Debiutem marzeń byśmy tego nie nazwali

redakcja

Autor:redakcja

07 listopada 2019, 11:46 • 2 min czytania

Reklama
Debiutem marzeń byśmy tego nie nazwali

Czekaliśmy na debiut Damian Kądziora co kolejkę, czekaliśmy i doczekaliśmy się. Wszedł. Zagrał. Może o sobie mówić: uczestnik Ligi Mistrzów. Niemniej jest robota do wykonania, jeśli nie chce na zawsze zostać chodzącą anegdotą polskich śladów w tych rozgrywkach.

Podsumujmy:

– Kądzior z ławki oglądał 90 minut dramatycznego spotkania, gdzie Dinamo przegrywało 0:1, grało przez pewien czas 10 na 11, a jednak ułożyło sobie mecz;
– Kądzior wszedł w 90 minucie, tuż po golu Ademiego na 3:1 dla Dinama, gdy wszystko miało być już pozamiatane;
– Kądzior w zasadzie wszedł po to, by ukraść swoim wejściem trochę czasu;
– Sędzia dolicza pięć minut, Kądzior mógł liczyć, że kopnie dwa razy piłkę;
– Jednak uda się tylko raz: gdy Moraes w 93 strzeli na 3:2, a Kądzior będzie zaczynał od środka;

Screen Shot 11-07-19 at 11.19 AM

Reklama

Podania Kędziora wczoraj, źródło Whoscored.com

– Poza tym Kądzior raz da się złapać na spalony;

Screen Shot 11-07-19 at 11.20 AM

Heatmapa Kądziora, za Whoscored.com

Reklama

– Z bliska obejrzy faul w polu karnym;
– I karnego Tete na 3:3.

Od 3:54 bramki Szachtara:

Mało tego, wygrana w tym meczu dawała Dinamu praktycznie pewny awans do kolejnej rundy fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Byłby to kapitalny wynik zespołu z Zagrzebia, nie mówiąc o zastrzyku finansowym z UEFA.

Reklama

Sytuacja w grupie wyglądałaby tak:

1. Manchester City 10 punktów
2. Dinamo Zagrzeb 7 punktów
3. Szachtar Donieck 4 punkty
4. Atalanta Bergamo 1 punkt

Dinamo miałoby też lepszy bilans bezpośrednich meczów z Szachtarem, bo na wyjeździe zremisowało 2:2. Wątpliwe, by Szachtar przywiózł cokolwiek z City of Manchester Stadium, a gdyby spełnił się ten scenariusz, Dinamo grałoby dalej praktycznie bez względu na układ pozostałych meczów. Teoretycznie jeszcze mogłaby się wmieszać Atalanta, ale przegrała z Dinamem 4:0. Matematyczne szanse.

A teraz Dinamo ma nie tylko tyle samo punktów co Szachtar, ale też gorszy bilans bezpośrednich meczów.

Reklama

Nie zwariowaliśmy, nie obwiniamy Kądziora, nie on tu zawalił, niemniej trzeba przyznać, że trudno o mniej szczęśliwe minuty na boisku.

Przypomina nam to tylko jedną sytuację: jedyny jak do tej pory mecz Grzegorza Krychowiaka w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. 8 marca 2017. Rewanż na Camp Nou po wygranej PSG 4:0. Krychowiak wchodzi w 93 minucie za Meuniera przy stanie 5:1. Nie dotknie piłki ani razu. Za chwilę Barca strzeli na 6:1.

Panowie, jeden i drugi: nie chcecie być bohaterami zabawnych pytań w piłkarskich quizach wszelakich. Wiadomo, że jest tysiąc i jeden przyczyn, dla których warto grać w Lidze Mistrzów, ale wy macie jeszcze tysiąc drugą.

Reklama

Fot. NewsPix

Najnowsze

Weszło