post Avatar

Opublikowane 28.04.2020 08:31 przez

redakcja

– Imprezowałem sobie w najlepsze. Tak lawirowałem, żeby rano budzić się bez kaca i iść do pracy. Ale to się nawarstwiało. Na jednej imprezie miałem już dość. Kazałem wszystkim wypierdalać, bo chcę się zabić. I, wyobraź sobie, wyszli. Zostawili mnie, a ja wypiłem taki środek chemiczny, który wyżerał mnie od środka. Toczyłem pianę z pyska. Traciłem przytomność, nie wiedząc, czy się obudzę. Zemdlałem. Ale się obudziłem. Pamiętam, było ciemno. Zapaliłem lampkę ledwo widząc na oczy. I zobaczyłem, że są piwa jeszcze. I zacząłem dalej pić – Jan Boniowski grał w Zniczu Pruszków z Robertem Lewandowskim, trenował go tu Leszek Ojrzyński. Później występował w wielu klubach mazowieckich niższych lig.

Cztery lata temu opowiedział nam o demonie nałogu. Niedawno odezwał się do nas, bo chciał opowiedzieć o tym, co działo się u niego później. Wysłuchaliśmy.

I cóż, życie to nie bajka. Był moment, kiedy mama wyrzuciła go z domu. Był moment, gdy chciał popełnić samobójstwo. Ale jest i światełko w tunelu, zapalone przez terapię.

***

Rozmowa z Jasiem sprzed czterech lat:

Ci co się śmieją, że spadłeś na dno przez chlanie, jeszcze wczoraj prosili, żebyś polewał

Do piłki wchodził wspólnie z Lewandowskim. Teraz jednak, podczas gdy Lewy to gwiazda światowego formatu, mój rozmówca jest alkoholikiem marzącym o zwalczeniu demonów nałogu i rozpoczęciu normalnego życia. To spowiedź o tym jak wódka szerokim strumieniem leje się przez polskie szatnie, jak chałupniczy doping robi furorę w niższych ligach, jak wielu utalentowanym juniorom kariery łamie toksyczne środowisko. Ile talentów polski futbol przepił, ilu nie pomógł w zdrowotnej biedzie, czy naprawdę nawet Robert Lewandowski był o włos od zostania anonimem z piątej ligi?

***

Choć wywiad był anonimowy, szybko rozczytano, że ja to ja. Miałem podany na Facebooku numer telefonu. Zadzwoniło sporo osób. Jeden kolega przyznał, że też ma problem z alkoholem i ten wywiad mu pomógł. Ktoś z Krakowa zadzwonił zapytać jaki piłkarz Wisły, były reprezentant Polski, był w burdelu. Ktoś dzwonił z propozycją pomocy. Jedna osoba… wysłała mnie do onkologa. Tak, do onkologa.

Najciekawsze było jednak, że chciano mnie namówić na picie. Właśnie powiedziałem publicznie, że mam problem z alkoholem. A tu reakcja: Jasiu, ciekawy wywiad, chodź na piwo. Są ludzie, którzy kiedy widzą, że się z tym zmagasz, będę cię namawiać do picia. Powiedzą: ty nie masz problemu, możesz pić! Niektórzy za punkt honoru postawią sobie, żebyś się napił. Żeby oni mieli rację. Żeby dowiedli, że jesteś skończony.

Niestety, nie będę ściemniał, że po wywiadzie moje życie się zmieniło i na to piwo nigdy nie poszedłem.

***

Na początku, po wywiadzie, zapanowała u mnie krótka euforia. Pracowałem. Później przyszła Wizyta w „Dzień dobry TVN”.

Choć pamiętam, siedziałem w studiu i myślałem: no tak, Jasiek, miałeś udzielać wywiadów w telewizji. Ale po bramkach. Po dobrych meczach. I to o nich opowiadać. A jesteś tu po co? Opowiadać o alkoholizmie.

No trudno, jest jak jest.

W rozmowie starałem się pokazać problem. Myślę, że to się udało, nikt nie powie, że nie. Ale jest druga strona medalu. Deklarowałem, że potrzebuję pomocy. Ale potem konsekwentnie tę pomoc odtrącałem.

W programie był ze mną psycholog, Robert Rutkowski. Fachowiec z wysokiej półki, który za darmo chciał ze mną odbywać sesje. Nie muszę mówić, że normalnie słono kosztują. Trafiła mi się wyjątkowa okazja.

Nie poszedłem.

Po reportażu TVN miałem takich propozycji więcej. Nawet ksiądz z mojej parafii powiedział, że jeśli ponownie się zagubię, mogę się do niego odezwać. Oczywiście później się zagubiłem. I nie skorzystałem. Z niczyjej podanej mi ręki.

Ja prosto po programie poszedłem napić się piwa.

Zbyt wielkie emocje. Mniej się stresowałem zmieniając Lewego w Zniczu. Choroba alkoholowa to choroba emocji. Nie radzisz sobie z emocjami, uciekasz w alkohol. Ale może być też hazard. Narkotyki. Alkohol. Jedzenie. Zakupoholizm. To są choroby na tle emocjonalnym. Związane ze stresem w jakiejkolwiek dziedzinie. Nauczyłem się tego na terapii.

Twierdziłem wtedy cały czas, że sobie poradzę sam. Kolejny typowy błąd alkoholika, kolejne czego dowiedziałem się na terapii. Co tu dużo mówić: jestem facetem, a przyznanie się do błędu to oznaka słabości. Tak to funkcjonuje. Przyznanie się, że z czymś nie daję sobie rady, tak samo.

***

Niedługo po „Dzień Dobry TVN” znajomy pomógł mi dostać się do pracy w finansach. Robiłem wyceny dla klientów odnośnie spółek giełdowych. Najpierw niezobowiązująco. Ale później byłem chwalony za te raporty, a też za charyzmę, kontaktowość, pozytywną energię. Szedłem do góry. Prawie jak w filmie „Wilk z Wall Street”. Odnalazłem w tym nawet cząstkę boiska piłkarskiego. O, kolega zamknął deal, dogadał się z klientem, zarobił pięć tysięcy? To ja zarobię dziesięć. Ta rywalizacja jest we wszystkich piłkarzach, nawet gdy zostawią murawę.

Dziwne bywa życie. Przed chwilą nie miałem nic. Nie miałem gdzie mieszkać. Mama mnie wyrzuciła. A teraz zarabiałem naprawdę dobre pieniądze. Choć czasem też tylko podstawę, która nie była i nie jest porażająca. Ale mogłem sobie pozwolić na spłatę długu. Potem zaciągnąłem nowy, na jedenaście tysięcy, ale już w banku, bo miałem zdolność kredytową. Szeroko otwierały się różne drzwi.

W branży nierzadko były narkotyki. W piątek kończyło się wcześniej, żeby razem wyjść. Wjeżdżały mocniejsze trunki. Nie piłem. Wychodziliśmy, wszyscy przy trunku, a ja przy coca-coli albo wodzie z cytryną.

Nie piłem, ale nie robiłem nic, żeby nie pić w przyszłości. Tego też nauczyłem się na terapii. Tam zrozumiałem, że to jak z rozwścieczonym psem na łańcuchu. Tak, ma łańcuch. Ale co jak się zerwie? A może się zerwać.

I zerwałem się.

Gryzłem.

***

Pierwsze tygodnie były jednak względnym spokojem. Później powtórka schematu alkoholika. Powrót do nałogu.

Wpadałem w cugi. Nie dwudniowe, trzydniowe, tylko dwutygodniowe. Chudłem kilka kilogramów w tydzień, bo nic nie jadłem. Spożywałem sam alkohol. Od rana do wieczora. Ewentualnie jakieś czipsy. Przekąski.

Dochodziło do takich patologicznych sytuacji, że wynosiłem rzeczy z domu i zastawiałem je w lombardzie. Elektronika. Pendrive. W sumie cokolwiek. Tak, żeby mama się nie zorientowała.

Ale mama zawsze się orientowała.

Wykorzystywałem to, że mama była moją najlepszą ofiarą. Bo to moja matka. Kocha bezwarunkowo. Były takie dni, kiedy przychodziło otrzeźwienie: co ja robię? Co ja jej wyrządzam? Przecież muszę się zmienić. Przecież tak nie można. Ale potem demony wygrywały. Wracałem na utarte ścieżki.

W końcu później przegiąłem na tyle, że mama mnie wyrzuciła z domu.

Poszedłem w cug. Nie było ze mną kontaktu dziesięć dni. Byłem w patologicznym związku, który to nakręcał. Wyłączyłem telefon. Imprezowaliśmy. Nie chodziłem do pracy. Mama się martwiła. Poszła zgłosić zaginięcie na policję. Policja mnie znalazła i powiedziała mamie, że nic mi nie jest. Wtedy mama się troszkę uspokoiła. Ale i tak nie za bardzo.

Ne terapii pisze się takie opracowania konkretnych sytuacji, w których kogoś skrzywdziliśmy. Tam postawiłem siebie na miejscu mamy. Tak w pełni, jeden do jednego, z uświadomieniem sobie wszystkiego. I przecież na jej miejscu bym na zawał schodził. Nie mógł myśleć o niczym innym. Nie potrafię wysłowić jak bardzo jest wstyd do tej pory z tamtego powodu. Że skrzywdziłem tak moją matkę.

Gdy wróciłem po tamtym cugu, wiedziałem, że to już koniec. Że tak przegiąłem pałę, że muszę się pakować. Moja mama też miała kiedyś swoje problemy, ale sobie z nimi poradziła. Powiedziała mi, że nie chce być współuzależniona, że to za długo trwa, że nie będzie ryzykować. Powiedziała:

Masz dzień na spakowanie. Jak czegoś zapomnisz, możesz przyjść.

Czułem się tragicznie. Skuliłem łeb. I tylko powiedziałem: „przepraszam mamo”. Dukałem jeszcze jakieś idiotyczne wytłumaczenia, że nie miałem ładowarki. Robiłem to z automatyzmu. Alkoholik kłamie. Chce zachować pozory. Nie wiadomo, czy bardziej przed ludźmi, czy przed sobą. W przeciągu trzech sekund wymyśli pięć wymówek, które będą całkiem prawdopodobne. Ale oczywiście nie mają nic wspólnego z prawdą.

Spakowałem się. Wyszedłem. Błąkałem się. To byłem u mojej partnerki. To u znajomych. Tak to trwało trzy miesiące. Byłem nigdzie.

Potem znalazłem pracę dorywczą w ochronie. Gdy miałem pracę, wróciłem do domu. Przyniosłem mamie kwiaty. Zapewniłem, że chcę się zmienić. Mama wybaczyła mi. Jestem jej jedynym synem. I jestem – zawsze będę – wdzięczny za to wybaczenie. Ale kto wie, może jakby mama mi wtedy nie wybaczyła, tylko postawiła sprawę jasno, „idź na terapię albo nie przychodzisz do domu”, to by się mogły pewne rzeczy zmienić. To jest gdybanie. Nie mówię tego w kategorii wyrzutu – broń Boże. Mówię do przemyślenia tym, którzy mieli kiedyś podobne dylematy.

Bo dla mnie oczywiście to nie był koniec problemów.

Na początku się starałem. Skończyłem patologiczny związek, który ciągnął mnie w dół, definitywnie zamknąłem ten rozdział. Byłem sam i czułem się z tym dobrze. Miałem taki system: dwa dni pracy, jeden dzień przerwy. Po dwunastu godzinach pracy ostatnim moim życzeniem było się napić, a co dopiero mówić o wychodzeniu na imprezy. Nie będę wkręcał, że żadne piwo się nie zdarzało, ale pracowałem ile się dało, żeby pospłacać długi. Nabrałem wcześniej kilka chwilówek, urosło do dwudziestu tysięcy. Raz wziąłem kredyt z byłą partnerką, ale na siebie. Ona miała spłacać. Spłaciła jedną ratę. Potem przestała, a umowa na mnie, więc Jasiu płać. Niemniej w miesiącu w firmie ochroniarskiej potrafiłem przepracować dwadzieścia trzy dni po 12-14 godzin. Sporo długu spłaciłem. Zostawało nawet, żeby pomóc mamie z rachunkami, kupić jedzenie. Starałem się coś z siebie dać.

Co ciekawe, mniej więcej wtedy zadzwonił do mnie Leszek Ojrzyński. Pamiętał mnie ze Znicza. Wtedy był już trenerem Arki Gdynia. Powiedział, że słyszał o moich problemach i że chciałby jakoś pomoc. Tak, chcąc mnie zmotywować powiedział, że potrzebuje lewej nogi. I zaprasza na treningi.

Poruszyło mnie to. Arka Gdynia. Najwyższy poziom w Polsce. Ja… miewałem dobre mecze, ale byłem daleko od tego. Powiedziałem.

Panie Leszku, jest mi bardzo miło, że pan pamięta o mnie.

Leszek Ojrzyński to uczciwy, dobry człowiek. Bardzo. I pamięta o swoich zawodnikach. Ale ja wtedy już nie grałem w piłkę. Miałem za sobą cugi. Byłem po poważnej kontuzji barku. Ręka wisiała mi pod pachą. Wszystko pozrywane. Zdrowotnie dramat.

Wiedziałem, że to jedna, jedyna szansa w życiu, wszystko krzyczało we mnie, żeby spróbować, bo raz, że to okazja, by wziąć się w garść, to też by spełniać piłkarskie marzenia. Ale powiedziałem:

Trenerze. Dziękuję. Pan nawet nie wie jak bardzo wiele znaczą dla mnie te słowa. Ale z całym szacunkiem, ale ośmieszyłbym pana trenera. Mówiliby, że trener sprowadza nieprzygotowany, połamany szrot. Miałby pan przeze mnie problemy. Dziękuję jeszcze raz, ale muszę być wobec pana uczciwy tak, jak pan jest wobec mnie.

***

Spotkałem też wtedy przyjaciela z dzieciństwa, który ma straszną zajawkę na kulturystykę. Zobaczył mnie, gdy ważyłem 68kg. Powiedział:

Kurde, Jasiu, kiedyś tak dobrze wyglądałeś.

I zaczął mnie namawiać na siłownię. Zgodziłem się. Co miałem do roboty. Nie grałem już wtedy w piłkę. Może pokopałem się dla zabawy w lidze szóstek i tyle.

Wciągnąłem się w siłownię.  W kilka miesięcy z 68kg doszedłem do 84kg. Wtedy robiłem sobie wartościowe posiłki i trening. Najśmieszniejsze, że nigdy nie lubiłem siłowni jako piłkarz. Teraz to standard. Do tej pory ćwiczę z hantlami czy na gumach.

W pewnym momencie coś jednak pękło.

Piłem bardziej weekendowo. Skromnie i rzadko w domu, żeby mamy nie denerwować. Ale rozkręcałem się . W końcu poszedłem w melanż. Dzień, dwa, trzy. To się zawsze wydłużało.

Wtedy doszły jeszcze narkotyki. Śmiejemy się, że narkotyki są nielegalne, a każdy ma znajomego, który handluje, który może załatwić. Statystycznie w jednym autobusie jest jeden złodziej, jeden diler i trzech alkoholików. Czytałem takie badania. Ale nie wiem czy są prawdziwe. Brałem mefedron. Amfetamina. Nawet do pracy chodziłem nafukany. To było takie przedłużenie picia. Alkohol ścina w pewnym momencie, narkotyki były takim dopalaczem, żeby dalej pić. Dzięki temu potrafiłem nie spać 48 godzin. I nieważne było dla mnie, że potem spałem 24 godziny, nie było ze mną kontaktu, a jak wstawałem, to tylko do łazienki, by potem dalej spać. Mówiłem, że narkotyki to branie energii z następnego dnia.

Miałem towarzystwo, bo do picia czy brania narkotyków bardzo szybko znajdziesz znajomych. Zarazem nienawidziłem dźwięku telefonu. Bywały chwile, gdy bałem się go. Bałem się, że ktoś zadzwoni. A nie potrafiłem odmawiać. Ktoś zaproponował, nie odmawiałem. Zakładałem maskę fajnego gościa, luzaka, który zawsze jest skory do zabawy. To schemat powtarzający się u wielu alkoholików.

Alkohol i narkotyki. Mieszanka wybuchowa. Brakowało hazardu i chyba już w ogóle sprzedałbym mieszkanie mamy.

***

Poznałem moją obecną partnerkę pracując jako ochroniarz. Ona pracowała w sklepie odzieżowym. Poznała mnie od najlepszej strony: pracowałem wtedy, byłem w reżimie treningowym. Miałem dobry czas. Dużo żartowałem na co dzień, byłem pogodnie nastawiony do życia, czułem się dobrze i nie piłem. Ewentualnie strasznie okazjonalnie. Ona też była po swoich problemach, dosyć silnych, bo straciła męża, który był śmiertelnie chory.

Niczego przed nią nie ukrywałem. Powiedziałem jej, że jestem trzeźwiejącym alkoholikiem. Powiedziałem jakie mam problemy.

Zaczęliśmy się spotykać. Czułem się przy niej fantastycznie. I wciąż czuję. Choć wiadomo, nie zawsze sobie spijamy z dzióbków. Ale to miłość mojego życia. Z nią planuję przyszłość.

Przyszedł taki moment, kiedy zamieszkaliśmy razem. I tu zaczęło się problemy. Tu miałem lepszy komfort picia. A to jedno wieczorem. A to dwa. A to wino z dziewczyną. I jeszcze piwa dla siebie. Powiększałem dawkę cały czas. To nic, że moja dziewczyna poszła spać. Ja dalej piłem. Dopiero za godzinę, dwie też szedłem spać. Przez mój nałóg zmieniałem swoją osobowość. To już nie byłem ja, w którym ona się zakochała. Miała tę świadomość, ale chciała odzyskać tego mnie, w którym się zakochała. Dlatego tolerowała moje picie.

Robiło się jednak coraz gorzej. Przeze mnie. Przez mój nałóg. Zajmował na liście priorytetów pierwsze, drugie, trzydzieste miejsce. Tak wygląda umysł alkoholika. Nałogowca. Liczy się tylko to, od czego jest uzależniony. Jak się kłóciliśmy – a kłótnie siłą rzeczy były częstsze – to mi podświadomie pasowało. Mogłem zrobić karczemną awanturę, powiedzieć, że wychodzę, trzasnąć drzwiami i iść wypić trzy piwa w sklepie. Dziewczyna jedzie do rodziny – super, mam trzy dni laby. Nikt nie będzie mnie kontrolował.

Albo pamiętam, jak znajomy zaproponował grę w okręgówce. Po treningu piwo, więc warunki idealne. Mogłem wypić trzy po treningu, a partnerka nie narzekała, że w domu piję sześć, bo piłem tylko trzy.

Jak miałem kontuzję przepuklinową, moja dziewczyna wyjechała do pracy do Niemiec. Siedziałem sam w mieszkaniu. Po tygodniu od operacji zacząłem pić. Gdzie powinienem tym bardziej dbać o soje ciało, bo zaraz mogłem wrócić na stół. Zamiast tego zacząłem wpadać w cugi. Jeździć do jakichś klubów. Amok. Straszne. Straszne jak myślę o tym. Ale wtedy nie widziałem w tym problemu. Mam wolne, to sobie piję. Co w tym złego? Mam zwolnienie lekarskie. Po operacji przestałem przychodzić do pracy. Poprzestałem na L4. Nie powiedziałem żadnego słowa pracodawcy. Oszukiwałem tą firmę, która wiele dla mnie zrobiła.

Wynajmowaliśmy mieszkanie od mojego świętej pamięci taty. Mój ojciec się już wkurzył. Wypowiedział mi umowę, bo przyprowadzałem do mieszkania różne osoby. Odkurzyłem znajomych od kieliszka, od dragów.  Szedłem do pracy, a ekipa miała zostać i dalej imprezować. Zostawiałem im klucze. Praktycznie obcym osobom. Po pracy mogłem przyjść, a tam mogłem nic nie zastać. Alkoholik szuka atencji. Zmienia się, za przeproszeniem, w debila, który ma za nic uczucia innych ludzi z jednej strony, a z drugiej chce być lubiany. Jest narcyzem. A przy tym w innych chwilach zwija się w kulkę i ma myśli samobójcze.

Moja dziewczyna jest taka, że szybko się nie poddaje. Za co jestem jej wdzięczny. Ma wielkie serce. Ale przegiąłem w pewnym momencie i musieliśmy się rozstać.

***

Miałem cztery próby samobójcze. Alkohol to choroba śmiertelna. Zabija powoli. Nie chodzi mi nawet o choroby z tym związane, ale zabijanie ducha w tobie.

Imprezowałem sobie w najlepsze. Odpiąłem wrotki. Tak lawirowałem, żeby rano budzić się bez kaca i iść do pracy. Ale to się nawarstwiało. Na jednej imprezie miałem już dość. Kazałem wszystkim wypierdalać, bo chcę się zabić.

I, wyobraź sobie, wyszli.

Zostawili mnie, a ja wypiłem taki środek chemiczny, który wyżerał mnie od środka. Toczyłem pianę z pyska. Traciłem przytomność, nie wiedząc, czy się obudzę. Zemdlałem. Ale się obudziłem. Pamiętam, było ciemno. Zapaliłem lampkę ledwo widząc na oczy.

I zobaczyłem, że są piwa jeszcze.

I zacząłem dalej pić. To był dramat. I wrzód też mi pękł. Wymiotowałem krwią.

***

Emocje rozsadzały mnie od środka. Obrzydzenie do samego siebie. Nie mogłem spojrzeć w lustro. Kac moralny.

Notoryczny stres, którego nikt by chyba nie wytrzymał. Myśli samobójcze. Czekałem na kolegę, który przyjdzie z fajkami, patrzę – jest papieros za oknem niedopalony. I go brałem. Całkowita degrengolada.

Każdy ma swoje dno. To było moje.

To przerażające. Zdrowy chłopak, uśmiechnięty, który kochał życie, zamienia się w człowieka, który ma omamy wzrokowe. Był taki moment, kiedy nie spałem praktycznie przez tydzień. Zdawało mi się, że ktoś mnie śledzi. Widziałem ludzi, których nie ma. Dźwięki syren, że to jadą po mnie. Widziałem różne rzeczy. Jakieś kościotrupy. Miałem wrażenie, że kieruje mną szatan. Teraz mogę się z tgo śmiać. Wtedy mnie to przerażało. Nawet to do jakiego stanu można doprowadzić swoją psychikę. Dobrze, że miałem w sobie resztkę normalności i spotkałem się z ludźmi, którzy pomogli, załagodzili, zaprowadzili na terapię.

Był taki moment, kiedy stwierdziłem, że lepiej będzie dla wszystkich, jak odejdę. Miałem plan, żeby rzucić pod pociąg. Ale najpierw chciałem się pożegnać ze wszystkimi, na których mi zależało. Poszedłem w tym pod dom do swojej byłej partnerki. Kupiłem dwa piwa na odwagę. Miała wątpliwości, czy wyjść. Wyszła z gazem pieprzowym.

 Byłem wtedy osłabiony. Wymięty z siły. Wymięty z czegokolwiek. Ważyłem 67 kilogramów. Byłem nawet nie blady, a szary. Narkotyki zmieniają cerę.

Nie prosiłem jej o nic. Ani o pieniądze. Ani się nad sobą nie użalałem. Powiedziałem jej, że chcę się pożegnać, bo w daleką podróż wyruszam. Ona powiedziała, żebyśmy dłużej porozmawiali. Z biegiem rozmowy przysiadła się do mnie na ławce. Rozmawialiśmy. Mieliśmy się rozstać, a ona powiedziała:

Wiesz co, przyjdź do mnie.

Pomogła mi zrozumieć: albo terapia albo śmierć.

***

Pamiętam, jak pracowałem jeszcze w finansach, atmosfera wokół mnie gęstniała, a wtedy pochwaliłem się dziewczynie, że idę na terapię. Pochwaliłem się też w pracy. Wszyscy mnie chwalili. Nawet dyrektorka mi kibicowała. A mi potrzebny był tylko ten poklask. Te endorfiny. Nigdzie nie poszedłem. Wystarczyło mi, że zadowoliłem wszystkich tamtym zapewnieniem. Atmosfera trochę się rozluźniła, choć w istocie nie zrobiłem nic.

Moja partnerka pomogła mi zrozumieć, że jak wcześniej chciałem iść na terapię, to dla innych. A chodzi o to, że ja muszę czuć wewnętrzną potrzebę w sobie.

Bylem na oddziale psychiatrycznym w Pruszkowie. Poprosiłem ją o pomoc. Nie radziłem sobie. Zawiozła mnie. Pruszków, niby niedaleko. Ale w ostatniej chwili mogłem zrezygnować. Więc pojechała ze mną. Zapisała mnie. Byłem tam niecałe półtora tygodnia. Zapisała mnie na terapię zamkniętą. I odwiedzała mnie. Troszczyła się. Zrozumiałem, że spadłem na samo dno. Albo terapia. Albo ulica. Albo śmierć. Poznałem fajnych ludzi na oddziale psychiatrycznym. Mieli swoje demony. Po wszystkim wymieniliśmy się numerami telefonu z dwiema osobami. Do tej pory mam kontakt z jedną z osób z terapii zamkniętej.

Stamtąd terapeuta wysłał mnie do kwalifikacji do terapii zamknięta na tle uzależnieniowym.

Pójście na terapię zajęło mi dziewięć lat. Ja, chwilę po dwudziestce, powiedziałem mamie, że jestem alkoholikiem. I cały ten czas nic z tym nie robiłem. Tymczasem to się okazał jeden z najlepszych kroków w moim życiu. Polecam to wszystkim ludziom, którzy uświadomią sobie, że maja problem. Nawet pójść na jedną sesję do terapeuty, odważyć się, spróbować.

Słuchałem historii ludzi, którzy przepili cztery dobrze prosperujące firmy. Słuchałem o ludziach z pierwszych stron gazet, które odwiedzali te mury. Słuchałem o osobach, które po alkoholu lub narkotykach sprokurowały wypadek, który trwale komuś zrujnował życie.

Podchodziłem do terapeutów najpierw z rezerwą. Co oni mogą wiedzieć? Ale okazali się fantastyczni. Od pierwszego dnia chłonąłem wiedzę jak gąbka. Moje prace też były dość rozbudowane. Choć to trudne. Wymień trzy zdarzenia, kiedy skrzywdziłeś bliskich przez picie i branie narkotyków. Płakałem czytając to. Ale widziałem w tym coś ozdrowieńczego dla mnie. Ta szczerość tych prac mi pomaga. Któregoś razu napisałem list motywacyjny do siebie. Innego razu – testament.

Nie chciałem leków. Nie chciałem się zaszywać. Znam takich, co się zaszywali i wiem jak to działa. Na strachu. Coś jest załatwiane za ciebie. Ale przyjdzie moment, kiedy sam się będziesz musiał zmierzyć. I jak robiła to za ciebie wszywka lub leki, będziesz bezbronny.

Na terapii zrozumiałem, że są cztery etapy uzależnienia, a ja jestem na chronicznym. Niszczę wszystko. Jakbym wrócił do nałogu, niszczę wszystko. Nie ma tak, że piję towarzysko. Nie ma tak, że zwiększam dawkę. Nie – od razu wchodzę w w etap niszczenia wszystkiego wokół. Relacji. Zdrowia. Najbliższych.

Na terapii zrozumiałem, że praktykowałem bagatelizowanie problemów. A nawet ich zaśmieszanie. Nosiłem maskę uśmiechniętego pajaca. Nie potrafiłem powiedzieć, że mi źle. Że mi smutno. Nie potrafiłem rozpoznawać własnych emocji. Wszystko obracałem w żart.

Na terapii zrozumiałem, że każda emocja to sygnał. Uczucie wstydu też jest potrzebne, tak samo jak uczucie radości, docenienie małych rzeczy, ale i uczucie smutku. Nie można cały czas tylko próbować to zagłuszać. Można je potraktować jak kierunkowskazy. Nie ma złych emocji  – wszystkie są potrzebne. Coś chcą nam o nas powiedzieć.

Zrozumiałem wiele rzeczy, dostałem też szereg narzędzi. Najważniejsze hasło, jakie wyciągnąłem z terapii, to że DZISIAJ nie piję. Jutro? Nie wiem. To wydaje się w pierwszej chwili szalone, ale już tłumaczę sens. Chodzi o to, by skupić się na konkretnym celu – tym, by nie pić DZISIAJ. Nawet dziewczynie codziennie mówię rano – DZISIAJ się nie napiję. Mechanizm jest taki, że jak uzależniony usłyszy, że nigdy już nie zagra w kasynie, nigdy nie weźmie kreski, nigdy się nie napije, to go trzęsie. Jak to? I zaczynają się usprawiedliwienia – ja to mogę kontrolować. Ja mogę się dzisiaj napić. Raz tylko wezmę. A właśnie nie. Kontrola nad DZISIAJ. I tak dzień po dniu.

Terapia to nie czarodziejska różdżka, dzięki której wszystkie problemy znikną. Potem jest ciężka harówka. Która będzie trwać do końca życia.  Bardzo dużo kolegów po terapii zaczęło pić. Tydzień po wyjściu sam miałem straszny głód alkoholowy. Czułem bezsilność wobec tego głodu. Rozmawiałem z dziewczyną, która akurat było na szkoleniu. Płakałem rozmawiając z nią. Czułem, jakby coś mnie ściągało w dół, w ciemność. Ale płacz zadziałał ozdrowieńczo. O tym właśnie mówiłem. Zamiast tłumić emocje, uwolniłem je. Dałem im spełnić rolę. Później już było lepiej.

***

Podczas terapii dostałem bardzo złą wiadomość. Ojciec zachorował na raka. Miał nawrót.

Z jednej strony dobrze, że byłem wtedy na terapii. Jakbym był na wyjściu, wszystko mógłby szlag trafić. Kolejny powód do picia.

Chciałem odbudować relację z ojcem, który nie istniał za mocno w moim życiu, ale to dalej był mój ojciec. Pamiętam chwile, kiedy było fajnie. Kiedy był uśmiechnięty. Kiedy żartował. Kiedy też chciał relację odbudować. To było w moich planach. Pojechałem go odwiedzić – złe diagnozy. Rak płuc z przerzutami na żołądek, węzły chłonne, kości.

Pochowałem tatę po świętach Bożego Narodzenia.

To, co mnie uderzyło, jak pomagałem jego partnerce, z którą planował, kobiecie mojego taty, to jak mi ona powiedziała, że on się o mnie martwił. Nigdy tego nie dał po sobie poznać. On też zaśmiewał emocje. Jak ja.

Ojciec t miał różne trudne historie w swoim życiu. Nie sądziłem, że tak się mną interesował. Nigdy mi nie powiedział, że się o mnie martwi.

I tak się zdarzyło, że wkrótce mi się przyśnił. Nigdy mi się nie śnił wcześniej. Mama często. Ojciec nigdy. I ten jeden raz, tydzień po pogrzebie, przyśnił się.

To był fajny sen. Moje sny przeważnie są ciemne. Tu była jasność. Powiedział, że wszystko u niego dobrze.

***

W tym momencie jest fantastycznie. Ale muszę zachować twardy realizm. Największym wrogiem nałogowca jest niepoprawny optymizm.

Skończyłem terapię siedem miesięcy temu. Pracuję. Mieszkam z dziewczyną. Pomagam fundacji Rafała Kośca, z którego jestem dumny, i który też jest inspiracją, choć mierzył się z czymś zupełnie innym. Od siedmiu miesięcy nie wypiłem kropli alkoholu, nie wziąłem grama narkotyków. Nawet Piccolo nie mogę pić. Wszystkie zalecenia staram się spełniać. To jest trening woli.

Ale twardy realizm oznacza to, że będę czuł głód alkoholowy do końca życia.

Twardy realizm oznacza, że nie ma złotego środka „jak nie pić”.

Twardy realizm oznacza zrozumienie statystyki, że co dziesiąty Polak umiera z przyczyn powiązanych z alkoholem. Nie uwzględnia to samobójstw, pijanych kierowców, kogoś topiącego się po alkoholu – tylko choroby. Co i tak jest przerażające. Więcej osób w Polsce ginie tylko na raka.

Twardy realizm oznacza, że jestem w grupie ryzyka.

Twardy realizm oznacza, że wiem, jakie są statystyki dla osób takich jak ja, by nigdy nie wróciły.

Twardy realizm oznacza, że głód alkoholowy może się u mnie utrzymywać przez tydzień, tylko dlatego, że ktoś przy mnie otworzył Piccolo.

Twardy realizm oznacza, żeby pamiętać, jaka po terapii była euforia, ale też że potem były problemy ze snem.

Walczę. Zacząłem rozpoznawać te głody, dzięki instrumentom, które dostałem na terapii. To są czasem drobiazgi. Mam takie zalecenie nawet, żeby nosić wizytówkę w portfelu – trzy straty z picia, trzy pozytywy z niepicia, trzy sposoby na głód alkoholowy. Czasem mi to też pomaga. Dusi głód w zarodku. Poza tym wyznaczanie celów. Planu dnia. Samoobserwacja. Trening. Dziennik uczuć, emocji. Mamy grupę wsparcia. Mamy zloty absolwentów w ostanie soboty miesiąca, przyjeżdżam do Pruszkowa. To są podstawy. To mi pomaga. Jak mam głód alkoholowy, to patrzę czym on jest spowodowany. Rozbijam na czynniki. Wszystko sprowadza się do radzenia sobie z emocjami, które chcemy zagłuszyć czymś takim.

Zdania terapeutów są podzielone – niektórzy mówią, żeby się dzielić swoją historią, inni nie. Ja czuję, że potrzebuję się dzielić. To mi pomaga. Cały okres picia oszukiwałem ludzi. To teraz chcę grać w otwarte karty. Gram w otwarte karty z pracodawcą – powiedziałem wszystko. Chcę grać w otwarte karty z całym światem, bo kłamstwo to choroba towarzysząca alkoholizmowi.

Mam normalne cele życiowe. Kupno pewnego dnia mieszkania. Szczęśliwa rodzina założona z moją partnerką, z którą jesteśmy już od trzech lat. Byliśmy przed pandemią pierwszy raz razem gdzieś na wakacjach. Pojechaliśmy do Zakopanego. Było wspaniale. Pokochałem góry. Wiem, ile mogę zyskać, jeśli do tego nie wrócę. Wiem, że chcę być z nią do końca życia. Wiem, że dostałem ostatnią szansę. Wiem, że każdego dnia staram się odbudować zaufanie.

Są dwie strony medalu. Tak samo będzie z tymi, którzy to czytają. Ktoś mnie wrzuci do szufladki. Ktoś powie, że do końca życia będę alkoholikiem. Mendą. Szują. Pamiętajcie, że nienawiść jest bardzo mocnym uczuciem. Pielęgnowanie jej zabija od środka.

Chciałem podziękować wszystkim z terapii. Mojej grupie. Ludziom, których spotkałem. Rodzinie. Dziewczyny. Chciałem podziękować ludziom, których dopiero na swojej drodze spotkam.

W dwunastu krokach AA jest porada, żeby przeprosić tych, których się skrzywdziło. Ja już to zrobiłem. Jak kogoś skrzywdziłem, z kim nie mam styczności, a nie będzie mi dane go spotkać, przepraszam z tego miejsca. Przepraszam. Ale nie chcę wybaczenia.

Twardy realizm oznacza, że wiem, że tylko trzy procent po terapii nie wraca do alkoholu.

Chcę być w tych trzech procentach.

Rozmawiał Leszek Milewski

Opublikowane 28.04.2020 08:31 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 34
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
muka
muka

Powodzenia Panie Janie!

P.S.

Przydalby sie jeszcze podobny artykul o mims, kto otwarcie mowi o walce z hazardem , jak z tym walczy itp ( niekoniecznie Grzegorw Krol lub Tomasz Hajto … )

john
john

A Tomasz Hajto juz poszedl na terapie od nalogu hazadrowego ?

sick
sick

Na pewno pamiętają go w Krakowie i to wcale nie ze względu na dokonania na boisku

skil
skil

Przecież Tomasz Hajto odsiaduje wyrok za przejechanie staruszki na pasach!

Pelikan Gumofilce
Pelikan Gumofilce

to sie kurwa chyba zdziwisz

Karlos
Karlos

A twoja stara już się nie puszcza na ulicy chyba nie rozumiesz co jest napisane w tym opowiadaniu..

Mieszek Lilewski
Mieszek Lilewski

Uu widzę, że komentarze o czystej polszczyźnie są kasowane. Dzióbek piszemy przez Ó – nie tak jak w tekście.

Jaromir Hvast
Jaromir Hvast

Tu od pewnego czasu bardzo duzo komentarzy jest kasowanych. Olkiewicz I Milewski przoduja w tym. Ten tez powisi ze 3 minuty I spadnie. Stare chlopy, a nie maja charakteru do znoszenia krytyki.

Wojtek
Wojtek

Powodzenia. Mam ojca alkoholika. Wiem jak to wygląda bo miałem to na codzień. Gdyby nie ten alkohol. Heh. Mam 4 braci. Najstarszy poszedł w ślady ojca. Raczej nie do uratowania. Mama ma schizę jak tylko widzi puszkę piwa. Do dzisiaj w mieszkaniu mojej mamy jest zakaz spożycia. Granica jest bardzo cienka. Z tej choroby nie da się wyleczyć. Już zawsze będziesz chory, tylko w najlepszym razie nie będziesz miał objawów.

Stanislav Levy
Stanislav Levy

Pijackie eldorado zdaje się rozpoczynać w najlepsze

Maciej
Maciej

Powodzenia Janek. Pamiętam ten wywiad sprzed lat, mam nadzieję że wszystko co najgorsze jest już za Tobą. Pozdrawiam i trzymaj się!

DonChicario
DonChicario

Powodzenia Janek! Mam nadzieję, że najgorsze już za Tobą i teraz już będzie tylko lepiej.

tolep
tolep

Te trzy procent na końcu przywołało mi wspomnienie o innym alkoholiku. Tym co to pisał dla górnych 3%, według jego słów.

Zamiast ckliwych wspominek i wesołych filmików, wolałbym wzmiankę o tym, jak jego środowisko odnosiło się do jego alkoholizmu.

Gruda
Gruda

Zarzeczny to był ktoś ten typ to słaba psychicznie mameja.

Zła matka
Zła matka

Trzymaj się , bądź dzielny i walcz . Ciagle walcz , za każdym razem gdy się potkniesz , wstań i walcz .
Mojego brata pokonała heroina po dziesięciu latach .
Nie chciał walczyć .
Pokaż , że można . Daj nadzieję tym co wątpią . Daj siłę tym co zaczęli .
Kibicuję ci , jak nikt inny , bo w każdej takiej historii widzę mojego brata i nie chcę jego zakończenia .
Nie chcę aby ktokolwiek inny przeżył taką tragedię jak ja .
Walcz dla siebie a zobaczysz jak wielu ludzi uszczęśliwi twoje zwycięstwo .

Bart
Bart

Pamiętam gościa z czasów licealnych z boisk na ursusie. Wymiatał wtedy w zniczu jeżeli dobrze pamietam. Ogrywał wtedy nas wszystkich z fajkiem w zębach:)

Piotr
Piotr

Powodzenia !!!

gsaggasaszbzzvxxxzzxxxvzxzzxzxz
gsaggasaszbzzvxxxzzxxxvzxzzxzxz

https://najwiekszekursykuponow.blogspot.com/ – Znowu trafili wczoraj! tym razem kurs 241 i zdjęcie wczorajszego kuponu już na blogu!
Na dziś już kupon dostępny. Polecam! uczciwi, sam korzystam.

Kasia
Kasia

Dziękuję za doświadczenie. Kolejnych 24h. Pogody Ducha . Kasia

gsaggasaszbzzvxxxzxzzxzxxxvzxzzxz
gsaggasaszbzzvxxxzxzzxzxxxvzxzzxz

https://najwiekszekursykuponow.blogspot.com/ – Znowu trafili wczoraj! tym razem kurs 241 i zdjęcie wczorajszego kuponu już na blogu!
Na dziś już kupon dostępny. Polecam! uczciwi, sam korzystam.

mech
mech

Jeśli naprawdę chce się naprawić, to niech mu się uda, jeszcze kawał życia przed nim i szkoda je tracić na alko.

Miłosz
Miłosz

Dziękuję za ten wywiad. Lepiej bym tego sam nie opowiedział, choć oczywiście mam inne doświadczenia życiowe, inny zawód, ale nałóg przeklęty ten sam… Gratuluję tego co już się udało i życzę wytrwałości w dalszej trzeźwości! Sobie też 🙂

Kamil
Kamil

Znam to też parę lat się tułałem po 3 czy 2 ligach . Identyko sytuacja . Jakoś mi przeszło samo w końcu . Ten strach , że jak się nie wypije to się umrze na zmianę z myślami samobójczymi.

Piter
Piter

Póki co wygrałeś swoje życie i oby tak dalej !

suszek323
suszek323

Najlepszy tekst o uzależnieniu, jaki kiedykolwiek przeczytałem. Ale z tymi 3% na końcu, to nie jest happy end :/

Łukasz
Łukasz

Zdrowia i wytrwałości Janek, szacunek za podjęcie walki i za szczerość. Wiem, że dasz radę. Dzięki za ten wpis.

Andrew
Andrew

Janek, nie wiem skąd wziąłeś te trzy procent na końcu. Podobnie jak Ty jestem siedem miesięcy po terapii zamkniętej i wiem dziś, że to był najlepszy krok w moim życiu. Na terapii słyszałem o trzech osobach na dziesięć, które nie wracają do picia, więc to jest 30 procent. Zawsze jakieś pocieszenie 🙂 Niestety siedem osób na dziesięć wraca do picia. I to często dość szybko. Mimo to nie innej drogi niż terapia. Inaczej jest ciemność. Czytając to mogę się podpisać pod tym, jakbym czytał o sobie, kropka w kropkę. Ja głęboko wierzę, że będę w tych 30 procentach. Tobie również tego życzę.

Artur
Artur

Na każdej terapii mówią o trzech procentach więc kolega podał tą state

Tomuś Czereśniak
Tomuś Czereśniak

Walcz dzielnie dalej, zuchu! I zwyciężaj krok po kroku, każdego dnia 🙂

PhoenixLk
PhoenixLk

Powodzenia w walce!!

Marcin
Marcin

Tak trzymaj mordo… Moja historia jest podobna nawet bardzo… I wierz że Tobie jak i mi się uda wytrwać w tym co postanowiliśmy. Pozdrawiam.

Dan
Dan

Janek – alkoholizm, to choroba duszy. A Ty jesteś Wielki, że to napisałeś. I Nigdy nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Jesteś Wielki… i już… Pozdrawiam z serducha:)

Weronika
Weronika

Dziękuję za pomoc

Ewa
Ewa

Będzie dobrze.

Weszło
07.08.2020

15 pytań przed powrotem Ligi Mistrzów

11 marca 2020 roku. Tego dnia odbyły się ostatnie spotkania Ligi Mistrzów w sezonie 2019/20, które udało się rozegrać zanim świat, nie tylko ten futbolowy, gwałtownie wyhamował i przystanął na pewien czas. Tak wiele wydarzyło się od tamtego dnia, że mamy poczucie, jakbyśmy mówili o naprawdę mocno zamierzchłej przeszłości. No ale nadszedł wreszcie właściwy moment, […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Olympiakos z pretensjami do Marciniaka. Czy słusznie?

Miękki karny, anulowany gol, kontrowersje przy innych sytuacjach w szesnastce. Dość gorący wieczór zaliczył Szymon Marciniak, który sędziował mecz Wolverhampton z Olympiakosem. I raczej Pireus może sobie odpuścić w kontekście wyjazdów wczasowych, bo za klasykiem tamtejsi kibice dziś mają na ustach: „Marciniak, przestań mi Olympiakos prześladować”. Pytanie: czy słusznie? OFSAJD NIEZGODY Najpierw kwestia anulowanej bramki. […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Quiz piłkarski. Czy pamiętasz finalistów Champions League?

Wraca Liga Mistrzów, uznaliśmy więc, że po krótkiej nieobecności na stronie wrócić mogą też nasze quizy. Na dzień dobry zadanie, które dla zajaranych piłką wymagające raczej nie będzie, ale nie zdziwimy się też, jeśli komuś pamięć spłata figla. Chodzi o wskazanie wszystkich drużyn, które choć raz zagrały w finale najważniejszych klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

KONKURS! Wygraj bilety na Ligę Mistrzów w Multikinie

Wraca Liga Mistrzów. I to w momencie, kiedy zazwyczaj emocje w piłce sponsorują sparingi i nowy zawodnik na testach w Wiśle Płock. Czeka nas piłkarski maraton z najlepszymi zwieńczony turniejem w Portugalii. Czy Polacy odegrają w nim główne role? Czy Barca uratuje sezon, czy PSG wreszcie zagra o pełną stawkę? A może zakasują faworytów czarne […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Legia chce „lepszego Luquinhasa”, Lech daje milion euro za Sykorę

– Richard poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w portugalskiej Tondeli. Zagrał bardzo dobrze, był pozytywną niespodzianką, bo wcześniej w Portugalii nikt o nim nie słyszał. Pomógł drużynie utrzymać się w lidze i wrócił do Internacionalu Porto Alegre, brazylijskiego klubu, z którym ma kontrakt do grudnia 2021 r. Internacional nie wiąże z nim przyszłości i stąd […]
07.08.2020
Weszło Extra
07.08.2020

Nie ma co strugać piłkarza. Ostatnio byłem ligowym dżemikiem 

Spadek z Koroną Kielce i zjazd formy do – jak sam przyznaje – poziomu ligowego dżemiku. To nie był udany sezon dla Jakuba Żubrowskiego. Piłkarza, który – mamy takie wrażenie – jak mało kto potrzebował zmiany otoczenia.  Dziś przygotowuje się do sezonu jako zawodnik Zagłębia. Ale z Kubą porozmawialiśmy raczej o minionych latach, zwłaszcza, że było […]
07.08.2020
Bukmacherka
07.08.2020

Wielki Kurs na Ligę Mistrzów w eWinner! Wygrana City za 10.00!

Tego jeszcze nie było! Kurs 10.00 na wygraną Manchesteru City z Realem Madryt – to oferta legalnego bukmachera eWinner. Oferta, która mocno kusi, żeby z niej skorzystać. Ale żeby to zrobić, trzeba się pośpieszyć. Zasady są proste – najszybsi będą mogli z niej skorzystać i nieźle się wzbogacić na wygranej „Obywateli”. Sprawdźcie szczegóły tej promocji! […]
07.08.2020
Weszło
06.08.2020

Monchi w Sevilli sto razy mocniejszy od Monchiego w Romie

Gdy tylko los skojarzył Sevillę z Romą, podtekst był jasny: Monchi. Legendarny dyrektor sportowy Sevilli, którego doskonałe decyzje na rynku transferowym doprowadziły ten klub do pięciu triumfów w Pucharze UEFA i Lidze Europy. Dyrektor, który zapracował na zaufanie szefów Romy i dyrektor, który swoją rzymską misję totalnie położył. Gdy nie wyszło w Serie A, wrócił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE | Michał Pol i Wiktor Malinowski | LIVE od 21

W kolejnej odsłonie „Hejt Parku w Dobrym Składzie” gościem Michała Pola będzie Wiktor Malinowski! Były szczypiornista VIVE Kielce odnalazł się przy… pokerowym stole, gdzie zarabia okrągłe sumki. Specjalnie dla nas opowie o kulisach świata wielkiej – dosłownie – gry. Macie pytania? Śmiało, dzwońcie: 22 219 50 31. Partnerem programu jest browar Okocim. 
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Mówicie, że za drogie bilety? Pan Nitot ma to w dupie!

Gregoire Nitot – fajny gość? No chyba nie do końca. Miała być francuska gracja, a wyszła cebulacka gburowatość. Pan Nitot na zarzut kibiców „bilety są za drogie” odpowiada  prosto – „mam to w dupie”. Wyobraźcie sobie, że zostajecie właścicielem klubu, który jest w ruinie. Gra w lidze, która nie przystaje do firmy z taką historią. […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Bruliński (Lechia): „Zadziałaliśmy na tyle odpowiedzialnie, na ile potrafiliśmy”

– Pewnie można było to wszystko rozwiązać inaczej, ale zadajmy sobie dzisiaj pytanie, kiedy ostatnio mieliśmy robione testy? Sprawdziłem – 15 czerwca. Zawodnik, u którego stwierdzono koronawirusa nie ma nawet podwyższonej temperatury. Nie wiemy tak naprawdę, co się od 15 czerwca działo w naszym zespole – stwierdził Arkadiusz Bruliński, dyrektor Biura Komunikacji i Marketingu oraz […]
06.08.2020
Blogi i felietony
06.08.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Warta Poznań nie będzie grać u siebie. A nawet jakby grała u siebie, nie wprowadziłaby do Ekstraklasy polskiej odpowiedzi na La Bombonerę. Nie ma dziesiątek tysięcy fanatycznych kibiców. Warta Poznań nie wprowadzi też w ekstraklasowy krwioobieg milionów euro. Nie stoi za nią żaden hipernowoczesny kombinat IT, żadne unikalne know-how. Ich marka nie przykuje do telewizorów […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Handzlik: Idąc do Legii popełniłem błąd. Potem nawet myślałem, żeby rzucić piłkę

Pięć lat – tyle musiał czekać Konrad Handzlik na to, żeby powiększyć swój dorobek występów w Ekstraklasie. Kiedy przechodził z Wisły Kraków do Legii Warszawa, wokół jego osoby było dużo szumu. Za dużo, bo sam przyznaje, że wcale mu to nie pomogło. Ostatecznie do ligi trafił nie dzięki temu, że przebił się przy Łazienkowskiej, a […]
06.08.2020
Bukmacherka
06.08.2020

Juventus doczłapie się do ćwierćfinału?

Juventus – Olympique Lyon. To jeden z najbardziej zagadkowych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Stara Dama” w teorii powinna awansować do ćwierćfinału, ale w praktyce absolutnie nic nie jest przesądzone. FORMA LYONU JEST NIEWIADOMĄ W pierwszym meczu, który odbył się we Francji, Lyon wygrał 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Lucas Tousart. Ten wynik szokował, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Czterech piłkarzy, na których radzimy zwrócić dziś szczególną uwagę

Przed nami kolejny czteropak w Lidze Europy i – uwaga, nie ironizujemy – cztery fajne pozycje do oglądania. Najbardziej efektowna zapowiedź wieczoru skupiłaby się na ligach. Mamy starcie przedstawiciela La Liga z zespołem Serie A, mamy reprezentanta Premier League, mamy drużynę z Bundesligi. Tak, potem mina rzednie, gdy pod hasłem”Anglicy” zamiast Chelsea kryje się Wolverhampton, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kolejny głośny powrót do Ekstraklasy. Kucharczyk w Pogoni Szczecin

Wrócił Sobota, wrócił Boruc, teraz wraca Michał Kucharczyk, który zasili Pogoń Szczecin. Trzeba przyznać, że nieźle kręci się to okno transferowe jak do tej pory, postaci, których jesteśmy arcyciekawi w nowych barwach, jest już więcej niż kilka, a przecież okienko trochę jeszcze potrwa. PRZYCHODZI NIE Z ŁAWKI, A Z BOISKA Kucharczyk Rosji nie pozamiatał, w […]
06.08.2020
Weszło Extra
06.08.2020

„Żyłem, umarłem i znów ożyłem”. Ståle Solbakken, czyli trener niezniszczalny

13 marca 2001 roku Ståle Solbakken, wówczas 33-letni piłkarz FC Kopenhagi, jak co dzień wybrał się na trening. Nie mógł wiedzieć, że zajęcia opuści… martwy. Tak się przynajmniej wydawało klubowemu lekarzowi, który przeprowadził rozpaczliwą akcję ratunkową, udzielając nieprzytomnemu zawodnikowi pierwszej pomocy. – Jego serce przestało bić – przyznał potem doktor. Aż trudno uwierzyć, że mówił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kamil Wilczek podpalił Danię. Legenda Brondby zagra dla FC Kopenhagi

Luis Figo w Hiszpanii. Ashley Cole w Anglii. Zlatan Ibrahimović we Włoszech. Kasper Hamalainen w Polsce. W różnych krajach pojęcie „piłkarskiego zdrajcy” ma inny przykład, ale tę samą definicję. Gościa, który przechodzi do odwiecznego rywala. Zdaniem kibica – dla kasy. Zdaniem samego zainteresowanego poniekąd pewnie też, ale wiadomo – ilu ludzi, tyle powodów. W każdym […]
06.08.2020