Prowadzący dział Weszło Fit napisał do mnie: „poruszałbyś się coś, a potem to opisał, przecież kiedyś nawet coś tam trenowałeś”. Faktycznie, w szczytowej formie osiem lat temu zrobiłem 2950 metrów w teście Coopera, co do dziś pozostaje moim największym sportowym sukcesem. Poza tym miałem piątkę z koszykówki na studiach, jako jedyny spoza grona trenujących basket, więc nie ma co być fałszywie skromnym – wyczynowy sport nie jest mi obcy. Co prawda ostatnio trochę się zapuściłem, mianowicie przez minionych 36 miesięcy, ale co tam, przecież do odważnych świat należy. 

Po trzech latach lenistwa ruszyłem wreszcie tyłek. I – o dziwo – nie zostałem gwiazdą jorkyballa

Na początku ustaliłem: nie interesuje mnie amatorka. Jakieś przebieżki po parkach, siłownie – nie, to jest dobre dla początkujących. Ja, mimo 36-miesięcznej przerwy w treningach, wszak aspiruję… Nie, to złe słowo. Zaliczam się do grona profesjonalistów. Okazało się, że niewiele jest konkursów open, gdzie mógłbym od razu nawiązać rywalizację z wyjadaczami, dlatego też moją uwagę przykuł… jorkyball. Piłka nożna 2 na 2. Turniej w niedzielę, pod koniec stycznia, czyli idealnie z moim kalendarzem przygotowań – po trzech latach leżenia brzuchem do góry apogeum świeżości wypadło właśnie na 29 stycznia 2017. Można by rzec: świeższy już być nie mogłem.

20170129_115545
Kontenerowiec Cantony był czystszy

Dlaczego akurat jorkyball? Przyczyn było wiele. Po pierwsze – klatka-boisko, na którym odbywają się mecze tej odmiany piłki nożnej, ma jakieś 10 na 5 metrów (9,80 x 4,80). To było dla mnie bardzo ważne z uwagi na specyfikę mojego organizmu – dwa okrążenia truchtem wokół boiska na orliku czy hali to pewne wyzwanie, tutaj zaś bez przeszkód mogłem zrealizować rozgrzewkę złożoną nie z dwóch, ale aż trzech okrążeń wokół placu gry. Założyłem też – jak się okazało mylnie – że mając do przebiegnięcia od pola karnego do pola karnego jakieś siedem i pół metra nie zdążę się specjalnie zmęczyć podczas mojej ulubionej gry „box to box”.

Druga przyczyna – piłka jest tutaj wyraźnie mniejsza, włochata, wielkością przypomina trochę piłkę do kobiecego szczypiorniaka. Byłem już pewny – w razie niepowodzeń mogę zrzucić wszystko na rozmiar futbolówki i wcale nie będzie to postrzegane jako szukanie wymówek. Po trzecie wreszcie – kuzyn mnie zapisał mnie na zawody zanim zdążyłem zaprotestować.

20170129_112107

Pierwszy kryzys nastąpił po zapoznaniu się z zasadami. Zespoły liczą trzech zawodników. My zbudowaliśmy swój wzorcowo, był szalenie wyważony – utalentowany napastnik, mój kuzyn, czyli obrońca nie do przejścia i ja, z gustowną fryzurą oraz telefonem z aplikacją Instagram. Podział ról od początku wydawał się jasny – napastnicy strzelają, obrońcy bronią, ja dobrze wyglądam i napinam się na Insta. Nóż w plecy wbił nam organizator. Jorkyball bowiem polega na ciągłej rotacji – gra się do dwóch wygranych setów, najpierw do siedmiu, w tiebreak’u do siedmiu, ale z przewagą/równowagą od wyniku 6:6. Szkopuł polega na tym, że po każdym secie następuje w drużynie zmiana – napastnik wędruje na obronę, obrońca na ławkę rezerwowych, a typ od Instagrama na boisko. Dało nam się to we znaki już od drugiego meczu – o ile pierwszy gładko wygraliśmy, o tyle w dwóch kolejnych środkowe sety (typ od Instagrama na ataku…) minimalnie oddawaliśmy. Niestety, wyszły błędy w przygotowaniach – nie byłem gotowy do gry w charakterze napastnika, gdyż wymagało to biegania, natomiast w obronie brakowało trochę umiejętności reagowania na strzały odrobinę wcześniej, niż po usłyszeniu trzepoczącej w bramce piłki.

20170129_110810

Zasady tu po raz kolejny dały nam w kość – przepisy zakazują położenia się na linii końcowej zasłaniając bramkę własnym ciałem. W ogóle dotykanie gruntu kolanami jest surowo zabronione, tak jak i wszelkie wywrotki. Jestem przekonany, że ten punkt dopisano dopiero wówczas, gdy zdradziłem, że moim największym atutem jest gra wślizgiem. Do tego jeszcze rozmiar boiska. To, co miało być siłą, podcinało skrzydła. Nie przemyślałem, że na 10-metrowym boisku nie da się wykonać ani mojego ulubionego zwodu (kopnięcie na 20 metrów w przód i dobiegnięcie do piłki), ani mojego ulubionego zagrania (wykopanie na 20 metrów w przód i oczekiwanie, aż kolega z drużyny dobiegnie do piłki).

Były jednak i plusy. W trzech meczach (grałem w trzech z ośmiu setów, zmiany wykonuje się tylko po zakończonym secie) zrzuciłem ponad kilogram, dzięki czemu wykonałem swój plan na 2017 rok. Trochę smutno, że zabrakło wyjścia z grupy – z 10 punktami na koncie zajęliśmy miejsce tuż pod kreską, rywale byli lepsi o punkt (za zwycięstwa 2:0 otrzymuje się trzy, a za 2:1 tylko dwa punkty).

***

Zupełnie serio zaś – jorkyball, podobnie jak futnet, beach soccer i rozgrywki szóstek okazał się fantastyczną rozrywką. Co prawda nie jest to raczej gra dla kompletnych amatorów – kontrola małej piłki nie jest prosta, w dodatku liczba zwrotów i startów do piłki to poziom squasha, albo i „ricochet’a”, ale skoro nawet mnie udało się strzelić kilka goli, to nie ma tragedii. Klatka gwarantuje bardzo fajny klimat – można poczuć się trochę jak w legendarnej reklamie z Cantoną na kontenerowcu. Cenowo jest przyzwoicie, wynajęcie boiska dla czterech-sześciu osób nie powinno doprowadzić do bankructwa żadnej z nich. W dodatku – i może to jest najważniejsze – wystarczą te cztery, pięć, sześć osób, by się dobrze bawić. W pewnym wieku znalezienie 22 ludzi do gry w normalną piłkę graniczy z cudem, ale nawet dwunastka na orlik to już sporo. Tutaj nawet ludzie bez przyjaciół mogą zebrać skład.

Jak to wygląda nagrane ładnym obiektywem i z udziałem zawodowców? Całkiem efektownie.

Moim zdaniem – u nas, czyli w Krakowie, Sosnowcu i Łodzi, bo chyba tylko tam jorkyball funkcjonuje jako osobny sport z osobną bazą złożoną z klatek do gry, to świetna opcja przede wszystkim dla młodych piłkarzy, którzy chcieliby rozwinąć zwrotność i umiejętności techniczne. Wydaje się mniej urazowy niż squash (każdy kontakt to w jorkyballu faul), no i przede wszystkim – nadal polega po prostu na kopaniu piłki.

Czyli tym, co wszyscy lubimy najbardziej.

Weszło
07.08.2022

Rotacja się nie sprawdziła. Górnik pokonał Raków

Wicemistrzowie Polski przegrali w Zabrzu pierwszy raz w oficjalnym meczu od 14 maja. Górnik strzelił gola po rzucie rożnym, którego nie powinno być, bo piłka przed wyjściem na boisko dotknęła Mateusza Cholewiaka. Bramkę po tym kornerze zdobył Aleksander Paluszek. To było jedyne trafienie w tym spotkaniu. Raków zagrał słabo. Trener częstochowian, Marek Papszun dokonał siedmiu zmian w stosunku do czwartkowego meczu III rundy eliminacji Ligi Konferencji ze Spartakiem Tranawa (2:0). […]
07.08.2022
Suche Info
07.08.2022

Olympique Marsylia wygrywa 4:1, Milik bez gola

Mimo fatalnej atmosfery wokół klubu i wygwizdania trenera Igora Tudora przez kibiców przed pierwszym gwizdkiem, Olympique Marsylia od zwycięstwa rozpoczął zmagania w Ligue 1. W wyjściowej jedenastce OM znalazł się Arkadiusz Milik. Marsylia w ogniu. Wewnętrzne konflikty rozsadzą zespół? Marsylczycy pokonali 4:1 Stade Reims. W 13. minucie spotkania samobójcze trafienie zanotował Wout Faes, później spektakularną akcją bramkową popisał się wypożyczony z Arsenalu Nuno Tavares, a po przerwie […]
07.08.2022
Suche Info
07.08.2022

Robert Lewandowski MVP meczu o Puchar Gampera

Robert Lewandowski przywitał się ze Spotify Camp Nou bramką, dwiema asystami i asystą drugiego stopnia. W nagrodę wybrano go najlepszym zawodnikiem spotkania o Puchar Gampera. FC Barcelona bez większych problemów pokonała meksykańskie UNAM Pumas 6:0. Na listę strzelców, poza Polakiem, wpisali się Pedri, Ousmane Dembele, Pierre-Emerick Aubameyang oraz Frenkie de Jong. Po meczu Sergio Busquets odebrał trofeum, które było stawką ostatniego meczu towarzyskiego Barcy przed startem […]
07.08.2022
La Liga
07.08.2022

Pumas, graliście w to kiedyś? Barcelona wygrywa, show Lewandowskiego

Włoskie kluby w okresie przygotowawczym lubią sobie pyknąć sparing z ósmoligowcem dla przećwiczenia taktyki. FC Barcelona poszła szerzej – zaprosiła taką ekipę na ostatni mecz przed ligą, oficjalny Puchar Gampera. To znaczy może zaprosiła kogoś innego, bo w sumie miała to być jedna z najlepszych ekip w Meksyku, a przyjechała banda kaktusów. – Będąc Robertem Lewandowskim, nie możesz strzelać z „dwunastką” na plecach. Jestem pewien, że teraz, gdy ma „dziewiątkę”, strzeli bramkę na Camp […]
07.08.2022
Weszło
07.08.2022

LIGA MINUS 4 – LIVE OD 22:00

Liga Minus po małej przerwie, zapraszamy! LIVE od 22:00.
07.08.2022
Suche Info
07.08.2022

Stokowiec: „Mam niedosyt po tym meczu, straciliśmy bramkę na własne życzenie”

Zagłębie Lubin podzieliło się dziś punktami z Lechem Poznań. Wynik 1:1 w starciu z mistrzami Polski nie usatysfakcjonował jednak trenera gospodarzy, Piotra Stokowca, który dał wyraz swemu lekkiemu rozczarowaniu podczas konferencji prasowej. – Może zacznę od tego, że mam niedosyt po tym meczu, bo dobrze graliśmy i stwarzaliśmy sytuacje – powiedział szkoleniowiec „Miedziowych”, cytowany przez klubowy portal. – Chcieliśmy podejść wysoko, zagrać agresywnie. W drugiej połowie też […]
07.08.2022
Weszło fit
03.12.2020

Piątek w Weszło.FM!

Jutro w Dwójce bez sternika przywitają was Dariusz Urbanowicz i Michał Łopaciński. Temat poranka zdominuje mecz Lecha Poznań w Lidze Europy, ale nie zabraknie ciekawostek z innych sportów, horoskopów i suchych żartów. Panowie będą z wami do 10! O 10 spotkanie z Kamilem Kanią w Magazynie Ligi Mistrzów, a godzinę później na naszej antenie pojawi się duet Adam Romer i Artur Rolak w Tenis Klubie. O 12 Paweł Paczul zabierze nas na Pomorze. W Trójmiasto […]
03.12.2020

Hejt Park – LIVE OD 21! Michał Pol i Edward Durda odpowiadają na telefony

24.03.2020
Weszło fit
01.09.2018

Gdyby można było biegać w kosmosie, pewnie bym się zapisał

Aresztowanie przez żołnierzy Kim Dzong Una, bieg na Antarktydzie, przed którym omal nie zgubił całego bagażu ze sprzętem, afrykańska bieda, czekanie trzy lata w kolejce na wymarzony start – Zenon Liberna, który zdobył Diamentową Koronę Świata przebiegając maratony na wszystkich kontynentach, spokojnie mógłby napisać niezłą książkę przygodową. Ale ten dziarski 59-latek pewnie tego nie zrobi, bo nie będzie miał na to czasu. W głowie ma już bowiem kolejny szalony plan – chce biegać w tylu […]
01.09.2018
Weszło fit
04.05.2018

Absolutna dominacja. Kenia i spółka opanowały biegi na długim dystansie

Przed kilkoma dniami w Nowym Jorku biegacze rywalizowali na dystansie 10 kilometrów. Jedna z wielu takich imprez, nie jest to nic niezwykłego. Ale już osoba zwycięzcy – jak najbardziej niezwykłą była. Rhonex Kipruto, osiemnastoletni Kenijczyk, dopiero drugi raz biegał poza granicami swojego kraju. Skończyło się nie tylko wygraną, ale i najlepszym czasem, jaki ktokolwiek kiedykolwiek wykręcił na terenie USA! To kolejna młoda gwiazda biegów, mogąca dołożyć swoją cegiełkę […]
04.05.2018
Weszło fit
23.04.2018

Świat biegów w szoku. Amatorka podbiła Boston


122. Maraton Bostoński miał w tym roku niecodzienny przebieg. W kategorii kobiet po raz pierwszy od 33 lat wygrała reprezentantka USA – co już można uznać za dużą niespodziankę. Prawdziwą sensacją było jednak to, że druga na mecie zameldowała się Sarah Sellers, która w oficjalnym maratonie brała udział… dopiero drugi raz w życiu. Mało tego – jeszcze kilka lat temu słyszała od lekarzy, że z powodów zdrowotnych może zapomnieć […]
23.04.2018
Weszło fit
24.01.2018

Jestem jak żołnierz – chcę jak najlepiej wykonać powierzone mi zadanie

Dlaczego zawsze podczas swoich startów zaczyna w pewnym momencie płakać? Czy przejdzie kiedyś na zawodowstwo? W czyim towarzystwie może jeść słodycze bez obawy, że utyje? Dlaczego nalewa do kieliszka od wina… sok z buraka? Co zamiast pierścionka dostała podczas oświadczyn? Jak w rowerowym sklepie reagują na klientkę z czwórką dzieci? Zapraszamy do lektury rozmowy z Anią Lechowicz, czyli panią weterynarz, która ma ambicje (i predyspozycje), by zostać czołową triathlonistką świata. Uznano cię za odkrycie polskiego triathlonu 2017 […]
24.01.2018
Liczba komentarzy: 1
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mariusz Janusz
Mariusz Janusz(@mariusz-janusz)
5 lat temu

Przecież nikt nie czyta tego Weszło Fit. To jeden wielki niewypał. Ostatnio przyjebali się tylko do Gapińskiego, bo coś tam chyba wypocił. i to tyle z komentowania tego dziwnego tworu