Komu spadek, komu puchary? W Bundeslidze jazda bez trzymanki

redakcja

Autor:redakcja

20 marca 2017, 15:31 • 5 min czytania

Środek marca to zazwyczaj ten etap sezonu, gdy sytuacja w tabeli staje się w miarę jasna. Mniej więcej wiadomo, kto będzie walczył o mistrzostwo kraju, kto o europejskie puchary, a kogo czeka wycieńczająca batalia o pozostanie w elicie. I rzeczywiście, w większości krajów europejskich położenie poszczególnych zespołów jest dość klarowne. Ale nie w Bundeslidze.

Komu spadek, komu puchary? W Bundeslidze jazda bez trzymanki
Reklama

Spoglądam na Premier League i wnioski wyciągam dość szybko. Hull City, które otwiera strefę spadkową, ma trzy punkty straty do Swansea i raczej nie w głowie im już marzenia o Lidze Europy, bo strata 28 „oczek” wydaje się być nie do odrobienia. W Serie A też już raczej pozamiatane – Palermo do samego Empoli, które dyszy tuż nad kreską, ma aż siedem punktów straty, a do choćby tkwiącego idealnie w środku stawki Torino – 25. La Liga? Między szóstym Realem Sociedad, który łapie się jeszcze na eliminacje do LE, a osiemnastym Sportingiem Gijon 27 punktów. Generalnie hierarchia w tych ligach jest już jasno ustalona i do końca zmienią się pewnie tylko detale.

U naszych zachodnich sąsiadów za to jazda bez trzymanki. Powiedzieć, że tabela jest płaska, to nic nie powiedzieć. Tylko spójrzcie:

Reklama
źródło: flashscore.pl

Totalna abstrakcja. HSV z jednej strony walczy o byt, ale przy dobrych wiatrach, serii zwycięstw, może przecież przeskoczyć aż o 10 miejsc i latem szykować się nie do batalii na drugoligowym froncie, ale do tego, by umiejętnie rozłożyć siły między ligę, DFB-Pokal i europejskie puchary. Praktycznie każdy z tych zespołów – od Kolonii, przez Leverkusen, aż po właśnie HSV musi niezwykle uważnie podchodzić do każdego weekendu, bo o spokojnym utrzymaniu się w lidze nie ma nawet mowy.

Nic więc dziwnego, że niemieccy kibice żartują sobie choćby z Schalke, które z jednej strony ma na głowie ćwierćfinał LE, a z drugiej – grupę pościgową w Bundeslidze. I wcale nie musi być wykluczone, że w maju doszłoby do absolutnego kuriozum.

Przy tak nieprzewidywalnym sezonie ciężko oczywiście typować, jak to wszystko się zakończy, ale z pewnym prawdopodobieństwem można jednak wskazać te zespoły, które z każdym tygodniem będą coraz gwałtowniej traciły grunt pod nogami. To że z ligi spadnie Darmstadt jest już praktycznie pewne, bo 14 punktów straty do bezpiecznego miejsca przy aktualnej dyspozycji „Lilii” niemalże przekreśla szanse. Dziesięć „oczek” do Wolfsburga ma natomiast Ingolstadt i mimo wszystko też będzie mu piekielnie trudno wygrzebać się z bagna.

Na tę chwilę najpoważniejszym kandydatem do tego, by rozgrywki spuentować barażem o utrzymanie wydaje się Augsburg, który ma jeszcze do rozegrania mecze z praktycznie całą czołówką. Poza tym wygląda też blado na tle rywali pod kątem jakościowym. Wolfsburg po zmianie trenera w końcu wypływa na powierzchnię i w kadrze ma zwyczajnie zbyt dużą liczbę znakomitych piłkarzy, by do końca drżeć o miejsce w elicie. HSV po katastrofalnej jesieni też jest już zupełnie innym zespołem, a wszystkie ewentualne braki piłkarskie nadrabia walecznością. Prawdopodobnie to najbrutalniej grający w ostatnich tygodniach zespół Bundesligi, który prędzej rywala zagryzie niż puści wolno w stronę bramki. To jednak procentuje. Kapitalną serię notuje też Werder z przebojowym Gnabry’m w składzie, mimo dołka formy solidnie radzi sobie również Mainz. Schalke, Gladbach, Bayer? W ich przypadku również nie powinno dojść do jakichś nieprzewidzianych rozwiązań i to nawet mimo tego, że S04 choćby mają jeszcze na głowie Ligę Europy i całkiem spore szanse na to, by awansować do półfinału, a później – kto wie – być może zawalczyć o coś więcej. Zwłaszcza, że w klubie nie kryją tego, jak bardzo zależy im na tych rozgrywkach. W maju „Die Koengisblauen” będą bowiem obchodzić 20. rocznicę zdobycia Pucharu UEFA.

Osobiście gdybym miał typować to ostatnie pozycje w tabeli rozpisałbym na zakończenie następująco: 16 – Augsburg, 17 – Ingolstadt, 18 – Darmstadt. Te trzy zespoły dość zdecydowanie odstają od reszty, bo kiepsko wyglądają zarówno drużynowo, jak i indywidualnie. Podczas gdy inni mają gości w pojedynkę wygrywających mecze, tak w tej trójce na próżno szukać piłkarzy, którzy będą w stanie szarpnąć i dać bodziec do lepszej gry. Generalnie chęci może i są, ale koniec końców mogą one nie wystarczyć.

W Gelsenkirchen nie ukrywają, że zależy im na LE. Hasło "EUROFIGHTER '97" pokrywa tam wszystkie szaliki i koszulki.

Swoją drogą warto też rzucić okiem na zaplecze Bundesligi, bo i tam jest niezwykle ciekawie. Jeśli dziś swój mecz z Norymbergą wygra Union Berlin, to niespodziewanie zagości na fotelu lidera na 10 kolejek przed końcem sezonu. Pierwszy na tę chwilę Stuttgart raczej bez większych problemów pokonuje drogę, która z powrotem ma go przywrócić do elity, a na miejsce trzecie – gwarantujące baraże – chrapkę mają trzy zespoły. Beniaminek, Dynamo Drezno, ma sześć punktów straty do znajdującego się na najniższym stopniu podium Brunszwiku, za to Hannover tylko jeden. I właśnie przez Hannover przeszła w ostatnich tygodniach solidna wichura, bo klub postawił wszystko na jedną kartę i po spadku z ligi wpompował dużą kasę, by z automatu wrócić na pierwszoligowe boiska. Ta droga nie jest jednak usłana różami, na tę chwilę H96 muszą gonić przeciwników, za co głową zapłacili i dyrektor sportowy i trener. Tych zastąpił duet, który w poprzednim sezonie prowadził Schalke, bo fuchę menedżera otrzymał Horst Heldt, a jako szkoleniowca wybrał sobie Andre Breitenreitera. Niewykluczone więc, że jeśli koniec końców awansu nie będzie, to klub popadnie w solidne tarapaty.

MARCIN BORZĘCKI

Najnowsze

Ekstraklasa

Haditaghi wydał na spłatę długów więcej, niż Dobrzycki na transfery

Jakub Radomski
17
Haditaghi wydał na spłatę długów więcej, niż Dobrzycki na transfery
Reklama

Felietony i blogi

Reklama
Reklama