Reklama

Skąd wziął się afgański lider strzelców pierwszej ligi?

redakcja

Autor:redakcja

05 września 2019, 12:34 • 5 min czytania 0 komentarzy

Reprezentant Afganistanu na czele klasyfikacji strzelców pierwszej ligi? Tego jeszcze nie grali. Omran Haydary z Olimpii Grudziądz w debiucie strzelił hat-tricka, obecnie ma sześć trafień i ledwie po kilku tygodniach w Polsce miał konkretną ofertę z Zagłębia Lubin. O afgańskiej rewelacji początku sezonu rozmawiamy z Tomaszem Asenskym, prezesem Olimpii Grudziądz.

Skąd wziął się afgański lider strzelców pierwszej ligi?

***

Kiedy Omran pojawił się na waszym radarze?

– W drugiej połowie czerwca dostaliśmy sygnał od pewnej agencji, że ma w ofercie takiego piłkarza, a inni nie chcą podejmować ryzyka. Ja miałem kulturowo doświadczenie z piłkarzami z Afganistanu: grę w piłkę w Niemczech łączyłem z opieką nad młodzieżowymi grupami, w Hannoverze tak prowadziłem akademicką drużyną złożoną z chłopców z tamtego kraju. Umiejętności nie były na wysokim poziomie, ale motoryka już owszem, w przypadku Omrana dochodził cały cykl szkolenia w Holandii plus CV piłkarza, który w młodym wieku zaliczał występy w drugiej lidze holenderskiej i strzelał bramki. Postanowiłem zaryzykować i zaprosić tego piłkarza na podpisanie kontraktu.

Jak dobrze poznał pan kulturę Afganistanu?

Reklama

Pamiętam wciąż język na poziomie komunikatywnym, takim, żeby się dogadać, to na pewno pomogło w przekonaniu Omrana do przyjazdu do Polski. Potrzeba było dużo cierpliwości: choć menadżer namawiał Omrana na Polskę, tak zawodnik nie ufał temu kierunkowi. Musiałem poprosić znajomego, który na co dzień mieszka w Hamburgu, a też jest afgańskiej narodowości, żeby ręczył głową za to, że tu się Omranowi nie stanie krzywda. Ta osoba była u mnie, wie jak jest w Polsce, dopiero ona przekonała Omrana.

Przyleciał w asyście ojca, nieufny do wszystkiego, ale też trudno się dziwić: jego ojciec w 1981 przyleciał do Warszawy na studia medyczne, a jednak został spakowany na lotnisku i zawrócony, nie zdołał postawić nogi w Polsce. Takie rzeczy zostają w rodzinie i budują obawy. Później, gdy miał dwa lata, jego rodzina wyemigrowała. Nie znam tej historii w szczegółach, ale znam inne, z tamtej afgańskiej drużyny: jeden z chłopców pół roku przebrany za dziewczynę siedział w zamkniętym pokoju, nie mógł nawet wyglądać przez okno, cały czas czekając na przerzucenie do Europy. Te opowieści są dramatyczne, czy to z Kandaharu, czy z Kabulu.

Jest internet, są różne media, można poczytać, zobaczyć, ale jednak to nie to samo, co zobaczyć samodzielnie, dlatego Omran dopiero na miejscu, po jakimś czasie, powiedział: kurde, tu jest wszystko fajnie. Choć padało kilka ciekawych pytań ze strony piłkarza: pochodzi z bardzo religijnej rodziny, więc pytał o meczety i halal food, czyli specjalne jedzenie. Na pewno choć Omran wychowywał się w Holandii, tak jest tam tak wielu jego pobratymców, że kultura z Afganistanu została wiernie przeniesiona.

I to jest w Grudziądzu?

Z tym mamy problem, jesteśmy na etapie załatwiania halal food, na razie serwujemy ryby i warzywa, które również są akceptowane.

Ale chyba w Grudziądzu nie ma meczetu?

Reklama

Na pewno wiem, że Omran wizytował meczet w Gdańsku, natomiast nie dopytywałem, to jego intymne sprawy. Relacje mamy jednak bardzo fajne, rozmawiamy na bieżąco, teraz komunikujemy się przez WhatsApp, ja chcę mu pomagać, a on dziękuje za szansę, że po półrocznym niebycie ktoś chciał w niego w ciemno zainwestować. Testy nie wchodziły w grę, żaden inny klub nie chciał podjąć takiego ryzyka.

Również polskie kluby?

Tak, między innymi. Dyżurny był też temat klubu z Australii.

Oto globalizacja: zespół z Grudziądza bijący się z klubem z Australii o afgańskiego napastnika wyszkolonego w Holandii.

Tak, ale wiemy, że ten chłopak nie ma barier. Jest właśnie na zgrupowaniu kadry, zagra z Katarem. Na pewno fajnie, że też się w niej zadomowił, dostał powołanie nie mając przynależności klubowej, strzelił bramkę z Tadżykistanem, a teraz kontynuuje przygodę.

Jak wiele wiedzieliście o Omranie przed transferem?

Mieliśmy analizy video i skrzętnie opracowane dane z InStatu, które wskazywały, że to dobry piłkarz, którego cechy pasują sposobowi gry trenera Mariusza Pawlaka, który wyraził akceptację zawodnika. To bardzo specyficzna historia, opiekujemy się rodziną Omrana, budujemy te relacje na bardzo wysokim poziomie: na jedno ze spotkań przylecieli mama, brat, tata. Tu też odkrywam, jaką rolę odgrywa fakt, że znam ich zwyczaje i te kilka słów, zaufanie wzrasta. Sam Omran to pozytywny chłopak, optymistycznie patrzący na życie, lubiany przez kolegów z szatni.

Czy obawiacie się ramadanu?

To jest problemem, dyskutowaliśmy o tym, piłkarz zapewnił nas, że są sposoby, żeby sobie radzić, więc obdarzyliśmy go zaufaniem. Na pewno jednak jedzenie jednego posiłku po zmroku to była obawa, natomiast zapewnił, że nie mamy się czym martwić.

Zaskoczyło pana, że tak szybko zaczął strzelać?

Tak, myślałem, że ten proces będzie trwał dłużej. Nikt nie spodziewał się, że strzeli sześć bramek w kilku meczach i już teraz będzie zainteresowanie nim z Ekstraklasy. To był trochę eksperyment, wierzyłem w niego, ale przecież mogło się nie udać.

Potwierdza pan zainteresowanie Zagłębia Lubin?

Potwierdzam.

I dlaczego nie doszło do transferu?

W porozumieniu z opiekunami Omrana, przedstawiliśmy mu inny plan. Przekonaliśmy go, żeby u nas został, pomógł nam. Tak jak byliśmy przygotowani na odejście Tiago Alvesa, tak Omran Haydary był ostatnim, którego chcielibyśmy teraz sprzedać, natomiast to on musiał zaakceptować pomysł, wedle którego zostaje w Grudziądzu. Rozmowy toczyły się do późnych godzin nocnych, udało nam się wypracować kompromis. Przekonywaliśmy, że za pół roku wcale nie będzie gorszym piłkarzem, a może i lepszym, a wtedy znów będzie miał szansę.

Ale gdyby chciał, to grałby w Ekstraklasie?

Myślę, że wszystko było po stronie piłkarza. Jakby postawił sprawę na ostrzu noża, byłoby ciężko.

Fot. Chwieduk/400mm.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...