Jesteśmy zdruzgotani tym, jak lekką ręką właściciele GKS-u Tychy odpuścili fantastyczną ofertę szalenie poważnych inwestorów z południa Europy. Grupka Włochów wspaniałomyślnie stwierdziła, że tym razem nie pojedzie już na truskawki do Niemiec, odpuści sobie też sezonowe sprzedawanie pizzy w budzie nad Morzem Śródziemnym. W tym roku – dla odmiany – zawodowi zbieracze owoców chcieli przejąć klub w Polsce, ale bezmyślni działacze w Tychach nie docenili tego pięknego gestu!

Hej, Tychy! Jak mogliście nie zaufać takim rekinom biznesu?!

Włoscy gołodupcy potężni gracze nawiedzili ostatnio Tychy i na starcie rzucili: będziemy wspierać klub kwotą miliona euro rocznie! Jak na pierwszoligowy klub – suma mogła zrobić wrażenie. Niektórzy już wyobrażali sobie GKS Tychy szturmujący pierwszą ligę i błyskawicznie awansujący do Ekstraklasy, mieli przed oczami szereg transferów gotówkowych, które wkrótce się dokonają, czuli chłód pozłacanych klamek w klubowych gabinetach i zapach lecącego z kranów Johnnie Walkera, a tu…

Szok! Sceptyczni właściciele klubu jednak nie uwierzyli we włoskie obietnice!

Oto fragment oświadczenia na oficjalnej stronie tyskiego klubu:

W odpowiedzi na powyższe dokumenty, jeszcze przed finalizacją jakichkolwiek umów, „inwestorzy” zażądali zatrudnienia wskazanych przez nich zagranicznych piłkarzy z kategorycznym zastrzeżeniem braku możliwości ich testowania, zmiany sztabu szkoleniowego oraz utworzenia minimum trzech nowych miejsc pracy w Klubie na eksponowanych stanowiskach, z oczekiwaniem bardzo wysokich apanaży, a także pokrycia kosztów ich pobytu w Tychach i obsługi tłumacza, jak i kancelarii prawnej. „Inwestorzy” zażądali oddania Klubu w natychmiastowe niepodzielne zarządzanie, z jednoczesnym zobowiązaniem się ze strony Gminy do ponoszenia ciężaru kosztów utrzymania sekcji piłkarskiej, gdzie ewentualny zakup akcji miałby być zrealizowany dopiero w okresie 4 lat. W tym miejscu raz jeszcze chciałbym podkreślić, że powyższe warunki miały zostać spełnione jeszcze przed zakończeniem negocjacji, a przed startem sezonu ligowego 2016/17, czyli z początkiem miesiąca lipca bieżącego roku.

Chyba trzeba to napisać wprost: takich ananasów chcących kupić klub jeszcze w Polsce nie było!

Treść tego oświadczenia to jakieś niezłe science-fiction i pewnie byśmy w to nie uwierzyli, gdyby nie fakt, że chodzi przecież o polską piłkę, do której wszelkie prawdziwki lecą jak mucha do gówna. Według niego Włosi widzieli to mniej więcej tak: zatrudnijcie naszych piłkarzy (na pewno świetni, uwierzcie na słowo!), napchajcie kabzę naszym trenerom (fachowcy, serio!), przelewajcie też pensyjkę naszym działaczom (są niezbędni, zobaczycie!), a wtedy ubijemy deal. Gwarancje bankowe? Dobra tam, nic się nie bójta! No i zanim się namyślimy na sto procent, koniecznie oddajcie klub w nasze ręce, musimy poczuć na własnej skórze, czy warto w to się bawić. A że to wszystko kosztuje? Kochani, my liczymy w ojro, ale płacić też będziemy w ojro! Na pewno, za cztery lata! Spokojna głowa!

Przerabialiśmy już inwestorów w jeansowych kurtkach, właściciela wysyłającego przelewy z Wiednia czy Rumunów podejrzewanych o ustawianie meczów we Flocie, ale takich ananasów to jeszcze nie mieliśmy. Tychy, jak wy mogliście nie uwierzyć w te włoskie obietnice?! Czy nie widzicie, jaka szansa przechodzi wam koło nosa?!

Włoskich inwestorów zbieraczy owoców przepraszamy za jedyną słuszną reakcję skandaliczne niedocenienie ich spektakularnej oferty i życzymy dalszego powodzenia w poszukiwaniu frajerów klubu, który wygra los na loterii. Nos nam jednak podpowiada, że lepiej byłoby wrócić do truskawek.