Niecałe dwa tygodnie temu bokser Grzegorz Proksa został dyrektorem sportowym GKS-u Katowice. Powiedzmy sobie szczerze, decyzja ta nie została przyjęta z powszechnym entuzjazmem, nie brakowało ludzi, którzy łapali się za głowę i mówili, że ktoś przy Bukowej postanowił urządzić cyrk. Jak to już w naszym środowisku bywa – jedni cieszyli się, że do klubu trafił ktoś ze świeżym spojrzeniem i mocno identyfikujący się z jego marką, a drudzy narzekali, że GKS – z ambicjami sięgającymi gry w Ekstraklasie – potrzebuje fachowca, a nie celebryty.
Przyglądaliśmy się z boku tej dyskusji, zrobiliśmy jedynie wywiad z samym Proksą, w którym opowiedział nam o powodach przyjęcia propozycji pracy i swoich pomysłach na klub (TUTAJ). Nie wychylaliśmy się z oceną, ale zastanawialiśmy, jak to wszystko będzie wyglądać.
Jak się okazuje, może być ciekawie.
Z piłką od dziecka, ale pierwszy raz widziałem jak drużyna robi wszystko żeby nie wygrać… Tyle z Jaworzna…..
— Grzegorz Proksa (@GProxa) March 28, 2015
Taki wpis po meczu GKS Tychy–Termalica Bruk-Bet Nieciecza – wygranym przez drużynę Tomasza Hajty 1-0 – zamieścił na Twitterze nowy dyrektor sportowy ligowego rywala obu drużyn.
Niby nic nowego, niby powinniśmy już przywyknąć, bo drużynę z Niecieczy o odpuszczanie oskarżano już jakieś 846 razy. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że niecieczanie na złą sławę solidnie zapracowali, ale takie zarzuty względem nich zazwyczaj kierowali przecież dziennikarze, kibice i obserwatorzy I ligi, a nie ludzie, którzy zajmują wysokie stanowiska w innych klubach.
Wiele wskazuje na to, że Grzegorz Proksa – cytując jeden z polskich filmów – w dupie ma wszelkie konwenanse. W związku z tym czujemy, że może być w Katowicach ciekawie tej wiosny.