni o trzeciej w nocy są w stanie wyrecytować ich skład Botewu Płodiw z sezonu 2023/24 i pałają niewytłumaczalną sympatią do pewnego […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Mecz o rachunek. MKS Arłamów Ustrzyki Dolne kontra KTS Weszło

To nie będzie zwykły mecz, jak mawiał klasyk. To będzie meczycho. MKS Arłamów Ustrzyki Dolne kontra KTS Weszło. Stadion w Arłamowie, nowoczesna murawa, piękny kompleks, pierwsza klasa. Transmisja w WeszłoTV. Zaczynamy o 17.40 przedmeczowym studio pełnym analiz i genialnych wymian zdań. Potem już tylko mecz. Komentują, od 18:00, elitarni komentatorzy: Kamil Gapiński i Wojciech Kowalczyk. […]
25.11.2020
Blogi i felietony
25.11.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

W rankingach zaufania społecznego nikt nie zanotował takich spadków, atakowani są już właściwie ze wszystkich stron, tydzień po tygodniu identyczne zarzuty wobec nich formułowali przedstawiciele skrajnej prawicy i lewicy. Policjanci mają za sobą fantastyczny miesiąc, podczas którego przekonali się na własnej skórze, jakim tragicznym zaniechaniem było zrzucanie z automatu wszystkich skarg dotyczących ich działalności.  Nie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Paździerz w I lidze. Pędziły “Słonie” po betonie, ale na Puszczy ich koniec

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że ktoś wyrwał dzisiaj piłkarzy obu ekip sprzed telewizorów lub z ferii zimowych na stoku górskim. Byli ospali, bez polotu, może po porannym kacu. Biegać jakoś wybitnie się nie chciało, składnych akcji tyle, co kot napłakał, niedokładności cała masa. Ot, pierwszoligowy dżemik w środku tygodnia, istny antyfutbol. Drodzy państwo, tu nawet sędzia […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Piłkarze mówią: „piłka wymaga poświęceń”. Ale żaden by się nie zamienił

– Jak słucham piłkarzy mówiących, że piłka wymaga wiele poświęceń… gadanie takie. Wszyscy tak mówią. A żaden piłkarz by się nie zamienił na inne życie. Co poświęcasz? Wstajesz rano, idziesz na trzy godziny robić to, co kochasz? Wchodzisz do szatni, tam weseli ludzie, do tego dostajesz co miesiąc ładną sumkę? Zdecydowanie fajne życie. Na co […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Zarząd – trener 2:1. Szymon Grabowski zwolniony z Resovii

Niewiele rzeczy jest nas w stanie zaskoczyć w polskiej piłce, serio. Ale trener, który w ciągu dwóch miesięcy zdołał zostać zwolniony dwa razy z jednego klubu? No, to pewien ewenement. Przywykliśmy do tego, że we Włoszech szefowie klubów potrafią w szalony sposób zwalniać i przywracać szkoleniowca do pracy nawet kilka razy w sezonie. Tyle że […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Nie muszę tolerować wszystkiego, co się mówi na mój temat

– Nie traktuje się nas, trenerów, poważnie. I może niektórzy nie uwierzą, ale my, trenerzy, też jesteśmy ludźmi. Mamy swoje emocje. Do mnie, i każdego z moich kolegów, każdy anonim w sieci może strzelić. Ja nie muszę tolerować wszystkiego, co się mówi na mój temat. Nie będę milczał, jak ktoś mi coś wmawia. Proszę sobie […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Adam Buksa znowu strzela, New England bliżej medalu MLS

Wstajesz rano i widzisz Polaka w półfinale jednej z konferencji MLS – całkiem przyjemne uczucie. Choć akurat w tym sezonie mieliśmy pewność, że przynajmniej jednego z naszych zawodników na tym etapie sezonu zobaczymy. W ćwierćfinale konferencji naprzeciw siebie stanęli bowiem Kacper Przybyłko i Adam Buksa. Rezultat tego pojedynku? Jednogłośnie, choć niespodziewane zwycięstwo Buksy, który przyłożył […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Piekło i raj. Od 2:3 przy Łazienkowskiej po gol Artura Boruca

