post Avatar

Opublikowane 29.12.2016 17:24 przez

redakcja

12,8. Ta liczba śni mi się w nocy. Myślę o niej kiedy robię śniadanie, a potem rozmawiam z dziewczyną. Gdy piszę tekst na „Wyszło”, też mam ją w głowie. Opętała mnie.

12,8 to prędkość, liczona w kilometrach na godzinę, z jaką muszę przez 50 minut pobiegać podczas wtorkowego treningu. Nic trudnego? Nie byłbym taki pewien. Dzień wcześniej przepłynąłem rano w basenie 2200 metrów, a potem, wieczorem, biegałem przez półtorej godziny. W średnim tempie 5:00/km. We wtorek rano naprawdę czułem to wszystko w mięśniach. Ale o tym zaraz. Teraz chcę wam coś wyznać – gdy zaczynałem przygotowania do triathlonu, byłem pewien tylko jednej rzeczy: że bieganie pójdzie mi najłatwiej. Przecież uprawiałem jogging, mniej lub bardziej intensywnie, od 10 lat, więc czego tu się bać?

Taki był mój tok rozumowania. Jakże błędny! Z perspektywy pół roku intensywnych zajęć mogę powiedzieć, że życie ze mnie zakpiło. Wytrzymuję mordercze treningi w basenie, nie poddaje się na rowerze, natomiast bieganie…

Idzie mi różnie, nie ukrywam. Są dni lepsze, są gorsze. Niedawno świętowałem, ponieważ przeleciałem 10 km w 44:47, spodziewałem się, że pójdzie mi gorzej. Działo się to w te ładniejsze dni marca, kiedy polski naród powoli przysposobiał się do wiosny. Panowie zaczynali chodzić w lżejszych kurtkach, panie poczęły odsłaniać swoje wdzięki np. poprzez zakładanie bardziej kusych spódniczek.

Na mnie ocieplenie zadziałało nieco inaczej: w sferze psychicznej. Odczułem olbrzymią ulgę, że wreszcie nie będę musiał biegać w ekstremalnych warunkach. Założyłem, że najgorsze już za mną, teraz czeka mnie przyjemny jogging przy wiosennym, delikatnym słoneczku.

Znienawidziłem Tomasza Zubilewicza. Znienawidziłem ponieważ pewnego pięknego, marcowego dnia zapowiedział, że oto znów nadchodzi zima. Szanowni obywatele miasta Warszawy nie mieli problemów z powrotem do ocieplanych strojów, których zapewne nie zdążyli jeszcze powynosić na strychy. Ja natomiast miałem mega kłopot z głową, która totalnie osiadła już w wiosennych klimatach. Po prostu nie mogłem się przestawić na to, że znów mam biegać przy pieprzonym śniegu i mrozie. Tłumaczyłem sobie, że to jeszcze kilkanaście dni i już będzie luz, ale nic to nie dawało. Mózg wysyłał mi jasne sygnały: dość zapierdalania w szczytowo beznadziejnej pogodzie.

Mimo tego mega doła musiałem realizować plan. Śnieg, wiatr, śliska nawierzchnia – znów trzeba było stawić temu wszystkiemu czoła. I to przez pieprzonych 90 minut!

Zbierałem się wczoraj do wyjścia z godzinę. Odwlekałem je jak mogłem. Włączałem filmiki na jutjubie, które miały mnie zmobilizować do zapierdzielania. Wyszukiwałem nowej, dynamicznej muzyki przy której łatwiej wycisnąć z siebie jeszcze więcej energii.

W końcu nie miałem już pomysłu co jeszcze mogę zrobić, poszedłem więc pobiegać. Pierwsza godzina była straszna. Ciało wytrzymywało narzucone przez mojego trenera tempo, głowa – absolutnie. Kiedy to się kurwa skończy, mam dość, chcę do domu, Chryste, biegam już tyle, a jeszcze przede mną 30 minut, ja pierdole – takie myśli przewijały się nieustannie.

W pewnym momencie się ich pozbyłem. Wygrałem sam ze sobą? Skądże! Po prostu… dwa razy wyjebałem się na śliskiej nawierzchni, więc zamiast o tym ile czasu mam jeszcze zapieprzać, myślałem o bolącym ciele. Niedługo potem zapomniałem nawet o tym.

Kurwa, kurwa, kurwa – krzyczałem jak wariat. Ludzie w promieniu kilkudziesięciu metrów mieli w oczach strach.

