Reklama

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Krzysztof Stanowski

Autor:Krzysztof Stanowski

03 marca 2020, 22:12 • 6 min czytania 324 komentarzy

Przepraszam wszystkich rozczarowanych. Wprawdzie to przeprosiny nieszczere, ale przyzwyczaiłem się, że ilekroć ktokolwiek zmienia wygląd strony głównej – do której czytelnik zdążył się przyzwyczaić – to w pierwszej fazie wywołuje to reakcje negatywne, nawoływania do kroku wstecz, wycofania się z błędnej decyzji i przeprosin właśnie. Sam tak reaguję w przypadku innych stron, więc rozumiem doskonale!

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

No to przepraszam, ale tak na niby. Bo w rzeczywistości jestem przekonany, że wykonaliśmy ruch, jaki wykonać musieliśmy. Liczba treści, które produkujemy i liczba nowych inicjatyw, które uruchamiamy, wymusiła na nas tę decyzję. Liczę, że z czasem przyzwyczaicie się do nowego wyglądu, innych komentarzy (jednak przekonałem się, że w sensie rozwiązań do komentowania Facebook umarł lub jest w stanie śpiączki), innej nawigacji. Strona główna została podzielona na działy, których kolejność będzie się zmieniać, w zależni od aktualnych wydarzeń i dziennego zapotrzebowania. Na przykład w czasie igrzysk olimpijskich to pewnie „Kierunek Tokio” będzie na samej górze, a w piątki podbijemy wyżej dział bukmacherski, który jest dla nas niezwykle ważny z biznesowego punktu widzenia.

Dużo się dzieje i dużo się jeszcze będzie dziać. Zapewne nie umknęło waszej uwadze, że odpalony został Kanał Sportowy, w którym oprócz ewidentnych lokomotyw w postaci Mateusza Borka, Tomasza Smokowskiego i Michała Pola, także my – małe żuczki z Weszło – mamy swoją robotę do wykonania. Kanał ten zgodnie z zapowiedziami sprzed kilku miesięcy, które wielu szyderców wyśmiewało, już zrewolucjonizował rynek mediów sportowych w Polsce, a przecież to dopiero pierwsze kroki po starcie (dość spektakularnym starcie – 100 tysięcy subskrypcji z miejsca – ale ciągle tylko starcie). Czytam czasami komentarze na Wirtualnych Mediach, gdzie do komentarzy anonimowi „branżowi eksperci” przenieśli swoje dyskusje ze stołówek i przerw na papierosa. Wbrew waszym przewidywaniom, drodzy koledzy, nikt nigdzie na kolanach wracać nie będzie, a Kanał nie zbankrutuje do końca roku, ale jak się ładnie postaracie, to może was zatrudni, ha!

Gdzieś tam mamy jeszcze uśpiony serwis motoryzacyjny Wjechało, za którego relaunch musimy się zabrać w 2020 roku, jak już wszystko inne się uspokoi. Zaraz będzie emisja udziałów w KTS Weszło, co też wymagać będzie sporego zaangażowania (podpisaliśmy list intencyjny, wkrótce przedstawiamy stronę dedykowaną emisji). Cóż, zmęczony jestem, mam listę spraw do załatwienia, które czekają w kilkudniowej kolejce, ale jak mówi stare powiedzenie: odpoczniemy w grobie. Czyli oby nie za szybko!

*

Reklama

Oprócz zmęczenia – nie tyle fizycznego, co psychicznego, przede wszystkim wynikającego ze świadomości listy spraw do załatwienia – jest oczywista ekscytacja. Wprawdzie nie jestem jedną z tych osób, które chodzą w podskokach, klepią innych po plecach i mówią, że będzie zajebiście, ale gdzieś tam wewnętrznie człowiek czuje, że obrany kierunek jest odpowiedni.

Kiedy piszę te słowa, 10 metrów ode mnie trwają testy programu ligowego produkowanego przez Kanał Sportowy. Michał Żewłakow, Jakub Wawrzyniak i Łukasz Trałka wraz ze swoim gościem dyskutują o ekstraklasie. Zawsze wychodziłem z założenia, że media potrzebują frontmenów, ale powinny też mieć zdolność kreowania nowych. Nie ma sensu grzać się na robienie zbyt wielu rzeczy w pojedynkę, nie ma sensu świecić gębą dzień w dzień, lepiej budować dobrze rozumiejące się teamy. Mam nadzieję, że Kanał Sportowy zbuduje nowe postaci tego rynku, nawet takie, których lubić nie mieliście zamiaru, ale życie raz jeszcze was zaskoczyło i nie pozostawiło wyboru.

Dzisiaj Kuba Wawrzyniak, w żartach, ale w sumie mógłby też na poważnie, zapytał: – A co wy zrobicie, jak my was wszystkich wygryziemy?

No więc ja wówczas otworzę szampana!

LigaPL – tak sądzę – będzie odebrana bardzo ciepło, mnie trzy razy bardziej interesujące wydają się rozmowy pomiędzy piłkarzami, niż pomiędzy dziennikarzami, zwłaszcza gdy dla owi piłkarze będą traktować program jako swoją własność, swój produkt, swój brand, który chcą budować, rozwijać i na którym chcą docelowo zarabiać.

Jednocześnie chciałem uspokoić wiernych czytelników czy widzów Weszło, że nic nie dzieje się kosztem mojego pierwszego i najważniejszego medialnego dziecka. Osobiście stawiam na rodziny wielodzietne, w których rodzeństwa dorastają wspólnie i się wzajemnie wspierają!

Reklama

*

Dziennikarka „Przeglądu Sportowego” Iza Koprowiak – którą znam od dawna i której pamiętam to, że… z 15 lat temu uratowała mi życie (obudziła się i krzyknęła akurat w momencie, gdy kierowca samochodu, którym jechaliśmy zasnął i zjechał na przeciwny pas ruchu) – udzieliła wywiadu w „Press”, w którym oskarżyła mojego kolegę o molestowanie seksualne. Spotkało się to z burzą braw i słowami wsparcia ze strony wielu przedstawicieli branży.

Dzisiaj słowo kobiety ma siłę strzału z pistoletu. Zabija zawodowo. Ale egzekucję powinien poprzedzić proces. Za łatwo rzucić coś w przestrzeń publiczną, najlepiej bez podania nazwiska, bo wtedy rzekomy sprawca nie może się bronić (np. poprzez wytoczenie procesu o zniesławienie). Teraz ludzie mnie oznaczają w mediach społecznościowych i chcą bym zabrał głos. No to zabieram: najpierw nazwisko, a potem „sprawdzam”. Bez samosądów.

Ja sobie coś tam posprawdzałem, na ile mogłem. Ustaliłem następujące fakty: cztery osoby wracają z materiału, trzy pod mniejszym lub większym wpływem alkoholu (ale generalnie pijane) oraz trzeźwy kierowca. Ten kierowca powiedział mi dzisiaj mniej więcej coś takiego: – Nie pomyślałbym, że w tym samochodzie miało miejsce molestowanie seksualne. Oczywiście nie widziałem wszystkiego, bo prowadziłem samochód i patrzyłem do przodu, ale z mojej perspektywy wyglądało to tak: on pijany, usypiał i pokładał się na niej, dodatkowo obrażał ją w brzydki sposób, ona go odepchnęła, bo to nic miłego, jak się pijany pokłada i kazała mu spierdalać, a on ją znowu zwyzywał bardzo nieprzyjemnie i po chamsku, od szmat. Z mojej perspektywy to nie było molestowanie, tylko pijacki bełkot.

Dzień później „przepraszam”, „spoko”, jeszcze raz „przepraszam”, jeszcze raz „ok”. Później lata współpracy, zupełnie zwyczajnej.

2016, 2017, 2018, 2019, 2020… Nagle się okazuje, że z punktu widzenia tej dziewczyny to nie był tylko pijacki bełkot, tylko jednak molestowanie. Nie chcę tego bagatelizować, ona ma swoją wrażliwość i swoje wspomnienia. Ale jednak zanim ktoś zostanie wyrzucony poza nawias branży, należałoby przedstawić pełny obraz sytuacji. Czym innym jest zarzut o buractwo czy chamstwo, a czym innym dyskwalifikujący zarzut o molestowanie. Trzeba sprawdzić, jak było naprawdę, wypytać wszystkie strony, przeprowadzić jakieś postępowanie dowodowe. Czy jednak nie? Czy jednak cel-pal?

Gdy mężczyźni kłócą się po pijaku i wyzywają od najgorszych to nikogo to nie rusza, gdy robi to mężczyzna wobec kobiety… Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest miłe, to nie jest fajne, nie należy tego akceptować, ale o ile (o ile!) nie doszło do molestowania, to nie popadajmy w paranoję. Jedzie dwójka młodych ludzi samochodem – on pod wpływem alkoholu i ona pod wpływem alkoholu. Padają chamskie słowa. I tyle? Może tyle. Może wcale nie tyle, może było coś więcej?

Czy w tej, czy w każdej innej sprawie jestem za tym, by zarzuty skazujące na śmierć zawodową należało uprawdopodobnić. I na to czekam. Na nic więcej.

KRZYSZTOF STANOWSKI

Założyciel Weszło, dziennikarz sportowy od 1997 roku.

Rozwiń

Najnowsze

Felietony i blogi

EURO 2024

Janczyk z Niemiec: Urbański i inne obietnice. Polska młodzież na dużych turniejach

Szymon Janczyk
7
Janczyk z Niemiec: Urbański i inne obietnice. Polska młodzież na dużych turniejach
EURO 2024

Janczyk z Niemiec: Kadra dziesiątką pisana. Czy Polska będzie zespołem Zielińskiego?

Szymon Janczyk
31
Janczyk z Niemiec: Kadra dziesiątką pisana. Czy Polska będzie zespołem Zielińskiego?

Komentarze

324 komentarzy

Loading...