– Kiedyś budzę się o 3 w nocy, a tam główną ulicą idzie 2 tysiące baranów. No, ale to kiedy mieli gnać te barany? Wiadomo, że w nocy. Przecież to jest małe miasto. Azja. Inne życie. Kiedyś piłkarze wsiadali w samolot, za dwie godziny byli w Stambule i wracali w poniedziałek. Teraz Trabzon się rozbudował – mówi Jacek Cyzio, były piłkarz Legii i Trabzonsporu. Jeden z pierwszych, którzy przekonali się, jakie głupoty potrafią pisać tureccy dziennikarze albo co na stadionie potrafi wywołać środkowy palec.

Jacek Cyzio: – Wylądowałem w Turcji, a tam… kosmos

Rozdzwonił się telefon przed meczem z Legii z Trabzonsporem?
Nie, dlaczego? Nikt nie dzwoni. Ludzie zapomnieli widocznie. Są zresztą świeższe postaci jak Mirek Szymkowiak, Brożkowie, Głowacki…

Ale tylko pan grał i w Legii, i w Trabzonsporze.
Tylko ja, to prawda. Akurat czytałem przed chwilą w „Przeglądzie Sportowym” wywiad z Georgesem Leekensem, który podobno wysłał swoją ofertę do PZPN-u. To był właśnie mój trener w Trabzonie. Padło pytanie o Polaków i też za bardzo nie mógł sobie mnie przypomnieć. Mówił o napastniku, z którego zrobił obrońcę. Dopiero redaktor przypomniał mu, że chodziło o Cyzio.

Wpisywał pan kiedyś w Youtube frazę „Cyzio Trabzonspor”?
Kiedyś wpisywałem, coś nowego się pojawiło?

Jest zwycięski karny z Besiktasem. To był sezon, gdzie był pan najlepszym obcokrajowcem w sezonie
Przez dwa lata strzelałem największym. Wygraliśmy 1:0 z Galatasaray – Cyzio. Przegraliśmy 1:3 – też Cyzio. Nawet, jak zagrałem potem jakiś słaby mecz, to kibic pamiętali, że strzelałem przeciwko Besiktasowi, Galacie, Fenerbahce. Ciągle grałem w pierwszym, potem nawet jako obrońca. Pamiętam, że to też był mecz z Besiktasem. Przydzielili mi najlepszego zawodnika. Miałem go kryć. A ja w tym meczu zaliczył asystę i strzeliłem gola.

To był ten mecz, kiedy Jarek Bako pokazał kibicom środkowy palec i przyjeżdżały wozy opancerzone?
To było nieporozumienie. Przegraliśmy, a Jarek pokazał kibicom środkowy palec i się zaczęło… Wozy opancerzone musiały odwozić ich na lotnisko, a my wróciliśmy do domu taksówkami. Potem spotkaliśmy kibiców pod bramą stadionu. Przeprosili i wytłumaczyli, że mają pretensje tylko do Baki. No więc różne sytuacje się zdarzały. Ja sam problemów z kibicami nie miałem nigdy.

Mówi się, że Trabzon to nie jest dobre miejsce dla Polaków… Mało kto potrafi się tam zaaklimatyzować.
Mówi się tak o tych, którzy nie grali. Nie poszło Szymkowi, Brożkom… No, ale np. Mierzej posiedział na ławie, a ostatnio się przebił. To kwestia tego, czy wywalczysz sobie miejsce, czy nie. Od początku musisz z tymi ludźmi złapać dobry kontakt. Jak pojechałem tam z rodziną i żona szła na zakupy, to nie odmawiałem kibicom, żeby gdzieś z nimi wejść, posiedzieć, wypić herbatę. Tam piłkarze są bogami. Wyjdziesz na ulicę i od razu jesteś rozchwytywany. Jak kibic zobaczy, że jesteś OK, a jeszcze na boisku dajesz radę, to od razu zyskujesz szacunek. Ja tam byłem uwielbiany. Po moim odejściu kibice przez długie miesiące mieli pretensje do zarządu, że nie przedłużono ze mną kontraktu. A nie przedłużono tylko dlatego, bo zmienił się prezydent. Miał jakieś biznesy na Ukrainie i w Gruzji, więc wybrał piłkarzy z tamtych regionów.

Jak to się w ogóle stało, że znalazł się pan w Turcji?
Dzięki Lubańskiemu. Trenerem Trabzonsporu był wtedy jego kolega z Belgii, Urbain Braems. Spytał, czy nie ma środkowego napastnika, a że ja byłem wtedy akurat po dobrych meczach z Manchesterem i Sampdorią, rzucił moje nazwisko. Ten trener nawet mnie nie widział. Powiedział: biorę go. Wsiadłem w pociąg ze Szczecina do Warszawy, rano spotkałem się z Lubańskim w Novotelu przy Ł»wirkach, za chwilę przyjechali Turcy i wyłożyli za mnie milion dolarów. Tyle trzeba było zapłacić, żeby ominąć przepisy, bo 23-latek za granicę wyjeżdżać nie mógł. Na drugi dzień byłem już w Stambule. Szwagier dał mi zapasowe majtki, skarpetki. Wylądowałem w Turcji, a tam… kosmos. Kilkanaście stacji telewizyjnych, mnóstwo kibiców. Ktoś mi pokazał gazetę, a tam wypowiedź, że strzelę 30 bramek i że będę królem strzelców. A przecież nic takiego nie mówiłem. Za chwilę podjechała limuzyna i zawiozła nas do zamku. Tak jak powiedziałem wcześniej – szok.

Jak wyglądał Trabzon dwadzieścia lat temu? Paweł Zarzeczny mówił kiedyś w Orange Sport, że jak poleciał tam, to za hotelowym oknem pasło się z 500 kóz.
Wszystko można powiedzieć. Różnie tam jest. Kiedyś budzę się o 3 w nocy, a tam główną ulicą idzie 2 tysiące baranów. No, ale to kiedy mieli gnać te barany? Wiadomo, że w nocy. Przecież to małe miasto jest. Azja. Inne życie. Kiedyś piłkarze wsiadali w samolot, za dwie godziny byli w Stambule i wracali w poniedziałek. Teraz Trabzon się rozbudował. Byłem pięć lat temu na stażu u Senola Gunesa, akurat jak Szymek grał. Widziałem na własne oczy, że nie ma już tych osławionych kóz.

Rozpoznawał pana jeszcze ktoś na ulicy?
Człowiek waży teraz 10 kilogramów więcej, nie ma już wąsów i włosów. Inaczej wyglądam niż na tych archiwalnych filmach, ale miałem ciekawą sytuację, jak pewnego razu gruby facet z kebabu rozpoznał mnie i zaprosił do siebie. Nie musiałem za nic płacić. Także coś tam jeszcze w pamięci zostało, ale to głównie u starszych. Z młodych kto by mnie pamiętałâ€¦

W klubie pracują jeszcze jakieś osoby, z którymi miał pan kontakt? Może były jakieś telefony ostatnio?
Utrzymuję kontakt z niektórymi osobami, ale na razie telefonów nie było. Jeden z moich kolegów był tam niedawno dyrektorem sportowym, inny jest drugim trenerem. Został też ten sam masażysta, magazynier. Niektórzy ludzie do końca życia będą tam pracowali. Prezydent jest inny – wiadomo. Tamten z moich czasów był jednym z najbogatszych ludzi w Turcji. Jak wchodził do szatni, to zapraszał do środka kamery i krzyczał, ile to dostaniemy premii. Ktoś krzyczał: za mało! A on podbijał. Wszystko pod publiczkę. Ale potem oczywiście kolacja, podziękowania. Z klasą.

Śledził pan ostatnie mecze Trabzonsporu? Wie pan coś więcej, co się tam dzieje?
Na bieżąco śledzę wyniki, ale niczego konkretnego tam nie zauważyłem. Ostatnio zremisowali z Sivassporem, drużyną, którą prowadził Roberto Carlos. Bezbramkowy remis. Ogólnie jest to silna drużyna, wystarczy spojrzeć na mecz z Lazio, gdzie prowadzili już 3:1 albo na skład, jaki mają. Malouda, Bosingwa, Zokora. To są piłkarze, którzy jeszcze niedawno grali w Anglii.

Stać Legię, żeby wywieźć stamtąd jakieś punkty?
Teren jest trudny, ale też nie róbmy z niego twierdzy nie do zdobycia. Trabzonspor pogubił trochę punktów w tym sezonie. Gdybym widział piłkarzy Urbana w dobrej formie od jakiegoś półtora miesiąca, byłbym spokojny, dawałoby to większe nadzieje a tak… Problem jest. Porażka z Apollonem, z Wisłą, teraz chwilowy oddech z Piastem. Trudno mi mówić. Trudno nam wszystkim mówić, bo nie wiemy, w jakiej formie będzie Dwaliszwili, jak zagra Pinto itd. Za dużo wahań formy jest w tej drużynie. Nie wiem, z czego to wynika. Ale też nie ma, co się przesadnie czepiać. Legia jest liderem w lidze. Legia potrafi, teraz jest pod ścianą, więc może się uda. Nieraz już nas mile zaskakiwała.

ROZMAWIAŁ GRAB

Fot. legia.com