post Avatar

Opublikowane 16.04.2020 12:04 przez

redakcja

1963, remont Maracany bierze na celownik między innymi drewniane bramki. Pewien czarnoskóry mężczyzna zabiera jedną z nich. W domu rąbie je siekierą na kawałki. A potem pali na popiół.

Nie, nie potrzebował się ogrzać, nie, nie urządzał osobliwego grilla – tym mężczyzną był Moacir Barbosa, próbujący dokonać egzorcyzmów. To gol na porąbaną i spaloną przez niego bramkę zmienił narodowego bohatera w symbol narodowej hańby. Brazylijski synonim pecha. Nietykalnego. Trędowatego. Człowieka wytykanego palcami na ulicach.

Dla wszystkich poza Barbosą czas płynął, a on, jak w „Dniu świstaka”, został uwięziony w przegranym finale mundialu 1950, w zapętlonej przez pięćdziesiąt lat akcji Schiaffino z Ghiggią, bo rzucała ona cień na każdy dzień reszty jego życia.

***

Maksymalny wyrok w Brazylii to trzydzieści lat. Ja dostałem pięćdziesiąt lat za coś, czemu nawet nie jestem winny.
Moacir Barbosa w 2000 roku, kilka tygodni przed swoją śmiercią

***

Od 1502 do 1860 Brazylia była największym na świecie importerem niewolników. To również Brazylia była jednym z ostatnich krajów, które zniosły niewolnictwo – ten zapis przyszedł w 1888.

Moacir Barbosa urodził się trzy dekady później, ale tylko skrajny naiwniak mógłby sądzić, że skoro niewolnictwa nie było, to sytuacja czarnoskórych była taka sama jak innych grup etnicznych. Często – o, jakie proroctwo – byli kozłami ofiarnymi, obwinianymi za różne problemy społeczeństwa.

Ten, kto nazywa futbol tylko grą, głupim kopaniem kawałka skóry, jest ignorantem. W Brazylii czarnoskórzy zawodnicy piłkarscy zmieniali wizerunek całej grupy społecznej. Cały kraj kochał Leonidasa. W niemal każdej brazylijskiej czołowej drużynie pojawiały się czarnoskóre gwiazdy. To wydatnie przekładało się na los – poprzez odpruwanie łatek – setek tysięcy. Ktoś kiedyś powiedział, że Robert Lewandowski jednoosobowo wykonał w Niemczech lepszy PR dla Polski i Polaków, niż lata dyplomacji. Nie wiem czy tak jest – nie mam danych. Ale kto się z tym zgodzi, zachowując proporcje, zrozumie i tamten czas w Brazylii.

Moacir Barbosa był powojenną gwiazdą bramki Vasco. Wyróżniał się spokojem w grze, który emanował na całą linię obrony. Stanowił wzór piłkarza fair play, grał czyściutko, nigdy żaden napastnik nie ucierpiał w starciu z nim.

Słynął też z tego, że gra bez rękawic.

To mu zostało, nawet na poziomie reprezentacyjnym.

Twierdził, że w ten sposób lepiej czuje piłkę. Oswaja ją. I ta bardziej się go słucha.

***

Zdarza się, że trzy punkty jakaś potęga przyznaje sobie przed rozegraniem meczu.

Ale nigdy chyba później nie było to zrobione z taką pompą, jaką w 1950 w Brazylii.

W dniu finału Prezydent FIFA, Jules Rimet, przygotował już przemowę na cześć Brazylii – dla Urugwaju nie przewidział żadnej.

Piłkarze faworyta byli tego dnia odwiedzani przez szereg polityków, którzy roztaczali przed nimi wizje tego, co nastąpi po sukcesie. Pojawił się minister edukacji, pod którą wtedy podpadał sport. Sam prezydent Brazylii powiedział: „Stoicie tutaj, tylko jeden krok od nieśmiertelnego trofeum, który wygracie dla całego kraju”. Do tego tabun dziennikarzy i fotografów.

Pod obiektem treningowym czekał szereg cwaniaków z kartami „MISTRZOWIE ŚWIATA” czekającymi na podpisy, które można by z szalonym zyskiem sprzedać już wieczorem.

– Ja dotrzymałem słowa, że powstanie Maracana, wy dzisiaj dotrzymajcie słowa, że zostaniecie mistrzami – powiedział tuż przed meczem burmistrz Rio de Janeiro.

Takie podejście zadziałało na Urugwajczyków jak płachta na byka. Jedna z czołowych brazylijskich gazet koronowała Brazylię przed meczem. Serio, napisali – oto mistrzowie świata. Kapitan Urugwaju, Varela, kupił tę gazetę i przyniósł do urugwajskiego obozu. Trener Juan Lopez Fontana zobaczył w tym potencjał, by obudzić w swoich zawodnikach diabła. Sprawić, by mecz miał personalną stawkę dla każdego zawodnika.

Według legendy, gazeta została podarta na poszczególne stronice, każdy gracz dostał po kilku, a potem Fontana miał powiedzieć:

– Jak będziecie musieli iść za potrzebą, weźcie to ze sobą. Wrzućcie do toalety. I szczajcie na nie.

Ale trzeba przyznać, że rzadko zdarza się na wielkim turnieju taka demolka, jaką Brazylia sprawiła w Copa America 1949. 9:1 z Ekwadorem. 5:0 z Kolumbią. 10:1 z Boliwią. 7:1 z Peru. 5:1 z Urugwajem. 7:0 w finale z Paragwajem. Barbosa wraz z drużyną byli nie do zatrzymania. Golkiper w zgodnej opinii nie miał sobie wtedy w kraju równych.

Nic dziwnego, że rok później, grając u siebie mundial, Brazylia była murowanym faworytem, szczególnie gdy Anglicy skompromitowali się z USA. W finałowej grupie Brazylia wygrała 6:1 z Hiszpanią i 7:1 ze Szwecją.

Ale, znowu – lub „jak zwykle” – nie chodziło tylko o piłkę. Brazylia poszukiwała swojej tożsamości. Powodu do dumy narodowej, ale i czegoś jednoczącego. W kraju rozkochanym w piłce nożnej, a do tej pory bez wygranej w nim, mundial nadawał się do tego celu.

To były wręcz pewnego rodzaju kompleksy, widoczne nawet po budowie Maracany. Powstawała kilka lat. Oddano ją ze dwa tygodnie przed finałami. Nie miała być w sensie stricte funkcjonalna – miała być wielka, największa na świecie, podkreślająca sukces Brazylii. Dlatego obiekt powstawał według projektu na dwieście tysięcy miejsc.

Urugwaj w finale stanowił tylko przystawkę. Szósta drużyna południowoamerykańskiego czempionatu. Drużyna, która z tymi samymi rywalami, których Brazylijczycy demolowali na mundialu bez mrugnięcia okiem, toczyła zacięte, pełne zwrotów akcji boje.

Nawet to jednak nie uzasadnia takiego lekceważenia. Wściekły na całe zamieszanie był szkoleniowiec Flavio Costa, który próbował uspokajać, mówić „poczekajmy na końcowy gwizdek”, ale nie był w stanie zatrzymać tej fali.

***

Wiem, o co chcecie zapytać: gdzie jest w tej opowieści Barbosa, posłany od ładnych kilku akapitów na margines? Otóż właśnie tam, gdzie być powinien – na marginesie. Nieprzypadkowo. Bo nie bierze jak do tej pory udziału w litanii przewin, całej serii kardynalnych błędów, podczas gdy finalnie wszystko skupi się tylko na nim.

Tak jakby to on kazał brazylijskiej prasie pompować balonik. Tak jakby to on zaprosił polityków, przez których – według Henrika Brandao Jonssona, autora książki „Joga Bonito” – piłkarze Brazylii nawet nie zdążyli spokojnie zjeść posiłku, i już zameldowawszy się na Maracanie, trener Flavio Costa głodnym piłkarzom kombinował w ostatniej chwili kanapki z serem. Nie kazał Juvenalowi, pilnującemu lewej strony, po której to stronie padnie feralny gol, pić dzień przed meczem, przez co Juvenal miał kaca. Nie miał wpływu na to, że jedyny możliwy zastępca Juvenala był kontuzjowany.

Brazylia przeważała, wyszła na 1:0. Zresztą prawdopodobnie ze spalonego. Angielski arbiter sędziował pod gospodarzy. Varela, kapitan Urugwaju, kłócił się Georgem Readerem ładnych kilka minut po bramce. Ta bramka tylko jeszcze bardziej podrażniła Urugwajczyków – Schiaffino strzelił na 1:1, a w samej końcówce…

Bramka do dziś jest analizowana. Nie, nie pod kątem przepisów – pod kątem tego, co zrobił Barbosa. Cała strona odsłonięta, a w środku Shiaffino – spodziewał się podania. Tymczasem Ghiggia „dziubnął” piłkę i ta wpadła do siatki na krótkim słupku.

Brazylia przegrała.

Według jednej z legend wokół tego meczu, piłkarze mieli uciekać ze stadionu w przebraniach zakonnic.

Ghiggia powie po latach: – Tylko trzech ludzi uciszyło Maracanę. Frank Sinatra, Jan Paweł II i ja.

***

Do dziś krążą pogłoski, że na stadionie kilku kibiców zmarło wtedy na zawał serca. Ktoś miał popełnić samobójstwo – nadawał to sam New York Times. Nie chce mi się w to wierzyć. Nawet słowa dramaturga Nelsona Rodrigueza „Każde miejsce ma katastrofę narodową, coś w rodzaju Hiroszimy. Naszą katastrofą, naszą Hiroszimą była porażka przeciwko Urugwajowi w 1950” wydają się niesmaczną przesadą. Tam zagłada setek tysięcy, tu tylko przegrany mundial.

Ale to pokazuje, jak bardzo Brazylia i Brazylijczycy zainwestowali emocjonalnie w zespół, jak bardzo cała pozasportowa otoczka, tożsamościowa, kulturowa, odgrywała tutaj rolę. Alex Bellos twierdził, że ten mecz na jakiś czas złamał pewność siebie całego narodu.

Za to wszystko, przez jedną interwencję został obwiniony Barbosa. Cały kraj rytualnie go grillował. Głuchy na argumenty Flavio Costa, który otwarcie krytykował Juvenala.

„Barbosa, który tak wiele razy grał dobrze, tym razem zawalił. Każdy drugorzędny bramkarz by sobie poradził” – pisało następnego dnia Estado de S. Paulo, stanowiąc tylko jeden z głosów w jednolitym chórze. Jego temat wałkowały stacje radiowe. Moacir krył się w domu razem z żoną, a krążyły niemożliwe pogłoski: nawet taka, że spalą mu dom. Gdy zaczęła się liga, był nieustannie wyzywany na wszystkich stadionach. Już wcześniej zdarzały się wobec niego rasistowskie odzywki, teraz rozgorzały z nową mocą.

***

„Nawet kryminaliście z czasem się wybacza, gdy odpokutuje swoje grzechy. Mi nigdy nie wybaczono”.
Barbosa w 1999

***

Wyobrażacie sobie jak zły mecz musiałaby rozegrać reprezentacja Polski, żeby aż odcinając się od tej klęski zmieniono barwy kadry? Ja sobie nie wyobrażam. A po Maracanazo tak uczyniono. Brazylia przestała grać w bieli, zaczęła w kolorach, które są ikoniczne dzisiaj.

Brazylijscy czarnoskórzy bramkarze przez jedną sytuację Moacira mieli pod górkę przez kolejne dekady. Ukuł się mit, żeby takiego na bramkę po prostu nie dawać, a już na pewno nie w kadrze.

Barbosa po skończeniu kariery piłkarskiej nie dał rady zaczepić się w piłce. Fatum dopadło go i tutaj – jednoznacznie postrzegany przez zawalenie gola wszech czasów, nie mógł znaleźć zatrudnienia w futbolu. Tylko Vasco pomogło mu ogarnąć pracę, ale wymowne: pracę ratownika na pływalni mieszczącej się blisko Maracany.

Nie wiem co najbardziej mnie uderza w tym, że jego mecz wciąż się toczył. Czy ten epizod z porąbaniem i spaleniem bramek. Czy to, że gdy akurat przez pewien czas komentował mecze, sam prezes brazylijskiej federacji Ricardo Teixeira zabronił mu pracować przy kluczowym spotkaniu Canarinhos, bo a nuż przyniesie pecha. Z tej samej przyczyny Mario Zagallo nie wpuścił Barbosy do ośrodka treningowego, gdzie Moacir chciał życzyć powodzenia Claudio Taffarelowi – Moacir był już wtedy po siedemdziesiątce, staruszek przegoniony spod bram.

Niezwykłe, a pokazujące jak głęboko kulturowo uwikłana jest tamta jedna interwencja: w 1988 miał premierę film, którego osią jest próba powrotu w czasie i nie dopuszczenia do bramki Ghiggii. Nominowana do prestiżowej nagrody sci-fi Hugo Award powieść „Brasyl” także znalazła miejsce dla Barbosy: w jednej z historii, główna bohaterka chce by Moaci wystąpił w publicznym procesie telewizyjnym, w którym cały naród stanowiłby oskarżyciela. Biografia „Ostatnia parada Moacira Barbosy” to jedno, i jakkolwiek mądrze zwraca uwagę w roli mediów przy kreowaniu idoli, ale też przegranych, tak pozostaje biografią sportowca – aby trafić na karty sci-fi czy filmów fabularnych trzeba zupełnie innego rozgłosu, innego znaczenia.

Ale chyba jednak najbardziej uderza to, gdy powiedział, że żaden mecz, nawet tamten finał, nie wprowadził go w taki smutek, jak sytuacja, gdy pewna matka na ulicy wskazała go palcem i powiedziała swojemu synowi:

– Zobacz, to człowiek, przez którego płakała cała Brazylia.

To niewyobrażalne tkwić całe życie w cieniu takiej winy, tak powszechnie rozpoznawalnej, umieszczonej głęboko w sercach wszystkich Brazylijczyków, nie tylko tych, którzy widzieli Maracanazo. W zasadzie pretensje przekazywane z pokolenia na pokolenie.

***

– Płakał mi w rękaw: nie jestem winny! Było nas jedenastu!
Tereza Borba

***

Na początku drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych Barbosie zmarła żona. Nowotwór zabrał osobę, która nie tylko całe życie była dla niego wsparciem, ale też pomagała nieść brzemię.

Barbosa został sam.

Był dobrze po siedemdziesiątce, a dostawał tylko emeryturę za pracę ratownika pływalni. Rzecz w tym, że nawet ta praca była na pół etatu, więc jakoś wiązali koniec z końcem razem z żoną, ale ostatecznie emerytura była na tyle mała, że nie wystarczała nawet na opłaty mieszkaniowe. Przez jakiś czas żył u kogoś w małym pomieszczeniu na podwórzu. Nawet tu doszło do włamania i okradziono go z koszulki reprezentacji Brazylii.

A jednak wtedy, w najgorszym momencie, zaświeciło słońce.

Tereza Borba miała wtedy może dwadzieścia lat, prowadziła sklepik na plaży, gdy rozpoznawała Barbosę jak kręci się po plaży. Wyglądał jak bezdomny, którym w istocie był. Tereza pomagała mu, a z czasem zaprosiła go do domu, gdzie mieszkała z mężem. Odstąpili mu cały pokój. Państwo Borbowie pomagali mu, a on przyjmował tę pomoc, ale czuł się z nią nieswojo – często mówił, że zawadza, że lepiej, aby sobie poszedł.

Ale Borba stała się w istocie jego przybraną córką. Sama wychowała się bez ojca. W zupełnie obcej osobie Moacir znalazł prawdziwe rodzinne ciepło i bezinteresowną pomoc.

Później Borba zadzwoniła do Euricio Mirandy, polityka, ale też działacza Vasco. Miranda jaki był, taki był, według wielu umoczony w korupcję, ale Barbosie pomógł, załatwił mu również skromny comiesięczny czek z klubu, ale który pozwalał już na samodzielne życie.

Miranda wraz z Teresą zgłosili również pewien projekt burmistrzowi Rio, a on się do niego zapalił.

Znowu Maracana. Znowu tamci piłkarze – przynajmniej wszyscy, którzy jeszcze żyli w 1999 roku. Z wieloma nie widział się od dekad. I tam, na tym boisku, w otoczeniu postaci, które pamiętały Maracanazo, burmistrz Rio przeprosił Moacira za cały brazylijski naród. Impreza z pompą, z honorami – wszystko na rzecz przeklętego.

Atmosfera wokół piłkarza w tej ostatniej godzinie zaczęła się zmienić. W obronie Moacira stanął Dida. Barbosa udzielił dużego wywiadu w czołowym brazylijskim talk show. I cały czas miał tamten mecz żywy, jakby odbył się wczoraj, cały czas o akcji opowiadał z najdrobniejszymi detalami.

Tereza Borba wspominała, że gdy w 2000 roku urządziła Moacirowi urodziny, ten miał na nich powiedzieć: – Jeśli jutro bym umarł, umarłbym jako szczęśliwy człowiek.

Umarł tydzień później. Na grobie ma wyryte: „Tu spoczywa godny podziwu, pogodny człowiek. Taki, jakiego pan Bóg mógł stworzyć tylko w jednym ze swoich najlepszych momentów”.

***

– Zrobił tak wiele dla kraju, a został ukrzyżowany po jednym meczu.
Dida

***

Jeden błąd, kilka sekund, a ciągnęło się za nim przez całe życie. Nie w sposób anegdotyczny, nie przez docinki kolegów, ale wydatnie wpływając na jego życie. Na pierwszy rzut oka, niezrozumiałe. Ale na drugi – Brazylia tak bardzo chciała i potrzebowała wygrać, z tak wielu przyczyn pozasportowych, że klęska z Urugwajem stała się klęską narodową. Wszyscy Brazylijczycy, który mieli ogrzać się w blasku chwały, stali się przegrańcami.

Sport potrafi pośredniczyć w emocjach – ktoś strzela gola, bije rekord skoczni, a cieszysz się tym samym szczęściem, dzielisz tę samą dumę.

Tu dzielono gorycz porażki.

I chciano tej goryczy się pozbyć. Więc zrzucono cały jej bagaż na jednego człowieka.

„To nie my przegraliśmy. To przegrał Moacir Barbosa”.

Nie było to logiczne, nie było to prawdziwe, ale było widać z jakiejś głębokiej psychologicznej przyczyny konieczne, choć skazywało jedne plecy na ciężar, który powinien rozłożyć się na cały naród.

W 2014 Moacira Barbosy znaleźć się już nie dało.

***

Leszek Milewski

Fot. Fragment okładki magazynu „Esporte Ilustrado”

Źródła: TalkSport, ESPN, Wikipedia, „Joga Bonito” Henrik Brandao Jonsson, „Dzieci czasu” Eduardo Galeano, „Blaski i cienie futbolu” Eduardo Galeano, The Guardian, The Versed, ResearchGate, HablaElBalon, InBedWithMaradona

Opublikowane 16.04.2020 12:04 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 4
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
what
what

B R A W O L E S Z K U

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Paradoksem całej historii jest to, że ten Urugwaj wcale nie był taki cienki jak go wszyscy malowali, zwłaszcza Brazylijczycy.
W latach poprzedzających regularnie zajmował czołowe lokaty w Copa America (dopiero ten turniej w ’49 im nie bardzo wyszedł), do tego był zgraną paczką bardzo przyzwoitych na tamte czasy zawodników – Obdulio Varela, Schiaffino, Ghiggia, Victor Andrade, bramkostrzelny Miguez.
Na pewno to była niespodzianka, ale nie aż taka sensacja jak ją wszyscy przedstawiali. Dla mnie dużo większą sprawili Węgrom piłkarze RFN cztery lata później w finale.
No ale tu przegrał gospodarz przy wielu tysiącach kibiców i zapanowała histeria. Zresztą pycha zawsze kroczy przed upadkiem. Brazylijczycy nie mieli wówczas prawa lekceważyć Urugwajczyków bo to była bardzo solidna jak na tamte czasy drużyna. A jak porażka to i trzeba było kozła ofiarnego znaleźć to się dostało bramkarzowi, któremu serdecznie współczuję bo był później w kraju odbierany jak najgorszy zbrodniarz. Dobrze jednak że nikomu nie odbiło jak tym w Kolumbii w 94 jak zastrzelili obrońcę Andresa Escobara po pechowym samobóju na mistrzostwach.

emjot
emjot

Panie Leszku, świetny tekst. Najlepszy jaki Pan napisał. Gratuluję.
Uwielbiam Urugwaj, piłkę, ludzi, kraj, ale ta historia wyciska łzy z oczu. Dzielny człowiek z Pana Moacira Barbosy. Szacunek

KS Jastarnia
KS Jastarnia

Brawa za artykuł! Ta historia pokazuje jak wiele emocji potrafi wzbudzić tak błaha rzecz, jaką z pozoru piłka nożna

Weszło
07.08.2020

15 pytań przed powrotem Ligi Mistrzów

11 marca 2020 roku. Tego dnia odbyły się ostatnie spotkania Ligi Mistrzów w sezonie 2019/20, które udało się rozegrać zanim świat, nie tylko ten futbolowy, gwałtownie wyhamował i przystanął na pewien czas. Tak wiele wydarzyło się od tamtego dnia, że mamy poczucie, jakbyśmy mówili o naprawdę mocno zamierzchłej przeszłości. No ale nadszedł wreszcie właściwy moment, […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Quiz piłkarski. Czy pamiętasz finalistów Champions League?

Wraca Liga Mistrzów, uznaliśmy więc, że po krótkiej nieobecności na stronie wrócić mogą też nasze quizy. Na dzień dobry zadanie, które dla zajaranych piłką wymagające raczej nie będzie, ale nie zdziwimy się też, jeśli komuś pamięć spłata figla. Chodzi o wskazanie wszystkich drużyn, które choć raz zagrały w finale najważniejszych klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Olympiakos z pretensjami do Marciniaka. Czy słusznie?

Miękki karny, anulowany gol, kontrowersje przy innych sytuacjach w szesnastce. Dość gorący wieczór zaliczył Szymon Marciniak, który sędziował mecz Wolverhampton z Olympiakosem. I raczej Pireus może sobie odpuścić w kontekście wyjazdów wczasowych, bo za klasykiem tamtejsi kibice dziś mają na ustach: „Marciniak, przestań mi Olympiakos prześladować”. Pytanie: czy słusznie? OFSAJD NIEZGODY Najpierw kwestia anulowanej bramki. […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

KONKURS! Wygraj bilety na Ligę Mistrzów w Multikinie

Wraca Liga Mistrzów. I to w momencie, kiedy zazwyczaj emocje w piłce sponsorują sparingi i nowy zawodnik na testach w Wiśle Płock. Czeka nas piłkarski maraton z najlepszymi zwieńczony turniejem w Portugalii. Czy Polacy odegrają w nim główne role? Czy Barca uratuje sezon, czy PSG wreszcie zagra o pełną stawkę? A może zakasują faworytów czarne […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Legia chce „lepszego Luquinhasa”, Lech daje milion euro za Sykorę

– Richard poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w portugalskiej Tondeli. Zagrał bardzo dobrze, był pozytywną niespodzianką, bo wcześniej w Portugalii nikt o nim nie słyszał. Pomógł drużynie utrzymać się w lidze i wrócił do Internacionalu Porto Alegre, brazylijskiego klubu, z którym ma kontrakt do grudnia 2021 r. Internacional nie wiąże z nim przyszłości i stąd […]
07.08.2020
Weszło Extra
07.08.2020

Nie ma co strugać piłkarza. Ostatnio byłem ligowym dżemikiem 

Spadek z Koroną Kielce i zjazd formy do – jak sam przyznaje – poziomu ligowego dżemiku. To nie był udany sezon dla Jakuba Żubrowskiego. Piłkarza, który – mamy takie wrażenie – jak mało kto potrzebował zmiany otoczenia.  Dziś przygotowuje się do sezonu jako zawodnik Zagłębia. Ale z Kubą porozmawialiśmy raczej o minionych latach, zwłaszcza, że było […]
07.08.2020
Bukmacherka
07.08.2020

Wielki Kurs na Ligę Mistrzów w eWinner! Wygrana City za 10.00!

Tego jeszcze nie było! Kurs 10.00 na wygraną Manchesteru City z Realem Madryt – to oferta legalnego bukmachera eWinner. Oferta, która mocno kusi, żeby z niej skorzystać. Ale żeby to zrobić, trzeba się pośpieszyć. Zasady są proste – najszybsi będą mogli z niej skorzystać i nieźle się wzbogacić na wygranej „Obywateli”. Sprawdźcie szczegóły tej promocji! […]
07.08.2020
Weszło
06.08.2020

Monchi w Sevilli sto razy mocniejszy od Monchiego w Romie

Gdy tylko los skojarzył Sevillę z Romą, podtekst był jasny: Monchi. Legendarny dyrektor sportowy Sevilli, którego doskonałe decyzje na rynku transferowym doprowadziły ten klub do pięciu triumfów w Pucharze UEFA i Lidze Europy. Dyrektor, który zapracował na zaufanie szefów Romy i dyrektor, który swoją rzymską misję totalnie położył. Gdy nie wyszło w Serie A, wrócił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE | Michał Pol i Wiktor Malinowski | LIVE od 21

W kolejnej odsłonie „Hejt Parku w Dobrym Składzie” gościem Michała Pola będzie Wiktor Malinowski! Były szczypiornista VIVE Kielce odnalazł się przy… pokerowym stole, gdzie zarabia okrągłe sumki. Specjalnie dla nas opowie o kulisach świata wielkiej – dosłownie – gry. Macie pytania? Śmiało, dzwońcie: 22 219 50 31. Partnerem programu jest browar Okocim. 
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Mówicie, że za drogie bilety? Pan Nitot ma to w dupie!

Gregoire Nitot – fajny gość? No chyba nie do końca. Miała być francuska gracja, a wyszła cebulacka gburowatość. Pan Nitot na zarzut kibiców „bilety są za drogie” odpowiada  prosto – „mam to w dupie”. Wyobraźcie sobie, że zostajecie właścicielem klubu, który jest w ruinie. Gra w lidze, która nie przystaje do firmy z taką historią. […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Bruliński (Lechia): „Zadziałaliśmy na tyle odpowiedzialnie, na ile potrafiliśmy”

– Pewnie można było to wszystko rozwiązać inaczej, ale zadajmy sobie dzisiaj pytanie, kiedy ostatnio mieliśmy robione testy? Sprawdziłem – 15 czerwca. Zawodnik, u którego stwierdzono koronawirusa nie ma nawet podwyższonej temperatury. Nie wiemy tak naprawdę, co się od 15 czerwca działo w naszym zespole – stwierdził Arkadiusz Bruliński, dyrektor Biura Komunikacji i Marketingu oraz […]
06.08.2020
Blogi i felietony
06.08.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Warta Poznań nie będzie grać u siebie. A nawet jakby grała u siebie, nie wprowadziłaby do Ekstraklasy polskiej odpowiedzi na La Bombonerę. Nie ma dziesiątek tysięcy fanatycznych kibiców. Warta Poznań nie wprowadzi też w ekstraklasowy krwioobieg milionów euro. Nie stoi za nią żaden hipernowoczesny kombinat IT, żadne unikalne know-how. Ich marka nie przykuje do telewizorów […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Handzlik: Idąc do Legii popełniłem błąd. Potem nawet myślałem, żeby rzucić piłkę

Pięć lat – tyle musiał czekać Konrad Handzlik na to, żeby powiększyć swój dorobek występów w Ekstraklasie. Kiedy przechodził z Wisły Kraków do Legii Warszawa, wokół jego osoby było dużo szumu. Za dużo, bo sam przyznaje, że wcale mu to nie pomogło. Ostatecznie do ligi trafił nie dzięki temu, że przebił się przy Łazienkowskiej, a […]
06.08.2020
Bukmacherka
06.08.2020

Juventus doczłapie się do ćwierćfinału?

Juventus – Olympique Lyon. To jeden z najbardziej zagadkowych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Stara Dama” w teorii powinna awansować do ćwierćfinału, ale w praktyce absolutnie nic nie jest przesądzone. FORMA LYONU JEST NIEWIADOMĄ W pierwszym meczu, który odbył się we Francji, Lyon wygrał 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Lucas Tousart. Ten wynik szokował, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Czterech piłkarzy, na których radzimy zwrócić dziś szczególną uwagę

Przed nami kolejny czteropak w Lidze Europy i – uwaga, nie ironizujemy – cztery fajne pozycje do oglądania. Najbardziej efektowna zapowiedź wieczoru skupiłaby się na ligach. Mamy starcie przedstawiciela La Liga z zespołem Serie A, mamy reprezentanta Premier League, mamy drużynę z Bundesligi. Tak, potem mina rzednie, gdy pod hasłem”Anglicy” zamiast Chelsea kryje się Wolverhampton, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kolejny głośny powrót do Ekstraklasy. Kucharczyk w Pogoni Szczecin

Wrócił Sobota, wrócił Boruc, teraz wraca Michał Kucharczyk, który zasili Pogoń Szczecin. Trzeba przyznać, że nieźle kręci się to okno transferowe jak do tej pory, postaci, których jesteśmy arcyciekawi w nowych barwach, jest już więcej niż kilka, a przecież okienko trochę jeszcze potrwa. PRZYCHODZI NIE Z ŁAWKI, A Z BOISKA Kucharczyk Rosji nie pozamiatał, w […]
06.08.2020
Weszło Extra
06.08.2020

„Żyłem, umarłem i znów ożyłem”. Ståle Solbakken, czyli trener niezniszczalny

13 marca 2001 roku Ståle Solbakken, wówczas 33-letni piłkarz FC Kopenhagi, jak co dzień wybrał się na trening. Nie mógł wiedzieć, że zajęcia opuści… martwy. Tak się przynajmniej wydawało klubowemu lekarzowi, który przeprowadził rozpaczliwą akcję ratunkową, udzielając nieprzytomnemu zawodnikowi pierwszej pomocy. – Jego serce przestało bić – przyznał potem doktor. Aż trudno uwierzyć, że mówił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kamil Wilczek podpalił Danię. Legenda Brondby zagra dla FC Kopenhagi

Luis Figo w Hiszpanii. Ashley Cole w Anglii. Zlatan Ibrahimović we Włoszech. Kasper Hamalainen w Polsce. W różnych krajach pojęcie „piłkarskiego zdrajcy” ma inny przykład, ale tę samą definicję. Gościa, który przechodzi do odwiecznego rywala. Zdaniem kibica – dla kasy. Zdaniem samego zainteresowanego poniekąd pewnie też, ale wiadomo – ilu ludzi, tyle powodów. W każdym […]
06.08.2020