Być może w tych okolicznościach ten mecz przejdzie trochę bokiem. W końcu to rywalizacja średniaka I ligi z mistrzem Polski i faworytem do obrony tytułu. To, co czyniło mecze Widzewa Łódź z Legią Warszawa czymś absolutnie wyjątkowym, dziś niestety nie może mieć miejsca – kibice ani z Łodzi, ani z Warszawy nie mogą obejrzeć spotkania […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Lukaku na ratunek Conte? Real może narobić Interowi kłopotów

Inter Mediolan i Real Madryt mogą się przerzucać oskarżeniami o to, która z drużyn jest w większym kryzysie. Inter teoretycznie wygrał ostatni mecz ligowy, jednak nawet Romelu Lukaku zauważył, że coś jest nie tak. Real natomiast najpierw został sprany przez Valencię, a potem stracił punkty z Villarrealem. W Lidze Mistrzów obydwa zespoły nieoczekiwanie zajmują miejsca […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Alarm dla Lewandowskiego – rywale w walce o króla strzelców mu uciekają

Dublet Erlinga Haalanda. Dwa gole Ciro Immobile. Kolejne trafienia Alvaro Moraty i Marcusa Rashforda. Najlepsi strzelcy obecnej edycji Ligi Mistrzów wpisali się wczoraj na listę strzelców i znów odjechali stawce. Co to oznacza dla Roberta Lewandowskiego? Nic dobrego, bo Polak zaliczył ewidentny falstart w tych rozgrywkach, więc obrona tytułu króla strzelców łatwa nie będzie. Nawet […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Faza grupowa Ligi Mistrzów formalnością dla potęg? Niby tak, ale nie do końca

W fazie grupowej Ligi Mistrzów zbyt wielu niespodzianek na ogół nie ma. W ogóle trzeba przyznać, że niekiedy po prostu trochę wieje nudą od tej części rozgrywek, sytuacja nabiera rumieńców dopiero wiosną. Zdarzało się już jednak, że naprawdę konkretne ekipy żegnały się z Champions League jeszcze przed startem fazy pucharowej. Warto przypomnieć okoliczności kilku tego […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Rekordowy budżet PZPN. Prawie 300 mln przychodów związku

– Sprawozdanie zarządu PZPN za 2019 roku przyjęto bez głosu sprzeciwu, podobnie jak sprawozdanie finansowe za ten okres. Przychody z działalności statutowej za 2019 rok osiągnęły rekordowy w historii PZPN poziom 288,1 mln zł. Dla porównania, za 2018 wyniosły 240,6 mln, a za 2017 – 208,6 mln zł. Natomiast koszty działalności statutowej w 2019 roku […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Przygotowani na najgorsze. Osłabiony Liverpool wciąż imponuje

Van Dijk, Henderson, Salah, Alexander-Arnold, Gomez, Thiago. Brzmi imponująco, nieprawdaż? Drużyna mająca takie nazwiska powinna walczyć o najwyższe cele. A co się stanie, jeśli nagle cała ta śmietanka wypadanie z obiegu? W wypadku Liverpoolu – jak się okazało – nic wielkiego. I, trzeba przyznać, jest to absolutnie fascynujące.  Uzasadniony strach Przed niedzielnym meczem z Leicester, […]
25.11.2020
Weszło
25.11.2020

Dla kogo klasyk w Pucharze Polski? Legia jedzie do Łodzi po swoje

Widzew – Legia, czyli polski klasyk? Nie, Widzew – Legia, czyli małe deja vu. Już w poprzednim roku obejrzeliśmy takie starcie w ramach Pucharu Polski. Natomiast wtedy odbyło się ono w trochę lepszej, żeby nie powiedzieć należytej, otoczce. Dziś być może nie będzie kibiców, ani gorącej atmosfery, ale na boisko na pewno warto będzie rzucić […]
25.11.2020