Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Niezły Meksyk w Gdyni

redakcja

Autor:redakcja

06 lutego 2018, 17:09 • 4 min czytania 48 komentarzy

Jak tak dalej pójdzie, przed końcem okienka w Ekstraklasie zakontraktowany zostanie nawet reprezentant Atlantydy. Tym razem po wielu meczach obserwacji, a także gruntownym wywiadzie środowiskowym, do Gdyni trafia trzydziestoletni Meksykanin, Enrique Esqueda.

Niezły Meksyk w Gdyni

esqueda

Esqueda to członek zmarnowanej generacji meksykańskich talentów, które sięgnęły w 2005 po złoto w kategorii U-17. Nawet tacy goście jak Carlos Vela czy Giovani dos Santos mieli papiery na znacznie większe kariery, ostatecznie zawiedli oczekiwania.

Esqueda jechał na ten turniej jako piłkarz Clubu America, największego klubu Meksyku. Debiutował tu jeszcze przed dwudziestką, miał całkiem niezłe wejście. Uchodził za gościa, przed którym wielka kariera stoi otworem.

Co poszło nie tak, skoro teraz ląduje w Gdyni? Zapytaliśmy fachowca, Szymona Urbaniaka, który z Ligą MX jest na co dzień za pan brat:

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Tak naprawdę, może poza jedną rundą, nigdy nie został w Américe bezdyskusyjnym starterem. Wiem, że liczba bramek z tamtego okresu nie urywa żadnej części ciała, ale konkurencja sprawiła, że nieczęsto grał 90 minut, i przede wszystkim nie na środku ataku. Jego lata gry w CA, licząc od odpadnięcia z Libertadores 2007 to był w sumie fatalny okres, ale złożyły się na to dziesiątki czynników, nie zawsze zależnych od niego.

Wtedy też pokopał w kadrze, sęk w tym, że chodzi głównie o partidos moleros, czyli coś na wzór naszych meczów z ligowym składem Bośni. Gdyby chociaż był pomocnikiem albo obrońcą… W Lidze MX 75% (wtedy nieco mniej) napastników to obcokrajowcy i selekcjoner nie ma z czego wybierać. Szczególnie gdy powołuje drugi rzut. Do tego stopnia, że razem z Vuoso grzali ławkę na Copa América 2015, mimo że obaj niewiele już wtedy znaczyli. W praktyce 36 minut z Trynidadem jest jego całym dorobkiem w poważnych spotkaniach.

America oddała go do Pachuki, gdzie wreszcie zaczęło mu iść i reprezentował solidny ligowy poziom. Do czasu. Feralna, niepozorna kontuzja i zaczął się zjazd. W Tigres, którzy byli na ukończeniu budowania swojej potęgi, robił za opcję B w razie kontuzji zagranicznych gwiazd i jako dżoker dawał radę. Gdy w sytuacji pewnego awansu do fazy pucharowej Copa Libertadores, najważniejsza osiemnastka została w Meksyku by przygotowywać się do ligi, strzelił nawet w Peru hat-tricka, który okazał się “tragiczny” w skutkach, gdyż uratował River Plate. Tigres przegrało potem z Argentyńczykami w finale. Wystarczyło odpuścić nieistotny mecz fazy grupowej i River by odpadło.

Od tego momentu już równia pochyła – ochłapy w ligowych słabeuszach. Nawet w Chiapas, którzy zdawali sobie sprawę z tego, że za moment przestaną istnieć i nie szastali kasą. Przez ostatnie trzy lata strzelił ze trzy ligowe gole. Na pewno coś tam dołożył w Copa MX, która do momentu rozpoczęcia fazy pucharowej jest poligonem doświadczalnym, trochę jak partidos moleros na tle oficjalnych gier. Co może niepokoić to fakt, że latem w drafcie nie znalazł klubu nawet na zapleczu, w przeciwieństwie do całego mnóstwa przedstawicieli “starej” gwardii. Możliwe jednak, że nie chciał grać w drugiej lidze, bo już rok wcześniej odrzucił możliwość takiego wypożyczenia.

Paleta jest w Meksyku kimś na wzór Rasiaka – mimo że w skali kraju osiągnął o wiele mniej niż Grzegorz – stąd duże zainteresowanie i żartobliwe komentarze w mediach społecznościowych Arki. Taki status uzyskał jednak głównie wyskokami w mediach, jak choćby deptaniem loga Tigres w programie telewizyjnym. Proszę się nie dziwić, jeżeli wypłyną zupełnie inne wypowiedzi meksykańskich dziennikarzy. Niektórzy mają to do siebie, że nawet w koszmarnej grze Giovaniego dla najgorszej drużyny MLS z różnych powodów nie widzą niczego złego. Obcokrajowcowi z taką kartoteką kazaliby nie wracać do Liga MX.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Kiedyś to był gracz powyżej poziomu Ekstraklasy, dziś nie jest gwarancją absolutnie niczego. Jeżeli on będzie u nas gwiazdą, to przepaść między obiema ligami jest jeszcze większa niż podejrzewałem. Z drugiej strony, Ekstraklasa widziała już wszystko.

Widzieliśmy bardziej ogórkowe CV w naszej lidze, bo Liga MX jest o wiele mocniejsza i bogatsza od polskiej Ekstraklasy. Ale Meksykanin w najlepszym wypadku jest totalną niewiadomą. Taką samą jest proces, który sprawił, że wylądował w Gdyni, bo trudno uznać, że to efekt jakiegokolwiek gruntownie przemyślanego planu, szczególnie, że jeszcze wczoraj na łamach “Przegląu Sportowego” czytaliśmy taką wypowiedź Ojrzyńskiego:

– Esqueda ma duże problemy kondycyjne. W meczu z Lechem nie mogę postawić na kogoś kto tak odstaje fizycznie.

Najnowsze

Uncategorized

Kuzera: Nie da się przejść obojętnie wobec tego, co się dzieje. Prezes Dulnik dał nam iskrę

wstellmach
2
Kuzera: Nie da się przejść obojętnie wobec tego, co się dzieje. Prezes Dulnik dał nam iskrę

Komentarze

48 komentarzy

Loading...