Gerrard wiesza buty na kołku. Mało który piłkarz zasługuje na taki szacunek

redakcja

Autor:redakcja

24 listopada 2016, 13:55 • 3 min czytania

Gerrard wiesza buty na kołku. Mało który piłkarz zasługuje na taki szacunek

Szacunek. To słowo jakoś tak naturalnie kojarzy nam się ze Stevenem Gerrardem. Czy znaliśmy innych, lepszych piłkarzy grających na jego pozycji? Pewnie, że tak. Czy znaliśmy zawodników, którzy w równym stopniu co Gerrard wzbudzali respekt? Niewielu. Można go kochać, można nienawidzić, ale jedno jest pewne – nie można nie szanować. Kolejna postać z wymierającego już pokolenia piłkarzy stwierdziła, że czas bliżej zaprzyjaźnić się z kanapą. Steven Gerrard dziś oficjalnie zakomunikował: to koniec jego kariery piłkarskiej.

Reklama

Oczywiście znacznie łatwiej zżyć się z klubem i nie chcieć się z niego zwijać przez długie lata, jeśli jest nim FC Liverpool, a nie Hull City, ale tak dużej wierności barwom, jakiekolwiek by one były, w dzisiejszym świecie nie można nie doceniać. Gerrarda nie były w stanie przekonać do transferu ani miliony z Chelsea, ani miliony z Realu, ani te z Bayernu. Nawet gdy Liverpool podupadał kadrowo, odchodzili najlepsi piłkarze jak Xabi Alonso czy Fernando Torres, a zamiast walczyć o ponowny triumf w Lidze Mistrzów, trzeba było swoje mecze rozgrywać w czwartki – on wszelkie oferty odruchowo kierował do folderu „spam”.

Ambicja. Zaangażowanie. Miłość do klubu podkreślana przy każdej możliwej okazji. Wulkan emocji, który byłby w stanie poderwać do walki nawet Michała Janotę. Mówisz Steven Gerrard – myślisz Liverpool. To postać, która w swoim mieście stworzyła solidną konkurencję Beatlesom. Biorąc do kupy wszystkie szczeble młodzieżowe, w klubie z Anfield Road spędził bite 27 lat. Bilans w pierwszym zespole: 710 meczów, 180 goli. Kapitanem został w wieku 23 lat i piastował tę funkcję najdłużej w historii klubu. Trofea? Liga Mistrzów wywalczona w niesamowitych okolicznościach (pamiętny finał z Milanem w Stambule, w którym strzelił pierwszą bramkę i wymownie pobudzał po niej kolegów do dalszej walki). Puchar UEFA, dwa Superpuchary i dwa Puchary Anglii, trzy Puchary Ligi Angielskiej, Tarcza Dobroczynności… Możemy się domyślać, że by pomieścić to wszystko, nie wystarczy standardowa póła z IKEI.

Reklama

Do pełni szczęścia zabrakło mu tylko mistrzostwa Anglii i – co za ironia – na ostatniej prostej Liverpoolu pozbawiła wpadka właśnie kapitana „The Reds”. Wpadka, którą ciężko wytłumaczyć. Podanie do Anglika, zero presji, fura czasu na podjęcie decyzji i… coś takiego:

A wystarczyło puknąć Chelsea, a droga do mistrzostwa Anglii byłaby równie trudna do pokonania, co droga na trzecie piętro w klatce schodowej wyposażonej w działającą windę. Sam o sobie Gerrard mówi, że to najgorszy moment jego kariery i coś, co będzie prześladowało go do końca życia.

Nos nam jednak podpowiada, że w temacie mistrzostwa Anglii Steven nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Gerrard za jakiś czas na ławce trenerskiej? Z naszej strony możemy wyrazić jedynie stanowcze „jak najbardziej”.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama