Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Mogliśmy być na ich miejscu. Kto nas zawstydza, że gra dziś w LE?

redakcja

Autor:redakcja

21 lutego 2019, 13:05 • 7 min czytania 0 komentarzy

Faza pucharowa Ligi Europy to obecnie marzenia ściętej głowy dla polskiej piłki klubowej, skoro drugi rok z rzędu nie ma nas nawet na etapie grupowym tych rozgrywek. A przecież nasza czołówka ma większe możliwości – nie tylko finansowe – niż niejedna drużyna, która dziś przystąpi do rywalizacji. Na kogo w czwartek wieczorem możemy spoglądać z największą zazdrością, mając świadomość, że powinniśmy moglibyśmy być na jego miejscu?

Mogliśmy być na ich miejscu. Kto nas zawstydza, że gra dziś w LE?

Najbardziej jaskrawy przykład to Viktoria Pilzno. Dysponuje budżetem poniżej 15 mln euro, a to i tak postęp, bo jeszcze kilka lat temu średnia płaca w klubie wynosiła 4 tys. euro miesięcznie. 4 tys. euro – aktualnie większe pieniądze płacą niektórzy polscy pierwszoligowcy i drugoligowy Widzew Łódź. Ba, jeden z trzecioligowców tej zimy oferował kontrakty w granicach tej kwoty. Nie trzeba być nawet przeciętniakiem w skali Ekstraklasy, żeby z kopania piłki żyć w Polsce na zdecydowanie ponadprzeciętnym poziomie. Za dużo pieniędzy zbyt łatwo przechodzi u nas przez palce.

Czesi pokazują, że najważniejsze jest mądre i cierpliwe zarządzanie oraz jasny podział kompetencji. Przecież jeszcze w 2010 roku był to zadłużony klub, który z tarapatów musiał wyciągać jego nowy właściciel Tomas Paclik. Od tamtego czasu Viktoria wywalczyła pięć tytułów mistrzowskich. W tym sezonie zajmuje drugie miejsce i traci tylko trzy punkty do bogaczy ze Slavii Praga, za to ma aż 11 “oczek” przewagi nad innym stołecznym krezusem – Spartą. Inna sprawa, że z jakiegoś powodu do klubów czeskich przychodzi wielki zagraniczny kapitał, a nie do polskich, mimo że z pozoru to u nas potencjał pod każdym względem wydaje się być większy. Powinno to dać do myślenia decydentom polskiej piłki.

Paclik przejmując klub miał już tam trenera Pavla Vrbę, pracującego w Pilznie od 2008 roku. Oddał go dopiero na przełomie 2013 i 2014 roku do reprezentacji Czech. Latem 2017 Vrba wrócił do Viktorii i znów… są wiktorie. Gdy go nie było, w europejskich pucharach przeżywała ona słabszy – jak na siebie – okres, kończąc rywalizację jesienią. Z Vrbą Viktoria trzykrotnie dostawała się do fazy grupowej Ligi Mistrzów i zawsze dalej grała w pucharach! Po raz ostatni w trwającej edycji, gdy zajęła trzecie miejsce. Wyprzedziła CSKA Moskwa, na którym ugrała cztery punkty, a na koniec pokonała Romę 2:1 i to pozwoliło uplasować się przed Rosjanami.

A co warto przypomnieć ze wcześniejszych lat?

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Sezon 2011/12: wejście do LM kosztem FC Kopenhaga, w grupie remis m.in. z Milanem i przejście do LE, gdzie po dogrywce odpadnięto z Schalke

Sezon 2012/13: znęcanie się nad Ruchem Chorzów (łącznie 7:0), domowa wygrana z Atletico w grupie LE, w fazie pucharowej rozbicie Napoli 5:0 w dwumeczu

2013/14: wygrana 2:1 z CSKA Moskwa dająca trzecie miejsce w grupie LM, wiosną w LE wyeliminowanie Szachtara Donieck i przegrany dwumecz z Lyonem, ale ze zwycięstwem u siebie 2:1

