post Avatar

Opublikowane 27.08.2018 15:54 przez

Mariusz Bielski

Wiecie, nigdy nie byłem za bardzo „against modern football”. Zawsze uważałem to hasło za romantyczny wybryk, coś raczej przejaskrawionego niż mającego szansę na realny byt w 2018 roku i później. Zwłaszcza w odniesieniu do komercjalizacji naszego ukochanego sportu. Nie widzę nic zdrożnego w chęci zarabiania coraz to większych pieniędzy, bo tylko za ich pomocą kluby czy całe ligi mogą znacząco się rozwijać. Sam pomysł bez środków na realizację nie wystarczy.

Do umowy LaLigi z agencją Relevent Sports podchodzę jednak z dużym dystansem. Oczywiście rozumiem wszystko co za nią stoi – chęć potrzeby podbijania nowych rynków, zdobywania nowych kibiców, zapełniania niszy, zanim zrobi to konkurencja… Ale warto też zauważyć ryzyko, jakie ta współpraca niesie, tworząc precedens wśród rozgrywek ligowych. Włosi już od paru ładnych lat emigrują na takie jedno spotkanie, choćby w ramach Superpucharu, dlatego kontrowersje są nie lada mniejsze. Nie da się natomiast ukryć, że w 38-etapowym maratonie nagłe wysłanie dwóch ekip do Stanów zaburza nieco teoretyczną sprawiedliwość tego formatu. To sztuczne tworzenie równych i równiejszych – pod względem marketingowym. Sportowo zaś równych i (nie)równiejszych, bo w takim układzie danej drużynie odpadnie jednak możliwość skorzystania z atutu własnego boiska i tym podobne kwestie.

Nie dziwię się więc, iż w Hiszpanii debata w temacie umowy z Relevent jest tak głośna. Oczywiście, może zdarzyć się tak, że ten jednorazowy wyjazd najmocniej odbije się na jakiejś ekipie, która na koniec sezonu znajdzie gdzieś w środku tabeli i, powiedzmy, wyląduje na 11. miejscu zamiast na 10. Okej, żadna to strata z perspektywy sportowej. A może jednak być inaczej – niech się takiemu zespołowi przytrafi chociażby wypadnięcie z europejskich pucharów o jedno czy dwa oczka przy równoczesnej stracie punktów w USA. Albo gdyby podobny scenariusz miał miejsce względem mistrzostwa kraju? Oj, wtedy to byśmy się dopiero nasłuchali! Kto wie, może nawet całkiem słusznie? W takim wypadku nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek zdrowo myślący działacz stwierdził, iż wzięcie udziału w międzynarodowym przedsięwzięciu było ruchem korzystnym, bo pozwoliło zarobić klubowi mniej więcej takie same pieniądze, co miałoby miejsce również w przypadku awansu do europejskich pucharów.

Moim zdaniem to w ogóle nazbyt sztuczne, by przy tak szeroko zakrojonej indywidualizacji rozwoju poszczególnych klubów odgórnie wiązać je umową, na mocy której trzeba będzie wkraczać na dany rynek. Nie ma to sensu, gdy weźmiemy pod uwagę, iż po prostu nie każdego kierunek amerykański interesuje. Nie trzeba posiadać na ten temat wiedzy tajemnej, by zauważyć, że na przykład Atletico, Valencia oraz Villarreal z różnych względów dużo bardziej wolą rozwijać się na rynku azjatyckim. Deportivo Alaves koncentruje się na działaniu w krajach europejskich nieco mniej rozwiniętych futbolowo niż Hiszpania i nie zamierza tego zmieniać. Athletic w ogóle olewa taką ścieżkę rozwoju ze względu na swoją filozofię narodowościową. Gironę bardziej interesuje kierunek indyjski. Giganci zaś, to jest Barca i Real, są na tyle mocne globalnie, że nie muszą ograniczać się do działania tylko w amerykańskiej niszy. Zwłaszcza ci drudzy deklarują, iż nie zamierzają się ruszać z Hiszpanii, by realizować warunki dealu z Relevent Sports.

Tydzień temu rozmawiałem na ten temat z Rafałem Lebiedzińskim – efekty znajdziecie tutaj – i jak najbardziej przyjmuję jego argumentację, że jeśli już ktoś zdecyduje się na działanie z szerszym rozmachem w Ameryce, to wycieczkami do USA w ramach LaLigi tylko sobie pomoże. Inna sprawa, iż również on poniekąd zgodził się z moją tezą, jakoby hiszpańskie kluby coraz bardziej zaczynały dbać o widza zagranicznego, niż miejscowego.

A ja pójdę dziś jeszcze dalej, bo mam wrażenie, że LaLiga oraz poszczególne kluby nie do końca dbają odpowiednie o samych siebie. Pierwszy przykład z brzegu dostaliśmy w ostatniej kolejce, gdy Barcelona mierzyła się z Realem Valladolid na murawie przypominającej boisko Zawiszy Rzgów tuż po odbytym na jej obiekcie festynie. Zwracaliśmy już na to uwagę w pomeczówce, ale jakby ktoś jeszcze przegapił ten greenkeeperski cud, służymy pomocą.

valladolid

Nie chodzi o samo marudzenie dla marudzenia, ale tego typu historie stanowią dużą wizerunkową potwarz dla Primera Division jako produktu eksportowego na cały świat. Bo nie mamy wątpliwości, iż cały świat to wszystko zobaczył, skoro na Estadio Jose Zorilla przyjechała Blaugrana. W innym wypadku może udałoby się uniknąć kompromitacji, ale nie w takich okolicznościach. Tu co najwyżej wyszło przaśnie, nie światowo. I nawet prezes Blanquivioletas sam przyznał, iż jego klubowi należy się kara. Javier Tebas także zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji z zaistniałej sytuacji.

Pal sześć jednak następstwa. Rzecz idzie o to, by pozostali oraz sam Real Valladolid wyciągnęli wnioski na przyszłość. Bo w innym wypadku cały ten marketingowy rumor zostanie zrównoważy się z zaniedbywanymi podstawami. Wiadomo, że lidze hiszpańskiej nie grozi degradacja do poziomu ekstraklasy, ale zasada może zadziałać tak samo – potencjalny sponsor czy inwestor zobaczy jedną, drugą, siódmą tego typu wpadkę i zamiast wyłożyć klubowi lub związkowi kupę kasy na stół, wycofa się z rozmów, ponieważ potraktuje LaLigę niepoważnie. Kojarzycię metaforę z cukierkiem? No właśnie potencjalnego klienta odrzuci już samo opakowanie, chociaż smak może być boski.

– Jeśli chcemy sprzedać za granicą nasz produkt, jakim są mecze ligi hiszpańskiej, musimy najpierw przyjrzeć się temu, co dzieje się u nas – mówił Gerard Pique po meczu i miał pełną rację, tak jak każdy mu wtórujący.

Tylko autorefleksja oraz wyciągnięcie z niej właściwych wniosków może doprowadzić Primera Division na równie wysoki poziom marketingowy co Premier League, o czym Hiszpanie tak bardzo marzą. Dogonienie wyspiarzy byłoby jednak dużo łatwiejsze, gdyby nie liczne afery – lub jak kto woli: gównoburze – dotyczące wielu organizacyjnych spraw w hiszpańskim futbolu. Przykładów nie trzeba szukać daleko, a winne są zarówno związki jak i same kluby.

  • W paru ostatnich sezonach praktycznie rokrocznie nie potrafiono wybrać stadionu, na którym miałby odbyć się finał Pucharu Króla.
  • Niedawno na stadionie Celty został uszkodzony dach, przez co trzeba było przełożyć mecz z Realem Madryt i oczywiście nie potrafiono dogadać się co do terminu. Sami Galisyjczycy też dali ciała w tym temacie, wszak nie modernizowali dachu na Balaidos o 1982 roku.
  • Parę lat temu na Mestalla tuż przed meczem wysiadł prąd. Okazało się, że agregaty nie były naładowane, więc spotkanie musiało rozpocząć się z opóźnieniem.
  • Swego czasu podczas meczu Primera Division zawaliła się barierka na stadionie Rayo, przez co jeden z kibiców został ranny. W ogóle Estadio de Vallecas to jedna wielka kupa gruzu, której nikt nawet nie sprzątał od stu lat.
  • LaLiga uciekała się do dziwnych zabiegów mających przykryć niskie zainteresowanie meczami wśród kibiców niektórych zespołów. Wydano rozporządzenie, według którego na trybunie widocznej w telewizji musiało być zajętych przynajmniej 75% krzesełek. W innym wypadku klub dostawał karę.
  • Piłkarze co chwilę chcą protestować z różnych względów. Sezon 2011/12 rozpoczął się dopiero pod koniec września, z miesięcznym opóźnieniem. Trzy lata później kluby buntowały się przeciwko niesprawiedliwemu podziałowi pieniędzy z praw telewizyjnych. Teraz kapitanowie poszczególnych drużyn oraz stowarzyszenie hiszpańskich piłkarzy również zamierzają protestować w sprawie umowy z Relevent, ponieważ nie podoba im się ten pomysł z wielu względów. Również etycznych, wszak decyzję o współpracy z USA podjęto bez konsultacji z klubami i zawodnikami.
  • Przez długi czas Javier Tebas wzbraniał się przed wprowadzeniem Goal-Line Technology do Primera Division, argumentując, iż LaLigi na niego nie stać, co na tysiąc kilometrów zajeżdżało ściemą i groteską.
  • W poprzednim sezonie trzeba było przekładać derby Leganes-Getafe, a w tym sezonie mecz Leganes-Villarreal, ponieważ osoby układające terminarz znów popełniły ten sam błąd, planując mecz na Estadio Butarque w terminie, który kolidował z „Vuelta de Espana”, wielkim wydarzeniem kolarskim.

I tak dalej, i tak dalej…

Dobrze, że chociaż w tym ostatnim względzie Hiszpanie się opamiętali i wreszcie zrozumieli, że technologia może im wyłącznie pomóc. Wiadomo, VAR działa dopiero od paru kolejek, dlatego choćby komunikacja nie jest jeszcze na tyle płynna jak sobie wymarzono, aczkolwiek takie frycowe płacił każdy i to akurat nie jest powód do wstydu. Byłby, gdyby w Hiszpanii nadal działy się takie cuda jak choćby w meczu Manchesteru City z Wolves. Ale już sam początek bieżącego sezonu LaLigi pokazał zresztą, iż wsparcie video było potrzebne. W meczu Espanyolu z Valencią dzięki niemu uznano gola Granero z rzutu wolnego, po którym piłka odbiła się za linią bramki, czego najpierw arbiter nie zauważył. Z kolei w nieszczęsnym meczu Barcy z Realem Valladolid ta słusznie uniknęła utraty punktów, po tym jak ze spalonego bramkę na 1:1 zdobył Keko, początkowo uznaną za prawidłową. Informowanie kibiców o tym jak działa VAR – za pomocą rozdawanych broszur, pokazywania spornych sytuacji na telebimach, tłumaczenia kiedy może interweniować – również wzbudza jedynie pozytywne odczucia.

A zatem – można iść z duchem czasu w godny sposób? Owszem, trzeba tylko chcieć. Albo i aż, znając temperamenty oraz często brak dobrej woli w hiszpańskim futbolu, gdzie podziały zbyt często odgrywają ważną rolę. Ogólnie jednak wciąż nie mogę pozbyć się wrażenia, że za promocję LaLigi na całym świecie zabrano się trochę – za przeproszeniem – od dupy strony i właśnie praca u podstaw, a nie rozsprzedawanie się po całym świecie powinno stanowić punkt wyjścia do dalszego rozwoju marketingowego Primera Division. Choć jednocześnie zdaję sobie sprawę, że to raczej pozostanie w sferze moich marzeń.

Mariusz Bielski

Opublikowane 27.08.2018 15:54 przez

Mariusz Bielski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 21
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Anglików nie dogonią. Główną przeszkodą jest i będzie mentalność. To południowcy i u nich zawsze będzie większy „luzik”. Nawet jak na górze zepną poślady, to ci na dole ich storpedują. La Liga ma ogromny potencjał w postaci Barcelony i Realu i nie ma co się czarować. Te dwie drużyny nakręcają koniunkturę, robią oglądalność. A reszta drużyn? Z całym szacunkiem, ale nawet super solidne Atletico to już nie to. Choć ligę hiszpańską oglądam co tydzień, to patrzę głównie na mecze Realu (od wielu lat kibicuję) , czasem popatrzę na FCB, ale już gdybym miał do wyboru jakikolwiek mecz z La Liga (bez wymienionej dwójki) i jakikolwiek mecz Premier League, to wybór byłby banalny. Są gusta i guściki, ale moim zdaniem w Anglii gra się w lidze ładniej dla oka (a i stadiony jakieś takie bardziej estetyczne). Wyjmując mecze Realu i Barcelony, to często od oglądania pozostałych spotkań lubią zaboleć oczy. Obserwując ligę angielską tego nie doświadczam.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Cała Twoja wypowiedź w sedno! W Anglii się … no właśnie… zapierdala. W Hiszpanii wiele meczów, to gra w chodzonego. Co do spotkań faworytów z outsiderami: wczoraj oglądałem Gironę z Realem. Zaiwaniali gospodarze aż miło. Ok. Sami sobie zafundowali dwa karne, potem sił zabrakło, ale naprawdę mi się podobali i gdyby mieli w pierwszej połowie troszkę więcej szczęścia, zapakowaliby Realowi trójkę. Z powodzeniem mogli to zrobić. Oj nie sądzę, że wtedy by ich Real tak wypunktował, jak to wczoraj widzieliśmy. To, o czym mówisz, jest szczególnie jednak widoczne w meczach Barcelony. Albo spotkania oddawane bez walki albo opór kończy się po pierwszym golu. I co ja mam w takim meczu oglądać? Klepanie Blaugrany, ty do mnie ja do ciebie, ojej, wpadło. Nuuuda. I znów wracamy do mentalności.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Bardzo dobrze się „Ciebie czyta” i wybaczę Ci nawet kibicowanie Barcelonie (ściślej mówiąc Messiemu), a wierz mi, że to kibicowi realu łatwo nie przechodzi 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

„Znaczy ja Messiemu też kibicuję tak „powierzchownie”, w sensie że mnie nie obchodzi ile ma dzieci, co je na śniadanie, gdzie mieszka, jakiej słucha muzyki itd,”
A nawet mi to przez myśl nie przeszło!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

thinktonio
thinktonio

Sorry, ale zapieprzanie bez sensu, jak to się dzieje w Anglii, mi nie odpowiada (ale z ciekawością oglądam mecze Leeds – wiem poziom niżej, tylko, że grają inną piłkę no i jest Klich). Generalnie jestem za tym, gdzie się gra ładną piłkę i tyle – w Anglii też można znaleźć – Liv i Tot, czasem Che. A w Hiszpanii np. Sevilla lub Valencia albo Betis.. We Włoszech Napoli lub Sampa – zresztą włoska liga jest dla nas coraz ciekawsza – z oczywistych względów. Ale np. przełączam od razu kanał jak widzę MU, Atletico lub Juventus. Pozdrawiam,

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Staszek Anioł
Staszek Anioł

Nie no, pewnie, ta reszta ligi jest tak badziewna, że Sevilla trzy razy z rzędu wygrała Ligę Europy, w jej półfinale były w ostatnich latach Athletic, Celta, Valencia, Villarreal…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Staszek Anioł
Staszek Anioł

No to takie kluby angielskie są ostatnio częściej klubami „drugiego sortu” w rozgrywkach „pierwszego sortu”…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Staszek Anioł
Staszek Anioł

To sobie porównaj z każdą inną silną ligą. No jakoś te pozostałe hiszpańskie kluby nie odstają na niekorzyść tych słabszych z Anglii, Niemiec czy Włoch. Jeśli uważasz inaczej, to… możesz uważać, co chcesz. Przecież to porównanie Ligi Europy z I ligą jest tak durnowate, że głowa mała…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Filet
Filet

To, że Barcelona gdzieś gra nie znaczy, że cały piłkarski świat to ogląda. Ba 90 % czytelników weszło dowiedziało się o tym z tego tekstu.

Filet
Filet

*Dane według badania przeprowadzonego na niereprezentatywnej liczbie: 1 osób.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Inne sporty
24.05.2020

The Last Dance rozpęta lawinę sportowych dokumentów?

Serial o losach mistrzowskich Chicago Bulls oraz ich niezapomnianego lidera zrobił furorę na całym świecie. Obudził też tematy do dyskusji: czy Michael Jordan był tyranem i złym kolegą z drużyny? A może po prostu wyjątkowo mocno zależało mu na wygrywaniu? ESPN, odpowiedzialne za stworzenie koszykarskiego dokumentu, wyczuło pismo nosem i już planuje kolejną (i na […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Warto było czekać do końca!

Nieprawdopodobnie wolno rozkręcał się ten mecz, tak naprawdę gdyby ktoś włączył telewizor mniej więcej po godzinie gry, poza bramką Fortuny wiele by nie stracił. Ale gdy już się rozhuśtali… Obroniony rzut karny. Chwilę później gol na 2:0. Rosnąca desperacja gospodarzy, którzy próbowali nawet uderzeń nożycami i przewrotkami. Aż w końcu piorunująca końcówka, w której w […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Liga Minus – Misterium Chotomowskie

To już ostatni taki odcinek Ligi Minus. Wraca Ekstraklasa, więc choć quizowe odcinki całkowicie nie znikają, to nie będą już tak regularne. Ale nic, cieszmy się, póki możemy to przeżywać. Co zobaczyliśmy tym razem? Żenującą anegdotę Wojtka Pieli o Jacku Krzynówku. Kapitalną anegdotę Wojtka Pieli o telefonie do Jerzego Engela. Pawła Brożka, który za długo […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Szkoła pięknej gry według Lipska

To był spektakl godny teatru broadwayowskiego. Oczywiście, przy pełnych trybunach oglądałoby się to pewnie jeszcze przyjemniej, ale nie będziemy narzekać, bo piłkarze RB Lipsk zagrali tak widowiskowo, tak nowocześnie, tak ofensywnie, że jedyną właściwą reakcją było wygodne rozsądzenie się w fotelu i delektowanie się ich kunsztem. I choć jednostronne mecze, a ten był wyjątkowo jednostronny, […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Schalke null Gelsenkirchen

Fatalnie, po prostu fatalnie prezentuje się od pewnego czasu Schalke Gelsenkirchen. Już pal licho, że od dziewięciu meczów nie wygrali. Już pal licho, że po pandemicznej pauzie najpierw Borussia ogoliła ich 4:0, a dziś ośmieszył Augsburg, wywożąc ze stadionu rywala trzy punkty i trzy zdobyte bramki. To Schalke jest po prostu przeraźliwie słabe piłkarsko, posiada […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Od Nowaka do Lewandowskiego. Najlepsi Polacy w Bundeslidze

Władze klubów Serie A praktycznie co okienko wpadają do Ekstraklasy i zachowują się tak, jak emerytki na promocji karpia w markecie, ale jeszcze sporo milionów euro musi przepłynąć z Italii do naszego kraju, byśmy uznali tamtejszą ligę za najbardziej „polską” spośród tych najsilniejszych. Ten tytuł należy do Bundesligi. Z jednej strony nie jest to ostatnio […]
24.05.2020
Inne sporty
24.05.2020

Kubica w dobrej formie, ale to simracerzy triumfowali w Orlen Stay&Play

Było szybko, wściekle i emocjonująco. Za nami finał turnieju w Assetto Corsa, w ramach projektu Orlen Stay&Play. Profesjonalni sportowcy stanęli w szranki z zawodnikami, którzy wcześniej przeszli przez otwarte kwalifikacje. Nie było jednak mowy o żadnych nowicjuszach. Na linii startu na Roberta Kubicę czy Jakuba Przygońskiego czekali bowiem esportowcy, specjalizujący się w symulatorach wyścigowych. Szans […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Robert Gumny: Prawie rok grałem z bólem. Pokazywałem 50 procent możliwości

Obrońca Lecha Poznań, Robert Gumny był gościem Łukasza Trałki, Michała Żewłakowa i Jakuba Wawrzyniaka w programie „Liga PL” emitowanym w Kanale Sportowym. Zawodnik „Kolejorza” opowiedział o spodziewanym powrocie do gry po kontuzji, silnej psychice, potrzebie rywalizacji i najsilniejszym punkcie poznaniaków przed meczem z Legią. Poniżej zapis tekstowy rozmowy.  Jak się czujesz? Dziękuję, bardzo dobrze. Od […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Polski Real i potęgi na kolanach. Finał rankingu polskich drużyn wszech czasów!

Milion dolarów oferowane przez Real za Włodzimierza Lubańskiego. Widzew Łódź w kilkanaście lat przechodzący od czwartej ligi do pokonania Liverpoolu, jednej z najlepszych drużyn w historii futbolu. Deyna z Gadochą siejący postrach na murawach Europy. Ernest Wilimowski jako kandydat do najlepszego piłkarza świata swoich czasów. Wyrabiający 577% normy przodownik pracy Wiktor Markiefka decydujący o losach […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Astiz: „Prawdopodobnie po sezonie zostanę w Legii. Albo jako piłkarz, albo w innej roli”

Iñaki Astiz był – obok Roberta Gumnego – telefonicznym gościem najnowszej „Ligi PL”. W ostatnim odcinku przed wznowieniem rozgrywek stoper warszawskiej Legii zdał raport ze stanu przygotowań wicemistrzów Polski i liderów PKO Bank Polski Ekstraklasy do ponownego startu ligi. Zdradził też co nieco na temat swojej przyszłości. Poniżej zapis rozmowy. Łukasz Trałka: – Jak przygotowania […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Przez lojalność nie mogłam iść do Lyonu. To jak transfer z Lecha do Legii

