post Avatar

Opublikowane 05.01.2020 08:59 przez

redakcja

Przegraliśmy u siebie dość ważny mecz, spadliśmy w tabeli i zaczęło się robić gorąco. Po meczu kibice podeszli pod naszą szatnię. Wiadomo, jakby wyglądało to w Polsce. A oni… płakali. Dosłownie. Prosili nas, byśmy nie spadali z ligi, bo Vegalta jest dla nich całym życiem – ciekawie opowiada o japońskich realiach Jakub Słowik, który od pół roku gra w Vegalcie Sendai. Po jego autograf czeka dwustumetrowa kolejka kibiców, po dobrych meczach fani wręczają mu w podzięce czekoladki.

Jak zachować się, gdy w twoim kierunku zmierza tajfun, który zmiana z powierzchni ziemi domy? Dlaczego w Japonii zawsze trzeba mieć spakowany plecak? Czemu nie musisz się przejmować, gdy zgubisz telefon? Dlaczego kolegów z zespołu łatwo można urazić i dlaczego trener nie złości się po porażce? Zapraszamy na piłkarską podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni. 

Udało się sushi, które przygotowywałeś w japońskiej telewizji?

W jednym z wywiadów powiedziałem, że lubię sushi i później to podłapali. Zostałem najpierw zaproszony na naukę, a potem do programu na żywo, w którym miałem je przygotować. Mówili, że im smakowało. Ale czy byli szczerzy? Nie wiem! Kibice zaczepiali mnie później mówiąc, że świetnie idzie mi robienie sushi. Fajne doświadczenie. Pierwszy raz miałem okazję przygotowywać surową rybę i to od razu w Japonii. Często jesteśmy zabierani na akcje marketingowe, zwykle z Simao, obrońcą z Mozambiku, który grał w Levante i Panathinaikosie w jeszcze dobrych dla niego czasach. Kibice chcą mnie poznać. Czuć, że jesteśmy traktowani wyjątkowo. Może nie jak gwiazdy, ale na pewno z większą uwagą i szacunkiem. 

W zeszłym sezonie walczyliśmy o utrzymanie. Vegalta jest rodzinnym klubem, więzi są mocne. Przegraliśmy u siebie dość ważny mecz, spadliśmy w tabeli i zaczęło się robić gorąco. Po meczu kibice podeszli pod naszą szatnię. Wiadomo, jakby wyglądało to w Polsce. A oni… płakali. Dosłownie. Prosili nas, byśmy nie spadali z ligi, bo Vegalta jest dla nich całym życiem. Da się odczuć, że klub jest bardzo ważnym elementem społeczności. Społeczności, która jest ze sobą bardzo zżyta, także przez tragedię, do której doszło w 2011 roku.

Czwarte największe zarejestrowane trzęsienie ziemi w historii świata, które wywołało wielką falę tsunami. Woda zabiła około 20 tysięcy ludzi z Sendai i regionu, ponad 300 tysięcy z nich zostało bez dachu nad głową.

Przed podpisaniem kontraktu oglądałem na YouTube filmy z tej katastrofy. Dawały do myślenia. Widziałem też film o kibicach Vegalty Sendai, którzy podnosili się po tej tragedii. Żona po obejrzeniu relacji z tego kataklizmu była na nie. Decyzja o wyjeździe była trudna też z tego powodu, że świetnie czułem się we Wrocławiu i jedyne, czego nam brakowało, to sukcesów. Pytałem Krzyśka Kamińskiego, jak się gra i żyje w Japonii, podobnie jak Takafumi Akahoshiego, Takuyę Murayamę czy Maćka Krakowiaka, z którym znam się z Szamotuł. Inna kultura, ale wszyscy zachwalali. Krzysiek mówił, że liga ma wysoki poziom. Obejrzałem na InStacie jeden mecz i faktycznie – szybka piłka. A możliwość kolejnej katastrofy? Uznałem, że nie będę myślał o najgorszym scenariuszu.

Kilka trzęsień ziemi jednak przez te pół roku przeżyłeś.

Z początku było dziwnie, przy kolejnych wiedziałem już, że chwilę się potrzęsie i zaraz będzie spokojnie. Najgorzej było wtedy, gdy nad Japonią przechodził tajfun. Oglądaliśmy telewizję – niewiele rozumieliśmy, ale obrazki wprawiały w przerażenie. Jak uderzyło w prefekturę Chibę pod Tokio, to domy składały się jakby były z kart. Dostawaliśmy na telefon alert co 15 minut. Pisali, że za 2-3 godziny to samo będzie u nas.

Nie wiedzieliśmy, co robić. W alertach nawoływali do ewakuacji, ale sąsiedzi czekali w domach, światła się paliły. Całe szczęście, że tajfun przemieścił się w stronę oceanu i nie uderzył w Sendai. Skończyło się na połamanych drzewach, nie spaliśmy całą noc. Zagrożenie dało się odczuć nawet po sklepach. Ciężko było o wodę, zeszło dużo długoterminowej żywności. Każdy zalecał, by naładować powerbanki, bo mogło nie być prądu przez dłuższy czas. Największy tajfun od sześćdziesięciu lat. Jakbym był tam sam, byłoby OK, ale była ze mną żona, mała córka… Tym bardziej nie wiesz, co robić.

Znasz już schemat postępowania w przypadku trzęsienia ziemi?

Trzeba mieć zawsze spakowany plecak z wodą, kocem, żywnością i naładowanego powerbanka. Zasada jest taka, że w przypadku trzęsienia ziemi należy schować się pod stół albo futrynę. Na głowę może ci spaść klosz od lampy albo talerz i to najczęstsza przyczyna śmierci podczas wstrząsów. Karolina, nasza polska tłumaczka, która mieszka od 15 lat w Tokio, opowiadała, że dziewięć lat temu wszystkie talerze latały jej nad głową. W fundamentach budynków umieszczane są amortyzatory, a więc przy trzęsieniu ziemi bloki pracują.

Widzę, że jesteś już doskonale przygotowany.

Tajfun nauczył. Patrzysz w telewizji na poskładane domki, dostajesz informację, że coś takiego idzie też na ciebie. Działa na wyobraźnię. Wtedy rozumiesz też, dlaczego tak wielu Japończyków oddaje cześć naturze – słońcu czy oceanom. Wiedzą, jaka ma siłę. Pierwsze trzęsienie ziemi przeżyłem jeszcze w hotelu. Potrzęsło i nie wiedziałem, co będzie dalej. Mogę się już ruszać czy nadal czekać?

Temat tragedii sprzed ośmiu lat wciąż jest żywy w klubie?

Tak, często starają się do niego wracać. Pytałem kolegi, który grał w Vegalcie szesnaście lat o tamte wydarzenia, ale Japończykom wciąż ciężko o nich opowiadać. Po samym Sendai nie widać żadnych skutków tej wielkiej tragedii. Gdybyś nie znał historii, nie spodziewałbyś się, że coś się tam wydarzyło.

Zastanawiałoby tylko jedno: dlaczego miasto zaczyna się dopiero kilka kilometrów od wybrzeża?

Przy wybrzeżu są pola uprawne ryżu i falochrony, które mają rozbijać fale. Natura jest nieobliczalna i Japończycy mają tego świadomość. Mówi się, że płyty tektoniczne coraz bardziej się ścierają, więc kolejna fala trzęsień ziemi kiedyś nadejdzie. Z klubem zawsze staramy się odwiedzać miejsca dotknięte tragedią miejsca. Jeden z moich pierwszych sparingów rozgrywany był w Ishinomaki, czyli mieście najbardziej dotkniętym tsunami. Ukłon w stronę kibiców z regionu, że pamiętamy i jesteśmy z nimi. Japończycy bardzo cenią piłkarzy i taki gest znaczy dla nich wiele.

WhatsApp Image 2020-01-03 at 15.18.58

Niebezpieczeństwa niebezpieczeństwami, ale trafiłeś do lepszej ligi niż nasza i znacznie bardziej komfortowego kraju do życia.

Liga jest dobra, niedoceniona w Polsce i myślę, że przez te pół roku zrobiłem piłkarski progres. Robię to, co kocham, płacą mi za to i jeszcze mam możliwość rozwijania się, życia na innym kontynencie, poznawania innej kultury. Kapitalne doświadczenie. Klub jest świetnie zorganizowany. Na mecze latamy samolotem. Widać, że wszystko jest przygotowane pod piłkarza. Mówisz, co potrzebujesz, oni to wysyłają na mecz i walizka czeka w pokoju. Dużo ułatwień. Da się odczuć, że piłkarz jest bardzo szanowany.

Przyszedłeś na miejsce Daniela Schmidta, który dostał się do ligi belgijskiej, pomiędzy J1 League a Europą jest generalnie spory ruch. To nie tak, że znikasz z radarów skautów. Miało to dla ciebie znaczenie?

Przez ostatnie dwa sezony dużo było transferów z Japonii do Europy. Nie wiem, czy Japończycy nie chcieli wcześniej wyjeżdżać czy nie mieli ofert, ale każdy marzy, by spróbować sił w najlepszych ligach. Ja po prostu chciałem sprawdzić się zagranicą. Latem miałem jak zawsze kilka zapytań, agent zadzwonił:

Co byś powiedział na Japonię?
– Spokojnie, jeszcze pewnie daleka droga.

Byli konkretni, wysłali od razu ofertę i bardzo im zależało. Byłem celem numer jeden. Japończycy mają tak, że jeśli ktoś odchodzi, chcą mieć od razu kogoś w jego miejsce, by uspokoić kibiców. Po sezonie pożegnano się z trenerem Susumu Watanabe, który był w klubie od 2001 roku – jeszcze jako piłkarz, potem asystent, a na końcu przez sześć lat w roli pierwszego trenera. Klub rano poinformował o jego odejściu, a później dał informację, że ja zostaję na przyszły sezon. A przecież miałem kontrakt na 1,5 roku, więc było to wiadome już od kilku miesięcy. Podali także, że zostaje Simao, by uspokoić kibiców i dać im powód do radości.

Jak w tej japońskiej przygodzie odnajduje się twoja rodzina?

Był początkowy szok, w końcu to inna kultura, ale najważniejsze, że jesteśmy razem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, by jechać grać w piłkę na drugi koniec świata i żyć samemu. Córeczka jest bardzo otwarta i chce się bawić z dziećmi, lecz jej rówieśnicy w jej obecności są trochę wycofani. Dorośli z kolei się nią zachwycają, tak samo starsze dzieciaki próbujące mówić po angielsku. Od przyszłego roku chcemy dać małą do przedszkola, żeby łapała podstawy japońskiego i miała większy kontakt z dziećmi. Zwiedzamy, ile się da. Japonia jest piękna, krajobrazy są cudowne. W zeszłym roku Vegalta doszła do finału pucharu Emperor’s Cup, który był rozgrywany pod koniec grudnia. Przerwa między sezonami była przez to krótka, więc teraz trener starał się dać zawodnikom trzy-cztery dni wolnego, gdy były przerwy na kadrę. Szukał terminów, by zrekompensować brak urlopu. Wykorzystywaliśmy ten czas, by odwiedzić Tokio, Kioto, Osakę czy Narę.

Staramy się być samodzielni. Raz za pomocą translatora zapytaliśmy w sklepie ekspedientkę gdzie znajdziemy mąkę. Nagle powstało wielkie poruszenie. Bieganie, po chwili ekspedientka przyprowadza kolejną osobą, nie potrafią nas zrozumieć, podchodzi kolejna osoba z obsługi… Zbiegło się w końcu pięciu pracowników, którzy połączyli się wideorozmową z anglojęzycznym pracownikiem, który powiedział nam, gdzie szukać. Koniec końców okazało się, że tłumaczenie w telefonie było błędne, ale obsługa była zadowolena, że udało się nam pomóc, choć przepraszali, że trwało to tak długo. W ważnych kwestiach mamy do dyspozycji polskiego tłumacza, więc jesteśmy spokojni.

Czasami człowiekowi robi się głupio, że tak się tym wszystkim przejmują.

Innym razem żona zostawiła na placu zabaw w centrum handlowym telefon. Wróciliśmy do domu, po jakimś czasie spostrzegliśmy się, że go nie ma. No to lecę z powrotem. Zaprowadzili mnie do biura i zacząłem tłumaczyć kobiecie, że zostawiłem na placu zabaw telefon, a ona… miała go już u siebie. Nie miałem ze sobą żadnego dokumentu, by potwierdzić swoją tożsamość, ale ona zażartowała: – Oddam, bo wygraliście mecz!

Zgubiłeś telefon, po dwóch-trzech godzinach orientujesz się, że go nie ma, wracasz na miejsce i okazuje się, że jednak jest. Miłe zaskoczenie. Zwłaszcza mając w pamięci sytuację, która miała miejsce kiedyś w kinie w Białymstoku. Kolega płacił za bilety, położył portfel na ladę i ten nagle zniknął. Oczywiście ktoś był „na tyle mądry”, że ukradł i poszedł na ten sam seans, co my. Uwieczniono kradzież na monitoringu, a jeszcze był na randce z dziewczyną i udawał, że chciał odesłać. Japończycy są jednak bardzo uczciwi.

Jesteś w stanie przejść spokojnie przez Sendai?

To milionowe miasto, mimo to jestem rozpoznawalny. Widać poruszenie, gdy gdzieś przechodzę. Do momentu, jak jedna osoba nie podejdzie po autograf, reszta też nie podchodzi. Japończycy cenią prywatność. Chyba że ktoś się odważy, wtedy nagle podchodzą wszyscy. Po każdym treningu ustawiają się po zdjęcie, autograf czy zwyczajny uścisk dłoni. Po moim pierwszym treningu czekała dwustumetrowa kolejka kibiców. Czasem musisz poświęcić na to godzinę, by nikogo nie pominąć. Zaskoczeniem było to, że Japończycy nie chcą robić wspólnych zdjęć – po prostu mam stanąć, a oni robią mi fotkę.

Maciek Krakowiak, który żegna się z Japonią, został ostatnio zaczepiony przez kibica, który ma sklep z okularami. Ten zaprosił go do środka.

Podobają ci się jakieś okulary?
– No, te są fajne.
– Proszę, weź sobie. To w podziękowaniu za to, że u nas byłeś.

Rzadko spotykane. Grał tylko w czwartej lidze, a dostawał prezenty, podziękowania za spędzony czas w klubie.

Ty zapewne też dostałeś trochę prezentów na urodziny.

Owoce i słodycze są częstym giftem, do tego dużo robótek ręcznych, albumy w stylu „dziękujemy że jesteś”, jakieś opaski, symbole na szczęście. Japończycy uwielbiają dawać takie rzeczy. Jak wracamy z meczu wyjazdowego, czekają na nas na lotniskach i często w podziękowaniu za dobry mecz wręczają ci czekoladki. Miłe. Czuć dużą gościnność.

Japońscy koledzy uwierzyliby w historię, że w Szczecinie zdarzyło ci się odebrać od kibica telefon z informacją, iż jeśli nie odejdziesz z Pogoni, źle to się dla ciebie skończy?

Myślę, że nie. Inna kultura. Był telefon z zastrzeżonego numeru, nieprzyjemna sytuacja, ale było, minęło. Nie ma co szufladkować, że wszyscy tacy są, zadzwonił po prostu jeden odważny. Podchodzę do życia z wdzięcznością i sądzę, że tamta sytuacja mnie czegoś nauczyła. Czego? Choćby tego, żeby nie odbierać telefonów w środku nocy od nieznanych numerów. I że trzeba być zawsze gotowym na to, że nie wszędzie są życzliwi ludzie. Szokowało tylko, skąd miał numer telefonu.

W Japonii piłkarz także musi okazywać specyficzny szacunek – będąc na meczu Vegalty widziałem, że jednym ze zwyczajów jest pokłon dla kibiców po meczu.

Tak, to ważny gest i forma podziękowania za doping. Kłaniamy się kibicom nawet wtedy, gdy wychodzimy na rozgrzewkę. Pokłon robi się na każdym kroku, tak samo jak wszędzie zdejmuje się buty, co z początku było dla mnie sporym szokiem. Jedno z naszych boisk mieści się w lasku, pięć kilometrów od bazy. To zamknięte boisko, więc trenujemy tam głównie stałe fragmenty. Żeby wejść na salę odpraw, trzeba zdjąć buty. A w tej salce beton wyłożony jest tylko lekką wykładziną. Siadasz i ciągnie od dołu. Kilkanaście minut i stopy są całe zimne. Wszyscy zdejmują buty, więc nie masz wyboru. Kombinowałem jak mogłem i musiałem znaleźć kompromis – siedzę po turecku.

WROCLAW 06.10.2018 MECZ 11. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19: SLASK WROCLAW - LEGIA WARSZAWA 0:1 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: SLASK WROCLAW - LEGIA WARSAW 0:1 JAKUB SLOWIK FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Wciąż uczę się ich zachowań. Niektóre wynikają z ich kultury, inne z tego, że po prostu są zamknięci w sobie. Gdy wracamy po meczu, każdy idzie w swoją stronę. Po treningu też nie ma większych spotkań. Gra zespołowa, ale każdy przychodzi jak do pracy. W Polsce były wspólne obiady, większe więzi. Zresztą ciężko o nie też z powodu języka, bo Japończycy średnio mówią po angielsku. Tylko jeden chłopak w klubie próbuje coś po angielsku. Staram się uczyć japońskiego. Z początku miałem duży zapał, ale w tym języku jest bardzo duża hierarchia. Jeden zwrot używam do osoby będącej w hierarchii nade mną, inny do tej pode mną, jeszcze inny do będącej na równym poziomie. Trzeba kombinować. Mamy sąsiada ze Stanów, który ma żonę Japonkę, często nas zapraszają. Raz byliśmy na międzynarodowym grillu i znajomy z Bangladeszu dał nam radę, by nie patrzeć na hierarchię i wszystkich traktować jak kolegów. Wybaczą ci wszystko, bo jesteś obcokrajowcem. Gdyby takie podejście miał inny Japończyk, mogliby odebrać  to jak obrazę czy poniżenie. Z drugiej strony słyszałem, że jak spotkasz się z Japończykiem raz na pół roku na obiad, jesteś już jego przyjacielem. Doceniają, gdy spróbujesz mówić w ich języku. Na spotkaniu z dziennikarzami powiedziałem po japońsku “dzień dobry”.

– Ale ty świetnie mówisz – usłyszałem.

Doceniają starania. W Polsce niejednokrotnie śmiano by się z kogoś, kto próbował mówić i popełnił błąd.

Utrudniona komunikacja przeszkadza na boisku?

Początkowo pierwsza myśl była po polsku, druga po angielsku, dopiero trzecia po japońsku. Ale szybko złapałem podstawy. Rozmawiałem też z obrońcami, by nauczyli się podstawowych zwrotów po angielsku. Dałem im ściągę, by wiedzieli, co jest co. Czasem sytuacja jest szybka i powiem odruchowo po angielsku “prawo”, więc lepiej, by wiedzieli. Trener bramkarzy też zaczął uczyć się angielskiego. Czasami wychodzi śmiesznie, chciał powiedzieć na początku “dzień dobry”, ale wyszło mu “thank you”. Atmosfera jest fajna, pozytywna.

Dużo rzeczy jest dla mnie nowych. Na przykład przy stałych fragmentach w Polsce staraliśmy się bronić wysoko, by bramkarz miał większy czas na reakcję. W Japonii obrońcy wskakiwali mi na początku do bramki. – Piłka na jedenastym metrze, a ty już mi się cofasz na piątkę, to gdzie ja mam iść? – pytałem ich.

Oni nauczeni są czegoś innego, ja czegoś innego. Ja ciągle “wyżej wyżej”, a oni się cofają. Chciałem znaleźć z trenerem kompromis. Wiadomo, że dołączyłem w trakcie sezonu, więc to nie był czas na wprowadzanie tego, co oczekuję, skoro oni są nauczeni takiego grania od lat. Pod koniec szło coraz lepiej, choć jeden bardzo oporny zawodnik ciągle się cofał. W innym meczu byli wysoko i nagle… stanęli. Straciliśmy przez to bramkę.

Ale mówiłeś, że mamy być wysoko!
– Chodzi tylko o to, byście stali cztery metry wyżej, ale stosowali te same zasady, co wcześniej.

Chcieli mi pokazać, że musimy znaleźć większy kompromis. Trener bramkarzy upomniał mnie, że gdy chcę im coś zakomunikować, robię to zbyt agresywnie. Z polskiej perspektywy byłoby to normalne. – Kuba, uważaj, bo się na ciebie obrażą i nie będą ci pomagać – upominał.

Obrazili się?

Nie, ale z powodu różnic dochodziło do różnych sytuacji. Japończycy potrafią się na ciebie obrazić, gdy coś im powiesz. Z jednym zawodnikiem wymieniliśmy swoje zdania. Normalna treningowa sprzeczka. W klubie zapanowało poruszenie, że się pokłóciliśmy. Trener dwa-trzy razy wracał do tego wydarzenia na odprawach, w tygodniu codziennie o tym rozmawiano. W Polsce sytuacja jakich wiele – lekko podniesiesz głos, normalna rzecz. Mówiłem, że nie mam żadnych pretensji, chcę byśmy szli w jednym kierunku, poprawiali się. Drugi piłkarz też przeprosił mnie, że tak zareagował.

Chcesz dobrze, a łatwo możesz popełnić faux pas.

Jestem dobrym obserwatorem i zawsze patrzę, co robią Japończycy i staram się ich naśladować. Radą służą mi też inni. Dziwnie było też początkowo po meczach. Nie ma w zasadzie radości ani wkurzenia się. Graliśmy w pucharze z drugoligowcem. W zeszłym roku Vegalta była w finale, więc w tym też miała cel, by do niego dojść. Przegrywaliśmy przez większość meczu, strzeliliśmy pod koniec na 1:1 i chwilę potem straciliśmy głupią bramkę. Po meczu byłem mega wkurzony, inni obcokrajowcy także. Przegraliśmy ważny mecz.

Trener powiedział jednak spokojnym głosem: – Panowie, dziękuję za walkę. To już koniec naszej przygody. Szkoda. Ale mamy ligę, więc się zregenerujmy.

Klasnął dwa-trzy razy i tyle. Kuźwa, przegraliśmy, żeby chociaż był zły, pokazał to. Co jest grane? Mają inne podejście. Wygrasz – brawo za walkę, dobry mecz. Trzy porażki – brawo za walkę, wyciągniemy wnioski. W Polsce miałem impulsywnych trenerów, którzy rzucali przedmiotami, od razu pokazywali swoją złość. Ale i tak trenerzy mają wielki posłuch. Jak szef powie Japończykowi, że ma walić głową w mur, to będzie walił głową w mur. Szef to świętość. Graliśmy jedną połówkę pod słońce, więc trener mówi, byśmy często uderzali, bo bramkarz jest oślepiony. Zaraz zaszło słońce, a jeden z zawodników próbował oddawać strzał za każdym razem, gdy miał piłkę. W przerwie trener zwrócił mu uwagę: : – Troszkę logiki, jak słońce zaszło, to już nie trzeba.

Z polskiej perspektywy dziwne może wydawać się to, że twój konkurent do gry w bramce, Kentaro Seki, ma tylko 178 centymetrów. Wyróżniasz się wzrostem na tle ligi?

Spędził w Vegalcie kilka lat i ma duży szacunek u kibiców. Japońscy bramkarze nie są wysocy, ale dynamiczni, skoczni i dobrze grają nogami. Mają dobry poziom i generalnie atmosfera wśród nas jest pozytywna. Trener bramkarzy powiedział, że podoba mu się to, iż zawsze chcę zrobić jedno powtórzenie więcej dla siebie i agresywnie idę na piłkę, odtwarzam sytuacje meczowe. Wcześniej bramkarze robili tylko to, co trzeba, a teraz oni też robią jedno powtórzenie więcej. Trener także jest kumaty w swoim fachu, szkoli się cały czas, nie ma różnicy, czy zagrywa prawą czy lewą nogą. Podoba mi się to, że trenujemy głównie sytuacje meczowe. Nie ma tak, że trzeba zrobić koniecznie trening bramkarski i nawalić ćwiczeń. Zwraca uwagę na detale, które w meczu są kluczowe.

PLOCK 08.04.2019 MECZ 29. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - SLASK WROCLAW 2:0 JAKUB SLOWIK FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Momentem przełomowym w karierze okazał się dla ciebie Śląsk – wcześniej raczej nie wzbijałeś się ponad solidność, to w Śląsku zacząłeś dawać coś więcej.

W Jagiellonii miałem lepsze i gorsze momenty, w Pogoni różnie to bywało. W Śląsku mi zaufali, znali moje cechy, czułem wsparcie i zaufanie. Wiem, że byłem ważną postacią przez dwa sezony i dałem dużo w walce o utrzymanie. Szkoda, że to była właśnie tylko walka o utrzymanie.

Śląsk generalnie stał się synonimem przeciętności.

Często walka o utrzymanie scala drużynę. Nigdy nie grałem o mistrzostwo, ale myślę, że gra się dużo przyjemniej. Jest bardziej pozytywna presja niż „być albo nie być”. Nie wygrywasz kilku meczów, ciśnienie narasta, w końcowej fazie liczą się tylko punkty i tak też nastawiają się rywale. Te momenty scaliły zespół. Zawodnicy doceniają, że byli na skraju spadku i każdy mecz od pierwszej kolejki traktują jak walkę o życie, by do tego znowu nie dopuścić. W poprzednim sezonie w wielu meczach głupio traciliśmy punkty. Pamiętam mecze z Lechem, Wisłą, Zagłębiem Sosnowiec. Wyjmiesz te mecze z początku sezonu i nagle okazuje się, że gralibyśmy o zupełnie inne cele.

Wrocław to już twój drugi dom?

Grałem w nim dwa lata, miasto jest piękne, czuję się tu dobrze. Decyzja o transferze była dla mnie ciężka, bo w Śląsku czułem się szanowany i miałem mocną pozycję. Ważne, by czasem wyjść poza strefę komfortu i spróbować czegoś nowego. Kibicuję chłopakom. Nawet po jednym z meczów powiedziałem, że życzę, by Śląsk podążył drogą Piasta Gliwice. Chłopakom świetnie idzie i mam nadzieję, że zrobią coś dużego. 

Gdyby któryś z twoich kolegów ze Śląska albo po prostu polskiej ligi otrzymał teraz ofertę z J1 League i spytał, czy warto próbować, chyba otrzymałby twoją rekomendację.

Warto. Gdy Krzysiek Kamiński szedł do Jubilo Iwata, wcześniej był temat innego polskiego bramkarza. Początkowo był na tak, ale później się rozmyślił. Agent robiący transfer Krzyśka do Japonii dzwonił też do mnie. Pamiętam, że ja się wahałem, a Krzysiek się zgodził. No i jest tam już od sześciu lat i ma taką renomę, że kibice rozpoznawali go nawet w Osace, gdy spotkaliśmy się tam z rodzinami. Pośrednio dzięki niemu i reklamie, jaką nam zrobił, pojawił się mój pomysł w Vegalcie.

Pomyślałem sobie latem: wtedy nie spróbowałem, więc może warto zrobić to teraz? Wtedy byłem młodszy, miałem marzenia o Europie. Agent mówił, że jest zainteresowany mną klub z Francji i trochę żyłem tymi złudzeniami. Istotne dla mnie jest to, by grać dla kibiców, a na japońską ligę przychodzą pełne stadiony. Śpiewają, jest żywiołowo. Gdybym miał ofertę pójścia do kraju, w którym grasz przy pięciuset widzów, wahałbym się. Nie ma tej frajdy. Poleciłbym taki wyjazd, bo warto próbować nowego i wyjść poza strefę komfortu.

Słucham, jak opowiadasz o Japonii i nie mam wrażenia, że wyjechałeś tylko na chwilę.

Wyzwaniem będzie ten sezon, bo ostatnio pojechałem na pół roku, a teraz będę w Japonii do grudnia. Trzęsienia ziemi, tajfuny czy odległość to minusy, bo chciałoby się częściej spotkać z bliskimi, ale nie każdy ma możliwość życia na co dzień w Japonii i robienia tego, co się kocha. To jest w piłce piękne. Życie mnie nauczyło, by cieszyć się z każdej chwili, żyć tu i teraz. Nie wiesz, co będzie za chwilę. Okienka są co pół roku, na dłuższą metę nie możesz planować. Ktoś cię chce, złoży propozycję, musisz zmieniać klub. Wraz z rodziną mamy tego świadomość.

Ale chcemy też czerpać z życia tyle, ile się da i zapisać fajną kartkę z pamiętnika. Jacek Walkiewicz mówił kiedyś o ludziach, którzy jadą do Egiptu i widząc piramidę mówią, że na zdjęciu wydawała się większa. Kryje się za nią cała historia, a oni widzą tylko to, że nie jest tak duża jak sądzili. Nie chcę takiego podejścia, chce czerpać z życia w Japonii, coś więcej niż tylko trening – dom – trening. Nasze życie to jedna wielka podróż. Spędzamy je na walizkach, ale ma to swój urok. Wielu piłkarzy nie potrafi się zaaklimatyzować, my chcemy żyć. I stworzyć dom w nowym miejscu, mimo że jest tak odległe.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK 

ZAINTERESOWAŁ CIĘ KLUB JAKUBA SŁOWIKA? TAK SIĘ SKŁADA, ŻE… ODWIEDZIELIŚMY GO! I NAPISALIŚMY REPORTAŻ

Fot. newspix.pl / FotoPyK / archiwum prywatne

Opublikowane 05.01.2020 08:59 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Inne sporty
07.07.2020

Pół miliarda dla Pata. Fenomen gwiazdy NFL

Wyobraź sobie, że masz 24 lata na karku, niedawno opuściłeś uczelnię, a już jesteś ustawiony na całe życie. To może powiedzieć o sobie Patrick Mahomes, choć „ustawiony” nie oddaje w pełni fortuny, jaka wpadnie w jego ręce. W ciągu najbliższych dziesięciu lat ten chłopak może zarobić… ponad pół miliarda dolarów. Serio. I co najlepsze, w […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Trzy (!) weryfikacje wyników. Pokrzywdzeni piłkarze Legii, Jagiellonii i Śląska

O panie, takiej kolejki nie mieliśmy już dawno. Przez błędy sędziów musimy zweryfikować wyniki aż trzech meczów. I to nie starć o pietruszkę, a o puchary czy medale. W miniony weekend arbitrzy skrzywdzili piłkarzy Legii Warszawa, Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław. Do tego jeszcze pod górkę miała Cracovia, ale mimo pomyłki sędziego i tak ograła […]
07.07.2020
Weszło Extra
07.07.2020

„Pitbull” na Camp Nou. Jak Edgar Davids podźwignął Barcelonę z kolan

Charakterystyczne okulary, ekscentryczne stroje, nietypowa fryzura. Edgar Davids na przełomie wieków był jednym z najbardziej rozchwytywanych piłkarzy wśród wszelkiej maści marketingowców. Przede wszystkim jednak cieszył się reputacją doskonałego środkowego pomocnika. Louis van Gaal nazywał go „Pitbullem”, z kolei Marcello Lippi określił go „jednoosobowym silnikiem drużyny”. Davids faktycznie zasłynął przede wszystkim jako zawodnik Ajaksu oraz Juventusu. […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

„To wy, Polacy, robicie tu gnój!”. Jak zarządzana jest Olimpia Grudziądz?

23 czerwca. Krzysztof Stanowski podaje informację, że Jacek Trzeciak nie jest już trenerem Olimpii Grudziądz. Olimpia szybciutko zaprzecza i prosi o niepowielanie nieprawdziwych informacji. Zapewnia, że Trzeciak nigdzie się nie wybiera. 29 czerwca. Olimpia przekazuje informację, że kontrakt z trenerem został rozwiązany za porozumieniem stron. Czyżby kolejny przykład, że gdy klub zapewnia o zaufaniu do […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Arka mówi „do widzenia”, ale nie mówi „żegnajcie”

Jeszcze dwa miesiące temu nie byliśmy pewni, czy Arka Gdynia w ogóle będzie miała kim grać we wznowionych, post-pandemicznych rozgrywkach. 6 maja Michał Nalepa podzielił się z nami swoimi obawami dotyczącymi dalszego istnienia klubu. Pensji nie ma. Właściciele wycofani. Miasto wstrzymało środki. Kibice ruszyli na wojnę z zarządem. Wydawało się, że pod znakiem zapytania stoi […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Kozacy i badziewiacy. Boguski szuka gola. Od dwudziestu miesięcy…

Wisła Kraków zastanawia się nad przedłużeniem o kolejny rok kontraktu z Rafałem Boguskim (przynajmniej według TVP Sport). Z jednej strony trochę tego nie rozumiemy, bo naszym zdaniem 36-latek daje coś tej drużynie już naprawdę od wielkiego dzwonu – przykładem mecz z Górnikiem w przedostatniej kolejce, ale no właśnie, ostatni raz na podobnym poziomie chłop zagrał […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Dariusz Sztylka: Namawiam Waldka Sobotę na powrót do Śląska

Prawdopodobne odejście Przemysława Płachety, transfery Mateusza Praszelika i Rafała Makowskiego, zainteresowanie Waldemarem Sobotą, ocena Erika Exposito, trener Lavicka, budowanie zespołu, a nie zbioru indywidualności. Mniej więcej te tematy poruszyliśmy w rozmowie z Dariuszem Sztylką, dyrektorem sportowym Śląska Wrocław we wczorajszych Weszłopolskich. Zachęcamy do wysłuchania całej audycji i przeczytania zapisu rozmowy z człowiekiem, który odpowiada za […]
07.07.2020
Weszło Extra
07.07.2020

Mój wąs to panegiryk dla dziadka i lat siedemdziesiątych

Chińskie bajki. Muzeum Albertina w Wiedniu. Dziennikarstwo w erze Tony’ego Blaire’a. Podcast o Złotej Piłce w odniesieniu do Oscarów. Śpiew mew. Mickiewicz. Noszenie lamp na planie filmowym. Wyobrażenie Lubina po grze w Gorky 17. Wąs jako panegiryk. Numerologia. Efekt motyla. Sztuka. Poezja. Dziennikarstwo. Muzyka. Film. Jewgienij Baszkirow zdecydowanie nie jest banalnym rozmówcą. Prawdopodobnie żaden piłkarz […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Jóźwiak znów zrobił różnicę. Sobociński też, ale w drugą stronę

Runda wiosenna w Ekstraklasie miała należeć do Kamila Jóźwiaka. Żadną tajemnicą było to, że dla skrzydłowego Lecha będą to ostatnie miesiące w naszej lidze, więc pozostawało mu potwierdzić, że na wyjazd jego gotowy i oczywiście przekonać do swoich umiejętności jak najlepszy klub. Czy to się udało? Okoliczności rozgrywania tej rundy są tak wyjątkowe, że odpowiedź […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Czy Legii odbije się czkawką wystawienie podstawowego składu na Lecha?

Trzeba przyznać, że Aleksandar Vuković zaskoczył nas przy okazji starcia z Lechem, bo właściwie w ogóle nie rotował składem i kogo miał najlepszego pod ręką, rzucił do walki. I teraz, skoro wiemy, że poniósł porażkę, mecz z Cracovią w półfinale Pucharu Polski ma jeszcze większą wagę. Jeśli bowiem Legia nie wejdzie do finału, będzie się […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

„Można wziąć dobrych zawodników, z których nie złoży się dobrej drużyny”

Raków Częstochowa wzmacniał się w kończącym się sezonie mądrze. Byli gracze tacy jak Tudor, którzy z miejsca stawali się czołowymi postaciami ligi, było zaufanie do młodych graczy, jak Piątkowskiego czy Mikołajewskiego. Paweł Tomczyk w grudniu minionego roku objął stanowisko szefa skautów Rakowa, a przed nim pierwsze „autorskie” okienko. Jakie wyzwania stawia praca skauta? Na czym […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

„To były trudne tygodnie. Ale nie pękałem”

– To były trudne tygodnie. Wiedziałem, że może być ciężko o miejsce w składzie, ale nie wyobrażałem sobie, żebym się nie załapał do dwudziestki. Jednak trener Slaven Bilić w obu przypadkach, gdy nie zabrał mnie na mecz, rozmawiał ze mną i powiedział, że ma ciężki wybór i za jego decyzjami nie kryje się nic innego, […]
07.07.2020
Niemcy
06.07.2020

Walczysz cały sezon, a w kluczowym momencie obrońca wykonuje samobójczy strzał życia

Heidenheim to klub bez większych tradycji czy aspiracji. Ot, gra sobie w tej 2. Bundeslidze, pewnego poziomu raczej nie przeskakuje, ma stałą grupę lokalnych fanów, nie pcha się na afisz. Dlatego też ich awans byłby taką wielką historią, zwłaszcza, że odbyłby się kosztem HSV. Pierwsza część tej historii była kapitalna – wyprzedzenie na ostatniej prostej […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wisła Płock pieczętuje spadek Arki, Górnik zbytnio nie protestował

W ciągu jednej doby dobitnie przekonaliśmy się, że mecze zakończone wynikiem 1:0 można odbierać w skrajnie różny sposób. W niedzielę Piast stworzył świetne widowisko ze Śląskiem i choć padła tylko jedna bramka, ani przez moment nie mogliśmy narzekać na poziom i emocje. Niestety dzień później w Płocku mogliśmy już narzekać na wszystko. Nagrodą za te […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

A dlaczego nie na podium Złotej Piłki?

Choć wiele lig jeszcze gra, choć nie znamy jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć choćby w Hiszpanii czy we Włoszech, trzeba pamiętać – weszliśmy tydzień temu w drugie półrocze, a więc za nami półmetek rywalizacji w wyścigu po Złotą Piłkę. Tak, przez dwa miesiące cały światowy futbol stanął w miejscu. Tak, powrót do występów reprezentacyjnych to na razie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Od obsikania radiowozu do 648 meczów w Serie A. Buffon bije kolejny rekord

– 648 to nie tylko numer. To całe życie – napisał Gianluigi Buffon po meczu z Torino. Meczu wyjątkowym, bo golkiper Juventusu został dzięki niemu zawodnikiem z największą liczbą występów w Serie A. Paolo Maldiniego wyprzedził o „oczko”. Jedni powiedzą, że na siłę, bo przecież Gigi miał już w Juventusie nie zagrać, jednak wrócił właśnie po to, […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wachowski: Arka i Korona? W PZPN-ie nie przekręcaliśmy polskiej piłki i nie przekręcimy

Gościem w dzisiejszym poranku Weszło FM był Łukasz Wachowski, dyrektor departamentu rozgrywek w PZPN. Co będzie ze spadkowiczami, Arką Gdynia i Koroną? Kiedy ruszy nowy sezon Ekstraklasy, a kiedy pierwszej ligi? Czy jest szansa na VAR na zapleczu Ekstraklasy i jeśli tak, to od kiedy? Kto będzie sędziował mecze barażowe w 1. lidze? O tych […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Sequel lepszy od „jedynki”. Milewski i Tuszyński ZNÓW to zrobili

Świat filmu od lat staje przed dylematem – kręcić sequel hitowej historii, a może odpuścić sobie i spocząć na laurach wspaniałej „jedynki”? Druga część „Nagiego instynktu” to komplety szajs, przy „Batman i Robin” można wydłubać sobie oczy, sequel „Głupiego i głupszego” wywołuje fizyczny ból. Nakręcenie „dwójki” to wyzwanie, wszak twórca musi unieść ciężar oczekiwań po […]
06.07.2020