Dużo szumu w ostatnich godzinach, bo UEFA przedstawiła nowe stawki, które będą obowiązywać uczestników europejskich pucharów od najbliższego sezonu. Informacja najważniejsza brzmi: pieniędzy będzie więcej, dla każdego. A konkretnie? Pula nagród w samej Lidze Mistrzów przekroczy niewyobrażalną sumę miliarda euro. 

Na pucharach zarobimy więcej, ale Liga Europy to wciąż okruchy ze stołu

Generalnie, do klubów (również polskich) płyną wyłącznie dobre informacje, bo zarobią więcej, bez względu na rodzaj rozgrywek. Gdzieniegdzie różnice są nawet dość wyraźne. Bo na przykład – awans do fazy grupowej Ligi Europy przyniesie drużynie zysk na poziomie 2,4 miliona euro, podczas gdy jeszcze w tym roku – chociażby w przypadku Legii – było to dużo skromniejsze 1,3 mln.

4-5 milionów złotych różnicy za to samo osiągnięcie piechotą nie chodzi, prawda?

Można za to kupić Masłowskiego i zostanie na duże frytki…

Całkowita pula nagród w przypadku Ligi Europy jest wyższa o około 270 milionów euro, co przełoży się oczywiście na to, że każdy najmniejszy sukcesik będzie wyceniany wyżej niż dotychczas. Zwycięstwo w fazie grupowej – 360 zamiast 200 tysięcy euro. Awans do 1/16 finału – 500 tysięcy zamiast 200 i tak dalej, i tak dalej. Z którejkolwiek spojrzeć strony, będzie lepiej.

I tu dochodzimy jednak do punktu, który powinniśmy napisać chyba pogrubioną czcionką. Jedno bowiem się nie zmienia i wypada to zaakcentować wyraźnie, bo dotyczy również polskich klubów. Liga Mistrzów niezmiennie nokautuje Ligę Europy pod względem przychodów. Przepaść jest tak wielka, że biznesowo trudno tę drugą traktować choćby jako ligę pocieszenia. To ważne, bo jak tylko nasze drużyny wybiegają na boiska w Europie, w mediach od razu zaczyna się liczenie, komu przypadnie jaka góra kasy. Jako że Champions League od lat okazuje się nie dla nas, jako kurę znoszącą złote jajka traktujemy również ten drugi poziom rozgrywek. Czasem bez zachowania odpowiedniego kontektu.

Liga Mistrzów, proszę państwa, na każdym kroku gwarantuje pieniądze, o jakich nam się dotąd nie śniło. To będzie wyjątkowo abstrakcyjne porównanie, ale… Wyobraźcie sobie, że Górnik Zabrze za jedno zwycięstwo w fazie grupowej LM spłaciłby całe wielomiesięczne zadłużenie wobec swoich piłkarzy. Wcześniej, awansując do niej, spłaciłby zaległości wobec wszystkich wierzycieli i jeszcze zostałoby mu tyle, że uznalibyśmy go za jeden z najbogatszych klubów w kraju.

Powiedzmy wprost: Legia, Lech, ktokolwiek u nas o tę Ligę Mistrzów walczy, nawet przegrywając wszystkie mecze wyciągnąłby z niej co najmniej 60 milionów złotych. Porównajmy to, co nas powinno najbardziej obchodzić – czyli etap fazy grupowej. Nie półfinały i finał, bo tym będą się zajmować księgowi poważnych zespołów.

Awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów – 12 milionów euro
Awans do fazy grupowej Ligi Europy – 2,4 miliona euro

Zwycięstwo w grupie Ligi Mistrzów – 1,5 miliona euro
Zwycięstwo w grupie Ligi Europy – 360 tysięcy euro

Remis w grupie Ligi Mistrzów – 500 tysięcy euro
Remis w grupie Ligi Europy – 120 tysięcy euro

Wyjście z grupy Ligi Mistrzów – 5,5 miliona euro
Wyjście z grupy Ligi Europy – 1 milion euro za 1. miejsce, 750 tys. za drugie

To są mniej więcej te subtelne różnice, do których możemy dodać jeszcze jeden istotny element. Wpływy z praw telewizyjnych w Lidze Mistrzów również będą od tego roku trzykrotnie wyższe aniżeli w Lidze Europy (483 miliony do podziału vs 152 miliony).

Krótko mówiąc – jest dobrze. Kto awansuje, ten zarobi więcej niż kiedykolwiek. Ale jedno się nie zmienia. Mecze, które oglądamy w środy o 20:45 i te w czwartki o 19. czy 21. to biznesowo różne światy. Piłka niby ta sama, zwycięstwo również cieszy, ale w księgach wszystko wygląda inaczej. Prawdziwy skok na kasę można wykonać tylko w jeden sposób – osiągając to, co dla nas nieosiągalne od prawie dwóch dekad.

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments