post Avatar

Opublikowane 25.01.2020 12:16 przez

Michał Kołkowski

Ekipa Schalke 04 Gelsenkirchen zakończyła poprzedni sezon Bundesligi na wyjątkowo rozczarowującym, czternastym miejscu w ligowej tabeli, lecz wszystko wskazuje na to, że kryzys w klubie został już na dobre zażegnany. W bieżących rozgrywkach podopieczni Davida Wagnera powrócili do czołówki i zapowiada się, że w końcowej fazie sezonu powalczą nawet o awans do Ligi Mistrzów. Na razie zajmują bowiem obiecujące, piąte miejsce w niemieckiej ekstraklasie. Jednak na powrót do gry o wymarzone mistrzostwo kraju Schalke jest chyba wciąż za cienkie w uszach. Die Königsblauen swój siódmy i zarazem ostatni tytuł zgarnęli w 1958 roku, na kilka lat przed oficjalnym sformowaniem Bundesligi. Od tego czasu dotknęła ich swego rodzaju niemoc. Tylko w bieżącym stuleciu pięciokrotnie zdarzyło się drużynie z Zagłębie Ruhry zakończyć sezon na przeklętej, drugiej lokacie. Najwyższy stopień podium pozostaje nieosiągalny.

Najbliżej ligowego triumfu było w 2001 roku. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że Schalke – z Tomaszami Hajtą i Wałdochem w składzie – przez cztery minuty miało nawet tytuł w garści. A dokładniej: cztery minuty i trzydzieści sześć sekund. Zawodnicy gratulowali sobie dobrej roboty, udzielali wywiadów i w wyobraźni już kładli dłonie na mistrzowskiej paterze. Kibice wylegli tłumnie na murawę legendarnej areny Parkstadion, rozpoczynając wielką fetę z okazji powrotu na tron.

SCHALKE WYGRA DZIŚ Z BAYERNEM? KURS: 14.50 W ETOTO!

I trudno się właściwie fanom dziwić, że odkorkowali szampany przedwcześnie. Nie czekając aż arbiter oficjalnie zakończy spotkanie w Hamburgu, gdzie Bayern Monachium – ścigający się z Schalke po mistrzowski tytuł – niespodziewanie przegrywał z miejscowym HSV i rozpaczliwie poszukiwał gola wyrównującego w doliczonym czasie gry. Sympatycy Die Königsblauen na tę chwilę euforii czekali przecież przeszło czterdzieści lat. Byli nie tylko głodni, ale wręcz wygłodniali sukcesu. A wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazywały, że ten sukces wreszcie nadszedł. Bawarczykom do przyklepania pierwszej lokaty w lidze wystarczał wprawdzie nawet remis z HSV, lecz gola na 0:1 stracili w dziewięćdziesiątej minucie gry. Jakie  były szanse, że uda im się z tak fatalnej sytuacji wykaraskać?

Historię ostatniej kolejki Bundesligi w sezonie 2000/01 przypominamy w ramach cyklu „Był sobie mecz”.

PRZED MECZEM

Schalke do sezonu 2000/01 przystąpiło bez mistrzowskich ambicji. Poprzednie rozgrywki ligowe ekipa z Gelsenkirchen zakończyła na trzynastej pozycji w tabeli i niewiele wskazywało na to, by Die Königsblauen mieli zanotować jakiś gwałtowny progres. Bo niby dlaczego? W latach dziewięćdziesiątych klub tylko raz uplasował się na ligowym podium, w dodatku na najniższym jego stopniu. Lata świetności Schalke przypadały na czasy zamierzchłe i nie zmienił tego nawet triumf w Pucharze UEFA 1997. Zresztą, co tu dużo mówić – skoro klub nie zdołał sięgnąć po ani jedno mistrzostwo kraju z legendarnym Klausem Fischerem na szpicy, to dlaczego miałby nagle stać się pierwszą siłą Bundesligi, strasząc rywali Émile Mpenzą i Ebbe Sandem?

Z drugiej strony – duńsko-belgijski duet napastników od początku sezonu prezentował się lepiej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Trener Schalke, charyzmatyczny Huub Stevens, w wielu spotkaniach stosował ustawienie z trójką środkowych obrońców, piątką pomocników i dwójką snajperów, a czasami decydował się na klasyczną formację 4-4-2. Drugą linię i obronę zestawiał na rozmaite sposoby, ale tandemu Sand – Mpenza starał się nie rozbijać.

– Emile grał u nas dość krótko, ale już po pierwszym treningu czułem, że gra z nim będzie mi odpowiadała – wspominał Sand. – Kiedy tak patrzę wstecz na całą moją karierę, to chemia, jaką złapałem z nim była wyjątkowa, niesamowita. Choć poza boiskiem różniliśmy się tak bardzo, jak tylko to możliwe.

Nie sposób nie napisać także o innym duecie – w defensywie Schalke wiodącą rolę odgrywali wspomnieni już Tomasz Hajto i Tomasz Wałdoch. Ten pierwszy zwykle występował w tamtym czasie jako stoper, choć zdarzało mu się też pojawiać na pozycji bocznego obrońcy. Podobnie w przypadku Wałdocha, który mnóstwo spotkań rozegrał w centrum defensywy, ale i na prawej obronie zdarzało mu się zagrać i to z całkiem niezłym skutkiem. Poza Polakami, słynnych nazwisk w kadrze rzecz jasna nie brakowało, choć trudno powiedzieć, by roiło się w składzie Schalke od gwiazd. Oliver Reck, Nico Van Kerckhoven, Radoslav Látal, Marco van Hoogdalem, Andreas Möller, Jörg Böhme, Olaf Thon, Niels Oude Kamphuis, Gerald Asamoah – wszyscy cieszyli się reputacją co najmniej solidnych ligowców, ale na starcie sezonu 2000/01 może dwa, trzy nazwiska z tej wyliczanki klasyfikowano wśród absolutnej czołówki ligowej na danej pozycji. Jedni najlepsze lata mieli już za sobą, inni dopiero przed sobą, jeszcze inni nigdy pewnego pułapu nie przeskoczyli.

Krótko mówiąc – Schalke przystąpiło do gry w Bundeslidze z chrapką na niezły wynik, ale raczej bez złudzeń odnośnie walki o tytuł. Kadra Bayernu Monachium prezentowała się znacznie bardziej okazale, a i Borussia Dortmund miała się kim pochwalić.

N/Z.: TOMASZ WALDOCH (SCHALKE) FC SCHALKE 04 - BAYER 04 LEVERKUSEN FINAL - PUCHAR NIEMIEC PILKA NOZNA BERLIN, 11/05/2002 FOT.: PRZEGLAD SPORTOWY/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Axel Springer Poland

Tomasz Wałdoch w barwach Schalke.

Jednak im bardziej sezon się rozkręcał, tym większe wrażenie robiła drużyna zmontowana przez Stevensa. Schalke zaczęło Bundesligę od trzech kolejnych zwycięstw. Najpierw 2:1 nad FC Köln, potem 4:0 z Hansą Rostock, następnie 3:0 z Energie Cottbus. W tym drugim spotkaniu hat-trickiem popisał się Mpenza, w trzecim – Sand. To musiało robić wrażenie. Niedługo potem Die Königsblauen w derbowym starciu rozsmarowali na murawie Borussię Dortmund, triumfując nad lokalnymi rywalami aż 4:0, w dodatku na obiekcie przeciwnika. Wkrótce udało się do tego dołożyć spektakularny triumf nad mocną w tamtym sezonie Herthą Berlin i zwycięstw 3:2 z Bayernem.

Schalke było w gazie. Po siedemnastu ligowych kolejkach – czyli na półmetku sezonu – znalazło się na pozycji lidera Bundesligi. Rudi Assauer, dyrektor sportowy Schalke i architekt sukcesu klubu, mógł z rozkoszą odpalić najdroższe, kubańskie cygaro.

Później jednak przyszła seria wpadek. Między dwudziestą drugą a dwudziestą szóstą serią spotkań ekipa z Gelsenkirchen nie wygrała ani jednego ligowego meczu. Przebudzenie nastąpiło dopiero 31 marca, gdy Schalke efektownym 3:0 rozprawiło się z Bayerem Leverkusen. W następnej kolejce piątkę przyjęło Kaiserslautern. Tymczasem punkty zaczął gubić przewodzący w tabeli Bayern. Drużyna dowodzona przez Ottmara Hitzfelda jednocześnie walczyła o triumf w Bundeslidze oraz Lidze Mistrzów i to niekorzystnie odbijało się na jej formie w niektórych starciach ligowych. Dlatego wyjątkowo ekscytująco zapowiadała się bezpośrednia konfrontacja obu ekip. 14 kwietnia zawodnicy Schalke wyszli na murawę Stadionu Olimpijskiego w Monachium, żeby definitywnie udowodnić, iż są drużyną wystarczająco mocną piłkarsko i mentalnie, by na poważnie włączyć się do mistrzowskiego wyścigu.

Bawarczycy wyszli na prowadzenie już w trzeciej minucie meczu. Wydawało się wówczas, że Bayern – jak to ma w zwyczaju – wyjaśni krnąbrnego pretendenta do tronu i walka o mistrzostwo Niemiec zakończy się, chciałoby się rzec, jak zwykle.

Ale wtedy do akcji wkroczył Ebbe Sand. Ustrzelił hat-tricka i przywrócić Schalke na pierwsze miejsce w ligowej tabeli.

Na pięć meczów przed końcem sezonu Schalke miało zatem autostradę do mistrzowskiego tytułu. Trzeba było po prostu trzymać fason i punktować kolejnych rywali. Najtrudniejszy egzamin Die Königsblauen zdali na piątkę z plusem, kolejny raz deklasując berlińską Herthę. Wyłożyli się jednak na najprostszym zadaniu, jakim było pokonanie Bochum. Zespołu beznadziejnego i zmierzającego wprost do 2. Bundesligi. W przedostatniej kolejce Schalke przerżnęło na dodatek VfB Stuttgart, które w tamtym czasie było niczym więcej niż ligowym średniakiem.

W efekcie na samym finiszu ligowych zmagań Bayern, który od czas porażki z Schalke wygrał wszystkie mecze ligowe, powrócił na szczyt.

MECZ

Na kolejkę przed końcem rozgrywek Schalke miało zatem trzy punkty straty do liderującego w stawce Bayernu. Sytuacja – nie oszukujmy się – niemalże opłakana. Promyczek nadziei ekipy Die Königsblauen na końcowy triumf w lidze tkwił wyłącznie w lepszym bilansie bramkowym. Drużyna z Gelsenkirchen, napędzana znakomitą skutecznością Ebbe Sanda, przed startem ostatniej serii gier ligowych miała na swoim koncie 60 strzelonych i 32 stracone bramki. 28 trafień na plusie. W przypadku Bayernu bilans prezentował się nieco gorzej: 61 goli zdobytych oraz 36 straconych. 25 goli na plusie.

Jak widać – zawodziła przede wszystkim defensywa bawarskiej ekipy, pomimo obecności fenomenalnego Olivera Kahna między słupkami. Co o tyle dziwne, że w Champions League podopieczni Ottmara Hitzfelda potrafili zachować czyste konto w starciach absolutnie najwyższego kalibru – z Manchesterem United na Old Trafford w ćwierćfinale, a także z Realem Madryt na Estadio Santiago Bernabeu w półfinale.

W trzydziestej czwartej kolejce rozgrywek Schalke podjęło przed własną publicznością SpVgg Unterhaching – zespół już niemalże pewien degradacji na zaplecze Bundesligi. Ale spotkanie nawet z tak nisko notowanym rywalem trzeba jeszcze umieć wygrać, tym bardziej, że goście nie zamierzali odpuszczać, dopóki istniały matematyczne szanse na utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ekipa z Gelsenkirchen nie zdążyła jeszcze dobrze wejść w mecz, a już po czterech minutach przegrywała 0:1. Niespełna pół godziny po starcie spotkania stadionowy zegar wskazywał zaś wynik 0:2. Prowadzenie przyjezdnych podwyższył Mirosław Spiżak. – Schalke zaczęło z nami tak, jakby zakładało, że mecz sam się wygra. Szybko prowadziliśmy 2:0, strzeliłem jednego z goli. Miałem potem doskonałą szansę na 3:0 Sądzę, że to by zamknęło sprawę – wspominał Spiżak na łamach Weszło w rozmowie z Przemkiem Michalakiem.

Rzeczywiście – niewiele brakowało, a byłoby po herbacie. Schalke przez moment spadło nawet na trzecią lokatę w tabeli.

Podopieczni Huuba Stevensa ocknęli się dopiero w końcówce pierwszej połowy. Na minutę przed przerwą do siatki trafił reprezentant Belgii, Nico Van Kerckhoven. Kilkadziesiąt sekund później wyrównującą bramkę zdobył Gerald Asamoah. Obie bramki padły dość szczęśliwie, po wielkim zamieszaniu podbramkowym. Ten przypływ dobrego fartu napompował mentalnie gospodarzy. – Wszyscy uwierzyliśmy wtedy, że jeszcze nic straconego – opowiadał urodzony w Ghanie reprezentant Niemiec.

PUCHAR UEFA GROCLIN DYSKOBOLIA HERTHA BERLIN GRODZISK WIELKOPOLSKI 15/10/2003 HUUB STEVENS FOT. PIOTR NOWAK --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Axel Springer Poland

Huub Stevens, szkoleniowiec Schalke w latach 1996 – 2002; 2011 – 12 i w 2019 roku.

Tymczasem piłkarze Bayernu bardziej koncentrowali się na nasłuchiwaniu doniesień z Gelsenkirchen niż na rozgrywaniu własnego spotkania z Hamburgiem. Kiedy dotarła do nich informacja, że Schalke przegrywa 0:2, Bawarczycy złapali już kompletny luz. I nie zdołali przywrócić właściwego poziomu koncentracji nawet wówczas, gdy doszły do nich wieści, że rywale przed przerwą wyrównali i są już tylko o krok od wyjścia na prowadzenie. – Cały czas dochodziły nas informacje o wyniku Schalke, piłkarze też źle podeszli do spotkania i za bardzo skupiali się na tamtym meczu niż swoim. Kiedy dowiedzieliśmy się, że tam jest 0:2, nasza gra całkowicie siadła. Przypominaliśmy muchy w smole – gorzko przyznał Uli Hoeness.

A przecież HSV w 2001 roku to nie była jakaś ekipa cieniasów. W środku pola groźny Stig Tøfting, w defensywie twardy Tomáš Ujfaluši, na skrzydle dynamiczny Mehdi Mahdavikia. Było kim pograć. Na dokładkę rozgrywający sezon życia Sergej Barbarez – bośniacki napastnik, walczący o tytuł króla strzelców Bundesligi. Takiej ekipy nie należało lekceważyć, tymczasem gwiazdy Bayernu – na czele z ospałym Giovane Elberem i niechlujnym Mehmetem Schollem – ewidentnie przechodziły obok meczu.

Z drugiej strony – czym się mieli zamartwiać monachijczycy, skoro znaleźli tak wiernego sojusznika w Unterhaching? Skazywani na pożarcie przyjezdni w siedemdziesiątej minucie meczu znowu wyszli na prowadzenie. Zdawało się wówczas, że mistrzowskie aspiracje Schalke zostały definitywnie pogrzebane. Tymczasem to był dopiero początek wielkich emocji.

Gospodarze znowu wykorzystali krótki moment kompletnej dekoncentracji przeciwników i ponownie wpakowali im dwie bramki w odstępie minuty. Oba trafienia – zresztą nieprzeciętnej urody – zanotował na swoim koncie Jörg Böhme. Z ekipy Unterhaching wówczas ewidentnie zeszło już powietrze. W samej końcówce spotkania piąte trafienie dla Schalke zdobył niezawodny Ebbe Sand i zawodnikom Die Königsblauen nie pozostało już nic innego, jak tylko nasłuchiwać wieści z Hamburga. Oni swoje zrobili. Reszta nadziei na sukces tkwiła już wyłącznie w ambicji i skuteczności piłkarzy HSV. Przypominało to trochę czekanie na cud, ale przecież w futbolu cuda czasami się zdarzają.

Ottmar Hitzfeld chyba czuł pismo nosem, bo rzadko kiedy widywało się szkoleniowca Bayernu tak nerwowego jak podczas starcia z HSV. Szkoleniowiec bawarskiej drużyny miał złe przeczucia odnośnie końcówki spotkania.

Nie podobało mu się, że sędzia anulował bramkę Carstena Janckera, która uspokoiłaby sytuację w Hamburgu. Nie podobało mu się, że Schalke przegrywało najpierw 0:2, potem 2:3, a jednak jakimś cudem zdołało zwyciężyć. Nie podobało mu się, że jego podopieczni mają coraz większe problemy z utrzymaniem się przy piłce, a kibice gospodarzy z minuty na minutę podkręcają doping, marząc o tym by to ich ulubieńcy wytrącili Bayernowi tytuł z rąk. Nie podobało mu się, że zaczyna się doliczony czas gry, a Marek Heinz – ofensywny pomocnik HSV – ma na skrzydle tyle miejsca do dośrodkowania. Nie podobało mu się, że Sergej Barbarez, którego zachowania tak długo analizowali na taktycznej odprawie, nie tylko nie został odcięty od podania, ale wygrał pojedynek główkowy na siódmym metrze.

Nie spodobało się wreszcie Hitzfeldowi, że piłka po strzale głową Barbareza wpadła do siatki Bayernu, poza zasięgiem bezradnego Kahna.

Szokująco wspaniałe wieści szybko dotarły do Zagłębia Ruhry. – Trudno nawet opisać to, co się wówczas działo- wspomina Spiżak. – Schowałem się w szatni, byłem zły, że spadliśmy. Na murawie już świętowanie, piłkarze i kibice Schalke czuli się mistrzami Niemiec.

Huub Stevens i Rudi Assauer próbowali utrzymać spokój wśród swoich podopiecznych, ale sami też szybko stracili nad sobą panowanie. Adrenalina związana z nieoczekiwanym zwrotem akcji w Hamburgu była zbyt wielka, żeby zachować zimną krew. Wreszcie sędzia zakończył spotkanie na Parkstadion, a po chwili do Gelsenkirchen dotarła też wiadomość, że Markus Merk zagwizdał po raz ostatni w starciu HSV z Bayernem. Wówczas już nikt nie był w stanie zahamować zupełnie zwariowanej euforii. – Byłem niesamowicie podniecony – przyznał Andreas Müller, pomocnik Schalke. – Byłem skłonny pojechać do Hamburga z miejsca i stawiać tam drinki wszystkim chętnym w lokalnych barach.

– Myślałem, że to absolutny koniec – opowiadał Uli Hoeness.

BAYERN ZREMISUJE DZIŚ Z SCHALKE? KURS: 8.00 W ETOTO!

Piłkarze Bayernu byli jednak większymi optymistami od Hoenessa. Kiedy na murawie Parkstadionu panowała już dzika, mistrzowska feta, monachijczycy… wciąż grali. Z całych sił walczyli o odrobienie straty. Informacja, jakoby spotkanie w Hamburgu się skończyło była po prostu nieprawdziwa. W 2001 roku nie każdy kibic obecny na stadionie miał w kieszeni telefon komórkowy, o dostępie do Internetu nie wspominając. Gdy lawina radości ruszyła, żaden głos rozsądku nie był już w stanie jej powstrzymać komunikatem w stylu: „Ej, oni jeszcze grają”. Tymczasem w szóstej minucie doliczonego czasu gry Bayern dostał od zawodników HSV prezent. Mathias Schober – bramkarz hamburskiej ekipy, wypożyczony do niej… z Schalke – złapał podanie od własnego obrońcy. Markus Merk podyktował rzut wolny pośredni dla bawarskiej ekipy. W tym momencie transmisja starcia została wyświetlona na stadionowym telebimie w Gelsenkirchen. Kiedy kibice spostrzegli, co się właśnie w Hamburgu święci, ich radość natychmiastowo przygasła.

W pole karne rywali popędził sam Oli Kahn. Znany z furiackiego usposobienia golkiper chciał nawet sam uderzać z rzutu wolnego, ale został szybko spacyfikowany przez nieco bardziej opanowanych partnerów. Do piłki podszedł Stefan Effenberg, który miał przy sobie szczęśliwą monetę, podarowaną mu przez trenera Hitzfelda. Nie mógł jednak uderzyć na bramkę, więc wystawił futbolówkę Patrikowi Anderssonowi.

Ten huknął na siłę, na wiwat, licząc na łut szczęścia. Nie przeliczył się – futbolówka znalazła lukę w gąszczu nóg i wpadła wprost do siatki. – Zawsze byłem odpowiedzialny za wykonywanie rzutów wolnych, gdy zachodziła konieczność kopnięcia na siłę. Nie zawsze wpadało, ale tego dnia miałem szczęście. To jeden z najszczęśliwszych momentów w moim życiu.

Niespełna pięć minut trwała mistrzowska feta Schalke.

– Futbol jest niesprawiedliwy. Od dziś nie wierzę w Boga – powiedział kilka godzin później Rudi Assauer. Charyzmatyczny działacz nazywany był w tamtym czasie największym macho niemieckiego futbolu, ale w szatni płakał wraz z piłkarzami.

PO MECZU

Kibice i zawodnicy Schalke wprost nie mogli uwierzyć w to, co ich spotkało. Gorycz rozczarowania była niemalże niemożliwa do przełknięcia. – Na stadionie podano informację, że zakończył się też mecz w Hamburgu i jesteśmy mistrzami – wspominał Tomasz Wałdoch w rozmowie z TVP Sport. Polski obrońca nabawił się kontuzji w trakcie decydującego spotkania i większą część meczu śledził na ekranie. – Tłumy na murawie, część zawodników zlanych szampanami już zaczynało udzielać wywiadów. Ja w tym czasie nadal byłem w szatni i wraz z masażystami wpadliśmy sobie w objęcia. W tym czasie przybiegł do nas bramkarz Oliver Reck i powiedział, abym nie wychodził do dziennikarzy, bo Bayern wcale nie skończył jeszcze swojego meczu. Chwilę później padł gol i wszystko prysło jak bańka mydlana.

– Jeszcze dziś ciężko wspominać te momenty. Wszystkim nam było po prostu strasznie przykro, wielu zawodników płakało. Dla niejednego z nas to miał być największy sukces w karierze – dodał Wałdoch.

Za rozpowszechnienie fałszywej informacji o zakończeniu meczu w Hamburgu odpowiedzialny był między innymi komentator Rolf Fuhrmann. – Miałem Andreasa Müllera przed kamerą, zapytał o sytuację w meczu Bayernu. Zapytałem jeszcze raz, w słuchawce usłyszałem, że mecz został zakończony. Przekazałem Müllerowi tę informację. Byłem stu procentach przekonany, że Schalke już zostało mistrzem Niemiec.

FC-Schalke-04-SpVgg-Unterhaching-5-3-2

Smutek kibiców Schalke po meczu. (fot. Die Welt)

– Ten mecz to piekło – stwierdził Ebbe Sand w rozmowie z klubową telewizją. Marco van Hoogdalem opowiadał: – Ławki, szafki, drzwi, ekrany. W naszej szatni nic nie zostało w jednym kawałku. Dobrze, że klub nie wystawił nam za to rachunku.

Niemieckie media określiły Schalke mianem: „Meister der Herzen”.

Na osłodę zawodnikom i kibicom Schalke pozostał triumf w Pucharze Niemiec. Ekipa Huuba Stevensa zwyciężyła 2:0 z Unionem Berlin i zaklepała pierwsze krajowe trofeum od 1972 roku. Ale nie ma co ukrywać, że dublet smakowałby zupełnie inaczej. Z kolei Bayern kilka dni później poszedł za ciosem. 23 maja 2001 roku na San Siro w Mediolanie bawarska ekipa zremisowała 1:1 z Valencią CF w finale Ligi Mistrzów, ale zdołała zapewnić sobie najcenniejsze europejskie trofeum po serii rzutów karnych. W hiszpańskiej drużynie fenomenalnie spisywał się bramkarz, Santiago Cañizares, ale Oliver Kahn też swoje zrobił i koniec końców piłkarze Bayernu okazali się skuteczniejszymi egzekutorami jedenastek. Choć pomylił się między innymi bohater ligowego finiszu, Patrik Andersson.

Dla monachijczyków sezon 2000/01 okazał się zatem swoistym odkupieniem za sytuację sprzed dwóch lat, gdy w dramatycznych okolicznościach wypuścili oni z rąk triumf w Champions League na rzecz Manchesteru United. – Wyciągnęliśmy właściwe wnioski z tamtej porażki – tłumaczył Hitzfeld. – Zahartowało nas to doświadczenie i w kolejnych latach potrafiliśmy je obrócić na naszą korzyść.

Schalke jeszcze kilka razy szwendało się w okolicach mistrzowskiego tytułu, ale aż tak blisko sukcesu Die Königsblauen już nigdy się nie znaleźli. Nie może dziwić, że kiedy tylko sędzia Merk pojawi na stadionie Schalke, zawsze kończy zelżony i oblany piwem.

Zresztą, czy w ogóle można być bliżej mistrzostwa niż oni w sezonie 2000/01 i ostatecznie go nie zdobyć?

MICHAŁ KOŁKOWSKI

BAYERN POKONA DZIŚ SCHALKE? KURS: 1.19 W ETOTO!

Fot. NewsPix.pl

etoto

***
„Był sobie mecz” to nowy cykl na Weszło, w którym będziemy wraz z ETOTO wspominać pamiętne mecze z historii futbolu. Czasami ze szczegółami opiszemy starcia takie jak to wyżej opisane, o którym mówił cały świat. Czasami zajrzymy na polskie podwórko i przypomnimy starcie, o którym wielu kibiców już zdążyło zapomnieć. Niemniej gwarantujemy, że zawsze będzie ciekawie.

Opublikowane 25.01.2020 12:16 przez

Michał Kołkowski

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Anglia
02.03.2021

Manchester City dokonał egzekucji Wilków

Manchester City jest ostatnio w takim gazie, że nawet gdyby miał zagrać mecz w niedzielę rano, a jego piłkarze wyszliby na boisko z syndromem dnia poprzedniego, to i tak spotkanie zakończyłoby się ich wygraną. Dziś po prostu wybrali się na polowanie, ustrzelili Wolverhampton, choć wcale nie była to dla nich przyjemna rozgrywka. W drugiej odsłonie […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Lech Poznań i trofea – para wybitnie niedobrana

Gdy Lech grał w Lidze Europy, słabszą formę w Ekstraklasie można było tłumaczyć tym, że gra na trzech frontach. A że nawet po odpadnięciu z fazy grupowej LE w lidze nadal poznaniakom szło jak po grudzie, zespół Żurawia postanowił pójść krok dalej. I odprawił się z kolejnego frontu. Tym samym zaprzepaścił szansę na zdobycie jakiegokolwiek […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Raków wybił Lechowi z głowy Puchar Polski. „Kolejorz” właśnie przegrał sezon?

Lech Poznań miał uratować sezon poprzez Puchar Polski, ale wyszły z tego blade cztery litery. Już z Radomiakiem cudem wygrał serię rzutów karnych, psim swędem meldując się w ćwierćfinale. Raków jednak bezlitośnie „Kolejorza” wyjaśnił. A w zasadzie to znów wyjaśnił, bo już trzy lata temu, jeszcze jako pierwszoligowiec, zespół Marka Papszuna eliminował lechitów z PP. […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Do trzech razy sztuka. Trójmiasto w końcu sprostało Puszczy

Puszcza Niepołomice w Pucharze Polski dorobiła się miana drużyny niewygodnej, a może nawet „pogromców”. Za kadencji Tomasza Tułacza, która trwa od 2015 roku, skromny pierwszoligowiec już trzeci raz zameldował się w ćwierćfinale tych rozgrywek, na rozkładzie mając między innymi takie firmy jak Korona Kielce (ekstraklasowa), Lechia Gdańsk (dwukrotnie) czy Wisła Płock. W tym sezonie los […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Środa w Weszło FM: pucharowy mecz Legii z komentarzem Kowala oraz magazyny klubowe

Środa w WeszłoFM upłynie pod znakiem ćwierćfinałów Pucharu Polski. Będziemy relacjonować oba spotkania, ale będą też premiery „TSW”, „TriGapy”, „Stacji Poznań” czy „Głosu Portowców”. Szczegóły znajdziecie poniżej: 07:00 – 10:00 – „Dwójka bez Sternika” – o dobry nastrój o poranku zadbają Monika Wądołowska i Wojciech Piela. Wśród materiałów, które usłyszycie – echa wtorkowego meczu Manchesteru […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

1312, czyli jak dziennikarz podjął próbę zrozumienia ducha ultras

– Dla niej wszyscy młodzi, łysi, tacy sami: ścierwo – twierdziła legendarna pani Janina, której przemyślenia opisał w utworze „Każdy ponad każdym” raper Sokół. Starsza kobieta z warzywniaka reprezentowała opinię nie setek czy tysięcy, ale milionów ludzi na całym świecie, nie ma co do tego cienia wątpliwości. Sam przecież czytałem to milion razy pod swoimi […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Pirelli znika z koszulek Interu. Koniec pewnej ery

Zanosiło się na to od dawna, tajemnicą nie było, ale jednak głośnym echem rozeszła się wczorajsza wypowiedź CEO Pirelli, Marco Tronchettiego Provery, który potwierdził oficjalnie, że nazwa koncernu zniknie z koszulek Interu Mediolan. Pirelli nierozłącznie widniało na strojach nerazzurri przez dwadzieścia siedem lat. W zasadzie dla całych pokoleń kibiców, trudno sobie wyobrazić te stroje bez […]
02.03.2021
Inne sporty
02.03.2021

Mateusz Gamrot wraca! Druga walka Polaka w UFC już w kwietniu

Po przegranym w kontrowersyjnych okolicznościach debiucie w UFC Mateusz Gamrot wraca do klatki. Już 10 kwietnia zmierzy się ze Scottem Holtzmanem (14-4, 5 KO). To, że ma walczyć akurat z Amerykaninem, świadczy o dwóch rzeczach. Po pierwsze, nie ma zamiaru odpuszczać i nie boi się wyzwań. Po drugie w federacji wierzą w umiejętności Polaka i […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Taras Romanczuk: – Nie umiałem grać w piłkę

– Przed przyjazdem do Polski taktycznie nie umiałem podstawowych rzeczy. Nie miałem żadnych treningów taktycznych na dużym boisku. Nie wiedziałem w tym temacie nic – z Tarasem Romanczukiem z Jagiellonii Białystok rozmawiamy o jego niebanalnej ścieżce kariery. Jak blisko był, by zostać w Ameryce, gdzie pracował fizycznie. O przyjeździe do Polski, gdzie trafił w Legionovii […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Dla Lecha Poznań każdy mecz jest jak finał

Znacie te powiedzonka, nie? Finisz ligi, zostaje parę kolejek, różnice punktowe na szczycie tabeli są minimalne. Wychodzi trener wicelidera i oznajmia: dla nas każdy kolejny mecz jest jak finał, w każdym remis czy porażka mogą oznaczać utratę tytułu. Co to ma wspólnego z dzisiejszym spotkaniem Pucharu Polski? Dla Lecha Poznań też każdy mecz jest jak […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Lato: – Kazimierz Górski był tylko jeden i to się nigdy nie zmieni

– Wszyscy darzyli Kazimierza Górskiego olbrzymim szacunkiem. Nie zdarzało się, żeby ktoś mu pyskował, ktoś mu podskoczył. Nikt nie stawiał się trenerowi. Miał dwóch współpracowników – Jacka Gmocha i Andrzeja Strejlaua. Jeden mówił swoje, drugi mówił swoje, a czerpał trochę od jednego, trochę od drugiego, a i tak robił po swojemu. Wszyscy zastanawiali się, co […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

„Stoch powiedział, że zadzwoni do FIFA i zgłosi mnie do nagrody Puskasa”

Patryk Szysz, zawodnik Zagłębia Lubin: – Myślę, że prawe skrzydło jest moją optymalną pozycją. Tam mogę pokazać najwięcej. W roli napastnika muszę stać tyłem do bramki, a w aktualnym wariancie mam pole do popisu. Mogę się tutaj trochę pościgać, szukać sytuacji 1 na 1, próbować dośrodkowań. Choć, jeśli będzie taka potrzeba, zagram też na „dziewiątce”. […]
02.03.2021
Kanał Sportowy
02.03.2021

Djurdjević: Nie mam pretensji do sędziów. Jedyne, czego mi brakuje, to dystansu

Porozmawialiśmy z Ivanem Djurdjeviciem na temat sędziowskich kontrowersji z ostatniego meczu pomiędzy Chrobrym Głogów i Koroną Kielce. Czy czuje się skrzywdzony decyzjami arbitra? Czego brakuje naszym piłkarzom oraz trenerom? Transfer Jakuba Araka to mit? A może rzeczywiście było coś na rzeczy? Czy Maksymilian Banaszewski będzie prezentował się jeszcze lepiej niż jesienią? Dlaczego szkoleniowiec Chrobrego ma […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

Legia do Przesmyckiego: „Wnioskujemy o niewyznaczanie sędziego Frankowskiego do naszych meczów”

Nie milkną echa skandalicznego występu sędziego Bartosza Frankowskiego w ostatnim meczu Legii Warszawa z Górnikiem Zabrze. Arbiter dopuścił do niezwykle ostrej gry, na czym szczególnie ucierpieli zawodnicy „Wojskowych”, przede wszystkim wielokrotnie (i często bezkarnie) poturbowany Luquinhas. Do sprawy w specjalnym oświadczeniu postanowili się odnieść mistrzowie Polski. Pismo podpisane przez prezesa Dariusza Mioduskiego, a skierowane do […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

ROKI WYJAŚNIA: Pompowanie Rakowa Częstochowa

„No i gdzie jest ten wasz wielki Raków, który tak pompowaliście?”. Na początku rundy wiosennej pytanie to pada tak często i z tak wielu stron, że Mateusz Rokuszewski postanowił sprawdzić, czy Raków Częstochowa to rzeczywiście pieszczoch mediów. A jeśli tak, to odpowiedzieć też na pytanie, z czego te chody u dziennikarzy wynikają. To pierwszy odcinek […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

PRASA. Setna rocznica urodzin Kazimierza Górskiego. „Tata żył rytmem rozkładu PKP”

We wtorkowej prasie wiele tekstów z okazji setnej rocznicy urodzin Kazimierza Górskiego. Jest też kilka rzeczy poligowych i recenzja książki o Diego Maradonie, która zdecydowanie nie jest cukierkowa.  PRZEGLĄD SPORTOWY Kamil Kosowski uważa, że Cracovia potrzebuje nowego impulsu. Na boisku Cracovia wygląda jak zespół w rozsypce. Aż się prosi, by osoba z zewnątrz weszła do […]
02.03.2021
Kanał Sportowy
02.03.2021

Jakub Kuzdra: – Jako drużyna mamy największe serce w Ekstraklasie

Jakub Kuzdra był gościem najnowszego odcinka programu „Weszłopolscy” w Kanale Sportowym. – Rozmawiamy z przeciwnikami po meczach i przyznają, że mega ciężko się z nami gra. Na papierze pewnie mamy jedną ze słabszych kadr w lidze, ale serce jako drużyna mamy, myślę, największe w Ekstraklasie – powiedział piłkarz Warty Poznań. Zapraszamy do lektury zapisu wywiadu […]
02.03.2021
Weszło
02.03.2021

„Ulubiona mapa w CS-ie? Mapa Polski!”

Dlaczego na treningach piłkarze Stali Mielec nie muszą uciekać z muru, kiedy do rzutu wolnego podchodzi Petteri Forsell? Gdzie zabrać dziewczynę na randkę w Mielcu i dlaczego do Rzeszowa? Co czyni wyjątkowym Korteza? Dlaczego najlepszą mapą w CS-ie jest mapa Polski? Czy warto sypać ziarna gołębiom? Dlaczego trudno odpowiedzieć na pytanie, czy wolna niedziela handlowa […]
02.03.2021