post Michał Kołkowski

Opublikowane 10.05.2020 14:15 przez

Michał Kołkowski

Jeden miał dziadka Polaka, choć sam kraju nigdy nie odwiedził. Inny urodził się w Polsce, ale jeszcze jako dziecko wraz z rodzicami wyjechał z ojczyzny w poszukiwaniu pracy i lepszych perspektyw. Kolejny przez całą karierę czuł się Polakiem, lecz reprezentował barwy innej drużyny narodowej. Rozmaicie plotły się losy polskie diaspory piłkarskiej. Wybraliśmy siedmiu zawodników o polskim pochodzeniu, którzy swego czasu naprawdę sporo znaczyli w świecie futbolu, a o których trochę się już wraz z upływem lat zapomniało.

Nie spodziewajcie się tutaj Tomasza Radzinskiego czy Lukasa Sinkiewicza – sięgnęliśmy znacznie głębiej do historii futbolu.

THADEE CISOWSKI (reprezentant  Francji; 1927 – 2005)

Tadeusz Cisowski na świat przyszedł w 1927 roku w Łaskowie, czyli w dzisiejszym województwie lubelskim. Do Francji trafił w wieku czternastu lat i – podobnie jak wielu innych imigrantów z Polski – wraz z rodzicami pracował w górnictwie, a przy okazji zaczął stawiać pierwsze kroki na piłkarskim boisku. Szybko się okazało, że jest nieprawdopodobnie utalentowanym napastnikiem. W wieku dwudziestu lat podpisał kontrakt z FC Metz, a potem jego kariera już tylko kwitła. W 1952 roku wylądował w stolicy i zaczął reprezentować barwy RC Paris.

Wyrósł na najlepszego strzelca francuskiej ekstraklasy, choć wyemigrował z Polski po to, co harować przy wydobyciu węgla kamiennego.

Cisowski, choć zbierał sporo indywidualnych zaszczytów, nigdy nie został mistrzem Francji i nie spełnił się w barwach francuskiej reprezentacji. Choć było tego bardzo blisko. Thadee miał bowiem pełnić rolę podstawowego snajpera ekipy „Trójkolorowych” podczas mistrzostw świata w Szwecji w 1958 roku. Nabawił się jednak bardzo poważnego urazu, który wykluczył go z udziału w mistrzostw. Podstawowym wyborem francuskiego selekcjonera stał się zatem dotychczasowy zmiennik Cisowskiego, Just Fontaine, który na turnieju zdobył aż trzynaście bramek. – Szczęście w nieszczęściu – grałem tylko dlatego, że Tadeusz Cisowski, kolejny znakomity piłkarz polskiego pochodzenia, doznał bardzo poważnej kontuzji. Thadee był geniuszem. Pamiętam, jak w 1956 siedziałem na ławce, a on strzelił Belgom pięć bramek. Patrzyłem z otwartymi ustami. Co za instynkt, co za precyzja. No niestety – tak to w futbolu bywa. Trzy lata po mundialu to z kolei ja miałem pecha – złamałem piszczel i kość strzałkową – opowiadał Fontaine w rozmowie z Polsatem Sport.

Ostatecznie trzykrotny król strzelców francuskiej ekstraklasy ani razu nie wystąpił na wielkim turnieju w barwach Les Bleus. Odszedł zupełnym w zapomnieniu. Nowina o jego śmierci była podwójnie zaskakująca dla dawnych znajomych. Wszyscy byli przekonani, że Cisowski już od wielu lat nie żyje.

TADEAS KRAUS (reprezentant Czechosłowacji; 1932 – 2018)

Tadeusz Kraus to jeden z najwybitniejszych zawodników w historii Sparty Praga, a przy okazji znacząca postać dla reprezentacji Czechosłowacji w latach pięćdziesiątych. Był Polakiem z Zaolzia, na świat przyszedł w Trzyńcu i karierę piłkarską rozpoczynał w miejscowej Sile Trzyniec, klubie stanowiącym ważny ośrodek polskości w mieście.

Temat rozwinął Grzegorz Rudynek na łamach bloga Czeski Futbol: – Tam nie liczył się tylko sport, ale pamięć o narodowych tradycjach. Dlatego po II wojnie światowej władze Czechosłowacji – mające świeżo w pamięci zajęcie przez wojska polskie Zaolzia w 1938 roku – zrobiły wiele, aby osłabić ośrodki polskości. Takim miejscem, kierowanym od 1945 do 1949 roku przez Wilema Krausa, ojca Tadeusza, była właśnie Siła. Klub udało się zdławić sprawdzonym komunistycznym sposobem. W myśl haseł, że wszystko trzeba jednoczyć, Siłę połączono z czeskim SK Třinec. „Na szczęście nas, sportowców, te spory nie dotyczyły. Może trudno w to uwierzyć, ale boisko łączyło. Na nim nie było Czechów, Polaków. Byli piłkarze. Tak samo później nie miałem problemów z imieniem. Tadeas czy Tadeusz. Byłem Tadkiem” – opowiada Kraus.

W barwach Sparty Praga lewoskrzydłowy uzyskał status kapitana i został mistrzem Czechosłowacji. Z kolei z reprezentacją tego kraju wystąpił na dwóch mundialach, choć bez sukcesów.

Rudynek: – Kraus pytany o najważniejszy mecz odpowiada formułkami. Że każdy mecz był ważny, nie można żadnego wyróżniać. Ale w końcu mówi: Brazylia. W 1956 rok Czechosłowacja pojechała rozegrać serię spotkań w Ameryce Południowej. Zaczęła właśnie od Brazylii. „Graliśmy na Maracanie. Na tak dużym stadionie jeszcze nie byłem, ze 150 tysięcy ludzi na trybunach. Dostałem piłkę na lewej stronie, przebiegłem do przodu, ściąłem do środka i znów na lewo. Podałem do Antona Moravcika, a on strzelił gola. To była sensacja! Wygraliśmy z Brazylią” – Kraus jeszcze raz przeżywa ten mecz. Opowiadając, kręci biodrami, jakby znów dryblował. I wykonuje zamach nogą. Lewą. „Moja levicka była najlepsza” – uśmiechnięty wtrąca czeskie słowo. Ma się czym chwalić. Ograł Canarinhos, którzy w składzie mieli Gilmara, Didiego czy Niltona Santosa. Ci piłkarza dwa i sześć lat później wygrywali mistrzostwo świata. W 1962 r. w finale pokonali Czechosłowację 3:1. Krausa już w tej kadrze nie było.

Bardzo ciekawie jego historię opisał Janusz Bittmar na łamach „Głosu”. – Nie tylko dla zaolziańskich fanów Tadeusz Kraus był i zostanie na zawsze ikoną piłki. Skromny chłopak z Trzyńca przebojem wdarł się w świat wielkiego futbolu. Tak wspomina go Tadeusz Szkucik z Lesznej Dolnej: „Kiedy przyjechał na legendarny stadion na Borku w Trzyńcu, wówczas już w barwach Sparty, kibice byli wniebowzięci. Na Borku jedną część trybuny, tej zadaszonej, zajmowali czescy kibice, drugą, niezadaszoną, my Polacy. Kiedy Tadek był przy piłce, to z trybuny często odzywały się okrzyki: »Tadek, bądź tej łaski i strzel samobója«. Na pewno wtedy nie czuł się zbyt komfortowo, grając na boisku, na którym stawiał swoje pierwsze kroki, i gdzie miał wielu serdecznych przyjaciół. Taka jest jednak dola piłkarza”

Kraus słynął z nietuzinkowego wyszkolenia technicznego. Opowiada Bronisław Schimke, działacz piłkarski z Orłowej: „Strzelał gole z rzutów wolnych, w polu karnym lubił uderzać zewnętrzną stroną stopy, czyli w piłkarskim żargonie „fałszem”. Ze współczesnych graczy w podobnym stylu grał Tomas Rosicky. Regularnie oglądałem jego wyczyny na żywo w Ostrawie, kiedy Sparta grała z Banikiem. Mój ojciec zawsze powtarzał: patrz, to Tadek Kraus, jeden z najlepszych piłkarzy w historii czechosłowackiej piłki”.

DICK KRZYWICKI (reprezentant Walii; 1947 – )

Jego ojciec przeżył pobyt w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, a matka zdołała ukryć się przed aresztowaniem. Były pomocnik reprezentacji Walii przyszedł na świat jako Ryszard Lech Krzywicki w Penley, niedaleko granicy z Anglią. Być może dlatego znaczną część swojej kariery Krzywicki spędził właśnie w angielskich klubach, co pozwoliło mu całkiem nieźle rozwinąć się piłkarsko. Już jako nastolatek trafił do West Bromwich Albion, potem występował również w Huddersfield Town i Lincoln City.

Najlepiej czuł się jako skrzydłowy, bo mógł na tej pozycji wykorzystać dobre przyspieszenie i naturalną zwinność.

W barwach reprezentacji Walii Krzywicki wielkiej kariery właściwie nie zrobił, rozegrał dla niej tylko osiem meczów. Ale i tak zdołał zapisać się na kartach historii – jedyną bramkę w swoich ośmiu występach zdobył w 1970 roku przeciwko Anglikom, którzy cieszyli się jeszcze wówczas statusem mistrzów świata.

O tym, że to najcenniejsze wspomnienie z boiska dla Krzywickiego opowiadała wielokrotnie jego córka, Tara. Również sportsmenka – biegaczka. – Tata często opowiada mi o tym golu. Kilka miesięcy temu miałam okazję pierwszy raz tę bramkę zobaczyć. W telewizji pokazali klip z tamtego spotkania – wspominała Tara w 2001 roku. – Początkowo chciałam iść w ślady ojca  też zostać piłkarką. Zagrałam nawet w reprezentacji Walii. Niestety, tylko sześć razy, o dwa mniej od niego. Przypomina mi o tym przy każdej możliwej okazji. W domu mamy wciąż zdjęcie z gazety z podpisem: „Dick Krzywicki, jeden z najszybszych skrzydłowych w lidze”. Tata wciąż twierdzi, że na 60 metrów nie mam z nim szans. Nie jestem tego taka pewna…

JUAN CARLOS MASNIK (reprezentant Urugwaju; 1943 – )

Juan Carlos Masnik to jeden z wielu zawodników polskiego pochodzenia, którzy świetnie odnaleźli się w realiach południowoamerykańskiego futbolu. Masnik jako obrońca nie tylko rozegrał przeszło dwadzieścia meczów w reprezentacji Urugwaju, w tym na mistrzostwach świata w 1974 roku, ale również kapitalnie spisywał się na arenie klubowej. Przede wszystkim w 1971 roku, gdy Club Nacional de Football z nim w składzie sięgnął najpierw po Copa Libertadores, a później po Puchar Interkontynentalny. Zyskując tym samym, jakkolwiek spojrzeć, status najlepszej drużyny na świecie.

W 1975 roku Masnik podpisał kontrakt z New York Cosmos, w szatni spotykając się z samym „Królem Futbolu”, czyli Brazylijczykiem Pele.

THEODORE SZKUDLAPSKI (reprezentant Francji; 1935 – 2006)

Francuski rozgrywający to syn polskich imigrantów, który dwa razy wystąpił w narodowych barwach. Nad Loarą jest zdecydowanie lepiej kojarzony ze względu na karierę klubową. W latach pięćdziesiątych minionego stulecia reprezentował barwy RC Lens i Stade Rennes, by w 1960 roku przenieść się do AS Monaco i właśnie w barwach zespołu z Księstwa napisać najpiękniejszy rozdział swojej kariery. Theo Szkudlapski występował w Monaco przez siedem lat, notując tam przeszło 250 występów i ponad czterdzieści bramek. Został dwukrotnym mistrzem Francji, wywalczył też kilka krajowych pucharów.

Były to pierwszy okres tak wielkich sukcesów w historii klubu.

Ekipa Monaco imponowała nie tylko zdobytymi trofeami, ale i stylem gry. Jacques Ferran, słynny redaktor pisma France Football, w taki sposób opisywał postawę samego Theo: – Nie sposób było oderwać oczu od jego gry, zwłaszcza gdy trafił do Monaco. Płynność jego techniki wydawała się niemal nierealna. Na boisku był liderem, nie musiał tego potwierdzać żadnym gestem czy słowem.

