Jak na bramkarza, nie był dostatecznie wysoki. Jak na piłkarza, nie był wystarczająco profesjonalny. Jak na zawodnika zajmującego tak odpowiedzialną pozycję, nie był adekwatnie do tego roztropny. Fabien Barthez może i miał szereg przywar, które wkurzały kibiców i trenerów sprawiając, że miało się ochotę posłać go w kosmos, ale był w swoim gapiostwie uroczy. Często stawiał efektowność nad efektywnością, miało się wrażenie, że znacznie chętniej interweniuje za szesnastką niż w niej. No i przy tym wszystkim nie można było mu jednak odebrać kapitalnych umiejętności bramkarskich – doskonałego wyczucia czy refleksu, który sprawiał że potrafił bronić strzały, zdawałoby się, niemożliwe do obrony. Ta wybuchowa mieszanka doprowadziła go zresztą na szczyt.

Fabien Barthez i jedna z najsłynniejszych łysin w historii futbolu

Gdyby chcieć dobrze oddać osobowość i boiskową postawę Francuza, wystarczyłoby zmontować kilka krótkich filmików i umiejętnie poprzecinać je zdjęciami. Barthez był bowiem uczestnikiem tylu charakterystycznych wydarzeń, bohaterem tylu legendarnych ujęć, że jego karierę można by streścić nie wklepując na klawiaturze nawet jednego znaku. Oczywiście trzeba byłoby w tle podłożyć dobrą melodię – lekką, brzmiącą nonszalancko wesołą muzyczkę, na myśl o której myślelibyśmy: „Gość, który to stworzył musi mieć totalnie na wszystko wyjebane”.

Fabien udowadniał bowiem na każdym kroku, że w jego głowie nie czai się lęk, niepokój czy brak wiary we własne umiejętności. Jest za to zupełny luz i swoboda, momentami wręcz beztroska. Jeśli chciał kiwnąć napastnika, po prostu to robił. Jeśli miał kaprys podrzucić nad nim piłkę, to podrzucał. Jeśli do prostej boiskowej czynności miał chęć dołożyć trochę fajerwerków, to zwyczajnie je dokładał. Nie zawsze wychodziło mu to na dobre. Bywało tak, że wzbudzał aplauz i ogólny podziw, gdy wypuszczał rywala w maliny, a sam z uśmiechem ruszał za pole karne. Chcąc nie chcąc jednak czasem się nie udawało. Przytrafiał się babol, klasyczny „pawełek” lub jak kto woli – „przyroś”. Na przykład wtedy, gdy pozornie niegroźne wybicie piłki zamienił na gola. Na gola dla rywali oczywiście.

Tu akurat ciężko posądzić go o pajacowanie, ale takie zagrania to był jego znak charakterystyczny. Nieprzewidywalność, ta lekka nutka adrenaliny, która u kibiców przejawiała się mrowieniem na plecach, bo gdy widzieli, że Barthez opanowuje piłkę i przyjdzie mu rozgrywać, mogli spodziewać się wszystkiego. Tego że jak każdy kolega po fachu po prostu poślę futbolówkę w stronę środka boiska lub – z wrodzonym dla siebie wdziękiem – zagra do Henry’ego.

Nie był może nigdy tak kapitalnie wykształcony technicznie jak Manuel Neuer, ale w żadnym wypadku nie przeszkadzało mu to w tym, by nie próbować swoich sił w polu. Był jakiś niewidzialny magnes, który raz po raz wyciągał go spomiędzy słupków. Nie potrafił usiedzieć na tyłku i gdy tylko zwietrzył okazję do tego, by wyskoczyć na 20. metr, to bez zastanowienia ruszał przed siebie. Przecinał akcje, rozpoczynał kontrataki, brał się za rozgrywanie.

Być może to fakt, że swoją karierę piłkarską zaczynał jako obrońca sprawił, że grać chciał nie tylko rękami, ale też nogami. Gdy ojciec Alain, były rugbysta, zaprowadził małego Fabiena na treningi w Tuluzie, początkowo miał być młody chłopak tym, który dyryguje zespołem od tyłu i uprzykrza życie napastnikom. Z czasem jednak trenerzy szybko wydedukowali, że rasowego stopera to z niego nie będzie i trochę od biedy cofnęli go o te kilkanaście metrów. Dali rękawice, bluzę żeby się rzucał i kazali odbijać łapami wszystko to, co leciało w stronę bramki. I w ten sposób, nieco przypadkowo, stworzyli człowieka, który w 1998 obronił Francji mistrzostwo świata, dwa lata później mistrzostwo Europy, a do tego zgarnął kilka trofeów klubowych i masę wyróżnień indywidualnych.

Do reprezentacyjnej bramki trafił jednak nieco z przypadku, bo dotychczasowy bramkarz – Bernard Lama – wpadł na paleniu marihuany, co poprowadziło go do zawieszenia w prawach zawodnika (sam Fabien zresztą również musiał odpocząć przez kilka miesięcy w 1995 roku z tego samego powodu). Lama chyba nigdy się zresztą nie otrząsnął z tego, że możliwość gry w wyjściowym składzie na mundialu organizowanym przed własną publicznością przeszła mu koło nosa. W jednym z ostatnich wywiadów wypowiadał się bowiem o Barthezie, który wówczas zajął w składzie jego miejsce, w wyjątkowo cierpkich słowach.

– Jest biały, ale przy tym niezbyt inteligentny. To dobry żołnierz – przez brak mądrości stawał się posłuszny i wykonywał polecenia, a do tego był ulubieńcem trybun. Dużą rolę w naszej rywalizacji odegrały też faworyzujące go media.

Mistrzostwa z 1998 roku stanowiły może nie tyle punkt zwrotny w karierze łysego golkipera, ale na pewno posłużyły mu jako trampolina do wielkiej kariery. W trakcie turnieju puścił tylko dwie bramki, a do historii przeszły też dwie symboliczne akcje.

Pierwsza – zderzenie w finale z Brazylijczykiem Ronaldo.

Bo nie ma chyba na świecie kibica piłkarskiego, który nie widziałby nigdy tego zdjęcia:

1

Równie popularną fotką było zresztą ujęcie Laurenta Blanca całującego Bartheza w czoło. Ten gest z miejsca stał się hitem nie tylko nad Sekwaną, a słynny buziak miał w zamierzeniu być po prostu talizmanem szczęścia. Żaden mecz „Trójkolorowych” nie mógłby rozpocząć się póki obrońca nie cmoknąłby swojego kolegi, ani też obaj nie zeszliby nigdy do szatni po ostatnim gwizdku bez uprzedniej wymiany czułości.

Bez tytu222łu

Już podczas tego turnieju zaczął zresztą wywoływać kontrowersje. Finał, naprzeciwko obrońcy tytułu Brazylijczycy, z głośników płynie „Marsylianka”, wszyscy z dumą i skupieniem śpiewają pod nosem jej słowa, a Fabien… Fabien się śmieje. Jak potem tłumaczył, była to reakcja na stres. Organizm zareagował nie potem występującym na skroniach, paraliżem nóg czy panicznym strachem przed stanięciem oko w oko z „Canarinhos”, ale właśnie śmiechem. No, można i tak.

Barthez nie był wtedy już za specjalnie młody, bo kończąc światowy czempionat ze złotem na szyi miał 28 lat. Rzecz jasna jednak w przypadku bramkarzy metryka nie jest tak istotna, więc kilkanaście miesięcy później ściągnął go Manchester United. Na Old Trafford poszukiwali następcy Petera Schmeichela, ale Fabien wydawał się być kandydatem idealnym.

I rzeczywiście – pokochano go błyskawicznie. Ekscentryczny typ, który oprócz świetnej roboty wykonywanej słupkami tak po ludzku dostarczał kibicom rozrywki. Zabawiał się z rywalami, dorzucał do swojej gry fajerwerki. Kiedy piłka leciała na wysokości poprzeczki i można było ją spokojnie chwycić, Barthez wolał efektownie wybić się w powietrze i odbić na rzut rożny. Że zamiast spokoju kolejne zagrożenie? Co z tego skoro takie zagranie na notę zmarnować się nie może. Słynna „sprężynka” to zresztą jego znak charakterystyczny, z którego korzystał przy każdej nadarzającej się okazji. Uwielbiał fruwać między słupkami i swoimi interwencjami wywoływać na trybunach przeciągłe „woooooooooow!”.

W polu zresztą udało mu się w końcu zagrać. Do tego, by pobiegać w towarzystwie dziewięciu kolegów od szesnastki do szesnastki ciągnęło go tak bardzo, że szansę otrzymał podczas meczu towarzyskiego w Singapurze. Przebrał się w normalny, meczowy strój zawodnika z pola, wszedł na skrzydło, trochę potruchtał, wymienił parę podań i spełnił swoje marzenie.

W Manchesterze pokazał pełen wachlarz swoich możliwości. Szybko zaczął uchodzić za zawodnika, który nade wszystko lubi prowokować. Prowokować, rzecz jasna, napastników i strzelców. – To jedna wielka gra psychologiczna – powtarzał i dwoił się i troił, by z tej gry wychodzić zwycięsko. Piłkarze narzekali, że podczas zamieszania w polu karnym Barthez nie ma problemów z tym, by pogadać im do ucha lub zwyczajnie podszczypywać.

Miał też swój sposób na rzuty karne. Grał na czas, przeciągał jego wykonanie, zachowywał się dziwnie, ale jednak skutecznie. Stawał przy słupku, stukał o niego korkami, mruczał coś pod nosem i rzucał podejrzliwe spojrzenia. Nierzadko kończyło się to żółtymi kartkami, ale czymże był ten pokazany kartonik w obliczu obronionej jedenastki. Wyjść górą z pojedynków udawało mu się choćby przeciwko Leicester czy Fulham.

Potrafił też jednak sam napytać sobie problemów, a wszystko to po to, by… spektakularnie je pokonać. Na przykład mecz z Leeds – Francuz, widząc że do piłki nie zdąży już dobiec, kopie rywala niezainteresowany przebiegiem akcji. Nic tam, że obrońca już dawno zażegnał niebezpieczeństwo, że futbolówka fruwa już hen, hen daleko. Wkurzył się na przeciwnika, więc nie przepuścił okazji do tego, by przetrącić go we własnym polu karnym.

A jedenastkę oczywiście obronił.

Bywały jednak akcje, za które solidnie mu się obrywało. Pewnego razu na przykład uznał, że Paolo Di Canio jest na spalonym, tupnął nogą i uparł się, że nie ma zamiaru kontynuować akcji. Włoch pędził w stronę bramki, a Francuz tkwił z reką w górze. Sygnalizował ofsajd i przenikliwym wzrokiem starał się wywołać presję na arbitrze. Gwizdnie, nie gwizdnie, gwizdnie, nie gwizdnie… Nie gwizdnął. Di Canio dziubnął obok Fabiena, a ten nie zdążył już z interwencją.

– Barthez robił wszystko, żeby namieszać mi w głowie. Gram już jednak tyle lat na najwyższym poziomie, że dzięki doświadczeniu nie dałem się wciągnąć w jego gierki. Myślał pewnie, że zatrzymam się w miejscu, ale cieszę się ze swojej przytomnej reakcji i zdobytego gola – kwitował Di Canio.

W trakcie swojej kariery takich dziwnych pomysłów miał wiele. Tak na boisku, jak i poza nim. Wspominałem już o tym, że robił to, na co żywnie miał ochotę? No właśnie. Jeśli więc chciał się wysikać, to sikał. Choćby i na murawie.

FabienBarthez-Marsylia

A jeśli chciał sobie zapalić, to palił. Sam zresztą nie krył się z tym, że nosi ze sobą fajki, bo i nie rozumiał w czym miałyby mu przeszkodzić. Skoro, jak koledzy z szatni, nie musiał non stop biegać, to należało mu się coś od życia.

10

Z czasem błędy zaczęły się nasilać, a cierpliwość Sira Alexa Fergusona – kończyć. Francuz coraz częściej za swoje wybryki nie był nagradzany brawami, a ganiony. Stopniowo odsuwano go od składu – najpierw jego rolę zaczął przejmować Roy Carroll, a potem Tim Howard. Z czasem stało się jasne, że miejsca dla Bartheza w Manchesterze już nie ma.

Powrócił więc tam, gdzie zaczynał wielką karierę. W Marsylii znów był na topie, choć swój koniec zapoczątkował w charakterystycznym dla siebie stylu. Pozornie niegroźny sparing z Wydad Casablanca. Barthez otrzymuje czerwoną kartkę, ale zamiast udać się do szatni – wdaje się w pyskówkę. Od słowa do słowa, na boisku wywiązuje się szamotanina, a sam zainteresowany pluje na sędziego. Efekt? Barthez został ukarany zakazem gry przez sześć miesięcy, z czego trzy miesiące w zawieszeniu.

Niedługo potem stwierdził, że skończy karierę. Ogłosił rozbrat z futbolem i wyłączył się z życia publicznego, by… trzy miesiące po tej deklaracji podpisać kontrakt z FC Nantes. Miał pomóc drużynie w wywalczeniu utrzymania w Ligue 1, ale koniec końców zespół stał się murowanym kandydatem do spadku. Szorował dno tabeli, a kibice za niepowodzenia obwiniali właśnie Bartheza. 29 kwietnia 2007 roku podjął ostateczną decyzję o tym, by rzucić piłkę w diabli. Powód? Nie, nie, nie chodziło tylko o poziom sportowy Nantes. Kibole bowiem, po starciu z Rennes, zaatakowali bramkarza. Zniszczyli jego auto, kopali w karoserię, próbowali go przewrócić. Fabien nie był oczywiście dłużny atakującym – wyskoczył z pojazdu i stanął do bitki. Wywiązała się z tego wszystkiego konkretna awantura, a sam zainteresowany na gorąco obiecał, że już nigdy do Nantes nie wróci. Spakował walizki, zabrał rodzinę i ruszył przed siebie.

Zawiesił buty na kołku i zajął się… wyścigami.

Szybkie samochody kręciły mnie od zawsze, a wyścigi są takim sportem, gdzie nie zagląda się w metrykę. Mogę mieć 35, ale i 40 lat i dalej prezentować wysoki poziom na torze. Ta adrenalina była mi potrzebna, dzięki temu czuję, że żyję – komentował rozpoczynając swoją karierę w tej dyscyplinie.

Błyskawicznie okazało się, że Barthez nie tylko lubi szybkie fury, ale i ma dryg do ich prowadzenia. W 2013 roku został mistrzem Francji triumfując w barwach zespołu Sofrev ASP Ferrari.

Być może temu zwycięstwu pomógł fakt, że Fabien od zawsze miał możliwość bujania się nie byle gratami. – Zaczynałem od jakiegoś szarego, powolnego auta, ale szybko zainwestowałem w Porsche. O tak, w tamtym samochodzie czułem się dobrze, kiedy mogłem przycisnąć pedał gazu i pomknąć autostradami.

article-2478811-1909D06700000578-48_634x418

A tak swoją drogą. Tak, Fabien Barthez nie od zawsze charakteryzował się połyskującą łysiną, w którą tak bardzo lubił cmokać go Laurent Blanc. Oto więc zdjęcie-unikat. Francuz z bujną czupryną, lata 1992-1995.

9

Francuz przez całą swoją karierę robił wszystko, by być traktowanym jak najmniej poważnie. Popełniał błędy, wydurniał się w bramce, ale gdy przyszło też co do czego, to potrafił obronić drużynie mecz albo i cały turniej. Wygrał prawdopodobnie wszystko, co mógł wygrać – tak w piłce reprezentacyjnej (złoto za MŚ i ME, ale też srebro w 2006), jak i klubowej (Liga Mistrzów z Marsylią w 1993 roku). Żył tak jak chciał – palił, nie unikał imprez, robił to na co miał ochotę. I choć gdyby nie kontrowersyjny styl i beztroskie podejście do piłki mógłby pewnie niektóre rzeczy zrobić w trakcie swojej kariery lepiej, to wątpliwe, by żałował czegokolwiek. Bo, jak sam powtarzał, gdy prasa krytykowała go za słabe występy w barwach Manchesteru: „W bramce muszę być sobą, bo tylko wtedy potrafię wzbić się na najwyższy poziom”.

