W ciągu kilkudziesięciu ostatnich godzin polskie media rozpisują się na temat Huberta Adamczyka – 16-letniego gracza Zawiszy Bydgoszcz, który podpisał kontrakt z Chelsea. Nie myślcie jednak, że ten transfer przeprowadzono nagle, niemal z dnia na dzień. Mieliśmy bowiem w przypadku reprezentanta Polski U-17 modelowy przykład tego, jak czołowy europejski klub pozyskuje młodego zawodnika – co istotne – z poszanowaniem dla obowiązujących transferowych przepisów FIFA.

Mamy Polaka w Chelsea, ale że on tam będzie, wiadomo było dużo wcześniej

Adamczyk jeździł do Chelsea kilkukrotnie, żeby zobaczyć, na co się pisze. Oficjalnie – były to testy (za zgodą Zawiszy), aczkolwiek co do tego, że londyńczycy są zdeterminowani, by go pozyskać tuż po tym, jak ukończy wymagane regulacjami 16 lat, nie było żadnych złudzeń. Bywał więc Hubert w Anglii, trenował ze swoimi rówieśnikami, z drużyną rezerw, a także pod okiem samego Jose Mourinho. Na dowód obrazek poniżej.

No dobra, ale co to za gość, ten Adamczyk? – zapyta ktoś wreszcie. Najlepszy u nas na tę chwilę kandydat na piłkarza spośród urodzonych w 1998 roku. Ofensywny środkowy pomocnik, bardzo zaawansowany technicznie, przy czym dla Anglików bardziej liczyły się dwie inne umiejętności – że potrafi grać obiema nogami i nie ma problemów z motoryką. Chciały go mieć czołowe polskie akademie, rzeczywiście były zdeterminowane, tyle że koniec końców – zupełnie bez szans, by go podpisać. Bo decyzja o wyjeździe na Wyspy została podjęta już wcześniej, a Hubert i jego ojciec grzecznie dziękowali za kolejne propozycje. Legia, Lech – odbiły się od ściany. Podobnie zresztą jak… Liverpool.

W zeszłym roku szef ich akademii przyjechał na mecz biało-czerwonych z młodymi Austriakami, w celu przeprowadzenia rekonesansu. Nikogo nie znał, nikogo konkretnie nie przyjechał oglądać, chciał jedynie przyjrzeć się, jak silny mamy ten rocznik, który wkrótce dobije do wieku uprawniającego do transferów zagranicznych. Ale kiedy zobaczył Adamczyka, był gotów brać go od zaraz. Zdziwił się, rzecz jasna, dostając kosza, dopóki nie usłyszał hasła: Chelsea.

Adamczyk to, wbrew pozorom, nie jest gość, jakich na Stamford Bridge sprowadzą sobie w tym okienku jeszcze kilku. On był dla nich na tyle ważny, że chuchali na niego i dmuchali, pilnując, aby się nie rozmyślił. I w końcu dopięli swego. Młody na co dzień będzie trenował z rezerwami, tym niemniej został zapewniony, że co jakiś czas wymieni klepkę z Oscarem czy innym Hazardem…