post Avatar

Opublikowane 05.06.2020 12:48 przez

redakcja

Sebastian Przybyszewski to były zawodnik między innymi ŁKS Łódź, Pogoni Szczecin, Warty Poznań, Hetmana Zamość i Śląska Wrocław. Wielkiej kariery w Ekstraklasie nie zrobił, trochę zabrakło do granicy 50 meczów, ale polską piłkę pierwszej dekady XXI wieku poznał całkiem nieźle. W dużej mierze o tym jest rozmowa z byłym obrońcą. Jak to jest zamienić w młodości ukochany ŁKS na Widzew? Czy zostało mu trauma po tym, jak samolot z piłkarzami Łódzkiego Klubu Sportowego na pokładzie zaczął nagle spadać? Czym zajmuje się dzisiaj? Zapraszamy. 

W młodości przeniósł się pan z ŁKS-u Łódź do Widzewa. Ciężkie doświadczenie dla młodego chłopaka?

Zdecydowanie tak, ponieważ mocno byłem zżyty z ŁKS-em. Po pięciu latach w tym klubie w wieku piętnastu lat ze względu na brak jakiegokolwiek obiecanego wsparcia odeszliśmy do prywatnego sponsora i przez rok występowaliśmy w „Mila” Łódź. Niestety nie mogliśmy brać udziału w żadnych rozgrywkach. Później ŁKS zaproponował nam powrót do klubu, jednak bez naszego trenera Zygmunta Gutowskiego. W większości się nie zgodziliśmy i tym sposobem przenieśliśmy się do rywala zza miedzy. Cały okres juniora spędziłem w Widzewie. W tym czasie występowałem również w rezerwach RTS-u. Przez miesiąc trenowałem także z pierwszą drużyną, którą prowadził wtedy Wojciech Łazarek. Była to mocna ekipa, bo wtedy w zespole Widzewa występowali m.in. Tomasz Łapiński, Marek Citko, Artur Wichniarek, Daniel Bogusz, Dariusz Gęsior, Marcin Zając, Maciej Terlecki, Radosław Michalski oraz Maciej Stolarczyk.

Jak się pan czuł, wchodząc do szatni z takimi nazwiskami?

To była wielka nobilitacja i duży zaszczyt. Chciałem się pokazać z jak najlepszej strony. To był zespół, który rok wcześniej występował w Lidze Mistrzów. Choć kilku zawodników odeszło, to i tak była to mocna ekipa, od której można się było sporo nauczyć. To byli normalni zawodnicy. Nie kojarzę, żeby ktokolwiek z nich gwiazdorzył.

Z kim z tamtej ekipy złapał pan najlepszy kontakt?

W tamtym czasie z juniorów dołączyłem razem z Piotrkiem Bazlerem, który później występował m.in. W Arce Gdynia czy Górniku Łęczna. Poza tym znałem się z kadr wojewódzkich z Michałem Stasiakiem, Łukaszem Masłowskim czy pochodzącym również ze Zduńskiej Woli Adrianem Budką.

Wtedy waszym trenerem był Wojciech Łazarek, który jest skarbnicą anegdot. Z czego najbardziej go pan zapamiętał?

Przede wszystkim z tego, że nie było dla niego świętych krów. Jak ktoś zrobił błąd, to nie miało znaczenia, czy stary, czy młody. Barwny język. Jak ktoś przegrał pojedynek zbyt łatwo, to pytał, czy ma nogi z rabarbaru. Niestety po miesiącu trener Łazarek został zwolniony, a my wróciliśmy do juniorów. Myślę, że to był błąd, bo nikt nam nic nie mówił i powinniśmy tam próbować zostać.

Później był Hetman Zamość, który w sezonie 2001/2002 po trzynastu kolejkach zajmował trzecie miejsce w tabeli w ówczesnej drugiej lidze. Czego zabrakło biało-zielono-czerwonym, aby w tamtym sezonie awansować do ekstraklasy?

Myślę, że wszystkiego po trochu. Zabrakło szerokiej kadry, co przy dwudziestu drużynach w ówczesnej II lidze miało istotne znaczenie. Oprócz tego ważną kwestią było doświadczenie oraz zaplecze finansowe. Z tej drużyny wielu zawodników dopiero zaczynało swoje poważne granie w piłkę, a później z powodzeniem radziło sobie w Ekstraklasie. Patrząc na zespoły, które zajęły wyższe miejsce, miały one dużo wyższe budżety od Hetmana i organizacyjnie były poza zasięgiem.

W tamtym sezonie przegraliście w IV rundzie Pucharu Ligi z Pogonią Szczecin, ale wygraliście 2:1 w rewanżu. Okres gry w Zamościu wywołuje uśmiech na pana twarzy?

Pogoń była poza zasięgiem. Pierwszy mecz przegrany 0:5 ustawił wszystko. To była mocna drużyna jak na warunki polskie: z Majdanem, Węgrzynem, Mielcarskim, Brasilią, Chifonem, Szubertem, Mosórem, Kaliciakiem i Ławą. Wcześniej wyeliminowaliśmy występujący w ekstraklasie Stomil Olsztyn. Wygraliśmy najpierw 5:1 na wyjeździe, a później 3:0 na własnym terenie. Stanowiliśmy wtedy zagraną paczkę, lubiliśmy spędzać czas prywatnie. W Hetmanie panowała taka rodzinna atmosfera. Na boisku jeden za drugiego walczył. Z pewnością wspominam ten okres bardzo ciepło.

Rodzinnie również wychodziliście pod parasolki na Starym Mieście?

Po zwycięstwach wychodziliśmy całą ekipą z dziewczynami i żonami. Piwo i pizza u „Włocha” to było coś, co robiło atmosferę.

Co najbardziej pan zapamiętał z gry w Zamościu?

Mam dużo pozytywnych wspomnień. Moje pierwsze kroki w piłce seniorskiej, respekt dla starszych zawodników. Nikt mi nie musiał przypominać o noszeniu środków treningowych, pompowaniu piłek czy noszeniu prania. Razem z Sewerynem Gancarczykiem często byliśmy dyżurnymi. To uczyło pokory. Poza tym fantastyczne boiska treningowe na rotundzie i przede wszystkim wiele znajomości. Były też wesołe momenty. Jak były problemy finansowe, to starano się ciąć wydatki. Dyrektor sportowy wpadł na pomysł, żeby zamiast napoju izotonicznego mieszać syrop do herbaty z wodą, bo stwierdził, że i tak się nie zorientujemy.

W Zamościu starczało na wszystko?

Kokosów nie było. Ledwo starczało od pierwszego do pierwszego. Często jeździłem po meczach do Łodzi, więc trzeba było wszystko dokładnie zaplanować. Zresztą najważniejsza była piłka, a pieniądze to była dla mnie sprawa drugorzędna. Możliwość grania w ówczesnej drugiej lidze czy obecnej pierwszej stanowiło dla mnie wartość nadrzędną. Nie sposób porównać tego z obecnymi czasami. Zarobki poszły mocno w górę.

Z Hetmana Zamość trafił pan do Pogoni Szczecin, która występowała w Ekstraklasie. Nie uwierzę, że pan nie pamięta swojego debiutu w Ekstraklasie.

Przegraliśmy na wyjeździe z Zagłębiem Lubin 0:5, więc trudno, żebym nie pamiętał (śmiech). Zderzenie z najwyższą klasą rozgrywkową było brutalne. Pamiętam, jak przed meczem mieliśmy rozruch w lesie i trener Albin Mikulski pompował nas, że pokażemy, kim my jesteśmy. Niestety nie dojechaliśmy!

Albin Mikulski nadspodziewanie szybko łapał dobry kontakt z piłkarzami. Już wtedy pozwalał wam na słynne SPA?

Niestety nie doświadczyłem tego, być może dlatego, że krótko pracował. Dużo polsko-angielskich zwrotów podczas treningów, co powodowało lekką szyderę u starszych. Podczas obozu w Wiśle mieliśmy wyjście drużynowe, czyli tzw. integrację. Poza tym nic specjalnego. Zresztą od początku były olbrzymie problemy finansowe, więc o żadnych SPA nie mogło być mowy. Za pół roku dostałem półtorej pensji, a na przykład mieszkanie trzeba było samemu opłacać. To była niezła nauka.

W ŁKS-ie grał pan od wiosny 2002/2003 do sezonu 2004/2005. Jak już ustaliliśmy, klub z Alei Unii Lubelskiej zajmuje szczególne miejsce w pana sercu.

Zgadza się. Jestem wychowankiem ŁKS-u, więc to dla mnie szczególny klub. Po sezonie 2004/2005 musiałem się udać na wypożyczenie. Z ówczesnym trenerem, którym był świętej pamięci Dragan Dostanić, było mi nie po drodze i poszedłem do Hetmana Zamość, aby się odbudować. Tak na marginesie mówiło się zresztą, że nie ma odpowiednich papierów trenerskich. Przez pół roku każdy trening wyglądał tak samo. „Dzidek” Leszczyński prowadził rozgrzewkę, po czym graliśmy na całym boisku. Tak to można trenować w b-klasie, a nie w profesjonalnej piłce. Podobno jak zespół objął trener Wiesław Wojno i zrobiono testy motoryczne, to wyglądały one katastrofalnie. Po pół roku wróciłem do ŁKS-u i zrobiliśmy awans do Ekstraklasy, który był dla mnie czymś wyjątkowym. O ile wtedy byłem najczęściej rezerwowym, to w następnym sezonie, byłem już podstawowym zawodnikiem. Robert Łakomy miał kontuzję i wskoczyłem w jego miejsce, którego już nie oddałem. Przed sezonem dołączył do nas Tomasz Hajto i muszę powiedzieć, że dużo się od niego nauczyłem. Mimo że bliżej mu było do końca kariery, to prezentował dużą jakość na boisku. Dużo podpowiadał na treningach, ale też wymagał. Można powiedzieć, że był prawą ręką trenera Chojnackiego.

W 2007 roku silne turbulencje spowodowały, że wracający z turnieju w Hamburgu piłkarze ŁKS-u najedli się strachu, bo samolot miał problemy z wylądowaniem, a chwilę wcześniej spadł trzysta metrów w dół. Był to najstraszniejszy moment w pana życiu?

Z perspektywy czasu były gorsze momenty jak śmierć brata i mamy, ale wtedy nie było nam do śmiechu. To był mały samolot z odsłoniętymi śmigłami, które wyglądały jak narty biegowe. Spadaliśmy kilkaset metrów w mgnieniu oka. Jak było po wszystkim, śmialiśmy się, że był to cud i nic się nie mogło stać skoro za sterami był kapitan Dziki, a na pokładzie kierownik Żałoba.

Czas pozwolił zapomnieć?

Z pewnością tak, ale nie przepadam za lataniem. Starty i lądowania dalej kosztują mnie sporo nerwów.

Podczas turbulencji mówił pan, że mieliście dużo szczęścia. Pamięta pan dokładnie, jak spędziliście tamten dzień po locie?

Pamiętam, że było już późno w nocy, jak dotarliśmy do hotelu, więc zmęczeni poszliśmy spać.

Wiosną 2008/2009 roku nie występował pan w żadnym klubie. Czym była spowodowana ta przerwa?

Jesienią 2009 roku leczyłem się po operacji kolana i na wiosnę byłem zesłany do drużyny Młodej Ekstraklasy, w której mogłem tylko trenować. Powrót do formy zajął mi wtedy sporo czasu. Byłem wtedy zdany sam na siebie. To była trudna lekcja, ale poznałem moją przyszłą żonę, więc mimo wszystko więcej zyskałem (śmiech).

W Ekstraklasie rozegrał pan czterdzieści cztery mecze. Jest pan zadowolony z tego wyniku?

Myślę, że mogło być trochę więcej. Późniejsze rehabilitacje i zmiany w treningu uświadomiły mi, że powinienem trenować inaczej, ale wtedy było już za późno. Po trzydziestce trudno być łakomym kąskiem na rynku transferowym, a pewne nawyki ruchowe i ograniczenia są nie do wyeliminowania.

W 2013 roku wyjechał pan do Niemiec. Łączył pan grę w piłkę z pracą?

Tak, pracowałem nawet na nocną zmianę. O ile problemów z trenowaniem nie było, to mecze w weekend sprawiały problem. Cztery godziny snu, szybkie śniadanie i na mecz. Było ciężko przez pierwsze miesiące, ale z czasem się przestawiłem.

Czym się tam pan zajmował?

Pracowałem i wciąż pracuję w fabryce Ferrero przy produkcji czekolady i Nutelli.

Występował Pan w TSV Eintracht 1920 Stadtallendorf i SV Emsdorf. Jakie różnice zauważył pan w funkcjonowaniu klubu, treningów porównując je do klubów, w których występował pan w Polsce?

Najwyżej występowałem w klubie piątoligowym TSV Eintracht 1920 Stadtallendorf. Mimo że treningi odbywały się trzy razy w tygodniu, to intensywność zajęć robiła wrażenie. Było dużo małych gier, zaangażowania oraz dało się wyczuć sportową agresję. Ja potrzebowałem wtedy dwóch miesięcy, żeby jakoś się zaadaptować. Nikt nie narzekał, że złe treningi, co niestety w Polsce było normą. Nikt się nie oszczędzał. Z kolei SV Emsdorf to klub czysto amatorski. W zespołach nie brakowało ludzi pełnych pasji, szacunku do drugiej osoby, którzy poświęcają swoje prywatne życie na rzecz społeczności lokalnej. Ta ich mentalność i cały wolontariat stanowi podstawę funkcjonowania.

Zwiesił pan buty na kołku po rozegraniu rundy jesiennej sezonu 2017/2018. Czym Sebastian Przybyszewski zajął się po zakończeniu kariery i czy trudno było rozstać się z piłką nożną?

Granie zakończyłem w wieku trzydziestu ośmiu lat, ale już wcześniej pracowałem z grupami młodzieżowymi w Eintrachcie Stadtallendorf. Obecnie jestem trenerem rocznika 2010 w tym klubie. Zrobiłem kurs trenera UEFA A, a oprócz tego gram w oldbojach. Z piłką nie rozstałem się całkowicie.

Gdyby mógł pan cofnąć czas to czy zmieniłby coś w swojej karierze piłkarskiej?

Tak jak wspomniałem wcześniej, więcej poświęciłbym na trening indywidualny i funkcjonalny. Wtedy nie miałem jednak takiej wiedzy, bo ten temat dopiero wchodził.

Występował pan z wieloma świetnymi piłkarzami w drużynie oraz przeciwko nim. Który z zawodników zrobił na panu największe wrażenie?

Piłkarsko na pewno Igor Sypniewski. To był nieprawdopodobny talent. Tak jak wcześniej wspomniałem, dużo nauczyłem się od Tomka Hajty. Mimo że był już wiekowo zaawansowany, to pokazywał spore umiejętności, a przy tym dawał dużo wskazówek.

Czy coś wtedy wskazywało, że Igor Sypniewski aż tak zbłądzi w życiu?

Zdecydowanie nie. Był w dobrej kondycji psychofizycznej. Często zabierałem się z nim po treningu do domu, bo obaj mieszkaliśmy na Bałutach. Zresztą miał kobietę przy sobie i syna Kacpra, którego przywoził na nasze treningi. Tata Stefan przychodził często na ŁKS. Igor trochę żył przeszłością i chyba nie miał planu na przyszłość. Gdy wyjechał z powrotem do Szwecji, to zaczęło mu się wszystko psuć. Przykro, że się tak to wszystko potoczyło i Igor się zagubił.

W ŁKS-ie występował też Paulinho, który później grał w Tottenhamie i Barcelonie. Przewidziałby pan, że Brazylijczyk zrobi aż taką karierę?

Na pewno nie. Mimo młodego wieku był bardzo solidny, ale nie wyróżniał się jakoś specjalnie. To tylko pokazuje, że w piłce nie ma rzeczy niemożliwych. Ciężka praca i wiara w siebie – to powtarzam moim zawodnikom. Poza tym trochę szczęścia przy wyborze klubu, dobry i zaufany trener, dzięki któremu można zrobić kolosalne postępy.

Jak on odnajdywał się w Łodzi?

Mieszkał na Retkini z dziewczyną i z Brazylijczykiem Andersonem, który się wtedy lepiej od niego prezentował. Był spokojnym i uśmiechniętym chłopakiem. Podobno później jak były zaległości, to chciał wracać do Brazylii, chociaż był związany z litewskim biznesmenem.

Załóżmy, że złapał pan złotą rybkę, która spełnia trzy życzenia, to jakby je pan wykorzystał?

Chciałbym zrobić kurs UEFA PRO, pracować w profesjonalnym klubie i wybrać się w podróż dookoła świata.

Rozmawiał Paweł Wróbel

Fot. newspix.pl

Opublikowane 05.06.2020 12:48 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Diana
Diana

Świetny wywiad 🙂

Paweł
Paweł

Bardzo dobry i przyjemny dla ucha wywiad, pozdrawiam

Anglia
05.07.2020

Bednarek jak skała. Southampton poskromił Manchester City

Organizacja gry, znakomita defensywa, mnóstwo heroicznych interwencji. Southampton w naprawdę wielkim stylu zwycięża dzisiaj z Manchesterem City. „Wielkim” nie w sensie dominacji na boisku, bo „Obywatele” w drugiej połowie wręcz miażdżyli rywali posiadaniem piłki i liczbą strzałów posłanych w kierunku bramki. Ale znakomitą obronę też trzeba doceniać i nie należy szczędzić dla niej komplementów, a […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Ekstraklasa w najprzyjemniejszym wydaniu, ale tylko Piast ma punkty

Gdyby wszystkie mecze Ekstraklasy wyglądały jak ten Piasta Gliwice ze Śląskiem Wrocław, nie moglibyśmy od niej oderwać oczu. Przy Okrzei dostaliśmy niesamowicie przyjemne dla postronnego obserwatora widowisko, w którym nie było żadnego dłuższego przestoju odnośnie braku emocji. Serio, ciągle się coś działo. Strach było nawet iść po lód do herbaty, bo istniało ryzyko, że przegapi […]
05.07.2020
Inne sporty
05.07.2020

Dobrze, że jesteś! Emocjonujący początek sezonu Formuły 1

Najlepsza seria wyścigowa świata wróciła w piorunującym stylu. Nie brakowało kolizji, awarii, czy nawet kar skutkujących…. wypadnięciem z podium. Taki los spotkał Lewisa Hamiltona, który widocznie bardzo nie lubi się z torem w Austrii. Na domiar złego problemy z bolidem wyeliminowały innego faworyta, Maxa Verstappena. Wygrał, a może po prostu przetrwał tę zawieruchę (czego nie […]
05.07.2020
WeszłoTV
05.07.2020

LIGA MINUS. Milewski, Białek, Kowalczyk, Paczul

Nadszedł niedzielny wieczór, a więc czas na kolejny odcinek popularnego programu publicystyczno-rozrywkowego: Liga Minus. Dzisiaj Paweł Paczul poprowadzi gorącą dyskusję o ekstraklasowej piłeczce z następującym gronem wybitnych ekspertów: Wojciechem Kowalczykiem, Leszkiem Milewskim i Jakubem Białkiem. Zapraszamy! 
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Lechia Gdańsk przecieka w tyłach. Gdzie leży problem?

46 straconych goli w 34 meczach, bilans bramkowy -2. Kiepska jest to statystyka Lechii Gdańsk, drużyna jakby oduczyła się bronić, bo nikt w grupie mistrzowskiej nie dostał tyle ciosów, a przecież sezon temu chwaliliśmy gdańszczan właśnie za grę w tyłach. Gdzie leży problem? Przede wszystkim trzeba zauważyć, że zmieniła się podstawowa para stoperów. W zeszłym […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Meczyk w Szczecinie dobry, ale w roli głównej sędzia Marciniak

No nie spodziewaliśmy się, że w tym meczu dostaniem naprawdę fajne widowisko. Wiadomo, Jaga jeszcze w teorii walczy o puchary, Pogoń walczy o frytki, ale jeśli chodzi o formę w grupie mistrzowskiej – spodziewaliśmy się lekkiego paździerzu. A tu cztery gole, ponad trzydzieści strzałów, czerwona kartka, mnóstwo kontrowersji, walka do ostatnich minut o trzy punkty. […]
05.07.2020
Hiszpania
05.07.2020

Jak muchy w smole, ale w stronę mistrzostwa

Gdyby ten mecz odbywał się w Polsce, a nie w Hiszpanii, to komentatorzy pewnie trąbiliby na prawo i lewo, że wolne tempo spotkania determinuje wysoka temperatura. Takie typowe pierdu-pierdu na wytłumaczenie. Ale to  La Liga, tutaj nikt w ten sposób się nie tłumaczy. Po prostu spotkanie Athleticu Bilbao z Realem Madryt przypominało zawody urządzone przez […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Podbeskidzie powoli wita się z Ekstraklasą. Radomiak rozjechany w Bielsku

Sześć goli w hicie kolejki? To lubimy, takie hity szanujemy! W Bielsku-Białej nie można było dziś narzekać na nudę. Podbeskidzie i Radomiak pomyślały sobie, że jak się bić o awans, to na całego. Żadne szachy, żadne podwójne gardy – skoro jedni i drudzy słyną z ofensywy, to tą ofensywą właśnie spróbowali udowodnić wyższość nad rywalami. […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

LIVE: Piast ogrywa Śląska i znów jest wiceliderem

Legia, mimo porażki z Lechem, odskoczyła dostatecznie, by jej mistrzostwo było formalnością. Lech trzyma się mocno i jest faworytem w walce o wicemistrzostwo. Ale dalsze miejsca? Które mogą być warte nawet dwa miejsca pucharowe? Tutaj jest ciekawie, a chętnych całe grono. O to dzisiaj toczyć się będzie walka w grupie mistrzowskiej – Jaga powalczy o […]
05.07.2020
Włochy
05.07.2020

Rzym stracił tożsamość, teraz traci nadzieję. Co czeka amerykańską AS Romę?

Osiem porażek w 2020 roku – a w zasadzie dziewięć, bo remis w derbach to jak porażka – to bilans AS Romy, która przeżywa największy kryzys od lat. Zamiast powrotu na szczyt, Giallorossi muszą się martwić, czy nie wypadną nawet z Ligi Europy. Kibice nie krytykują już pod nosem. Rzymskie uliczki huczą od obelg kierowanych głównie pod […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Na papierze lepszy Piast. Ale z papieru Lavicka robi samolociki

Śląsk rozegra dziś bardzo ważny w kontekście walki o wicemistrzostwo Polski mecz z Piastem. Wiemy, że drużyna z Wrocławia ciągle kręciła się w tym sezonie po górnej połówce tabeli, ale musimy przyznać, że dość długo nie spodziewaliśmy się, że dalej będzie w grze o taki wynik. Dlaczego? Główny powód jest taki, że gdy patrzymy na […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Benedikt Zech – jeden z największych wiosennych zjazdów w Ekstraklasie

Nie napiszemy, że to największy wiosenny spadek formy piłkarza w Ekstraklasie, bo kilku mocnych konkurentów by się znalazło. Na przykład dołujący Jesus Imaz w Jagiellonii. Na pewno jednak Benedikt Zech z Pogoni Szczecin to jeden z tych, którzy w tym roku najbardziej obniżyli loty w porównaniu do rundy jesiennej. Austriak z czołowego stopera stał się […]
05.07.2020
Anglia
05.07.2020

Bruno Fernandes – klucz Manchesteru United do bram Ligi Mistrzów

2 listopada 2019 roku Manchester United przegrał wyjazdowe spotkanie z Bournemouth i osunął się na dziesiąte miejsce w tabeli Premier League. Sporo się wówczas mówiło o konieczności wymiany trenera na Old Trafford, a szanse „Czerwonych Diabłów” na zajęcie w tabeli miejsca gwarantującego udział w Lidze Mistrzów wyglądały naprawdę marnie. Ale sytuacja się zmieniła. Wczoraj podopieczni […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Czy właśnie poznaliśmy mistrza Włoch?

Podobno Milan od dawna nie siada przy jednym stole z tymi, którzy rozdają karty w świecie calcio. Podobno, jednak dziś było inaczej. Dziś każdy, kto tak sądził, dostał od Rossonerich pstryczka w nos. Bo całkiem możliwe, że to właśnie Milan wygrywając na Stadio Olimpico z Lazio jako pierwszy zespół w tym sezonie Serie A, rozstrzygnął losy mistrzowskiego […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Festiwal błędów w wykonaniu Lechii. Gra o puchary będzie ciekawsza

Wiele kart w lidze do rozdania już nie ma, ale walka o puchary – i owszem, ten serial może potrwać do końca. Po części dlatego, że kluczowy w tej układance jest Puchar Polski. Po części dlatego, że o czwarte miejsce, które może być premiowane grą w Europie, walczy wciąż całkiem spora stawka. Wygrana w Gdańsku […]
05.07.2020
Niemcy
04.07.2020

Klasa Lewego, klasa Bayernu. Bayer dodatkiem do finału Pucharu Niemiec

To miał być przyjemny wieczór i dla Bayernu, i dla Roberta Lewandowskiego. Tak też się stało, wszystko poszło zgodnie z planem. Monachijczycy pewnie pokonali Bayer Leverkusen w finale Pucharu Niemiec. W swojej historii sięgnęli po to trofeum po raz dwudziesty. „Lewy” przyczynił się do tego dwoma golami, dzięki czemu pobił życiowy rekord strzelecki w jednym […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Takich skrzydłowych lubimy. Czas zacmokać nad Kamińskim

Trzy gole, jedna asysta i jedno kluczowe podanie – może nie jest to oszołamiający dorobek dla skrzydłowego. Ale jeśli skrzydłowym jest osiemnastolatek, który tak naprawdę regularnie zaczął grać dopiero od wiosny, a jeszcze przez początek rundy grał na boku obrony – wówczas wygląda to już przyzwoicie. Na Jakuba Kamińskiego po prostu aż miło popatrzeć. To […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Warta wysycha, dziś pomogli jej w tym sędziowie

Warta Poznań, choćby chciała, z barażów o Ekstraklasę się nie wypisze. Ma za dużą przewagę, poza pierwszą szóstkę już nie wypadnie. Drużyna z Wielkopolski jednak konsekwentnie oddala się od bezpośredniego awansu. Na domiar złego, dziś została ofiarą chwilowego zaćmienia sędziów, których błędy niestety stają się normą w I lidze po koronawirusowej przerwie. Doliczony czas pierwszej […]
04.07.2020