746 minut – taki kawał czasu niepokonany w lidze pozostaje Gianluigi Buffon. Włoski bramkarz pobił tym samym swój osobisty rekord, czym dowodzi, że starość także może być piękna. Choć zadanie miał nieco ułatwione, Juve w tym sezonie mogłoby pisać podręczniki o tym jak nie dopuszczać swoich rywali do strzałów, dziś do wyśrubowania passy musiał przyłożyć – nomen omen – rękę w zasadzie tylko w końcówce, kiedy Inter przeszedł już do rozpaczliwych ataków, jakby chciał rzutem na taśmę pozbawić historycznej serii 38-latka. Ani Ljajić, ani Miranda, ani Eder nie dali mu jednak rady. Lata mijają, refleks u Buffona wciąż ten sam.

Buffonowi ciągle mało. Właśnie pobił swoją serię minut bez straty gola

Nie udało się za to przebić innego rekordu. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem i przed tygodniem obyło się bez wpadki w meczu z Bologną, Juventus świętowałby dzisiaj historyczny wynik, czyli siedemnaste zwycięstwo z rzędu. Okazja byłaby do tego szczególna – nie dość, że mowa o majestatycznych Derbach D’Italia, które przyciągają przed telewizory nawet ludzi nieszczególnie chętnie przełączających na włoską piłkę, to jeszcze byłoby to starcie jedyną ekipą, która siedemnaście razy z rzędu już wygrywała. „Stara Dama” musi jednak obejść się smakiem, chociaż zwycięstwo w prestiżowym meczu jest pewnie dobrą nagrodą pocieszenia.

Dziś turyńczycy wcale nie mieli łatwo, lekko i przyjemnie. Kto wie, jakby to się skończyło, gdyby nie duża pomoc od „Nerazzurrich”. Tak, tak, goście dość głęboko maczali paluchy przy obu bramkach, a szczególnie przy pierwszej – D’Ambrosio chyba nie bardzo ogarniał rzeczywistość, bo zamiast wybić piłkę gdziekolwiek przed siebie zaliczył asystę przy golu Bonucciego (po prostu podał mu piłkę w polu karnym, a ten zamknął oczy i przypieprzył). Ha, to w ogóle jest fenomen. Środkowy obrońca Juventusu był dziś wszędzie, a najczęściej w polu karnym przeciwnika. Po strzelonej bramce mocno się rozochocił i jakaś niewytłumaczalna siła ciągnęła go w te rejony, w których stoperzy raczej nie bywają zbyt często. W Mediolanie plują sobie w brody do dziś, że tak łatwo go odpalili – sam piłkarz nieszczególnie chyba narzeka, dziś należy go nazwać jednym z MVP tego meczu. Drugi podarunek – Miranda wyciął w polu karnym Moratę, a jedenastkę na gola zamienił sam poszkodowany.

Ktoś jeszcze pamięta o tym, że Juve zaliczyło na początku tego sezonu falstart przez duże „f” i przez jakiś czas kręciło się niebezpiecznie blisko czerwonych stref tabeli? Niesamowita jest ta przemiana turyńczyków. Rozjeżdżają praktycznie wszystko, co stanie im na drodze. Dziś demolki nie było, ale pewne, przekonujące zwycięstwo (mimo podarunków sami też stworzyli parę sytuacji, ba, po kwadransie mogli już prowadzić 3:0). Higuain i spółka jakiś czas temu pewnie zaczynali się już nastawiać na królowanie w Serie A, ale dziś fakty za nimi nie przemawiają. „Stara Dama” odskoczyła na cztery punkty, Napoli zaś jedzie jutro na trudny wyjazd do Florencji, więc wcale nie musi zmniejszyć swojej przewagi.

A Juve? Za tydzień jedzie zmierzyć się z przeciętną Atlantą i jeżeli Buffon także i tam zachowa czyste konto, będzie trzecim bramkarzem z taką passą w Serie A. A potem postawi przed sobą kolejne stopnie podium. Dla 38-latka nie ma rzeczy niemożliwych.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments