Przez 30 lat nikomu nie mówiłem, że ojciec mnie bił…

redakcja

Autor:redakcja

26 sierpnia 2016, 09:28 • 9 min czytania

Reklama
Przez 30 lat nikomu nie mówiłem, że ojciec mnie bił…

Najtrudniej opowiadać o domu. To był dla mnie naprawdę ciężki temat, nadal bolesny. Bardzo długo nie rozmawiałem z rodzicami, właściwie przez połowę mojego życia. Ewa sprawiła, że znów zacząłem mieć z nimi kontakt. Może się jednak zdarzyć, że teraz, po wydaniu książki, znów go stracimy. Na tę chwilę w ogóle nie rozmawiamy. Rodzice przeczytali fragment w gazecie, odebrałem telefon z pretensjami, na tym się skończyło. Może i ja, i oni potrzebujemy czasu. Przecież wiedzą, co się działo w naszym domu… – mówi w dzisiejszym „Fakcie” i „Przeglądzie Sportowym” Radosław Kałużny.

Reklama

FAKT

70

Na start tekst po losowaniu.

– Co się martwisz. Nasi kibice zrobią na Santiago Bernabeu taki doping, że w życiu takiego tam nie widzieli – mówił Bogusław Leśnodorski do Wandzla. Telefony brzęczały od przychodzących SMS-ów. Piłkarze cieszyli się z wylosowania Realu. Szczególnie kibice tego klubu, jak Arkadiusz Malarz. – Dobrze, że w przyszłym tygodniu mamy dwa treningi dziennie. Przyda się – pisał. Szczęśliwy był także trener Besnik Hasi, wielki sympatyk Królewskich.

Reklama

 Dalej mamy już tylko tematy ligowe. Jacek Kiełb czuje się w Kielcach jak ryba w wodzie.

– Nikt za piękne oczy nie będzie mnie klepał po plecach. Muszę zasuwać na boisku, żeby nie stracić zaufania – mówi Kiełb. Skrzydłowy wielokrotnie powtarzał, że w Kielcach czuje się jak w domu. Powodów ma kilka. Tu poznał swoją żonę, tu urodziła mu się córka i w końcu tutaj debiutował w ekstraklasie. Wspomnień dużo, ale jak się okazuje swojej pierwszej wizyty w mieście Kielb nie pamięta. – Przyjechałem tu w podstawówce. Byliśmy z klasą na wycieczce w Górach Świętokrzyskich. Jedyne, co pamiętam, to wizytę w basenie „Perła” w Nowinach – opowiada.

71

Nieczęsto zdarza się w „Fakcie” wywiad. Skoro do wydania weszła rozmowa z piłkarzem – musi być naprawdę mocna. I jest. Radosław Kałużny otwiera się i mówi o swojej przeszłości.

Reklama

O czym najtrudniej jest panu opowiadać?

O domu. To był dla mnie naprawdę ciężki temat, nadal bolesny. Bardzo długo nie rozmawiałem z rodzicami, właściwie przez połowę mojego życia. Ewa sprawiła, że znów zacząłem mieć z nimi kontakt. Może się jednak zdarzyć, że teraz, po wydaniu książki, znów go stracimy. Na tę chwilę w ogóle nie rozmawiamy. Rodzice przeczytali fragment w gazecie, odebrałem telefon z pretensjami, na tym się skończyło. Może i ja, i oni potrzebujemy czasu. Przecież wiedzą, co się działo w naszym domu…

A inni ludzie mieli świadomość, że ojciec pana bił?

Kompletnie nikt o tym nie wiedział. Przez trzydzieści parę lat nikomu o tym nie mówiłem. Może trochę zdawał sobie z tego sprawę jedynie dziadek, ale wszystkiego też nie mogłem mu powiedzieć. Był nieobliczalny… Mógł coś ojcu zrobić, dlatego wszystko dusiłem w sobie. Nie jestem człowiekiem, który użala się nad sobą, że dostawał wpier…l. Taki po prostu był mój dom. Jaki by nie był, zawsze jednak mój.

Reklama

GAZETA WYBORCZA

72

Tekst po losowaniu. W Warszawie wylądują największe gwiazdy.

W Legii gra tylko dwóch piłkarzy mających doświadczenie z LM, obaj grali już z Realem. Rezerwowy skrzydłowy Michaił Aleksandrow w sezonie 2014/15 rozegrał sześć meczów w fazie grupowej w barwach Łudogorca Razgrad. Bułgarom nie udało się urwać punktów Królewskim. Inny skrzydłowy, Steveen Langil, jesienią 2010 r. biegał w koszulce Auxerre, mecze z Realem kończyły się z takim samym jak u kolegi z zespołu skutkiem. Pozostali piłkarze Legii zadebiutują w elicie. Doświadczenie z LM ma też Hasi, który 2014 r. prowadził Anderlecht w fazie grupowej. W grupie z Arsenalem, Borussią Dortmund, Galatasaray wywalczył sześć punktów, zajął trzecie miejsce. Najpierw uległ Niemcom 0:3, ale na koniec fazy grupowej zremisował 1:1 w Dortmundzie. Z Realem, Dortmundem, Sportingiem zagra też drużyna młodzieżowa Legii. Dzięki awansowi seniorów w Młodzieżowej Lidze Mistrzów udział weźmie zespół do lat 19. To rozgrywki dla zawodników z rocznika 1998 i młodszych. Każdy klub może zgłosić także trzech zawodników z rocznika 1997. Obecna Legia jest mistrzem Polski w swojej kategorii wiekowej i zmierzy się z wielkimi markami. Juniorzy z Madrytu, Dortmundu i Lizbony zagrają w Ząbkach. I te mecze będą równie wielkim wyzwaniem dla klubu. Pewne jest jedno – po tej jesieni właściciele, piłkarze, trenerzy i kibice Legii dowiedzą się, ile brakuje klubowi do europejskiego topu.

Reklama

SUPER EXPRESS

73

W „Superaku” o składzie Kaiserslautern starcie Bundesligi opowiada Tomasz Hajto.

Bayern znów poza konkurencją?

Reklama

Tak. Nie widzę zespołu, który mógłby im stawić czoła. Bayern to potężne przedsiębiorstwo o obrotach 600 milionów euro. Odjechali konkurencji, nikt ich w tym sezonie nie dogoni. Dortmund? Nie ta półka. Wprawdzie tam nigdy nie płakali po odejściach kolejnych piłkarzy, ale teraz jest wyjątek: mówią, że Hummelsa, który poszedł do Bayernu, trudno będzie zastąpić. Moi faworyci do podium to Bayern, Dortmund i Leverkusen. W tej kolejności.

Lewandowski zdobędzie trzecią koronę króla strzelców?

Wszyscy mu tego życzymy. To będzie już siódmy sezon Roberta w Niemczech. U mnie ma ogromny szacunek, bo utrzymać się tyle lat w Bundeslidze i grać na takim poziomie potrafi niewielu. Niech jeździ, czym chce, niech lata, czym chce – należy mu się! Na pewno jest faworytem do korony, będzie mu próbował zagrozić Aubameyang. Jeśli Reus będzie zdrowy, to też 15 goli powinien strzelić.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Reklama

Okładka:

74

Na start dostajemy tekst o losowaniu. Wycinamy z niego fragment o przyszłości Legii. Wzmocni się? Osłabi?

Najbliższe dni dadzą odpowiedź na wiele pytań. Kluczowa jest kwestia Nemanji Nikolicia. Jego przyszłość być może wyjaśni się już w piątek. Pisaliśmy, że Hull City wycofało się z transferu reprezentanta Węgier, ale bardzo zainteresowane tym piłkarzem jest Maccabi Tel Awiw. Izraelski zespół wygrał w rzutach karnych z Hajdukiem Split i najpewniej kupi Nikolicia. Awans Maccabi do fazy grupowej LE był warunkiem tego transferu. Legia miałaby zarobić 3,5 mln euro, a Nikolić dostać dwa razy wyższy kontrakt, niż ma w Warszawie. W razie transferu legioniści mają gotowego następcę – Hugo Vieirę z Crvenej Zvezdy Belgrad. W czwartek trwały też rozmowy w sprawie wypożyczenia Pawła Wszołka z Hellas Werona. Przedstawiciele zawodnika rozmawiali z działaczami drużyny z Serie B, efekty mają być w najbliższych dniach. Z kolei temat pozyskania Miroslava Radovicia powinien rozstrzygnąć się po zbliżającej się kolejce ligi serbskiej. Zawodnik prowadzi rozmowy z działaczami Partizana w sprawie rozwiązania umowy.

Reklama

75

„PS” odwiedził wczoraj Bogusława Leśnodorskiego.

Nie da się uciec od rozmowy o stylu, jaki na początku sezonu prezentuje Legia kierowana przez Besnika Hasiego. Przy Łazienkowskiej wierzą w nowego trenera, nikt nawet nie zająknął się o zmianie. – W czerwcu powiedzieliśmy, że interesuje nas sześć meczów w Champions League i wszystko temu podporządkowaliśmy. Wiadomo, że sytuacja w lidze wkurza, ale to cena, którą zapłaciliśmy za inny cel. Piłkarze też byli przytłoczeni. Po każdym z treningów słyszeli od was, od rodzin, od znajomych, że dwadzieścia lat czekamy na awans. Presja była bardzo duża. Gdyby Anitę Włodarczyk zaprosić na tydzień przed igrzyskami olimpijskimi na mityng w Radomiu, to pewnie też rzuciłaby w płot i wróciła do domu myśleć o występie w Rio de Janeiro – opowiada Leśnodorski. Trener jest mocno krytykowany w mediach społecznościowych, gdzie kibice domagają się zmiany na tym stanowisku, choć zrealizował cel, jaki przed nim postawiono. – Gdybym się tym przejmował, to musiałbym zrezygnować z pracy. Jedni narzekają, a inni są zadowoleni – dodaje szef warszawskiego klubu.

76

Reklama

W Ekstraklasie zatrudnianych jest coraz mniej zagranicznych szkoleniowców. Nie ukrywamy, że cieszy nas ten trend.

– Nie róbcie z nas debili tylko dlatego, że jesteśmy Polakami – powiedział kiedyś Michał Probierz, reagując na rosnącą liczbę zagranicznych trenerów w naszej Ekstraklasie. Stał się wtedy mimowolnym przywódcą obrońców polskiej myśli szkoleniowej. I teraz obrońcy mogą sobie gratulować, bo moda się skończyła. Ten sezon w Ekstraklasie zaczęło już tylko dwóch zagranicznych trenerów, choć dwa lata temu rozgrywki rozpoczynało sześciu. Na dodatek napływowi szkoleniowcy Legii i Piasta wcale nie mają mocnej pozycji, nikt by się nie zdziwił, gdyby wkrótce stracili pracę. To powrót do stanu sprzed kilku lat, kiedy kluby regularnie stawiały na Polaków, a jeśli już brały cudzoziemca, to sięgali po ludzi zza południowej granicy.

– Nic nie nam i nie miałem do zagranicznych trenerów. Denerwowało mnie tylko, jak byli postrzegani. Mogli mówić to samo, co Polacy, ale w innym języku i już było to odbierane niczym prawda objawiona. Oczekiwałem równego traktowania Polaków i cudzoziemców, oceniania ich przez pryzmat umiejętności i wyników. Tylko tyle i aż tyle – tłumaczy teraz Probierz, który kiedyś w ramach akcji eksponującej problem na pomeczowej konferencji prasowej zaczął wypowiadać się po niemiecku. Komentowała to cała Polska. Probierz triumfował, bo właśnie o rozgłos mu chodziło.

77

Reklama

Obok widzimy rozmówkę z Robertem Maaskantem, który chętnie popracowałby jeszcze w Polsce.

Chciałby pan jeszcze wrócić do Polski?

Tak. Byłem zaskoczony, że po odejściu z Wisly nikt do mnie nie dzwonił z polskich klubów z propozycją pracy. Lubiłem życie w waszym kraju, podobały mi się rozgrywki. Wiem, że jest tam kilka dobrych klubów.

Do dziś żałuje pan zwolnienia z Wisły?

Reklama

Oczywiście. Pamiętam jednak rozmowę z Bogdanem Basałajem, gdy tam przychodziłem. „Miej na uwadze, że przyjdzie moment, w którym cię zwolnią” – mówił mi wtedy.

78

Tekst o Fedorze Cernychu, jednym z pozytywnych zaskoczeń początku sezonu.

Kiedy Fedor Cernych pojawił się na pierwszym treningu, byłem zaskoczony przede wszystkim łatwością, z jaką posługiwał się językiem polskim – mówi Veljko Nikitović, ówczesny zawodnik Górnika, a obecnie członek sztabu szkoleniowego klubu. – Okazało się, że Fedor wychowywał się na osiedlu, gdzie mówiono po polsku. To mu w Łęcznej bardzo pomogło. Szybko zaczął łapać żarty i wkomponował się w zespół – dodaje były kapitan Górnika. W Łęcznej Litwin szybko pokazał, że jego umiejętności piłkarskie nie są gorsze od językowych. – W pierwszym meczu z Ruchem, który wygraliśmy 2:1, Fedor wszedł na boisko z ławki. Zagrał tak dobrze, że w kolejnym spotkaniu znalazł się w pierwszym składzie – przypomina Nikitović.

Reklama

79

W „Chwili z…” Radosław Kałużny opowiada między innymi o swojej autobiografii.

– Jeszcze jej nie czytałem.

Dlaczego?

Reklama

Niech ludzie czytają i myślą, co chcą. Ja nie jestem gotowy.

To dlaczego ją pan napisał?

Kilka miesięcy zastanawiałem się, czy to zrobić. Namówiła mnie żona. Uznałem, że pora wyprostować pewne sprawy. Uwolnić się od bzdur, które o mnie pisano. Kiedy byłem w Anglii i pracowałem w DHL, pojawił się na ten temat artykuł. Żona wylądowała w szpitalu z migotaniem przedsionków. Dlatego teraz zdecydowanie bardziej bałem się o jej zdrowie niż o siebie. Uznaliśmy, że pora, bym uwolnił się od przeszłości, z którą męczyłem się 18 lat. W książce wszystko wykrzyczałem i wreszcie przeszedłem do codzienności.

Niepewnie spogląda pan na książkę. Co pan czuje?

Reklama

Ulgę. Wyrzuciłem z siebie to, co tyle czasu kumulowałem. Może powiedziałem nawet za dużo, ale poczułem się lepiej. Zrobiłem to przede wszystkim dla siebie i rodziny.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama