post Avatar

Opublikowane 11.08.2019 12:33 przez

redakcja

Na pytanie co jest najważniejszą częścią ciała u sportowca, niezależnie od dziedziny sportu, każdy trener, zawodnik czy ekspert odpowie tak samo: głowa. To połowa, a może i jeszcze większa część sukcesu, to miejsce, w którym zaczyna się i kończy droga do triumfów. Nic dziwnego, że podczas rywalizacji to właśnie głowa jest często celem bezpardonowych ataków. Te ataki mają śliczną angielską nazwę: „trash talk”. 

Nazywa się to zjawisko śmieciowym gadaniem i cóż, nazwa jest niezwykle trafna. Rywale przed lub w trakcie zawodów nie gadają bowiem specjalnie rzeczowo, tylko starają się wpłynąć na rywala bezwartościowym w codziennym życiu słowem lub gestem. Jednym zdaniem: zaśmiecają sobie głowy. Zawodnik X stara się być skupiony tylko na grze, nie myśleć o niczym innym, jak o boisku czy ringu, natomiast zawodnik Y chce, by przeciwnik się rozproszył. Pieprzy mu więc trzy po trzy, mogą być to przecież nawet słowa, w które sam wypowiadający nie wierzy. Nie szkodzi. Ważne, by uwierzył w nie rywal albo choć trochę się nimi przejął, rozdrażnił, wkurzył.

I tak za człowieka, który jako pierwszy stosował trash talk z dużym rozmachem, uważany jest Muhammad Ali. W sumie nic dziwnego, że to akurat przez boks śmieciowe gadanie rozwinęło skrzydła. Tam przecież wchodzi się – mówiąc w dużym uproszczeniu – napieprzać ze sobą, więc dobrze, by rywal bał się twoich ciosów podwójnie, a sam swoją siłę dzielił przez dwa. No i Ali jechał bez trzymanki, ale też z gracją.

Nie tylko jestem najlepszy. Jestem podwójnie najlepszy.

Ha, on nawet recytował wiersz przed starciem z Foremanem w 1974 roku.

Po rezygnacji Nixona świat przeżył szok? To zobacz, jak George Foreman zarobi w bok.

Będę latał jak motyl i kąsał jak osa. I w co uderzy pięść, nie widząc mego nosa?

Pojawiam się i znikam, jestem tu i tam. Myśli, że mnie widzi, lecz nauczkę mu dam.

To ja aligatora rozgromiłem. To ja wieloryba pobiłem

Przed tygodniem skałę zabiłem. Z cegły i kamienia kaleki zrobiłem.

Nawet leki o chorobę przyprawiłem.

Wygrał przez nokaut w ósmej rundzie. A jeszcze była walka z Sonnym Listonem, który nosił pseudonim Wielki Niedźwiedź. Ali mówił: – Po walce zbuduje sobie piękny dom i użyję go [Listona] jako dywanu. On nawet śmierdzi jak niedźwiedź. Przekażę go do lokalnego zoo, zaraz po tym, jak go uderzę.

Nie było wyjścia. Co było w boksie, musiała przejąć i piłka. Przypomnijcie sobie rok 2006. Kto wie, jak potoczyłby się finał mistrzostw świata, gdyby Zidane nie zdzielił główką Materazziego. Oczywiście to wszystko nie stało się dlatego, bo Francuz oszalał bez powodu, tylko ze względu na słowa Włocha, który wrzucał mu na rodzinę, konkretnie na siostrę.

Świetna jest też anegdota, którą opowiedział Radamael Falcao, bo pokazuje też, że śmieciowe gadki nie muszą się opierać na przekleństwach i groźbach. Gimenez najpierw wypytywał go o tapicerkę w samochodzie, a potem jechał na fantazji dalej. – Nie mogłem się skoncentrować. 15 minut później zapytał, dlaczego flagi Ekwadoru, Kolumbii i Wenezueli mają te same kolory. Na początku drugiej połowy, gdy czekałem w polu karnym na dośrodkowanie, powiedział, że to jego debiut w reprezentacji, jest bardzo szczęśliwy, wytatuuje sobie datę tego meczu, ale nie wie, czy wrzesień pisze się „septiembre” czy „setiembre”. W efekcie do główki nie wyskoczyłem ani ja, ani on. Pytanie było zbyt długie.

Oczywiście polskie boiska też nie są wolne od tego typu zagrywek (przynajmniej coś możemy skopiować od lepszych jeden do jednego).

Daniel Gołębiewski wspomina: – Na pewno nie byłem chamem. Lubiłem wrzucić coś do głowy rywalowi, wjechać mu na banię. Generalnie piłkarze w Ekstraklasie nie mają wielkiego ego i wydaje mi się, że łatwo można było im wejść na ambicję. Rzucić jakimś tekstem, który będzie go gryzł. Nie byłem z tych, co to biegają za przeciwnikiem i wrzucają mu od „chujów”. Typowy szatniowy humor, najlepiej rzucony z kamienną twarzą. „Chłopie, co ty grasz dzisiaj…” albo „wracaj do szatni, zaktualizuj mapy”, klasyki. Raz też, już w pierwszej lidze, widziałem, że stoper rywala kiepsko wyprowadza piłkę. No nie kleiła mu się kompletnie. Pusty stadion, cisza, wszystko się niesie. No to gość ma piłkę, a ja do niego na cały regulator „dawaj, wyprowadź, podaj jakoś ładnie!”. Raz, drugi, trzeci. Później do ich trenera „trener, pozwól mu pograć, niech wyprowadzi!”. Gość miał już miękkie nogi, bo to wszystko się niosło po stadionie. Do końca meczu oddawał piłkę najbliższemu.

I dalej: – Rozwiązywanie butów przy stałych fragmentach gry to też znany trik. Rywal nie wie co zrobić. No bo co – w ryj ci da? No nie. Nawet jeśli go to nie wkurzy, to na kilka minut ma mętlik w głowie. To tak, jak oglądasz jakiś wciągający film, a ktoś rzuci ci jakimś głupim tekstem. Wyłączasz się. Staliśmy raz przy stałym fragmencie gry. Puchar Ekstraklasy, ja – szczawik, wchodziłem do ligi, a obok Tomasz Kiełbowicz, pewnie z dekada w Ekstraklasie. No i on zaczyna: „ty, gnoju, ile masz meczów w lidze?”. Ja na luziku, że żadnego. On napinka „a ja ponad 200!”. No to mu wszedłem na ambicję i pytam „taaa, a ile dobrych?”. Chciał mi dowalić, dostał sam.

Nie ma co zaczepiać tekstami, że twoja matka to tamto, a twoja dziewczyna to coś tam. To nie działa, a jak już zadziała, to w odwrotny sposób, bo gość będzie jeszcze bardziej zmotywowany. Ja wolałem jakieś wrzutki sytuacyjne. Chociaż raz też dostałem, gdy rywal krzyknął do mnie „te, jeszcze wyżej se te spodenki podciągnij”. Aż rumieniec wstydu wyszedł.

Michał Listkiewicz z pozycji arbitra meczu też swoje widział.

Mówi: – Miałem problem tylko z jednym piłkarzem. Nazywał się Piotr Jegor. Nigdy nie było nam po drodze. Ale raz pokazałem mu czerwoną kartkę, a jemu wtedy puściły hamulce. „O ty kurwo, to teraz ci pojadę”. I puścił taką wiązankę, że nigdy takiej nie słyszałem. Pytam „już? Skończyłeś?”. A on dalej swoje. Normalnie raport sędziowski ma dwie strony, tutaj musiałem wypisać z dziesięć, żeby te wszystkie jego inwektywy zmieścić. To prawda, że dzisiaj piłkarze muszą się bardziej pilnować, bo wszędzie są kamery. Wtedy pozwalali sobie na takie drobne zaczepki. Pamiętam, że Boniek z Buncolem w którymś z meczów mocno się ścierali. Najpierw Boniek Buncola wytarzał w błocie, bo to był taki mecz w deszczu. Podbiegam, a oni „panie sędzio, bez kartek, my to sobie wyjaśnimy”. No i zaraz Buncol chlusnął błotem Bońkowi. Był jeszcze taki jeden zawodnik. Szóstka, defensywny pomocnik, raczej nie imponujący szybkością. Ale w jakiś dziwny sposób zawsze, gdy gonił go szybszy rywal, to on był z przodu. Przeciwnik nijak nie potrafił go wyprzedzić. Strasznie mnie to dziwiło, bo on nigdy tych przeciwników nie potrafił dogonić. Sekret wyjawił mi dopiero po latach, gdy przyznał „panie Michale, bo jak pan nie widział, to ja ich za jajka ściskałem i z bólu biec nie mogli.”

MECZ 18. KOLEJKA CENTRALNA LIGA JUNIOROW GRUPA A SEZON 2013/14 --- CLJ GROUP A MATCH IN WARSAW: LEGIA WARSZAWA - UKS SMS LODZ 2:1

Wojciech Kowalczyk: – W którymś meczu na Cyprze jeden z obrońców powiedział, że połamie mi nogi. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, strzeliłem w tym spotkaniu dwie bramki. Poza tym mieszkałem z tym obrońcą na jednym osiedlu i już następnego dnia rozmawialiśmy. To były po prostu głupie gadki. Ja czegoś takiego nie stosowałem, bo i po co?

Błażej Telichowski: – Pamiętam, że o Arturze Jędrzejczyku mówiło się na początku jego kariery, że łatwo go sprowokować i szybko się zagrzewa. Patryk Małecki był też jednym z tych, którzy bardzo szybko się podpalali. Wystarczyła prosta zaczepka i tracił głowę. Nawet na analizach przedmeczowych trenerzy podpowiadali nam, by „Małego” prowokować.

Ale też szanujmy śmieciowe gadanie. Krzyk „kim ty, kurwa, jesteś, pedale”, to nie była wykwintna próba Małeckiego, tylko efekt młodocianej głupoty.

Co do zasady, najlepiej wyłączyć piłkarza już przed meczem. Mirosław Okoński słynął z tego, że nie lubił, gdy miał naprzeciw siebie ostro grających przeciwników. On sam był – jak go określano – Paganinim futbolu. Lewą nogą wiązał krawaty, dryblował jak mało kto wówczas. Przed jednym z meczów podchodzi do niego Andrzej Iwan. – Ty, co coś ty, kurwa, nagadał „Marysiowi”. Marek mówi, że cię zabije na tym boisku, że piłki nie powąchasz. Że masz założyć grube ochraniacze, bo ci nogi połamie.

Okoński był przerażony. Marcyś – czyli Marek Motyka – to był chłop na schwał. – Ja nic nie gadałem, no co ty… „Ajwen”, ja nic, naprawdę! – gorączkował się „Okoń”.

Efekt był taki, że Okoński przyjmując piłkę wzrokiem szukał nadciągającego Motyki, a gdy widział go w promieniu kilku metrów, to podawał do najbliższego, zamiast wikłać się w swoje dryblingi.

Oczywiście Iwan całą historię zmyślił, Motyka o żadnych zaczepkach Okońskiego nie słyszał. Ale cel został osiągnięty – Okoński zamiast na meczu, to skupiał się na Motyce.

Nieco mniej subtelne metody stosował śp. Adam Ledwoń, które opisywał Grzesiek Szamotulski w swojej książce. „Ledek” grał wówczas w Sturmie Graz. Przyszedł mecz z Rapidem Wiedeń. Oprócz Marcina Adamskiego w Rapidzie grał wówczas Andreas Ivanschitz, wschodząca gwiazdka austriackiej piłki. Chłopak z talentem, ale bez psychiki do poważnej piłki. Ledwoń w tunelu podchodzi do Adamskiego: – Patrz teraz co zrobię z tą waszą pizdą.

Po czym podszedł do Ivanschitza, stanął centymetr od jego twarzy i zaczął warczeć jak wściekły pies. Albo raczej jak człowiek po sporej ilości środków psychoaktywnych. Austriak zapadł się w sobie. W meczu kompletnie nie istniał, a zaraz na początku drugiej połowy poprosił o zmianę. Gdy tylko dostawał piłkę, to pośpiesznie ją oddawał – byle tylko Ledwoń nie połamał mu nóg.

Z kolei w Playboyu fajnie mówił Wojtek Szczęsny. Opowiadał, że w Arsenalu nauczył się… wrzeszczeć rywalom do ucha. Przy rzutach rożnych podchodził do przeciwników i darł im się tak, jakby palił się dom. Z kolei inni szli krok dalej i przy rzutach rożnych miętosili przeciwników za męskość. Mistrzem tej techniki był ponoć Ricardo Fuller. Dogadałby się pewnie z Manuelem Arboledą, wirtuozem wsadzania rywalom palca w dupę.

Na psychikę zawodników próbował wpływać – ale w pozytywnym sensie – Adi Pinter, były trener Lecha Poznań. Niesamowity świr, który słynął z niecodziennych metod coachingowych. Bywało, że przechadzał się po szatni z książką. Gdy któryś zawodników go o nią zagaił, to odpowiadał „wiesz co, to jest książka o najlepszym piłkarzu na świecie” po czym wręczał ją pytającemu. W środku były wycięte strony, a w pustkę włożone było lusterko. Chyba nie musimy dodawać, że Pinter wzbudzał takimi wejściami uśmiech politowania, a nie budował mentalność zwycięzców.

– Pamiętam odprawę po porażce z Włokniarzem Kietrz. Wróciliśmy jakoś w środku nocy, Pinter na rano zaordynował odprawę i trening. Tomek Rybarczyk, masażysta, tłumaczył co tam trener miał do powiedzenia. Każdy gapił się w posadzkę, na której z płytek był ułożony napis Lech Kreisler. Pinter do Tomka „weź im przekaż, że ja tu widzę za rok I ligę”. My w konsternacji, przecież przegraliśmy z Włókniarzem Kietrz. Z Włókniarzem Kietrz! Na to wstał Sławek Twardygrosz i oznajmił „kurwa, co on pierdoli, my się zaraz z tej ligi spierdolimy” – opowiada Mariusz Mowlik.

Niezłą historyjkę ma też do opowiedzenia Bobo Kaczmarek. – Na Widzewie szatnia gości była zbudowana w taki sposób, że jedne z drzwi od niej prowadziły do salki, w której rozgrzewali się piłkarze. Pojechałem tam z jednym zespołem i piłkarze Widzewa napieprzali piłką w te drzwi z całej siły, tak, by nas przestraszyć i zwiększyć presję. No, ale nie daliśmy się, było 1:1. Poza tym, miałem też „szczęście” prowadzić drużyny, które miały problemy finansowe i bankrutowały. Nie raz, nie dwa słyszeliśmy przed spotkaniem, że jesteśmy biedakami, już nas nie ma i spokojnie zostaniemy ograni. Rywale nie zdawali sobie jednak sprawy, jak bieda potrafi zjednoczyć i często potrafiliśmy takie mecze wygrywać.

Trenerzy, zawodnicy ale i… kibice. Oni też mogą stosować trash talk. Oczywiście, gdy cały stadion wyje „strzelcie kobiecie lekkich obyczajów gola”, na nikim to nie robi wrażenia. No, ale gdy jeden piłkarz zostanie wzięty na celownik? Dla mniej odpornych psychicznie to już inny temat. Paweł Kaczorowski nie wytrzymał presji, gdy kibice Legii dosadnie przekazywali mu, że chórzysta nigdy nie zostanie jednym z nich.

Naturalnie, jeśli sportowiec nie wytrzymuje presji kibiców, nie ma czego szukać w sporcie. Lepsi takie gadki mają gdzieś. Arkadiusz Onyszko wspomina: – Kibice Broendby krzyczeli do mnie, że moja matka jest dziwką. Dla mnie to było poniżej wszelkiego poziomu, ale nie mogłem się tym przejmować. Z kolei na boisku nikt mnie w ten sposób nie zaczepiał. Wszyscy się bali!

Oczywiście w trash talku też można być słabym. Słaby był na przykład Jacek Bąk.

Grajcie coś, bo na razie obciach. Wstyd mi przed kolegami! Co im w szatni powiem, kupę gracie.

Człeniu, uspokój się, bo jak pasa zdejmę albo za pejsa wytargam… Spotkam cię kiedyś na imprezie, spoliczkuję.

Niespecjalnie się ciebie boję. Pędź stąd człeniu, bo zaraz cię czołg rozjedzie.

No, umówmy się, że takimi odzywkami Bąk mógł w starciu Austrii Wiedeń z Lechem bardziej rozbawić piłkarzy Kolejorza niż ich przestraszyć.

Był boks, był futbol, nie sposób nie wspomnieć o koszykówce, skoro właśnie tam możemy poszukać mistrzów trash talku.

Michael Jordan do Muggsy’ego Boguesa: – Rzucaj to, ty pieprzony karle.

Bogues nie trafił. Lata później przyznał, że ten moment mógł zrujnować mu karierę, gdyż nigdy potem nie odzyskał pewności siebie przy rzucie.

Do Shaquille’a O’Neala: – Przedrybluję dwukrotnie między nogami, zrobię pump fake i wcisnę jumpera. A potem spojrzę Ci w oczy.

Tak właśnie zrobił.

MJ był w trash talkingu z pewnością świetny, ale czy przypadkiem lepszy nie był Larry Bird? Chuck Person nosił ksywkę strzelec i stwierdził przed meczem Indiany z Bostonem, że urządzi sobie polowanie na ptaki (bird, ptaki, wiecie, rozumiecie). Bird odpowiedział, że ma dla niego prezent. Mecz był rozgrywany w Boże Narodzenie, to ważny kontekst. Rzucił trójkę i w momencie, gdy piłka była w powietrzu, odwrócił się do Persona i stwierdził: „wesołych, kurwa, świąt”. Piłka wpadła do kosza. Albo inny numer. Doug Collins wystawił do krycia Birda Bena Poquette’a. Bird rzucił w pierwszej połowie 33 punkty i w pewnym momencie spytał Collinsa: – Ben Poquette? Robisz sobie ze mnie jaja?

Do legendy przeszła też wypowiedź Scottiego Pippena, który w kluczowym momencie pierwszgo z finałów z Utah Jazz szepnął do ucha Karla „Listonosza” Malone’a: Karl, pamiętaj, listonosz w niedzielę nie wrzuca. Malone’a spudłował dwukrotnie, Bulls skontrowali, mecz skończył się wynikiem 84:82.

No dobra, zostawmy na chwilę anegdoty i spójrzmy na śmieciowe gadki od strony psychologii. Poprosiliśmy Darię Abramowicz, psychologa sportu o parę zdań.

Czy były kiedyś przeprowadzane badania, czy taki trash talk rzeczywiście wpływa na sportowców?

Badań dotyczących tego zagadnienia jest zaskakująco mało. Większość dotyczy raczej tego, jakie są motywy używania trash talku oraz kontekstu kulturowego. Nieco mniej mówi się o wpływie trash talku na efektywność.

Jaki wpływ mają pani zdaniem takie słowa?

Dość jasno wskazuje się, że wpływ trash talku na wykonanie sportowe (zawodnika, który słowa wypowiada) może być różny. Zależy to od wielu czynników, między innymi od temperamentu i osobowości zawodnika, od poziomu poczucia pewności siebie i skuteczności, a także chociażby właśnie od kontekstu kulturowego oraz od dyscypliny sportu (na przykład boks vs. badminton).

Może zdarzać się, że używanie trash talku pozwoli po pierwsze zwiększyć poczucie skuteczności czy poczucie kontroli. Z drugiej strony często może oczywiście wpływać na przeciwnika – na przykład sprzyjając pojawieniu się trudnych emocji (np. lęku czy obawy) czy „zasianiu” pewnego rodzaju niepewności. Warto pamiętać także o tym, że trash talk jest swego rodzaju narzędziem używanym do budowania wizerunku – ma więc także kontekst marketingowy.

Czy trash talk może się odbić na używającym go? To znaczy jeśli go użyje, a potem przegra, to mocniej odczuwa przegraną?

Jak najbardziej, taka sytuacja może mieć miejsce. Ponownie podkreślam, wiele zależy od cech i zasobów osoby wypowiadającej takie słowa i od tego, do czego zawodnik „używa” trash talku. Jeżeli jest to nie tylko narzędzie „marketingowe”, a sportowiec ma do takich słów stosunek emocjonalny, wówczas może to wpływać na nastrój i odbiór przegranej także właśnie na poziomie emocjonalnym.

Czy trash talku używają ludzie pewni siebie, czy wręcz przeciwnie, tacy bojący się porażki?

Mogą to robić i osoby pewne siebie, takie, które chcą w jakiś sposób zdominować przeciwnika lub właśnie z intencją kreowania takiego, a nie innego wizerunku oraz zawodnicy, którzy – jak wspomniałam – mają bardziej emocjonalny stosunek do trash talku. Pytanie, na ile świadomie używa się takiej formy komunikacji.

*

To jedna kwestia. Drugą jest etyka. Czy to jest w ogóle potrzebne, czy ma cokolwiek wspólnego z fairplay?

Onyszko: – Uważam, że takie zagrania są w porządku, jeśli nie są używane w kontekście na przykład rasowym. Wyzywanie kogoś od „czarnuchów” jest niedopuszczalne i nie można tego podpinać pod jakikolwiek trash talk.

Listkiewicz: – Kultury boiskowej już nie ma, piłkarze schamieli razem ze społeczeństwem. Dzisiaj wystarczy pójść pod szkołę i słyszy się takie bluzgi, że uszy więdną. Kiedyś piłkarze, nawet ci wysokiej klasy, zawsze podchodzili do sędziego i zaczynali per „panie sędzio”. Był szacunek. Dzisiaj piłkarze do sędziów zaczynają dialog, a właściwie monolog, od per „ty chuju” czy „ty pedale”. To niedopuszczalne. Tak nie może być. Obcokrajowcy są jeszcze gorsi, bo im się wydaje, że są gwiazdami. Machają rękoma, wyzywają, pukają się w czoło. Taki Sa Pinto to u mnie z tunelu by nie wyszedł, może ze dwa mecze by przesiedział na ławce, w pozostałych byłby zawieszony. Przypomina mi się Mirek Okoński, który zawsze kulturalnie porozmawiał. Wtedy sędzia miał dobre relacje z piłkarzami. Raz nawet mówię do Mirka „słuchaj, załóż rywalowi jedną siatkę, ale drugą sobie odpuść, bo ci połamie nogi”. Albo gratulowałem mu dobrego występu. Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić.

*

Jeszcze jedna anegdota, tym razem od Pawła Zarzecznego, obrazująca, jak Michał Listkiewicz potrafił poradzić sobie z przesadnie rozgadanymi piłkarzami.

Ukrainiec biega obok i przy każdej decyzji krzyczy: Ale chuj! Ale chuj!

Michał Listkiewicz bierze do ręki czerwoną kartkę i trzymając ją w dole pyta:

– Kto chuj? Ty czy ja?

Ten wielki blondyn zmieszany, staje i odpowiada:

– Ja.

*

Trash talk jest z pewnością spacerem na granicy, ale nie dajmy się zwariować. Już i tak żyjemy w świecie wszechobecnej poprawości politycznej, gdzie trzeba być grzecznym, każdemu się ukłonić i przed opowiedzeniem żartu sprawdzić, czy nie sprawi przykrości prawosławnym albinosom. Szczypta pieprzu w sporcie jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Byle to był faktycznie celnie wyprowadzony cios rapierem, a nie rytmiczne okładanie maczugą.

PAWEŁ PACZUL I DAMIAN SMYK

Opublikowane 11.08.2019 12:33 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
29.05.2020

Stanowisko: Wygrani i przegrani restartu Ekstraklasy

Zapraszamy na kolejny odcinek programu „Stanowisko”. Tym razem Krzysztof Stanowski wziął na tapet ekstraklasowe kluby i wskazał te, które zyskały na przerwie spowodowanej pandemią, a także te, które straciły.  
29.05.2020
Blogi i felietony
29.05.2020

Wraca sezon na kabarety

Tak, Legia i Lech z dużym spokojem wygrały swoje pucharowe mecze. Momentami obie ekipy grały jak z głupimi, a Kamil Jóźwiak to już w ogóle urządził sobie zabawę, jakby przyszedł na zajęcia wyrównawcze, samemu będąc szóstkowym uczniem. Czy to powód do optymizmu dla kibiców obu klubów? Nie. Nie, bo rywale byli skrajnie marni. Zobaczcie na […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

19 czerwca kibice wracają na stadiony i to w większej liczbie niż 999 osób!

Polska piłka odmraża się w takim tempie, że aż nam się gęba cieszy. Jeszcze niedawno nie wiedzieliśmy, czy w ogóle wrócimy, a dziś już wiadomo, że tak, bo wszyscy przebadani są zdrowi, a to przecież około 800 osób, czyli znacząca grupa. Teraz dostajemy kolejną dobrą wiadomość: już wkrótce mecze będą odbywały się z kibicami! – […]
29.05.2020
Bukmacherka
29.05.2020

Lucky Loser na Ekstraklasę – zakład do 25 PLN bez ryzyka w Totolotku!

Zakład bez ryzyka? Znamy, lubimy, szanujemy. Zakład bez ryzyka na Ekstraklasę? A czy ideały istnieją? Tak. W Totolotku, który oferuje nam kolejną odsłonę jednej z ulubionych promocji graczy – „Lucky Loser”. Tym razem bez ryzyka obstawimy mecze naszej ukochanej, najlepszej ligi świata!  Jak działa promocja „Lucky Loser”? Nie jest to fizyka kwantowa. Gracze ją lubią, […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Pułapka przeciętności. Trzynaście lat od mistrzostwa dla Zagłębia

26 maja 2007 roku Zagłębie Lubin zatriumfowało nad Legią przy Łazienkowskiej w Warszawie i w aurze niespodzianki sięgnęło po mistrzostwo Polski. Trzy dni minęły zatem od trzynastej rocznicy tego niewątpliwego sukcesu. Jaki jest jednak ciąg dalszy tej historii? No cóż, w sumie niezbyt imponujący. Zwłaszcza biorąc pod uwagę suche wyniki. Degradacja za udział w aferze […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Nie ma Kozulja, nie będzie Spiridonovicia? Pogoń bez szczęścia do gwiazd

Dział skautingu Pogoni Szczecin zbiera ostatnio sporo gratulacji. Żeby nie było wątpliwości – z reguły zasłużonych, bo Portowcy wskoczyli na poziom skuteczności transferów, który Antoniemu Łukasiewiczowi nawet się nie śnił (przypomnijmy – według dyrektora sportowego Arki 2-3 udane transfery na 10 to porządny wynik). Ale tak jak Pogoń znajduje dobrych piłkarzy, tak nie do końca […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Dziś możemy być naprawdę dumni!

Jose z Portugalii, John spod Liverpoolu, a nawet Jonatan na południu Jerozolimy. Dziś za sprawą sprzedaży praw telewizyjnych aż do siedemnastu różnych państw, Ekstraklasa może podbić serca setek tysięcy fanów w całej Europie, a nawet poza jej geograficznymi granicami. Jako jedna z pierwszych lig na kontynencie, na długo przed Anglikami czy Hiszpanami, polska elita wraca […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

„Wzrośnie intensywność”, „więcej kontuzji”. Jaka będzie Ekstraklasa w nowej rzeczywistości?

Wraca Ekstraklasa, więc wracają próby przewidzenia tego, co się będzie w niej działo. Zwyczajowo powinniśmy pytać ekspertów o mistrza kraju, spadkowiczów czy króla strzelców, ale w tej wyjątkowej sytuacji zajmujemy się nową rzeczywistością, w której się znaleźliśmy i wszystkimi aspektami, które się z nią wiążą. Kamil Kosowski, Paweł Golański, Leszek Ojrzyński i Czesław Michniewicz zmierzyli […]
29.05.2020
Weszło Extra
29.05.2020

Balić: „Czasami już w chwili wyjścia z szatni dostaję żółtą kartkę”

Sasza Balić to – takie mamy wrażenie – postać do tej pory nie do końca odkryta. Każdy kojarzy groźnie wyglądającego, mocno zbudowanego lewego obrońcę Zagłębia, ale niewiele było do tej pory materiałów z nim w roli głównej. Tu jakiś komentarz pomeczowy, tam krótka rozmowa do gazety. A przecież jeśli przyłożyć ucho tu i tam, to […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Trener Lavicka nie stawia na bezsensowne bieganie, a pracę z piłką

– Trener Lavicka nie jest z tych, którzy stawiają na fizykę, bezsensowne bieganie. Jest dużo pracy z piłką, taktyki. Ja jestem z tego zadowolony, bo jak miałem 18 lat, mogłem biegać nie wiadomo ile, a teraz to trzeba przyhamować, żeby dograć ten sezon – mówił Krzysztof Mączyński w rozmowie z Kanałem Sportowym.  Udało się biegać […]
29.05.2020
Weszło Extra
29.05.2020

Puste trybuny rozmontowują bombę, którą piłkarze zbroją w szatni

– Choćby nie wiem jak piłkarze próbowali się samodzielnie pompować, puste echo rozbraja wszystko – uważa Tomasz Łapiński o rozgrywaniu meczów bez kibiców. Z legendą Widzewa, a ostatnio między innymi literatem i ekspertem Polsatu Sport, rozmawiamy o tym, jak będzie wyglądać piłka po odmrożeniu. Co piłkarz czuje, gdy widzi puste trybuny? Z jakich powodów nie […]
29.05.2020
Weszło
29.05.2020

Zespół przy Darku odetchnął. Żuraw nie ma chorego ego

– Darek robił to bardzo dobrze już jako asystent w Lechu, kiedy współpracował z Marcinem Kamińskim czy Tomkiem Kędziorą. Wiele godzin poświęcił na trening indywidualny i przygotowanie do wyzwań. Już wtedy było u niego widać pasję w tym, żeby tych młodych wprowadzać. Fundamentalne jednak jest to, czy trener potrafi rozwijać zespół, a co za tym […]
29.05.2020
Weszło
28.05.2020

Coraz mniej jest typowych „dziesiątek”. Ta pozycja chyba wymiera

– Większość „dziesiątek” przenosi się do boku, przeważająca liczba zespołów gra z jednym defensywnym pomocnikiem i dwiema „ósemkami”. Wszystko idzie w tym kierunku, że w środku pola grają piłkarze box-to-box. Dużo biegający, podłączający się i z przodu, i z tyłu. A rozegranie przenosi się na boki – mówi w rozmowie z kwartetem „Kanału Sportowego”: Żewłakow, Smokowski, Borek, Stanowski […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Animucki: Teraz wszyscy jesteśmy zdrowi i chcemy, by tak pozostało też na koniec sezonu

Gościem dzisiejszego programu Ekstra Back na Kanale Sportowym był Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasy SA. Prowadzący program Mateusz Borek, Tomasz Smokowski, Michał Żewłakow oraz Krzysztof Stanowski przepytali prezesa pod kątem powrotu ligi – zwłaszcza wyników badań, które spływały jeszcze kilkadziesiąt minut temu oraz sprzedaży praw telewizyjnych do Portugalii czy Anglii.  Ostatnie godziny dość nerwowe, ostatnie […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Bartoszek: Ci, którzy odeszli z Korony, sami odłożyli rękawicę

Utrzymanie Korony Kielce? Cóż, widzieliśmy kilka łatwiejszych zadań do wykonania. Maciej Bartoszek zapewne też, a jednak jeszcze przed pandemią podjął się tej wyjątkowo trudnej misji. Po przymusowej przerwie w rozgrywkach wygląda ona na… jeszcze trudniejszą. Stan kadrowy Korony jest taki, że na stoperze testowany jest Michal Papadopoulos. Co słychać w Kielcach? Jaki jest plan na […]
28.05.2020
Inne sporty
28.05.2020

Ostatni trening za nami. Od jutra w ORLEN Stay&Play ruszają finały

Emocje rosły z każdym kolejnym treningiem. Drużyny analizowały grę potencjalnych rywali, próbując doszukać się słabości. W ruch poszły komputery, programy nagrywające i własne oczy. Jutro okaże się, kto najlepiej odrobił pracę domową – rozpocznie się faza grupowa turnieju ORLEN Stay&Play w Rocket League. Dziś jednak mieliśmy okazję obejrzeć jeszcze jeden, ostatni trening. Tym razem swoich […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Oficjalnie: Włosi też wracają do gry. Najpierw puchar, potem Serie A

Piękny to jest dzień dla kibiców futbolu, mimo że zbyt wielu hitów dzisiaj nie zobaczą. Piękny dlatego, że spływają do nas same dobre informacje. Najpierw oficjalne daty powrotu na boiska ustalili Anglicy. Teraz dokładamy do tego potwierdzenie od włoskiego rządu, który pozwolił na powrót Serie A, Serie B oraz Pucharu Włoch. Po dzisiejszej konferencji ministra […]
28.05.2020

Live od 21:00 – Ekstra Back – Borek, Stanowski, Smokowski, Żewłakow

Może uznacie nas za wariatów, dziwaków, popaprańców, ale my naprawdę czekaliśmy na powrót PKO Bank Polski Ekstraklasy. I nareszcie, w końcu, doczekaliśmy się – w piątek wraca polska liga. Dlatego też dzisiaj wieczorem czas na specjalny program na Kanale Sportowym w całości poświęcony Ekstraklasie – Ekstra Back. Nazwa mówi sama za siebie, nic dodawać nie […]
28.05.2020