Ponoć właśnie ze względu na swój dostojny styl gry Szkudlapski nigdy nie zaistniał na poziomie reprezentacji kraju, choć wielu domagało się, by gwiazdorowi Monaco powierzyć rolę playmakera również w kadrze. Ale Theo i tak nie ma prawa narzekać. Gdyby nie powiodła mu się kariera piłkarska, alternatywą była praca w kopalni. Zresztą na początku swojej futbolowej przygody późniejszy gwiazdor Monaco łączył treningi z pracą pod ziemią. – Kiedy w wieku osiemnastu lat trafiłem do Lens, zaznałem luksusów. Pierwszy raz w życiu miałem swój własny pokój. Rodzice też mogli mniej pracować, bo zacząłem zarabiać spore pieniądze – opowiadał Szkudlapski. – Ale podczas kłótni o nowy kontrakt prezydent klubu mógł mnie szantażować, że jeśli nie zmniejszę swoich żądań, to będę musiał wrócić do kopalni. Podobne jak mój ojciec, brat i szwagier. 

DAG SZEPANSKI (reprezentant Szwecji; 1943 – )

Właściwie trudno powiedzieć, dlaczego Dag Szepanski rozegrał tylko jedno spotkanie w barwach reprezentacji Szwecji, ponieważ na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych spokojnie mógł aspirować do miana jednego z najlepszych napastników szwedzkiej ekstraklasy. W barwach Malmo FF został mistrzem kraju, zdobył Puchar Szwecji i na dodatek wywalczył tytuł króla strzelców Allsvenskan. Co tu dużo mówić, wnuk polskiego emigranta wyrósł na gwiazdę rozgrywek.

Nigdy nie poświęcił się jednak futbolowi w stu procentach, dlatego dość szybko zawinął się z klubu, w którym osiągnął tak wielkie sukcesy. Przeniósł się do sztokholmskiego AIK, ponieważ rozpoczął na tamtejszym uniwersytecie studia na kolejnym kierunku. Nie byłoby w tym może nic dziwnego czy wyjątkowego, gdyby nie fakt, że AIK było jednym z najsłabszych zespołów w lidze.

Szepanski odmienił oblicze zespołu. Stał się symbolem transformacji AIK. – Bardzo mi się podobało, że w Sztokholmie były aż trzy duże kluby. Derby stanowiły dodatkową atrakcję – wspominał po latach.

Szepanski zasłynął jako boiskowy showman. Strzelał bramki po efektownych rajdach, a jeszcze w barwach Malmo zanotował dwa trafienia z przewrotki. – Gdy zwykły napastnik zmierza w stronę bramki, widzi przed sobą bramkarza. Ja widziałem tylko siatkę za bramkarzem.

Dlaczego zatem tak brylantowy technik nie odnalazł się w szwedzkiej kadrze? Anders Johren twierdzi, że decydowały o tym niedostatki w przygotowaniu fizycznym. Szepanski był dość powolny, na dodatek nie przykładał wielkiej wagi do pracy nad sylwetką. O ile w lidze szwedzkiej takie podejście do sportu go nie wyhamowało, tak na arenie międzynarodowej było już dyskwalifikujące. Ale piłkarz w pełni zadowolił się statusem króla ligowego podwórka, wszak dzielił uwagę między futbolem i edukacją. Po zakończeniu kariery sportowej rzecz jasna nie miał problemów, by się odnaleźć – zaczynał jako marketingowiec, skończył jako dyrektor generalny w wielu poważnych spółkach. W końcu dorobił się na tyle imponującego majątku, że przeprowadził się do Hiszpanii i skoncentrował na rozwoju swoich umiejętności, jeżeli chodzi o grę w golfa. Hobbystycznie pisywał również dla różnych gazet poświęconych futbolowi.

Po latach w Sztokholmie założono nawet amatorski klub piłkarski Zepanski FC. W logo zespołu znajduje się powyższe zdjęcie.

VLADISLAO CAP (reprezentant Argentyny; 1934 – 1982)

Jego ojciec – Teodor Cap – pochodził spod Sanoka, ale postanowił poszukać szczęścia w Argentynie. Chciał się dorobić przy budowie linii kolejowych i powrócić w rodzinne strony, ale – jak to często bywa – z planów powrotu nic nie wyszło. Cap zadomowił się w Argentynie, osiadł tam i założył rodzinę. W 1934 roku w miejscowości Avellaneda nieopodal Buenos Aires przyszedł na świat jego pierwszy syn – Władysław. Czyli późniejszy reprezentant ekipy Albicelestes, Vladislao Cap.

Vladislao cieszył się reputacją boiskowego pracusia. Grywał zwykle jako obrońca, niekiedy pojawiał się również w drugiej linii, ale nigdy z ofensywnymi obowiązkami. Koncentrował się na rozbijaniu ataków rywala. I nieźle mu to wychodziło, ponieważ w lidze argentyńskiej zrobił naprawdę niebagatelną karierę. Najdłużej reprezentował barwy Racingu, jeszcze w latach pięćdziesiątych, ale na początku kolejnej dekady parę ładnych sezonów rozegrał również na Estadio Monumental, występując w River Plate. Zanotował również jedenaście meczów w argentyńskiej drużynie narodowej. Miał bardzo nowoczesne spojrzenie na futbol. – Powiedziałem to jasno i trzymam się swojego zdania. Skończyły się czasy, gdy można było w piłkę grać na luzie – mówił Polaco w 1959 roku na łamach pisma El Grafico. – Fizyczna sprawność stała się bardzo ważna. Piłkarze muszą radzić sobie w tłoku i w pośpiechu. Dlatego trzeba koncentrować się na grze kombinacyjnej. Biegając z piłką przy nodze jak wariaci tracimy za dużo energii. Grajmy podaniami, doskakujmy do rywala tylko wtedy, gdy to konieczne. Wtedy mamy tę przewagę, że pod koniec meczu czujemy się tak samo, jak w pierwszej połowie.

Cap wyrobił sobie w Argentynie taką renomę, że został nawet selekcjonerem reprezentacji. Poprowadził ją podczas mistrzostw świata w 1974, podczas których przegrał między innymi… z Polską. Argentyńczycy nie dotarli do strefy medalowej, co uznano za sporego kalibru klęskę i Vladislao stracił stanowisko.

***

Jako że tekst dotyczył zawodników zapomnianych, z premedytacją pominęliśmy postaci oczywiste, jak choćby Raymond Kopa czy Ladislao Mazurkiewicz. Ale polska diaspora piłkarska jest rzecz jasna znacznie szersza niż tylko tych siedem postaci, które omówiliśmy powyżej. Jeżeli przychodzą wam na myśl jacyś zawodnicy, o których chcielibyście dowiedzieć się więcej – dajcie znać w komentarzach.

fot. NewsPix.pl, Petr Rubal (ehutnik.cz)

Opublikowane 10.05.2020 14:15 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
07.08.2020

15 pytań przed powrotem Ligi Mistrzów

11 marca 2020 roku. Tego dnia odbyły się ostatnie spotkania Ligi Mistrzów w sezonie 2019/20, które udało się rozegrać zanim świat, nie tylko ten futbolowy, gwałtownie wyhamował i przystanął na pewien czas. Tak wiele wydarzyło się od tamtego dnia, że mamy poczucie, jakbyśmy mówili o naprawdę mocno zamierzchłej przeszłości. No ale nadszedł wreszcie właściwy moment, […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Quiz piłkarski. Czy pamiętasz finalistów Champions League?

Wraca Liga Mistrzów, uznaliśmy więc, że po krótkiej nieobecności na stronie wrócić mogą też nasze quizy. Na dzień dobry zadanie, które dla zajaranych piłką wymagające raczej nie będzie, ale nie zdziwimy się też, jeśli komuś pamięć spłata figla. Chodzi o wskazanie wszystkich drużyn, które choć raz zagrały w finale najważniejszych klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Olympiakos z pretensjami do Marciniaka. Czy słusznie?

Miękki karny, anulowany gol, kontrowersje przy innych sytuacjach w szesnastce. Dość gorący wieczór zaliczył Szymon Marciniak, który sędziował mecz Wolverhampton z Olympiakosem. I raczej Pireus może sobie odpuścić w kontekście wyjazdów wczasowych, bo za klasykiem tamtejsi kibice dziś mają na ustach: „Marciniak, przestań mi Olympiakos prześladować”. Pytanie: czy słusznie? OFSAJD NIEZGODY Najpierw kwestia anulowanej bramki. […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

KONKURS! Wygraj bilety na Ligę Mistrzów w Multikinie

Wraca Liga Mistrzów. I to w momencie, kiedy zazwyczaj emocje w piłce sponsorują sparingi i nowy zawodnik na testach w Wiśle Płock. Czeka nas piłkarski maraton z najlepszymi zwieńczony turniejem w Portugalii. Czy Polacy odegrają w nim główne role? Czy Barca uratuje sezon, czy PSG wreszcie zagra o pełną stawkę? A może zakasują faworytów czarne […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Legia chce „lepszego Luquinhasa”, Lech daje milion euro za Sykorę

– Richard poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w portugalskiej Tondeli. Zagrał bardzo dobrze, był pozytywną niespodzianką, bo wcześniej w Portugalii nikt o nim nie słyszał. Pomógł drużynie utrzymać się w lidze i wrócił do Internacionalu Porto Alegre, brazylijskiego klubu, z którym ma kontrakt do grudnia 2021 r. Internacional nie wiąże z nim przyszłości i stąd […]
07.08.2020
Weszło Extra
07.08.2020

Nie ma co strugać piłkarza. Ostatnio byłem ligowym dżemikiem 

Spadek z Koroną Kielce i zjazd formy do – jak sam przyznaje – poziomu ligowego dżemiku. To nie był udany sezon dla Jakuba Żubrowskiego. Piłkarza, który – mamy takie wrażenie – jak mało kto potrzebował zmiany otoczenia.  Dziś przygotowuje się do sezonu jako zawodnik Zagłębia. Ale z Kubą porozmawialiśmy raczej o minionych latach, zwłaszcza, że było […]
07.08.2020
Bukmacherka
07.08.2020

Wielki Kurs na Ligę Mistrzów w eWinner! Wygrana City za 10.00!

Tego jeszcze nie było! Kurs 10.00 na wygraną Manchesteru City z Realem Madryt – to oferta legalnego bukmachera eWinner. Oferta, która mocno kusi, żeby z niej skorzystać. Ale żeby to zrobić, trzeba się pośpieszyć. Zasady są proste – najszybsi będą mogli z niej skorzystać i nieźle się wzbogacić na wygranej „Obywateli”. Sprawdźcie szczegóły tej promocji! […]
07.08.2020
Weszło
06.08.2020

Monchi w Sevilli sto razy mocniejszy od Monchiego w Romie

Gdy tylko los skojarzył Sevillę z Romą, podtekst był jasny: Monchi. Legendarny dyrektor sportowy Sevilli, którego doskonałe decyzje na rynku transferowym doprowadziły ten klub do pięciu triumfów w Pucharze UEFA i Lidze Europy. Dyrektor, który zapracował na zaufanie szefów Romy i dyrektor, który swoją rzymską misję totalnie położył. Gdy nie wyszło w Serie A, wrócił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE | Michał Pol i Wiktor Malinowski | LIVE od 21

W kolejnej odsłonie „Hejt Parku w Dobrym Składzie” gościem Michała Pola będzie Wiktor Malinowski! Były szczypiornista VIVE Kielce odnalazł się przy… pokerowym stole, gdzie zarabia okrągłe sumki. Specjalnie dla nas opowie o kulisach świata wielkiej – dosłownie – gry. Macie pytania? Śmiało, dzwońcie: 22 219 50 31. Partnerem programu jest browar Okocim. 
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Mówicie, że za drogie bilety? Pan Nitot ma to w dupie!

Gregoire Nitot – fajny gość? No chyba nie do końca. Miała być francuska gracja, a wyszła cebulacka gburowatość. Pan Nitot na zarzut kibiców „bilety są za drogie” odpowiada  prosto – „mam to w dupie”. Wyobraźcie sobie, że zostajecie właścicielem klubu, który jest w ruinie. Gra w lidze, która nie przystaje do firmy z taką historią. […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Bruliński (Lechia): „Zadziałaliśmy na tyle odpowiedzialnie, na ile potrafiliśmy”

– Pewnie można było to wszystko rozwiązać inaczej, ale zadajmy sobie dzisiaj pytanie, kiedy ostatnio mieliśmy robione testy? Sprawdziłem – 15 czerwca. Zawodnik, u którego stwierdzono koronawirusa nie ma nawet podwyższonej temperatury. Nie wiemy tak naprawdę, co się od 15 czerwca działo w naszym zespole – stwierdził Arkadiusz Bruliński, dyrektor Biura Komunikacji i Marketingu oraz […]
06.08.2020
Blogi i felietony
06.08.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Warta Poznań nie będzie grać u siebie. A nawet jakby grała u siebie, nie wprowadziłaby do Ekstraklasy polskiej odpowiedzi na La Bombonerę. Nie ma dziesiątek tysięcy fanatycznych kibiców. Warta Poznań nie wprowadzi też w ekstraklasowy krwioobieg milionów euro. Nie stoi za nią żaden hipernowoczesny kombinat IT, żadne unikalne know-how. Ich marka nie przykuje do telewizorów […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Handzlik: Idąc do Legii popełniłem błąd. Potem nawet myślałem, żeby rzucić piłkę

Pięć lat – tyle musiał czekać Konrad Handzlik na to, żeby powiększyć swój dorobek występów w Ekstraklasie. Kiedy przechodził z Wisły Kraków do Legii Warszawa, wokół jego osoby było dużo szumu. Za dużo, bo sam przyznaje, że wcale mu to nie pomogło. Ostatecznie do ligi trafił nie dzięki temu, że przebił się przy Łazienkowskiej, a […]
06.08.2020
Bukmacherka
06.08.2020

Juventus doczłapie się do ćwierćfinału?

Juventus – Olympique Lyon. To jeden z najbardziej zagadkowych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Stara Dama” w teorii powinna awansować do ćwierćfinału, ale w praktyce absolutnie nic nie jest przesądzone. FORMA LYONU JEST NIEWIADOMĄ W pierwszym meczu, który odbył się we Francji, Lyon wygrał 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Lucas Tousart. Ten wynik szokował, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Czterech piłkarzy, na których radzimy zwrócić dziś szczególną uwagę

Przed nami kolejny czteropak w Lidze Europy i – uwaga, nie ironizujemy – cztery fajne pozycje do oglądania. Najbardziej efektowna zapowiedź wieczoru skupiłaby się na ligach. Mamy starcie przedstawiciela La Liga z zespołem Serie A, mamy reprezentanta Premier League, mamy drużynę z Bundesligi. Tak, potem mina rzednie, gdy pod hasłem”Anglicy” zamiast Chelsea kryje się Wolverhampton, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kolejny głośny powrót do Ekstraklasy. Kucharczyk w Pogoni Szczecin

Wrócił Sobota, wrócił Boruc, teraz wraca Michał Kucharczyk, który zasili Pogoń Szczecin. Trzeba przyznać, że nieźle kręci się to okno transferowe jak do tej pory, postaci, których jesteśmy arcyciekawi w nowych barwach, jest już więcej niż kilka, a przecież okienko trochę jeszcze potrwa. PRZYCHODZI NIE Z ŁAWKI, A Z BOISKA Kucharczyk Rosji nie pozamiatał, w […]
06.08.2020
Weszło Extra
06.08.2020

„Żyłem, umarłem i znów ożyłem”. Ståle Solbakken, czyli trener niezniszczalny

13 marca 2001 roku Ståle Solbakken, wówczas 33-letni piłkarz FC Kopenhagi, jak co dzień wybrał się na trening. Nie mógł wiedzieć, że zajęcia opuści… martwy. Tak się przynajmniej wydawało klubowemu lekarzowi, który przeprowadził rozpaczliwą akcję ratunkową, udzielając nieprzytomnemu zawodnikowi pierwszej pomocy. – Jego serce przestało bić – przyznał potem doktor. Aż trudno uwierzyć, że mówił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kamil Wilczek podpalił Danię. Legenda Brondby zagra dla FC Kopenhagi

Luis Figo w Hiszpanii. Ashley Cole w Anglii. Zlatan Ibrahimović we Włoszech. Kasper Hamalainen w Polsce. W różnych krajach pojęcie „piłkarskiego zdrajcy” ma inny przykład, ale tę samą definicję. Gościa, który przechodzi do odwiecznego rywala. Zdaniem kibica – dla kasy. Zdaniem samego zainteresowanego poniekąd pewnie też, ale wiadomo – ilu ludzi, tyle powodów. W każdym […]
06.08.2020