Trzeci historyczny awans trenera Piotra Mandrysza – kiedyś RKS Radomsko, potem Piast Gliwice, teraz Termalica. – Nie sztuką byłoby awansować z Lechem czy Legią, klubami z tradycją. My zaś napisaliśmy własną historię ze mną w roli architekta. To dla mnie przyjemność – mówi w rozmowie z Weszło.

Trzeci dziewiczy awans Mandrysza: Jestem architektem

ZABKI 14.03.2015 MECZ 21. KOLEJKA I LIGA SEZON 2014/15 --- POLISH FIRST LEAGUE FOOTBALL MATCH: DOLCAN ZABKI - TERMALICA BRUK-BET NIECIECZA 3:1 PIOTR MANDRYSZ FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl

Panie trenerze, jak samopoczucie? Sprawdzał pan, czy wszyscy piłkarze dobrze się trzymają?
– Jestem przekonany, że trzymają się doskonale. Ale noc z piątku na sobotę rzeczywiście była inna niż te dotychczas. Tym razem jest to uzasadnione, bo z piłkarzy zeszło ciśnienie, dali temu upust. Dziś jeszcze odpoczywamy, ale od jutra szykujemy się do ostatniego w sezonie meczu. Cieszy mnie, że dwie drużyny, które teraz wchodzą do Ekstraklasy, będą mogły zmierzyć się na fajnym stadionie.

Spodziewał się pan, że wyjazd do Lubina nie będzie meczem o wszystko?
– Nie, choć taką możliwość zakładałem. Moi piłkarze pokazali dużą wytrzymałość psychiczną i skutecznie odpierali ataki Wisły na drugie miejsce. Teraz, dzięki ich odporności, do Lubina jedziemy bez stresu.

Osiem wygranych z rzędu, zwłaszcza ta w Płocku, robi wrażenie.
– To seria godna uznania. Mnie w pracy trenerskiej zdarzyły się dłuższe passe, ale żadna z nich nie zawierała samych zwycięstw. Imponujące jest to, że się podnieśliśmy w trudnym momencie. Kluczowe były tutaj trzy wyjazdowe porażki – z Dolcanem, GKS-em i Widzewem – po których się pozbieraliśmy. Szkoda, że mecz Floty z nami był ich ostatnim, ale nam tamto zwycięstwo było wyjątkowe potrzebne. Mogliśmy potem pójść za ciosem, wygraliśmy i w Płocku, i po dramatycznym spotkaniu w Bytowie.

Wszyscy czekali, kiedy wyłożycie się na ostatniej prostej i stało się to z zespołami z samego dołu.
– Dobrze graliśmy tylko w Ząbkach, bo wyjazdy do Jaworzna na GKS i Byczyny na Widzew były nieudane. Zresztą, my po porażce z Tychami spotkaliśmy się w wąskim gronie. Porozmawialiśmy… Nie, właściwie to był mój monolog. Wyprostowałem pewne sprawy.

Co pan prostował?
– To, co działo się w szatni, powinno w niej zostać. Cieszę się, że o tamtej rozmowie nikt się nie dowiedział.

Po Widzewie interwencji nie było?
– Myślę, że mieliśmy trochę pecha. Graliśmy też na sztucznej murawie, do czego byliśmy kompletnie nieprzygotowani.

Co pan sobie wtedy myślał, po tych niespodziewanych porażkach? To był właśnie ten moment, który wielu tak wyczekiwało.
– Nic nie myślałem. Nie ma drużyny, która wygrywa wszystko. Jesienią przegraliśmy dwa mecze z rzędu – najpierw w Chojnicach, potem u siebie z Wisłą – a teraz wiosną potknęliśmy się trzy razy. Warto pamiętać, że to były zespoły, które rok zaczęły w innych nastrojach i z dużą determinacją. Wiedzieliśmy, że nie będą to łatwe mecze.

Pan w naszej rozmowie sam mówił, że ciekaw jest, jak zespół udźwignie presję. Udźwignął.
– Zdecydowanie. Presja, gdy straciliśmy miejsce premiowane awansem, zaczęła narastać. Tym bardziej, że my rozgrywaliśmy swoje mecze po Wiśle i Zagłębiu. Często znaliśmy ich już dobre wyniki. Piłkarze pokazali dużą odporność psychiczną i nie pozwolili, by ta dwójka znacząco odjechała. A kiedy Płock zaczął nas gonić, nie daliśmy się wyprowadzić z równowagi.

Wielu często powtarza, że miejsce takiej wsi, jak Nieciecza, jest wszędzie, tylko nie w Ekstraklasie.
Bo my często lubimy szukać dziury w całym. Termalica zdobyła już 72 punkty, a sezon jeszcze się nie skończył. Ten wynik potwierdza, że to klasa sama w sobie. Może i siedziba znajduje się w niedużej Niecieczy, ale piłkarze grali już w różnych dużych klubach. Nie oceniajmy zespołów po tym, z jakiego miasta pochodzą, tylko jaką prezentują jakość. My sprostaliśmy zadaniu.

Co dalej? Wielu zawodnikom wygasają kontrakty.
– Czekam na spotkanie z panią prezes i jej mężem. Musimy poruszyć kilka kwestii, włącznie z finansowymi. Ekstraklasa stawia wyżej poprzeczkę. Myślę jednak, że nie po to w klubie chcieli awans, by teraz uznawać go za problem. Natomiast ci, którym wygasają umowy, w większości są wypożyczeni i ich przyszłość też trzeba omówić.

Duże wzmocnienia są potrzebne?
Nie. Czterech-pięciu piłkarzy, może pięciu-sześciu. Chcę wzmocnić rywalizację.

Dla pana to też upragniona Ekstraklasa, bo po awansie z Piastem Gliwice został pan zwolniony.
– Tak, to już siedem lat. Czas goi rany… Nie ukrywam, że moje miejsce jest w Ekstraklasie i chcę, byśmy pokazali się z jak najlepszej strony.

Sukces w Niecieczy – ze względu na mniejsze możliwości – był większy?
– Zrobiłem właśnie trzeci awans do Ekstraklasy z trzecim klubem. Wspomniany Piast i jeszcze RKS Radomsko w 2001 roku. Ten awans z Termaliką też jest taki dziewiczy. Nie sztuką byłoby awansować z Lechem czy Legią, klubami z tradycją. My zaś napisaliśmy własną historię ze mną w roli architekta. To dla mnie przyjemność.