post Avatar

Opublikowane 26.07.2019 01:15 przez

redakcja

Pod kebabem – tabun żarłoków w biało-zielonych trykotach. Na przystanku autobusowym – grupka dzieciaków z biało-zielonymi szalikami na szyjach. W okolicach Dworca Głównego – cały rój biało-zielonych przechodniów. Na parkingu – tłok, słychać klaksony i wulgaryzmy. Pod parkomatem – ciągnąca się długim wężykiem kolejka. Przy stoiskach z klubowymi gadżetami ścisk i rozgardiasz. Czyżby Gdańsk dostał fioła na punkcie powrotu Lechii do europejskich pucharów? To chyba zbyt wiele powiedziane, ale przesada nie jest w tym przypadku aż tak duża. Już na pierwszy rzut oka, na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego w meczu Lechii z Broendby IF, dało się w Gdańsku wyczuć tę niemalże namacalną, wiszącą w powietrzu atmosferę ogólnej ekscytacji. Głód europejskiej piłki.

A im dłużej Haraslin, Paixao, Fila, Lipski i reszta gdańskiej ferajny demolowali defensywę Duńczyków, tym bardziej ekscytacja zamieniała się w euforię. W pewnym momencie można było wręcz pomyśleć, że rywalizacja Lechii z Broendby to po prostu przyspieszony finał rozgrywek.

Trybuny stadionu w Letnicy zapłonęły dzisiaj zatem nie tylko od rac, którymi ochoczo wymachiwali zarówno sympatycy gospodarzy, jak i przyjezdna ekipa ultrasów Broendby. Przede wszystkim – widownia bursztynowej areny zaiskrzyła się od pięknych, czystych, sportowych emocji. Wyłączając Derby Trójmiasta, które mają swoją oczywistą specyfikę – dawno nie było na gdańskim stadionie aż takiej atmosfery – jak to się pięknie mówi – „piłkarskiego święta”. Lechia dowodzona przez Piotra Stokowca uczyniła ze swojego obiektu trudną do zdobycia twierdzę, to akurat nic nowego. Lecz biało-zieloni zwykli punkty zdobywać przede wszystkim dzięki żelaznej defensywie, przebiegłości, cwaniactwu, bezwzględnej skuteczności. Dziś wcale nie byli ani tacy sprytni, ani tym bardziej skuteczni. A jednak – pierwszy raz od wielu miesięcy Lechia u siebie nie tylko zwyciężyła, ale i przy okazji zachwyciła. Zagrała z fantazją i rozmachem, na olbrzymiej intensywności. Co długofalowo może się okazać znacznie cenniejsze od samego triumfu z Broendby, a nawet od ewentualnego awansu do kolejnej rundy eliminacyjnej w Lidze Europy. Choć do zrealizowania tego celu jeszcze bardzo daleka droga.

Lechia pokazała kibicom inne, piękniejsze oblicze.

– Ale dzisiaj to zasłużenie wygrali – stwierdził jeden z fanów opuszczających stadion. Miał słyszalnie zdarte gardło, ale nie przeszkadzało mu to w nieustannym trajkotaniu podczas ślamazarnego marszu po zatłoczonych schodach. – Tyle sytuacji. Co Sobiech miał jeszcze w końcówce, Haraslin ile zepsuł! Lechia ich zmiażdżyła. Masakra.

– No – odburknął kompan gaduły. – W sumie… jak nie Lechia.

Ta rzucona znudzonym głosem refleksja właściwie idealnie podsumowuje fenomen dzisiejszego zwycięstwa gdańskiego zespołu. Lechia, może poza dość niemrawym początkiem meczu, grała totalnie… nie po swojemu. Zamiast usypiać rywala, po prostu go rozszarpała na drobne kawałeczki. Nie przyczaiła się, lecz zdominowała przeciwnika, pożarła go wysokim pressingiem. I jeżeli rzeczywiście „vox populi, vox Dei”, to właśnie ten styl powinien być dla Lechii codziennością. Choć, jeżeli chodzi o łacińskie sentencje, w szatni biało-zielonych obowiązuje raczej: „Stokowiec locuta, causa finita”.

20190725_205553

20190725_204011
***

– Byłem, pewnie! Wtedy to na mecze się chodziło regularnie, tłumy waliły na Traugutta, niech mi pan wierzy. Daliby nam takiego molocha jak ten, też byśmy zapełnili. Wskakiwaliśmy z kolegami na tramwaj i lecieliśmy na tak zwane „winogrono”, trzymając się, żeby nie odpaść i nie zlecieć. Tak się na mecze jeździło! – wspomina z uśmiechem jeden ze starszych kibiców, zapytany o to, czy miał okazję na żywo oglądać pucharowy bój Lechii z Juventusem. Wbrew pozorom – niełatwo trafić na świadka tamtego starcia. Już 36 lat minęło od kultowego dwumeczu. Przegranego w gruncie rzeczy dość sromotnie, ale cała otoczka rywalizacji z włoską potęgą okazała się znacznie istotniejsza niż jej końcowy rezultat. – Z samego meczu z Juventusem to ja akurat pamiętam niewiele. Nie dopchałem się już na dobre miejsce, za późno dojechałem pod stadion. Do Gdańska przyjechało wtedy chyba z 50 tysięcy ludzi! Wszystkie okoliczne miasta, wszyscy się rzucili na dźwięk nazwy „Juventus”. Ludzie siedzieli wszędzie. Wszędzie gdzie się dało, na każdym drzewie. Przeżycie było niesamowite. Pan wie, czym dla nas był wtedy Juventus? Nawet gdyby dzisiaj do Polski przyjechał Real albo Barcelona, to przy współczesnej technice nie robi to już takiego wrażenia. Jeszcze tamta Lechia, gdzieś z trzeciej, drugiej ligi… Piękne to było.

– Tamte mecze się pamięta. Czasem to ja się łapię, że lepiej pamiętam dryblingi „Dzidka” Puszkarza niż to, co się działo w ostatnim meczu ligowym w tym sezonie. Obecnych zawodników nie będę krytykował, bo robią dobrą robotę. Dzisiaj trudniej zdobyć Puchar Polski niż wtedy, skoro trzecioligowa Lechia tego dokonała. Ale piłkarze, bohaterowie młodości, to zawsze coś wyjątkowego – dodaje sympatyczny jegomość.

Oczywiście warto pielęgnować wspomnienia sprzed dekad. Wyrównany bój w rewanżu i ostateczne 2:3 z przepotężnym Juve na Traugutta. Lech Wałęsa przemycony na stadion, nowe tchnienie solidarnościowego ducha. Ten mocno przygasał w narodzie, któremu kręgosłup przetrącono obuchem stanu wojennego. Jak długo jednak można zajmować się wyłącznie przeglądaniem pocztówek z przeszłości?

Lechia zaczęła dziś zapisywać kolejną kartę w swojej pucharowej historii. Chciałoby się dodać: „wreszcie”.

– Wielkich oczekiwań nie mam – przyznał przed spotkaniem pan Tomasz. Zazwyczaj na mecze Lechii chodzi sam, tym razem wybrała się też z nim partnerka. Futbolem zainteresowana w stopniu umiarkowanym, żeby nie powiedzieć: niewielkim. Europejskie puchary jednak działają na wyobraźnię – wielu kibiców-solistów pojawiło się na trybunach u boku żon, kochanek albo konkubin, roiło się też od dzieci, wymachujących na prawo i lewo hot-dogami obficie skropionymi keczupem. – Wie pan, jak to jest. Im więcej sobie człowiek naobiecuje, tym potem gorzej znosi porażkę. Ile to razy już się nakręcaliśmy, że zagramy w pucharach, a potem nic z tego nie wypalało? W zeszłym sezonie Lechia wygrała Puchar Polski, ale przecież w lidze też zanosiło się na mistrzostwo, z czego na koniec nic nie wyszło. Teraz spokojnie. Trzeba to wszystko na spokojnie traktować. Liczymy po prostu na dobry mecz.

20190725_182420

20190725_182801

Takie stonowane, pokorne podejście ustawiło jednak cytowanego kibica w mniejszości. Na trybunach nie brakowało kibiców, którzy w ciemno stawiali zwycięstwo Lechii. Imponować może zaufanie, jakie na przestrzeni ostatnich miesięcy zbudował wśród gdańskich fanów Piotr Stokowiec.

„Trener coś na Duńczyków wykombinuje” – dowodzili liczni sympatycy Lechii. I rzeczywiście – wykombinował.

Właściwie nawet trudno mówić o wielkim zaskoczeniu. Wystarczyło posłuchać szkoleniowca biało-zielonych jeszcze przed spotkaniem. Stwierdził on między innymi – dość brawurowo – że rywalizacja z Broendby będzie weryfikacją jego dotychczasowej pracy w Gdańsku. – Cały rok pracowaliśmy na to, żeby znaleźć się w tym miejscu i stanąć w szranki z dobrą, europejską drużyną. Rywal jest bardzo atrakcyjny, bardzo solidny. My jesteśmy gotowi, chcemy się z takim przeciwnikiem zmierzyć. Sprawdzić, jak będziemy wyglądać na tle takiego klubu. Dobrze zbilansowanego, aktywnie grającego w ofensywie. My też chcemy grać odważnie, utrzymać stabilność w defensywie, ale dołożyć trochę polotu w ofensywie.

Początek spotkania był jeszcze w wykonaniu Lechii chaotyczny, ale jak gdańszczanie po kilkunastu minutach opanowali sytuację na boisku i doszli już do głosu na całego, to z defensywy Broendby naprawdę nie było co zbierać. Rozsypała się jak domek z kart. Zresztą, statystyki mówią w tym przypadku same za siebie. Piłkarze Lechii oddali na bramkę przeciwnika siedemnaście strzałów, Broendby odpowiedziało sześcioma uderzeniami.

20190725_185640

20190725_192458

Napięcie wśród kibiców było maksymalne już od pierwszego gwizdka arbitra. Każdy udany wślizg fani zgromadzeni na stadionie w Letnicy nagradzali oklaskami. Każda strata piłki przyprawiała ich o palpitacje serca. Każdy strzał – nawet dość kiepski, chaotyczny, bez większych szans powodzenia – w pierwszej chwili wyglądał na grzmot prosto w okienko bramki strzeżonej przez golkipera Broendby. Trzeba zresztą dodać, że sami piłkarze Lechii chyba postanowili napytać swoim kibicom problemów natury kardiologicznej. Na potęgę marnowali dogodne sytuacje do zdobycia gola. Wysoko ustawieni obrońcy duńskiego klubu aż się prosili, żeby ich karcić. Popełniali karygodne, indywidualne błędy. Można powiedzieć, że na Lechii zapachniało dziś retro-futbolem. Nie tylko dlatego, że gdańszczanie po raz pierwszy od przeszło trzech dekad zagrali w europejskich pucharach. To był… mecz w starym stylu. Szalona wymiana ciosów, momentami ogrom wolnej przestrzeni na boisku. Lechia czuła się w takich warunkach zdecydowanie lepiej, cisnęła w podziwu godną zawziętością, nawet w samej końcówce spotkania, ale nie potrafiła odpowiednio okazale spuentować swojej miażdżącej przewagi. Brakowało konkretów przy finalizowaniu akcji. A to zła wrzutka, a to kiepski strzał.

Wynik 2:1 jest mimo wszystko – aż trudno w to uwierzyć – powodem do lekkiego niedosytu. Gdyby tak podliczyć te wszystkie nieudane strzały  i przesadnie wymyślne dryblingi Haraslina, wszystkie sknocone sytuacje przez Flavio i dodać do tego jeszcze poprzeczkę Sobiecha…

– Kurwa, pewnie, że jestem szczęśliwy. Ale tutaj mogło być pięć, sześć zero! – ekscytował się jeden z sympatyków Lechii. – Trzeba wykorzystywać te sytuacje, bo widać, jak to Broendby gra. Nic właściwie nie grają, rzucą coś na aferę w pole karne, głupi błąd i są problemy. Według mnie to sam Paixao dzisiaj powinien mieć hattricka. Dobrze, że chociaż karnego nie spierdolił jak to ma w zwyczaju. O Haraslinie nie wspomnę. Chyba się trochę podpalił, albo nie wiem, sodówka mu odwaliła, bo wszystkie akcje chciał sam grać.

Cóż – doświadczony Portugalczyk, pomimo otwierającego gola na koncie, u wielu fanów wzbudził raczej rozdrażnienie niż podziw. Choć trzeba wziąć poprawkę na to, że z powodu dość wątpliwego spalonego anulowano drugie trafienie Flavio w dzisiejszym meczu. Inna sprawa, że sam Piotr Stokowiec kilka razy aż podskoczył z frustracji, widząc jak doświadczony napastnik decyduje się na przykład na spontaniczną próbę lobowania bramkarza, podczas gdy ma co najmniej dwie lepsze opcje do rozegrania akcji z partnerami.

Kto tymczasem zaimponował kibicom Lechii najmocniej?

Na pewno nazwisko Karola Fili było dziś odmieniane przez wszystkie przypadki. Niektórzy w genialnym występie prawego obrońcy dostrzegli nawet argument, by przesunąć Filę z młodzieżowej do seniorskiej reprezentacji Polski. Mnóstwo komplementów zbierali też – pomimo nieskuteczności – Udovicić i Haraslin. I należało im się, bo rozrywali defensywę Broendby z gracją, jakiej nawet po tak cenionych skrzydłowych nie można było oczekiwać na poziomie eliminacji do Ligi Europy. Broendby może i nie słynie z bezbłędnej gry w destrukcji, ale to jednak wciąż solidna ekipa z ligi duńskiej. Wracając jednak do komplementów – niektórzy bohaterem meczu okrzyknęli Patryka Lipskiego, inni podkreślali kapitalny przegląd pola Jarosława Kubickiego, przymykając oko na kilka groźnych strat środkowego pomocnika. I gdyby tak jeszcze przez chwilę pociągnąć tę wyliczankę, wyszłaby z tego prawie cała drużyna Lechii.

– Kolega z Gdyni do mnie przed chwilą dzwonił – cieszy się Piotr. – Zatwardziały „śledź”, ale pogratulował zwycięstwa. Mówi, że wreszcie jakaś polska drużyna zagrała w pucharach mecz, który się przyjemnie oglądało. Ale na koniec dodał, że pewnie skończymy tak jak oni z Midtjylland…

20190725_202044

20190725_191147

20190725_195612

Na mecz – jak widać na załączonym obrazku – pofatygowało się około 25 tysięcy kibiców. Kapitalny wynik, nawet jeżeli daleko do rekordu frekwencji, z którą zresztą przez cały poprzedni sezon gdańszczanie mieli pewne kłopoty. Historyczne wyniki w lidze, szansa na pierwsze mistrzostwo kraju w dziejach klubu – nie porwało to tłumów, nie spowodowało „boomu” na Lechię. Na trybunach czasem zasiadało mniej niż 10 tysięcy widzów. A to już naprawdę kiepski rezultat, biorąc pod uwagę potencjał kibicowski Gdańska i okolic. Powodów tej sytuacji można się dopatrywać rozmaitych, w zależności od tego, pod jakim kątem spojrzeć na sprawę. Niemniej – na pewno jednym z nich było to, że Lechia często grała po prostu nudno. Nieciekawie. Nieprzyjemnie. Smętnie. Wygrywała mecze, po których jej przeciwnicy mogli sobie zadać pytanie: „Jakim cudem nie mamy w garści chociaż jednego punktu?”.

Dziś było inaczej. Kamil Wilczek i jego koledzy mogą się w duchu spytać: „Rety, jakim cudem przegraliśmy różnicą tylko jednego gola?”.

Z Broendby – sądząc po zasłyszanych rozmowach, wcale nie jest to przesada – wielu kibiców z Gdańska obejrzało po prostu Lechię swoich marzeń. Można było wręcz odnieść wrażenie, że w końcowej fazie spotkania nawet puste krzesełka na stadionie w magiczny sposób się zapełniły. Pośród trybun niósł się doping powodujący jakieś złudzenie optyczne. Co tu dużo mówić, zapachniało wielką piłką. I na boisku, i na widowni. Sympatycy Lechii naprawdę stęsknili się za piłkarską Europą i zdaje się, że poczuli, iż mogą się w niej rozgościć na dłużej, niż tylko jeden dwumecz.

20190725_204212

20190725_205246

Zwycięstwo z Duńczykami – choć z całą pewnością o co najmniej jednego gola zbyt skromne – może być tym przełomowym spotkaniem, które sprawi, że gdańszczanie w swojej masie mocniej uwierzą w Lechię i zechcą jeszcze tłumniej śnić ten pucharowy sen razem z ekipą Piotra Stokowca. Teraz trzeba po prostu pójść za ciosem i potwierdzić wysoką formę w rewanżu. Jeśli się uda postawić kropkę nad „i”, to na kolejnym spotkaniu eliminacyjnym spiker Lechii może już przedstawić pięciocyfrową frekwencję z trójeczką z przodu.

W teorii wynik 2:1 wcale nie powinien napawać optymizmem przed starciem rewanżowym, to też wypada zaznaczyć. Ale jeżeli nie patrzeć z optymizmem w stronę biało-zielonych, to chyba już nigdzie. Od dawna żaden polski klub nie zagrał tak dobrej i – co też ważne – spektakularnej piłki na europejskiej arenie, jak Lechia w starciu z Broendby.

Michał Kołkowski

Opublikowane 26.07.2019 01:15 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Włochy
13.07.2020

Nieustępliwy Milan wydarł punkt Napoli

Mogą żałować piłkarze Napoli, że nie udało im się dzisiaj zwyciężyć nad Milanem. Byłaby to bardzo cenna wygrana w kontekście rywalizacji o grę w europejskich pucharach. Przede wszystkim jednak, neapolitańczycy na trzy punkty dzisiaj po prostu zasłużyli. Dominowali nad rywalami, wykreowali sobie więcej bramkowych okazji i rzadko dopuszczali piłkarzy z Mediolanu w okolice własnej bramki. […]
13.07.2020
Weszło
12.07.2020

Mecz jak z orlika. Bramkarze jak z pośredniaka

Lech Poznań wytrzymał mecz grany pod presją uciekającego Piasta i ograł Lechię Gdańsk 3:2. Natomiast sam mecz… Cóż, momentami czuliśmy się jak na orliku. Otwarte granie, wysoki pressing, akcja za akcją, jazda to w jedną, to w drugą stronę. No i bramkarze, którzy wyglądali tak, jakby piłkarze obu ekip umówili się, że kto najbliżej bramki, […]
12.07.2020
WeszłoTV
12.07.2020

LIGA MINUS. Paczul, Rokuszewski, Białek, Kowalczyk

Niedzielny wieczór, zatem czas na Ligę Minus. Tematów do dyskusji jak zwykle sporo. Będzie grillowanie Wojciecha Mycia i Dusana Kuciaka, będzie rozmowa o mistrzostwie Polski dla Legii Warszawa. No i oczywiście omówienie wszystkich spotkań kolejki. W studio Paweł Paczul, Mateusz Rokuszewski, Jakub Białek i Wojciech Kowalczyk. Odpalajcie tuż po meczu Lech Poznań – Lechia Gdańsk! […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Piątka z plusem dla Karbownika, trója dla Novikovasa. Oceniamy mistrzowską ekipę Legii

Był taki moment sezonu 2019/20, gdy wydawało się, że Legia po prostu pozamiata ligową konkurencję i zdobędzie mistrzowski tytuł w naprawdę spektakularnym stylu. Demolując kolejnych rywali. Ostatecznie nie do końca się to udało, dyspozycja „Wojskowych” po lockdownie pozostawiała sporo do życzenia. Jeśli sobie jednak przypomnimy sytuację, w jakiej znajdował się klub jeszcze na początku rozgrywek, […]
12.07.2020
Inne sporty
12.07.2020

F1. Sezon 2020. Odcinek drugi: Hamilton wraca na tron

Jeśli chcieliście dziś poczuć emocje, nie mogliście skupiać się na walce o zwycięstwo w Grand Prix Styrii. Głównie dlatego, że tej walki… po prostu nie było. Lewis Hamilton wystartował z pole position i od początku aż do końca wyścigu jechał niezagrożony. Sporo działo się za to w środku stawki. I to temu naprawdę warto było […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Jaga nie pomogła Lechowi. Piast coraz bliżej srebra

Jeśli Lech Poznań myśli o wicemistrzostwie ligi, a po porażce w Pucharze Polski myśli zapewne intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej, potrzebuje „sojuszników”. Kolejorzowi nie wystarczy wygranie wszystkiego do końca sezonu, bo jeszcze mający przed tą kolejką tyle samo oczek Piast musi coś stracić. A na to na razie się nie zanosi. Jeśli w stolicy Wielkopolski w […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Status quo w II lidze zachowany. GKS na remis z Widzewem

Remis w przypadku takich meczów określa się zazwyczaj mianem: dwóch rannych zamiast jednego zabitego. To jest po części prawda, bo ani katowiczanie, ani łodzianie, płakać nad jednym punktem raczej nie będą. Zarazem jedni i drudzy mogą sobie pluć w brodę, bo trzy punkty i o wiele mocniejsza sytuacja w tabeli była na wyciągnięcie ręki. Mecz […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Śląsk remisuje z Pogonią i najpewniej kończy sezon

O ile co chwile dostajemy jakiś mecz o złote kalesony, o tyle starcie Śląska z Pogonią rzeczywiście miało stawkę inną niż symboliczną. Śląsk, gdyby dzisiaj wygrał, miałby 56 punktów i doskoczyłby do podium, wywarł pewną presję na Piaście i Lechu. A pamiętajmy: w finale Pucharu Polski zmierzą się Lechia z Cracovią, więc czwarte miejsce ze […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Beniaminek w barażach – Radomiak pokazuje, że warto było zreformować I ligę

31. kolejka pierwszej ligi to czas, w którym większość drużyn w ostatnich latach grała już o nic. Najpilniejsze kwestie były już rozstrzygnięte, albo zmierzały do rozstrzygnięcia bardzo pewnym krokiem. A tymczasem dziś, dzięki reformie rozgrywek, taki Radomiak nadal ma o co grać. Nie musi liczyć na cud, kilka potknięć rywali. Beniaminek na zapleczu Ekstraklasy ograł […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Legia najbardziej utytułowanym klubem w historii ligi

Nie dojdziesz z kibicem Legii do porozumienia – czy ma czternaście mistrzostw czy piętnaście. Ale po przyklepanym wczoraj tytule tak naprawdę nie ma to aż tak wielkiego znaczenia z punktu widzenia historii Ekstraklasy. Legia Warszawa, bez względu na interpretację sezonu 1992/93, została oficjalnie najbardziej utytułowanym klubem w historii ligi. Zerknijmy na czołówkę klasyfikacji medalowej (za […]
12.07.2020
Live
12.07.2020

LIVE: Lech odegrał się na Lechii

Przed nami ostatni niedzielny maraton w tym sezonie! Za tydzień czeka nas już Multiliga i szalenie emocjonująca końcówka (oczywiście żartujemy), a więc celebrujmy ten moment. Na start Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin. Jakie to będzie meczycho!!! Potem Piast z Jagą. Już nie możemy się doczekać!!! O 17:30 Lech z Lechią. Zacieramy ręce!!! A na deser […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Dla Piasta znów brawa, ale raczej nie za skuteczność transferową

Cokolwiek się stanie na mecie sezonu, Piastowi Gliwice znów należą się brawa. Po sensacyjnym mistrzostwie wielu zakładało, że nastąpi szybki powrót do miejsca w szeregu, tymczasem podopieczni Waldemara Fornalika najdłużej starali się deptać Legii po piętach i od pewnego momentu byli jedynym zespołem, który ewentualnie mógłby jej pomieszać szyki. Nie udało się, ale sezon prawdopodobnie […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Lech Poznań jako klub zasłużył na joby. Drużyna Lecha jeszcze nie

Jako dziennikarze bardzo często pojęcia „klub” i „drużyna” stosujemy zamiennie. Ale między tymi słowami jest istotna różnica. Na przykładzie Lecha Poznań widać to wyraźnie. Lech – jako klub – zasłużył na to, by przez ostatnie lata stać się obiektem drwin. Ale Lech Poznań – jako obecna drużyna – póki co nie nagrzeszył tak, by wrzucać […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Wszystko, co powinieneś wiedzieć przed GKS Katowice – Widzew Łódź

Widzew Łódź i GKS Katowice między siebie mogą podzielić dwadzieścia dwa medale mistrzostw Polski. Dzisiaj jednak zmierzą się w II lidze, przy Bukowej grając kluczowe spotkanie w kontekście awansu na zaplecze Ekstraklasy. Przed tym starciem rozmawiamy z ekspertami, a przy tym kibicami tych klubów. Dlaczego kibice GKS-u z natury są czarnowidzami? Dlaczego sytuacja trenera Góraka […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

Śląsk walczy o przedłużenie emocji – dla siebie i dla nas

Lech Poznań był rzecz jasna największym przegranym swojego półfinału Pucharu Polski z Lechią Gdańsk. Zaraz potem jednak na tę listę trzeba wpisać… Śląsk Wrocław. Finał Cracovia – Lechia sprawia, że niemal na pewno czwarte miejsce w Ekstraklasie nie da przepustek do eliminacji Ligi Europy, a to najbardziej uderza właśnie w drużynę Vitezslava Lavicki. Jeżeli myśli […]
12.07.2020
Weszło
12.07.2020

UFC 251. W półśredniej bez zmian – Usman zdominował ulicznika

Jorge Masvidal chciał oszukać wszelkie możliwe systemy przygotowywania się do starcia w MMA. Do zestawienia walki wieczoru wskoczył tydzień przed terminem. Musiał błyskawicznie przygotować wagę, zejść o 20 funtów w ciągu sześciu dni. Czekał go lot ze Stanów Zjednoczonych do Abu Dhabi, seria testów na koronawirusa, błyskawiczna seria treningów na otrzaskanie się ze stylem walki […]
12.07.2020
Inne sporty
12.07.2020

Co za gala! KSW pokazało, jak powinno wyglądać MMA

Reborn. Odrodzone. Pod takim hasłem organizowana była dzisiejsza – już 53 – gala KSW. Po przerwie spowodowanej pandemią MMA w najlepszym europejskim wydaniu wróciło. I to jak! Jeszcze dziś w nocy odbędzie się mocno obsadzona gala UFC, ale największa na świecie federacja może mieć spory problem w przebiciu poziomu, jaki zaprezentowano nam dziś w Polsce. […]
12.07.2020
Włochy
12.07.2020

Juventus wymęczył punkcik i wskoczył na autostradę do mistrzostwa

Atalanta ponownie zachwycała, Atalanta prowadziła, Atalanta dominowała. Wszystko wskazywało na to, że rewelacyjna ekipa z Lombardii zatriumfuje dziś na wyjeździe z Juventusem i na finiszu sezonu włączy się jeszcze do walki o mistrzowski tytuł we Włoszech. Goście mieli wszelkie argumenty, by pokonać ospałą, grającą bez polotu „Starą Damę”. Ale kończą z zaledwie jednym punktem i […]
12.07.2020