post Avatar

Opublikowane 16.07.2019 12:38 przez

redakcja

– Pala stosował magicznie szczęśliwe monety, które kazał nam przykładać w bolące miejsca. To pamiętam. I jeszcze kiedyś, podczas biegów w lesie, polecił nam przystanąć i pobierać energię z drzew. Gdybyśmy potem jeszcze tylko wygrywali
Mariusz Mowlik, dawniej piłkarz, dziś agent piłkarski, z niejednego pieca chleb jadł. Czy było mu łatwiej czy trudniej przez fakt, że jego ojciec był brązowym medalistą Mistrzostw Świata z 1982 roku i wicemistrzem olimpijskim z 1976? Czym chwali się jego wujek, Adam Topolski, niegdyś kapitan Legii Warszawa? Z czego energię musiał czerpać, gdyby w Lechu prowadził go Libor Pala? Ile klubów zalega mu z wypłatami i dlaczego nie może tego egzekwować? Co spowodowało, że w czasach Miedzi musiał żyć piłką przez dwadzieścia cztery godziny na dobę i czy było to możliwe? W jaki sposób namówił Przemysława Frankowskiego na transfer do MLS? Zapraszamy.

***

CHCESZ SPRÓBOWAĆ SWOICH SIŁ? WYŚLIJ NAM TEKST NA [email protected]

***

Wie pan z czego najbardziej znany jest pana tata?

Z czegoś konkretniejszego niż wicemistrzostwo i brązowy medal?

Podobno nikt nie wyjmował z siatki tylu piłek, ile pana ojciec po strzałach Kazimierza Deyny, z którym zostawał po treningach kadry, żeby legendarny pomocnik mógł do perfekcji wyćwiczyć swój firmowy strzał.

Nie słyszałem tego. Nieźle. Ale Deyna miał tak precyzyjnie szalone uderzenie, że to chyba żaden wstyd. Podpytam o to trochę tatę przy najbliższej okazji, bo będzie powód, żeby się pośmiać. Do tej pory, przyznam, nie chwalił się.

Jeśli nawet Dino Zoff w swoim czasie nie dawał rady ze strzałami Deyny, to co dopiero, nic mu nie ujmując, pana ojciec…

Który też przecież był świetnym golkiperem. Zawsze musiałem za to wysłuchiwać historii mojego wujka, Adama Topolskiego, chwalącego się przy każdej okazji, że strzelił mu bramkę w finale Pucharu Polski, kiedy tata bronił w Lechu, a Topolski był kapitanem Legii. U nas w rodzinie to już klasyczna piłkarska historia.

Często chodził pan na stadiony przez piłkarską teraźniejszość i przeszłość ojca?

Kiedy tata jeszcze wyczynowo zajmował się piłką, to nie za bardzo miałem okazję chodzić na polskie mecze, bo urodziłem się w 1981, a w 1983 wyjechaliśmy do Stanów Zjednoczonych. Tam, przez cztery lata, zabierano mnie na piłkę halową. Kiedy wyjeżdżałem miałem dwa lata, kiedy wracałem już sześć i po powrocie do Polski regularnie zacząłem odwiedzać stadion Lecha, będąc już świadomym chłopakiem, chłonącym piłkę i dorastającym z marzeniem o robieniu kariery. Ale ojca, niestety, z boiska w ojczyźnie pamiętać nie mogę.

Brązowy medal MŚ i srebrny olimpijski widnieją na słusznym miejscu w jego domu?

Oczywiście, gdzieś obok Złotych Butów dla najlepszego piłkarza od katowickiego ,,Sportu’’ umieścił je w swoim pokoju.

Trenowaliście razem?

Miałem taką historię, jak skończyłem szkołę podstawową, że trafiłem do klubu, w którym mój ojciec był trenerem. I to dwa razy! Najpierw w Lechii Kostrzyn, a potem Polonii Środzie Wielkopolskiej i szczerze powiedziawszy, absolutnie nie czułem się z tym niekomfortowo. Skrupulatnie pilnował mojego rozwoju. Często zostawaliśmy nawet po treningach, ćwicząc dodatkowe rzeczy.

Faworyzował pana?

Jestem stuprocentowo przekonany, że wprost przeciwnie. Wymagał ode mnie trzy razy więcej niż od innych zawodników. Były momenty, że tego nie rozumiałem. Że czułem się niesprawiedliwie traktowany. Że miałem pretensje. Ale z czasem mi to przeszło, bo zrozumiałem, że każdy, kto próbuje coś osiągnąć, w końcu musi dojść do tego, że wymagania są kluczowe, żeby nie zatrzymywać się w miejscu. Pokazywał mi co robię źle, gdzie mam rezerwy. Buntowałem się, ale ostatecznie wyszło na jego.

Ciężko było pana trenować? Dorobił się pan potem opinii ,,lenia i obiboka’’!

Taką łatkę w 2010 roku przypiął mi Grzegorz Wesołowski w ŁKS-ie w ramach jakichś dziwnych wojenek medialnych. Kierowała nim personalna niechęć i pewnie sam przyznałby, że nie miało to większego związku z rzeczywistością. Naprawdę, nigdy nie miałem problemów z treningiem i nie muszę nikomu tego udowadniać. Co więcej, miałem taki zwyczaj, zarówno w Ekstraklasie, jak i I lidze, że przed zajęciami chodziłem na dodatkowe aktywności na siłownię, więc serio, nie mam potrzebny się bronić przed jakimiś ,,leniami i obibokami’’.

Do wymarzonego klubu, Lecha Poznań trafił pan jeszcze jako nastolatek.

Najpierw do rezerw jako osiemnastolatek, skąd po pół roku przesunięto mnie do pierwszej drużyny. Smutna historia, bo spadliśmy z Ekstraklasy, akurat na sam początek mojej kariery w poważnej piłce, choć fakt, że nie dane mi było zadebiutować w drużynie trochę mnie usprawiedliwiał. Po spadku drużyna się rozpadła i dostałem szansę z misją odbudowania wielkiego Lecha. I po dwóch latach wróciliśmy do elity. I wtedy byłem już pełnoprawnym zawodnikiem Lecha, zdobywającym bramki, przyczyniające się do awansu, grającym regularnie w I lidze.

To był jeden z najtrudniejszych okresów w historii klubu.

Przyjechał zagraniczny trener Adolf Pinter, nie rozumiejący w ogóle, jak to wszystko funkcjonuje i zrobiło się dziwnie. Zorganizował casting. Przyjechało na testy pięciuset nowych zawodników. Nie tak powinno budować się poważny klub. Prawie skończyło się to tragicznie, bo o mało nie spadliśmy do trzeciej ligi, ale ostatecznie udało się uciec spod topora. Rok później ściągnięto już poważnych piłkarzy z uznanymi nazwiskami i zrobiliśmy awans na swoich warunkach.

Jak reagowali kibice Lecha na wasze słabsze sezony?

Nerwowo. Kibice przychodzili na odprawy, próbowali nas zmotywować, ale kurczę, to nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie wiem, jaki to miało sens. Tak było w sezonie spadkowym. Zupełnie inaczej wyglądało to już po spadku. Fani zrobili wielką rzecz, bardzo się zaangażowali w obudowę Lecha i chwała im za to. Wielu graczy było sponsorowanych przez firmy, wywodzące się ze środowisk kibicowskich. Część wynagrodzeń wzięli na siebie, do tego tłumnie przychodzili na stadion, a w drugiej lidze niespotykana była taka frekwencja, jak na naszych domowych meczach. Tłumy. Niekiedy to było piętnaście tysięcy, czasami dwadzieścia, a na mecz z fetą po awansie z Orlenem Płock przyszło dwadzieścia pięć tysięcy ludzi. Kapitalnie się na to patrzyło. I śmiało można powiedzieć, że bohaterami awansu byli nie tylko piłkarze, ale też kibice. Przecież nawet ówcześni prezesi to byli kibice z krwi i kości.

W drugiej lidze grał pan regularnie, ale w Ekstraklasie nie było już dla pana miejsca.

Dostałem szansę w Pucharze Polski i posłano mnie na wypożyczenie do Polonii Warszawa, gdzie spełniłem swoje marzenie o debiucie w elicie. Przyszedłem do Warszawy w trudnym momencie, bo wszyscy skazywali nas na spadek, a my rozegraliśmy bardzo dobrą rundę, kończąc sezon w środku tabeli. Trenerem był tam Krzysztof Chrobak. Później długo związany długo z Lechem, do którego wróciłem po wiośnie i zacząłem regularnie wychodzić na boisko w pierwszej ,,11’’. Oczywiście, to też nie był łatwy okres dla Lecha. Prowadził nas specyficzny Libor Pala, nie spełnialiśmy oczekiwań. Szło nam zwyczajnie słabo. Wszystko zmieniło się po przyjściu trenera Michniewicza, z którym zdobyliśmy Puchar Polski i wszystko zaczęło jakoś sensownie wyglądać.

Libora Palę określił pan bardzo delikatnie.

Wszędzie wdrażał swoje szalone zasady, do których się próbowaliśmy przystosować. Żył w przekonaniu, że jego filozofie naprawdę mają rację bytu. Najbardziej znamienną była teoria, że zawodnik na określonej pozycji musiał mieć konkretny wzrost i wagę.

Szaleństwo.

Nie do końca tak uważam. Dopuszczam możliwość tego, że trener może mieć swoje zasady, nawet dziwactwa, bo w ostatecznym rozrachunku liczą się wyniki. A sposób, w jaki do nich dochodzi, to już jego sprawa.

Pewnie tak, ale Pala słynął naprawdę, ale to naprawdę z kosmicznych pomysłów, bo jak inaczej nazwać te wszystkie energie z kosmosu, z morza, tajemnicze przedmioty…

U nas stosował jeszcze magicznie szczęśliwe monety, które kazał nam przykładać w bolące miejsca. To pamiętam. I jeszcze kiedyś, podczas biegów w lesie, polecił nam przystanąć i pobierać energię z drzew. Gdybyśmy potem jeszcze tylko wygrywali…

To byście mogli powiedzieć, że to działa.

Właśnie, a niestety, tak kolorowo nie było.

A potem przyszedł Czesław Michniewicz, czyli trener, który też lubi i umie integrować zespół, ale raczej nie w taki sposób.

Całkowicie inny typ szkoleniowca. W Lechu, jako młody trener, otrzymał pierwszą poważną szansę w Ekstraklasie. Wiedział, jak do nas dotrzeć, jak rozluźnić atmosferę, bo po trenerze Pali stanowiliśmy dosyć spiętą i zamkniętą grupę, a Michniewicz dał nam nowego ducha. Jak na tamte czasy graliśmy w Poznaniu naprawdę przyzwoitą piłkę. W pierwszym sezonie utrzymaliśmy się w lidze, a rok później zdobyliśmy Puchar Polski, choć wiadomo, że ciężko było nam konkurować z Legią czy Wisłą, które miały o wiele więcej pieniędzy i możliwości. U nas występowali głównie wychowankowie, wsparci niewielką grupą doświadczonych zawodników, więc jak na nasze możliwości osiągaliśmy co najmniej przyzwoite wyniki.

I po tym sezonie otrzymał pan powołanie do reprezentacji Polski.

Wielu piłkarzy Lecha zostało wtedy powołanych. Selekcjoner Janas docenił naszą postawę i dostąpiliśmy zaszczytu debiutów w kadrze. Powołanie zawdzięczam nie tylko swojej grze, ale też trenerowi Edwardowi Klejdinstowi, doskonale mnie znającemu z czasów młodzieżowych reprezentacji, którego wpływ musiał być niebagatelny, bo zawsze dobrze nam się współpracowało.

Moim skrytym marzeniem było, żeby wystąpić z orzełkiem na piersi, chociaż w minimalnym wymiarze, tak jak wcześniej mój tata. Oczywistym było dla mnie, że pewnie nie uda mi się powtórzyć jego reprezentacyjnych sukcesów, ale nawet ten jeden występ traktuję w kategoriach osiągnięcia swojego celu.

Potem już nigdy nie było nawet perspektywy powołania.

Nigdy. Po udanym sezonie dostałem propozycję z innego klubu Ekstraklasy, ale postanowiłem zostać w Lechu, bo dużo mu zawdzięczałem. Nie chciałem zmieniać pracodawcy, nawet jeśli tamten klub był lepszy. Nie chcę rozpamiętywać, ale kto wie, może moja kariera by przyspieszyła?

Był pan typem zawodnika, który jako kibic Lecha, grający też w Polonii, nie mógłby wystąpić w Legii?

Nie złożyłbym takiej deklaracji. Byłoby to całkowicie niepoważne. Faktycznie, byłem wychowankiem Lecha, ale mój tata grał w Legii, przeżył tam piękne chwile, darzył ją olbrzymim szacunkiem, więc nie uczono mnie w domu, jak to niektórych Poznaniaków, nienawiści do klubu z Łazienkowskiej. I u mnie, w ogóle, wobec tej Legii nie ma żadnych negatywnych uczuć.

Nie rozumiem za to czegoś innego. Dlaczego odrzucił pan ofertę z lepszego zespołu z Ekstraklasy, a minęło trochę czasu i nie miał pan problemu, żeby związać się z klubem z drugiej ligi austriackiej. Nie był to raczej krok do przodu.

Po zakończeniu kontraktu z Lechem i fuzji z Amicą, otrzymałem propozycję dołączenia do nowopowstałego zespołu, ale czułem wewnętrzną potrzebę, że muszę coś zmienić. Szybko pojawiała się opcja z Groclinu. Skusiłem się. Blisko domu, ale dalej to była zmiana otoczenia, której oczekiwałem. I to był błąd. Czułem się niekomfortowo i kiedy mogłem wyjechać do niezłego zespołu z Austrii, który miał walczyć o awans do elity, skusiłem się. Świetnie zorganizowany klub, fajne życie, piękne miejsce, ale klub nie włączył się do walki o awans. Zawiodłem się.

I znowu przenosiny. Tym razem do Grecji.

AÓ Egáleo to był poważny klub, rok wcześniej występował w europejskich pucharach, a kiedy przychodziłem zajmował szóste albo siódme miejsce w tabeli. Zapowiadała się ciekawa przygoda. Rzeczywistość znowu jednak okazała się dużo gorsza niż oczekiwania, bo dwa tygodnie po podpisaniu kontraktu zerwałem więzadła w kolanie i nawet nie zdążyłem zadebiutować. To była groteskowa historia, bo trzy mecze spędziłem na ławce rezerwowych, kontuzji doznał środkowy obrońca i trener zapowiedział mi, że w następnym meczu jestem przewidziany do gry. Niestety, zagraliśmy jeszcze jeden sparing, w którym doznałem feralnej kontuzji. Takie jest życie. Zabrakło głównie szczęścia.

Od tamtego czasu klub zaliczył serię dziesięciu porażek z rzędu i zaczęły się kłopoty, które zakończył spadek z ligi. I dalej – problemy finansowe, klub przestał płacić, więc wyjechałem i końcówkę rehabilitacji przechodziłem już w Poznaniu.

Zaległości finansowe to stały element w pana życiu. Podobno co najmniej pięć klubów, w których pan grał, zalega panu z pieniędzmi.

Pięć?

Niech pan mi powie.

Cztery!

Nie chciał pan nigdy tych zaległości egzekwować?

Sytuacja z tym greckim klubem wyglądała tak, że w następnym sezonie również grali fatalnie, byli na dnie tabeli i koniec końców z dnia na dzień przestali istnieć. Bankructwo. Absolutne wygaszenie świateł. I zostałem z niczym, mimo tego, że wygrałem sprawę w FIFA. Lech zalega mi jakieś minimalne pieniądze. A przypadek Polonii i ŁKS-u jest bardzo podobny, bo to dwa zasłużone kluby, które też zbankrutowały, więc nic nie mogłem od nich otrzymać.

Ale czasy ŁKS-u wspomina pan dobrze.

Jeden z najlepszych okresów w mojej karierze. Zostaliśmy zdegradowani mimo tego, że zajęliśmy siódme miejsce w lidze. A potem było już tylko gorzej. Nie dostawaliśmy pieniędzy, zaległości dochodziły do ośmiu miesięcy, a i tak graliśmy nieźle, bo trzymaliśmy się górnej części tabeli, pokazując, że nie tylko o pieniądze w piłce chodzi.

Czasami sobie wspominacie te czasy z Łukasze Gikiewiczem na Twitterze.

Kolorowe i śmieszne czasy. Nie płacili nam, a w takich momentach trzeba być solidarną i zgraną grupą, żeby to jakoś ciągnąć. Ale też śmiesznie nie jest, bo byliśmy dorosłymi facetami, często z rodzinami na utrzymaniu i trzeba było za coś przeżyć. Szczerze? W takich warunkach nie da się utrzymać dyscypliny poza boiskiem. Trzeba się pośmiać, wyskoczyć gdzieś, nie można skupić się tylko na piłce. Byłoby to destrukcyjne. Potem, już po zmianie właściciela, każdy widział, jak było. Dominacja w lidze, awans, można było więcej czasu poświęcić futbolowi i nie myśleć już tak o brakujących pieniądzach.

To już był okres, a miał pan wtedy dwadzieścia dziewięć lat, kiedy powoli zaczynał pan myśleć, czym będzie się pan zajmował po karierze?

Pojawiła się opcja z Miedzi Legnica, grającej na trzecim poziomie rozgrywkowym, która dała mi szansę, jako grający dyrektor sportowy. Idealne połączenie. Mogłem zdobywać doświadczenie w nieco innej roli, nie odrzucając przy tym całkowicie regularnej gry w piłkę. Odpuściłem Ekstraklasę na rzecz Miedzi, ale absolutnie tego nie żałuję.

W jaki sposób adoptował się pan do roli dyrektora sportowego? Bo nie zawsze dobry piłkarzy będzie dobrym dyrektorem sportowym i nie zawsze słaby piłkarzy będzie słabym dyrektorem sportowym. Reguły nie ma.

Trzeba mieć trochę szersze spojrzenie, dobrze dogadywać się ze sztabem szkoleniowym, z zarządem, a budowanie zespołu też nigdy nie jest łatwe i oczywiste. Moim pierwszym zadaniem były znalezienie dobrego szkoleniowca i przekształcenie organizacyjne klubu. Miałem uczynić go bardziej profesjonalnym. No, a celem sportowym był oczywiście awans do I ligi, którego dokonaliśmy już w pierwszym sezonie pod wodzą Bogusława Baniaka.

Ten awans uznaję za spory sukces, bo do warunków II ligi generalnie dosyć ciężko się zaadoptować. Zupełnie inna piłka niż w Ekstraklasie czy I lidze, inny klimat, inny sposób gry w piłkę, no i już wtedy obowiązywał tam przepis o młodzieżowcu, więc do wielu rzeczy trzeba było przywyknąć.

Dało się budować klub i jeszcze samemu w nim występować?

Z perspektywy czasu uważam, że było to prawie niewykonalne. Dwadzieścia cztery godziny na dobę byłem zajęty funkcjonowaniem klubu, więc miałem minimalnie mało czasu na przygotowywanie się do meczów pod kątem czysto boiskowych. Naprawdę, byłem przyzwyczajony do wielopoziomowej pracy nad sobą, a tu kompletnie nie mogłem w spokoju przygotować się do treningu, nie mówiąc już o regeneracji, na którą nie mogłem sobie pozwolić. Wszystko to zaowocowało tym, że zaczęły przytrafiać mi się urazy.

Tym bardziej, że zaczęła się w Legnicy naprawdę w miarę poważna piłka.

Dokładnie, I liga to już w pełni profesjonalny poziom. Nie, to łącznie tych dwóch funkcji jest mało realne. Cud, że przez jakiś czas mi się to udawało. Generalnie z czasem moja rola na boisku się marginalizowała. Byłem w każdej chwili dostępny dla sztabu, ale grałem tylko, jeśli naprawdę była taka konieczność. Z czasem i wiekiem coraz bardziej doceniałem każdą chwilę na boisku, cieszyłem się, że udało mi się strzelić nawet jakieś bramki, ale im dalej w las, tym bardziej stawałem się pełnoetatowym dyrektorem sportowym.

A teraz jest pan agentem.

Po zakończeniu pracy w Miedzi, otworzyłem agencję piłkarską i wykorzystuje kontakty, które zdobyłem w czasie całego wcześniejszego życia sportowego. Mieszkam zagranicą, w Kuwejcie, niedaleko mam lotnisko, ale czasami wystarcza mi tylko telefon, żeby odpowiednio spełniać się w swojej roli.

Największy sukces w dotychczasowej karierze to transfer Przemysława Frankowskiego do MLS?

Na pewno. Przez półtora roku udało mi się zbudować przyzwoitą bazę klientów, a faktycznie zagraniczny transfer reprezentanta Polski można traktować jako pewnego rodzaju wizytówkę agencji.

Łatwo było go przekonać do transferu do Stanów Zjednoczonych? Kierunek umiarkowanie popularny, nie powiem, że kojarzący się z piłkarską emeryturą, ale mógł mieć obawy, że zniknie z radarów trenera Brzęczka.

Sporo się o tym mówiło, ale uważali tak raczej ludzie, którzy rzadko wychylają nos poza Polskę i nie mają pojęcia o innych ligach. Ale to myślenie zmienia się z każdym rokiem. Coraz więcej piłkarzy wyjeżdża do Arabii Saudyjskiej, do Australii, do Chin i szczerze powiedziawszy, tam gra się w piłkę lepiej niż w Ekstraklasie. Przemek też początkowo nie był przekonany. Trochę rozmów z nim odbyłem, wiedział, że dobrze znam rynek amerykański, wszystko mu przekazałem, więc nie jechał tam w ciemno. Sporą rolę odegrał też prezydent Chicago Fire, który przyleciał do Polski, rozmawiał z Frankowskim, z jego narzeczoną, wszystko sobie wyjaśnili, przedstawił swoje oczekiwania i po tej rozmowie był już prawie całkowicie przekonany do wyjazdu. Miał inne opcje z całej Europy, ale sam czuł, że tam będzie mu najlepiej. Liczyło się też to, jak miała czuć się w Ameryce jego rodzina. I wybrał dobrze. Czy było trudno go przekonać? To świadomy człowiek, który wiedział, jaką decyzję podjąć.

Skąd trend, w którym wszyscy ekstraklasowi zawodnicy, którzy cokolwiek sobą reprezentują, chcą odejść?

Bo łatwo zagranicznym klubom zapłacić za niezły jakościowo produkt. Polska liga nie jest poważana na świecie, ale polscy piłkarze naprawdę sporo potrafią i niewiele, w przeciwieństwie do zawodników z przykładowych Bałkanów, kosztują. Ekstraklasa jest super opakowana, świetnie pokazywana, na nasze stadiony przyjeżdża wielu skautów z różnych zakątków świata i wyłapują pojedynczych piłkarzy. Oczywiście, to są ci, którzy są najlepsi. Stąd takie wrażenie. I takiego polskiego piłkarza, którego wyciągnie się za śmieszną, jak na zachodnie warunki, kwotę, potem można sprzedać kilkukrotnie drożej. Zupełnie nie dziwi mnie więc moda na podkupywanie coraz młodszych Polaków przez zagraniczne kluby. To będzie trwało, a może nawet przyspieszało, dopóki zespoły z naszego podwórka nie zaczną osiągać sukcesów w europejskich pucharach.

Wobec tego przeprowadza pan transfery w drugą stronę? Do Ekstraklasy?

Raczej nie, współpracuję nie tylko z Polakami i… raczej unikam transferów do Ekstraklasy (śmiech). Przyznam, że nie każdy obcokrajowiec chciałby trafić do Polski. Tym bardziej, jeśli jego kariera nie jest na schyłku, a dopiero się zaczyna.

Ilu zawodników pan reprezentuje?

15-16.

A docelowo ilu?

Odpowiada mi ta liczba. Nie chciałbym, żeby ich było dużo więcej, 50 czy 60, bo zabrakłoby mi czasu, żeby każdym się w sensowny sposób zająć. Stałbym się niepoważny, a na to nie mogę sobie pozwolić.

ROZMAWIAŁ: JAN MAZUREK

 

 

 

Opublikowane 16.07.2019 12:38 przez

redakcja

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Suche Info
05.03.2021

Hyballa skrytykował swoich piłkarzy. „Przedszkole, żenujące zachowanie”

Mecz Wisły Kraków z Górnikiem Zabrze nie porwał kibiców, ale inaczej było z trenerami. A przynajmniej z jednym Peter Hyballa w pomeczowym wywiadzie w „Canal+” oraz na konferencji prasowej mocno skrytykował dwóch swoich piłkarzy. Chodzi o Chukę, którego zdjął z boiska jeszcze przed przerwą, a także o Felicio Brown Forbesa, który po końcowym gwizdku wdał […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Szalona końcówka w Hiszpanii. Valencia wygrywa rzutem na taśmę!

Jak stracić trzy punkty w pięć minut? Spytajcie Villarrealu. Podopieczni Unaia Emery’ego dokonali niezwykłej sztuki. W 85. minucie spotkania wygrywali jeszcze z Valencią 1:0. A potem? Rzut karny, poprawka w doliczonym czasie gry i w łeb. Prawdziwa remontada w wykonaniu „Nietoperzy”. Po pierwszej połowie spotkania w Valencii ciężko było uwierzyć w wygraną gospodarzy. Jeden celny […]
05.03.2021
Weszło
05.03.2021

Po co nam memy, skoro jest mecz Wisły z Górnikiem?

Podczas takich wieczorów najmocniej żałujemy, że nie jesteśmy jeszcze na takim etapie, by stanąć do walki o prawa do pokazywania Ekstraklasy. Już sobie to nawet wyobraziliśmy – puszczanie „strzału” Sobczyka co dwie minuty dla beki, absurdalne pytania naszych reporterów do „bohaterów widowiska”, rozsierdzony Kowal siedzący w studiu do 24. Chcielibyśmy mówić o tej lidze poważnie, […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Schalke znów bez wygranej. Nie widać światełka w tunelu

Schalke 04 Gelsenkirchen po czwartej zmianie trenera wciąż nie znalazło recepty na punktowanie. Dziś drużyna z Zagłębia Ruhry grała arcyważny mecz z FSV Mainz. Arcyważny, bo Mainz jest jednym z głównych rywali Schalke w walce o utrzymanie w Bundeslidze. Niestety dla gospodarzy, nie udało się odrobić nawet części strat do drużyny, która aktualnie plasuje się […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Zlatan homofobem? Rzecznik Partii Gejów oburzony jego żartem

Niezbyt wesołe jest życie Zlatana Ibrahimovicia w ostatnim czasie. Najpierw Szwed został oskarżony o bycie rasistą, po tym jak wdał się w kłótnię z Romelu Lukaku i żartował z historii o laleczce voodoo. Teraz wystąpił na festiwalu w Sanremo, ale niestety nie zapamiętano go z niego przez umiejętności wokalne. Szwed naraził się Partii Gejów, która […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Kopacz i Thomalla z golami w 2. Bundeslidze

Najprawdziwsze flashbacki z Ekstraklasy naszły nas, kiedy zobaczyliśmy wynik spotkania Wurzburger Kickers z FC Heidenheim. Co nas tak zaskoczyło? Lista strzelców, na której znalazły się dwa znajome nazwiska. Dla gospodarzy bramkę zdobył David Kopacz, natomiast dla gości trafił Denis Thomalla. Obaj piłkarze niekoniecznie kojarzą się z udanymi epizodami w naszej lidze. Jak jednak pokazują, zupełnie […]
05.03.2021
Inne sporty
05.03.2021

Boję się, że konkurs drużynowy skończymy między czwartym a szóstym miejscem

Mistrzostwa świata w skokach narciarskich dostarczały nam w ostatnich latach niespodziewanych rozstrzygnięć, a także kontrowersji. Nie inaczej było dzisiaj – konkursowi w Oberstdorfie towarzyszyły gęste opady śniegu, a zawodnicy mieli nieraz problemy z lądowaniem. Dwóch kandydatów do podium – Ryoyu Kobayashi i Markus Eisenbichler – nie zdołało nawet ustać swojego skoku. W tej sytuacji porozmawialiśmy […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Wawrzyniak i Włodarczyk o powołaniach. „Bez zaskoczenia”

Temat pierwszych powołań Paulo Sousy jest dziś numerem jeden w polskich mediach. Wybory Portugalczyka dla „TVP Sport” skomentowali dwaj byli reprezentacji kraju. Co o powołanych sądzą Jakub Wawrzyniak oraz Piotr Włodarczyk? Obaj nie są przesadnie zaskoczeni… Włodarczyka nie dziwi przede wszystkim to, że nowy selekcjoner chce dokonać przeglądu kadr. – To jest pierwsza szansa dla […]
05.03.2021
Weszło
05.03.2021

Termalica zaczyna wiosnę w słoniowym tempie

Ponoć biegnący słoń potrafi rozpędzić się nawet do czterdziestu kilometrów na godzinę. Specjalistami od fauny nie jesteśmy, ale dajemy temu wiarę. Problem w tym, że w ogólnej świadomości słoń figuruje jako zwierzę tak urocze, jak wielkie, powolne, ociężałe i najzwyczajniej w świecie bardziej ślamazarne niż szybkie i sprawne. Nie będzie więc niezręcznością, jeśli napiszemy, że […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Widzew ogłosił kolejny transfer. Łodzianie sięgają po młodego napastnika

Widzew Łódź nie zatrzymuje się mimo zamknięcia okienka transferowego. Pierwszoligowiec ogłosił właśnie pozyskanie nowego napastnika. Piłkarzem Widzewa od lipca 2021 roku będzie 18-letni Bartosz Guzdek. Zawodnik zimą był testowany przez łódzki klub, a jesienią grał w trzeciej lidze. Guzdek to wychowanek Rekordu Bielsko-Biała, który niemal całą karierę spędził w tym klubie. Jesienią miał okazję rywalizować […]
05.03.2021
Weszło
05.03.2021

EGZAMIN DOJRZAŁOŚCI: Idzie, idzie Podbeskidzie, czyli co o piłce wiedzą Sitek i Frelek?

Czy Wojciecha Stawowego da się rozpoznać po pięciu podpowiedziach? Czy oglądali kultowy mecz Polski z Niemcami z 2014 roku i pamiętają składy z tamtego starcia? Dlaczego całą zabawę nazywają „treningiem strzeleckim”? W trzecim odcinku quizu Egzamin Dojrzałości, powstałego przy współpracy z PKO Bankiem Polski, w którym testujemy wiedzę ekstraklasowych młodzieżowców na temat polskiej i światowej […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Miedź Legnica rozbiła GKS Bełchatów. Dwie asysty Damian Tronta

W drugim dzisiejszym meczu pierwszej ligi Miedź Legnica pewnie pokonała GKS Bełchatów. Podopieczni Jarosława Skrobacza wygrali 3:0 i zmniejszyli stratę do szóstego Radomiaka do jednego punktu. Radomian czeka jednak jeszcze mecz z Chrobrym Głogów. Dla GKS-u była to druga wiosenna porażka, z kolei dla Miedzi – pierwsze wiosenne zwycięstwo. Legniczanie zrehabilitowali się za porażkę z […]
05.03.2021
Weszło FM
05.03.2021

Sobota w Weszło FM: Stan Futbolu, pasmo meczowe i Hadaj w Hyde Parku

Sobotę na antenie radia zdominują relacje na żywo. Zaczniemy od derbów Łodzi, a skończymy w Pampelunie. Będzie też „Stan Futbolu” i Hyde Park z Wojtkiem Hadajem. Szczegóły znajdziecie poniżej: 08:50 – 10:30 – „Stan Futbolu” – pod nieobecność Krzyśka Stanowskiego, program poprowadzi Adam Kotleszka. Na tapecie ostatni tydzień w polskiej piłce, czyli niespodzianki w Pucharze […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Borussia poważnie osłabiona przed meczem z Bayernem

Wygląda na to, że najbliższy Der Klassiker będzie dla Roberta Lewandowskiego i kolegów łatwiejszy niż przypuszczano. Borussia Dortmund oficjalnie ogłosiła, że na mecz wybierze się bez swojej największej gwiazdy, Jadona Sancho. To jednak nie jest jedyny ubytek w kadrze zespołu z Zagłębia Ruhry. Łącznie trener Edin Terzić nie będzie mógł skorzystać z siedmiu zawodników. Większość […]
05.03.2021
Inne sporty
05.03.2021

Kraft mistrzem świata w Oberstdorfie. Żyła znów najlepszy z Polaków – był czwarty

Tym razem nie było niespodzianki. Uważany przez wielu za faworyta mistrzostw świata na dużej skoczni Stefan Kraft wywalczył tytuł. Zdobył go w identycznym stylu, jak Piotr Żyła na normalnym obiekcie – był liderem po pierwszej serii i to prowadzenie udało mu się utrzymać. Niestety, poza zawodnikiem z Wisły Biało-Czerwoni byli dziś dla rywali tłem. Żyła […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Zagraniczni piłkarze z Ekstraklasy powołani do reprezentacji

Piątek – dzień powołań. Swoją kadrę na najbliższe zgrupowanie ogłosili dziś nie tylko Polacy. Poznaliśmy m.in. skład Słoweńców i Rumunów, co jest o tyle ciekawe, że w obydwu zespołach znajdziemy przedstawicieli Ekstraklasy. Mirel Radoi i Matjaz Kek zgodnie sięgnęli po dwóch piłkarzy z naszej ligi. Natomiast Stefan Tarković zadowolił się jednym zawodnikiem. Miejsce w słoweńskiej […]
05.03.2021
Weszło
05.03.2021

Szczecin jest w szoku. Sebastian Kowalczyk pewnie w jeszcze większym

Każdy nowy selekcjoner na początku swojej pracy wysyła nieoczywiste powołania. Czasami na pokaz, tylko po to, by wpuścić do szatni trochę świeżej krwi. Dać sygnał innym wyróżniającym się ligowcom, że drzwi do reprezentacji nie są dla nikogo zamknięte. No, ale obecność w szerokiej kadrze Sebastiana Kowalczyka jest jednak szokiem. O ile sięgnięcie po Kacpra Kozłowskiego […]
05.03.2021
Suche Info
05.03.2021

Piłkarze Legii podchodzą do kadry z chłodną głową

Dwaj młodzi zawodnicy Legii Warszawa zostali powołani przez Paulo Sousę do reprezentacji Polski. Za pośrednictwem oficjalnego profilu klubu obaj przekazali swoje wrażenia po otrzymaniu tej informacji. Dla Bartosza Kapustki będzie to powrót do kadry narodowej, z kolei Bartosz Slisz na zgrupowaniu seniorskiej reprezentacji pojawi się po raz pierwszy. Obydwaj piłkarze nie kryli radości po dostrzeżeniu […]
05.03.2021