Za kołnierz nie wylewał, testowała go Legia. Teraz… zostanie księdzem

redakcja

Autor:redakcja

02 lutego 2012, 12:19 • 4 min czytania

Reklama
Za kołnierz nie wylewał, testowała go Legia. Teraz… zostanie księdzem

Piłka nożna niejednemu uratowała życie. Możliwość zarobienia na niej niezłych pieniędzy okazała się zbawieniem dla wielu, którzy, gdyby nie talent i umiejętności, poznaliby zapewne zupełnie inny smak życia. Nieodzowny problem stanowi jednak kres zawodniczej kariery. W końcu z przyzwyczajeń nie jest łatwo zrezygnować, zwłaszcza wtedy, gdy jest to przyzwyczajenie do wysokich przelewów. Wraz z zwieszeniem butów na kołku i opróżnieniem klubowej szafki, wielu piłkarzom z oczu pryska piękny sen. Są jednak i tacy, którym znalezienie nowego pomysłu na siebie nie przysparza większych problemów.
Trenerzy, sprawni menadżerowie, skauci – to chyba najpowszechniejsze pomysły na „drugie” życie. Dużym wzięciem cieszy się rola telewizyjnego eksperta. Chociaż do tego akurat wypada mieć w miarę przyzwoitą aparycję i przede wszystkim odrobinę oleju w głowie. Dość popularne jest też zakładanie prywatnych szkółek piłkarskich. Zdarza się jednak i tak, że futbolowi emeryci nie dążą do utrzymania kontaktu z dyscypliną. Phil Mulryne, na ten przykład, postanowił zostać…księdzem.

Reklama

Piłkarzem Mulryne był raczej średnim. Co prawda podstaw rzemiosła uczył się w akademii Manchesteru United, jednak w seniorskim futbolu nie zrobił takiej kariery, jaką mu przepowiadano. Na Old Trafford zwyczajnie nie wytrzymał konkurencji. W 1999 roku, po trzech bezowocnych latach oczekiwań na swoją szansę, postanowił przenieść się do Norwich. Kanarkowych barw klubu z Carrow Road bronił z powodzeniem przez siedem kolejnych sezonów, umacniając przy okazji swoją pozycję w reprezentacji Irlandii. Jednak po odejściu z Norwich jego kariera zamieniła się w równię pochyłą. Zaliczył zupełnie nieudane podejścia w Cardiff City i Leyton Orient. W październiku 2006 roku próbował nawet szczęścia w… warszawskiej Legii. Irlandczyk zaprezentował swoje umiejętności w sparingu z MKS Mława, ale na Łazienkowską ostatecznie nie trafił. Niemal równo rok po pobycie w Warszawie starał się jeszcze o angaż w siódmoligowym King’s Lyn, ale i ta próba spełzła na niczym. Jasne stało się, że środkowy pomocnik, słynący z niezłego wykonywania rzutów wolnych, raczej nie wybiegnie już na murawę w koszulce zawodowego klubu. On sam nie miał problemów by sobie to uświadomić. Zamknął więc listę sukcesów na tryumfie w młodzieżowej edycji FA Cup w barwach Manchesteru i obrał kurs na nowe priorytety.

W piłkarskich czasach Mulryne odważnie używał życia. Szerokim echem odbił się jego związek z Nicolą Chapman, znaną m.in. z okładki magazynu „Breast of British”.

Image and video hosting by TinyPic

Przejawiał też wyjątkową słabość do alkoholu. W 2005 roku, tuż przed eliminacyjnym meczem do Mistrzostw Świata z Azerbejdżanem, Lawrie Sanchez usunął go z irlandzkiej kadry. Do towarzystwa dodał mu Jeffa Whitley, z którym Mulryne nie tylko grał wtedy w Cardiff, ale też złamał „godzinę policyjną” w czasie zgrupowania i wlewał w gardło całkiem spore ilości napojów wysokoprocentowych.

Reklama

Image and video hosting by TinyPic

Obecnie po wszelkich słabościach nie ma żadnego śladu, a były piłkarz zamiast sprawiać problemy chce nawracać tych, którzy zajęli jego miejsce.

W 2009 roku, w wieku 31 lat, zaczął się przyuczać do kapłańskiej posługi. Jego matka, Sally, mówiła, że oddanie się powołaniu, to „wielka decyzja” syna. Duży wpływ na ten wybór miały namowy i przekonywania Noela Treanora, biskupa diecezji Down i Connor. Nie bez znaczenia była też chęć niesienia pomocy potrzebującym, z którą Mulryne zapoznał się, gdy po zakończeniu kariery, zaczął żywo angażować się w działalność charytatywną, czy pomoc bezdomnym.

Aktualnie Mulryne kontynuuje siedmioletnie studia w Papieskim Kolegium Irlandzkim w Rzymie. Przed święceniami kapłańskimi musi zaliczyć m.in. dwa lata filozofii i cztery teologii. Śmiało można przyjąć, że dla sporej grupy jego kolegów z boiska byłoby to nierealne. On sam zdaje się być na najlepszej drodze do realizacji zamierzonego celu. Paul McVeigh, który występował z nim w Norwich i do dziś pozostaje w koleżeńskiej relacji, odwiedził go nawet w Rzymie, skąd donosił: – Kiedy przyjechałem do Rzymu, Phil zabrał mnie do kolegium. Wyglądał tam na bardzo zadowolonego.

Reklama

Wszystko wskazuje na to, że już za kilka lat Phil Mulryne zamiast w piłkarskim trykocie będzie paradował w koloratce. Kto wie, może swoją działalnością przyczyni się do poprawy nie najlepszej sytuacji irlandzkiego kościoła? Może w tej branży okaże się lepszy niż w kopaniu piłki…

KAROL BOCHENEK

JEŚLI CHCESZ NAPISAĆ SWÓJ TEKST O LIDZE ZAGRANICZNEJ, WYŚLIJ MAILA. DLA NAJLEPSZYCH NAGRODY PIENIÄ˜Ł»NE!

[email protected]
[email protected]
[email protected]
[email protected]

Reklama

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama