Reklama

Klich: Treningów u Magatha bym nie powtórzył. Achillesy mi umierały!

redakcja

Autor:redakcja

26 kwietnia 2020, 14:24 • 5 min czytania 0 komentarzy

Ekstraklasa nie gra, ale tematów do rozmów w #LigaPL nie brakuje. W najnowszym odcinku Łukasz Trałka, Jakub Wawrzyniak, Michał Kędziorek oraz Michał Żewłakow porozmawiali o tym, jak polscy piłkarze radzą sobie po transferze zagranicznym. Pomógł im w tym prawdziwy ekspert – Mateusz Klich, który kilka krajów zwiedził, a na treningach przeszedł drogę od Felixa Magatha do Marcelo Bielsy. Jak pomocnik wspomina poszczególnych szkoleniowców? Jakie reguły obowiązywały w Niemczech, Holandii oraz Anglii? Dlaczego treningi Bielsy nie dają radości, ale dają efekty? Klich zdradził nam sporo „insajderskich” ciekawostek!

Klich: Treningów u Magatha bym nie powtórzył. Achillesy mi umierały!

Jak wyglądały pierwsze tygodnie w Niemczech? Jakie miałeś odczucia, z czym miałeś największe problemy? 

Zaskoczyło mnie to, że wszyscy mówili do mnie po niemiecku, nikt nie czekał na mnie, aż nauczę się języka. Dostałem jednak nauczyciela z klubu, miałem niemiecki dwa razy w tygodniu. Znałem podstawy, więc szybko poszło mi z nauką. Byłem zawsze otwartą osobą, więc próbowałem mówić w szatni, nawet jak jeszcze dobrze niemieckiego nie umiałem. Pamiętam też, jak się dałem wypuścić do Kaiserslautern do telewizji. Nie mówiłem wtedy tak dobrze, kaleczyłem strasznie, ale w klubie mówili, że szanują to, że się nie bałem.

A treningi? Które zajęcia Felixa Magatha zapadły ci w pamięć, co chciałbyś powtórzyć?

Nie chciałbym tego powtórzyć! Trafiłem na specjalistę od biegania po lesie. Nawet bramkarze z nami biegali, wszystkich wrzucił do jednego wora. To mnie zaskoczyło, bo dużo się mówiło o paskach, gpsach, a tam pasek to miał trener fitness i trzeba było za nim biec. Chwilę mi zeszło, żeby się przyzwyczaić. Po pierwszym treningu, gdy biegaliśmy po twardej nawierzchni, Achillesy mi umarły. Kiedyś Magath nie wierzył, że bolą mnie Achillesy i wysłał mnie na rower z trenerem fitness. Przejechałem 100 kilometrów. Nauczyłem się jednak tego, że trzeba zawsze zapieprzać, nie można wymiękać, bo inni tylko na to czekają.

Reklama

Wiadomo, że się biegało, ale jak wyglądał taki typowy trening?

U trenera Magatha treningi wyglądały tak, że rzucał nam piłkę, graliśmy w dziadka, potem 11 na 11. Małych gierek nie było. Było to specyficzne, ale drużyna była mocna, jak zobaczyłem Diego i Mandżukicia to wiedziałem, że to jeszcze nie ten czas.

Opowiedz trochę o trenerze Bielsie, bo to trener, który się mocno wyróżnia, jeśli chodzi o styl pracy.

Nie spotkałem się z takimi treningami, jakie on stosuje. On mówi, że wszystko, co ćwiczymy na treningu, to są sytuacje podpatrzone w meczach u najlepszych piłkarzy świata. My mamy to ćwiczyć, żeby starać się to wdrożyć, bo na tyle talentu żeby sami do tego dojść nie mamy. Nie ma praktycznie gierek, dziadków, nie ma niczego dla zabawy. Trener Bielsa ma taką zasadę, że trening nie ma dawać radości, tylko przygotować do meczu. Dlatego my ćwiczymy co tydzień co innego, w zależności od rywala. Jeżeli rywal ma dużo wrzutek z boku, to blokujemy wrzutki, jeśli rywal schodzi do środka, to my ćwiczymy, jak to blokować.

Po takich treningach piłkarz czuje trochę radości i spełnienia?

Szczerze, po treningu nie czujesz żadnej radości, ale radość czujesz po meczach, jak to wszystko działa. Treningi mamy nudne, wiemy to, trener to wie, ale na meczu wyglądamy super, gramy z automatu. Poświęcamy się, żeby mecze dobrze wyglądały.

Reklama

Jak Bielsa zachowuję się w trakcie treningów?

Trener Bielsa podczas treningów jest szefem, który sobie chodzi między boiskami. Często trenujemy na kilku boiskach. Na jednej połówce nie trenuje więcej niż sześć, siedem osób. Jedni mają strzały, inni wrzutki, trzeci bronią. Czasami nie widzę obrońców cały trening, bo oni mają swoje zajęcia w innej części boiska. Czasami też nie dotykasz piłki przez półtorej godziny. Bielsa chodzi i ma swoich asystentów, którzy są w hierarchii, oni prowadzą trening. On sprawdza tylko, czy wszystko się zgadza, jak nie, to potrafi takiego asystenta z zajęć wyrzucić.

A intensywność tych zajęć?

Wszystko na maksie, na sprincie. U niego liczą się trzy rzeczy: bieganie, taktyka i najwyższa intensywność, jaką możesz mieć.

Jakim człowiek jest Bielsa?

Nie ma z nim żadnych relacji. Powiedział nam kiedyś w szatni fajną rzecz, że nie chce z nami wchodzić w relacje personalne, bo kocha nas jako piłkarzy, a jak nas pozna bliżej, to może nas już nie kochać. Jeśli chodzi o mnie, często mi powtarza, że jestem dla niego bardzo ważny. Nie opuszczam meczów i treningów, zawsze daję z siebie wszystko i on to podkreśla.

Jak wyglądają u was analizy? 

Analizy są codziennie, mamy spotkania, wysyłają nam wideo na telefon odnośnie przeciwników czy komentarz trenera do ostatniego meczu. Dużo odpraw, dużo gadania, czasami aż za dużo, ale wszystko po to, żeby pomóc. Jak się dostaje 10 wideo, to łatwiej się gra.

A jak od strony technicznej wygląda dzień treningowy? 

O godz. 9 przyjeżdżamy do klubu, każdy się waży, a potem jemy śniadanie. Ok. 10.20 mamy trening na siłowni, różne partie mięśniowe. Ok. 11.30 wychodzimy na trening, później mamy czas dla fizjoterapeutów. Musimy też zjeść w klubie. W domu jestem ok. 14-15. Wszystko jest nadzorowane. Nawet jak jest dzień wolny, to ktoś, kto ma problemy z wagą musi wysyłać zdjęcia swojego talerza. (śmiech) Dla trenera Bielsy najważniejsze jest to, żebyśmy byli dobrze przygotowani fizycznie.

Czy trener Bielsa potrafi się w ogóle denerwować?

Często wybucha, taki ma temperament. Nie bez powodu ma ksywkę, jaką ma w Argentynie („El Loco” – red.). Wydaje się, że wszystko robi na dużym spokoju, ale potrafi się zdenerwować. Jak krzyczy po hiszpańsku to robi wrażenie!

Jeśli chodzi o życie poza boiskiem, zwraca na to uwagę?

Jeśli na następny dzień z wagą jest wszystko ok, wyglądasz normalnie, to nie ma problemu. Anglia słynie z tego, że trenerzy pozwalają na wszystko, jeśli na treningu i w meczu wyglądasz dobrze. Tutaj jest tak samo.

Na koniec, jakbyś mógł opowiedzieć nam jeszcze jak to wyglądało w Holandii, bo tam też trochę pograłeś.

W Holandii ludzie podchodzą luźniej do wszystkiego, ale sama piłka to taktyka i technika. Potrafiłem mieć takie treningi, że żonglowałem piłkę czy podawaliśmy sobie przez kilkadziesiąt minut wewnętrzną częścią stopy. Dla nich najważniejsze było zagrać na dobrą nogę, w dziadku nie mogliśmy grać powyżej kolan, nie używaliśmy tricków. Często odświeżali technikę, nawet takie podstawy.

Rozmawiali Łukasz Trałka, Jakub Wawrzyniak, Michał Kędziorek i Michał Żewłakow w Kanale Sportowym. Cała rozmowa do obejrzenia poniżej:

Fot. FotoPyK

Najnowsze

EURO 2024

Piro, flagi, wrzawa i buczenie. Albański kocioł w Düsseldorfie!

Jakub Białek
0
Piro, flagi, wrzawa i buczenie. Albański kocioł w Düsseldorfie!

Anglia

Anglia

Zmiany w sztabie Manchesteru United. Media: Van Nistelrooy asystentem ten Haga

Piotr Rzepecki
2
Zmiany w sztabie Manchesteru United. Media: Van Nistelrooy asystentem ten Haga
Anglia

Angielskie legendy znalazły winnego blamażu. „Ledwo się poruszał”

Patryk Stec
11
Angielskie legendy znalazły winnego blamażu. „Ledwo się poruszał”

Komentarze

0 komentarzy

Loading...