MARCIN BORZĘCKI

Suche Info
12.08.2022

Stokowiec: – Nie potrafiliśmy zabić meczu zdecydowanie wcześniej

Mecz Miedzi Legnica z Zagłębiem Lubin zakończył się wynikiem 0:1. Oto, co powiedzieli po spotkaniu szkoleniowcy obu zespołów. – Cieszę się bardzo ze zwycięstwa. Jest to bardzo cenne dla mnie, bo pokazuje że potrafimy wygrywać i kontrolować spotkanie pomimo nie najlepszej gry. Dominowaliśmy, stwarzaliśmy okazje, ale nie potrafiliśmy zabić tego meczu zdecydowanie szybciej. Wymagam od mojej drużyny dobrej organizacji i trzymania meczu pod kontrolą – mówił krytycznie Piotr Stokowiec, cytowany za oficjalną […]
12.08.2022
Weszło
12.08.2022

Dwa oblicza Legii, dwa oblicza Widzewa

Do tej pory chwaliliśmy Widzew za grę, ale za wyniki już znacznie mniej. Dziś długo w wykonaniu beniaminka z Łodzi nie było ani dobrej gry, ani dobrego wyniku. Dopiero druga połowa chwilami pokazywała, że gospodarze są w stanie nawiązać jakąś walkę. Generalnie jednak kibice Widzewa mają prawo zacząć się niepokoić. Ich piłkarze na przykład znów stracili gola po strzale zza pola karnego. Uderzający Johansson i dwóch innych zawodników stojących […]
12.08.2022
Suche Info
12.08.2022

Chiny: trybuny przekazywały polecenia trenera

Do całkiem ciekawej sytuacji doszło w lidze chińskiej. Zawieszony trener chciał zmienić formację swojego zespołu, ale jego komunikaty nie docierały do piłkarzy. Pomogli mu w tym kibice, którzy zaczęli wykrzykiwać do zawodników polecenia szkoleniowca. Bohaterem tej taktycznej nowinki są kibice Dalian Pro. Trener tego klubu, Xie Hui, został zawieszony na mecz z Shanghai Port. Nie miał prawa przebywać na ławce, pozostały mu trybuny. I to właśnie z trybun chciał przekazać swoim piłkarzom komunikat, by ci zmienili formację 4-3-3 […]
12.08.2022
Suche Info
12.08.2022

Romano: Depay coraz bliżej Juventusu

Fabrizio Romano informuje, że negocjacje Memphisa Depaya z Juventusem posuwają się do przodu. Na ten moment wszystko wskazuje na to, że Holender wyląduje w Serie A. Wraz z przyjściem Roberta Lewandowskiego, a także kilku innych zawodników, stało się jasne, że nie ma już miejsca w zespole dla Depaya. Sam Holender chciał początkowo walczyć o skład w „Dumie Katalonii”. Szybko jednak pogodził się z tym, że nie ma czego szukać w obecnym zespole. Utwierdziła go w tym między […]
12.08.2022
Tenis
12.08.2022

Hurkacz pokonał Kyrgiosa! Polak w półfinale turnieju w Montrealu

Mimo że trwał trzy sety, to był to szybki mecz. Obaj na korcie nie spędzili nawet dwóch godzin, a w tym czasie i tak zdążyli zagrać dwa tie-breaki. Wygrali po jednym z nich. W trzecim secie meczu Nick Kyrgios zaczął jednak popełniać więcej błędów, a Hubert Hurkacz z tego skorzystał i dwukrotnie go przełamał. I to Polak – znów udowadniający, że w Ameryce Północnej czuje się bardzo dobrze – awansował do półfinału. Za Oceanem najlepiej? Hubert Hurkacz […]
12.08.2022
Ekstraklasa
12.08.2022

Miedź chyba myśli, że bez defensywy da się utrzymać w Ekstraklasie

Krótki apel do Miedzi Legnica: ściągnijcie kogoś sensownego na obronę, bo z obecnymi parodystami macie murowany spadek. To, co wyprawia Carlos Julio Martinez na lewej obronie to taki kryminał, że w pewnym momencie jego kolega z drużyny stwierdził, że walnie swojaka, aby wziąć trochę winy na siebie. Zagłębie nie zagrało nic wielkiego, ale wywozi z Legnicy trzy punkty. Jak do tej pory tylko Wisła Płock była w stanie doszczętnie skarcić Miedź Legnica za katastrofalne zachowania […]
12.08.2022
Weszło
28.07.2022

Śladami Blaise’a Pascala. Co czeka Mateusza Wieteskę w Clermont?

Mateusz Wieteska wyruszył w swoją pierwszą piłkarską podróż za granicę. Co ciekawe, nie zrobił tego w chwili, która z perspektywy młodych zawodników wydaje się najbardziej powszechna. Nie wyjechał do obcej ligi ani w wieku nastoletnim, ani później w wieku młodzieżowca. Wychowanek Legii Warszawa potrzebował 25 wiosen, żeby podjąć kolejny krok w swojej karierze. Nie zrozumcie nas źle – raczej nie należy upatrywać w tym rzeczy negatywnej. Niewykluczone, że Wieteska po prostu potrzebował dłuższego […]
28.07.2022
Ligue 1
06.07.2022

Christophe Galtier w PSG – pułapka czy życiowa szansa?

Próbował już Blanc, próbował Ancelotti, próbował Tuchel. Żaden z nich nie zdołał triumfować z PSG w Lidze Mistrzów. Nie dokonał tego także Mauricio Pochettino, który właśnie odchodzi w zapomnienie. Katarczycy długo szukali nowego trenera i w końcu go znaleźli. Mówiło się o Zidanie, Mourinho, Lowie, a postawiono na… Galtiera. Człowieka, który w Lidze Mistrzów nie wygrał nawet jednego meczu.  Zatrudnienie Mauricio Pochettino w Paris Saint-Germain miało być nowym otwarciem zarówno dla […]
06.07.2022
Francja
01.07.2022

RC Lens – nowa polska kolonia na piłkarskiej mapie Europy

Racing Club de Lens na początku swojego istnienia był blisko związany z Polakami i teraz można powiedzieć, że historia w pewien sposób zatoczyła koło. Od 1 lipca w drużynie prowadzonej przez Francka Haise’a będziemy mieli trzech zawodników z naszego kraju, którzy z pewnością postarają się stworzyć trio na miarę tego dortmundzkiego sprzed dziesięciu lat. Pytanie brzmi: czy to jest w ogóle możliwe? Krew i złoto Przydomek RC Lens – Les Sang et Or, […]
01.07.2022
Weszło
05.02.2022

Milik znowu w gazie i znów na okładkach. Wreszcie przekona do siebie Sampaolego?

Czy można w lepszy sposób odpowiedzieć na krytykę? Czy można w bardziej perfidny sposób zagrać na nosie trenerowi, który ci nie do końca ufa? Czy na taki popis można wybrać sobie lepszy moment? Hat-trick Arkadiusza Milika z Angers to absolutny game-changer. Znacie ten moment, gdy podczas gry w scrabble losujecie element, który może zająć miejsce każdej z liter? Kojarzycie smak domowego rosołu po ciężkiej sobotniej imprezie? Tak satysfakcjonujący moment przeżywa właśnie polski napastnik. Pytanie – […]
05.02.2022
Ligue 1
03.02.2022

OGC Nice i Christophe Galtier. Trener mistrzowskiego Lille buduje kolejny projekt

Poprzedni sezon był dla Nicei rozczarowujący i sprowadził ich na ziemię. Gdy ich obecny trener wznosił trofeum za mistrzostwo Francji z Lille, Les Aiglons trzymali się środka stawki. Zapamiętajcie ten kontrast. O Christophe’a Galtiera pytały zespoły z różnych lig, mimo to udało się go przekonać do pozostania we Francji i przejęcia sterów dziewiątej siły poprzedniego sezonu. Dziś są na wspólnej drodze do zdobycia wicemistrzostwa Francji. Lille jest w środku stawki. Galtier […]
03.02.2022
Weszło
01.02.2022

Taką grą Bułki chcemy delektować się częściej

Nie przywykliśmy do chwalenia Marcina Bułki, bo też nie było takich powodów. Nie dlatego, że nie chcieliśmy ich szukać. Rezerwowy bramkarz PSG częściej miał okazję zasłynąć z opowieści o Neymarze i Mbappe w mediach lub kasacji szybkich aut na autostradzie, nie lepszych epizodów na boisku. Zresztą – ogółem było ich w ostatnich latach tyle, co kot napłakał. Dlatego też tym bardziej nie możemy przejść obojętnie obok wyczynu, jakiego Polak dokonał wczoraj. Nie dość, […]
01.02.2022
Liczba komentarzy: 14
Subscribe
Powiadom o
guest
14 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
borys
borys(@borys)
5 lat temu

To oczywiście moja subiektywna ocena, ale jako sympatyk United mogę powiedzieć, że żaden piłkarz nie drażnił mnie tak, jak Barthez. Bardziej pajac, niż ekscentryk. Dobry artykuł. Fajnie się to czytało Panie Marcinie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
5 lat temu
Reply to  borys

Treść usunięta

Michal Sz
Michal Sz(@michal-sz)
5 lat temu
Reply to  borys

Nikt go raczej w Manchesterze nie pokochał, a jeśli już to szybko mu ta miłość przeszła. Pamiętam jego grę dla nich i niestety, mimo że potrafił bronić niesamowite piłki, to wpuszczał też szmaty albo robił jakieś dziwne numery, i to w ważnych meczach, jak choćby w tym z Deportivo w Lidze Mistrzów. To nie był udany transfer Fergusona. Dopiero przyjście Van Der Sara rozwiązało problem Manchesteru z bramkarzem, jaki pojawił się po odejściu Schmeichela. Przed Barthezem było tam jeszcze kilku innych „artystów”.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
5 lat temu
Reply to  Michal Sz

Treść usunięta

Michal Sz
Michal Sz(@michal-sz)
5 lat temu

Co to znaczy „nie polecam krytykować”? Barthez niestety wpuszczał szmaty i miewał idiotyczne zachowania i jeśli już się o nim wspomina to nie można tego pomijać. Masz skrót meczu z Deportivo – dwie bramki z trzech straconych były jego

https://www.youtube.com/watch?v=NEkNVhQopKk

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
5 lat temu
Reply to  Michal Sz

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
5 lat temu

Treść usunięta

Lechowy
Lechowy(@lechowy)
5 lat temu

Barthez potrafił wpuścić byle szmatę,a potrafił wyjąć piłkę nie do obrony. Mój największy idol wśród bramkarzy,o którym w dzieciństwie mogłem poczytać jedynie wzmianke w BravoSport, i w końcu po tylu latach przeczytałem dzisiaj świetny tekst o nim.

joe
joe(@joeys)
5 lat temu

Taka ciekawostka – na zdjęciu z włosami jest ubrany w bluzę adidasa, natomiast reszta drużyny grała w strojach Reeboka.

IMG_20170315_102137.jpg
K-2
K-2(@k-2)
5 lat temu
Reply to  joe

W obecnych czasach niewyobrażalne 🙂

Marcin Sz
Marcin Sz(@marcin-sz)
5 lat temu

Szkoda, że pominęliście powrót do reprezentacji na Mundial w Niemczech

Sebastian Ro(L)ewski
Sebastian Ro(L)ewski(@sebastian-rolewski)
5 lat temu

dobry był z niego herbatnik

ZbychuKielichu
ZbychuKielichu(@zbychukielichu)
5 lat temu

Na tym zdjęciu z włosami kojarzy mi się z Edwardem Nortonem

Verpakovskis
Verpakovskis(@verpakovskis)
5 lat temu

w tytule powinno byc: łysin całowana przez Laurenta Blanca przed kazdym meczem na Mundialu blisko 19 lat temu. 🙂