Niedzielny hat-trick Radovicia: zwycięski gol, słupek i paskudne padolino

redakcja

Autor:redakcja

12 marca 2017, 20:38 • 3 min czytania

Reklama
Niedzielny hat-trick Radovicia: zwycięski gol, słupek i paskudne padolino

Ścisk na szczycie ekstraklasowej tabeli jest naprawdę duży. Jagiellonia – 48, Lech – 47, Lechia – 46, Legia – 45. Biorąc pod uwagę podział punktów, który dopiero nastąpi, naprawdę trudno cokolwiek prognozować. Wiadomość dnia jest natomiast taka, że w tej czwórce, która dziś jest w gronie głównych kandydatów do tytułu, znajduje się z niewielką stratą obecny mistrz. Podopieczni trenera Magiery wygrali z Wisłą Kraków, ale nie bez problemów.

To mógł być wieczór Łukasza Załuski. Pierwsza sytuacja Kaspera Hamalainena i świetna interwencja bramkarza gości. Druga sytuacja, już autorstwa Miroslava Radovicia, i świetne ustawienie wraz z wyeliminowaniem większości wariantów – Rado, który otrzymał idealnie wymierzone prostopadłe podanie od Guilherme, położył jednak Załuskę, przekładając piłkę na lewą nogę. 1:0 po jedenastu minutach gry.

Kiedy wydawało się, że Legia podkręci tempo i będzie chciała szybko podwyższyć, do głosu doszła Wisła. Malarz koniuszkami palców odbił strzał Boguskiego, Cywka niecelnie uderzył z dystansu, a po dużym zamieszaniu w polu karnym po rzucie rożnym ze świetnej pozycji nie skorzystał Zachara. Okej, napastnik Wisły miał dwóch rywali wokół i mało czasu, ale miał też właściwie pustą bramkę i nie powinien marnować takich okazji.

Reklama

A gospodarze odpowiedzieli na to jedną akcją – świetne podanie z defensywy do Radovicia, który wyprzedził Gonzaleza, poczuł kontakt z rywalem i padł na ziemię. Legionista domagał się czerwonej kartki, a sam zasłużył na żółtko. Zapytany o to, czy kontakt z Gonzalezem sprawił, że upadł, odparł wymijająco: – To był ewidentny faul… Nie, to było padolino.

O ile w pierwszej połowie mieliśmy całkiem sporo emocji – nawet takich okołomeczowych w postaci przepychanek, prób nokautu rywala łokciem (Małecki), zbyt sztucznego poszukiwania fauli (Radović, Guilherme) – o tyle po przerwie działo się znacznie mniej. Kiko Ramirez chciał coś zmieniać w grze Wisły, ale nie za bardzo wiedział, jak. Udało się wymienić bocznego pomocnika, za słabego Zacharę wszedł Stilić i goście przez pół godziny mieli odrabiać straty bez napastnika. Jeszcze jedno spojrzenie na ławkę: bramkarz Miśkiewicz, obrońca Bartkowski, obrońca Spicić, defensywny pomocnik Uryga, aż w miejsce Brleka wszedł obrońca Bartosz. Jednym słowem: dramat.

Gra ożywiła się w ostatnim kwadransie. Znów po dograniu Guilherme i znów po dograniu Radovicia piłka trafiła w słupek, znów świetną okazję miał Hamalainen, ale nie zdołał nawet oddać strzału. W odpowiedzi Małecki oddał strzał ze skraju pola karnego i pomylił się o centymetry. Wisła, opadając dodatkowo z sił, miała w ofensywie niewiele argumentów, a mogła dostać drugiego gola – po indywidualnej akcji i mocnym strzale Odjidji-Ofoe znów świetnie interweniował Załuska. Problem jednak w tym, że dobry zawodnik między słupkami to trochę zbyt mało, by zatrzymać Legię. Goście, owszem, nie dali się zdominować i zepchnąć do defensywy, grali dość odważnie, wymieniali sporo podań, ale znów: kłopot był z dochodzeniem do klarownych sytuacji strzeleckich.

Reklama

A zespół Magiery? Wygrał zasłużenie, ale z pewnością nie przekonał kibiców. Obniżkę formy względem poprzedniej rundy widać gołym okiem, ze sprowadzonych zimą piłkarzy tylko jeden znalazł się w pierwszym składzie – grający poniżej możliwości Jędrzejczyk. Nagy zaliczył debiut w Legii, na ławce nie było ani Chukwu, ani Necida, a występujący na szpicy Radović wypadł naprawdę nieźle. Cztery ostatnie domowe występy Legii i cztery trafienia Serba.

Mimo to, wobec jego osoby pozostaje duży niesmak…

Reklama

636149938721546344

Fot. FotoPyk

Reklama

Najnowsze

Ekstraklasa

Betclic 1. Liga

Gorzej od Piszczka zaczęło niewielu. Ich kluby za chwilę upadły. Tyski dramat

AbsurDB
20
Gorzej od Piszczka zaczęło niewielu. Ich kluby za chwilę upadły. Tyski dramat