Piłkarze Manchesteru City pomachali jedną z dwóch zachowanych białych flag. Sensacyjna przegrana z walczącym o utrzymanie Burnley właściwie przekreśla ich szansę na obronę mistrzostwa Anglii. Atmosfera jest patowa. Coraz głośniej mówi się o zwolnieniu Manuela Pellegriniego. Odpadnięcie z Ligi Mistrzów, równoznaczne ze stratą szans na jakiekolwiek trofeum, w Manchesterze zostanie potraktowane jako kompletna katastrofa i armagedon. Żeby jej uniknąć trzeba będzie pokonać Barcelonę. Na Camp Nou, minimum dwoma golami.

City wywiesiło białą flagę. Albo pokonają Barcę, albo będzie katastrofa

Kibice i brytyjscy dziennikarze nie mają wątpliwości. Jest to misja niewykonalna. Barca zagrała dziś z hiszpańskim odpowiednikiem Burnley, czyli ekipą z Eibar. Wygrali gładziutko, bez choćby najmniejszego wysiłku, idąc po linii najmniejszego oporu. City z kolei przegrali już piąty ligowy mecz w sezonie. Burnley dołączyło do Stoke, West Hamu, Arsenalu i Liverpoolu. Z The Citizens wygrali po raz pierwszy od 41 lat.

Możni goście nie zagrali tragicznie. Byli po prostu niebywale chaotyczni i mało skuteczni. Chwilami brakowało szczęścia. W ostatnich minutach sędzia nie podyktował City ewidentnego rzutu karnego po faulu na Pablo Zabalecie. Więcej szczęścia miał George Boyd, który naprawdę pięknym półwolejem, z dwudziestego metra, nie dał Joe Hartowi właściwie żadnych szans. W praktyce tytuł gigantowi, który w tym sezonie na transfery wydał prawie sto milionów euro, wydarł gość, dla którego jest to dopiero drugi sezon w Premier League. To jest właśnie piłka.

Menedżer zakręcił wyjściowym składem, ale nie przyniosło to żadnego skutku. Do jedenastki, w porównaniu z poprzednim meczem z Leicester, wrócili Vincent Kompany, Pablo Zabaleta, Gael Clichy, Fernandinho oraz Edin Dzeko. W którąkolwiek stronę tabeli się nie spojrzy – czy nad, czy pod – fanom City rzednie mina. Z jednej strony Chelsea z pięciopunktową przewagą i dwoma meczami w zapasie. Z drugiej rozpędzony Arsenal, tracący ledwie jedno oczko. I United tracący pięć, mający do rozegrania jedno spotkanie więcej.

Poza tym brytyjska prasa rozpisuje się na temat rzekomej scysji pomiędzy Vincentem Kompany i Fernandinho, czyli istotnymi postaciami. W przerwie przegranego meczu z Liverpoolem miało dojść między nimi do przepychanki, co atmosferę w szatni stawia pod oczywistym znakiem zapytania. Pellegrini najwyraźniej zaczyna tracić panowanie nad sytuacją. Wypuścił lejce. – Zajmujemy drugie miejsce, więc nie jest tak najgorzej. Od dziś skupiamy się wyłącznie na rewanżu z Barceloną – powiedział Pellegrini na pomeczowej konferencji prasowej. W jej pokonanie wierzą wyłącznie niepoprawni optymiści, a presja jest ogromna.

Margines błędu nie istnieje. Oni po prostu muszą. Opuszczone głowy, spięcia wewnątrz zespołu, nagonka mediów. W takiej atmosferze przystąpią do najważniejszego meczu sezonu.

Liczba komentarzy: 0
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments