Wydaje się, że po tym co wczoraj zobaczyliśmy w Lidze Mistrzów, można zgasić światło. Że niewiele może nas już w tym tygodniu w piłce zaskoczyć, jeszcze mniej podjarać, że w Porto i Paryżu wydarzyło się coś, czego przebić się po prostu nie da. Tym bardziej, że przed tym zadaniem staną kluby nie z absolutnego europejskiego topu, a rywalizujące w ramach rozgrywek Ligi Europy. Owszem, pod względem prestiżu i pieniędzy to wciąż tylko nie tak atrakcyjna siostra Ligi Mistrzów, ale… przestrzegamy przed traktowaniem jej z przymrużeniem oka lub co gorsza kompletnym olewaniem. 

Siedem powodów, które nie pozwalają olać dziś Ligi Europy

Patrzymy na ćwierćfinałowe pary, przypominamy sobie poprzednie edycje i wiecie co? Zapowiada się całkiem pyszny wieczór. Przygotowaliśmy nawet listę powodów, które skłoniły nas do takiego wniosku.

1. „Liga mistrzów emocji”

Takim mianem w zeszłym sezonie regularnie tytułowaliśmy te rozgrywki. Piłkarze powodów do tego dostarczali nam praktycznie co czwartek. Łudogorec, niesamowite derby Sewilli, kolejna finałowa wtopa Benfiki – to tylko wybrane pocztówki z przeszłości. W tej edycji potencjał LE na napisanie fajnych scenariuszy jest porównywalny. Sevilla, Zenit, Club Brugge, Dnipro, Dynamo Kijów, Fiorentina, Wolfsburg, Napoli. Chyba nikt nie stawiał, że właśnie tak będzie wyglądał komplet ćwierćfinalistów. Sporo mówi też fakt, że tylko jedna z drużyn to „zrzut” z Ligi Mistrzów. W ćwierćfinałach spotyka się osiem historii, do których dopisane zostaną kolejne rozdziały. Raczej nie będą one tymi nudnymi.

2. Wolfsburg – Napoli

Ostrzymy sobie zęby na ten dwumecz. OK, w ligach bywa różnie. Wolfsburg niemal w kieszeni ma wicemistrzostwo Niemiec, ale już rzadziej gra tak widowiskowo jak na początku rundy, gdy m.in. zrobił z Bayernem to, co wczoraj Porto. Z kolei Napoli z ostatnich 10 spotkań wygrało tylko cztery, ściganie się z Lazio i Romą o miano drugiej drużyny na Półwyspie Apenińskim staje się powoli tylko mrzonką. Niemniej jednak spójrzmy na ofensywy obu zespołów. Z jednej strony – Higuain, Hamsik, Callejon, Insigne, Mertens. Z drugiej – De Bruyne, Dost, Schuerrle, Perisić.

No i on. As (niekoniecznie ten z rękawa), przyszły laureat Złotej Piłki.

Powinny lecieć wióry.

3. Ukraińskie drużyny

Aż dwie na poziomie ćwierćfinału, ogromny sukces. Wszystko w obliczu wojny, która zżera ten kraj. Piłka pełni rolę odskoczni od całego tego syfu, wspominał dzisiaj o tym w wywiadzie dla Przeglądu Serhij Rebrow, trener Dynama Kijów. Zarówno jego drużyna, jak i Dnipro Dniepropietrowsk, grają o coś więcej niż pieniądze, puchary, które zaraz zakurzą się klubowej gablocie czy medale, które za moment zostaną rzucone w kąt. Niby nie powinno mieszać piłki z polityką, ale też nie da się ich od siebie odseparować. Tło tych spotkań będzie wyjątkowe.

4. Finał w Warszawie

W końcówce maja na Stadionie Narodowym będziemy świadkami wielkiego wydarzenia. Finał poważnego turnieju w naszym kraju, duża piłka na wyciągnięcie ręki. Ten piękny obiekt stworzony jest do takich spotkań. Warto przyglądać się temu, kto będzie współtworzył to widowisko.

Jakieś typy? My z pewnością nie pogardzilibyśmy drużyną z Polakiem w składzie (Sevilla albo Dynamo), no i Wolfsburg gwarantuje chyba najwyższy poziom.

5. Grzegorz Krychowiak i…

A skoro wspomnieliśmy już o Polakach… O Ligę Mistrzów walczy tylko Robert Lewandowski, a w Lidze Europy mamy jeszcze dwóch przedstawicieli. Sevilla stara się o obronę trofeum, a Grzegorz Krychowiak o pierwszy tak znaczący sukces w swojej karierze. Los przydzielił im mocnego przeciwnika, Zenit też z pewnością celuje w finał, ale jest optymizm w hiszpańskiej drużynie po weekendowym starciu z Barceloną. Mecz odbędzie się w andaluzyjskiej „twierdzy nie do rozjebania”, co oznaczać musi twardą przeprawę dla ekipy Villasa-Boasa. Sam Krychowiak będzie miał dziś okazję, by stoczyć kilka ciekawych pojedynków. Witsel, Javi Garcia i paru innych. To nie są leszcze, ale Krychowiak już przecież nie takim gościom wybijał granie w piłkę z głowy.

6. …Łukasz Teodorczyk

W tym przypadku pierwszego składu się raczej nie spodziewamy, ale może „Teo” dostanie swoją szansę w drugiej połowie meczu z Fiorentiną. Rebrow nie mógł się dziś go nachwalić w Przeglądzie, niby kurtuazyjne „bla, bla, bla”, ale nie sposób nie zauważyć, że polski napastnik nie jest w Kijowie tylko statystą. 8 goli i 2 asysty w 19 meczach jako zawodnik Dynama. Trafia do bramki średnio co 97 minut. Zły wynik? Raczej nikt nie żałuje tego transferu, a to już dużo.

7. Szymon Marciniak

Jeszcze jeden polski akcent w dzisiejszym graniu. Arbiter z Płocka poprowadzi mecz Dynamo-Fiorentina i nie da się ukryć – postawa w tym spotkaniu będzie ważna w kontekście jego dalszej kariery. Oczywiście, nikt go raczej nie skreśli po jednej – odpukać – wpadce, ale perfekcyjne gwizdanie może przybliżyć go do awansu do najbardziej prestiżowej grupy arbitrów, a co za tym idzie – wyjazdu na EURO 2016. Poza tym, od dawna Polak nie dostał szansy prowadzenia spotkania na tak wysokim poziomie, co było lekkim wstydem dla całego środowiska, które odbudowywało swój wizerunek po aferze korupcyjnej. Marciniak stał się twarzą nowego pokolenia. Ostatnio w Ekstraklasie miał słabszy okres, ale liczymy dziś na dobry występ, tak samo jak w przypadku polskich piłkarzy.

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments