Reklama

Miał być dar od niebios, ale z niebios spadł kwaśny deszcz. Klasyczna euromazzata.

redakcja

Autor:redakcja

31 lipca 2015, 14:10 • 2 min czytania 0 komentarzy

Jedni tylko w trwającym okienku transferowym na zakupy wydali blisko 25 milionów euro. Drudzy takiej kwoty nie wyłożyli przez ponad sto lat istnienia klubu. Sampdoria była tak pewna siebie. Tak dziękowała niebiosom, że te obróciły się przeciwko niej i zamiast złotego na Stadio Olimpico w Turynie spadł kwaśny deszcz. Kompromitująca przegrana 0:4 z Vojvodiną powinna sprawić, że we włoskim słowniku pojawi się słowo, które my zdążyliśmy poznać doskonale – eurowpierdol. Po włosku mogłoby być euromazzata.

Miał być dar od niebios, ale z niebios spadł kwaśny deszcz. Klasyczna euromazzata.

Jeszcze w tamtym sezonie w koszulce Sampy biegał Samuel Eto’o. Kameruńczyk nie był jednak centralną postacią. Dobrych piłkarzy, na poziomie europejskim, w drużynie Waltera Zengi nie brakuje. Luis Muriel, Eder czy Fernando nie tak dawno sprowadzony z Szachtara Donieck. Wszystko na nic. Zostali zaorani przez 21-letniego Ognjena Ozegovicia, Mirko Ivanicia czy Aleksandara Stanislavjevicia. Kojarzycie? My też nie.

– Za takiego przeciwnika trzeba dziękować niebiosom. To dar. Piątego sierpnia, w dzień rewanżu, są moje urodziny i naprawdę wolałbym nie musieć jechać do Nowego Sadu. Moje życzenie? Zwycięstwo cztery do zera, żeby wszystko było jasne – mówił prezes Sampy, Massimo Ferrero, na kilka godzin przed meczem.

Karma. Lubimy faceta, bo jest nietuzinkowy, barwny i nawet zabawny, ale tym razem oberwał rykoszetem. Po meczu powiedział – całkiem słusznie – że jego drużyna nie grała w piłkę. Że to nie był klub, w który władował tyle milionów. Że Vojvodina była silniejsza i wygrała jak najbardziej zasłużenie. O zawodnikach rozmawiać nie chciał. Wytknął im tylko brak ambicji. Pochwalił za to kibiców, którzy dopingu nie przerwali nawet po trzeciej bramce.

Reklama

Media z kolei wylewają pomyje na nowego trenera – Waltera Zengę – dla którego, ich zdaniem, porażka w takim stylu była kompletnym obnażeniem jakichkolwiek umiejętności i warsztatu. Oficjalnie Ferrero nie ma zamiaru go wyrzucać, bo to w końcu pierwszy mecz w sezonie, ale kredyt zaufania wyczerpał błyskawicznie i już na linii startu dał niezbite powody do wątpliwości. I ta wypowiedź po meczu… – Przyjęliśmy cios, który z pewnością wyjdzie nam na dobre – mówi Zenga.

To, czy wyjdzie na dobre, zobaczymy w meczu wyjazdowym. Szanse na awans iluzoryczne, ale piłkarze klasycznie mówią, że dadzą z siebie wszystko i odkupią winy. Do Nowego Sadu zawita też i sam Ferrero, którego najprawdopodobniej czekają wyjątkowo przykre urodziny. Nie zdziwimy się, jeśli paparazzi znajdą go samego przy barze w jakiejś serbskiej knajpie.

Najnowsze

Liga Europy

Komentarze

0 komentarzy

Loading...