Lepiej późno niż wcale. Kucharczyk zdążył zostać kozakiem.

Piotr Tomasik

10 czerwca 2015, 09:35 • 2 min czytania

Reklama
Lepiej późno niż wcale. Kucharczyk zdążył zostać kozakiem.

Trzydzieści sześć kolejek, tyle samo zestawień kozaków. Dużo szans by się pokazać. Udało się to między innymi takim orłom jak: Małkowski, Kalkowski, Keita, Klepczyński, Janota i Śpiączka. Temu ostatniemu nawet dwukrotnie. Michał Kucharczyk próbował ile sił nogach, ale nie wychodziło. Trzy razy został za to badziewiakiem. W międzyczasie legionista odbierał kolejne powołania, zdobywał Europę i krajowe trofea, jego ego rosło w takim tempie, że bez trudu mogłoby samodzielnie zdobyć Koronę Ziemi, rysą na szkle był jednak brak tego najważniejszego wyróżnienia – miejsca w jedenastce kolejki Weszło. Stało się, rzutem na taśmę. „Kuchy” po raz pierwszy w sezonie ostro przykozaczył.

Legionista brał udział w każdej groźnej akcji swojej drużyny meczu z Górnikiem. Generalnie sprawiał wrażenie gościa, który przebiegły Maraton Piasków, a na koniec wykonałby jeszcze rundę honorową. Nie wiemy, co tak podziałało na skrzydłowego Legii – może sportowa złość, a może jakieś specjalne wiaderko witamin – ale powinien stosować to częściej. Może wtedy nie przewracałby się tak często w polu karnym rywala przy drobnych kontaktach.

Kto prócz załapał się do ostatniego w tym sezonie notowania? Nie była to kolejka bramkarzy i obrońców. Musieliśmy wybierać z ludzi, którzy zapracowali na notę sześć, a nie jest to zbyt częsta sytuacja. Postawiliśmy na duet wiślaków – Buchalik-Głowacki – którym bramki nie potrafił wbić na własnym terenie mistrz Polski, a także Kędziorę gaszącego pożary pod bramką Lecha oraz Tarasovsa, którym walnie przyczynił się do jednej z najefektowniejszych remontad sezonu.

Dalej wybór już bardziej oczywisty. Najlepszy zawodnik meczu w Poznaniu, gość, który przystemplował spadek z ligi Zawiszy, człowiek, który zapewnił utrzymanie Koronie i wicekról strzelców Ekstraklasy, który miał ochotę w niedzielę trochę postraszyć Kamila Wilczka. W ataku ludzie z dwóch bajek – Tuszyński, który w przekroju sezonu zapracował już na ósmą nominację (najlepszy wynik w lidze obok Michała Pazdana) oraz Zjawiński, który odpalił dopiero w jego końcówce.

Reklama

Dużej sztuki dokonał Marcin Flis z GKS-u Bełchatów. Gość tylko dziewięć razy spędził na boisku wystarczająco dużo czasu, by go ocenić, a pięć razy zapracował na notę „1” lub „2” i cztery wylądował w jedenastce badziewiaków. Nawet Boliguibia Ouattara był gorszy (czyli koniec końców – lepszy), bo przy dziewięciu meczach na koncie, badziewiakiem został „tylko” trzy razy. Gratulujemy. Poza tym, bez większych zaskoczeń. Duety z: Zawiszy, Górnika, Piasta i Podbeskidzia. Słaby sezon puentuje Marek Saganowski, a Rudinilson potwierdza, że z nim składzie Lechia Polski nie podbije.


Fot. FotoPyK

Najnowsze