Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Era braci Paixao

redakcja

Autor:redakcja

21 października 2019, 19:38 • 3 min czytania 0 komentarzy

Sami wiecie, jakie mamy zdanie na temat obcokrajowców w PKO Bank Polski Ekstraklasie – często nasze kluby ściągają szrot, biorą tych gości bez ładu i składu, a, bo ten podawał piłki znanemu piłkarzowi na treningu, drugi mijał się ze sławnym trenerem w metrze. I potem ta liga wygląda, jak wygląda. Natomiast nigdy nie można wszystkich wrzucać do jednego worka i tych dobrych zawodników zza granicy też trzeba doceniać. Doceńmy więc Flavio Paixao, który golem z Arką zrównał się z wynikiem Miroslava Radovicia i do spółki z Serbem jest najskuteczniejszym obcokrajowcem w lidze.

Era braci Paixao

66 bramek w 200 meczach. Radović potrzebował do takiego wyniku 276 spotkań, ale też wiadomo, że to Portugalczyk przez cały swój pobyt tutaj biegał średnio bliżej bramki przeciwnika, a Radović zaczynał jako skrzydłowy. Owszem, Flavio też potrafi być ustawiany na skrzydle, natomiast w zupełnym innym typie, jako gość podwajający pozycję dziewiątki. W każdym razie – nie mamy większych wątpliwości, że Flavio byłego piłkarza Legii prześcignie. Gdy jest na boisku, to wykonuje karne, poza tym ma cztery bramki we wszystkich rozgrywkach sezonu 19/20, forma jest przyzwoita, tak więc siódemka z przodu pewnie mu się pojawi.

I tak jak teraz nie mamy obaw, że Flavio się zatrzyma, tak całkiem niedawno można było wątpić w jego przydatność dla drużyny. Przecież Portugalczyk miał serię, kiedy od 25 lutego 2017 do 30 września tego samego roku, ani razu nie zdobył bramki. Pamiętamy, że był wolny, ociężały, nieprzekonujący, zupełnie jakby miał zaraz zwinąć maszt. A tu guzik, przez następne dwa sezony z ćwiartką tego, strzelił 29 goli. W tym zwycięskie w kolejnych derbach z Arką czy z Broendby. Zdecydowanie tych kluczowych trafień Portugalczyk miał sporo.

Być może kluczowe w tym wszystkim było odejście z klubu jego brata, Marco? Gdy Marco grał dla Lechii, Flavio strzelił dla Lechii dwa razy po 10 goli w lidze (w tym w jednym sezonie połowę przeciwko Arce). Gdy Marco odszedł, Flavio sieknął już 15 sztuk. Podobnie sprawy się miały w Śląsku. Marco jest, ale leczy kontuzję? 18 trafień. Marco gra? Jeden gol. Marco odchodzi do Czech? Pięć trafień, transfer do Lechii i sześć łupów na wiosnę.

Znamy wszyscy charaktery obu panów, oni mocno wierzą w siebie i w to im graj, gdy mogą liderować swoim drużynom. Być może jedna szatnia nie zawsze jest w stanie pomieścić ich ego. Zresztą Marco teraz też nie może narzekać, bo został wyproszony z Lechii i na zapleczu tureckiej ekstraklasy ładuje bez przerwy.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Razem, czy osobno, trzeba mówić o erze braci Paixao w naszej lidze. Jak wspomnieliśmy: Flavio i Radović mają po 66 trafień. Trzeci wśród obcokrajowców jest właśnie Marco, który nabił 61 bramek. Z piłkarzy pozostających w lidze kolejny Angulo ma 51 goli, więc można myśleć, że to pudło się prędko nie zmieni. Hiszpan nie strzela już tak często, a dobrzy młodzi obcokrajowcy wyjeżdżają stąd w te pędy. Musiałby się więc pojawić ktoś nowy tego typu, starszy pan zza granicy, który chce uczyć Ekstraklasowiczów piłki. Na razie kogoś takiego jednak nie widać.

Cóż, pozostaje się cieszyć, że tacy jakościowi gracze byli lub są w naszej lidze, cieszyć musi się też Flavio. Przed Pucharem i Superpucharem dla Lechii nic wcześniej nie zdobył w swojej karierze. Ta współpraca to była i jest, wiemy jak lubicie to sformułowanie, sytuacja win-win.

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...