– Przez siedem lat w Paryżu zyskałam taki szacunek ludzi, że nie mogłam przejść do Lyonu. Dla mnie relacje z kibicami są cenniejsze od złota. Nie mogłabym później spojrzeć w twarz ludziom, którzy dopingowali mnie przez te lata w Paryżu. To po pierwsze. A po drugie – przez te lata nakręcałam się tą rywalizacją, miałam […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Grosicki: – Chcę, żeby za kilkanaście lat moje nazwisko było wspominane

– Mam jeszcze dwie imprezy przed sobą. W 2021 i 2022 roku. Jest jeszcze szansa i czas. Jak są marzenia do zrealizowania, to trzeba je zrealizować. Marzymy, żeby zaistnieć na takich imprezach i mam nadzieję, że to się uda. Trzeba wierzyć. Zmienić słowa w czyny. Pokazać to na boisku. Tamten mundial był bardzo słaby, ale […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Niedziela z Bundesligą. Czy RB Lipsk powróci na zwycięską ścieżkę?

Dwa remisy przed pandemią, jeden po wznowieniu rozgrywek. Nie da się ukryć, że kiepska passa RB Lipsk na przestrzeni trzech ostatnich kolejek Bundesligi mocno nadszarpnęła szanse tej ekipy na sięgnięcie po mistrzowską paterę. Obecnie podopieczni Juliana Nagelsmanna mają aż dziesięć punktów straty do liderującego Bayernu. Jeżeli nie zwyciężą dzisiejszego spotkania w Moguncji, pozostanie im już […]
24.05.2020

Robert Gumny i Inaki Astiz gośćmi Ligi PL!

Jest niedziela, jest Liga PL. Dzisiaj w studiu Michał Żewłakow, Łukasz Trałka i Jakub Wawrzyniak, a gośćmi tego tercetu solidnych ligowców będą Robert Gumny z Lecha Poznań oraz Inaki Astiz z Legii Warszawa. Tematy? Łatwe do przewidzenia – rusza liga, rusza Puchar Polski, rusza to wszystko, za czym tak bardzo tęskniliśmy. Zapraszamy na Kanał Sportowy! […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Zauważalnie inni. Z wizytą w akademii FC Köln

Mistrz świata Ron-Robert Zieler, zdobywca Pucharu Konfederacji Jonas Hector, wicemistrz olimpijski Timo Horn, mistrzowie Europy U-21 Yannick Gerhardt i Mitchell Weiser. Co oni wszyscy mają ze sobą wspólnego? Każdy z nich przeszedł przez kilka – albo i wszystkie – szczeble juniorskiej i młodzieżowej kariery w Kolonii. W akademii FC Köln, jednej z najbardziej niedocenianych w […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

QUIZ: Czy wiesz kto grał w Bundeslidze?

Generalnie, choć liga niemiecka może cieszyć się w Polsce mniejszym zainteresowaniem niż angielska, hiszpańska, a może nawet włoska, tak nazwy tutejszych klubów są dość znane. Nie tylko te czołowe, ale również średniaki i garść słabeuszy, a wszystko dlatego, że Bundesliga chętnie stawiała na Polaków. Zadanie stojące przed wami jest więc umiarkowanie trudne, ale są i […]
24.05.2020
Bukmacherka
23.05.2020

Czy Schalke w końcu się przełamie? Postaw na to w BETFAN!

To nie są łatwe miesiące dla kibiców Schalke 04 Gelsenkirchen. Żeby nie wyrazić się zbyt dosadnie – lanie goni lanie. 0:4 w derbach, 0:5 z Lipskiem, 0:5 z Bayernem… Fani ekipy z Zagłębia Ruhry mogli już zapomnieć, jak smakuje ligowe zwycięstwo. Na ich szczęście podobne rozterki mają kibice Augsburga, więc w najbliższej kolejce można pokusić […]
23.05.2020
Bukmacherka
23.05.2020

Gol Wernera, demolka Mainz? Postaw na RB Lipsk w Totolotku!

RB Lipsk – podobno na dźwięk tych słów na rynku w Mainz płoszą się nie tylko gołębie. Nic dziwnego, bo koncernowy klub jest autorem jednego z największych upokorzeń w historii Mainz. Porażka 0:8 zawsze boli, a rany są przecież świeże. Ósemka zapakowana do siatki rywala miała miejsce 2 listopada. Symbolicznie można więc było zapalić znicz […]
23.05.2020