Mecz przedostatniej i ostatniej drużyny w tabeli. Spodziewaliśmy się najgorszego i… musimy się wam do czegoś przyznać: mamy spory problem z oceną tego meczu. No bo z jednej strony co chwilę coś się działo, piłkarzom nie można było odmówić ambicji, chciało im się jak cholera, szczególnie gospodarzom. Ale ich motywacja była jasna: chcieli uniknąć absolutnej kompromitacji przed ludźmi, których mijają dzień w dzień w drodze na trening. Z drugiej – jakości to my dziś widzieliśmy tyle, co na mikołajkowym turnieju stołecznych cukierników.   

Oficjalnie: Górali na ich stadionie zbiłby nawet Karol Krawczyk i FC Albatros

Za ostro? Niech do oceny tego spotkania posłużą nam suche liczby:

Liczba strzałów w ogóle – 41
Liczba strzałów celnych – 9

Ta statystyka mówi wszystko. Mniej niż co czwarta piłka zmuszała bramkarza do jakiejkolwiek interwencji. Ile z tych „udanych” strzałów Zubas i Wrąbel złapaliby jedną ręką? Tak – na oko – z pięć. Zdecydowana większość uderzeń była posyłana z trzydziestego metra i dalej. Naprawdę, ta częstotliwość bezsensownych prób była aż zastanawiająca. No bo kiedy za strzał z dystansu z czterdziestu metrów bierze się już nawet Ostrowski, o coś tu musi chodzić. To tak jakbyśmy my zabierali się za wygibasy na trampolinie. Wyjebka gwarantowana.

Nie mogliśmy rozgryźć, czemu nic tylko strzelają i strzelają, nawet jeśli wiedzą, że te piłki i tak wylądują na trybunach. Mamy kilka pomysłów, co mogło spowodować ten stan rzeczy:

– przedawkowanie drinków przed Galą („co, ja nie strzelę?!”),
– niechęć ubabrania się w wszechobecnym w polach karnych błocie (na Gali trzeba jakoś wyglądać, doceniamy),
– strach, że bagno pod bramką może wciągnąć (trzeba zrobić coś, żeby dla swojego dobra nie musieć tam wchodzić).

Zza pola karnego – a jakże – została zdobyta jedyna dzisiejsza bramka. Grajcar przyjmuje piłkę tuż przed szesnastką i ma tyle czasu, że zdążyłby odebrać poród żony Mariusza Pawełka, złożyć jej gratulacje i namówić kolegów na zrobienie kołyski, a i tak nikt do niego by nie doleciał. Nie popisała się tu obrona Podbeskidzia, która w ogóle była dziś jakaś taka elektryczna.

Ten klub to w ogóle jest ewenement. Cała jesień bez zwycięstwa u siebie. Mówią, że raz do roku to i kura pierdnie, ale te z bielskich ferm są chyba karmione lekami na wzdęcia. Przecież to jest aż niepojęte. Naprawdę, podziwiamy ludzi, którzy regularnie przychodzą na stadion Podbeskidzia. Oglądać mecz w mecz jak twoja drużyna zbiera baty – mało komu starczyłoby cierpliwości. Przecież ich zbiłby nawet Karol Krawczyk i FC Albatros. Dostaliby bęcki od Ryszarda Petru i Nowoczesnej. Zebraliby baty od Szymona Wydry z zespołem Carpe Diem. Dramat.

Górale przezimują w strefie spadkowej, no ale sami są sobie winni. Samymi wyjazdami (szczególnie, że tam też nie wygrywają wszystkiego) nikt jeszcze ligi nie utrzymał.

***

Pomeczowy komentarz von Heesena: Jak panowie mają taką ochotę na strzelanie, to niech sobie strzelą setkę na Gali Weszło. Zapraszam!

Grafika wkrótce.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments