post Jakub Olkiewicz

Opublikowane 03.06.2020 14:13 przez

Jakub Olkiewicz

Leczenie nałogów to długa, trudna, żmudna praca, podczas której powodzenie każdego kolejnego kroku zależy nie tylko od uzależnionego, ale też od całego jego otoczenia. Zwłaszcza otoczenia najbliższego – rodziny, przyjaciół, pracodawców, grupy społecznej, w której człowiek walczący ze swoimi słabościami się porusza. Nie trzeba być magistrem psychologii, by domyślić się, że po wyjściu z kliniki leczenia uzależnień niespecjalnie rozsądny jest powrót do kolegów, których sposoby spędzania czasu rozciągają się od chlania na domówkach do chlania w klubach. 

Ale być może jeszcze ważniejszy jest brak pomocy ze strony najbliższych. Coś, co z mojej perspektywy wydaje się w pracy z uzależnionym największym wyzwaniem. Jak bowiem przekonać matkę, że wiecznie otwierając drzwi przed nieprzytomnym synem działa na jego niekorzyść? Jak przekonać żonę, że wieczne załatwianie zwolnień lekarskich, by uchronić uzależnionego męża przed wypowiedzeniem to pogłębianie jego nałogu? To wszystko są bardzo logiczne rzeczy – nie da się rozpocząć leczenia, jeśli uzależniony sam nie dąży do zmiany za wszelką cenę. A brutalna prawda jest taka, że uzależniony do zmiany zaczyna dążyć dopiero wówczas, gdy jest już na dnie, opuszczony przez wszystkich, bez jakiejkolwiek pomocy.

Dopóki gdzieś w zakamarkach jego głowy czai się myśl: „a, i tak nic wielkiego się nie stanie”, wszelka praca jest daremna. Straciłem stanowisko? No tak, ale wciąż mama gotuje obiady. Straciłem zdrowie? No tak, ale w kluczowym momencie, ktoś mnie zawsze do szpitala podwiezie, albo chociaż zadzwoni po pogotowie. Nie chcę dalej wjeżdżać w te drastyczne szczegóły, zwłaszcza, że w Polsce to doświadczenie dość powszechne i wyjątkowo bolesne. Natomiast zasada jest prosta – najbliżsi nie mogą wyrażać pośredniej zgody na nałóg, bo inaczej nawet najznamienitsi psychologowie oraz najbardziej surowi pracodawcy nie poradzą sobie w tej walce.

Zastanawiam się, czy to nie jest już najwyższy czas, by przyznać, że podobny mechanizm działa w polskiej piłce.

W roli uzależnionego mamy tutaj kluby, które notorycznie żyją ponad stan, notorycznie na papierze oferują większe pieniądze, niż ostatecznie są w stanie udźwignąć budżetowo, notorycznie spóźniają się z wypłatą pensji i notorycznie grają w kulki z całą ligową konkurencją. Jako ośrodek leczenia uzależnień występuje m.in. Komisja ds. Licencji oraz inne organy, które mają kontrolować „stan zdrowia” klubów – łącznie z UEFA, która ostatnio wymierzyła karę Lechii Gdańsk. Oczywiście jak każdy nałóg, tak i życie ponad stan to droga w przepaść, nawet jeśli początki to tylko niewinne i w sumie przyjemne dla wszystkich uczestników imprezki.

Kim w takim razie są ci znajomi oraz rodzina, którzy zamiast wspierać leczenie kolejnych klubów, jeszcze mocniej wpychają je na autostradę donikąd?

Cóż, to po prostu kolejni zawodnicy, trenerzy, menedżerowie oraz cała reszta „wykonawców” w środowisku piłkarskim, którzy czasami w imię własnych partykularnych interesów, a czasami w imię „wyższych wartości”, pozwalają na utrwalanie patologii. Będę posługiwał się tutaj przykładem Lechii Gdańsk, chociaż trzeba pamiętać, że nie jest to ani pierwszy, ani ostatni klub zorganizowany własnie w taki sposób – by daleko nie szukać, niemalże od środka śledziłem, jak tego typu patologia wyniszczała ŁKS, aż do momentu, gdy nie było pieniędzy ani na wypłaty dla ówczesnych piłkarzy, ani na regulowanie rozlicznych długów rozłożonych na raty, ani nawet na wynajem autokaru na mecz wyjazdowy.

Staram się wcielić w rolę piłkarza, który ma na stole oferty z kilku klubów. Oczywiście zawsze bierze pod uwagę te pierdoły o rozwoju, szansach na grę i wizji prowadzenia klubu, która w pełni pokrywa się z jego rozumieniem futbolu. Ale gdy dziennikarze wyłączają dyktafony, zostają trzy najważniejsze czynniki: kasa, hajs i pieniądze. Weźmy sobie na przykład serbskiego pomocnika, który już jakiś czas w Ekstraklasie spędził, potem na krótko z niej wyjechał, ale finalnie uznał, że nigdzie indziej nie zarobi aż takich pieniędzy przy tak niewielkim nakładzie sił.

Ów pomocnik ma oferty z dwóch klubów. Jeden to dość stabilny zespół środka, który słynie z terminowego opłacania wszystkich pensji, bo stoi za nim wielka spółka, od lat pełniąca rolę bankomatu bez dna. Oferuje grubo, 100 tysięcy złotych miesięcznie. Drugi klub to trochę bardziej wesoła gromadka, która już wcześniej miewała opóźnienia w wypłatach, ale zapewnia, że tym razem wszystko będzie git – bo przecież rekordowy kontrakt TV, bo przecież utrzymanie w Ekstraklasie, bo przecież serbski pomocnik doprowadzi klub do takich sukcesów, że sam na siebie zarobi. Kładzie na stole 120 tysięcy, z widokami na więcej, w przypadku dorzucenia jakichś osiągnięć sportowych. Piłkarz zastanawia się intensywnie – przez pół roku w jednym miejscu zarobi 600 tysięcy, w tym drugim 720 tysięcy, a może nawet i ponad 750 tysięcy złotych. Te 600 tysięcy będzie miał wypłacane co do dnia, bez żadnej zwłoki. Ale przecież i 750 tysięcy wydaje się osiągalne – niech klub zapłaci na czas pół bańki, dalsze 100 tysięcy dorzuci ze spóźnieniem, a ostatnie 150 koła choćby i po rozwiązaniu kontraktu z winy pracodawcy.

Co to zmienia sympatycznemu Serbowi? Komisja ds. Licencji rozlicza zawsze wcześniejszy rok, więc nawet te wielomiesięczne spóźnienia da się w miarę szybko wyegzekwować – właśnie strasząc klub zgłoszeniem długu do odpowiednich organów dyscyplinujących. Ale niech już sympatyczny Serb straci – zawsze może podpisać ugodę i poczekać na kasę jeszcze 6 miesięcy, może rok. Z głodu nie umrze, a finalnie cała, albo prawie cała kwota znajdzie się na jego koncie.

Muszę przyznać, że bardzo długo traktowałem piłkarzy jako ofiary tej sytuacji. Podpisują umowy na konkretne kwoty płatne w bardzo konkretnym terminie, a kluby mają w nosie i wysokość tych wypłat, i datę, kiedy w teorii pieniądze powinny lądować na koncie. Ale to zimowe okienko transferowe kompletnie odmieniło mi perspektywę. Dosłownie tydzień po tygodniu dopływały z Gdańska kompletnie sprzeczne komunikaty – z jednej strony o kolejnych piłkarzach, którzy składają wnioski o rozwiązanie kontraktu z winy klubu, z drugiej o… wzmocnieniach, często takich, które wymagają i solidnego opłacenia samego zawodnika, i przelewu na konto jego poprzedniego pracodawcy. Już po rozstaniu z Gdańskiem pierwszej tury zawodników zniesmaczonych wiecznymi spóźnieniami, kilku kolejnych przedłużyło swoje umowy.

Ja to poniekąd rozumiem – co właściwie ich obchodzi, czy klub jest mądrze prowadzony? W tym najczarniejszym scenariuszu zawsze jest przecież opcja chorzowska – klub sobie spokojnie frunie w niebyt, a piłkarze-wierzyciele już od dawna zarabiają godnie w kolejnych klubach, co jakiś czas otrzymując jakieś zaległe pieniądze, uciułane z trudem przez nowe władze klubu. Oczywiście, zawodnicy muszą mieć z tyłu głowy, że jest też druga opcja – nazwijmy ją opcją łódzką. Klub po prostu bankrutuje, wierzyciele zostają z kwitkiem, którym mogą co najwyżej wytapetować kawałeczek ściany. Ale na tym właśnie polega umiejętność tańczenia na linie – trzeba pobierać kasę z klubu zmierzającego ku przepaści tak długo, jak istnieje szansa, że pozostanie wypłacalny. Dlatego na przykład do Korony Kielce ściągnąć piłkarza z każdym okienkiem było coraz trudniej i trudniej – bo i coraz głośniej było o prawdopodobnym bankructwie, po którym zawodnicy nie będą w stanie wyegzekwować swoich zaległości.

Poza tą grupą zawodników, której bardziej opłaca się poczekać na kasę, czasem nawet strasząc klub rozwiązaniem kontraktu czy sądem, jest też druga. To ci, którzy „nie chcą stać się grabarzami”. Zgadzają się na kolejne ugody, zgadzają się na kolejne ratalne projekty spłat, po to by w oczach kibiców nie stać się pazernym chciwcem, który „doprowadził ich klub do upadku”. To już jest moim zdaniem dokładnie ten sam schemat, co przy wspomnianym leczeniu uzależnień. Litość, wyrozumiałość, okazanie dobrej woli, przez nałogowca wykorzystane wyłącznie do utrwalania swoich nawyków. Grupa pośrednia oczywiście łączy obie postawy – woli dostać z opóźnieniem pieniądze mniejsze, niż na umowie, ale za to utrzymać klub przy życiu – bo przecież przy jego upadku nie zobaczy ani złotówki.

Efekt jest taki, że klubom nie opłaca się leczyć chorób, które je trawią. Lepszych zawodników mogą ściągnąć płacąc ponad stan – a wówczas jest szansa na większe przychody z praw telewizyjnych, dnia meczowego oraz nagród. Jeśli się uda – zaciągnięte kredyty spłacają z opóźnieniem, czasem w ostatniej chwili, na kilka godzin przed deadlinem. Jeśli się nie uda, zadłużają się mocniej, wciąż licząc na odbicie przy stole. Jeśli dalej się nie udaje – kończą tam gdzie Widzew, ŁKS, Ruch Chorzów, Polonia Warszawa i reszta klubów, które uwierzyły, że są nieśmiertelne.

Ile w tym winy samych zawodników, którzy mówią dużo o tym, że „coś trzeba zrobić”, ale w żaden sposób nie korzystają z instrumentów, które zapewnia im PZPN czy UEFA? Może wypadałoby zapytać terapeutów leczenia uzależnień.

Opublikowane 03.06.2020 14:13 przez

Jakub Olkiewicz

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 24
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Ta grupa o której piszesz że chce ugody z niewyplacalnymi klubami i nie chcę być postrzegana jako chciwi grabarze- jak to napisałeś- to w obecnym futbolu (nie tylko u nas) jest już raczej na wymarciu.
Roszczeniowe pokolenie obecnych młodych graczy (w większości) dobro klubu w jakiejkolwiek postaci rozpatruje na samym końcu.
Liczy się hajs tu i teraz. I generalnie w obecnej piłce nie ma już sentymentów- liczy się zysk finansowy a nie dobro klubu w którym się gra. Jest w piłce teraz olbrzymi hajp na młodych i oni to w pełni wykorzystują. A jak jeszcze taki ma pazernego menadżera to już w ogóle.
Nie bronię tu oczywiście klubów, którym nikt nie kazał podpisywać takich a nie innych umów z ludźmi, ale mimo wszystko mam wrażenie że jeszcze z 15-20 lat temu nie było takiego zepsucia piłkarzy pieniędzmi jak jest teraz.

PiotrekB
PiotrekB

Wiesz jakkolwiek by romantycznie patrzeć na piłkę nożną – to jest to biznes a Twój ukochany klub to spółka SA niczym się nie różniąca od Tesco czy Lidla. Ten piłkarz to dalej pracownik związany UoP albo B2B, ma podatki, opłaty itp – kwestia czy jest wart kasy ale jeśli firma proponuje mi 650k za 3 lata kontraktu to dlaczego ja mam się zrzekać tej kasy ?
Łatwo mówić o miłości do klubu (piłkarzowi) kiedy kasa wpływa na konto regularnie i do tego spora – czy nie było? wydaje mi się że była tylko teraz jest więcej mediów, dostępu do informacji, więc automatycznie wiemy nieco więcej co się dzieje w klubie

WhiteStarPower
WhiteStarPower

na pewno 20 lat temu nie było takiego zepsucia pilkarzy kasą, jak u nas w lidze w częsci klubów nie było na prąd i poza Telefoniką, Daewoo, Dospel itd nie bylo bajecznych pensji. Ba, w światowym futbolu transfer typu 20mln euro jakiejś wielkej gwiazdy miedzy ligami był szeroko komentowany. Dziś za tyle w PL sie kupuje 32 letniego obronce czasem. Futbol z przełomu wieków a dziś to prawie 2 różne dyscypliny sportu

Ziemson hujev
Ziemson hujev

Ziomuś Dospel w szczytowym okresie dawał na gks 1,5 albo 2,5 mln złotych a zmienił nawet nazwe klubu na nazwe firmy, tam wcale nie było różowo jak w naszej wisełce 🙂 zagłębie miało kghm i tam szła dobra kasa, dobrą kasę miał Drzymała w grodzisku i amica we wronkach wisła płock też dawała rade dzięki petrochemii ale poza tym była bida aż piszczy

WhiteStarPower
WhiteStarPower

Nie no jasne, Dospel dopisałem z przyswlowiowej dupy bo duza firma i wtedy mocno sie w piłke wgryzała. Oczywiście Amica, Groclin i KGHM to duzo lepsze przyklady

Amber Mozart
Amber Mozart

to raczej oni chcą dobra klubu. wieczne ugody tylko szkodzą, bo klub w końcu i tak jebnie, a tylko odwlekają to w czasie powiększajac długi

Paweł
Paweł

Brawo!

Solaris
Solaris

No bez jaj…
Zastanawiać to się można między pensją 3500 A 4200. Wtedy to jest różnica istotna dla funkcjonowania rodziny. A 100 lub 120 tysięcy miesięcznie to nie gra roli.

Lecę na piwo
Lecę na piwo

Ale dla Dzesy czy idnej Sandry ma być waciki.. Mało który Kopacz w naszej lidze jest w stanie samemu mieszkanie wynająć a co dopiero rodzinę normalną założyć.. Fejsiki i sta i inne badziewia się liczą.. Vide Bułka czy jak mu tam

Lecę na piwo
Lecę na piwo

Corwoff 7 gdzie mój komentarz? Cenzura jak za PRL..

Lecę na piwo
Lecę na piwo

Napisze jeszcze raz.. Kopacze to sami zakupów zrobić nie potrafią.. Ale Jessa czy inna Karyna ma mieć hajs na waciki coby na fejsie czy innym i sta fotkę pyknąć to są przecież wydatki.. albo auto pod blachary wynająć.. To jest to.. Jaka rodzina..

Ziemson hujev
Ziemson hujev

a ty nie potrafisz prosto kopnąć piłki dlatego zarabiasz minimalną krajową i dlatego zaglądasz innym do portfela ? nie dość że przegryw to jeszcze prostak

Lecę na piwo
Lecę na piwo

Nie znam się to się wypowiem.. Nie rozumiesz to japa.. Na zarobki nie narzekam.. Kopaczy zarobki są mniej więcej jawne. A w piłkę też grałem ale Ty wtedy na chleb byp mówiłeś

kol. Zenon
kol. Zenon

te leć juz na to piwo stary, a o tych kopaczach to pisałeś z własnego doświadczenia czy tylko o kumplach z szatni?

Lecę na piwo
Lecę na piwo

W piłkę grałem.. I za moich czasów nie było bach bach karabach..a polskie kluby raczej wtedy od ogórków w cymbal nie.dostawały.. A piłkarze kokosów nie mieli.pozdro

Amber Mozart
Amber Mozart

wystarczy by komisja licencyjna zaczęła patrzeć inaczej. kara 100k to jest nic, bo to nie oich kasa to się nie rpzejmą, a w dodatku wiecej zarobią na tym, ze wywalczą 2 miejsca wyżej w tabeli. można ciąć punkty, bo na tym straca więcej. ale mam jeszcze inne rozwiazanie: powiedzmy, że wypłata za marzec wpływa w kwietniu. zatem klub ma czas do końca kwietnai na przelanie pieniędyz. jeśli nie zapłąci, to każdy piłkarz, który do 30 kwietnia nie dostanie kasy za marzec, jest traktowany jako nieuprawniony do gry tak długo, póki kasa nie wpłynie. to wymusi płynność na bierzaco, zamiast szybkiego zbierania pieniędyz dwa razy do roku i jednoczesnie sprawi, że nikt nie będzie miał piłkarzy na których go nie stać, bo i tak nie zagrają (a zapłacić będzie w końcu trzeba bo licencja)

Czcibor Czcigodny
Czcibor Czcigodny

Tylko wtedy mogłoby być tak, że pierwszy skład miałby kasę na czas, ale ci słabsi dostawaliby wypłatę co pół roku.

Kikkhull
Kikkhull

Prawo pracy na to nie zezwala. Nie możesz zabronić pracy, bo nie dostał pensji.

Bormann
Bormann

„…od lat pełniąca rolę bankomatu bez dna…” – ot ilu lat Jakubie Olkiewiczu? I czy na pewno bez dna? 🙂 Skąd masz takie informacje?

Byq1910
Byq1910

Chłopina chyba liczył, że Lechia Korona Raków nie dostaną licencji i ten jednotrybunowy potworek jednak pozostanie w EX
Niestety życie napisało inny scenariusz
Ot cała tajemnica artykułu Pana J. 0

Mam nadzieję że pomogłem

egzekutor_77
egzekutor_77

Nawet jak w felietonie Jego Kibolowatości ani razu nie pada sformułowanie „ŁKS”, to i tak wiadomo, że chodzi k ŁKS 😀

A nie, sorry… padło gdzie tam chyba raz po drodze ;)))

Franco
Franco

Na szczęście wy z blachodachówką macie szansę pozostać w 2 lidze

haec habui dicere
haec habui dicere

Ani słowa o Wiśle, która wyżebrała niższą opłatę za stadion, twierdząc, że nie ma kasy, po czym wydała lekką rączką 400 tysięcy euro na wykup jakiegoś paralityka. W takiej sytuacji Komisja Licencyjna powinna od razu wjechać do klubu i „oplombować” Buksę, Wojtkowskiego i zapewnić, że kasa z ich sprzedaży pójdzie TYLKO na wierzycieli. To jest rak, który trawi piłkę

Andrea Santa
Andrea Santa

Chcę skorzystać z okazji, aby podziękować chubygreat za to, co zrobił dla mnie i mojej rodziny za przywrócenie spokoju w moim domu. chubygreat przywrócił męża, który zostawił mnie innej kobiecie przy pomocy pracy z zaklęciami. możesz skontaktować się z chubgreat, podając następujące dane, e-mail [email protected] lub whatsapp 2348165965904.

Blogi i felietony
26.11.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Lech Poznań ostatnich dni umówiłby się na randkę z wymarzoną dziewczyną, a potem pomylił knajpę, na ósmą idąc do Biesiadowa zamiast DeGrasso, nie orientując się nawet w pomyłce, choć ona czekała do dwunastej. Mówi się, że coś jest piękne jak bramka w dziewięćdziesiątej minucie, ale nie mówcie tego przy kibicach Lecha, chyba, że ich bardzo […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Bednarek i Ishak zrobili swoje, reszta zawiodła (noty)

Eh, to nie było dobre spotkanie Kolejorza. Nie zawiedli tylko Filip Bednarek i Mikael Ishak, reszta, choć część miała pojedyncze przebłyski, zawiodła. Pedro Tiba zawalił bramkę. Jakub Moder irytował niedokładnością. Tymoteusz Puchacz potwierdził obawy, co do swojej gry defensywnej. Michał Skóraś zniknął. Jan Sykora przestrzelił setkę. Właściwie każdego można byłoby się o coś przyczepić. Wystawiamy […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Szeroka kadra Lecha? Rząsa w swoim świecie

Ustalmy na wstępie fundamentalną rzecz – LECH POZNAŃ NIE MA SZEROKIEJ ŁAWKI. To jeden z powodów, dla których… przegrał dziś ze Standardem, choć powinien wygrać, dostaje w mazak w lidze, jadąc w niej na oparach. Nie twierdzimy, że w Lechu jest pod tym względem kataklizm. Wiele pozycji wydaje się być solidnie obsadzonych. Ale daleko nam […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Doliczony czas gry – czas obijania Lecha

Tomasz Rząsa, dyrektor sportowy Lecha Poznań, rzucił dziś na antenie TVP Sport, że jego drużyna z tą kadrą radzi sobie z grą na trzech frontach. Jeśli miał na myśli to, że Kolejorz ma tylu zawodników, że nawet w obliczu kłopotów kilku piłkarzy nie musi wystawiać juniorów, można przyznać mu rację. No ale stawiamy, że chodziło […]
26.11.2020
Live
26.11.2020

LIVE: Typowy Lech przegrał w ostatniej akcji

Lech Poznań cieniuje w Ekstraklasie, ale w Lidze Europy może mieć jeszcze nadzieje na wyjście z grupy. Bezwzględnym warunkiem jest ogranie po raz drugi Standardu Liege, inaczej nie będzie tematu. Wierzymy, że właśnie tak się stanie, że Puchacz i reszta będą bardziej skupieni w defensywie, a w ofensywie znów nie zabraknie im rozmachu. Panowie, chłopaki, […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Villas-Boas: – Chciałbym, aby FIFA zastrzegła numer „10” we wszystkich rozgrywkach

Andre Villas-Boas zaapelował wczoraj, by FIFA zastrzegła numer dziesiąty na koszulkach wszystkich drużyn świata. My na ten apel odpowiadamy własnym: panie Boas, uspokój się pan. Kontrowersyjny pomysł Piłkarski świat znalazł się w żałobie po śmierci jednego z najwybitniejszych piłkarzy w dziejach. Zdaniem wielu – po prostu najwybitniejszego. My w naszym rankingu najlepszych zawodników wszech czasów […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Piętnaście pustych stadionów i oprawa

Spośród szesnastu rozegranych w ostatnich dwóch dniach meczów Ligi Mistrzów, piętnaście odbyło się bez udziału publiczności. Nawet państwa dość liberalnie podchodzące do obostrzeń koronawirusowych, stadiony pozostawiają puste, niezależnie od tego, jak doniosłą okazją jest mecz europejskich pucharów. Grecja, Francja, Ukraina, oczywiście Niemcy czy Anglia – hymn Ligi Mistrzów niósł się po trybunach echem niezagłuszonym choćby […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Basałaj: „Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie”

– Wydaje mi się, że trudno dziś znaleźć piłkarza o takiej złożonej osobowości. Maradonów było dwóch. Podwójna osobowość, podwójne życie. Myślę, że go to męczyło. Prezes Boniek mówił, że za każdym razem, jak się spotykali, prywatnie był przemiłym człowiekiem, fantastycznym i pełnym ciepła rozmówcą. Może to zderzenie z mediami, z namolnymi kibicami, z całą globalną […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchacz i gra w defensywie? To na razie nie jest dobrana para

Tymoteusz Puchacz kapitalnie zaprezentował się w ostatnim spotkaniu Ligi Europy przeciwko Standardowi Liege. Nie tylko zapisał na swoim koncie dwie asysty, ale całkowicie zdominował lewą stronę boiska. Swoją aktywnością, dynamiką, wydolnością. Wszędzie było go pełno. Powszechne stały się głosy, że Jerzy Brzęczek powinien powołać lewego obrońcę Lecha Poznań na zgrupowanie reprezentacji Polski. A potem przyszedł […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Puchary, korupcja i przekręcanie nazwisk. Raymond Goethals, rewolucjonista z Belgii

– Nie marudź, graj! – pokrzykiwał do swoich piłkarzy Raymond Goethals w szatni, na treningu oraz na meczu. Charakterystyczny, brukselski akcent wystarczał, żeby zawodnik brał się w garść i wracał do pracy. Bez znaczenia, czy był to Alen Boksić, Paul van Himst, Rob Rensenbrink, czy Arie Haan. Szacunek do trenera miał każdy. Ciężko było go […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Maradona miał osobowość dużego dziecka. Czasem widziałem łzy w jego oczach

– Miał osobowość dużego dziecka i chyba do końca takim dużym dzieckiem pozostał. Czasem widziałem prawie że łzy w jego oczach. Albo może nie prawie, czasem to wręcz dosłownie. Taką bezradność – ciągle kopią, faulują, no dlaczego oni to robią? Dlaczego zabierają mi tę zabawkę, czyli piłkę, w sposób nieprzepisowy? Było to momentami rozbrajające. Michel […]
26.11.2020
Weszło Extra
26.11.2020

Marcin Kikut: Gdybyśmy ograli Bragę, dotarlibyśmy do finału Ligi Europy

Dekadę temu Lech Poznań zapisał jedną z piękniejszych kart w historii swoich występów w europejskich pucharach i jak na razie jedną z dwóch najpiękniejszych jeśli chodzi o polskie kluby na międzynarodowej arenie w XXI wieku. Wielki udział w tamtych sukcesach miał Marcin Kikut, który dziś znajduje się zupełnie poza piłką, skupiając na biznesie hotelarskim. Wspominamy […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Lechu, musisz. O przedłużenie szans na awans

To jest ten moment. Moment, kiedy tegoroczna pucharowa przygoda Lecha nie skręci w klasycznym dla polskiej piłki kierunku. Powalczyli. Pokazali się. Zagrali dobrze mecze. Ale, ostatecznie, przegrali, nie awansowali. My wiemy, że jest jeszcze Benfica, że Rangersi mają najlepszą formę od lat. Ale sensacje to też sól futbolu. Aby zapracować na możliwość zrobienia sensacji, trzeba […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Wygrana Lecha, precyzja Ishaka | TYPY I KURSY NA LIGĘ EUROPY

Dla piłkarzy Dariusza Żurawia nadchodzi czas odpowiedzi. Przed Lechem Poznań mecz, który może zadecydować o tym, czy ekipa z Wielkopolski zakończy grupę na trzecim, czy na czwartym miejscu. Zresztą – nieczego Lechowi nie odbierajmy. Kto wie, może zwycięstwo w Belgii doda im jeszcze chęci na walkę o awans. W każdym razie na mecz ze Standardem […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Na Maradonę wszyscy czekali. Czułem jego boską aurę wielkości

– Jedno rzucało mi się w oczy: on zawsze przychodził ostatni. Wszyscy stali już w tunelu, czekali, ale kiedy szedł, to widać było, że nadchodzi coś wyjątkowego. Ktoś wielki, jedyny w swoim rodzaju. Byli przy nim ludzie, czy to masażysta, czy to rehabilitant, czy to ktoś jeszcze. Pokrzykiwał, wychodził, emanował aurą wielkości. Wyróżniał się. Pamiętam […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

„Panowie, tak nadmuchaliśmy ten balon, że całe miasto uwierzyło, że pokonamy Barcelonę”

Historia polskiego futbolu pełna jest meczów, które Kazik Staszewski sprawnie uchwycił niegdyś pod chwytliwym stwierdzeniem: „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka…”. Jednym z najsłynniejszych spotkań z tej kategorii zdecydowanie jest rewanżowe starcie Lecha Poznań z FC Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów 1988/89. „Kolejorz” miał wówczas wymarzoną okazję, by wyrzucić Katalończyków z rozgrywek. Choć w ich […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

Super Kurs w Superbet! 30.00 na wygraną Lecha z Liege!

Legalny bukmacher Superbet wraca z kolejną odsłoną mega promocji dla nowych graczy. W Superbet za wygraną Lecha Poznań ze Standardem Liege dostaniemy kurs 30.00! Jak skorzystać z tej oferty? Już wyjaśniamy. Żeby wziąć udział w promocji, trzeba po pierwsze założyć konto w Superbet. Potem wpłacamy na nie minimum 50 PLN, zaznaczamy zgody marketingowe i formalności […]
26.11.2020
Weszło
26.11.2020

PRASA. Pożegnanie i wspomnienie Diego Maradony

Polskie media żegnają dziś Diego Armando Maradonę. W prasie znajdziemy sporo wspomnień o Argentyńczyku. – Beznadziejna akcja, jakiś baran podał mi na głowę – mi na głowę! – bo już nie wiedział, co zrobić, a ja skoczyłem i podstawiłem rękę. Mówiłem, że to była ręka Boga, ale to była ręka Diega. Zwędziłem nią Angolom portfel. […]
26.11.2020