Barcelona finalizuje transfer 18-latka z Brazylii, Gersona, uważanego – jak powtarzają po sobie media – za największy talent od czasów Neymara. Paradoksalnie, to całkiem dobra okazja, by zadać nieco inne pytanie: co stało się z trzema talentami z Santosu, których prawo pierwokupu Barca zapewniła sobie właśnie przy okazji tamtego transferu? Gdzie oni są? To pośród nich miał wyłonić się przecież „nowy Neymar”. O co więc naprawdę chodziło w tej sprawie? Czy na pewno o Givę, Andrade i Gabriela Barbosę, czy – jak sądzą niektórzy – wyłącznie o kasę?

Barca odpuszcza brazylijskie talenty? Zdążyła za nie grubo zapłacić

Barcelona w zamian za 7,9 miliona euro zapewniła sobie pierwszeństwo, na wypadek gdyby chciała wytransferować tę trójkę z Brazylii. Pieniądze trafiły na konto Santosu, z którego w tym samym czasie kupowała Neymara. Do dziś nie brakuje opinii, że było to sprytnym wybiegiem pozwalającym formalnie obniżyć wartość transferu. A co za tym idzie – zmniejszyć kwotę, którą Santos musiał dzielić się z pośrednikami. Przede wszystkim z agencją marketingową, której należało się aż 40 procent.

Na pierwszy rzut oka Giva, Victor Andrade i Gabriel Barbosa wydawali się ważni dla Barcy. Kolejne cztery miliony euro dopłaciła jeszcze firmie N&N, założonej przez… Ojca Neymara. W Katalonii argumentowali, że jest na miejscu, w Brazylii, ma dobre kontakty z Santosem, więc może tych chłopców doglądać i zdawać raporty. Neymar senior za pięć lat takich usług krzyknął sobie cztery miliony, a w Katalonii uznali, że to dobra oferta. Dyrektor Raúl Sanllehi powiedział publicznie: „stwierdziliśmy, że nie jest to wygórowana cena. Jednocześnie to niezależne od transferu Neymara”. 

Znów wielu wątpi. Ale niech będzie. Co w takim razie dzieje się trójką bohaterów? Okazuje się, że dwóch z nich Barcelona już straciła i nie zrobiło to na jej władzach najmniejszego wrażenia. 19-letni filigranowy prawoskrzydłowy Victor Andrade odszedł za 600 tys. euro do Benfiki Lizbona i gra w jej rezerwach – razem z Pawłem Dawidowiczem. W wywiadach mówi o „nowym początku” i o tym, jak nie powiodło mu się w Santosie. Chciał grać w pierwszym zespole Benfiki, ale poważnie zachorował, stracił 7 kilogramów, teraz próbuje się odbudować w drugiej drużynie. Niewykluczone, że wkrótce zostanie włączony do pierwszej drużyny. „Nie zajmuję głowy Barceloną, mogę grać w wielu wielkich zespołach”, zapewnia.

Zasadniczo, nawet ma coś z Neymara. Może nieco bardziej z Daniego Alvesa.

Zrzut ekranu 2015-07-04 o 18.38.58

Santos, bez reakcji ze strony Barcy, opuścił też Giva, 22-letni napastnik, który nie grzeszył dotąd zbyt częstą obecnością na boisku i strzelanym golami. Nie grał ani w Santosie, ani w Kurytybie, do której trafił za darmo. Jego kontrakt wygasł, a klub nie zamierzał proponować nowego. Giva w ostatnim czasie kilkakrotnie leczył kontuzje, poza tym Santos i tak miał do niego tylko 20 procent praw. „Mam za sobą bardzo zły rok”, mówił, gdy wreszcie trafił w meczu Pucharu Brazylii. Dziękował trenerowi za pomoc.

W Santosie uchował się najmłodszy z trójki – 18-letni Gabriel, napastnik. Wcześnie wskoczył do składu. W sezonie 2013/14 strzelił osiem goli i zaliczył cztery asysty w 31 spotkaniach. Ma kontrakt obowiązujący do 2019 roku i klauzulę w wysokości… 50 milionów euro. Życie nie znosi próżni, więc nazywają go „Gabigolem”, ewentualnie „nowym Neymarem”. „Jest moim idolem, zawsze go podziwiałem. Bardzo mi pomógł w pierwszych wspólnych miesiącach w Santosie. Mam nadzieję kiedyś grać w Barcelonie”, wypowiada się chłopak, którego legendarny pomocnik Santosu, Zito, wypatrzył podczas halowego turnieju. Ale na nadziei może się skończyć. „Od dawna nikt z Barcelony nie kontaktował się z nami w tej sprawie. Nie rozmawialiśmy ani o Gabrielu, ani pozostałej dwójce”, mówią w Santosie.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments