Piłka nożna niejednemu uratowała życie. Możliwość zarobienia na niej niezłych pieniędzy okazała się zbawieniem dla wielu, którzy, gdyby nie talent i umiejętności, poznaliby zapewne zupełnie inny smak życia. Nieodzowny problem stanowi jednak kres zawodniczej kariery. W końcu z przyzwyczajeń nie jest łatwo zrezygnować, zwłaszcza wtedy, gdy jest to przyzwyczajenie do wysokich przelewów. Wraz z zwieszeniem butów na kołku i opróżnieniem klubowej szafki, wielu piłkarzom z oczu pryska piękny sen. Są jednak i tacy, którym znalezienie nowego pomysłu na siebie nie przysparza większych problemów.
Trenerzy, sprawni menadżerowie, skauci – to chyba najpowszechniejsze pomysły na „drugie” życie. Dużym wzięciem cieszy się rola telewizyjnego eksperta. Chociaż do tego akurat wypada mieć w miarę przyzwoitą aparycję i przede wszystkim odrobinę oleju w głowie. Dość popularne jest też zakładanie prywatnych szkółek piłkarskich. Zdarza się jednak i tak, że futbolowi emeryci nie dążą do utrzymania kontaktu z dyscypliną. Phil Mulryne, na ten przykład, postanowił zostać…księdzem.
Piłkarzem Mulryne był raczej średnim. Co prawda podstaw rzemiosła uczył się w akademii Manchesteru United, jednak w seniorskim futbolu nie zrobił takiej kariery, jaką mu przepowiadano. Na Old Trafford zwyczajnie nie wytrzymał konkurencji. W 1999 roku, po trzech bezowocnych latach oczekiwań na swoją szansę, postanowił przenieść się do Norwich. Kanarkowych barw klubu z Carrow Road bronił z powodzeniem przez siedem kolejnych sezonów, umacniając przy okazji swoją pozycję w reprezentacji Irlandii. Jednak po odejściu z Norwich jego kariera zamieniła się w równię pochyłą. Zaliczył zupełnie nieudane podejścia w Cardiff City i Leyton Orient. W październiku 2006 roku próbował nawet szczęścia w… warszawskiej Legii. Irlandczyk zaprezentował swoje umiejętności w sparingu z MKS Mława, ale na Łazienkowską ostatecznie nie trafił. Niemal równo rok po pobycie w Warszawie starał się jeszcze o angaż w siódmoligowym King’s Lyn, ale i ta próba spełzła na niczym. Jasne stało się, że środkowy pomocnik, słynący z niezłego wykonywania rzutów wolnych, raczej nie wybiegnie już na murawę w koszulce zawodowego klubu. On sam nie miał problemów by sobie to uświadomić. Zamknął więc listę sukcesów na tryumfie w młodzieżowej edycji FA Cup w barwach Manchesteru i obrał kurs na nowe priorytety.
W piłkarskich czasach Mulryne odważnie używał życia. Szerokim echem odbił się jego związek z Nicolą Chapman, znaną m.in. z okładki magazynu „Breast of British”.
Przejawiał też wyjątkową słabość do alkoholu. W 2005 roku, tuż przed eliminacyjnym meczem do Mistrzostw Świata z Azerbejdżanem, Lawrie Sanchez usunął go z irlandzkiej kadry. Do towarzystwa dodał mu Jeffa Whitley, z którym Mulryne nie tylko grał wtedy w Cardiff, ale też złamał „godzinę policyjną” w czasie zgrupowania i wlewał w gardło całkiem spore ilości napojów wysokoprocentowych.
Obecnie po wszelkich słabościach nie ma żadnego śladu, a były piłkarz zamiast sprawiać problemy chce nawracać tych, którzy zajęli jego miejsce.
W 2009 roku, w wieku 31 lat, zaczął się przyuczać do kapłańskiej posługi. Jego matka, Sally, mówiła, że oddanie się powołaniu, to „wielka decyzja” syna. Duży wpływ na ten wybór miały namowy i przekonywania Noela Treanora, biskupa diecezji Down i Connor. Nie bez znaczenia była też chęć niesienia pomocy potrzebującym, z którą Mulryne zapoznał się, gdy po zakończeniu kariery, zaczął żywo angażować się w działalność charytatywną, czy pomoc bezdomnym.
Aktualnie Mulryne kontynuuje siedmioletnie studia w Papieskim Kolegium Irlandzkim w Rzymie. Przed święceniami kapłańskimi musi zaliczyć m.in. dwa lata filozofii i cztery teologii. Śmiało można przyjąć, że dla sporej grupy jego kolegów z boiska byłoby to nierealne. On sam zdaje się być na najlepszej drodze do realizacji zamierzonego celu. Paul McVeigh, który występował z nim w Norwich i do dziś pozostaje w koleżeńskiej relacji, odwiedził go nawet w Rzymie, skąd donosił: – Kiedy przyjechałem do Rzymu, Phil zabrał mnie do kolegium. Wyglądał tam na bardzo zadowolonego.
Wszystko wskazuje na to, że już za kilka lat Phil Mulryne zamiast w piłkarskim trykocie będzie paradował w koloratce. Kto wie, może swoją działalnością przyczyni się do poprawy nie najlepszej sytuacji irlandzkiego kościoła? Może w tej branży okaże się lepszy niż w kopaniu piłki…
KAROL BOCHENEK
JEŚLI CHCESZ NAPISAĆ SWÓJ TEKST O LIDZE ZAGRANICZNEJ, WYŚLIJ MAILA. DLA NAJLEPSZYCH NAGRODY PIENIÄ˜Ł»NE!
[email protected]
[email protected]
[email protected]
[email protected]

