Naprawdę nas kusi, ale nie możemy napisać, że to powołanie to kpina

redakcja

Autor:redakcja

11 listopada 2013, 12:50 • 2 min czytania

Reklama
Naprawdę nas kusi, ale nie możemy napisać, że to powołanie to kpina

Krzysztof Mączyński to taki piłkarz, że zastanawialibyśmy się nad włączeniem go do kadry jakiegokolwiek ligowego zespołu, a co dopiero do kadry narodowej. Ale jednak przysięgliśmy przecież – nie będziemy póki co oceniać powołań Adama Nawałki, nawet tych pozornie (a może nie tylko pozornie) idiotycznych.
Dlatego teraz nas skręca i ściska, ręce świerzbią, mamy tiki nerwowe i rozstrój żołądka, ale nie – nie ocenimy! Będziemy dostawać szczękościsku co godzinę, będziemy oglądać „Miłość na bogato”, będziemy jeździć windą z góry na dół bez wyraźnego powodu, ale nie – nie napiszemy! Przecież musielibyśmy wtedy napisać, że chłop rozegrał w polskiej lidze 68 meczów, strzelił 2 gole i zanotował 3 asysty, a to na jego pozycji to po prostu bilans – kpina. Środkowy pomocnik, w dodatku o licznych zadaniach ofensywnych, z takimi osiągami? Przez dobre dwa lata wydawał nam się gościem totalnie bez atutów. Ostatnio gra o tyle lepiej, że nie przeszkadza nam, gdy robi za tło. Ale kadra?

Reklama

Nie, nie napiszemy nic a nic. Nie wydusicie z nas, że jesteśmy tym powołaniem lekko skonsternowani i obserwując pierwsze reakcje w mediach – większość ma podobnie. Nie wspomnimy, że na miejscu Mączyńskiego naprawdę wybudowalibyśmy Nawałce pomnik i codziennie składali pod nim kwiaty, bo facet już nie pierwszy raz winduje jego karierę na zupełnie inny, wyższy poziom. Mówią, że jak ktoś ma odpowiednie umiejętności, to zawsze się obroni, ale w piłce to chyba nie jest takie proste. Właściwie, śmiemy twierdzić (ale tylko po cichutku), że gdyby nie Nawałka, to Mączyńskiego mogłoby dziś w ogóle nie być w Ekstraklasie. Chłopak przez lata nie miał najmniejszej szansy zaistnieć w Wiśle Kraków. Zagrał dobry sezon w ŁKS-ie, w pierwszej lidze, ale ciągle nie było takiego, który odważnie postawiłby na niego ligę wyżej. Tak, właśnie Nawałka zrobił to jako pierwszy, tak jak dziś robi z „Mąki” reprezentanta Polski, w miejsce kontuzjowanego Klicha.

Tyle rzeczy moglibyśmy napisać o powołaniu Krzysztofa Mączyńskiego, ale przecież trzeba dotrzymać słowa: niech sobie gra (byle rzadko i krótko).

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama