post Avatar

Opublikowane 22.12.2019 12:58 przez

redakcja

Poznaliście już Merveille’a Fundambu z opowieści i meczów KTS-u. Wiecie, że ma wielki talent. I że wkrótce wyląduje w znacznie lepszym klubie niż KTS. Uznaliśmy, że to dobry moment, by on sam opowiedział o tym, kim jest i skąd pochodzi. W Polsce trenuje już ponad pół roku. I dla niego to bezsprzecznie najbardziej intensywny czas w życiu.

Jeszcze chwilę temu żył w skrajnej biedzie. Grał w klubach, które nie zapewniały nawet wyżywienia. Głodował. Spał w salonie fryzjerskim siostry, by pilnować jej dobytku. Tułał się po Kongo, czekając na szansę. Przez kilka miesięcy żył marzeniem, że w końcu uda mu się trafić do Polski.

I właśnie o tym jest ta rozmowa – o marzeniach. O marzeniach chłopaka, który jechał autobusem na sąsiednią dzielnicę Kinszasy, na której akurat jest prąd, by obejrzeć mecz Ligi Mistrzów. O marzeniach chłopaka, któremu obsługa lotniska każe zapłacić tysiąc dolarów za wejście na pokład samolotu do Europy. Chłopaka, który zostawił wszystko, by zapewnić swojej rodzinie lepsze życie. 

***

Pewnego razu mama poprosiła mnie:

– Znajdź jakieś drzewo i zerwij nam trochę mango.

– Mamo, nie mogę ryzykować. A jak spadnę? Mamo, moje nogi to moje marzenia. To pieniądze dla nas wszystkich na lepsze życie.

Przyjechałem do Polski po to, by zostać wielkim piłkarzem. Od małego chciałem naśladować Andresa Iniestę i grać jak on. Chciałbym, by moje imię też było tak szanowane. Marzę o tym, by zostać takim piłkarzem jak Cristiano Ronaldo czy Leo Messi. By ludzie wymawiali moje imię.

W Kongo trudno marzyć o wielkiej karierze.

Pokochałem piłkę oglądając mecze Ligi Mistrzów. Oglądałem je w domu, ale często na naszej dzielnicy wyłączano prąd. Na mecze Ligi Mistrzów szliśmy z chłopakami do innej dzielnicy, a gdy było daleko – wsiadaliśmy w autobus. Czasami oglądaliśmy mecze u kogoś, ale najczęściej siadaliśmy w barze. Kupowaliśmy z kolegami po soku i piliśmy powoli, czekając, aż mecz się skończy. Od czasu do czasu był z nami Aristote, ale niezbyt często, bo mieszkał daleko ode mnie.

Jak wyglądała twoja gra w Kongo, zanim przyjechałeś do Polski? Na jakim poziomie byłeś?

Trafiłem do reprezentacji narodowej do lat dwudziestu. Po zgrupowaniu pojechałem do AC Ujana Kinszasa, gdzie zaproponowali mi grę w pierwszej lidze, ale nie chciałem tam przechodzić. Potem dostałem zaproszenie od MK Etencheite, gdzie grałem przy osiemdziesięciu tysiącach widzów. Liga się skończyła, zaczynaliśmy od nowa treningi. Pewnego dnia obudziłem się i zobaczyłem, że na telefonie mam wiele nieodebranych połączeń. Oddzwoniłem i usłyszałem, że szuka mnie Adore (człowiek, który pomagał przy ściągnięciu Merveille’a i Arsitote’a do Polski – red.), bo podobno jest dla mnie jakaś propozycja.

Poszedłem porozmawiać z prezesem i usłyszałem, że menedżer z Europy przyjedzie do Kinszasy, żeby mnie obserwować. Pamiętam, że podczas treningu na największym stadionie w Kongo przyszedł Adore z prezesem i zawołali mnie na stronę. Przerwałem trening i zadzwonili na FaceTime do menedżera z Europy, którym był Dominik Ebebenge. Rozmawiali po francusku i tłumaczyli mi wszystko na lingala. Dominik spytał, czy chciałbym przyjechać do Polski, by spróbować zrobić karierę.

Dlaczego nie?

Powiedziałem, że na pewno spełnię jego oczekiwania. Jeśli dostanę możliwość przyjazdu do Polski – na pewno będzie ze mnie zadowolony.

Pośmialiśmy się i zakończyliśmy rozmowę. Czekałem. W międzyczasie dostałem propozycję, by grać w Lubumbashi. To prowincja Kongo. Nie chciałem tam jechać. Tłumaczyłem prezesowi, że jesteśmy po słowie z menedżerem z Polski, więc to nie jest dobry pomysł. On odpowiedział, że nie chce mnie tam sprzedawać, ale będę miał tam możliwość grania. Nie chciałem już grać w MK Etencheite, bo wiele rzeczy nie wyglądało tak, jak na początku. Pojechałem do Lubumbashi. Warunki, które prezes proponował, były kompletnie inne niż to, co zastałem.

Bardzo brudna łazienka, wieś. Problem z jedzeniem…

Cierpiałem.

Problem z jedzeniem?

Tak, klub zapewniał tylko bardzo skromne wyżywienie. Ciężko było znaleźć coś do jedzenia. Czasami znalazłem i zjadłem coś małego, ale to nie to samo, co w domu, u mamy. Nie tyle, ile potrzebuje człowiek. Musiałem sobie radzić. Mama dzwoniła, ale żeby była spokojniejsza mówiłem, że wszystko jest w porządku. Ale było bardzo źle. Pewnego dnia usłyszałem, że zaraz dostaną wszystkie dokumenty i będą mogli mnie zarejestrować. Odmówiłem. Powiedziałem, że nie chcę tam grać. A jeśli ktoś chce, niech przyjedzie ze swoimi dokumentami i podpisze. Ja nie zamierzałem. Chciałem wrócić do Kinszasy.

– Musisz tu zostać – usłyszałem.

– Mogę zostać, ale niczego nie podpiszę. Będę grał tylko w sparingach. 

Gdy byłem w Lubumbashi, Dominik przyleciał do Kinszasy. Dzwonił do mnie i pytał, czy podpisałem jakąś umowę. Ale wiedziałem, że nic nie mogę podpisywać. Byłem w klubie, trenowałem, mecze oglądałem tylko z trybun. Spędziłem tam też święta. 26 grudnia nie wytrzymałem i wróciłem do Kinszasy. Dominik wrócił już do Polski. Dzwonił do mnie i mówił, że nawet jak dostanę jakąś propozycję, mam zostać w Kinszasie i nigdzie nie wyjeżdżać.

WARSZAWA 02.06.2019 PRZEDOSTATNI MECZ KLASY B SEZONU 2018/2019 KTS WESZLO - MARYMONT 1911 WARSZAWA --- MATCH IN CLASS B FUNDAMBU MERVEILLE (WESZLO) FOT. PAWEL WOJCIK/ 400mm.pl

Twój przyjazd do Polski się przedłużał. Dużo czasu zajęło załatwienie formalności, kilka razy pojawiałeś się na lotnisku, ale cię cofano. Co sobie wtedy myślałeś? Cały czas wierzyłeś, że to się uda?

Mieliśmy problemy związane z transportem, paszportem. Pamiętam, że gdy za pierwszym razem mieliśmy już wylatywać, pojechaliśmy na lotnisko i powiedziano nam, że nas nie wpuszczą, bo jest już za późno. A byliśmy kilka godzin przed odlotem. Byłem załamany. To pierwsza informacja, że nie możemy lecieć. Później usłyszałem ich jeszcze kilka. Innym razem usłyszeliśmy, że mamy przyjść na lotnisko za kilka dni i wtedy nas wpuszczą. Adore powtarzał nam, że to widocznie wola Boga, który nie chce, żeby podczas lotu wydarzyło nam się coś złego. Ale zastanawialiśmy się, czy klub KTS będzie płacił za kolejne i kolejne bilety lotnicze i nie zrezygnuje… Baliśmy się tego.

Komplikacji było bardzo dużo. Gdy już przyjechaliśmy na lotnisko w dniu, w którym faktycznie wylecieliśmy, także się pojawiły. Piłkarze są warci pieniądze, więc nie mogą tak po prostu wyjechać z Kongo. Powiedzieli nam na lotnisku, że jak damy im po 1000 dolarów, to nas wpuszczą. Byliśmy w szoku.

Adore kłócił się: – Dlaczego mnie wpuszczacie za darmo, a oni muszą płacić po 1000 dolarów?

On nie był piłkarzem, więc wpuścili go bez problemów. Dziwiliśmy się, jak to jest, że on może lecieć, a my nie. Adore zaproponował, że on zostanie i w ogóle nie wejdzie na lotnisko, ale my musimy lecieć. Nie zgodzili się. Każdy z nas dał wtedy po sto dolarów, które ofiarował nam Adore, i jak już nas wpuszczono, samolot prawie ruszył. Biegliśmy, by zdążyć. Ale zdążyliśmy.

Dolecieliśmy do Angoli, skąd mieliśmy lecieć do Portugalii. Przed wpuszczeniem na lotnisko znowu zaczęły się problemy. Katastrofa! Kiedy chcieliśmy oddać bagaże, wszystko zaczęli komplikować.

– Dlaczego lecicie z Angoli, a nie z Kongo? – pytali.

Byliśmy wtedy już tylko we dwójkę z Aristote, Adore musiał wrócić do Kinszasy, bo skończyła mu się wiza.

W końcu usłyszeliśmy: – Nigdzie nie polecicie. Dlaczego z Angoli? Wróćcie do Kongo i stamtąd polećcie do Polski.

Zadzwoniliśmy do Dominika, który rozmawiał z pracownikami lotniska, ale oni mimo to nie chcieli nas wpuścić. Pytał, czemu komplikują, skoro wszystko jest w porządku. Daliśmy im nawet adresy, gdzie mamy zamieszkać, wpisaliśmy nazwę drużyny KTS Weszło. Mimo to ciągle mówili, że nie możemy lecieć. A czas płynie. I serce pęka.

Spotkaliśmy człowieka, który rozmawiał z nimi, tłumaczył, że wszystko jest dobrze i mają nas wpuścić. Powiedział nam, że na lotniskach pracują sami złodzieje i tylko szukają okazji, by coś dostać. Jeśli nie dasz – nie wpuszczą cię. Chcieli od nas 200 dolarów. Mieliśmy tylko 100, za które mieliśmy kupić jedzenie w Portugalii.

Udało się. Wpuścili nas. Z Aristote pocieszaliśmy się wzajemnie:

– Czasami w Kongo bywało, że nic rano nie zjadłeś, poszedłeś na trening i do wieczora wciąż niczego nie było na talerzu. Zdarzało się jechać na mecz będąc głodnym, nie jedząc od dłuższego czasu. Wytrzymamy. Tyle razy już to przeżywaliśmy.

Marzenia o piłce są silniejsze niż głód. Najważniejsze było dla nas to, by w końcu polecieć.

Później kolejna kontrola. Robili mi i Aristote’owi zdjęcia. Mnie puścili, ale jego zatrzymali. Zaczęli oglądać go z każdej strony nic nie mówiąc. Co się dzieje? Czekaliśmy długo. Puścili go. Wbiegliśmy do autobusu prowadzącego do samolotu i zrobiłem znak krzyża. Wreszcie. Jesteśmy w samolocie do Portugalii. Nie jedliśmy niczego, ale to nieważne. Rano byliśmy na miejscu. O 10:00 mieliśmy samolot do Polski.

Co zastało was w Warszawie?

Dominik od razu zapytał, czy będę mógł zagrać jutro pierwszy mecz. Powiedziałem, że oczywiście, zagram. Po to tu jestem. Aristote mnie motywował: – Znam cię, dasz radę.

Bardzo ważne dla mnie było to, że Aristote mnie tak motywuje. Dominik tłumaczył mi, że na moim pierwszym meczu będzie dużo ludzi i muszę pokazać, na co mnie stać. Drużyna przyjęła mnie bardzo pozytywnie, co dodało mi motywacji. Śmialiśmy się, mimo że nic nie rozumiałem. Pytałem siebie: o czym oni gadają?

Ale to już nie było ważne. Najważniejsze było to, że wreszcie mogłem grać.

Wyszedłem z szatni, popatrzyłem na kibiców, przywitałem się z nimi. Pamiętam wszystko – mój pierwszy kontakt z piłką. Dryblowałem, podałem, usłyszałem z trybun brawa. Dodatkowa motywacja. Czułem się pewnie i od razu szedłem z akcjami. Oddałem strzał, który bramkarz obronił. Inna akcja – dostałem piłkę na klatkę, przyjąłem, prowadziłem, oddałem do kolegi i wpadło. Była też bramka. Zostałem sfaulowany w polu karnym.

Wziąłeś piłkę w koszulkę i sam wykonałeś jedenastkę.

Tak. Chciałem samemu zakończyć tę akcję. Po meczu świętowaliśmy awans. Zrobiło to na mnie wrażenie. Drużyna jest na pierwszym miejscu, idzie do wyższej ligi, a ja jeszcze strzelam bramkę. Niesamowite.

Przyjechałeś do Polski i od razu zobaczyłeś europejskie miasto, wysokie budynki, ruchome schody w galerii, dostałeś od New Balance tyle ubrań, ile chciałeś, robiono ci zdjęcia, chodziła za tobą kamera. Chwilę temu byłeś w skrajnej biedzie, a w jednym momencie mogłeś poczuć się jak gwiazda.

Jak już byłem w samolocie z Angoli do Portugalii, powiedziałem do siebie: to już wielka zmiana. Nowy start. Kamery? To był dla mnie szok. Po raz pierwszy w życiu byłem tak traktowany. Jeździł ze mną osobiście prezes Krzysztof, pomagał Dominik, robiono mi zdjęcia. Wszystko było tak, jak tylko mogłem sobie wymarzyć. Każdy był dla mnie bardzo dobry. Do tej pory tak jest. Nie widziałem jeszcze w Polsce złych ludzi.

Co było dla ciebie największym szokiem?

Widząc tyle wysokich budynków pytałem siebie: jak oni to robią? Metro też było szokiem. Jak coś może jeździć pod ziemią? Nie rozumiałem też tego, że każdy w Polsce może mieć swój samochód. W Kongo to rzadkość. Większość ludzi ich nie ma. Jak ktoś ma samochód, znaczy, że jest bardzo bogaty.

 

Pamiętamy, że w pierwszych dniach w Polsce mówiłeś do wszystkich “siema”. Gdy poszedłeś pierwszy raz do dentysty, siedziały tam trzy panie, a ty na powitanie krzyknąłeś “siema!”. Trochę się zdziwiły. No właśnie, dentysta – jakie to było dla ciebie przeżycie?

W Kongo nigdy nie byłem u dentysty. Bałem się tylko za pierwszym razem, ale dostałem zastrzyk w dziąsło i już nie bolało. Dziwnie się czułem, bo miałem sparaliżowany policzek. Katastrofa! (śmiech) Aristote jadł, a ja nie mogłem. Ale po czasie przyzwyczaiłem się do tego i było już normalnie. Dużo zębów trzeba było naprawić…

Jak jesteś odbierany w Kongo? Wrzucasz na Facebooka dużo zdjęć, powstała o was nawet… piosenka.

Ludzie reagują głównie bardzo dobrze. Chcę im pokazać, jak u mnie jest, by wiedzieli, że życie każdego może się zmienić na lepsze. Słucham często muzyki, która opowiada o zmianie w życiu. To moja motywacja. Moje życie się zmieniło i chcę, by inni też to widzieli i wierzyli, że może być lepiej.

Ludzie złego serca, którzy zazdroszczą, też oczywiście są. Widzieli, jak tułałem się z prowincji do prowincji, żeby grać w piłkę. Teraz jestem w Polsce. I odpowiadam im, że będę jeszcze wyżej. Nie dziwię się, że ludzie zazdroszczą. Bóg jest ze mną.

Jak wyglądał twój dom?

Na początku mieszkaliśmy z wujkiem, ciocią i jego dziećmi. Duży tłok, kilkanaście osób. Mieliśmy dwa pokoje i pokój dzienny, łazienkę mieliśmy na zewnątrz. Później wyprowadziliśmy się do swojego domu, ale więcej czasu spędzałem u siostry, która miała swój salon fryzjerski. Pomagałem jej. Spałem w salonie i pilnowałem rzeczy, by nikt ich nie ukradł.

Po przeprowadzce mieliśmy jeden pokój i pokój dzienny, no i łazienkę – znowu na zewnątrz. Mieszkanie było takie sobie. Ojciec pracował w firmie, która produkowała plastikowe opakowania. Mama sprzedawała przed domem chleb.

Posmutniałeś, gdy mówisz o rodzinie. Bardzo za nią tęsknisz?

Tak, ale oni są szczęśliwi, że tu jestem. Mam walczyć, żeby wszystko nam się ułożyło. I żebym mógł w przyszłości pomagać rodzinie. Jest nas szóstka – czterech chłopaków, dwie dziewczyny. Ja jestem czwartym w rodzinie. I jedynym, który wyjechał do Europy. Dlatego cały czas mnie motywują i modlą się za mnie. Chcą, żebym mógł jak najwięcej zarobić w życiu, żeby im pomóc.

Zrzut ekranu 2019-12-22 o 12.01.32

Czego jeszcze z Kongo ci brakuje?

Jedzenia, natomiast zacząłem się już przyzwyczajać do polskiego. Dostaję bardzo dobre jedzenie i już nie czuję takiej różnicy.

Co ci najbardziej smakuje?

Zupa!

Natalia Ebegenge, która się tobą opiekuje, opowiadała nam, że bałeś się, gdy za pierwszym razem jadłeś zupę.

Guyguy Pierre Ndakiza (tłumacz): – Potwierdzam, bo ja też się bałem!

W Kongo nie było żadnych zup. Natalia mówiła “zjedz, przecież dobre”. Jej motywacja sprawiła, że spróbowałem. I faktycznie – posmakowało mi.

Jakim problemem jest dla ciebie nieznajomość języka? Czujesz, że masz problemy z komunikacją?

Jak rozmawiacie po polsku, to rozumiem niektóre słowa. Całego zdania jeszcze nie potrafię zrozumieć. Czasami staram się zapamiętywać słowa, które mówią do mnie koledzy, ale często po chwili zapominam. Staram się. Oczywiście, brak języka przeszkadza mi w komunikacji z kolegami i trenerem.

Pamiętamy sytuację, gdy trener powiedział ci, że masz grać na dwa kontakty i szybciej pozbywać się piłki. Przez trzy mecze grałeś… tylko w ten sposób. Dopiero po kolejnej rozmowie zacząłeś grać swoje – kiwać, strzelać, ale też grać na dwa kontakty.

Robię wszystko, czego wymaga ode mnie trener. Staram się wypełniać polecenia. Skoro trener powiedział, że mam grać na dwa kontakty – gram na dwa kontakty. Nie mam jak zapytać trenera o wskazówki, dlatego czerpię tylko z tego, co usłyszę.

Ile twoich umiejętności zobaczyliśmy jesienią?

Około 70%.

Czemu nie sto?

Z jednej strony to przez ligę, bo dostałem informację, że na tym poziomie każdy chce się pokazać i czasami gra pod siebie, dlatego nie zawsze dostaję piłkę od kolegów. Jak już sam mam piłkę, otwieram akcje. Zdarza mi się też zamknąć oczy i iść samemu, ale to nie jest futbol, który jest we mnie. Jako środkowy pomocnik muszę się dzielić piłką. Zdarza się, że się nią dziele, ale nie dostaję jej z powrotem.

Zauważyłem w Radomiu, że tam gra się inaczej. Zawodnicy częściej szukają gry z kolegami, na dwa kontakty. Pamiętam akcję, gdy dostałem piłkę, przedryblowałem jednego zawodnika i zauważyłem, że ktoś idzie za mną. Oddałem piłkę do kolegi, a on stracił. Przeciwnik chciał mnie minąć, ale odebrałem mu piłkę. Poszliśmy za akcją i strzeliłem gola. Jest inaczej.

Skąd się znacie z Silasem Wamangituka, który trafił za osiem milionów do VfB Stuttgart? To prawda, że byłeś lepszy od niego?

Graliśmy razem w jednym klubie. Kto był lepszy? Nie wiem, wolę, by ktoś inny to ocenił. On jest napastnikiem, a ja środkowym pomocnikiem, więc ciężko to porównać. Szybko wyjechał do Europy, a ja odszedłem do MK Etencheite.

To dla ciebie inspiracja, że kolega będący na twoim poziomie robi taką karierę?

Tak. Mam nadzieję, że niedługo też będę na tym poziomie.

Ty za to jesteś motywacją dla brata.

Gra w niższych ligach. Widzę u niego potencjał. Myślę, że poradziłby sobie, gdyby przyjechał tutaj grać.

WARSZAWA 03.11.2019 MECZ PILKI NOZNEJ KLASA A KTS WESZLO - GROM II WARSZAWA MERVEILLE FUNDAMBU FOT. PAWEL WOCJIK/ 400mm.pl

Zrzut ekranu 2019-12-22 o 12.35.57

Zrzut ekranu 2019-12-22 o 12.36.12

254e1fd3-0602-41c3-b736-772a410fd1de

Jak się czułeś na tle piłkarzy Rakowa?

Najwyższa liga w Polsce – duża motywacja od samego początku. Byli tam bardzo dobrzy zawodnicy, ale znam swój potencjał i wiem, że mogę być od nich lepszy.

Raz pojechałeś do Rakowa z kontuzją, o której nikomu nie powiedziałeś. Bałeś się, że stracisz szansę?

To był mój błąd. Odniosłem uraz w meczu KTS-u, a wiedząc, że następnego dnia mam jechać na testy, biegałem z kontuzją. Sytuacja się przez to tylko pogorszyła. Brałem leki i myślałem, że wyjdzie dobrze, zagram lepszy mecz… Tam jeszcze, na miejscu, doszła kolejna kontuzja, ale udawałem, że nic mi nie jest. Nie mogłem ani strzelać, ani dośrodkowywać.

Guyguy Pierre Ndakiza: – Ja może dopowiem, bo grałem i w kongijskiej lidze, i w drugiej lidze w Polsce. Wiem, co Merveille czuje, bo sam to miałem. Guyguy, jesteś chory? Nie ma znaczenia, zawsze jesteś do dyspozycji. Nikt nie chce stracić szansy. Dla mnie było jasne – skoro jesteś chory i nie możesz grać, musisz wrócić do Kongo. Boimy się tam wrócić. Nie miałem w ogóle myślenia, że skoro mam kontuzję, to ktoś może mnie wyleczyć. Nikt nie chce stracić szansy. Afrykański piłkarz na początku zawsze będzie ze wszystkim na tak.

Merveille, jesteś już tego świadomy?

Dzisiaj już tak. Jak widzę, że nie jestem zdrowy, mówię o tym.

Nie mówiłeś, bo bałeś się, że trzeba będzie wrócić?

Tak. Każdy z nas się tego boi. Przyjechałem do Polski, żeby wszystko się udało. Wszystko. To moja misja. Będę robił wszystko, by tak było. To, co złe, zostawiłem w Kongo.

Jak się odnalazłeś po wyjeździe Aristote’a do Paryża?

Bolało. Zdarzyło się zapłakać z tego powodu. Razem musieliśmy ciężko pracować, by życie się ułożyło. Jak już dostałem informację, że Aristote’owi się nie uda i ma wyjechać do Francji, budowałem go, by się nie poddawał i pracował dalej. By walczył. By dążył do swoich celów. C’est la vie.

Macie kontakt?

Oczywiście, rozmawiamy cały czas.

Czego mu zabrakło, by być tu dłużej?

Aristote opowiadał, że rozmawiał z jedną osobą z Kongo. Opowiadał mu o Polsce, o życiu tutaj. Ta osoba powiedziała mu, że w Kongo mówią, że słabo mu idzie i chyba będzie się musiał mocniej starać… 

Guyguy Pierre Ndakiza: – Aristote dzwonił do mnie któregoś dnia, że ma problem. Pytałem, o co chodzi, ale nie chciał powiedzieć. No jak już dzwonisz to powiedz! Opowiedział to samo – ktoś powiedział mu, że w Kongo chodzą słuchy, iż słabo gra i będzie musiał wrócić. Od tamtej pory upadł mentalnie i nie mógł już do siebie wrócić. Pokazywał mi nawet rozmowy z tym facetem. Człowiek leci do Polski, żeby grać, widzi, że kiedyś był biedny i w jednym momencie jego życie zmienia się na lepsze. Wystarczy mu jedna informacja i od razu wszystko siedzi. Od tamtej pory mówił: „wielki bracie, już nie mogę, cały czas boję się, że będę musiał wrócić do Kongo”. Jedno złe słowo może przekreślić wszystko.

Ja też to miałem. Byłem we Flocie Świnoujście z trzema kolegami. Jeden z nich został, a nas wysłano autobusem przez całą Polskę do Pogoni Świebodzin. Byłem pewien, że muszę wracać do Kongo. Wszystko siadło. Uratowało nas to, że pan Leonowicz, który był sponsorem Floty, sponsorował też Pogoń Świebodzin. Ta informacja wystarczyła nam, by później normalnie funkcjonować. Ale w drodze do Świebodzina byliśmy już w mentalnym dole. Nikt nie potrafił pokazać swojego poziomu. Byliśmy skasowani.

Ty też, Merveille, przyjechałeś tutaj i byłeś skazany na ludzi, których nigdy wcześniej nie znałeś, z którymi nie możesz porozmawiać, bo nie znasz języka. Musiałeś wszystkim zaufać.

Ale to nie było trudne, gdy zobaczyłem, jak zostałem tu przyjęty. Czuję się tutaj jak w rodzinie – także teraz, gdy siedzę z wami. Chciałbym wszystkim za to bardzo podziękować, mimo że czasami nie rozumiem, co do mnie mówią (śmiech). Dziękuję za szansę. Dominikowi, który mnie tu sprowadził i jego dziewczynie. Krzysztofowi i jego żonie, dzieciom, którzy bardzo ciepło mnie przyjęli i są jak rodzina. Natalii, która jest dla mnie jak matka i dzięki niej zapomniałem o niektórych przykrych rzeczach, jakie spotkały mnie w Kongo. Panu Bogusławowi, trenerowi Krzepocie, trenerowi Ciechańskiemu, całej drużynie KTS-u i ich rodzinom. Także kibicom KTS-u za wszystko, co dla mnie zrobili. Niech Bóg błogosławi każdego. I jeśli komuś będzie czegoś brakowało w życiu – niech Bóg im to da. Wkrótce się rozdzielimy, ale to nie koniec. Jesteśmy cały czas razem. Dzięki KTS Weszło czuję, że mogę spełnić marzenia.

Rozmawiali JAKUB BIAŁEK i DANIEL CIECHAŃSKI 

Tłumaczenie: Guyguy Pierre Ndakiza

Fot. 400mm.pl 

Opublikowane 22.12.2019 12:58 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
08.07.2020

Milan znów był wielki. A przynajmniej przez sześć minut, w ciągu których sprał Juve

Rollercoaster, jaki zafundowali nam dzisiaj piłkarze Milanu i Juventusu, przypomniał najlepsze lata Serie A i klasyków między tymi ekipami. Po pierwszej połowie chcieliśmy pochwalić Rossonerich za skuteczne murowanie własnego pola karnego. Po ośmiu minutach drugiej części gry już wiedzieliśmy, że na pewno tego nie zrobimy, bo defensywa Milanu zawaliła dwa gole. A po nieco ponad […]
08.07.2020
Weszło
07.07.2020

20 wniosków po Cracovia – Legia

Cracovia awansowała do finału Pucharu Polski w sposób spektakularny. Jakie wnioski można wyciągnąć po meczu z Legią Warszawa?  1. Jak podaje Wojciech Frączek, tylko raz Legia doznała dotkliwszej porażki w Pucharze Polski – miało to miejsce w sezonie 2000/01, gdy Zagłębie Lubin wygrało z nią w ćwierćfinale aż 4:0. 2. Cracovia dała zdecydowanie więcej z […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Morderczy wysiłek Pawła Stolarskiego

Dla Pawła Stolarskiego to arcywyczerpujący sezon. Od października obrońca Legii zaliczył aż 277 minut. Suche minuty nie do końca oddają to, jak intensywne są to dla niego rozgrywki, najdobitniej oddaje je bilans z Transfermarkt: Aż sami zaczynamy odczuwać zakwasy. Istna orka. Obóz z niedźwiedziami u Czerczesowa przy tym, co przeżył w tym sezonie Stolarski, to […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Cracovia wybiła Legii dublet z głowy

Widać było, że w dzisiejszym półfinale Totolotek Pucharu Polski zmierzyły się ze sobą drużyny, dla których ewentualny awans do finału rozgrywek miał zupełnie inne znaczenie. Inny wymiar. Dla Cracovii zwycięstwo w pucharze to w tym momencie kwestia absolutnie kluczowa. Prawdopodobnie jedyna szansa na uratowanie rozczarowującego sezonu. Dla Legii? Miły, prestiżowy, ale tylko dodatek do ligi. […]
07.07.2020
Kanał Sportowy
07.07.2020

Hejt Park w Dobrym Składzie – Olaf Lubaszenko i Tomasz Smokowski

Hejt Park w Dobrym Składzie – Olaf Lubaszenko i Tomasz Smokowski odpowiadają na pytania od widzów Kanału Sportowego i słuchaczy Weszło FM. Sponsorem programu jest właściciel marki Okocim.
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Kto w Ekstraklasie odchodzi od archaicznej „szóstki”?

Na całym świecie od kilku dobrych lat trwa zwrot w budowaniu środka pola. Coraz mocniej odchodzi się od gry z klasycznym defensywnym pomocnikiem. Pod tym pojęciem rozumiemy typowego walczaka – ma doskoczyć do rywala, odebrać piłkę, oddać ją do najbliższego. I najlepiej, gdyby nie zapędzał się do przodu. Jak to wygląda w Ekstraklasie? Zasadniczo w […]
07.07.2020
Inne sporty
07.07.2020

Pół miliarda dla Pata. Fenomen gwiazdy NFL

Wyobraź sobie, że masz 24 lata na karku, niedawno opuściłeś uczelnię, a już jesteś ustawiony na całe życie. To może powiedzieć o sobie Patrick Mahomes, choć „ustawiony” nie oddaje w pełni fortuny, jaka wpadnie w jego ręce. W ciągu najbliższych dziesięciu lat ten chłopak może zarobić… ponad pół miliarda dolarów. Serio. I co najlepsze, w […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Trzy (!) weryfikacje wyników. Pokrzywdzeni piłkarze Legii, Jagiellonii i Śląska

O panie, takiej kolejki nie mieliśmy już dawno. Przez błędy sędziów musimy zweryfikować wyniki aż trzech meczów. I to nie starć o pietruszkę, a o puchary czy medale. W miniony weekend arbitrzy skrzywdzili piłkarzy Legii Warszawa, Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław. Do tego jeszcze pod górkę miała Cracovia, ale mimo pomyłki sędziego i tak ograła […]
07.07.2020
Weszło Extra
07.07.2020

„Pitbull” na Camp Nou. Jak Edgar Davids podźwignął Barcelonę z kolan

Charakterystyczne okulary, ekscentryczne stroje, nietypowa fryzura. Edgar Davids na przełomie wieków był jednym z najbardziej rozchwytywanych piłkarzy wśród wszelkiej maści marketingowców. Przede wszystkim jednak cieszył się reputacją doskonałego środkowego pomocnika. Louis van Gaal nazywał go „Pitbullem”, z kolei Marcello Lippi określił go „jednoosobowym silnikiem drużyny”. Davids faktycznie zasłynął przede wszystkim jako zawodnik Ajaksu oraz Juventusu. […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

„To wy, Polacy, robicie tu gnój!”. Jak zarządzana jest Olimpia Grudziądz?

23 czerwca. Krzysztof Stanowski podaje informację, że Jacek Trzeciak nie jest już trenerem Olimpii Grudziądz. Olimpia szybciutko zaprzecza i prosi o niepowielanie nieprawdziwych informacji. Zapewnia, że Trzeciak nigdzie się nie wybiera. 29 czerwca. Olimpia przekazuje informację, że kontrakt z trenerem został rozwiązany za porozumieniem stron. Czyżby kolejny przykład, że gdy klub zapewnia o zaufaniu do […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Arka mówi „do widzenia”, ale nie mówi „żegnajcie”

Jeszcze dwa miesiące temu nie byliśmy pewni, czy Arka Gdynia w ogóle będzie miała kim grać we wznowionych, post-pandemicznych rozgrywkach. 6 maja Michał Nalepa podzielił się z nami swoimi obawami dotyczącymi dalszego istnienia klubu. Pensji nie ma. Właściciele wycofani. Miasto wstrzymało środki. Kibice ruszyli na wojnę z zarządem. Wydawało się, że pod znakiem zapytania stoi […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Kozacy i badziewiacy. Boguski szuka gola. Od dwudziestu miesięcy…

Wisła Kraków zastanawia się nad przedłużeniem o kolejny rok kontraktu z Rafałem Boguskim (przynajmniej według TVP Sport). Z jednej strony trochę tego nie rozumiemy, bo naszym zdaniem 36-latek daje coś tej drużynie już naprawdę od wielkiego dzwonu – przykładem mecz z Górnikiem w przedostatniej kolejce, ale no właśnie, ostatni raz na podobnym poziomie chłop zagrał […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Dariusz Sztylka: Namawiam Waldka Sobotę na powrót do Śląska

Prawdopodobne odejście Przemysława Płachety, transfery Mateusza Praszelika i Rafała Makowskiego, zainteresowanie Waldemarem Sobotą, ocena Erika Exposito, trener Lavicka, budowanie zespołu, a nie zbioru indywidualności. Mniej więcej te tematy poruszyliśmy w rozmowie z Dariuszem Sztylką, dyrektorem sportowym Śląska Wrocław we wczorajszych Weszłopolskich. Zachęcamy do wysłuchania całej audycji i przeczytania zapisu rozmowy z człowiekiem, który odpowiada za […]
07.07.2020
Weszło Extra
07.07.2020

Mój wąs to panegiryk dla dziadka i lat siedemdziesiątych

Chińskie bajki. Muzeum Albertina w Wiedniu. Dziennikarstwo w erze Tony’ego Blaire’a. Podcast o Złotej Piłce w odniesieniu do Oscarów. Śpiew mew. Mickiewicz. Noszenie lamp na planie filmowym. Wyobrażenie Lubina po grze w Gorky 17. Wąs jako panegiryk. Numerologia. Efekt motyla. Sztuka. Poezja. Dziennikarstwo. Muzyka. Film. Jewgienij Baszkirow zdecydowanie nie jest banalnym rozmówcą. Prawdopodobnie żaden piłkarz […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Jóźwiak znów zrobił różnicę. Sobociński też, ale w drugą stronę

Runda wiosenna w Ekstraklasie miała należeć do Kamila Jóźwiaka. Żadną tajemnicą było to, że dla skrzydłowego Lecha będą to ostatnie miesiące w naszej lidze, więc pozostawało mu potwierdzić, że na wyjazd jego gotowy i oczywiście przekonać do swoich umiejętności jak najlepszy klub. Czy to się udało? Okoliczności rozgrywania tej rundy są tak wyjątkowe, że odpowiedź […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

Czy Legii odbije się czkawką wystawienie podstawowego składu na Lecha?

Trzeba przyznać, że Aleksandar Vuković zaskoczył nas przy okazji starcia z Lechem, bo właściwie w ogóle nie rotował składem i kogo miał najlepszego pod ręką, rzucił do walki. I teraz, skoro wiemy, że poniósł porażkę, mecz z Cracovią w półfinale Pucharu Polski ma jeszcze większą wagę. Jeśli bowiem Legia nie wejdzie do finału, będzie się […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

„Można wziąć dobrych zawodników, z których nie złoży się dobrej drużyny”

Raków Częstochowa wzmacniał się w kończącym się sezonie mądrze. Byli gracze tacy jak Tudor, którzy z miejsca stawali się czołowymi postaciami ligi, było zaufanie do młodych graczy, jak Piątkowskiego czy Mikołajewskiego. Paweł Tomczyk w grudniu minionego roku objął stanowisko szefa skautów Rakowa, a przed nim pierwsze „autorskie” okienko. Jakie wyzwania stawia praca skauta? Na czym […]
07.07.2020
Weszło
07.07.2020

„To były trudne tygodnie. Ale nie pękałem”

– To były trudne tygodnie. Wiedziałem, że może być ciężko o miejsce w składzie, ale nie wyobrażałem sobie, żebym się nie załapał do dwudziestki. Jednak trener Slaven Bilić w obu przypadkach, gdy nie zabrał mnie na mecz, rozmawiał ze mną i powiedział, że ma ciężki wybór i za jego decyzjami nie kryje się nic innego, […]
07.07.2020