2016/17: remis z Romą w grupie LE, cztery punkty na Austrii Wiedeń

2017/18: wyjście z grupy LE, w 1/16 finału wyeliminowanie Partizana Belgrad, w 1/8 zacięty dwumecz ze Sportingiem Lizbona (porażka po dogrywce)

W trwającym sezonie, jak już wspomnieliśmy, udało się ponownie zająć trzecie miejsce w grupie Ligi Mistrzów i przedłużyć pucharową przygodę. Jako rywala los przydzielił Viktorii prowadzone przez Nenada Bjelicę Dinamo Zagrzeb z naszym Damianem Kądziorem w kadrze. U siebie Czesi wygrali 2:1, więc do Chorwacji jadą po awans.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Wielkie zasługi ma także menedżer generalny Adolf Sadek, również pracujący w Pilznie jeszcze przed przejęciem go przez Paclika. Viktoria jest bardzo mądrze zarządzana. Jak tylko może, unika rewolucji kadrowych, a stawia przede wszystkim na zawodników krajowych. Jeśli obcokrajowcy, to najczęściej Słowacy. Oczywiście nikogo nie zatrzymują tam za wszelką cenę, ale nie dochodzi do sytuacji, w której nagle odchodzi połowa składu. Sprzedażowym rekordem jest transfer Vladimira Daridy do Freiburga za 4 mln euro. Bez szału, ale zbilansowany budżet sprawia, że możliwości klubu zaczynają rosnąć. W ubiegłym sezonie zapłacono po milionie euro za Alesa Cermaka i Tomasa Chorego.

Viktoria Pilzno awansuje kosztem Dinama Zagrzeb? Kurs w LV BET to 1.96

Po nauki do Viktorii Pilzno powinni udawać się wszyscy nasi prezesi i dyrektorzy sportowi, ale nie tylko ona z obecnych uczestników Ligi Europy stanowi dowód, że polskie kluby nieoptymalnie zarządzają swoimi środkami. Będące kopciuszkiem szwedzkie Malmoe w tej dekadzie dwukrotnie grało już w fazie grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy. W LM zbierało baty, ale wcześniej w eliminacjach wyrzucało za burtę Salzburg (dwa razy), Spartę Praga czy Celtic. W grupie z Racingiem Genk, Besiktasem i Sarpsborgiem wywalczyło dziewięć punktów, zajmując drugie miejsce i w nagrodę trafiając na Chelsea. Szwedzi u siebie po walce przegrali 1:2. Wiadomo, że ich szanse na awans wynoszą tyle, ile Zagłębia Sosnowiec na mistrzostwo Polski, jednak to już ten etap, gdy niczego się od nich nie wymaga. Swoje już dawno zrobili.

Niezmiennie z zazdrością spoglądamy na BATE Borysów. Białoruski hegemon w XXI wieku pięć razy rywalizował w grupie Ligi Mistrzów i cztery razy w grupie Ligi Europy. Najbardziej pamiętny był sezon 2012/13, gdy w LM BATE wygrało z Lille na wyjeździe i z Bayernem u siebie, co zapewniło LE na wiosnę. W tym sezonie pucharu pocieszenia Białorusini wyprzedzili w grupie węgierski MOL Vidi (dawny Videoton) i grecki PAOK. A przed tygodniem sensacyjnie pokonali przed własną publicznością Arsenal. Londyńczycy w rewanżu znajdą się pod bardzo dużą presją.

W przypadku tego klubu tajemnicą sukcesu, ale i ceną płaconą przez tamtejszą piłkę klubową, jest totalna dominacja na krajowej scenie. BATE ma na koncie 13 mistrzostw z rzędu, ligowi obserwatorzy są już trochę zmęczeni teatrem jednego aktora. Finansowo nadal nie mówimy o potędze. Aleksandr Hleb kilka lat temu dostawał tam grubo ponad 100 tys. dolarów miesięcznie, ale to był absolutny wyjątek. Normalnie najlepsi rzadko zarabiają w Borysowie więcej niż 15 tys. dolarów w skali miesiąca, zatem znów mówimy o pieniądzach jak najbardziej osiągalnych przez Legię czy Lecha. Widać to także po rekordach transferowych. Najdroższy zakup – Mirko Ivanić za milion euro. Najwięcej zarobiono na Renanie Bressanie i Witaliju Kutuzowie (początek XXI wieku) – po 3,5 mln euro.

BATE sprawi kolejną sensację? LV BET remis Białorusinów z Arsenalem wycenia po kursie 9.00, a zwycięstwo aż na 18.00.

FC Zurich daleko do FC Basel, to nie jest szwajcarski potentat. W ostatnich siedmiu latach tylko raz stawał na podium w swojej lidze (trzecie miejsce w 2015), a w międzyczasie nawet spadł z ekstraklasy. Mimo to po raz czwarty w tej dekadzie dostał się do fazy grupowej Ligi Europy, a w sezonie 2009/10 wszedł do Ligi Mistrzów i zdobył cztery punkty na Milanie. Jesienią podopieczni byłego szwajcarskiego internacjonała Ludovica Magnina mieli w grupie Bayer Leverkusen, Łudogorec i AEK Larnaka. Z każdym po razie wygrali i teraz trafili na Napoli. Raczej jest pozamiatane, u siebie bezdyskusyjnie przegrali 1:3, ale jak na możliwości klubu i tak mowa o czymś godnym uznania. Kasą w Zurychu również nie szastają. W ostatnich latach więcej niż milion euro kosztował ich jedynie Assan Ceesay.

Arkadiusz Milik trafi do siatki FC Zurich? Kurs w LV BET na taki scenariusz wynosi 1.65

Nie byłoby też skandalu, gdyby dziś Legia czy Lech znajdowały się na miejscu Rapidu Wiedeń. To aktualnie dopiero ósma drużyna austriackiej ekstraklasy, ostatnie mistrzostwo wywalczyła w 2008 roku, na krajowy puchar czeka 24 lata. A i tak mamy czego zazdrościć. Miniona dekada to aż siedem awansów do grupy Ligi Europy. Dwa razy udało się z niej wyjść, w tym teraz, choć rywale byli wymagający: Villarreal, Spartak Moskwa i Glasgow Rangers. Rapid dał radę, zdobył 10 punktów i w 1/16 finału gra z Interem. Przed własną publicznością przegrał 0:1, trudno jeszcze na coś liczyć, choć… Inter ostatnimi czasy pucharowym mocarzem u siebie nie jest. W 2015 roku na Giuseppe Meazza wygrał Wolfsburg, a rok później udało się to nawet izraelskiemu Hapoelowi Beer Shewa.

Nenad Bjelica, pracujący wcześniej w Austrii Wiedeń, po przyjściu do Poznania stwierdził, że Lech jest najlepiej zorganizowanym klubem, z jakim miał do czynienia. Widzimy zatem, że w wielu przypadkach kluby będące na porównywalnym poziomie finansowym czy organizacyjnym radzą sobie w pucharach znacznie lepiej. Wymienione wyżej nazwy – może poza Viktorią Pilzno – nie są aż tak jaskrawe, by mówić, że swoją obecnością totalnie kompromitują polską czołówkę, ale na pewno są dowodem, że wiele rzeczy można i trzeba robić znacznie lepiej. Niby nic nowego, doskonale o tym wiemy. Od czasu do czasu warto sobie jednak o tym przypominać, by nikt nie mógł pociskać kitów, że “poziom ligi rośnie”.

Fot. newspix.pl

Najnowsze

Liga Europy

Liga Europy

Coraz większe znaczenie współczynnika klubowego w europejskich pucharach

AbsurDB
7
Coraz większe znaczenie współczynnika klubowego w europejskich pucharach

Komentarze

0 komentarzy

Loading...