Stadion Imrat w Agdam, 12 maja 1993. Osiem tysięcy kibiców na trybunach, stawką starcia pomiędzy Turan Tovuz a Karabachem awans do finału pucharu Azerbejdżanu. Gospodarze wychodzą z batalii zwycięsko dzięki golowi Yasara Huseynowa, trybuny wiwatują. Któż wtedy mógł wiedzieć, że to będzie ostatni mecz, jaki „Jeźdźcy” zagrają kiedykolwiek na własnym terenie? Sześć tygodni później ormiańskie wojska zajmą Agdam po trwających blisko miesiąc walkach, na stadion spadną bomby. Miasto ostatecznie upadnie 23 czerwca, pięć dni po tym, jak Karabach przypieczętuje dublet, do krajowego pucharu dorzucając mistrzostwo.

Karabach Agdam. Klub z miasta duchów

Przez dekady Azerowie i Ormianie żyli w regionie Karabachu we względnej zgodzie. Problem polegał jednak na tym, że Sowieci wcielili ten rejon do państwa azerskiego, podczas gdy 75% ludności stanowili Ormianie. Gdy upadało ZSRR, także tutaj rozpętało się piekło. Podczas wojny zginęły setki tysięcy ludzi, dziś trwa zawieszenie broni, ale nietrwałe, wciąż łamane. Pilnujący granic snajperzy co roku zabijają kilkanaście osób, w tym czasem cywili, którzy niefortunnie zbłądzą.

agdam-9

Czterdziestotysięczne Agdam, dziś kompletnie opustoszałe i obracające w ruinę

Dawniej w regionie były dwie mocne drużyny: azerski Karabach Agdam i ormiański Karabach Stepanakert. Obie istnieją do dziś, aczkolwiek na specyficznych warunkach. Ekipa, która wczoraj była o krok od pokonania Interu, gra w Baku, tutaj też buduje swój nowy stadion. Zespół ze Stepanakert po wojnie został wcielony do ligi ormiańskiej, ale miał swoją bazę w Erewaniu. Teraz jego spadkobiercą jest Lernayin Arsach, mocarz lokalnej kompletnie amatorskiej ligi.

Warto wspomnieć, że w tym roku Karabach zameldował się pierwszy raz na mistrzostwach świata państw nieuznawanych, tuż obok reprezentacji Irackich Kurdów, Abchazów czy też Padańczyków.

Pierwszy oficjalny mecz w historii reprezentacji Karabachu

Kibicami Karabachu Agdam są w większości rozsiani po kraju uchodźcy, a szacuje się, że w Azerbejdżanie jest ich 800.000. Klub organizował nawet specjalne autobusy, by te dowoziły fanów na stadion z najdalszych zakątków. Stolica azerskiej części Karabachu wymarła, z kolei ta Ormiańska, Stepanakert, wciąż istnieje, bo i to region kontrolowany przez Armenię.

Image and video hosting by TinyPic

Życie toczy się dalej, w Stepanakert płynie względnie spokojnie. Tak wygląda nowo oddany do użytku szpital, wiele polskich miast mogłoby pozazdrościć

Mimo tak trudnej historii, Karabach Agdam obok Neftczi jest jedyną azerską drużyną, która nigdy nie spadła z ligi. Nawet w czasie wojny, wciąż grali. Choć legenda mówi, że piłkarze chcieli iść na front i walczyć za swoje miasto. Ale wtedy powiedziano im, że mają przynieść chwałę na boisku. Dać w ten sposób ludziom radość i nadzieję. Najwyraźniej moc wówczas wypowiedzianych słów nie wygasła, skoro wciąż grają pod tamtą bandęrą.

Niezwykłe, że klub z nieistniejącego miasta właśnie coraz śmielej rozpycha się po europejskich salonach. Od 2008 i zatrudnienia w klubie Gurbana Gurbanowa, Karabach w regionie zaczęto nazywać „Barceloną Kaukazu”.

Image and video hosting by TinyPic

Gurbanow, dawniej reprezentant Azerbejdżanu

Sponsorowani przez firmę Azersun, jednego z lokalnych potentatów spożywczych, odważniej postawili na zagranicznych piłkarzy, szczególnie Brazylijczyków. Gurbanow chce grać ofensywnie, nie muruje nawet mierząc się z silnym rywalem, stawiając na efektywność, nawet kosztem efektowności. To miało im zapewniać triumfy w Europie, przy jednoczesnych porażkach w lidze, gdzie cały czas pozostawali siłą pomniejszą. W zeszłym roku jednak wygrali ligę po raz pierwszy od dwudziestu lat, a teraz także zmierzają po mistrza: minęło 14 kolejek, a Karabach już wypracował sobie siedem punktów przewagi nad Interem Baku i 11 nad Neftczi.

Krajową ligę mają zamiar zdominować na lata, tak jak zrobiło BATE na Białorusi, Basel w Szwajcarii. To ułatwi realizację celu, jakim jest Liga Mistrzów. I trzeba powiedzieć jasno: dostanie się do niej to realny plan patrząc na to z kim w ostatnich latach przyszło im rywalizować, a raczej kogo ogrywać. Pokonane Dnipro, Rosenborg, Wisła, a w jednym meczu nawet Brugia czy Salzburg. Remisy z Interem, Saint-Etienne czy Twente też wstydu nie przynoszą. Karabach znalazł się na mapie europejskiej piłki, przyjęto go do rodziny i wydaje się, że dopiero się rozpędza. Tegoroczne sukcesy dodadzą wyłącznie wiatru w skrzydła, a o przekręceniu tego zespołu w ostatnich sekundach starcia z mediolańczykami mówi przecież dziś cała Europa.

Umarłe Agdam natomiast dzięki piłkarzom pozostaje żywe, nawet jeśli tylko poprzez pamięć. Vugar Nadirow, piłkarz Karabachu: – Moim marzeniem jest zobaczyć kiedyś Agdam. Odwiedzić znajdujący się tam grób brata, który zginął na wojnie.

Leszek Milewski

Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments