post Avatar

Opublikowane 23.10.2019 11:58 przez

redakcja

Podobno w Stanach Zjednoczonych w piłkę grają emeryci odcinający kupony. Podobno na trybunach zasiadają typowi amerykańscy Janusze z hot-dogiem i colą w ręku lub ci, którzy po prostu pomylili terminy meczów futbolu amerykańskiego. Podobno w USA nie ma też dobrych trenerów, a już z pewnością nie Jankesów, którzy na piłkę nożną wołają soccer. Ten ostatni mit skutecznie obala pierwszy Amerykanin, który poprowadził zespół w Lidze Mistrzów. Jesse Marsch i RB Salzburg to jeden z popularniejszych tematów dyskusji toczonych pomiędzy kibicami po dwóch kolejkach Champions League.

Piłkarska stajnia Red Bulla rozwija się w niesamowitym tempie. Tu nie ma miejsca na przypadek i nie mówimy tylko o świetnych akademiach, skautingu najzdolniejszych zawodników, ale również o skautingu trenerów, którzy pasują do filozofii klubu, o czym mówił m.in. dyrektor sportowy Salzburga – Christoph Freund.

– Szukamy ludzi, którzy mają takie same idee jak my. Szukamy młodych trenerów tak samo, jak młodych piłkarzy. Trudno ściągnąć duże trenerskie nazwisko do ligi austriackiej. Zdecydowanie lepiej znaleźć trenera, który preferuje dokładnie taki styl jak my. Chcemy rozwijać się razem z nim.

Zatrudniając Marscha na stanowisko trenera New York Red Bulls, włodarze doskonale wiedzieli, czego mogą się po nim spodziewać. Amerykanin spełnił pokładane w nim nadzieje, w nagrodę obejmując w lipcu posadę szkoleniowca Salzburga. Wypłynął na szerokie wody po dołączeniu do stajni Red Bulla, ale nigdy nie dostałby takiej szansy, gdyby nie jego największy mentor – Bob Bradley.

Od palanta do przyjaciela

Urodzony w Wisconsin Jesse od samego początku swojej kariery miał wyjątkową relację z jedną z legend amerykańskiej piłki nożnej – Bobem Bradleyem. To właśnie on odpowiadał za ściągnięcie go do drużyny uniwersyteckiej. Zdolnego napastnika wypatrzył w 1991 roku podczas rozgrywek młodzieżowych. To był ostatni rok w high school, a na wieść o college’u, nastolatek miał jedną odpowiedź: „Tam skąd pochodzę, dzieciaki nie idą do Princeton”. Okazało się, że nie miał racji i w przeciwieństwie do rodziców miał możliwość ukończenia uniwersytetu. Bradley wysłał mu zaproszenie i osobiście odebrał z lotniska.

Początki nie należały do najłatwiejszych. Marsch przeszedł niezłą szkołę życia, a Bradley nie zapewnił mu parasola ochronnego. Chłopak, który przyzwyczaił się do bycia najlepszym na boisku, nagle stał się jednym z wielu. Po latach Jesse wspominał: – Pamiętam, że wtedy sobie pomyślałem „Ten facet to palant!”, ale z biegiem czasu dorosłem do tego, żeby polubić jego opinie i tęsknię za jego krytyką… Zdałem sobie sprawę, że im większe rzucał ci wyzwanie, tym bardziej w ciebie wierzył.

A Bradley wierzył w Marscha niemal bezgranicznie. W Princeton Tigres dwukrotnie sięgnęli po tytuł Ivy League (rywalizacja pomiędzy ośmioma elitarnymi uczelniami w północno-wschodniej części USA), dotarli też to półfinału głównego turnieju NCAA. W ostatnim sezonie gry w lidze uniwersyteckiej Jesse został królem strzelców i znalazł się w zaszczytnym gronie All-American Team. Nikogo nie powinno zatem dziwić, że kiedy trener przeniósł się do D.C. United jako asystent, szepnął dobre słowo o 22-letnim wówczas zawodniku. Jesse Marsch został wybrany w pierwszym drafcie MLS. Profesjonalna liga piłkarska w USA dopiero raczkowała, a duet z Princeton stawiał pierwsze kroki w zawodowej karierze: Jesse jako piłkarz, Bob jako trener. Debiut zaowocował mistrzostwem, który rok później obronili, ale o prawdziwym rozwoju możemy mówić od 1998 roku, kiedy do Major League Soccer wchodziła nowa drużyna – Chicago Fire. Bradley objął jej stery i kolejny raz zabrał ze sobą dzieciaka, którego wypatrzył kilka lat wcześniej. Razem z Koseckim, Podbrożnym i Nowakiem sięgnęli po historyczne mistrzostwo i puchar kraju, czego w debiutanckim sezonie nie dokonała później żadna z drużyn.

Łącznie w barwach klubów MLS Jesse rozegrał ponad 300 spotkań, zdobywając dziewięć tytułów. Nie był to jeden z wielu piłkarzy, a jeden z lepszych zawodników w całej lidze. Zawsze wykazywał się ponadprzeciętną inteligencją. Właśnie dlatego Bradley tak bardzo upodobał sobie współpracę z chłopakiem z Wisconsin i kiedy tylko miał taką możliwość, zabiegał bezpośrednio o niego. Zostając trenerem Chivas USA, poprosił o transfer pomocnika. Tylko podczas pracy w MetroStars nie mieli okazji współpracować, ale co się odwlecze, to nie uciecze. I w tej kwestii Jesse poszedł później w ślady swojego mentora.

Po zawieszeniu butów na kołku Marsch nie zastanawiał się długo nad ścieżką kariery. Skorzystał z zaproszenia swojego mistrza, dołączając do sztabu trenerskiego reprezentacji Stanów Zjednoczonych podczas mistrzostw świata 2010. Obserwował, uczył się i przygotowywał do wypłynięcia na szerokie wody, tym razem już bez człowieka, który bez wątpienia miał największy wypływ na jego karierę.

– Bob był inspiracją dla nas wszystkich, dla amerykańskich trenerów. Był dla mnie jak mentor, później stał się bardziej jak ojciec, jeszcze później był moim szefem, a teraz jest moim przyjacielem. Nie wiem, czy gdyby nie wyjechał do Europy, kiedykolwiek pomyślałbym, że mogę zrobić to samo.

Ryzyko, które się opłaciło

Wraz z odejściem Boba Bradleya ze stanowiska trenera reprezentacji Stanów Zjednoczonych Jesse Marsch musiał dorosnąć. Na szczęście dla niego trafił na czas, kiedy Major League Soccer zaczęła się rozwijać w coraz szybszym tempie, a kolejne drużyny hurtowo zaczęły dołączać do rozgrywek. Pojawiła się propozycja objęcia stanowiska szkoleniowca w Kanadzie. Młody trener podjął się poprowadzenia nowej franczyzy w MLS, ale nie wytrwał tam długo. Włodarze byli co prawda zadowoleni z wyniku, ale Marschowi nie podobała się ingerencja zarządu klubu w jego pracę i podważanie filozofii, którą wyznawał. Po zakończonym sezonie rozstał się z Montreal Impact.

Znamienne jest to, że wolał wrócić do ligi uniwersyteckiej, niż prowadzić zespół, w którym blokowano jego filozofię. Bob Bradley podkreślał, że jego wychowanek „ma prawdziwe wyobrażenie o tym, jak chce, żeby jego drużyna grała i przede wszystkim, jak do tego doprowadzić”. Nie mógł tego osiągnąć w Kanadzie, więc zdecydował się na powrót do Priceton. Trzeba było nie lada odwagi, żeby dokonać takiego wyboru, ale koniec końców był to strzał w dziesiątkę. Niedługo potem osób o takim profilu szukano w Harrison, gdzie New York Red Bulls przechodzili gruntowne zmiany. Zwolniono dyrektora generalnego, z klubem pożegnali się też Thierry Henry czy Tim Cahill, a w tym samym czasie do ligi wchodził lokalny rywal Czerwonych Byków – New York City FC. Zdecydowano się, że nowej wizji przewodzić będzie Ali Curtis (nowy CEO) i odważny szkoleniowiec – Jesse Marsch. Tak oto doświadczony piłkarz MLS kolejny raz poszedł w ślady swojego idola, z tą różnicą, że za czasów Bradleya NY Red Bulls nazywali się jeszcze MetroStars.

„Nie jestem tutaj, aby wygrać konkurs popularności”

Już od pierwszych dni Marsch miał pod górkę. I nie chodzi tu o wyniki, bo te były naprawdę dobre, a raczej o komfort pracy. Mike Petke był legendą NY Red Bulls i trenerem, który zdobył pierwszy w historii klubu tytuł. Był i wciąż jest jednym z największych ulubieńców trybun. O przywiązaniu i lojalności kibiców wobec swojego poprzednika Jesse Marsch przekonał się już na pierwszej konferencji prasowej, gdzie sfrustrowani fani co jakiś czas przerywali prowadzącym, krzycząc: „Dlaczego zwolniliście Mike’a Petke?!”. MLS nie jest ligą, gdzie zmienia się trenerów jak rękawiczki, ale akurat NY Red Bulls jest w tej kwestii wyjątkiem. W dwudziestoletniej wówczas historii ligi żaden klub nie żegnał się z menedżerami częściej od Czerwonych Byków, którzy zwolnili w tym czasie 14. szkoleniowców. Kibice byli do nowego trenera wrogo nastawieni, choć niezaangażowani obserwatorzy dostrzegali, że Petke był świetnym motywatorem, ale braki taktyczne dało się zauważyć gołym okiem.

41-letni wówczas Marsch zaczął swoją pracę właśnie od nadrobienia tych braków. Nie próbował się za wszelką cenę wkupić w łaski fanów, o czym zresztą sam mówił: – Nie jestem tutaj, aby wygrać konkurs popularności. Kiedy dotrzemy do miejsca, w którym chcę, abyśmy byli, myślę, że fani też tam będą i będą nas wspierać.

Rzeczywiście już po kilku meczach kibice sami dostrzegli, że nowy trener wcale nie jest taki zły. Co prawda na początku raczej nikt nie spodziewał się, że powtórzy sukces swojego poprzednika, ale on nic sobie z tego nie robił i już w pierwszym roku pracy sięgnął po Supporters’ Shield, a NY Red Bulls zdobyli 60 punktów, co było rekordem w historii franczyzy. Jesse Marsch został oczywiście wybrany najlepszym trenerem sezonu 2015, zyskując szacunek nie tylko wszystkich rywali, ale przede wszystkim kibiców.

Jeden z młodszych szkoleniowców w Major League Soccer odmienił grę piłkarzy z Harrison. Rozwijanie ducha drużyny i pomaganie graczom we wzięciu odpowiedzialności za grę, to dwie podstawowe zasady Marscha: – Myślę, że budowanie zespołu składa się z elementów piłki nożnej: taktyki, podania i techniki, ale to tylko połowa. Drugą połowę tworzy mentalność, środowisko i tożsamość tego, kim jesteśmy, jak pracujemy i jak ze sobą współdziałamy.

Podejmowanie odważnych decyzji było na porządku dziennym. Każdy rywal był szczegółowo rozpracowany, a trener potrafił zmieniać ustawienie, reagując na boiskowe wydarzenia, co wcześniej w tej części Nowego Jorku raczej nie było na porządku dziennym. Grał 4-2-3-1, grał 4-3-3, grał 3-5-2 z Tylerem Adamsem na prawym wahadle, co potem wykorzystał m.in. nowy selekcjoner reprezentacji USA. Niemal za każdym razem na papierze wyglądało to inaczej niż w rzeczywistości. I niemal za każdym razem okazywało się, że była to idealna taktyka w danym meczu. Rywale bardzo często mieli problem z rozszyfrowaniem ustawienia NY Red Bulls, a co jeszcze ważniejsze: zawodnicy Marscha nie gubili się w wizji trenera i świetnie realizowali jego założenia. Pomylił się w zasadzie tylko raz, bo płaskie 4-4-2 na początku sezonu 2017 faktycznie było niewypałem.

– Jesse posiada cechy, którymi może pochwalić się niewiele osób, nie mówiąc już o trenerach. Stworzył środowisko, w którym każdy gracz chce być jego częścią. Systemy zorientowane na szczegóły pozwalają wszystkim piłkarzom rozwijać się każdego dnia – mówił Tyler Adams, czyli jeden z największych talentów amerykańskiej piłki, którego odkrył właśnie Marsch.

Football: UEFA Champions League

Skupił się kreowaniu nowych piłkarzy, którzy wyrośli na bohaterów, w odstawkę poszły gwiazdy europejskiego formatu. Świetnie dogadywał się też z trenerami drugiego zespołu i akademii. Często samodzielnie monitorował rozwój poszczególnych graczy i wprowadzał ich do pierwszego zespołu. Pomógł mu z pewnością fakt, że akademia NY Red Bulls była akademią darmową, zanim liga odgórnie nałożyła taki wymóg, a rezerwy występujące w USL to też jedna z mocniejszych drużyn. To właśnie tam grają najbardziej wyróżniający się wychowankowie, piłkarze wybrani w SuperDrafcie MLS przez Czerwone Byki i ci, którzy byli na liście działaczy klubu, ale np. zostali odrzuceni po drafcie przez inne zespoły. W końcu gra tam też młodzież, która została wypatrzona przez skautów. Jeżeli piłkarz naprawdę się wyróżniał, miał gwarancję, że prędzej czy później dostanie szansę w pierwszym zespole. Za rządów Marscha w MLS zadebiutowało siedmiu wychowanków, czterech piłkarzy wybranych w SuperDrafcie i trzech, którzy zostali ściągnięci do drugiego zespołu.

Żeby w pierwszym zespole mógł zadebiutować Tyler Adams, Sean Davis, Alex Muyl czy Derrick Etienne, trzeba było podjąć drastyczne kroki i tutaj Jesse Marsch stąpał po naprawdę cienkim lodzie. Po sezonie 2016 serce i płuca czerwonej strony Nowego Jorku, czyli Dax McCarty, zostały oddane do Chicago Fire. Taki prezent dostał kapitan na dwa dni po ślubie. Rok później kolejny kapitan został oddany do kolejnego rywala na Wschodzie. Sacha Kljestan jako najlepszy asystent ligi przeniósł się od Orlando City. Warto w tym momencie dodać, że wszyscy pomocnicy, którzy w tym sezonie występowali w barwach NY Red Bulls mieli na swoim koncie mniej asyst od byłego piłkarza Anderlechtu.

Koniec końców okazywało się, że kibice i tak nosili trenera na rękach. W sezonie regularnym dominował na Wschodzie, a transfery okazywały się strzałem w dziesiątkę. To on zdecydował się odważnie postawić na Tylera Adamsa, wykreował Seana Davisa i dał szansę skreślanemu przez większość Aaronowi Longowi, który dzisiaj jest powoływany do reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Jako trener wygrał najwięcej meczów w historii klubu, sięgnął po mistrzostwo sezonu regularnego, w dużej mierze przyczynił się do Suppoprters’ Shield i rekordu punktowego w sezonie 2018, zdominował derbową rywalizację z New York City FC, na stałe zapisując się na kartach historii klubu. Jedyne, co Marschowi nie wyszło w Harrison, to przełamanie klątwy Nicoli Caricoli, bo w play-offach zawsze czegoś brakowało.

Dobra praca i rekordy w USA nie przeszły bez echa w głównej siedzibie Red Bulla. Bardzo szybko pojawiały się pierwsze plotki łączące Marscha z przenosinami do Europy. W sezonie 2017 godził już pracę szkoleniowca z kursem UEFA Pro na Uniwersytecie Stirling oraz Hampden Park w Glasgow. Zamiana NY Red Bulls na Niemcy lub Austrię była po prostu kwestią czasu.

Czasami trzeba zrobić krok w tył

Kiedy latem 2018 Jesse Marsch objął stanowisko asystenta trenera RB Leipzig, w Stanach Zjednoczonych zostało to przyjęte ze swego rodzaju zdziwieniem. Za oceanem był uznawany za jednego z najlepszych szkoleniowców, którego chciała mieć każda drużyna MLS, w tym samym czasie szukano też trenera reprezentacji, a on zdecydował się usunąć w cień. Nie każdy odważyłby się na taki ruch, ale nie była to przecież pierwsza nieoczywista decyzja w jego karierze.

Przez cały sezon 2018/19 mógł z bliska poznać specyfikę pracy w Europie, a przy okazji zerkać na występy swoich byłych już podopiecznych w Harrison. Chris Armas miał jedno podstawowe zadanie: nie zepsuć tego, co zbudował jego poprzednik, któremu asystował. Udało się to w najlepszy możliwy sposób: mistrzostwo sezonu regularnego i 71 punktów, co oznaczało pobicie rekordu Toronto FC z poprzedniego roku. Każdy obserwator MLS doskonale wie, że w większości to zasługa Marscha.

Podczas swojego pobytu w Lipsku podkreślał, że był pod wrażeniem tego, jak głęboko kadra trenerska myślała o grze i szczegółach, które wymagały przygotowania do każdego meczu. Sam skupiał się na tym mocno w swojej pracy za oceanem, ale tutaj przygotowania były na jeszcze wyższym poziomie. Poza tym dodatkowo mógł się skoncentrować na doskonaleniu się w roli mentora, o czym sam niejednokrotnie wspominał: – Myślę, że teraz spędzam więcej czasu, skupiając się na tym niż na taktyce. To właśnie sprawia mi przyjemność w byciu trenerem: być liderem i mentorem, pomagając każdemu zrozumieć, jak grać na najwyższym poziomie.

W styczniu do Lipska przeniósł się jego wychowanek – Tyler Adams. Tę dwójkę łączy podobna relacja jak Marscha i Bradleya, co podkreślał sam zawodnik: – Stworzenie takiego rodzaju relacji, jaki miałem z nim od 16-letniego dziecka po 20-letniego mężczyznę, pomogło mi się rozwinąć zarówno poza boiskiem, jak i na nim. Bez wątpienia obecność trenera, który wprowadzał go do profesjonalnej piłki, pomogła mu błysnąć w Bundeslidze już od pierwszych meczów i oczarować ludzi, którzy mieli okazję oglądać go w grze po raz pierwszy.

Pokazać się światu

Jesse Marsch wspiął się już niemal na sam szczyt w stajni Red Bulla. Ostatnim przystankiem przed objęciem drużyny z Lipska jest próba generalna w Salzburgu. I choć już na samym początku pracy w nowym klubie o jego zespole mówi się niemal w samych superlatywach, to trzeba dodać, że kolejny raz mieliśmy powtórkę z rozrywki. W Nowym Jorku trafił na moment, kiedy włodarze zwolnili ulubieńca kibiców, w Austrii na dobry początek dostał na twarz baner „Nein zu Marsch” („Nie dla Marscha”).

Jak przystało na zaprawionego w takich bojach trenera, wystarczyło poczekać do pierwszych meczów, żeby fani zmienili podejście do nowego szkoleniowca. W tym momencie wszystkim niedowiarkom jest zapewne wstyd, że wątpili w Amerykanina. Pod jego wodzą młodzi piłkarze czują się wyjątkowo mocni i przekłada się to na wyniki. Na rodzimym podwórku nie mają sobie równych i nie zanosi się na to, żeby ktoś był w stanie zatrzymać tę dobrze naoliwioną maszynę. Najgłośniej jest oczywiście o młodym Norwegu, który strzela gole seriami. Co prawda Erling Braut Håland nie jest jedynym motorem napędowym tego zespołu, ale trener podkreśla jego wyjątkowość: – W wieku 19 lat jest niesamowitym profesjonalistą. Ich mentalność, dbałość o szczegóły, pragnienie bycia najlepszym – to sprawia, że najlepsi młodzi gracze są wyjątkowi. Widziałem to każdego dnia u Tylera Adamsa, a teraz jest tak w przypadku Erlinga. Myślę, że dla tego dzieciaka nie ma granic.

Jest to o tyle istotne, że Jesse Marsch w całej karierze w takich superlatywach wypowiadał się praktycznie tylko o Adamsie. Teraz ma do dyspozycji jeszcze więcej młodych talentów niż w Nowym Jorku i należy się spodziewać kolejnych chłopaków, którzy pod jego skrzydłami wypłyną na szerokie wody.

Dlaczego o Salzburgu jest aż tak głośno? Odpowiedzi na to pytanie udziela sam trener, który został pierwszym Amerykaninem, który poprowadził zespół w Lidze Mistrzów: – Kiedy patrzysz na sposób, w jaki gramy, zauważysz, że z natury jesteśmy agresywni. Nie rozpoczynamy żadnego meczu z myślą, że musimy się bronić. Będziemy narzucać swój sposób gry. I właśnie dlatego tę drużynę po prostu się dobrze ogląda i to nie tylko w meczu z Genk, kiedy rozbili rywala aż 6:2, ale także ze zdecydowanie mocniejszymi rywalami. W grupie z Liverpoolem i Napoli wcale nie są skazani na porażkę, co zresztą było widać w ostatnim meczu.

Jako 16-latek Jesse Marsch brał udział w turnieju w północnej Anglii, wtedy miał też okazję podziwiać Liverpool na żywo: – Mieliśmy miejsca wysoko na górze, ale po meczu w pewnym momencie przewróciłem się tak, żeby znaleźć się na boisku, zgarnąłem trochę brudu, włożyłem do kieszeni i zatrzymałem. Mam to do dzisiaj w moim w domu. 29 lat później ten sam człowiek przygotowywał się do meczu, w którym nie musiał już kombinować jak znaleźć się na murawie legendarnego stadionu. Tym razem miał gwarancję, że znajdzie się przy linii bocznej w roli szkoleniowca.

– Przygotowanie się do gry przeciwko Liverpoolowi było świetną zabawą. Patrzysz, jak gra ta drużyna, z jaką pasją, w jakim stylu i jaka towarzyszy temu jakość i próbujesz wymyślić dobrą strategię na mecz przeciwko nim. To naprawdę była świetna zabawa.

Świetną zabawą dla bezstronnego widza było bez wątpienia samo widowisko, jakie zgotowali piłkarze obu drużyn. Przemowa Marscha w przerwie meczu podbiła Internet, ale przede wszystkim trafiła do jego podopiecznych, którzy przegrywali już 0:3, a jednak byli w stanie odrobić tę stratę. I choć ostatecznie ulegli 3:4, to dołączyli do elitarnego grona zespołów (FC Barcelona, Chelsea, Real Madryt), które strzeliły na Anfield trzy gole w Lidze Mistrzów. To był ten moment, kiedy Salzburg i Jesse Marsch pokazali się szerszemu gronu i wzbudzili sympatię bezstronnych widzów.

– W mojej codziennej pracy staram się uczyć i być najlepszą wersją siebie. Tak trenuję, tak się prowadzę i tak uczę. Myślę, że właśnie dlatego staram się wykorzystać każde moje doświadczenie i dodać je do tego, kim jestem i co staram się robić. A dokładniej (…) zawsze starałem się ewoluować i być innowacyjnym, jeśli chodzi o to, jak dobrzy możemy być.

Jesse Marsch był do tej roli przygotowywany przez długi czas. Najpierw jako trener NY Red Bulls, potem asystent Ralfa Rangnicka w RB Leipzig, aż w końcu dostał szansę poprowadzenia drużyny z Salzburga. Zasłużenie zbiera teraz pochwały, a stać go na zdecydowanie więcej. Naturalnym krokiem będzie w niedalekiej przyszłości objęcie drużyny z Bundesligi. Prędzej czy później zgłosi się też po niego reprezentacja Stanów Zjednoczonych. Nie ma wątpliwości, że 45-latek jest aktualnie najlepszym amerykańskim trenerem. Wykorzystał wszystkie nauki swojego mentora – Boba Bradleya i powoli można mówić o tym, że uczeń przerósł mistrza.

KATARZYNA PRZEPIÓRKA

fot. NewsPix.pl

***

To tekst naszej czytelniczki. Jeśli chcecie pokazać się w podobny sposób i być może zacząć pisać na poważnie, ślijcie swoją twórczość na [email protected] Szczegóły TUTAJ.

Opublikowane 23.10.2019 11:58 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
23.09.2020

Pan piłkarz Pedro Tiba

O, tę migawkę zapamiętamy na długo: Lech sobie prowadzi na TRUDNYM CYPRYJSKIM TERENIE 4:0, a dalej atakuje, w zasadzie w tym ataku się bawiąc, i w końcu Pedro Tiba jeszcze znajduje sposób podniesienia poziomu zabawy, kładąc dwóch rywali w polu karnym i trafiając do pustaka. Upokorzenie rywala. Wtarcie mu soli w rany. Jak dobrze to […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Tak się powinno grać w europejskich pucharach! Tiba i spółka łoją Apollon

TO BYŁ WIELKI MECZ LECHA. WIELKI. Specjalnie piszemy to dużymi literami. Lech cholernie zaimponował. Nie było kalkulowania, nie było patyczkowania, nie było rozmieniania się na drobne. Lech przyjechał na Cypr i bezlitośnie złoił Apollon Limassol. Pedro Tiba zagrał genialny mecz, ale nie tylko on. W ogóle zobaczyliśmy kawał dobrego futbolu w wykonaniu ekipy Dariusza Żurawia. […]
23.09.2020
WeszłoTV
23.09.2020

Quiz: JAKA TO MELODIA? WOKALIZY I AUTOTUNE

PERE PAŃSTWA, DZISIAJ WYJĄTKOWO DURNY ODCINEK QUIZU: Jaka To Melodia? Będa wokalizy. Będzie autotune. Będą odgłosy jak z obory (tak mówił Kowal, skandal). Czy uczestnicy mają dobry słuch? Czy znają polskie przeboje? Przekonamy się o 20:30! – Zapraszają Kowa, Białek, Olki, Jan, PP. 
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Złotej Piłki nie ma, ale wciąż może być przyzwoicie

Dość długo nie mogliśmy się pogodzić z decyzją France Football o anulowaniu tegorocznego plebiscytu Złotej Piłki. Mamy wrażenie, że niektórzy z nas przeżywali to dłużej niż sam Robert Lewandowski. No ale jak tu się nie denerwować, taki sezon, wybitny Polak, historyczna szansa, a ci się motają, że PSG nie miało okazji obić Rennes, więc cały […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Hit w EFL CUP! Arsenal czy Leicester – kto z nich przegra po raz pierwszy?

Angielski futbol w środku tygodnia? Brzmi jak plan. Dziś czekają nas mecze EFL Cup i choć to drugorzędny puchar, to emocje będą spore. Na boisko wyjdą piłkarze Leicester oraz Arsenalu, czyli drużyn, które pozostają niepokonane po dwóch kolejkach Premier League. Kto pierwszy zostanie zmuszony do kapitulacji? Typujemy ten mecz w eWinner! Leicester City – Arsenal […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Kolejna gwiazda wyfruwa z ligi. Damjan Bohar odchodzi z Zagłębia

Można powiedzieć: stało się, bo szoku nikt raczej nie przeżył. Damjan Bohar sam zapowiedział swoje odejście, zagrał pożegnalny mecz i tyle go widzieli. Słoweniec spakował walizki i przeprowadził się do Chorwacji, a konkretniej do Osijeku. Pod skrzydłami Nenada Bjelicy w pucharach jednak nie zagra, bo NK z nich odpadło, ale swoje z pewnością zarobi. I […]
23.09.2020
Blogi i felietony
23.09.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Wrzesień 2017 roku to dość symboliczny moment w historii Legii Warszawa. Zakończył się pewien etap i zakończył się od razu na wszystkich poziomach. Dobiegła końca pucharowa przygoda – po czterech sezonach występów w fazach grupowych Ligi Europy i Ligi Mistrzów, tym razem już na etapie eliminacji. Zrezygnowano z usług Jacka Magiery w roli trenera pierwszego […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Sibik: W cypryjskich bankach podchodziłem tylko do stoisk z logiem Apollonu!

– Cypryjczycy to fanatycy piłki nożnej. W każdym mieście są trzy kluby i wszystkie grają na jednym stadionie. Tak jest w Nikozji, tak jest w Limassol, tak jest Larnace.  Każdy klub ma swoje osobne boisko treningowe, ale to szatnia przy szatni, wszyscy obok siebie. Jedną zajmowaliśmy my, drugą Aris, trzecią AEL. Jak mieliśmy derby, to […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Ryszard Rybak: Lech wreszcie wszedł na właściwy tor

Dlaczego nie cenił Gytkjaera, a bardzo ceni Ishaka? Jakie elementy powinien jeszcze poprawić Jakub Moder? Co jest największym wyzwaniem w meczu z Apollonem? Co sądzi o pracy Dariusza Żurawia i dlaczego uważa, że Lech wszedł na właściwy tor? W poranku Weszlo.FM Wojciech Piela i Maja Strzelczyk rozmawiali z Ryszardem Rybakiem, piłkarzem Lecha przełomu lat osiemdziesiątych […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Na Cyprze bramki padną po przerwie? Typujemy mecz Lecha z Apollonem

Lech Poznań pomścił już Cracovię, wygrywając ze szwedzkim Hammarby. Czy tym razem pomści Legię, ogrywają Apollon? Nie mielibyśmy nic przeciwko temu, bo punkciki do rankingu UEFA trzeba gromadzić wszędzie i zawsze. Natomiast nie ma co ukrywać, że mecz z Cypryjczykami do łatwych należał nie będzie. Jeśli jednak wierzycie w sukces „Kolejorza”, to sprawdźcie, jak można […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

„Prezes Apollonu siedział w kapeluszu, palił cygaro i myślał, że jest kowbojem”

W Apollonie Limassol, z którym dziś zmierzy się Lech Poznań, grało kilku Polaków. Jednym z nich jest Kamil Kosowski, który spędził w tym klubie sezon 2010/11, a potem wrócił do Ekstraklasy. Były reprezentant Polski miał tam sporo przebojów, nie wypełnił dwuletniego kontraktu, ale po dekadzie mówi o wszystkim z dużym dystansem. Dlaczego drużyna zawodziła oczekiwania […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Sosin: Lech jest lepszy w ataku pozycyjnym niż Apollon

– To jest fajne w Lechu, że ofensywa nie jest oparta na indywidualnościach, a na systemie zbudowanym wokół indywidualności. Jest Ishak, jest Ramirez, jest Moder, boczni obrońcy też grają wysoko. Apollon nie będzie mógł być spokojny. Lech atakuje środkiem, atakuje skrzydłami, atakuje z pola karnego, spoza pola karnego. No właśnie, te strzały z dystansu myślę, […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Henning Berg z kolejnym skalpem? Omonia krok od raju

Omonia Nikozja ma spory problem. Dlaczego? Ano dlatego, że dzisiaj w Pireusie dogrywki nie będzie. A Cypryjczycy w tych eliminacjach są prawdziwymi mistrzami gry po 120 minut. Dwugodzinne starcia zaliczyli już trzykrotnie, czyli w trzech rundach zagrali na dobrą sprawę cztery mecze. Jak świadomość o tym, że dziś wystarczy zagrać 90 minut, wpłynie na postawę […]
23.09.2020
Bukmacherka
23.09.2020

Najwyższe kursy na polskie kluby w pucharach w TOTALbet!

Całkiem przyjemne to pucharowe lato w wykonaniu polskich drużyn w pucharach, prawda? To znaczy już bardziej jesień. W każdym razie my możemy jeszcze bardziej umilić wam tę nienaturalnie długą przygodę z udziałem naszych eksportowych drużyn. Jak? Wystarczy zajrzeć do TOTALbet, który gwarantuje najwyższe kursy na mecze polskich zespołów. To nie żart, nawet jeśli znajdziecie korzystniejszą […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Lech pod rankingową ścianą, Polska walczy o 28. miejsce. Co słychać w rankingu UEFA?

Czy po ostatnich wygranych Lecha i Piasta nasza sytuacja w rankingu UEFA się zmieniła? Które kraje możemy wyprzedzić i co jest do tego potrzebne? Jak istotne jest wskoczenie na 28 miejsce w kontekście startującego od przyszłego roku Europa Conference League? Dlaczego to kluczowy sezon pucharowy dla Kolejorza, któremu rankingowo od przyszłego sezonu przestanie liczyć się […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Wysoki pressing, wsparcie Zahaviego i polskie ślady. Co wiemy o Apollonie?

Wylosowanie Apollonu Limassol w Poznaniu przyjęto z umiarkowanym optymizmem. Lech oczywiście nie jest murowanym faworytem dzisiejszego starcia z Cypryjczykami, nie przesadzajmy, ale nie stoi też na straconej pozycji. A to już coś, jeżeli chodzi o występy polskich klubów w eliminacjach do europejskich pucharów. Przyjrzeliśmy się bliżej Apollonowi. Zapraszamy do lektury naszej analizy – prześwietliliśmy wszystko, […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Przełamaliście serię ze Szwedami, zróbcie to samo z Cyprem!

Nie jest z nami tragicznie w tej edycji pucharów. Przeszliśmy Łotyszy, co niby powinno być normą, ale zeszły sezon pokazał, że absolutnie, przeszliśmy Austriaków i Szwedów, co brzmi wręcz surrealistycznie, a jednak się stało. Natomiast na tym etapie nie ma co szukać zadowolenia, odpadnięcie w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy to naprawdę nie jest wyczyn, […]
23.09.2020
Weszło
23.09.2020

Nie było innego wyjścia z Vukoviciem

W środowej prasie m.in. kilka tekstów przed meczem Lecha z Apollonem, analiza przyczyn zwolnienia Aleksandara Vukovicia z Legii, rozmowa z wracającym do zdrowia Krystianem Bielikiem i materiał o dwóch polskich zawodnikach, którzy z niższych lig trafili do czeskiej ekstraklasy.  PRZEGLĄD SPORTOWY W 30-stopniowym upale Lech Poznań powalczy o pierwszy od 2009 roku awans z III […]
23.09.2020