post Avatar

Opublikowane 26.07.2019 01:15 przez

redakcja

Pod kebabem – tabun żarłoków w biało-zielonych trykotach. Na przystanku autobusowym – grupka dzieciaków z biało-zielonymi szalikami na szyjach. W okolicach Dworca Głównego – cały rój biało-zielonych przechodniów. Na parkingu – tłok, słychać klaksony i wulgaryzmy. Pod parkomatem – ciągnąca się długim wężykiem kolejka. Przy stoiskach z klubowymi gadżetami ścisk i rozgardiasz. Czyżby Gdańsk dostał fioła na punkcie powrotu Lechii do europejskich pucharów? To chyba zbyt wiele powiedziane, ale przesada nie jest w tym przypadku aż tak duża. Już na pierwszy rzut oka, na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego w meczu Lechii z Broendby IF, dało się w Gdańsku wyczuć tę niemalże namacalną, wiszącą w powietrzu atmosferę ogólnej ekscytacji. Głód europejskiej piłki.

A im dłużej Haraslin, Paixao, Fila, Lipski i reszta gdańskiej ferajny demolowali defensywę Duńczyków, tym bardziej ekscytacja zamieniała się w euforię. W pewnym momencie można było wręcz pomyśleć, że rywalizacja Lechii z Broendby to po prostu przyspieszony finał rozgrywek.

Trybuny stadionu w Letnicy zapłonęły dzisiaj zatem nie tylko od rac, którymi ochoczo wymachiwali zarówno sympatycy gospodarzy, jak i przyjezdna ekipa ultrasów Broendby. Przede wszystkim – widownia bursztynowej areny zaiskrzyła się od pięknych, czystych, sportowych emocji. Wyłączając Derby Trójmiasta, które mają swoją oczywistą specyfikę – dawno nie było na gdańskim stadionie aż takiej atmosfery – jak to się pięknie mówi – „piłkarskiego święta”. Lechia dowodzona przez Piotra Stokowca uczyniła ze swojego obiektu trudną do zdobycia twierdzę, to akurat nic nowego. Lecz biało-zieloni zwykli punkty zdobywać przede wszystkim dzięki żelaznej defensywie, przebiegłości, cwaniactwu, bezwzględnej skuteczności. Dziś wcale nie byli ani tacy sprytni, ani tym bardziej skuteczni. A jednak – pierwszy raz od wielu miesięcy Lechia u siebie nie tylko zwyciężyła, ale i przy okazji zachwyciła. Zagrała z fantazją i rozmachem, na olbrzymiej intensywności. Co długofalowo może się okazać znacznie cenniejsze od samego triumfu z Broendby, a nawet od ewentualnego awansu do kolejnej rundy eliminacyjnej w Lidze Europy. Choć do zrealizowania tego celu jeszcze bardzo daleka droga.

Lechia pokazała kibicom inne, piękniejsze oblicze.

– Ale dzisiaj to zasłużenie wygrali – stwierdził jeden z fanów opuszczających stadion. Miał słyszalnie zdarte gardło, ale nie przeszkadzało mu to w nieustannym trajkotaniu podczas ślamazarnego marszu po zatłoczonych schodach. – Tyle sytuacji. Co Sobiech miał jeszcze w końcówce, Haraslin ile zepsuł! Lechia ich zmiażdżyła. Masakra.

– No – odburknął kompan gaduły. – W sumie… jak nie Lechia.

Ta rzucona znudzonym głosem refleksja właściwie idealnie podsumowuje fenomen dzisiejszego zwycięstwa gdańskiego zespołu. Lechia, może poza dość niemrawym początkiem meczu, grała totalnie… nie po swojemu. Zamiast usypiać rywala, po prostu go rozszarpała na drobne kawałeczki. Nie przyczaiła się, lecz zdominowała przeciwnika, pożarła go wysokim pressingiem. I jeżeli rzeczywiście „vox populi, vox Dei”, to właśnie ten styl powinien być dla Lechii codziennością. Choć, jeżeli chodzi o łacińskie sentencje, w szatni biało-zielonych obowiązuje raczej: „Stokowiec locuta, causa finita”.

20190725_205553

20190725_204011
***

– Byłem, pewnie! Wtedy to na mecze się chodziło regularnie, tłumy waliły na Traugutta, niech mi pan wierzy. Daliby nam takiego molocha jak ten, też byśmy zapełnili. Wskakiwaliśmy z kolegami na tramwaj i lecieliśmy na tak zwane „winogrono”, trzymając się, żeby nie odpaść i nie zlecieć. Tak się na mecze jeździło! – wspomina z uśmiechem jeden ze starszych kibiców, zapytany o to, czy miał okazję na żywo oglądać pucharowy bój Lechii z Juventusem. Wbrew pozorom – niełatwo trafić na świadka tamtego starcia. Już 36 lat minęło od kultowego dwumeczu. Przegranego w gruncie rzeczy dość sromotnie, ale cała otoczka rywalizacji z włoską potęgą okazała się znacznie istotniejsza niż jej końcowy rezultat. – Z samego meczu z Juventusem to ja akurat pamiętam niewiele. Nie dopchałem się już na dobre miejsce, za późno dojechałem pod stadion. Do Gdańska przyjechało wtedy chyba z 50 tysięcy ludzi! Wszystkie okoliczne miasta, wszyscy się rzucili na dźwięk nazwy „Juventus”. Ludzie siedzieli wszędzie. Wszędzie gdzie się dało, na każdym drzewie. Przeżycie było niesamowite. Pan wie, czym dla nas był wtedy Juventus? Nawet gdyby dzisiaj do Polski przyjechał Real albo Barcelona, to przy współczesnej technice nie robi to już takiego wrażenia. Jeszcze tamta Lechia, gdzieś z trzeciej, drugiej ligi… Piękne to było.

– Tamte mecze się pamięta. Czasem to ja się łapię, że lepiej pamiętam dryblingi „Dzidka” Puszkarza niż to, co się działo w ostatnim meczu ligowym w tym sezonie. Obecnych zawodników nie będę krytykował, bo robią dobrą robotę. Dzisiaj trudniej zdobyć Puchar Polski niż wtedy, skoro trzecioligowa Lechia tego dokonała. Ale piłkarze, bohaterowie młodości, to zawsze coś wyjątkowego – dodaje sympatyczny jegomość.

Oczywiście warto pielęgnować wspomnienia sprzed dekad. Wyrównany bój w rewanżu i ostateczne 2:3 z przepotężnym Juve na Traugutta. Lech Wałęsa przemycony na stadion, nowe tchnienie solidarnościowego ducha. Ten mocno przygasał w narodzie, któremu kręgosłup przetrącono obuchem stanu wojennego. Jak długo jednak można zajmować się wyłącznie przeglądaniem pocztówek z przeszłości?

Lechia zaczęła dziś zapisywać kolejną kartę w swojej pucharowej historii. Chciałoby się dodać: „wreszcie”.

– Wielkich oczekiwań nie mam – przyznał przed spotkaniem pan Tomasz. Zazwyczaj na mecze Lechii chodzi sam, tym razem wybrała się też z nim partnerka. Futbolem zainteresowana w stopniu umiarkowanym, żeby nie powiedzieć: niewielkim. Europejskie puchary jednak działają na wyobraźnię – wielu kibiców-solistów pojawiło się na trybunach u boku żon, kochanek albo konkubin, roiło się też od dzieci, wymachujących na prawo i lewo hot-dogami obficie skropionymi keczupem. – Wie pan, jak to jest. Im więcej sobie człowiek naobiecuje, tym potem gorzej znosi porażkę. Ile to razy już się nakręcaliśmy, że zagramy w pucharach, a potem nic z tego nie wypalało? W zeszłym sezonie Lechia wygrała Puchar Polski, ale przecież w lidze też zanosiło się na mistrzostwo, z czego na koniec nic nie wyszło. Teraz spokojnie. Trzeba to wszystko na spokojnie traktować. Liczymy po prostu na dobry mecz.

20190725_182420

20190725_182801

Takie stonowane, pokorne podejście ustawiło jednak cytowanego kibica w mniejszości. Na trybunach nie brakowało kibiców, którzy w ciemno stawiali zwycięstwo Lechii. Imponować może zaufanie, jakie na przestrzeni ostatnich miesięcy zbudował wśród gdańskich fanów Piotr Stokowiec.

„Trener coś na Duńczyków wykombinuje” – dowodzili liczni sympatycy Lechii. I rzeczywiście – wykombinował.

Właściwie nawet trudno mówić o wielkim zaskoczeniu. Wystarczyło posłuchać szkoleniowca biało-zielonych jeszcze przed spotkaniem. Stwierdził on między innymi – dość brawurowo – że rywalizacja z Broendby będzie weryfikacją jego dotychczasowej pracy w Gdańsku. – Cały rok pracowaliśmy na to, żeby znaleźć się w tym miejscu i stanąć w szranki z dobrą, europejską drużyną. Rywal jest bardzo atrakcyjny, bardzo solidny. My jesteśmy gotowi, chcemy się z takim przeciwnikiem zmierzyć. Sprawdzić, jak będziemy wyglądać na tle takiego klubu. Dobrze zbilansowanego, aktywnie grającego w ofensywie. My też chcemy grać odważnie, utrzymać stabilność w defensywie, ale dołożyć trochę polotu w ofensywie.

Początek spotkania był jeszcze w wykonaniu Lechii chaotyczny, ale jak gdańszczanie po kilkunastu minutach opanowali sytuację na boisku i doszli już do głosu na całego, to z defensywy Broendby naprawdę nie było co zbierać. Rozsypała się jak domek z kart. Zresztą, statystyki mówią w tym przypadku same za siebie. Piłkarze Lechii oddali na bramkę przeciwnika siedemnaście strzałów, Broendby odpowiedziało sześcioma uderzeniami.

20190725_185640

20190725_192458

Napięcie wśród kibiców było maksymalne już od pierwszego gwizdka arbitra. Każdy udany wślizg fani zgromadzeni na stadionie w Letnicy nagradzali oklaskami. Każda strata piłki przyprawiała ich o palpitacje serca. Każdy strzał – nawet dość kiepski, chaotyczny, bez większych szans powodzenia – w pierwszej chwili wyglądał na grzmot prosto w okienko bramki strzeżonej przez golkipera Broendby. Trzeba zresztą dodać, że sami piłkarze Lechii chyba postanowili napytać swoim kibicom problemów natury kardiologicznej. Na potęgę marnowali dogodne sytuacje do zdobycia gola. Wysoko ustawieni obrońcy duńskiego klubu aż się prosili, żeby ich karcić. Popełniali karygodne, indywidualne błędy. Można powiedzieć, że na Lechii zapachniało dziś retro-futbolem. Nie tylko dlatego, że gdańszczanie po raz pierwszy od przeszło trzech dekad zagrali w europejskich pucharach. To był… mecz w starym stylu. Szalona wymiana ciosów, momentami ogrom wolnej przestrzeni na boisku. Lechia czuła się w takich warunkach zdecydowanie lepiej, cisnęła w podziwu godną zawziętością, nawet w samej końcówce spotkania, ale nie potrafiła odpowiednio okazale spuentować swojej miażdżącej przewagi. Brakowało konkretów przy finalizowaniu akcji. A to zła wrzutka, a to kiepski strzał.

Wynik 2:1 jest mimo wszystko – aż trudno w to uwierzyć – powodem do lekkiego niedosytu. Gdyby tak podliczyć te wszystkie nieudane strzały  i przesadnie wymyślne dryblingi Haraslina, wszystkie sknocone sytuacje przez Flavio i dodać do tego jeszcze poprzeczkę Sobiecha…

– Kurwa, pewnie, że jestem szczęśliwy. Ale tutaj mogło być pięć, sześć zero! – ekscytował się jeden z sympatyków Lechii. – Trzeba wykorzystywać te sytuacje, bo widać, jak to Broendby gra. Nic właściwie nie grają, rzucą coś na aferę w pole karne, głupi błąd i są problemy. Według mnie to sam Paixao dzisiaj powinien mieć hattricka. Dobrze, że chociaż karnego nie spierdolił jak to ma w zwyczaju. O Haraslinie nie wspomnę. Chyba się trochę podpalił, albo nie wiem, sodówka mu odwaliła, bo wszystkie akcje chciał sam grać.

Cóż – doświadczony Portugalczyk, pomimo otwierającego gola na koncie, u wielu fanów wzbudził raczej rozdrażnienie niż podziw. Choć trzeba wziąć poprawkę na to, że z powodu dość wątpliwego spalonego anulowano drugie trafienie Flavio w dzisiejszym meczu. Inna sprawa, że sam Piotr Stokowiec kilka razy aż podskoczył z frustracji, widząc jak doświadczony napastnik decyduje się na przykład na spontaniczną próbę lobowania bramkarza, podczas gdy ma co najmniej dwie lepsze opcje do rozegrania akcji z partnerami.

Kto tymczasem zaimponował kibicom Lechii najmocniej?

Na pewno nazwisko Karola Fili było dziś odmieniane przez wszystkie przypadki. Niektórzy w genialnym występie prawego obrońcy dostrzegli nawet argument, by przesunąć Filę z młodzieżowej do seniorskiej reprezentacji Polski. Mnóstwo komplementów zbierali też – pomimo nieskuteczności – Udovicić i Haraslin. I należało im się, bo rozrywali defensywę Broendby z gracją, jakiej nawet po tak cenionych skrzydłowych nie można było oczekiwać na poziomie eliminacji do Ligi Europy. Broendby może i nie słynie z bezbłędnej gry w destrukcji, ale to jednak wciąż solidna ekipa z ligi duńskiej. Wracając jednak do komplementów – niektórzy bohaterem meczu okrzyknęli Patryka Lipskiego, inni podkreślali kapitalny przegląd pola Jarosława Kubickiego, przymykając oko na kilka groźnych strat środkowego pomocnika. I gdyby tak jeszcze przez chwilę pociągnąć tę wyliczankę, wyszłaby z tego prawie cała drużyna Lechii.

– Kolega z Gdyni do mnie przed chwilą dzwonił – cieszy się Piotr. – Zatwardziały „śledź”, ale pogratulował zwycięstwa. Mówi, że wreszcie jakaś polska drużyna zagrała w pucharach mecz, który się przyjemnie oglądało. Ale na koniec dodał, że pewnie skończymy tak jak oni z Midtjylland…

20190725_202044

20190725_191147

20190725_195612

Na mecz – jak widać na załączonym obrazku – pofatygowało się około 25 tysięcy kibiców. Kapitalny wynik, nawet jeżeli daleko do rekordu frekwencji, z którą zresztą przez cały poprzedni sezon gdańszczanie mieli pewne kłopoty. Historyczne wyniki w lidze, szansa na pierwsze mistrzostwo kraju w dziejach klubu – nie porwało to tłumów, nie spowodowało „boomu” na Lechię. Na trybunach czasem zasiadało mniej niż 10 tysięcy widzów. A to już naprawdę kiepski rezultat, biorąc pod uwagę potencjał kibicowski Gdańska i okolic. Powodów tej sytuacji można się dopatrywać rozmaitych, w zależności od tego, pod jakim kątem spojrzeć na sprawę. Niemniej – na pewno jednym z nich było to, że Lechia często grała po prostu nudno. Nieciekawie. Nieprzyjemnie. Smętnie. Wygrywała mecze, po których jej przeciwnicy mogli sobie zadać pytanie: „Jakim cudem nie mamy w garści chociaż jednego punktu?”.

Dziś było inaczej. Kamil Wilczek i jego koledzy mogą się w duchu spytać: „Rety, jakim cudem przegraliśmy różnicą tylko jednego gola?”.

Z Broendby – sądząc po zasłyszanych rozmowach, wcale nie jest to przesada – wielu kibiców z Gdańska obejrzało po prostu Lechię swoich marzeń. Można było wręcz odnieść wrażenie, że w końcowej fazie spotkania nawet puste krzesełka na stadionie w magiczny sposób się zapełniły. Pośród trybun niósł się doping powodujący jakieś złudzenie optyczne. Co tu dużo mówić, zapachniało wielką piłką. I na boisku, i na widowni. Sympatycy Lechii naprawdę stęsknili się za piłkarską Europą i zdaje się, że poczuli, iż mogą się w niej rozgościć na dłużej, niż tylko jeden dwumecz.

20190725_204212

20190725_205246

Zwycięstwo z Duńczykami – choć z całą pewnością o co najmniej jednego gola zbyt skromne – może być tym przełomowym spotkaniem, które sprawi, że gdańszczanie w swojej masie mocniej uwierzą w Lechię i zechcą jeszcze tłumniej śnić ten pucharowy sen razem z ekipą Piotra Stokowca. Teraz trzeba po prostu pójść za ciosem i potwierdzić wysoką formę w rewanżu. Jeśli się uda postawić kropkę nad „i”, to na kolejnym spotkaniu eliminacyjnym spiker Lechii może już przedstawić pięciocyfrową frekwencję z trójeczką z przodu.

W teorii wynik 2:1 wcale nie powinien napawać optymizmem przed starciem rewanżowym, to też wypada zaznaczyć. Ale jeżeli nie patrzeć z optymizmem w stronę biało-zielonych, to chyba już nigdzie. Od dawna żaden polski klub nie zagrał tak dobrej i – co też ważne – spektakularnej piłki na europejskiej arenie, jak Lechia w starciu z Broendby.

Michał Kołkowski

Opublikowane 26.07.2019 01:15 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
18.09.2020

Macieju Sadloku, nie, nie potrafisz uderzyć

Stały element każdego meczu Wisły Kraków – Maciej Sadlok próbuje uderzyć z dystansu. Czasem ta pozycja jest lepiej przygotowana, czasem gorzej. Ale uderzenie jest wystarczająco kąśliwe, aby ukuło się mówić klasyczne „SADLOK, POTRAFI UDERZYĆ”. Otóż, nie, nie potrafi. Mieć siłę w nodze, a trafiać z daleka do siatki, to dwie zupełnie inne sprawy. Dzisiaj Sadlok […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Wisła Kraków uprawia piłkę nożną tylko teoretycznie

Bez stylu. Jakiejkolwiek płynności w grze. Z klopsami w obronie. Bez większego zagrożenia pod bramką rywali. Biała Gwiazda była dzisiaj całkowicie bezradna, a przecież do Krakowa nie przyjechał Bayern, tylko Wisła Płock. A jednak zdołała w jednym meczu przegrać dwa razy: raz z Nafciarzami, raz ze sobą. To, co pokazała Wisła Kraków w pierwszej połowie, […]
18.09.2020
Niemcy
18.09.2020

Ta maszyna dopiero się rozpędza

Piękna monachijska historia trwa. Nie skończyła się wraz z końcem minionego sezonu, który był w wykonaniu Bayernu wprost perfekcyjny. Na inaugurację sezonu Bundesligi zobaczyliśmy święto bawarskiego futbolu. Piłkarze Hansiego Flicka skonsumowali, przemielili, przetrawili Schalke, nie pozostawiając rywalom nawet cienia szansy na wyjście z tej rywalizacji bez wielobramkowej kompromitacji. To była miazga, to był nokaut.  Śmiech […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Sobota w WeszłoFM: Michał Helik, Stan Futbolu i trzy hitowe mecze

Weekend na antenie radia WeszłoFM rozpoczniemy w sobotę o godzinie ósmej. Monika Wądołowska i Wojciech Piela przywitają Was w poranku, który będzie pełny atrakcji. W programie echa losowania potencjalnych rywali dla polskich zespołów w eliminacjach Ligi Europy, ale także zapowiedź sobotnich emocji w Ekstraklasie. O swoim transferze do Barnsley i pierwszych dniach w nowym klubie […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Szok. Ustawienie Polacek-2-3-1 znów nie zdało egzaminu

Lubimy oglądać mecze Podbeskidzia Bielsko-Biała w Ekstraklasie, ale mamy wrażenie, że jeszcze bardziej lubią grać je rywale Górali. A to już niepokojące, gdy mówimy o chęci zadomowienia się na ligowym poziomie, co potwierdzić mogą i w Sosnowcu, i w Łodzi. Podopieczni Krzysztofa Brede znów odstawili w obronie kabarecik i stracili cztery bramki, przez co ich […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Pojedynek gołej dupy z batem. Arka bije Miedź i tylko patrzy, czy równo puchnie

Słuchajcie, ale akcja. Polsat dzisiaj nieco zamieszał i transmitował mecz profesjonalnych piłkarzy Arki z zawodnikami wymagającymi zajęć wyrównawczych. Jak to się śmiesznie oglądało! Jedni z piłką obchodzili się bardzo sprawnie, drudzy sprawiali wrażenie, jakby pierwszy raz ją widzieli i zastanawiali się, do czego w ogóle ten przedmiot służy. Co? Ta druga drużyna też chce awansować […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Wydawało mi się, że jestem najlepszym trenerem świata

W Wiśle Kraków wydawało mu się, że jest najlepszym trenerem świata. W Legii zresztą też. Pogoń zabrała mu kilka lat życia. Czy szuka pracy na polskim rynku? Dlaczego obserwował w Opalenicy Niko Kovaca? Dlaczego atmosfera w Wiśle Kraków była szczególna? Jaką lekcją była Levadia? Dlaczego po mistrzostwie w Lechu jego zespół był na ostatnim miejscu […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Kiedy ekstraklasowi piłkarze nauczą się grać co trzy dni i dlaczego nigdy?

Udało się! Po latach oczekiwań już wiemy, że przynajmniej dwa polskie zespoły nie skompromitują się w tym sezonie europejskich pucharów. Czyhali groźni Łotysze, skradali się podstępni Białorusini, ale nie tym razem, nie z nami te numery. A potem jeszcze udało się ograć i Szwedów, i Austriaków. Rok 2020 rzeczywiście jest niesamowity! W ogóle to dość […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

#GramyDlaBiałorusi – osiem zespołów z całej Europy weźmie udział w esportowym turnieju charytatywnym!

Już w najbliższy poniedziałek, 21 września, w Międzynarodowy Dzień Pokoju na Świecie, odbędzie się turniej w Counter-Strike: Global Offensive, w którym weźmie udział 8 drużyn europejskich. Uczestnicy powalczą o pulę nagród w wysokości 100 000 złotych. Rozgrywkom będzie towarzyszyć zbiórka pieniężna na rzecz Fundacji Białoruski Dom. Partnerem Głównym akcji jest należąca do Totalizatora Sportowego marka LOTTO. […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

9 milionów czekolad dla piłkarzy Lecha i Piasta czy 1/3 Thiago?

Przed tygodniem jeden z Polaków z powiatu pruszkowskiego stanął przed trudnym, ale przyjemnym dylematem: co zrobić z 96 milionami złotych? Tak, tak, drugi raz w historii zdarzyło się, że jeden z naszych rodaków rozbił bank w loterii Eurojackpot organizowanej przez Totalizator Sportowy. Wydatnie pomogliśmy temu szczęśliwcowi, proponując trzy sposoby na wydanie tej sporej kasy. Jeśli […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Kości zostały rzucone. Legia, Piast i Lech ruszają w stronę Ligi Europy

Wszystko już jasne. Legia Warszawa, Piast Gliwice i Lech Poznań poznały swoją drogę w stronę fazy grupowej Ligi Europy. W szwajcarskim Nyonie rozlosowano pary IV rundy kwalifikacji do drugich najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywek organizowanych przez UEFA. Jak trafiły polskie kluby? Absolutnie nie najgorzej. W przypadku Legii awans powinien być obowiązkiem, Lech ma na to realną […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Czy Bayern będzie jeszcze mocniejszy?

Najlepszy na świecie Lewandowski. Wybuch gwiazdy Daviesa. Ponowny prime Neuera i Mullera. Przypakowany Groetzka. Mądry Kimmich. Trenerski geniusz Flicka. Rozsądna tożsamość i brak nerwowych zachowań ze strony władz klubu. Serie zwycięstw. Epickie mecze. Mistrzostwo Niemiec. Puchar Niemiec. Liga Mistrzów. Miniony sezon był dla Bayernu Monachium idealny. Czy kolejny może być lepszy, czy coś lepszego niż […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Koszalin, beton, polityka. Czego CBA mogło szukać w PZPN-ie?

W ubiegłym tygodniu Centralne Biuro Antykorupcyjne weszło do siedziby Polskiego Związku Piłki Nożnej oraz 16 okręgowych związków. Jak tłumaczył Zbigniew Boniek m.in. w programie Liga+ Extra, służby zabezpieczyły mnóstwo dokumentów, ale nie do końca wiadomo, co właściwie było głównym przedmiotem ich zainteresowania. Ze strzępków informacji, które ujawnili m.in. dziennikarze Przeglądu Sportowego i Super Expressu wyłania […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Która Wisła wreszcie mocniej popłynie?

Już kilka razy podkreślano, jak trudne wejście do Ekstraklasy zaliczają tegoroczni beniaminkowie. Po trzech kolejkach Podbeskidzie, Stal Mielec i Warta Poznań nie mają na koncie ani jednego zwycięstwa, łącznie zdobywając pięć punktów na 27 możliwych. Najbliższa szczęścia była Stal, która tydzień temu dopiero w doliczonym czasie straciła prowadzenie z Cracovią. Warto jednak zauważyć, że równie […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Lewandowski rozpocznie strzelanie, Neuer na zero z tyłu? Schalke leży Bayernowi

Leroy Sane, Robert Lewandowski, Serge Gnabry, Ozan Kabak, Suat Serdar i Amine Harit na jednym boisku? Całkiem przyjemny ten powrót Bundesligi. Fani niemieckiego futbolu nie mogli sobie wyobrazić lepszego spotkania na otwarcie sezonu. Ci, którzy zerkają za zachodnią granicę tylko po to, żeby dowiedzieć się, co słychać u Roberta Lewandowskiego, także. Bo Schalke to jeden […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Górnik Wałbrzych. Martwy oddech wielkiego futbolu

– Wałbrzych był jedynym zespołem, dla którego warto było przejechać trochę kilometrów, zmarznąć lub zmoknąć. Inne drużyny I ligi i reprezentacje na to nie zasłużyły – listopad 1983 roku, śp. Jerzy Zmarzlik. 37 lat. Z perspektywy nowych pokoleń okres raczej niewarty uwagi, bo nieokraszony w bitwy na szable, muszkiety czy bronie maszynowe. Szkoda, bo akurat […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Która Wisła odbije sobie słaby start sezonu? Atrakcyjne Combo Dnia w eWinner!

Derby w Ekstraklasie? No tak, Lech – Warta, Wisła – Cracovia. Ale rzecz jasna są też „derby” z przymrużeniem oka. Np. takie, jak mecz Wisły z Wisłą. Tej z Krakowa z tą płocką. I tak się akurat składa, że będzie to mecz arcyciekawy, bo obydwa zespoły nie są w najlepszej dyspozycji. Po dwa punkty, średnia […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

Łukasz Sierpina 2020, wersja zaktualizowana i spatchowana

Łukasz Sierpina po 49 meczach w Ekstraklasie miał oszałamiający bilans: zero bramek, zero asyst. Stanowił synonim ligowego wiatraka, który w sumie trochę chaosu potrafi stworzyć, czasem szarpnie, ale nie przekłada się to na żadne liczby, żadne konkrety. W tym sezonie jednak obserwujemy wersję zaktualizowaną, spatchowaną, słowem: Sierpina 2.0. Raptem trzy mecze, cztery asysty. Z króla […]
18.09.2020