SOBOTA: koniec trzymiesięcznego serialu – poleciała głowa Lubańskiego…

redakcja

Autor:redakcja

07 stycznia 2012, 10:38 • 4 min czytania

… i jest to informacja dnia w dzisiejszej prasie. Ciekawi jesteśmy kolejnych ruchów transferowych nowego dyrektora sportowego Polonii, Józefa Wojciechowskiego.
FAKT

SOBOTA: koniec trzymiesięcznego serialu – poleciała głowa Lubańskiego…
Reklama

Image and video hosting by TinyPic

Największy polski tabloid ostatnio wyjątkowo ugrzeczniony. Dziś też nie znajdujemy żadnych przełomowych, hitowych informacji. Jest coś o zwolnieniu Lubańskiego, odejściu Probierza z Arisu i króciutka rozmówka z Baruchyanem.

Reklama

GAZETA WYBORCZA

Image and video hosting by TinyPic

Jest co poczytać. Przede wszystkim – obszerny tekst o ustawianiu meczów w dzisiejszym futbolu…

Kilka miesięcy wcześniej piłkarze trzecioligowego Cremonese, którzy grali z Paganese, źle się poczuli. Kiedy jeden wpadł samochodem do rowu, klub zarządził badania. Okazało się, że do wody, którą popijali w trakcie meczu, ktoś dosypał używanego przy zaburzeniach snu lormetazepamu. Chciał wpłynąć na przebieg gry. – To paranoja, historia jak z Kafki. Nie umiem ocenić, jak było to groźne dla graczy, bo nie wiem, ile substancji przyjęli, ale jestem zszokowany – komentował Enrico Castellacci, lekarz reprezentacji Włoch. Nie przypuszczał jeszcze, że piłkarzy podtruwał kolega z drużyny, bramkarz Marco Paoloni, który obiecał gangsterom, że mecz przegrają.

(…)

Kiedy wyszło na jaw sfingowanie sparingu Bahrajn – Togo, FIFA przyjrzała się prowadzonemu przez tego samego sędziego meczowi w nigeryjskiej Abudży. Gospodarze wygrali z Argentyną 4:1, ale przy stanie 4:0 arbiter zachowywał się, jakby za wszelką cenę nie chciał skończyć gry. Wreszcie w ósmej (!) minucie doliczonego czasu podarował gościom rzut karny – za rzekome uderzenie piłki ręką, choć na powtórkach widać, iż ta dotknęła goleni Nigeryjczyka. A chwilę wcześniej azjatyckie rynki bukmacherskie zostały zasypane typami na bramkę zdobytą przez Argentyńczyków.

Image and video hosting by TinyPic

W dodatku stołecznym jest kawałek o Aviramie Baruchyanie.

Zaraz po zajęciach udał się do synagogi w Babka Tower, na szabas. – Tu chodzi większość Izraelczyków mieszkających w Warszawie, z Konwiktorskiej na Słonimskiego bliżej mu niż na Twardą – mówi agent Baruchjana Serge Ankori (jego dziadek przed wojną wyjechał z Polski, mieszkał przy Wilczej), który będzie się opiekował nowym zawodnikiem Polonii. Szczególnie ma być mu pomocny w wypełnianiu zasad wiary. – Znalazłem mu synagogę, a także koszerną restaurację i sklep. Musimy też ustalić pewne zasady z trenerami, bo Awiram niektórych rzeczy nie może jeść – mówi Ankori. – U mnie może zamówić tylko kawę – mówi właściciel klubowej restauracji Czarna Koszula. – Bez przesady, pozwoli sobie jeszcze na ciastko – dodaje Ankori.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Image and video hosting by TinyPic

Wywiad z Pawłem Janasem…

W trakcie meczu ma pan ochotę zapalić?
Jak nie wolno, to nie wolno. Już kiedyś jak prowadziłem reprezentację, za palenie na ławce rezerwowych groziła kara pięciu tysięcy franków. A i tak niektórzy gdzieś się chowali, żeby tylko dwa razy się zaciągnąć. Stres jest niesamowity, ale co z tego? Trzeba wytrzymać. Jak ktoś lubi wypić, to nie znaczy, że będzie pił na ławce. Choć znam trenera, któremu masażysta podawał procenty w bidonach.

(…)

Pan pozwala zawodnikom palić, czy muszą się chować, jak uczniowie na szkolnej wycieczce?
Jeżeli ktoś zapali w ukryciu, to jego sprawa. I tak teraz pali znacznie mniej piłkarzy niż w przeszłości, a ci, którzy to robią, to bardziej dla szpanu niż dla przyjemności. Kiedyś w drodze na mecz kopcił cały autobus, zawodnicy z trenerami. Graliśmy w karty i paliliśmy. Później trochę się ucywilizowało i nie było już papierosów w autobusie. Robiliśmy postoje w lesie, a palacze odchodzili na bok. Dziś sobie nie wyobrażam takiej sytuacji. Zawodnicy bardziej profesjonalnie podchodzą do zawodu. Plus dla nich.

Image and video hosting by TinyPic

Więcej miejsca jest też poświęcone konfliktowi Wojciechowskiego z Lubańskim.

– Ci panowie w Polonii już nie pracują. Lubański kompletnie nie wstrzelił się w drużynę Jacka Zielińskiego, sami widzicie, jak mi pomógł w transferach. Mogłem na nich liczyć jak cholera – ironizuje Wojciechowski. – Znaleźli mi dwóch piłkarzy: jednego z Peru, drugiego ze Standardu Liege (Aloysa Nonga – przyp. red.). O tym drugim mówili, że w tym sezonie prawie nie grał, bo był skłócony ze swoim trenerem. Ale nawet mój prawnik, który zupełnie nie zna się na piłce, spojrzał na jego statystyki i mówi: „coś tu jest nie tak, bo on przecież ma sześć występów i tylko jedną bramkę”. Doszliśmy do wniosku, że nic dziwnego, że jest tam skłócony, bo gdyby u nas na sześć spotkań tylko raz trafiał do siatki, to też pewnie bylibyśmy z nim w konflikcie – dodaje prezes.

SPORT

Nuuuuuuuda.

Image and video hosting by TinyPic

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama