… i jest to informacja dnia w dzisiejszej prasie. Ciekawi jesteśmy kolejnych ruchów transferowych nowego dyrektora sportowego Polonii, Józefa Wojciechowskiego.
FAKT
Największy polski tabloid ostatnio wyjątkowo ugrzeczniony. Dziś też nie znajdujemy żadnych przełomowych, hitowych informacji. Jest coś o zwolnieniu Lubańskiego, odejściu Probierza z Arisu i króciutka rozmówka z Baruchyanem.
GAZETA WYBORCZA
Jest co poczytać. Przede wszystkim – obszerny tekst o ustawianiu meczów w dzisiejszym futbolu…
Kilka miesięcy wcześniej piłkarze trzecioligowego Cremonese, którzy grali z Paganese, źle się poczuli. Kiedy jeden wpadł samochodem do rowu, klub zarządził badania. Okazało się, że do wody, którą popijali w trakcie meczu, ktoś dosypał używanego przy zaburzeniach snu lormetazepamu. Chciał wpłynąć na przebieg gry. – To paranoja, historia jak z Kafki. Nie umiem ocenić, jak było to groźne dla graczy, bo nie wiem, ile substancji przyjęli, ale jestem zszokowany – komentował Enrico Castellacci, lekarz reprezentacji Włoch. Nie przypuszczał jeszcze, że piłkarzy podtruwał kolega z drużyny, bramkarz Marco Paoloni, który obiecał gangsterom, że mecz przegrają.
(…)
Kiedy wyszło na jaw sfingowanie sparingu Bahrajn – Togo, FIFA przyjrzała się prowadzonemu przez tego samego sędziego meczowi w nigeryjskiej Abudży. Gospodarze wygrali z Argentyną 4:1, ale przy stanie 4:0 arbiter zachowywał się, jakby za wszelką cenę nie chciał skończyć gry. Wreszcie w ósmej (!) minucie doliczonego czasu podarował gościom rzut karny – za rzekome uderzenie piłki ręką, choć na powtórkach widać, iż ta dotknęła goleni Nigeryjczyka. A chwilę wcześniej azjatyckie rynki bukmacherskie zostały zasypane typami na bramkę zdobytą przez Argentyńczyków.
W dodatku stołecznym jest kawałek o Aviramie Baruchyanie.
Zaraz po zajęciach udał się do synagogi w Babka Tower, na szabas. – Tu chodzi większość Izraelczyków mieszkających w Warszawie, z Konwiktorskiej na Słonimskiego bliżej mu niż na Twardą – mówi agent Baruchjana Serge Ankori (jego dziadek przed wojną wyjechał z Polski, mieszkał przy Wilczej), który będzie się opiekował nowym zawodnikiem Polonii. Szczególnie ma być mu pomocny w wypełnianiu zasad wiary. – Znalazłem mu synagogę, a także koszerną restaurację i sklep. Musimy też ustalić pewne zasady z trenerami, bo Awiram niektórych rzeczy nie może jeść – mówi Ankori. – U mnie może zamówić tylko kawę – mówi właściciel klubowej restauracji Czarna Koszula. – Bez przesady, pozwoli sobie jeszcze na ciastko – dodaje Ankori.
PRZEGLĄD SPORTOWY
Wywiad z Pawłem Janasem…
W trakcie meczu ma pan ochotę zapalić?
Jak nie wolno, to nie wolno. Już kiedyś jak prowadziłem reprezentację, za palenie na ławce rezerwowych groziła kara pięciu tysięcy franków. A i tak niektórzy gdzieś się chowali, żeby tylko dwa razy się zaciągnąć. Stres jest niesamowity, ale co z tego? Trzeba wytrzymać. Jak ktoś lubi wypić, to nie znaczy, że będzie pił na ławce. Choć znam trenera, któremu masażysta podawał procenty w bidonach.
(…)
Pan pozwala zawodnikom palić, czy muszą się chować, jak uczniowie na szkolnej wycieczce?
Jeżeli ktoś zapali w ukryciu, to jego sprawa. I tak teraz pali znacznie mniej piłkarzy niż w przeszłości, a ci, którzy to robią, to bardziej dla szpanu niż dla przyjemności. Kiedyś w drodze na mecz kopcił cały autobus, zawodnicy z trenerami. Graliśmy w karty i paliliśmy. Później trochę się ucywilizowało i nie było już papierosów w autobusie. Robiliśmy postoje w lesie, a palacze odchodzili na bok. Dziś sobie nie wyobrażam takiej sytuacji. Zawodnicy bardziej profesjonalnie podchodzą do zawodu. Plus dla nich.
Więcej miejsca jest też poświęcone konfliktowi Wojciechowskiego z Lubańskim.
– Ci panowie w Polonii już nie pracują. Lubański kompletnie nie wstrzelił się w drużynę Jacka Zielińskiego, sami widzicie, jak mi pomógł w transferach. Mogłem na nich liczyć jak cholera – ironizuje Wojciechowski. – Znaleźli mi dwóch piłkarzy: jednego z Peru, drugiego ze Standardu Liege (Aloysa Nonga – przyp. red.). O tym drugim mówili, że w tym sezonie prawie nie grał, bo był skłócony ze swoim trenerem. Ale nawet mój prawnik, który zupełnie nie zna się na piłce, spojrzał na jego statystyki i mówi: „coś tu jest nie tak, bo on przecież ma sześć występów i tylko jedną bramkę”. Doszliśmy do wniosku, że nic dziwnego, że jest tam skłócony, bo gdyby u nas na sześć spotkań tylko raz trafiał do siatki, to też pewnie bylibyśmy z nim w konflikcie – dodaje prezes.
SPORT
Nuuuuuuuda.