Co było powodem mojej frustracji? Jebana sznurówka prawego buta.

Ostatnich 20 minut miałem pobiec najszybciej. I wtedy, jak na złość, but się rozwiązał. Raz, drugi, trzeci. Niby pierdoła, ale totalnie rozbijająca rytm treningu. A w efekcie doprowadzająca człowieka do szału.

Za kolejnym razem po prostu to olałem. Biegłem z rozsznurowanym adidasem, poobijany, a w głowie ciągle kłębiła się myśl: niech to się kurwa skończy.

Minuty mijały wolniej niż podczas wizyty na imieninach u nielubianej cioci. Kiedy wreszcie skończyłem, zerknąłem na telefon: udało się! Dałem radę przebiec w założonym przez trenera tempie. Radość trwała jednak może z pięć sekund. Po tym czasie najzwyczajniej w świecie się zerzygałem. Pierwszy raz odkąd biegam. I odkąd trenuje do triathlonu trzy dyscypliny naraz.

Nie wiem jakim cudem zaliczyłem gimnastykę po bieganiu. Trzy serie na brzuch po siedem ćwiczeń przy takim zmęczeniu urastają do rangi zdobycia K2 zimą. Trenując krzyczałem i pojękiwałem jak jakiś wariat. Znajoma sąsiadka pomyślała zapewne, że oto właśnie jest świadkiem dzikiego festiwalu onanizmu. Albo jakiejś dziwacznej orgii.

Wtorkowy poranek zaczął się kiepsko. Co prawda przespałem osiem godzin, ale absolutnie nie czułem się wypoczęty. Nogi bolały jak po maratonie, ale starałem się o tym nie myśleć. Nie było to znowu takie trudne bo łeb miałem wypełniony czym innym: tą cholerną liczbą 12,8.

Zrobię to albo umrę próbując – takie, nieco patetyczne hasło, wymyśliłem sobie kiedy zaczynałem trenować triathlon. Dziś koło 12 wydawało mi się realne jak nigdy. Prawa piszczel nakurwia że hej, lewe udo strasznie ciągnie, mięśnie brzucha są totalnie zakwaszone – w takim stanie ruszyłem na trasę.

Już pierwszy kwadrans, biegany w spokojnym tempie, pokazał, że nie będzie łatwo. Nierówny oddech, piekielny ból w lewej stopie – wow, ta część ciała jeszcze mnie nie bolała! – to wszystko nie zapowiadało, że dam radę poprawnie wykonać ćwiczenie.

Rozciągam się. Nogi strzykają jak u osiemdziesięciolatka. Wiatr się wzmaga. Śnieg też. Pogoda z gatunku tych, przy których pije się grzane wino i ogląda komedię romantyczną, a nie biega. Nic to. Ruszam.

Przez pierwszych dziesięć minut moje ciało mówi mi: pierdol się, pierdol się, pierdol się. Staram się go nie słuchać. Ignoruje je w taki sposób, w jaki olewa się w klubie brzydką, nachalną dziewczynę.

Robię swoje. Trzymam założone tempo. Staram się nie myśleć o tym, że jeszcze 80 % treningu przede mną. Wsłuchuję się w muzykę. Akurat leci Adele „Hometown Glory”, remix. Uprawiałem kiedyś przy tej piosence dobry seks. Przypominam go sobie w szczegółach. Dzięki temu na chwilę zapominam o tym gdzie jestem i co robię.

Mija kolejnych kilka minut. Do sukcesu coraz bliżej. Łapię odpowiedni rytm, odprężam się i w tym właśnie momencie, oczywiście, daje o sobie znać sznurówka. Rach, ciach i już jest rozwiązana. Staram się nie przeklinać. Spokojnie ją zawiązuje i zapieprzam dalej.

To już połowa dystansu. Średnie tempo: 12,7 km/h. Prawie doskonałe. Dam radę, dam radę, dam radę. W tym momencie przypominam sobie tekst kolegi o książce Scotta Jurka. Tłumaczę sobie, że skoro on przebiegał tak olbrzymie dystanse, to czymże jest kilkanaście minut, które mi zostało do finiszu?

Niestety, ciało nie do końca daje się przekonać tym argumentom. Nagle, ni stąd ni zowąd, zaczyna mnie boleć prawe kolano. Z każdą minutą rwie coraz mocniej. Nie chcę się na tym skupiać, w głowie układam więc lead do tego tekstu. Myślę o tym, jak miło będzie go popołudniu napisać przy kubku gorącej kawy. Biegnę. 40 minut za mną, przeciętna prędkość: 12,9. Powinno się udać. Zaczynam czuć się zrelaksowany, ale dosłownie przez chwilę.

Zza zakrętu wyłania się bowiem duży pies. Odkąd biegam regularnie, boję się takich okazów – nigdy nie wiem, jak na mnie zareagują. Niektóre czworonogi mają biegaczy w dupie, inne nie. Oczywiście nie może być zbyt prosto, więc trafiam na złośliwego skurwysyna. Zaczyna za mną gonić. I przeraźliwie głośno szczekać. Stresuję się, że mnie zaraz ujebie. Zdecydowanie zwalniam.

Castor, wracaj! – słyszę dojrzały głos. Facet koło sześćdziesiątki z uśmiechem mówi: – Przepraszam za jego zachowanie, pan się nie stresuje, to grzeczny piesek, nic nie zrobi.

Spierdalaj człowieku. I weź zakładaj mu kaganiec do kurwy nędzy – nie bawię się w dyplomacje. Jestem chamem? Może i tak, trudno.  Zbyt wiele razy widziałem jak psy uważane przez swoich panów za wcielenia niewinności gryzły przypadkowych przechodniów, dlatego nie mam dla takich kretynów tolerancji.

Trzy minuty do końca. Tempo 12,7. Już wiem, że nie zawiodę sam siebie. Przyspieszam. Na luzie biegnie się łatwiej.

Na finiszu uzyskuję wymarzony czas. Nie mam kiedy się cieszyć z tej małej, wygranej bitewki: przede mną kolejna gimnastyka. Dobrze, że sąsiadka jest akurat w pracy – gdyby znów usłyszała te dzikie charczenie, bankowo uznałaby mnie za kompletnego degenerata.

Nie myślcie sobie, że czuję się kozakiem, bo dałem jakoś radę w poniedziałek i wtorek. Co to, to nie. Mam w sobie dużo pokory, wiem, że zanim zrobi się naprawdę ciepło czeka mnie jeszcze dużo drobnych wojenek. Czy je również wygram? Nie mam pojęcia, triathlonowy trening zaskakuje mnie na każdym kroku. I praktycznie bez przerwy sprawia, że przekraczam jakieś granice. I chyba właśnie z tych dwóch powodów tak bardzo zakochałem się w tej dyscyplinie sportu.

Opublikowane 29.12.2016 17:24 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 2
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
prees
prees

Fajnie się czyta.

bartr
bartr

Fajnie sie czyta bezimiennego autora..

Weszło
28.05.2020

Coraz mniej jest typowych „dziesiątek”. Ta pozycja chyba wymiera

– Większość „dziesiątek” przenosi się do boku, przeważająca liczba zespołów gra z jednym defensywnym pomocnikiem i dwiema „ósemkami”. Wszystko idzie w tym kierunku, że w środku pola grają piłkarze box-to-box. Dużo biegający, podłączający się i z przodu, i z tyłu. A rozegranie przenosi się na boki – mówi w rozmowie z kwartetem „Kanału Sportowego”: Żewłakow, Smokowski, Borek, Stanowski […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Animucki: Teraz wszyscy jesteśmy zdrowi i chcemy, by tak pozostało też na koniec sezonu

Gościem dzisiejszego programu Ekstra Back na Kanale Sportowym był Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasy SA. Prowadzący program Mateusz Borek, Tomasz Smokowski, Michał Żewłakow oraz Krzysztof Stanowski przepytali prezesa pod kątem powrotu ligi – zwłaszcza wyników badań, które spływały jeszcze kilkadziesiąt minut temu oraz sprzedaży praw telewizyjnych do Portugalii czy Anglii.  Ostatnie godziny dość nerwowe, ostatnie […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Bartoszek: Ci, którzy odeszli z Korony, sami odłożyli rękawicę

Utrzymanie Korony Kielce? Cóż, widzieliśmy kilka łatwiejszych zadań do wykonania. Maciej Bartoszek zapewne też, a jednak jeszcze przed pandemią podjął się tej wyjątkowo trudnej misji. Po przymusowej przerwie w rozgrywkach wygląda ona na… jeszcze trudniejszą. Stan kadrowy Korony jest taki, że na stoperze testowany jest Michal Papadopoulos. Co słychać w Kielcach? Jaki jest plan na […]
28.05.2020
Inne sporty
28.05.2020

Ostatni trening za nami. Od jutra w ORLEN Stay&Play ruszają finały

Emocje rosły z każdym kolejnym treningiem. Drużyny analizowały grę potencjalnych rywali, próbując doszukać się słabości. W ruch poszły komputery, programy nagrywające i własne oczy. Jutro okaże się, kto najlepiej odrobił pracę domową – rozpocznie się faza grupowa turnieju ORLEN Stay&Play w Rocket League. Dziś jednak mieliśmy okazję obejrzeć jeszcze jeden, ostatni trening. Tym razem swoich […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Oficjalnie: Włosi też wracają do gry. Najpierw puchar, potem Serie A

Piękny to jest dzień dla kibiców futbolu, mimo że zbyt wielu hitów dzisiaj nie zobaczą. Piękny dlatego, że spływają do nas same dobre informacje. Najpierw oficjalne daty powrotu na boiska ustalili Anglicy. Teraz dokładamy do tego potwierdzenie od włoskiego rządu, który pozwolił na powrót Serie A, Serie B oraz Pucharu Włoch. Po dzisiejszej konferencji ministra […]
28.05.2020

Live od 21:00 – Ekstra Back – Borek, Stanowski, Smokowski, Żewłakow

Może uznacie nas za wariatów, dziwaków, popaprańców, ale my naprawdę czekaliśmy na powrót PKO Bank Polski Ekstraklasy. I nareszcie, w końcu, doczekaliśmy się – w piątek wraca polska liga. Dlatego też dzisiaj wieczorem czas na specjalny program na Kanale Sportowym w całości poświęcony Ekstraklasie – Ekstra Back. Nazwa mówi sama za siebie, nic dodawać nie […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Miasto kupuje akcje Ruchu. W czym rzecz?

„Niebiescy”, przez przedwczesne zakończenie sezonu, na stulecie klubu utknęli w III lidze. Dzisiaj przyszły dla Ruchu  ciut lepsze wiadomości, bowiem poprzez wykup akcji Urząd Miasta przekazał klubowi zauważalną kwotę. Na czym faktycznie polega ten manewr? Z jakimi wiąże się konsekwencjami? Wiadomo jak drzewiej bywało w Ruchu, ile było znaków zapytania wokół zarządzania finansami tego klubu. […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Miłość do Wisły Kraków mam w genach

Popołudnie przed meczem Wisły z Panathinaikosem. Węgrzcanka Węgrzce Wielkie. Mały podkrakowski klubik, w którym swoje pierwsze kroki stawiał Kazimierz Kmiecik. Artur Kawula, syn innej legendy Wisły, Władysława, zabiera na trening swoją córkę. Karolina staje między słupki, jej koledzy uderzają rzuty karne. Piłka trafia w rękę. Okropny ból. Dochodzi do złamania. Trzeba jechać do szpitala, ale… […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Wygląda, że to koniec czekania. Premier League ma wrócić 17 czerwca!

Powrót Bundesligi był dla wielu strasznie radosną informacją, powrót Ekstraklasy, to dla nas, nie ukrywajmy, dziwaków, kapitalna wiadomość, ale restart Premier League to już news globalny. Najbardziej popularna liga, z pewnością najbogatsza, czy najlepsza, kwestia sporna, na pewno w TOP2. Dlatego wiadomość, którą podało dzisiaj BBC, jest tak elektryzująca. Jej Wysokość ma wrócić do grania […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

1/4 pojemności stadionu obejrzy mecz na Węgrzech

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że w czasach koronawirusa sytuacje toczą się dynamicznie. Jeszcze chwilę temu pisaliśmy o tym, że Polska wpuszczając kibiców na stadiony może być pionierem, a tu cyk – trybuny powoli zaczynają zapełniać Czesi, głośno mówi się o tym w Szwajcarii (o komplecie), do tysiąca widzów wpuszczą w najbliższej kolejce Serbowie, inną […]
28.05.2020
Blogi i felietony
28.05.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Futbol. Co jest jego podstawą? Fundamentem? Zasadą, bez której piłka nożna nie byłaby już piłką nożną? Oczywiście liczba dostępnych zmian. Przejdziemy z trzech na pięć i pozamiatane. Można się przerzucić na krykiet. Wszyscy podskórnie czujemy, że pięć dostępnych zmian to większy gwałt na piłce nożnej niż jakby wprowadzić możliwość gry ręką na całym boisku. Gorzej […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Mundial 2022: Wielkie pieniądze i wielka polityka, czyli po co Katarowi te mistrzostwa?

Około 3 mln zagranicznych turystów odwiedziło Rosję podczas piłkarskich mistrzostw świata w 2018 roku. Gdyby podobnie liczna grupa zdecydowała się wykorzystać mundial w 2022 jako okazję do wizyty w Katarze, oznaczałoby to, że przyjezdnych byłoby tam więcej niż mieszkańców kraju. Robi się jeszcze ciekawiej, gdy wziąć pod uwagę, że wśród zamieszkujących Katar 2,7 mln osób, […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Mini-zgrupowania, masażyści i… piwo, czyli plan Chojniczanki na utrzymanie

Sześć punktów straty do bezpiecznego miejsca, siedem wyjazdowych meczów z rzędu. Tak, pozycja Chojniczanki przed restartem sezonu jest wyjątkowo trudna. Ale dla chojnickich fanów mamy też dobre informacje, które na antenie Weszło.FM przekazał wiceprezes Jarosław Klauzo. – Piwo po wygranym meczu? Nie rozmawialiśmy o tym, ale profesjonalizm to nie znaczy zamordyzm. Trener Smółka, trener przygotowania fizycznego […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Lech znów będzie miał problem z murawą. „Koronawirus zatrzymał budżety”

Jak bumerang wraca temat problemu murawy na stadionie Lecha Poznań. Architektura stadionu jest beznadziejna i właściwie niemożliwe jest na nim utrzymanie dobrej murawy bez doświetlania trawy lampami. A w obliczu kryzysu spowodowanego koronawirusem Kolejorz pieniędzy na takie zużycie prądu nie miał. Dlatego już dziś możemy się spodziewać, że boisko będzie w strzępach. – Przez te […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

W futsalu też zamieszanie: zmiana decyzji ws. awansów, środowisko podzielone

Nie udało się bez kontrowersji przedwcześnie zakończyć sezonu w niższych ligach. Nie udało się bez kontrowersji przedwcześnie zakończyć sezonu w lidze kobiet. Dlaczego więc futsal miałby być gorszy? Tu także powstało duże zamieszanie, konkretnie dotyczące awansów z I ligi do ekstraklasy. W centrum wszystkiego znajduje się prezes spółki zarządzającej najwyższym szczeblem, który jednocześnie jest trenerem […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Cracovia z Legią, Lech z Lechią. Znamy pary półfinałowe Totolotek Pucharu Polski

Cracovia zagra z Legią Warszawa przy Kałuży, Lech przy Bułgarskiej podejmie Lechię. Tak wyglądają półfinały Totolotek Pucharu Polski. Długo trwała faza ćwierćfinałowa, bo przedzielona koronawirusem, w trakcie którego rozważano, czy w ogóle ta edycja zostanie rozstrzygnięta – cieszymy się, że będzie, bo zapowiadają się znakomite mecze. Co tu kryć, przy takim zestawie półfinalistów, jak by […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Odmrażania futbolu ciąg dalszy. W sobotę rusza liga ukraińska

Kolejne rozgrywki oficjalnie wracają do gry. Jak poinformowała tamtejsza federacja, w sobotę – po raz pierwszy od połowy marca – na boiska wybiegną piłkarze ukraińskiej ekstraklasy. Jest już zgoda rządu, na którą niecierpliwie wyczekiwano. Trzeba swoją drogą przyznać, że Ukraińcy, podobnie zresztą jak my, ruszają z przytupem, ponieważ już w niedziele odbędzie się największy szlagier, […]
28.05.2020
Weszło
28.05.2020

Będą puchary – nie będzie cięcia. Przy Kałuży grają o pełne pensje

Wszyscy, poza Januszem Golem, zawodnicy Cracovii zgodzili się na 50-procentowe obniżki płac przy okazji koronawirusa. Ale, co zdradził wczoraj w „Kanale Sportowym” Michał Probierz, to nie oznacza, że połowa zapisanych w kontraktach pieniędzy przepadnie. Zarząd „Pasów” uzgodnił bowiem, że w razie awansu do pucharów, będą one wypłacone w formie premii. – Cały zarząd, włącznie z prezesem, […]
28.05.2020