– Odszedłem z powodów osobistych. Decyzję podjąłem trzy dni temu. Czasem nie sam człowiek decyduje o swoim życiu, o tym gdzie jest czy będzie w danym czasie. Nie chcę rozmawiać o prywatnych sprawach, ale są na tyle poważne, że najlepszym wyjściem dla mnie będzie pozostawać bliżej domu – mówi na łamach „Super Expressu” Ricardo Moniz, przekonując, że oferta TSV 1860 Monachium nie była powodem jego „ucieczki” z Gdańska. Przegląd Sportowy donosi tymczasem, że jednym z kandydatów do zajęcia jego miejsca jest Piotr Nowak. Zapraszamy na obszerny piątkowy przegląd piłkarskich artykułów.
FAKT
Zaczynamy of Faktu, w którym dziś aż pięć stron materiałów dotyczących futbolu. „Nawałka wreszcie odważny” – pisze tabloid, donosząc, że selekcjoner na mecz z Litwą wystawi dwóch napastników. Co oznacza, że jak tylko eksperyment nie wypali, wszyscy będą się mądrzyć, że należy grać jednym.
Robertowi Lewandowskiemu (26 l.) będzie pomagać Arkadiusz Milik (20 l.). To ma być antidotum na nieskuteczność reprezentacji Polski. Biało-czerwoni już dawno zapomnieli, jak się zdobywa bramki. W sześciu ostatnich meczach, nie licząc wypadu do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, nasi piłkarze dbali o dobre samopoczucie bramkarzy rywali i oszczędzali im pracy. Strzelecka impotencja Polaków liczona jest już w setkach minut. Ostatniego gola dla reprezentacji zdobył Adrian Mierzejewski (28 l.) kwadrans przed końcem potyczki w San Marino, we wrześniu. Od tamtej pory, od prawie 270 dni kadra grała na „zero z przodu” z Ukrainą, Anglią, Słowacją, Irlandią, Szkocją i Niemcami. W 35. min piątkowego starcia z Litwą może minąć dokładnie dziesięć godzin od ostatniej polskiej radości z gola wbitego rywalom. Nawałka nie chce do tego dopuścić i dziś zdecyduje się na najbardziej ofensywne ustawienie, od kiedy został selekcjonerem – Milik będzie ustawiony za plecami Lewandowskiego. – Z Robertem graliśmy już razem z San Marino. Ten mecz nie był dla mnie dobry, dostałem szansę, gdy nie byłem na nią przygotowany. Nie grałem w Bayerze i brakowało meczowego rytmu, więc trudno było zweryfikować to ustawienie. Teraz jestem lepszym zawodnikiem.
Marek Koźmiński twierdzi, że kadra wygląda lepiej niż wcześniej. Króciutka rozmówka, w której nie ma niczego ciekawego. Bardziej pikantnie brzmi tekst o konflikcie w dawnej drużynie Górskiego. Jan Tomaszewski nie wybiera się na mecz z Litwą, mimo że zaproszenia dostała cała śmietanka zawodników z tamtych lat. Nie zamierza prowokować kłopotliwych sytuacji.
– Dwa lata temu Władysław Ł»muda i Grzegorz Lato chcieli mnie wykluczyć z Klubu Wybitnego Reprezentanta za krytykowanie polskiej kadry szykującej się do Euro 2012. Nikt z dawnych kolegów wtedy się za mną nie ujął. Uprzedziłem ich i sam zrezygnowałem, skoro tak bardzo im przeszkadzałem. Dlatego teraz nie ma mowy o wspólnym świętowaniu. Unikniemy w ten sposób kłopotliwej sytuacji, bo niektórym pewnie ręki bym nie podał – tłumaczy Tomaszewski. – Dziwię się Jankowi, że nie będzie go z błahego powodu. Tworzyliśmy przecież kiedyś wielką drużynę – mówi Władysław Ł»muda (60 l.), zaznaczając, że to nie on czy Lato, ale Komisja Etyki postanowiła go usunąć z prestiżowego Klubu. W gronie Orłów Górskiego po latach zgrzytów jest więcej. Niektórzy piłkarze mają żal do Gadochy, że przed pamiętnym meczem z Włochami bez ich wiedzy rzekomo przyjął od Argentyńczyków dolarową nagrodę (podobno 18 tysięcy) za to, by mający już pewny awans do następnej rundy biało-czerwoni mimo wszystko zagrali z pełnym zaangażowaniem, bo wtedy z grupy wyszliby też Latynosi. Polacy wygrali 2:1, ale Gadocha dolarami się nie podzielił.
Ireneusz Jeleń nie jest zapuszczony – o tym świadczyć ma ponoć fakt, że w dobrym stylu wznowił karierę w A-klasowym Piaście Cieszyn. – To nie jest tak, że przez ten rok siedziałem w domu. Trenowałem indywidualnie, biegałem i regularnie chodziłem na siłownię. Amatorsko grałem też z kolegami na Orliku – wyjaśnia Jeleń, któremu muskulatury mógłby pozazdrościć niejeden piłkarz z polskiej ekstraklasy. Szerzej o tym będzie również w katowickim Sporcie, w tekście tego samego autora.
Kokoszka wyjeżdża na emeryturę? Albo po prostu po pieniądze. Do Izraela.
Po bardzo dobrej końcówce sezonu Adam Kokoszka nie przystał na ofertę Śląska i wybrał propozycję z Beitaru Jerozolima. Transfer może jednak oznaczać, że wypadnie z orbity zainteresowań selekcjonera Adama Nawałki. Wiosnę obrońca może zaliczyć do udanych. Kierowana przez niego defensywa wrocławian zanotował świetną passę siedmiu meczów bez straty gola, a w rundzie finałowej straciła tylko jedną bramkę. Jak dowiedział się PS, jeszcze w ostatniej chwili przed wylotem do Izraela, piłkarz był zainteresowany przedłużeniem kontraktu ze Śląskiem aż o cztery lata. Jednak w obliczu cięcia kosztów, działacze mogli mu zaproponować maksymalnie 40 tys. zł miesięcznie. W Izraelu będzie zarabiał znacznie więcej.
Dalej Fakt donosi, że powodem odejścia Ricardo Moniza (choć oferta TSV 1860 z pewnością była atrakcyjna) mógł być również fakt, że nie potrafił dogadać się z dyrektorem Andrzejem Juskowiakiem i resztą władz klubu. Podkreślał, że nie czuje odpowiedniego zaufania z góry i ma niewielki wpływ na kształt kadry zespołu. Nie wiedział na przykład o planowanym transferze Daniela Łukasika.
Z kolei Skorża z Urbanem walczą o Zawiszę.
Wydaje się, że nazwisko nowego szkoleniowca Zawiszy znane jest od kilku dni – choć oficjalnego komunikatu jeszcze nie wydano. To Maciej Skorża. Niektóre osoby twierdzą jednak, że właściciel klubu Radosław Osuch w ostatnich dniach często kontaktuje się także z Janem Urbanem. Osuch przebywa obecnie w Portugalii, gdzie prowadzi rozmowy z działaczami FC Porto odnośnie nawiązania współpracy. Przy okazji tej wizyty pojawiły się głosy, że na tamtejszym rynku szuka szkoleniowca dla swojego zespołu. Niedawno niezbyt pochlebnie wypowiadał się bowiem o polskich trenerach. Wiele w tym temacie mógłby powiedzieć Ryszard Tarasiewicz, z którym czasami biznesmen kontaktował się jedynie poprzez wiadomości SMS. Sam Osuch przed odlotem do Portugalii odgrażał się, że jedzie ściągnąć nowego szkoleniowca, ale było to stwierdzenie na wyrost. Pieniędzmi bowiem poważnego kandydata nie przekona. Nowy trener Zawiszy może liczyć na miesięczną gażę w wysokości około 30 tysięcy złotych miesięcznie. Te pieniądze trafią zapewne do Skorży, który ponoć porozumiał się z Osuchem. Te informacje potwierdzane są niemal przez wszystkie osoby znające dobrze realia panujące w klubie. – Od kiedy rok temu wróciłem do kraju, przy okazji zmiany trenera w każdym klubie wymienia się moje nazwisko. Bydgoszcz na pewno dobrze mi się kojarzy, bo na stadionie Zawiszy z Legią sięgałem po Puchar Polski – stwierdził niedawno Skorża.
Naprawdę dobry, ciekawy numer Faktu.
RZECZPOSPOLITA
Dwa teksty w dzisiejszym wydaniu „Rz”. Chociażâ€¦ Pierwszy z nich ciężko nawet nazwać tekstem, to raczej ramka ze zdawkową informacją na temat meczu z Litwą. Drugi, ten znacznie obszerniejszy, traktuje o znanych bramkarzach, którzy w Brazylii będą musieli zadowolić się rolą rezerwowych.
Mundial w Brazylii, reprezentacja Chile rozpoczyna mecz z mistrzami świata Hiszpanami. Siedzący na ławce tych pierwszych bramkarze Johnny Herrera z Universidad de Chile oraz Cristopher Toselli z Universidad Catolica spoglądają na ławkę drużyny Vicente del Bosque. Wcześniej zawiedzeni, może nawet obrażeni na swojego trenera za wysłanie do rezerwy, teraz poprawiają sobie humory. Bo ich los w przeciwnej drużynie podzielili bramkarze wielcy: coraz pewniej czujący się w bramce Manchesteru United David de Gea oraz Jose Reina z Napoli. W Brazylii na hiszpańskiej ławce odłożone będę więc rękawice wyceniane na blisko 30 mln euro (de Gea 17 mln, Reina ponad 10 mln). Powód takiego stanu rzeczy jest jeden i nazywa się Iker Casillas. Bramkarz Realu, chociaż debiutował w kadrze w 2000 roku, na dobre do bramki (nazywanej w żargonie piłkarzy „klatką”) wskoczył podczas MŚ 2002, kiedy zastąpił w niej Santiago Canizaresa. Jego z udziału w mundialu wykluczyła jedna z najbardziej banalnych kontuzji: skaleczenie się w stopę upuszczoną butelką wody kolońskiej. Od tamtej pory Casillas rozegrał w reprezentacji 153 mecze. Rzadko z bramki wychodził, więc Pepe Reina wystąpił w kadrze tylko 31 razy, a David de Gea ani razu. A przecież to są bramkarze czołowych europejskich klubów: Napoli (Reina) i Manchesteru Utd (De Gea). W dodatku to Casillas łączy się ze wszystkimi sukcesami Hiszpanii na euro i mundialach. Jest w Hiszpanii jeszcze jeden znany bramkarz: Victor Valdes. Niemal niezastąpiony w Barcelonie, w swoim czasie najlepszej drużynie klubowej świata, w związku z pozycją Casillasa ma niemal zamkniętą drogę do reprezentacji. Valdes zadebiutował w kadrze zaledwie przed czterema laty (miał wówczas już 28 lat) i od tego czasu rozegrał w narodowych barwach raptem 20 spotkań, z czego kilkanaście było meczami o przysłowiową pietruszkę. – To prawda, wiele cierpię, siedząc na ławce, ponieważ jest to dla mnie zupełnie nowe uczucie. Kiedy nie grasz, napięcie jest jeszcze większe. Ale jeśli wygramy Puchar Świata, nikt nie będzie szczęśliwszy ode mnie – mówił hiszpańskim dziennikarzom Valdes krótko przed finałem mundialu w RPA, jednocześnie kurtuazyjnie komplementując kluczową rolę, jaką odgrywa w drużynie niezniszczalny Casillas. W Brazylii świetni bramkarze zasiądą na ławce także innych reprezentacji. Zmiennikiem Manuela Neuera w kadrze Niemiec będzie przecież symbol Borussi Dortmund Roman Weidenfeller, którego reprezentacyjny licznik zatrzymał się na jednym występie…
GAZETA WYBORCZA
Gazeta Wyborcza nie zaproponuje nam dziś niczego spektakularnego. W ogólnopolskim wydaniu – nowe otwarcie Lewandowskiego. Niesamowicie dużo szumu o tak drobną w gruncie rzeczy kwestię.
To nowe otwarcie dla Lewandowskiego to pomysł selekcjonera Adama Nawałki. Osamotniony w reprezentacyjnym ataku gwiazdor Bundesligi z meczów kadry wracał bez zdobyczy bramkowych i z większą liczbą siniaków niż po spotkaniach w klubie. Opaska kapitana ma podkreślić, jak ważny jest dla drużyny narodowej, i dodać mu pewności siebie. Jeszcze rok temu Lewandowski był bliski rezygnacji z kadry, gdy zaprzyjaźnione ze związkiem media ujawniły, że oczekiwał większej stawki za udział w reklamie. Teraz dostał wielkie wsparcie od PZPN i selekcjonera. Podobnie było z… Leo Messim. Trzy lata temu trener Argentyny powierzył opaskę kapitana podziwianemu za gole w Barcelonie, ale zawodzącemu w kadrze piłkarzowi. I małomówny geniusz przemienił się w prawdziwego lidera reprezentacji, zaczął seriami zdobywać bramki. Messi, podobnie jak Lewandowski, też czasem wysłuchiwał gwizdów swoich kibiców, podważano jego poświęcenie dla ojczyzny. Nawałka, jak Sabella, na pierwszej konferencji wziął w obronę Lewandowskiego, a teraz szuka mu innej roli niż w klubie. Oczywiście trudno oczekiwać, że snajper Bayernu kiedykolwiek przyjmie w kadrze funkcję podobną do Messiego, który w reprezentacji Argentyny za Sabelli częściej rozgrywa piłkę w pobliżu środka boiska. Nowy pomysł na Lewandowskiego polega na dodaniu mu pomocnika – w poprzednich meczach za każdym razem osamotniony napastnik był otoczony dwoma-trzema obrońcami rywali, teraz będą oni musieli radzić sobie też ze wspierającym go Arkadiuszem Milikiem. W ostatnim meczu towarzyskim przed startem eliminacji do Euro 2016 Nawałka chce bowiem przyjrzeć się współpracy napastnika Bayernu z nowym atakującym Ajaksu Amsterdam. Receptą na lepszą grę nieskutecznego dotąd w kadrze Lewandowskiego ma być odciążenie go w ataku przez Milika. Messi opaskę dostał na stałe. Nawałka mówi, że Lewandowski będzie kapitanem w meczu z Litwą. Nie potwierdza, że Jakub Błaszczykowski stracił tę funkcję. Gdy kontuzjowanego pomocnika Borussii ominęły dwa poprzednie mecze, drużynę wyprowadzali na boisko piłkarze z największą liczbą spotkań, bo taką zasadę dotąd stosował selekcjoner Łukasz Piszczek (ze Szkocją) i Artur Boruc (z Niemcami). Spośród obecnych 25 kadrowiczów najwięcej meczów w kadrze ma Lewandowski, ale w tym przypadku wydaje się, że chodzi o coś więcej niż tymczasowe zastępstwo. Jeden z pracowników związku przyznał jednak, że informacja o zmianie kapitana wypłynęła za wcześnie, zanim dowiedzieli się o niej sami piłkarze. Błaszczykowski przyjeżdża na mecz z Litwą i będzie miał okazję porozmawiać o sprawie z Nawałką.
„Juniorskie życie Kozaka” w Gazecie stołecznej. Tekst, którego nie ma sensu cytować, bo mówi wyłącznie o tym, że młody legionista nie zachwycił w meczu ze swoim byłym klubem z Poznania. Lepiej dowiedzieć się, ile Legia zarabia na meczu przy pełnych trybunach. I czemu tak rzadko?
– To kolosalne wpływy. To bardzo duże pieniądze, ale problem jest taki, że takie sytuacje zdarzają się trzy razy w roku. Dlatego naszym celem jest wypełnianie stadionu podczas meczów mniej interesujących. To cel nie tylko dla Legii, to powinien być cel dla wszystkich klubów, dla ligi – mówił członek zarządu Legii. – Wracając do wpływów z takich meczów, to są to kwoty przekraczające milion złotych. W skali całego sezonu wpływy z dni meczowych stanowią 12-13 proc. budżetu – dodał Szumielewicz. Budżet Legii w tym sezonie wynosił ok. 110 mln zł. Szumielewicz mówił też o pozyskiwaniu sponsorów przez Legię. – Czy w związku z tym, że Legia jest dwukrotnym mistrzem Polski i największą sportową marką w kraju, przebieram w ofertach sponsorskich? Chciałbym, żeby tak było, ale na moim stole leżą sterty innych dokumentów. – Jesteśmy w sytuacji, w której o takie oferty trzeba walczyć każdego dnia. Reprezentować klub w środowisku biznesowym, wyczuwać rynek, wchodzić z nim w interakcje. Nie jesteśmy w pozycji marki, która zasypywana jest wielkimi ofertami – tłumaczył Szumielewicz. Ale zaznaczył: – Oczywiście, zgłaszają się do nas mniejsze marki, które chcą zaistnieć jako reklamodawcy. Szumielewicz, który w zarządzie Legii odpowiada za biznes i marketing, podkreślał, jak ważne są dla Legii właśnie te firmy: – Na nich nam zależy, bo problem Legii polegał kiedyś na tym, że na dole tej sponsorskiej drabinki nie było nic. Teraz chcemy pozyskiwać takie firmy, które będą naszymi oficjalnymi dostawcami najróżniejszych usług – medycznych, transportowych itp. To nie są wielkie umowy, ale jeśli podpiszemy ich w ciągu roku 50, to będą to już znaczące pieniądze. – Cała praca musi być skierowana właśnie na dół piramidy – zaznaczał Szumielewicz. – Największy wysiłek klubu kierowany jest właśnie w tym kierunku i efekty tej pracy widać. Na dodatek ten mechanizm sam się napędza – im więcej marek się pokazuje przy klubie, na stadionie, tym więcej się zgłasza.
Dzisiaj słabiutko.
SPORT
Strzelcie coś! – apeluje Sport.
Adam Nawałka przed Litwą deklaruje, że… zabawa była przednia.
– Na początku przeprowadziliśmy głębszą selekcję, a teraz wybraliśmy grupę zawodników, która powinna podjąć walkę o awans do mistrzostw Europy – mówi selekcjoner. – Dążymy do jak największej stabilizacji składu, choć przed wrześniowym eliminacyjnym meczem z Gibraltarem zmiany na 2-3 pozycjach mogą się jeszcze zdarzyć. W Gdańsku skoncentrowaliśmy się głównie na taktyce i zgrywaniu poszczególnych formacji. Po raz pierwszy zebraliśmy się w niemal pełnym składzie. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, dlatego też zajęcia były skondensowane, a treningi niezbyt intensywne. Najważniejsze, że wykonaliśmy to, co sobie założyliśmy.
Henryk Apostel po długim, bardzo długim czasie milczenia oświadcza, że media są zbyt blisko zespołu. Chyba nie zauważył w jakich czasach żyje. Nie odpowiada mu nadmierny szum.
– Podstawowy problem to taki, że niepotrzebnie się to wszystko nagłaśnia. Niech sobie pójdą na golfa, ale po co wokół tego od razu robić wielkie halo czy tym bardziej wysuwać wnioski, że atmosfera jest zła. Na zgrupowaniu ma być koncentracja i praca, bez nagłaśniania w gazetach tego, co się na nim robi. Wydaje się, ze trener Nawałka chce być bliżej mediów, ale to nie zawsze działa na korzyść.
Niedawno opaskę kapitańską dostał Lewandowski.
– I znowu pojawia się problem nagłaśniania w mediach. Najpierw czytam, że dostanie opaskę na jeden mecz, chwilę później, że na dłuższy czas. Pytam się – po jaką cholerę robić z tego aferę? Kwestia powinna być rozwiązana wewnątrz zespołu. Adam niepotrzebnie mówi o sprawach szatni.
Nie będziemy cytować zapowiedzi meczu z Litwą. Przejdziemy od razu do tematów ligowych. Okazuje się, że Robert Warzycha w nowym sezonie nie będzie siedział na ławce Górnika.
– Uchwaliliśmy prawo, które może określa, kto może zasiadać na ławce trenerskiej. To pokomplikuje pewne sprawy, ale trzeba było to uregulować. Na ławce może być trener, który ma odpowiednią licencję, kierownik, dwóch masażystów itd. To Górnik musi sobie z tym poradzić, a nie my – mówi Zbigniew Boniek (…) Chyba musimy się pogodzić z tym, że Roberta Warzychy na ławce jesienią nie będzie – dodaje prezes Górnika, Zbigniew Waśkiewicz. Warzycha ponoć uzupełnia wykształcenie i późną jesienią ma mieć średnie, co pozwoli mu zapisać się na kurs trenerów. Do tego czasu siedzieć na ławce jednak może.
Ostateczne decyzje w tej sprawie jeszcze nie zapadły.
Dalej czytamy, że młodym Filipem Jagiełło z Zagłębia interesuje się Ajax Amsterdam. Holendrzy oferują treningi z pierwszym zespołem i póki co grę w rezerwach. Zaś Irek Jeleń, który właśnie zadebiutował w A-klasowym Piaście Cieszyn (wywalczony karny, gol i dwie asysty) tymczasem deklaruje, że menedżer szuka mu już poważniejszego klubu. W grę wchodzi jednak tylko klub zagraniczny. Jeśli nie uda się wyjechać, Irek zakończy karierę. Tę samą, która zdaje się być na poważnie zakończona co najmniej od roku.
Angel Perez Garcia precyzuje cele transferowe Piasta.
– O tym, że z innymi klubami związali się Darek Trela i Mateusz Matras, wszyscy wiedzą. Być może pożegna się też z nami Krzysztof Król. Chcemy sprowadzić bramkarza, obrońców na lewą i prawą stronę, środkowego pomocnika oraz lewoskrzydłowego. Z Piasta na pewno odejdzie Rabiola, Nikiema ma grać w Red Bull Salzburg, a z informacji Sportu wynika, że władze Piasta pytały o możliwość zatrzymania na dłużej Portugalczyka Heberta.
Ruch Chorzów interesuje się tymczasem Wojciechem Skabą i Mateuszem Cetnarskim.
– Oprócz Ruchu o transferze pomocnika rozmawiał już dyrektor sportowy Pasów Piotr Burlikowski. Wiadomo, że Cracovia może zaproponować zawodnikowi o wiele lepsze warunki finansowe. Trzecim klubem, który myślał o Cetnarskim, była Wisła, jednak po podpisaniu nowej umowy z Łukaszem Gargułą, temat ten być może już nieaktualny. Jednym z priorytetów w letnim okienku jest też znalezienie konkurenta do miejsca w bramce dla Krzysztofa Kamińskiego. Odejście MIchała Buchalika jest przesądzone.
SUPER EXPRESS
Dość ciekawie powinno być dziś też w Super Expressie, który serwuje nam na początek alfabet Manuela Arboledu. Ł»egnający się właśnie z Lechem obrońca jako dziecko miał być… świadkiem cudu.
A – Awantura – największą miałem z kolegą z drużyny Piotrem Włodarczykiem, w szatni, dzień przed meczem z Koroną. Gdyby nas nie rozdzielono, byłoby ostro. Poszło o to, że słuchałem mojej muzyki, co jemu się nie spodobało. Chciał, żebym ją wyłączył, ale odmówiłem. Miałem słuchawki, nikomu nie przeszkadzałem. Włodarczyk doczepił się złośliwie, ale nie zamierzałem odpuścić. Zaczęliśmy się wyzywać, popychać i dopiero interwencja innych zapobiegła poważnej bójce.
B – Bakero – podobała mi się jego filozofia gry, ale nie trafił z doborem ludzi. Chodzi głównie o asystenta, Mariusza Rumaka. Niepotrzebnie się na niego zgodził. Rumak nigdy mu nie pomógł, nie widziałem, żeby cokolwiek mu podpowiadał w szatni. A cudzoziemski trener potrzebuje wsparcia polskiego asystenta, bo ten lepiej zna ligę. Myślę, że było mu wszystko jedno, jak pójdzie Bakero w Lechu. Zwłaszcza że i on, i inni wiedzieli, że to Rumak zastąpi Hiszpana.
C – Cud – nigdy nikomu tego nie mówiłem. Gdy miałem 8 lat, mama nagle straciła przytomność. Nie oddychała, nie reagowała na bodźce. To były poważne problemy z sercem. Lekarze stwierdzili, że trzeba się szykować na najgorsze. Byłem zrozpaczony, w kieszeni miałem 100 peso. To równowartość 70 groszy. Pobiegłem do sklepu, kupiłem świecę i wróciłem do domu. Płakałem i modliłem się, krzycząc „Boże, nie zabieraj mi mamy”. Ona leżała w dużym pokoju, zeszli się sąsiedzi na ostatnie pożegnanie. W pewnym momencie doszły mnie krzyki. Byłem pewny, że mama umarła. Ale… zobaczyłem ją w pozycji siedzącej. Powiedziała, że jest głodna i że będąc nieprzytomna, usłyszała moją modlitwę. Dla mnie to był cud, tak budowała się we mnie wiara w Boga, która z każdym dniem jest mocniejsza.
Na drugiej stronie wypowiada się Ricardo Moniz. Idzie w zaparte, że o odejściu z Lechii nie przesądziła oferta TSV 1860 Monachium, tylko sprawy prywatne… Jasne. Chcielibyśmy wierzyć.
Dlaczego przestał pan być trenerem Lechii Gdańsk?
– Z powodów osobistych. Decyzję podjąłem trzy dni temu. Czasem nie sam człowiek decyduje o swoim życiu, o tym gdzie jest czy będzie w danym czasie. Nie chcę rozmawiać o prywatnych sprawach, ale są na tyle poważne, że najlepszym wyjściem dla mnie będzie pozostawać bliżej domu.
Ale zaraz po odejściu z Lechii podpisał pan umowę z TSV 1860 Monachium. Komentarze są dość jednoznaczne: uciekł pan od Polaków do Niemców!
– Gdybym nie musiał, nie wyjeżdżałbym z Polski. Monachium jest o wiele bliżej mojego domu niż Gdańsk. Z Monachium mam do siebie tylko kilka godzin samochodem. W obecnej sytuacji to dla mnie ważne.
Niektórzy sugerują, że powodem rozstania było to, że wtrącano się panu do polityki kadrowej.
– Bzdura, nie dlatego odszedłem. Owszem, były dyskusje, na przykład na temat Deleu, ale nie było przeginania. Wszyscy chcieliśmy ciągnąć wózek w jedną stronę. Lechii nigdy nie zapomnę, jestem dumny, że mogłem tu pracować. Choć boli mnie, że nie udało się wywalczyć trzeciego miejsca. Z drugiej strony czwarta pozycja jest najlepsza jaką ten klub zajął w Ekstraklasie od lat. Do Polski przyjeżdżałem z wielkim respektem dla piłkarskiej kultury i tradycji tego kraju i z takim samym poczuciem wyjeżdżam. Myślę, że sam zostawiłem w Lechii pozytywny ślad, że jest na czym tu budować. Wszystkim dziękuję za wsparcie, a w następnym sezonie życzę klubowi poprawienia pozycji.
Na koniec Super Express apeluje do reprezentantów Polski: Zacznijcie wreszcie strzelać!
Reprezentacja Polski nie trafiła do siatki w terminie FIFA od… września ubiegłego roku. Kadrowicze otwarcie mówią, że gra w ofensywie jest największym mankamentem tej drużyny. Kibice liczą jednak na nowego kapitana Roberta Lewandowskiego (26 l.). Czy nasza największa gwiazda przełamie strzelecką niemoc? – Rzeczywiście, jest to pewien problem i na nim powinniśmy się teraz skupić – mówi „Super Expressowi” Lewandowski. – Największym znakiem zapytania w nadchodzących eliminacjach będzie to, czy zdołamy uporać się z naszymi kłopotami i grać na miarę awansu do mistrzostw Europy. My chcemy jak najlepiej, ale na boisku nie zawsze to wychodzi. Lewandowski w meczu z Litwą będzie kapitanem reprezentacji Polski. Będzie musiał radzić sobie z jeszcze większą presją. On jednak nie obawia się tego. – W trakcie meczu nie ma to większego znaczenia. Sama opaska nie sprawia, że zawodnik nagle musi dać z siebie więcej. Plusem jest rzeczywiście to, że czasem można wpłynąć na decyzję sędziego, bo na ramieniu jest opaska. Ale jeśli chodzi o samą grę reprezentacji, to jest nieistotne – podkreśla Lewandowski.
PRZEGLĄD SPORTOWY
A teraz już PS, a więc mecz z Litwą na tapecie.
Z Litwą Polacy mają więcej do stracenia niż zyskania – twierdzą autorzy pierwszego z tekstów. „Przypomnijcie sobie, jak smakuje zwycięstwo”. Każda z gazet dziś o coś apeluje.
Po trwającej pół roku negatywnej selekcji, Adam Nawałka ma wreszcie wystawić skład najsilniejszy z możliwych. Zgrupowanie w Gdańsku było poświęcone integracji, bo selekcjoner zauważył, że wewnętrznego życia w kadrze nie ma, a piłkarze po przyjeździe do hotelu najchętniej zamykają się w pokojach, z których wyściubiają nosy tylko na posiłki. Dopiero w Trójmieście mógł poświęcić więcej uwagi temu, by z indywidualności stworzyć drużynę. Dyrektor reprezentacji Tomasz Iwan zorganizował wspólne wypady na golfa, pontonami na Hel, do kina i gdańskiej stoczni. Mecz z Litwą pokaże, jak takie zabiegi odmieniły grę naszych piłkarzy. To ostatni sprawdzian przed wrześniowym startem eliminacji do mistrzostw Europy. Nawałka zabrał też reprezentantów na mecz piłki ręcznej Polski z Hiszpanią. Chciał pokazać, co znaczy jedność, walka ramię w ramię, bo akurat w przypadku tej dyscypliny powiedzenie jeden za wszystkich, wszyscy za jednego nie jest pustym hasłem. W nocy ze środy na czwartek, kiedy nasi kadrowicze spali, Hiszpanie nadal toczyli walkę, ale już przy barze jednego z sopockich klubów. Ale wszyscy byli razem – uśmiechnięci i złaknieni nowych doświadczeń. Od Polaków nikt nie wymaga wspólnych wypadów na imprezy, grup w kadrze jest zbyt dużo, ale Nawałka chce spowodować, żeby podziały przynajmniej nie przeszkadzały. No i razem z zespołem czeka na zwycięstwo. W spotkaniu z Litwą biało-czerwoni mają więcej do stracenia niż zyskania. W rankingu FIFA rywale zajmują 106. miejsce, w porównaniu nawet z biało-czerwonymi (69. miejsce) to zakamarki przeznaczone dla słabeuszy. Zwycięstwo Polaków to obowiązek. Piłkarze mają tego świadomość. Skrzydłowy Maciej Rybus mówi, że kadra powinna wygrać różnicą kilku goli, bo skromne 1:0 nie zatrzyma fali krytyki. Grzegorz Krychowiak na pytanie, co jest w piątek ważniejsze – wynik czy styl, bez wahania wskazuje na to pierwsze. – Reprezentacja czeka na zwycięstwo, mieliśmy prawo zapomnieć, jak smakuje – przyznaje pomocnik Stade Reims.
Większość tekstów, które znajdujemy dziś w Przeglądzie były już przez nas cytowane w Fakcie. Poświęcimy jednak trochę uwagi rozmowie z Markiem Koźmińskim, bo w Fakcie były do niego dosłownie trzy pytania.
Czy z tej mąki trener Adam Nawałka ulepi smaczny chleb, czy znowu wyjdzie zakalec i Polska przegra eliminacje EURO 2016?
– Mecz z Litwą to ostatni sparing przed jesiennymi spotkaniami o punkty. Oczekujemy zwycięstwa, niech się wreszcie skończy to oczekiwanie, bo na wygraną w najsilniejszym składzie kadra czeka od września ubiegłego roku. We wrześniu, w pierwszym meczu o punkty, trzeba koniecznie pokonać Gibraltar. I miesiąc później podnosimy przyłbicę na mecze z Niemcami i Szkocją w Warszawie. Kadra wygląda teraz lepiej, jest bardziej poukładana niż to było w pierwszych miesiącach pracy obecnego selekcjonera. Wreszcie wyklarowała się grupa zawodników na których będzie oparta drużyna.
Lewandowski został nowym kapitanem kadry.
– To naturalna zmiana. Szkoda, że informacja wyciekła do mediów nim trener oznajmił to drużynie. Kuba Błaszczykowski nadal jest bardzo ważnym zawodnikiem kadry, jego sportowej klasy i umiejętności nikt nie podważa. Ale od początku roku leczy kontuzję kolana i nie wiadomo, kto wróci do gry. Opaskę założy Robert, współczesna ikona polskiej piłki, który ma bardzo mocną pozycję w zespole.
Trener mówił, że kapitanem kadry jest zawodnik z największą liczbą występów. Błaszczykowski ma ich 68, Lewandowski 60.
– Cieszmy się, że Kuba wrócił do treningów, że zaczął biegać. Ł»yczymy, by jak najszybciej wrócił do formy. Ale teraz bezapelacyjnie kapitanem jest Robert. Powierzenie mu opaski to symbol władzy na boisku i hierarchii w drużynie. Jest uprawniony do czegoś więcej niż każdy inny zawodnik. To przedłużenie trenera na boisku, często rozmawiają ze sobą, tak powinno być. Lewandowski potrafi radzić sobie z presją, a ta będzie rosła. Jeśli w ogóle wrócimy do tematu kapitana, to jesienią. Jeśli wrócimy…
Trochę wieje nudą. Ł»yczeniowe gadki o tym jaką to mamy idealną grupę i jak to wreszcie wykrystalizował się szkielet kadry.
Później kilka informacji ligowych. Większość cytowaliśmy.
– Skorża prawdopodobnie poprowadzi Zawiszę
– Kokoszka wybrał Beitar Jerozolima
– Łukasz Teodorczyk nie zagra w RB Lipsk.
– Ajax chce Filipa Jagiełłę.
16-latek to jeden z największych talentów w polskim futbolu. Rok temu na biurko szefów Zagłębia wpłynęła oferta na zawodnika z Turynu. Pomocnik miał trafić do drugiej drużyny Juventusu, ale nie skorzystał z propozycji. – Na razie nigdzie się nie wybieram. Dużo zawdzięczam Zagłębiu i najpierw chciałbym coś zrobić dla tego klubu. Przede wszystkim pograć w ekstraklasie. O wyjeździe za granicę pomyślę, gdy skończę osiemnaście lat – mówił wówczas Jagiełło. Od tego czasu sporo się zmieniło. Miedziowi spadli do I ligi, co próbuje wykorzystać Ajax. Holendrzy są zainteresowani ściągnięciem pomocnika. Oferują treningi z pierwszym zespołem, ale na razie grę w rezerwach. Klub z Amsterdamu obserwuje Jagiełłę od kilkunastu miesięcy. Zainteresowali się piłkarzem w sierpniu ubiegłego roku podczas rozgrywanego w Ciechanowie Turnieju o Puchar Syrenki. Reprezentacja Polski U-17 okazała się wówczas najlepsza, a pomocnika wybrano zawodnikiem turnieju. Holendrzy byli również obecni na turnieju eliminacyjnym mistrzostw Europy reprezentacji do lat 17, który w marcu był rozgrywany w Grecji.
Działacze Lechii Gdańsk szukają natomiast zastępcy za Ricardo Moniza. Na giełdzie nazwisk pojawia się kandydatura Piotra Nowaka. Wspominaliśmy o tym na wstępie, poznajmy więc szczegóły:
– Trzeba teraz zakasać rękawy i poszukać innego szkoleniowca. Nie wykluczamy żadnego rozwiązania, tworzymy obecnie listę kandydatów – wyjaśnił Mandziara. Wiemy, że władze klubu chcą raczej zatrudnić trenera pracującego za granicą. Choć na liście życzeń znajduje się też polskie nazwisko. To Piotr Nowak, były reprezentant kraju, który z sukcesami prowadził kilka drużyn w USA, gdzie od lat mieszka. – Gdyby udało się z nim porozumieć, byłoby to dla nas bardzo dobre rozwiązanie – przyznał Mandziara. Jeśli chodzi o polski rynek, padł w klubie pomysł, choć szybko upadł, z zatrudnieniem byłego selekcjonera Waldemara Fornalika. Z kolei jednym z faworytów Andrzeja Juskowiaka, wiceprezesa Lechii ds. sportowych, od dawna jest Marcin Dorna, aktualny trener reprezentacji Polski do lat 21. Jednak właśnie z tego powodu jego zatrudnienie w gdańskim klubie jest praktycznie niemożliwe. Poszukiwania nowego szkoleniowca skupiają się głównie na rynku niemieckim. Dotarliśmy do jednego nazwiska. To Marco Pezzaiuoli, były trener m.in. Hoffenheim, choć trudno go chyba uznać za poważnego kandydata. Lista życzeń zahacza również o Portugalię. W klubie dzieje się zresztą więcej ciekawego. Ceniony przez kibiców, ale mniej przez działaczy bramkarz Mateusz Bąk otrzymał propozycję nowego kontraktu, lepszą od poprzedniej. To co prawda także roczna umowa, ale z opcją przedłużenia o kolejnych dwanaście miesięcy w przypadku wygrania rywalizacji o miejsce w składzie i w miarę regularnej gry. Ostatecznego porozumienia na razie jednak brak.

ANGLIA
Wayne Rooney się wkurzył. I, szczerze powiedziawszy, trudno mu się dziwić – wszedł do sieci, otworzył gazetę, a tam krytyka ze strony byłego kumpla z szatni. Otóż Paul Scholes stwierdził, że Rooney się wypalił, że szczyt ma już za sobą. Dziś napastnik Manchesteru United odpowiada, że to same bzdury, że nieprawda i w ogóle nie zamierza poświęcać temu uwagi. Co poza tym? Oxlade-Chamberlain walczy z czasem, by zdążyć na mundial, ale może nie zdążyć. Poza tym, Jose Mourinho przyznaje wprost, że nie ma problemów, żeby wyłożyć ponad 30 milionów euro na Fabregasa, bo ten będzie idealnie pasował do Chelsea.
WŁOCHY
“Włochy, strach wart jest 90 milionów euro”. O co chodzi? Ano o to, że napastnik reprezentacji Urugwaju, Luis Suarez – którego tak w Italii obawiają się przed mundialem – może za taką kwotę przejść do Realu. Tuttosport informuje o porozumienie Juventusu z Alexisem Sanchezem, zwraca uwagę, że przez transfer Suareza znacząco przybliży się również przeprowadzka Moraty do Turynu. Corriere dello Sport zwraca jednak uwagę na inny ruch: Drogba coraz bliżej Juve.
HISZPANIA
W hiszpańskiej prasie więcej niż w angielskiej przeczytać możemy o odejściu Fabregasa. Tym bardziej, że w tym samym miejscu Barcelona dokonuje innego transferu – Rakiticia z Sevilli. Najbardziej w oczy rzuca się natomiast news z katalońskiego Sportu: Xavi otrzymał ofertę z… Kataru. Propozycja niezła, bo to kontrakt na cztery lata, wart dziesięć milionów euro za sezon. Tymczasem po Ikera Casillasa zgłasza się Arsenal i – choć wątpimy w finalizację takiej transakcji – to Wojtek Szczęsny pewnie z takich wieści się nie cieszy.























