Błachowicz: weszło idealnie, jestem gotowy do walki o pas UFC!

Jan Ciosek

Autor:Jan Ciosek

16 lutego 2020, 11:15 • 3 min czytania

Reklama
Błachowicz: weszło idealnie, jestem gotowy do walki o pas UFC!

W dawnych, dobrych czasach, polscy kibice sportów walki zarywali noce, żeby oglądać walki Andrzeja Gołoty. Później zrywali się o świcie, żeby ściskać kciuki za Tomasza Adamka. Dziś w boksie nie ma gwiazd tego pokroju, ale to nie znaczy, że fani sportów walki w Polsce mogą się wysypiać. Teraz noce zarywa się na Jana Błachowicza. W tej sytuacji nie wiemy, czy to dobra wiadomość, czy zła, ale wygląda na to, że czekają nas kolejne nieprzespane nocki. Najbliższa już prawdopodobnie w walce o pas mistrza federacji UFC.

Reklama

Dziś w nocy w Nowym Meksyku Błachowicz mierzył się z Coreyem Andersonem. Co tu dużo gadać, to rywal był faworytem, z kilku powodów. Choćby dlatego, że gdy panowie spotkali się po raz pierwszy, 4,5 roku temu, to jednogłośnie na punkty wygrał właśnie Amerykanin. Co więcej, miał na koncie cztery kolejne zwycięstwa i – wydawało się – autostradę do walki o pas. Tymczasem okazało się, że na tej autostradzie ktoś niespodziewanie ustawił bramki, na których trzeba było słono zapłacić. W roli inkasenta zameldował się Jan Błachowicz. No dobra, tak naprawdę inkasowali obaj. Najpierw – Corey Anderson przyjął potężną bombę, która wyłączyła mu światło i zakończyła walkę już w trzeciej minucie. Potem inkasował już Polak – konkretnie mówiąc: bonus w wysokości 50 tysięcy dolarów za najlepszy nokaut gali.

Oczywiście, 50 tysięcy dolarów to kupa pieniędzy i faktycznie bardzo przyjemny bonus. Ale właśnie, dla Błachowicza to tylko bonus, dodatkowy zarobek. Bo prawda jest taka, że zwycięstwo nad Andersonem ma dla niego zdecydowanie większą wartość, i to wcale nie tylko dlatego, że jak każdy wojownik dąży do rewanżu za porażkę. W tym przypadku wygrana w walce wieczoru oznacza znacznie więcej. Do dokładnie? Wymarzoną walkę o mistrzowski pas UFC, która teraz wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

Ba, w pierwszym rzędzie, tuż przy oktagonie, siedział dziś w nocy Jon Jones, panujący mistrz UFC w wadze półciężkiej. Polak nie omieszkał zaapelować do czempiona w wywiadzie po walce. – Obiecałeś mi to, kiedy się spotkaliśmy. Jesteś moim kolejnym rywalem. Powiedz mi tylko, kiedy. Wskaż mi miejsce i czas – wołał. Jones na to tylko wstał, rozłożył szeroko ramiona i wymownie pokiwał głową. Co więcej, kiedy po walce rozmawiał z dziennikarzami ESPN, przyznał, że jest zadowolony ze zwycięstwa Błachowicza. – Anderson gadał za dużo głupot, cieszę się, że przegrał. Zdecydowanie, wyobrażam sobie, że teraz może dojść do walki z Błachowiczem – stwierdził.

Sam Błachowicz prosto z hali w Rio Rancho pojechał do hotelu. Zanim jednak poszedł spać, porozmawiał z transmitującym galę w Polsce Polsatem Sport. – Jon Jones? Gdziekolwiek i kiedykolwiek, ja jestem gotowy. Widzę tę walkę, jestem gotowy, dziś udowodniłem, że zasługuję na nią. Nie jestem rozbity, potrzebuję 2-3 tygodnie, żeby głowa się odświeżyła i… niech się dzieje. Poproszę o wskazanie czasu i miejsca – mówił. – Na razie w głowie mam radość i szczęście, że moja ciężka praca przynosi efekty. W pierwszej walce Anderson mnie zdeklasował, teraz wziąłem rewanż w taki sposób, to cieszy. Zrobiłem to, co zakładałem, weszło idealnie.

Reklama

W imieniu portalu Weszło pozdrawiamy „Cieszyńskiego Księcia” i życzymy, żeby w następnej walce także weszło. Z przyjemnością zarwiemy kolejną nockę!

foto: newspix.pl

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
15
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Inne sporty

Reklama